1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. Biebrzański Park Narodowy po pożarze - czy przyroda się odrodzi?

Biebrzański Park Narodowy po pożarze - czy przyroda się odrodzi?

Grzędy - brzezina bagienna wiosną sprzed kilku lat.... i obecnie. Biebrzański Park Narodowy po pożarze. (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl)
Grzędy - brzezina bagienna wiosną sprzed kilku lat.... i obecnie. Biebrzański Park Narodowy po pożarze. (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
26 kwietnia, po tygodniu zmagań, ugaszono wielki pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Spaliło się prawie 6 tys. hektarów, z czego niespełna 5 tys. w granicach BbPN (jedna dziesiąta Parku) i prawie tysiąc hektarów otuliny. Co dzieje się obecnie w największym w Polsce parku narodowym, gdzie przyroda doznała tak wielu strat?

Od początku marca br. w Biebrzańskim Parku Narodowym zanotowano 21 pożarów. W większości były to niewielkie incydenty, chociaż w Niedzielę Wielkanocną spaliło się prawie dwieście hektarów między Mścichami a Klimaszewnicą - to atrakcyjny przyrodniczo teren zamieszkiwany przez czajki, żurawie i błotniaki. Strażacy jednak nie zdążyli odetchnąć, bo już po tygodniu pojawił się kolejny pożar i to na skalę, jakiej nikt się nie spodziewał. Ludzie zamieszkujący pobliskie tereny nigdy wcześniej nie doświadczyli tak ogromnego pożaru, który zagrażałby im bezpośrednio.

Pożar był dużym wstrząsem dla ekosystemu. Objął swoim zasięgiem cały środkowy basen Parku (Las Wroceński, Brzeziny Kapickie, Tchórze Grzędy, Dębową Górę), gdzie gniazda zakłada wiele ptaków zagrożonych wyginięciem. Jednak nie tylko rzadkie gatunki ptaków są wizytówką BbPN. Biebrza jest też ostoją dla łosia, wilka, lisa, wydry, tchórza, bobra, a także rysia. W ciągu 26 lat istnienia Parku zanotowano blisko 3400 gatunków zwierząt bezkręgowych, z czego wiele jest pod ochroną. Obecnie zaczął się okres lęgowy ptaków. Część z nich straciła w pożarze swoje siedliska. Spaliły się hektary łąk i lasów, w których siedliska mogły utracić swoją naturalną strukturę jak np. kępy turzyc. Każdy z nas zadaje sobie pytanie, ile czasu musi upłynąć, aby przyroda mogła się odrodzić?

Musi minąć rok, żeby można było dobrze ocenić sytuację. Ptaki lęgną się raz w roku. W tym roku wielu lęgowisk jeszcze nie było. Część ptaków jest w drodze do nas. Za chwilę monitoringi pokażą ich zachowania. Na razie nie ma takiej konieczności, ale istnieje możliwość, że będziemy robić tzw. platformy, czyli sztuczne gniazda. – wyjaśnia dyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego Andrzej Grygoruk. – Solidne opady deszczu pozwoliłyby na szybką regenerację. Musi odbyć się też monitoring, który pokaże np. czy na spalony teren nie wkroczą gatunki inwazyjne. Może np. wejść trzcina na siedlisko, gdzie nie występowała wcześniej i zniszczyć tym samym dotychczasową bioróżnorodność. Teraz potrzeba wielu specjalistów (od drobnych ssaków, ornitologii, botaniki), którzy będą badać obszar po pożarze. Jednak dopiero po upływie roku będzie można coś więcej powiedzieć.

Wielu naukowców z Polski i z zagranicy zgłasza się obecnie do władz Parku z prośbą o możliwość założenia stanowisk badawczych. Pole dla badaczy zawsze było w BbPN olbrzymie, choćby ze względu na występowanie unikatowych gatunków. Teraz, po pożarze, naukowcy będą mogli badać nowe zjawiska przyrodnicze dla poszczególnych roślin i zwierząt, związane na przykład z ich odradzaniem się i przemieszczaniem.

