fbpx

Życie według dajrekszyns

Przechodzi tu koło mnie cały czas pewien niezwykle pewny siebie mężczyzna i komunikuje się do swojego zestawu słuchawkowego na cały wagon. Ma białą koszulę i żółty krawat. Do tego bardzo wymyślnie przystrzyżoną bródkę i zapewne bardzo drogie okulary. Wypadają z niego zdumiewające sformułowania, jak na przykład: „Do 2011 to sobie lajtowo przestrukturyzujemy” albo „Oni to muszą zrobić swoim eselejem”(?!), albo „Słuchaj, jeśli będziesz potrzebował jakieś dajrekszyns, to dzwoń”.

Jedziemy tak sobie razem pociągiem relacji Kraków – Warszawa. Wagon klasy pierwszej. Ja piszę felieton, on wysyła dajrekszyns. Jest w tym niesłychanie konsekwentny, rozmowę kończy tylko wtedy, kiedy ma drugiego rozmówcę na linii. Dwa razy stracił też zasięg, co wprawiło go w zdumienie, bo jego absolutnie wyjątkowy model telefonu komórkowego nie powinien chyba tracić zasięgu nigdy. Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna w tych dwóch momentach na sekundę gubi gdzieś swoją pewność i ze słowem „Dżizas!” na ustach chowa się na chwilę do swojego przedziału. Jak dojedziemy, on z pewnością pójdzie na bizneslunch zastanawiać się, jak lajtowo przestrukturyzować do 2011, ja pójdę do teatru zastanawiać się przez cztery godziny, kto ukrywał Żydów. Można powiedzieć, że poza wagonem i tym felietonem niewiele nas łączy.

I tak się zastanawiam, kiedy to się właściwie zaczyna? Od kiedy było już jasne, że Maciej Stuhr nie tylko nie lajtowo, nie tylko nie do 2011, ale w ogóle niczego nigdy nie przestrukturyzuje, a nawet jeśli przestrukturyzuje, to zupełnie przypadkowo i nieświadomie. I kiedy to ten Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna zrozumiał, że zagranie Hamleta nie jest dla niego najlepszym pomysłem (no, chyba że Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna uważa, że Hamleta pyknąłby sobie lajtowo, o ile dostałby takie dajrekszyns, ale uwierzcie mi, że jakiekolwiek dajrekszyns by dostał, nie pyknąłby!). Być może chodziliśmy do tego samego liceum, być może oddawaliśmy butelki w tym samym punkcie skupu, może on też był osiem razy na filmie o Old Shatterhandzie, może i jemu jakaś Edyta pokazała w przedszkolu za drzewem to, co mi… To coś jednak, co sprawiło, że jedno drzewo ma igły, a drugie liście, sprawiło również, że Maciej Stuhr nie jedzie dziś tym pociągiem w białej koszuli z żółtym krawatem. No i bardzo dobrze!

W moim wagonie jadą też inni. Dość duża część wygląda niestety na klony Niezwykle Pewnego Siebie Mężczyzny. Czasami nawet zderzają się z nim na korytarzu podczas swoich rozmów telefonicznych. Ale są też typy zupełnie inne. Jest starszy jegomość w eleganckim garniturze wyglądający na profesora biologii z uniwersytetu, jest człowiek, który z powodzeniem mógłby być korektorem w „Tygodniku Powszechnym”, a w wolnych chwilach pisać piękne wiersze, pani, która wygląda mi na żonę rzeźnika spod Płocka, której osobistym hobby jest bycie właścicielką sklepu Markowa Odzież Zachodnia. Każdy z innej bajki, ze swoim szczęściem i nieszczęściem. Każdy raz na jakiś czas rzuci ukradkiem spojrzenie z niemym pytaniem: „Człowieku! A kim ty właściwie jesteś?”. Za pół godziny wchłonie nas Warszawa i to pytanie pozostanie na zawsze bez odpowiedzi. A co gorsza, stanie się kompletnie nieistotne…

To miał być felieton o wielkiej miłości, pasji, pożądaniu, zdradzie, dzikim seksie, wielkich pieniądzach i o tym, że czasem honor jest ważniejszy od prawa. Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna pokrzyżował jednak moje plany. Jego pewność zdawała się mówić, że Państwo zdecydowanie bardziej będą woleli poczytać sobie o nim.