Na słodko

fotochannels.com

Niezdrowa, tucząca, podejrzana moralnie. Mimo zszarganej opinii czekolada wraca ostatnio do łask – przekonują się do niej lekarze i kosmetolodzy. Sceptyczni pozostają jedynie dietetycy.

Kiedy Krzysztof Kolumb wracał do Europy, sprezentowane przez Indian ziarna kakaowca wyrzucił podobno ze statku, myśląc, że to kozie bobki. Pierwszy transport kakao wieziony przez korsarza Francisa Drake’a królowej Elżbiecie I również skończył za burtą. Tona ziarna zabranego wraz ze sztabkami srebra z hiszpańskiego galeonu pomylona została z balastem i wyrzucona do wody w okolicach Plymouth.

Pierwszy czekoladę do Europy sprowadził Hernán Cortés. W 1519 roku aztecki władca Montezuma poczęstował go kakaowym napojem. Potem pewnie tego gestu żałował, a Cortésa i tak bardziej interesowała złota czarka, w której napój podano, niż niesmaczny, gorzki i pikantny napar. Zaciekawiło go jednak, że po jego wypiciu można spędzić cały dzień w siodle, nie odczuwając ani głodu, ani zmęczenia.

Przywieziony przez konkwistadorów napój zyskał wielką popularność na królewskim dworze w Madrycie. Hiszpanie zaczęli więc zakładać w Ameryce Środkowej plantacje kakao, gdzie pracowali dla nich lokalni, a potem przywożeni z Afryki niewolnicy.

Przez blisko 300 lat czekolada była równie ekskluzywna jak dzisiaj najdroższy szampan. Sytuacja zmieniła się dopiero w XIX wieku, wraz z rewolucją przemysłową. Holenderski chemik Coenraad van Houten opracował sposób wytwarzania rozpuszczalnej czekolady w proszku, dużo tańszej niż ziarno kakaowe. Mieszkający w Anglii bracia Fry wymyślili czekoladę w tabliczkach. Pod koniec wieku wyprodukowano pierwszą czekoladę mleczną. Wytwórca używanego do jej wyrobu mleka w proszku Henri Nestlé założył firmę, która miała stać się jedną z największych korporacji na świecie. W tej samej epoce zrobili karierę panowie o znanych wszystkim amatorom czekolady nazwiskach Tobler, Suchard, Lindt i Cadbury.

Zdrowie z bombonierki

Kakaowe ziarno składa się z ponad 600 chemicznych związków, z których jedna trzecia może być dobroczynna dla ludzkiego organizmu. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy, powołując się na rezultaty rozlicznych badań. Uczeni z Imperial College of London przeprowadzili eksperyment, z którego wynikało, że teobromina zawarta w kakao jest o 30 proc. skuteczniejsza w hamowaniu kaszlu niż tradycyjnie stosowana kodeina. Kofeina i teobromina stymulują pracę serca i systemu nerwowego. Fenyloetylamina działa antydepresyjnie, pobudza też w mózgu ośrodki odpowiedzialne za wzmocnienia pozytywne i emocje towarzyszące otrzymaniu nagrody. Najcenniejszym dla zdrowia składnikiem czekolady są jednak flawonoidy, które wzmacniają organizm, zwiększają odporność na infekcje i walczą ze szkodliwymi wolnymi rodnikami. W 2006 roku uczeni z Holandii donieśli, że flawonoidy z ziarna kakaowego polepszają stan komórek, które wyścielają naczynia krwionośne.

Nawet jednak i bez badań ludzie wiedzieli o dobroczynnych właściwościach czekolady od dawna. W pierwotnych kulturach służyła jako lekarstwo na bóle żołądka, a w Europie przez długi czas sprzedawana była w aptekach. Dzisiaj wiadomo też niestety, że nie wszystkie zalety czekolady da się wykorzystać. Chcąc dostarczyć polecaną przez lekarzy dawkę flawonoidów, musielibyśmy jeść tyle wyrobów czekoladowych, że nasza waga pewnie by się podwoiła. Czekolada nie zdaje też egzaminu jako stymulant – w jednej jej tabliczce jest o połowę mniej kofeiny niż w filiżance kawy. Uczeni zapewniają jednak, że zjadanie kilku kostek czekolady dziennie reguluje ciśnienie krwi, zastrzegając przy tym, że chodzi o czekoladę gorzką, w której najwięcej jest bogatego we flawonoidy kakaowego ziarna.