Biebrzański Park Narodowy, pogorzelisko w okolicy Tchórzych Grzęd (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl) Biebrzański Park Narodowy, pogorzelisko w okolicy Tchórzych Grzęd (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl)

O szczegółach, związanych z obecną sytuacją, mówi Artur Wiatr – kierownik Ośrodka Wdrażania Działań Ochronnych Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Co dzieje się w Parku Narodowym po pożarze? Monitorujemy teren, żeby oszacować straty. Każdy ze specjalistów (m.in. od flory i fauny) ruszył w teren zaraz po ugaszeniu pożaru. Wszyscy byliśmy zatroskani o to, jakich strat dokonał pożar. Nie mamy, póki co, bardzo niepokojących raportów. Do tej pory nie trafił do nas (tj. do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, który funkcjonuje na Grzędach w Biebrzańskim Parku Narodowym) żaden osobnik wymagający opieki z powodu pożaru – miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Znaleźliśmy dwa martwe łosie i lisa – zginęły najprawdopodobniej na skutek zaczadzenia dymem. Na ten moment nie natrafiliśmy na żadne martwe ptaki, choć monitorujemy teren intensywnie. Gatunki ptaków, które zakładają gniazda na ziemi i miały już pisklaki (np. czajka) zapewne spaliły się lub zostały łupem ptaków drapieżnych.
Nie spłonął orzeł bielik, o czym pisano w mediach. Dementujemy tę informację. Nasze służby sprawdziły jego stanowisko, które przetrwało po pożarze. Ptak przeżył.
Tym, co najbardziej uległo zniszczeniu jest cała mikrofauna – drobne bezkręgowce, pajęczaki czy też drobne kręgowce, np. norniki, płazy (choć tych nie było za wiele z powodu dotkliwej suszy). Spłonęło dużo gryzoni. Patrolując teren natrafiamy jednak na owady i pajęczaki. Trzeba pamiętać, że w ekosystemach istnieje wiele zależności i brak jednego elementu wywiera wpływ na inne. Tak z pewnością stało się teraz wskutek pożaru. Nie umiemy ocenić na ten moment wszystkich strat, jednak od tego jest między innymi Park Narodowy, żeby pewne procesy badać. Kluczowym czynnikiem jest czas.

W BbPN znajduje się największa w Polsce ostoja łosia (około 400 sztuk). (Fot. C. Werpachowski; materiały ze strony biebrza.org.pl) W BbPN znajduje się największa w Polsce ostoja łosia (około 400 sztuk). (Fot. C. Werpachowski; materiały ze strony biebrza.org.pl)

Jakie gatunki ptaków najmocniej ucierpiały? Biebrza jest ostoją dla wielu gatunków ptaków zagrożonych wyginięciem. Tutaj przykładem są między innymi cietrzewie (skrajnie zagrożony gatunek), a także orlik grubodzioby (gnieżdżący się w Polsce tylko nad Biebrzą), uszatka błotna czy wodniczka, dla której dolina Biebrzy jest najważniejszą ostoją w Unii Europejskiej. Miejscem pożaru był basen środkowy Parku, gdzie ptaki te miały swoje siedliska, bezpośrednio dotknięte i zniszczone pożarem. Trwa sezon lęgowy. Dla gatunków ptaków zakładających gniazda na ziemi ogień był jak wyrok – spłonęły gniazda i najprawdopodobniej pisklęta (przykładem jest czajka czy kszyk – ptaki związane z mokradłami).

Wodniczka (Fot. Grzegorz i Tomasz Kłosowscy; materiały ze strony biebrza.org.pl) Wodniczka (Fot. Grzegorz i Tomasz Kłosowscy; materiały ze strony biebrza.org.pl)

Czy ptaki wrócą na tereny lęgowe? Tak, one trzymają się swoich miejsc. Już teraz na spalonym terenie obserwujemy czajki, śpiewają podróżniczki, słychać tokujące na niebie kszyki. Być może powtórnie przystąpią do lęgów. Jednak ten obszar obecnie jest w większości stracony jako teren lęgowy dla wielu gatunków. Wodniczki, które na początku maja wrócą z zimowisk, zastaną zgliszcza. Potrzeba kilku tygodni, by odrosła świeża biomasa i zaistniały ponownie dobre warunki do bytowania. Ogromnym i zasadniczym problemem jest także susza. Ta susza, którą mamy nad Biebrzą, jest czymś, co nigdy nie występowało na taką skalę. Bagna powinni być zalane, a jest sucho. Poziom Biebrzy jest rekordowo niski. Jeszcze przed pożarem w Lesie Wroceńskim cała roślinność wydawała się „przygaszona”. Obawiam się, że ptaki wodno-błotne nie zatrzymają się u nas w takiej liczbie jak dotychczas. Bataliony, które lubią tereny błotniste, już w większości poleciały dalej na północ, a zawsze na początku maja ich widowiskowe toki były niezwykłą atrakcją, którą można było w Parku podziwiać – te niepowtarzalne kolory piór u samców i wykonywane „tańce”.

Gatunek batalionów, który jeszcze w latach 80-tych XX w. gnieździł się w dolinie Biebrzy, stał się symbolem Biebrzańskiego Parku Narodowego. (Fot. Paweł Świątkiewicz; materiały ze strony BbPN biebrza.org.pl) Gatunek batalionów, który jeszcze w latach 80-tych XX w. gnieździł się w dolinie Biebrzy, stał się symbolem Biebrzańskiego Parku Narodowego. (Fot. Paweł Świątkiewicz; materiały ze strony BbPN biebrza.org.pl)

Jaka jest szansa, że Park wróci do pierwotnego stanu? Nie ingeruje się przecież w jego odnawianie. Nie będziemy niczego sztucznie odtwarzać. Kilka dni porządnego deszczu spowodowałoby, że wegetacja ruszy pełną parą, zrobiłoby się zielono. Już jeden dzień większych opadów przyniósł efekty. Za 2-3 tygodnie na pogorzelisku zobaczymy świeżą zieleń. Roślinność odrodzi się najszybciej. Trzciny, trawy, turzyce szybko się regenerują. Jeśli chodzi o drzewa, to one też mają szansę odżyć, pomimo że pnie zostały opalone – wszystko zależy od tego, gdzie był ogień i jak długo się utrzymywał. Jeśli ogień nie wdarł się w korzenie drzew, powinny się one zregenerować. Jednak tam, gdzie ogień wypalił system korzeniowy, drzewa będą zamierać. Podobnie na turzycowiskach, gdzie wypaliły się kępy turzyc – odbudowa tej cennej struktury potrwa wiele lat.

Najważniejsze, że został zachowany torf. Pożar, mimo ogromnego spustoszenia, był powierzchniowy, więc nie wdarł się w głąb torfu. Torf i grunty organiczne są bardzo ważnym elementem Parku. Gdyby wypaliły się torfy, których powstanie trwało setki i tysiące lat, to byłby dla nas dramat. W 1992 roku zdarzył się pożar torfowisk na tzw. Trójkącie w widłach rzek Jegrznia, Ełk i Kanału Woźnawiejskiego. Pożar trwał kilka miesięcy, a pokłady torfu wypaliły się do gruntu mineralnego. Tamten teren został już stracony jako torfowisko. W jego miejsce weszły brzozy, osiki, wierzby – zmieniając diametralnie przyrodniczy charakter tego miejsca. Tak na szczęście nie stało się w przypadku tego pożaru.

Jaka jest wersja pesymistyczna, czyli susza?  Wegetacja też ruszy, ale w dużo wolniejszym tempie. Przyroda ma taką siłę, że wyciągnie z torfu resztki wody. Trudno nie zauważyć niepokojących zmian klimatu. Trwająca kolejny rok susza przekłada się nie tylko na zagrożenie pożarowe, ale wpływa też negatywnie na atrakcyjność terenu. O tej porze roku rzeka zawsze była rozlana. Spływy kajakowe Biebrzą należały do wyjątkowych. Można było podziwiać łany kaczeńców (knieć błotna), rozciągające się po horyzont rozlewiska i brodzące w nich łosie. W tej chwili płynie się głównie w obniżonym w korycie rzeki mając widoki na trzciny rosnące przy brzegu – niespotykane widoki o tej porze roku.

Jak cała sytuacja odbije się na turystyce? Najpierw koronawirus, z powodu którego odwołano wszystkie rezerwacje w agroturystykach, a zaraz potem pożar. Krajobraz wiele utracił… Ten sezon jest tragiczny dla wszystkich organizatorów związanych z turystyką. Pożar może mieć głównie konsekwencje dla turystyki pieszej. Grzędy, które w części uległy spaleniu, były pod względem przyrodniczym i turystycznym bardzo atrakcyjnym obszarem Parku. Szlaki, które tam przebiegają pozostaną zamknięte, bo nadal istnieje zagrożenie pożarowe.

Jak długo? Trudno powiedzieć. Z pewnością przez kilka następnych tygodni. Musimy zastanowić się również, czy niektórych fragmentów Parku w ogóle nie wyłączyć, żeby ta przyroda szybciej mogła się zregenerować, szczególnie jeśli chodzi o siedliska ptaków. Może być też tak, że ze względu na suszę i wysoki poziom zagrożenia pożarowego część Parku zostanie zamknięta, szczególnie tam, gdzie szlaki przybiegają przez tereny leśne – suche bory. Jest to oczywiście najbardziej pesymistyczny scenariusz. Chcemy jednak, chociaż w minimalnym stopniu, uruchomić ruch turystyczny – warto zaznaczyć, że północna i południowa część Parku pozostają udostępnione turystycznie. Z żalem patrzę na ludzi, dla których ta cała sytuacja jest dramatem, ze względu na utratę źródła utrzymania. Staraliśmy się, przez minione lata, najbardziej jak to możliwe, wspierać lokalną agroturystykę, która jest przyjazną przyrodzie formą turystyki i daje okazję poznania miejscowych zwyczajów, pokazuje serdeczności i otwartości ludzi. Dużo tracą przewodnicy turystyczni, dla których wiosna nad Biebrzą była pełnią sezonu.