Grzeszna przyjemność

W kulturze Majów i Azteków picie kakaowego napoju było częścią religijnego rytuału, zanoszono go też do świątyń w darze dla bogów. U Majów podczas ceremonii nadawania dziecku imienia skrapiano je wodą z rozpuszczonym kakao. Wysokie mniemanie o czekoladzie musiał też najwyraźniej mieć Linneusz, który nadał drzewu kakaowca nazwę Theobroma cacao, co po grecku oznacza „napój bogów”. Na masową skalę czekoladę na Stary Kontynent zaczęli sprowadzać zakonnicy – misjonarze żeglujący przez Atlantyk. Przewiezienie czekolady przez ocean przyniosło jednak zmianę przepisu. W kulturach prekolumbijskich napój przyrządzano na wodzie i dodawano do niego ostrych papryczek, ambry i gałki muszkatołowej, czasem zagęszczano go mączką kukurydzianą. Po drugiej stronie oceanu – jak pisze Maguelonne Toussaint-Samat – „pierwszym krokiem sióstr misjonarek było wykorzystanie swych talentów kulinarnych do »chrystianizacji« chocolate. Uznały, nie bez racji, że wszystkie diabelstwa wynikają z dodania mocnych przypraw i aromatów. Zastąpiły je więc ku ogólnej uciesze wanilią, cukrem i bitą śmietanką”. 

Ponieważ jednak czekolada od zawsze słynęła jako afrodyzjak, nawet po osłodzeniu receptury nie do końca wiadomo było, czy to napój boski, czy szatański. Zwłaszcza że pijały go i polecały takie osobistości, jak Casanova, królewskie faworyty madame du Barry i madame de Pompadour oraz markiz de Sade. W 1624 roku pewien teolog napisał traktat postulujący zakazanie picia czekolady w klasztorach ze względu na ekscytujące działanie napoju. Spory o naturę czekolady przerwała w 1662 roku bulla papieska mówiąca, że jej spożywanie nie jest równoznaczne z przerwaniem postu, pod warunkiem że napój przyrządzony jest na wodzie. O ile jednak dyskusja dotycząca wpływu czekoladowego napitku na obyczaje jest dość dobrze udokumentowana, nie spotkałam się z żadnym opisem świadczącym o tym, by ktokolwiek w tamtej epoce stosował czekoladę zewnętrznie.

Kąpiel w kakao

Czekoladowy piling, maska do ciała przypominająca czekoladowy budyń, balsam pachnący jak łakocie od Wedla – wszystkiego tego można zakosztować, wybierając się do salonu kosmetycznego na czekoladowy zabieg. Jego popularność rośnie jesienią i zimą, z oczywistych powodów. – Zabieg taki nie tylko ujędrnia skórę, ale przede wszystkim polepsza humor i świetnie relaksuje – wyjaśnia Marzena Jurczenia, masażystka z warszawskiego salonu Celebrity Beauty & Spa. – Do większości zabiegów na ciało używamy jadalnej czekolady o 98-procentowej zawartości kakao. Czekoladowy zabieg na twarz to jednak rzadkość. W naszym salonie go nie robimy. Do jego wykonania stosuje się aromaesencję czekoladową, bo czekolada spożywcza mogłaby podrażnić skórę twarzy
– mówi Marzena Jurczenia.

Ekstrakty z kakaowego ziarna włączane są do receptur kosmetyków. Stymulują aktywność komórek, odżywiają skórę i przywracają jej blask. Zawarte w kakao flawonoidy chronią przed wolnymi rodnikami i uodparniają skórę na działanie czynników zewnętrznych. Właściwości wyszczuplające kofeiny wykorzystywane są w kosmetykach do ciała. Ważnym elementem czekoladowych kosmetyków jest ich zapach – wyciągi z ziaren kakaowych znajdziemy więc w kulach do kąpieli i płynach pod prysznic, a masło kakaowe w balsamach do ciała. Czekoladowe nuty wyczujemy też w perfumach – mają one pomóc nam przywołać pozytywne wspomnienia z dzieciństwa i wzmacniać poczucie bezpieczeństwa.

Słabość do czekolady jest więc uzasadniona i usprawiedliwiona. Smakosz Brillat-Savarin radził napić się czekolady każdemu, kto „ciesząc się bystrym umysłem, poczuł, że chwilowo ogłupiał”. A Aleksander Dumas, autor nie tylko mojej ukochanej powieści o hrabim Monte Christo, ale również dzieła zatytułowanego Le Grand Dictionnaire de Cuisine (czyli wielki słownik kulinarny), polecał czekoladę wszystkim osobom „wyczerpanym jakąkolwiek pracą”.        

Korzystałam z książek: „Historia naturalna i moralna jedzenia” Maguelonne Toussaint-Samat, wyd. Larousse/W.A.B., Warszawa 2002, „Wokół stołu” Silvii Malaguzzi, wyd. Arkady, Warszawa 2009 oraz „Czekolada. Nowa harmonia smaku” Rosalby Gioffré, wyd. Jedność, Kielce 2006.