Uwagę miłośników ptaków skupiały kilkutysięczne stada batalionów w okresie wiosennej migracji. (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl) Uwagę miłośników ptaków skupiały kilkutysięczne stada batalionów w okresie wiosennej migracji. (Fot. Piotr Tałałaj; materiały ze strony biebrza.org.pl)

Czy planujecie dalsze zbiórki pieniędzy? Oficjalna zbiórka ogłoszona przez Park Narodowy trwała do 5. maja. Wszystkie zebrane w niej pieniądze zostaną przeznaczone na wsparcie ochotniczych straży pożarnych, aby mogły zaopatrzyć się w niezbędny sprzęt. Cieszymy, że możemy ich wesprzeć i podziękować im w ten sposób za ogromną pomoc i poświęcenie. Jesteśmy bardzo wdzięczni za każde wsparcie finansowe, jakie otrzymaliśmy. Na stronie Parku znajduje się . Z pewnością będziemy potrzebować więcej sprzętu i infrastruktury do ochrony przeciwpożarowej czy prowadzenia różnego rodzaju monitoringu na pożarzysku, np. dronów, czy kładów, którymi łatwiej będzie dozorować miejsca związane z pożarem.

Chcielibyśmy też bardzo podziękować strażakom ze straży zawodowej i ochotniczej, leśnikom, wolontariuszom, mieszkańcom nadbiebrzańskich wsi (wiele gospodyń wspierało straż pożarną gotując im posiłki i piekąc ciasta), lokalnemu samorządowi, a także jednostkom Wojsku Polskiemu (Terytorialsi z Białegostoku i saperzy z Orzysza), policji i harcerzom, którzy przyjmowali różnego rodzaju darowizny (woda, żywność, potrzebny sprzęt). Jesteśmy bardzo wdzięczni za każde wsparcie i okazane serce. Wielu wolontariuszy pytało nas, czy mogą włączyć się do gaszenia pożaru, na co oczywiście straż pożarna nie mogła pozwolić ze względów bezpieczeństwa. Jednak każdy pomagał jak tylko mógł. Za to wszystkim w imieniu Dyrektora i całej Załogi Parku – bardzo dziękujemy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wyznaczyło 25 listopada Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Zdaniem ONZ przemoc wobec kobiet ma charakter prawdziwej epidemii, która nie objawia się jedynie w czynach. Każdego roku miliony kobiet i dziewcząt na całym świecie jest obrażanych czy poniżanych. W Polsce, według badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, przemocy psychicznej w rodzinie doświadczyło 27% badanych: 33% kobiet i 21% mężczyzn. Przemoc najczęściej jest stosowana w obrębie jednego gospodarstwa domowego. Warto też zauważyć, że  przemocy  psychicznej  ze  strony  aktualnego lub byłego partnera doświadcza niemal co druga kobieta (43%).

Kiedy możemy mówić o przemocy słownej i psychicznej?

Polacy w swoim otoczeniu najczęściej zauważają przemoc psychiczną - aż 54% respondentów przyznało, że zna przynajmniej jedną rodzinę, w której doszło do takiego aktu wobec kobiet. Według powszechnej definicji, przemocą psychiczną nazywamy takie zachowanie, które prowadzi do umniejszania poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzania w niej strachu, pozbawiania poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

- Przemoc na poziomie języka to niestety bardzo częste zjawisko, które możemy obserwować tak w życiu publicznym, w mediach czy na portalach społecznościowych, ale bywa stosowana także w związku czy rodzinie. Znamy przypadki klientek naszej fundacji, które przychodząc do nas wyrażają powątpiewanie, czy już należy im się pomoc – „on mnie nie bije, ale mnie wyzywa, obraża, szantażuje, grozi mi”… Tłumaczymy wtedy, że takie zachowania to także forma przemocy czy znęcania się, mimo że dzieją się „tylko” na poziomie języka. Tego typu sytuacje są nie tylko bardzo bolesne, ale stanowią również poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego – mówi Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet. - W każdej formie przemocy chodzi o sprawowanie władzy i kontroli, także na poziomie psychicznym. Aktualnie obowiązujące obostrzenia związane z pandemią sprzyjają stosowaniu przemocy, bo rodzą złość, frustrację, niepewność jutra, destabilizują sytuację finansową rodziny. To idealne warunki do gróźb i zastraszania, by wymóc na drugiej osobie posłuszeństwo. Nasze doświadczenia potwierdzają, że takich sytuacji jest w dobie pandemii niestety znacznie więcej.

Do wielu obraźliwych określeń, niestety, przywykliśmy

Słowna przemoc bywa też zawoalowana. Na niektóre określenia, przypisywane tradycyjnie kobietom, większość z nas po prostu nie zwraca już uwagi. Tak bardzo do nich przywykliśmy, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Począwszy od histeryzowania, przez rozdrażnienie spowodowane PMSem, aż po brak zdolności kobiet do podejmowania męskich decyzji (taki język stosują zresztą same kobiety). Wśród społeczeństwa ciągle panuje powszechne przyzwolenie na pewnego rodzaju negatywne frazy, które mogą ranić potencjalnego odbiorcę i przyzwalać na rozwój przemocy. Nie bądź baba! Masz okres, czy co? Dziewczynce nie przystoi. Słaba płeć - to tylko przykłady.

- Nawet jeśli mizoginistyczne i nienawistne teksty czy komentarze są rozpowszechniane pośrednio w tekstach piosenek lub na forach internetowych, wpływają one na samoocenę milionów dziewcząt i kobiet - wyjaśnia Cornelia Lahmann, lingwistka z językowej aplikacji Babbel - Akt mowy, taki, jak np. obraźliwy post w social mediach to na pierwszy rzut oka ciąg słów. Dopiero to jego znaczenie może prowadzić do poważnych szkód emocjonalnych odbiorcy. Język kształtuje percepcję każdego człowieka i prowadzi od uprzedzeń i stygmatyzacji, aż do braku szacunku i agresywnego zachowania. Uznanie, że słowa mogą być źródłem przemocy jest zatem ważnym krokiem w dążeniu do stworzenia miejsca wolnego od przemocy - zarówno w codziennym świecie, jak i wirtualnej rzeczywistości.

Organizatorem tegorocznej kampanii #NiePrzesadzam jest firma Babbel – twórca jednej z najpopularniejszych aplikacji do nauki języków obcych. Partnerem wydarzenia została Fundacja Centrum Praw Kobiet. Organizacja, jak co roku przeprowadza głośną kampanię społeczną, której celem jest szerzenie świadomości poruszanego problemu związanego z przemocą wobec kobiet. W tym roku skupia się na kwestii kobietobójstwa i wszelkich aspektach, które mogą prowadzić do tej tragedii. Organizacja nieustannie wspiera wszystkie kobiety, które potrzebują pomocy. Obecnie, poza doradztwem prawnym obejmuje ona pomoc psychologiczną, asystowanie kobietom w sądach, zapewnienie bezpiecznego schronienia, prowadzenie grup wsparcia i telefonu zaufania, a także pomoc socjalną i doradztwo zawodowe.

  1. Zwierciadło poleca

Co dziedziczymy po rodzicach?

Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są wciąż dość niejasne i niezwykle złożone. (fot. iStock)
Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są wciąż dość niejasne i niezwykle złożone. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
„Wykapany synek tatusia i nieodrodna córeczka mamusi” – często, słysząc takie komentarze, zastanawiamy się na ile nasze cechy i zdolności uwarunkowane są genetycznie. Co na ten temat mówi nauka? Jakie są najnowsze odkrycia genetyków? – wyjaśnia prof. Ewa Bartnik, autorka książki „Co kryje się w naszych genach? Największa łamigłówka ludzkości.”

Ród Kossaków to ewenement na skalę światową. Zdarza się bowiem, że ojciec czy matka przekazują swój talent dziecku, jednak u Kossaków były aż trzy pokolenia twórców. Poczynając od dziada Juliusza, którego ulubionym motywem malarskim były konie, przez ojca Wojciecha, autora Bitwy pod Racławicami, po wnuków Juliusza – Karola i Jerzego, którzy również zostali uznanymi malarzami. Czterech członków najbliższej rodziny, obdarzonych tym samym talentem. To nie może być przypadek. Podobnie jak nie jest zapewne przypadkiem, że kilka kobiet z tej rodziny miało talent literacki – to z rodziny Kossaków pochodzi przecież Magdalena Samozwaniec, znakomita pisarka i satyryczka, jej siostrą była poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, a siostrą stryjeczną – powieściopisarka Zofia Kossak-Szczucka.

Takich przykładów mamy w życiu mnóstwo. Syn jest równie zdolnym muzykiem jak ojciec, córka dziedziczy talent malarski po mamie, rodzeństwo ściga się w tym samym sporcie. Są też pewne sytuacje, o których mówimy – o, tu zadziałały złe geny. Być może one doszły do głosu na przykład w przypadku Bobbi Kristiny Brown, córki Whitney Houston? To była dramatyczna historia, która wstrząsnęła światem przed kilku laty. Najpierw słynna piosenkarka zmagała się z uzależnieniem od narkotyków, aż w końcu ją zabiły. Utonęła w wannie w pokoju hotelowym, będąc pod wpływem kokainy. Kilka lat po śmierci matki dwudziestodwuletnia Bobbi została znaleziona w swoim mieszkaniu martwa – również w wannie, a w jej krwi śledczy wykryli mnóstwo narkotyków i alkoholu. Czy zadziałały tu geny, czy raczej środowisko, pełne stresów i załamań życie artystycznego światka, które popchnęło obie kobiety ku autodestrukcji?

Do dzisiaj nie potrafimy dać na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Czynniki genetyczne i środowiskowe stanowią skomplikowaną mieszankę, zwłaszcza w przypadku cech charakterologicznych, talentów, inteligencji, nawet skłonności do różnych chorób. Zacznijmy od tego, że dziedziczymy od obojga rodziców po 23 chromosomy, w tym dwa chromosomy odpowiadające za naszą płeć – dziewczynki mają dwa chromosomy X, po jednym od mamy i taty, a chłopcy jeden chromosom X od mamy oraz jeden chromosom Y od taty. Warto wiedzieć, że nie wszystkie plemniki przenoszą chromosom Y, ale połowa z nich niesie chromosom X – czyli żeński. Z połączenia tych plemników z komórką jajową narodzą się dziewczynki, a więc płeć dziecka zależy tak naprawdę wyłącznie od ojca.

Kiedy plemnik i komórka jajowa połączą się, w jednej zapłodnionej komórce spotykają się po 23 pary chromosomów oraz geny, które są na nich ulokowane. Czy to oznacza, że przyszły człowiek został już dokładnie zaprogramowany? Oczywiście nie. Jeżeli chodzi o cechy wyglądu, takie jak: kształt twarzy, kolor oczu, włosów, skóry, to rzeczywiście, są one przekazywane w naszych genach. Ale nie zależy to od jednego czy dwóch genów. Za niemal każdą cechę naszego wyglądu odpowiada kilka lub kilkadziesiąt genów. Można powiedzieć, że dzisiaj znamy ich wiele i potrafimy dość sprawnie na ich podstawie określić wygląd danej osoby. Ten postęp dokonał się dzięki medycynie sądowej i kryminalistyce. To w tych dziedzinach bardzo potrzebne były metody identyfikacji zmarłych osób na podstawie ich materiału genetycznego. Kiedyś nie było to możliwe. Można było odtworzyć rysy twarzy na podstawie kształtu czaszki, ale kolor włosów, oczu, skóry? Tego stwierdzić się nie da na podstawie badań szkieletu czy jego fragmentów. Dzięki postępom w genetyce udało się jednak zidentyfikować całe grupy genów, które odpowiadają za to, że jedni ludzie mają zielone oczy i rude włosy, a inni są niebieskookimi blondynami o chłodnej karnacji. Dzisiaj genetycy pracujący w laboratoriach kryminalistycznych mają do dyspozycji specjalne zestawy do badania cech wyglądu na podstawie DNA.

Badania genetyczne pozwalają dziś wyjaśnić wiele przestępstw. (fot. iStock) Badania genetyczne pozwalają dziś wyjaśnić wiele przestępstw. (fot. iStock)

 

Dla genetyków szczególnie ważne są badania prowadzone z udziałem bliźniąt jednojajowych. Przychodzą one na świat z identycznymi zestawami genów (czasami z bardzo drobnymi wyjątkami). Te bliźnięta są dla nas „żywymi laboratoriami”, które pozwalają nam przypisać różne geny do różnych cech i dowiedzieć się, w jakim stopniu informacje zawarte w DNA mają wpływ na to, jacy jesteśmy. Kiedy na przykład chcemy zbadać, w jakim stopniu inteligencja, zdolności czy skłonności do różnych chorób, takich jak: depresja, schizofrenia czy cukrzyca, są zależne od genów, sprawdzamy to, właśnie porównując bliźnięta jednojajowe. Ale oczywiście nie jedną parę – do badań zapraszane są duże grupy bliźniąt, naukowcy mają specjalne bazy z ich adresami i kontaktami do nich.

Z tymi badaniami jest kilka problemów. Kiedyś sporo badań było robionych na bliźniętach rozdzielanych po urodzeniu, na przykład oddawanych do adopcji. I w tym procederze naukowcy brali udział! We współpracy z domami dziecka (tak było na przykład po drugiej wojnie światowej) określali, do jakich domów powinny iść rozdzielone bliźnięta, żeby badanie przyniosło jak najwięcej informacji. To było nie tylko nieetyczne, ale też nie dawało miarodajnych rezultatów, bo bliźnięta czasem miały ze sobą kontakt, nie wszystkie pary rodzeństwa z próby trafiały do rodzin zastępczych w tym samym wieku. Metodologia tych badań pozostawiała więc sporo do życzenia. A jeszcze dodatkowo niekiedy okazywało się, że bliźnięta, na których prowadzono obserwacje, wcale nie są jednojajowe, a tylko bardzo do siebie podobne – niemniej w zapłodnieniu brały udział dwie różne komórki jajowe, co wyklucza identyczność materiału genetycznego.

Dzisiaj, kiedy te obserwacje są prowadzone dużo staranniej i na lepiej wybranych grupach bliźniąt, stwierdzamy, że w przypadku cech charakteru, inteligencji czy też predyspozycji do różnych dolegliwości zazwyczaj geny mają wpływ w 50 procentach, a pozostałe 50 procent to czynniki środowiskowe – wychowanie, doświadczenia życiowe, styl życia. Te 50 procent to jednak wcale nie tak mało, dlatego wciąż prowadzone są badania sprawdzające, które warianty genów mają wpływ na różne nasze cechy, na przykład skłonność do strachu albo odkrywania i poszukiwania nowości. Niestety, wyniki są na razie dość, powiedziałabym, irytujące. Owszem, wiemy na przykład, który wariant jakiego genu odpowiada za skłonność do poszukiwania nowości, ale okazuje się, że posiadanie tego wariantu nie jest ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym, aby dana osoba lubiła odkrywać nowe rzeczy i doświadczać przygód. I tak jest z większością genów wpływających na nasze zachowanie, to, kim jesteśmy i jakie mamy podejście do życia.

Być może dowiemy się więcej dzięki nowej inicjatywie naukowej, która narodziła się w USA. To Social Science Genetic Consortium – zespół badawczy, który analizuje gigantyczną ilość danych zarówno genetycznych, jak i dotyczących cech oraz doświadczeń, takich jak: poczucie zadowolenia z życia, skłonność do depresji, długość edukacji, sukcesy w szkole i tak dalej. I ci naukowcy znajdują na przykład warianty genów, których posiadacze, jak się okazuje, są statystycznie o rok dłużej w szkole niż ci, którzy ich nie posiadają. Ale czy to oznacza, że osoby z tym wariantem są lepiej wykształcone? Nie. Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są bardzo niejasne i niezwykle złożone, dlatego moim zdaniem nigdy nie uda nam się tylko na podstawie sekwencji DNA danego człowieka, na przykład niemowlęcia, stwierdzić, czy będzie on w dorosłym życiu psychopatą, czy wrażliwym altruistą. Może będziemy jedynie w stanie określać jakiś procent zwiększonego ryzyka pojawienia się danej cechy czy zaburzenia osobowości – na przykład że dana osoba ma 5 procent większe niż ogół populacji ryzyko psychopatii albo o 10 procent większą skłonność do empatii. Ale nigdy nie będzie wiadomo, czy coś z tych prognoz wyniknie, bo środowisko w każdym z tych przypadków może odegrać decydującą rolę.

Jest w tym wszystkim sporo zagadek, czasami też zabawnych. Weźmy na przykład taki fenomen, jak studiowanie w Akademii Medycznej. Wydaje się na pierwszy rzut oka, że to musi być wybór ścieżki zawodowej bardzo silnie uwarunkowany genetycznie, bo właśnie wśród lekarzy jest mnóstwo przykładów na wielopokoleniowe uprawianie tego zawodu. A oczywiście genu studiowania medycyny nie ma. Kiedyś nawet badano te lekarskie rodziny i pytano studentów medycyny o przesłanki, które kierowały ich wyborami. Okazało się, że są dwie główne – tradycja rodzinna oraz doświadczenie w dzieciństwie choroby, która się szczęśliwie zakończyła. Osoby, które nie mają „rodzinnego obciążenia” medycyną, mogą „zarazić się” nią przez dziecięcą fascynację podczas pobytu w szpitalu, pod warunkiem że nie jest to we wspomnieniach doświadczenie traumatyczne.

Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa nie chronią za to przed uzależnieniem. W tym przypadku też obserwujemy, że skłonność przechodzi często z pokolenia na pokolenie. Jeśli pił nałogowo ojciec, statystycznie bardziej prawdopodobne jest, że jego syn zostanie alkoholikiem, niż to, że alkoholikiem zostanie człowiek z domu, gdzie nikt nie nadużywał alkoholu. Ostatnio dużo się w nauce mówi o genach predysponujących do uzależnień, ale te badania są bardzo trudne. Musimy też w dużej mierze opierać się w nich na wywiadach, a ludzie często nie mówią w nich prawdy, zwłaszcza jeżeli chodzi o zachowania związane z uzależnieniami. Z pewnością jakiś wpływ genetyczny też w tym przypadku jest, ale znowu jest to moim zdaniem pół na pół z tym, jak kształtuje nas środowisko i wychowanie. Nie ma wątpliwości, że jedni z nas są bardziej podatni na toksyczny wpływ alkoholu, a inni mniej. Odpowiadają za to geny pozwalające na rozłożenie etanolu do aldehydu octowego i sprawne pozbycie się go z organizmu. Ten gen występuje w nieco innej formie u niektórych Azjatów, dlatego łatwiej się upijają. Ale nie oznacza to automatycznie, że są bardziej skłonni do uzależnienia od alkoholu.

Ważne pytania

Czy istnieje coś takiego, jak geny narodowe? Zdecydowanie nie. Różnorodność genetyczna w ramach jednej grupy etnicznej może być większa niż różnorodność pomiędzy mieszkańcami różnych kontynentów czy przedstawicielami różnych grup. Takie stawianie sprawy – że jedne narody mają lepsze geny od innych – doprowadziło nas już do wielkich tragedii. Oczywiście, na Północy jest więcej osób o jasnej cerze i jasnych włosach, a Azjaci mają skośne oczy, ale nic z tego nie wynika dla inteligencji, potencjału czy innych cech.

Skąd w takim razie w niektórych narodach nadreprezentacja naukowców czy wybitnych muzyków? To kwestia nie genów, ale organizacji państwa oraz dobrobytu. Muzycy, malarze, naukowcy mogli od wieków rozwijać swoje talenty w społeczeństwach o silnych tradycjach mieszczańskich, wysoko rozwiniętych gospodarczo. Tam po prostu był czas na to, żeby zająć się innymi rzeczami niż tylko walka o byt. Ale talenty i inteligencja w narodach i grupach etnicznych rozdzielone są statystycznie po równo.

Fragmenty z książki „Co kryje się w naszych genach?”

Ewa Bartnik: genetyk, profesor biologii, popularyzatorka nauki. Specjalizuje się w chorobach, które są powodowane przez zmiany DNA. W 2008 r. od Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych otrzymała honorowa nagrodę dla naukowca przyjaznego mediom. Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na rzecz nauki w Polsce i na świecie oraz wspieranie międzynarodowej współpracy naukowej. Jest członkiem specjalnej komisji Światowej Organizacji Zdrowia zajmującej się problemem modyfikacji ludzkiego DNA, była uczestnikiem Międzynarodowej Komisji Bioetycznej UNESCO.

 

  1. Zwierciadło poleca

Bądź w pełni zdrowia. Trzeci Kongres Medycyny Integralnej

Odporność organizmu to nasz najważniejszy zasób, bezpośredni strażnik zarówno na etapie prewencji jak i leczenia. Każdy z aspektów codziennego życia wpływa na kondycję i funkcjonowanie naszego układu odpornościowego. Im bardziej zadbamy o odporność, tym większa szansa na pełne zdrowie.

Odporność jest tematem przewodnim trzeciej edycji Kongresu Medycyny Integralnej, który organizuje Fundacja Małgosi Braunek „Bądź”. Wydarzenie odbędzie się 19 listopada w wersji online.

Nadrzędnym celem Kongresu jest zainspirowanie uczestników do wzmocnienia własnej odporności, najważniejszego zasobu organizmu poprzez zadbanie o różne obszary życia. W tym roku prelegentami kongresu będą goście z Norwegii, Indii oraz Polski: dr Fahri Saatcioglu, dr Partap Chauhan, lek.med. dr n.med. Elżbieta Dudzińska, dr Anna Wójcicka, Wojciech Eichelberger, dr n. med. Agata Skrzat-Klapaczyńska oraz prof. dr hab. n. med. Paweł Krawczyk. Do odtworzenia są również wykłady i warsztaty Karoliny i Macieja Szaciłło, Doroty Gudaniec, Eli Wierkowskiej oraz Marcina Petrusa. Eksperci przybliżą zagadnienia związane ze stanem układu odpornościowego (m.in. jaki wpływ na nasze zdrowie mają DNA, oddech, umiejętne radzenie ze stresem) oraz przedstawią perspektywę ajurvedyjską w teorii i praktyce. W materiałach dodatkowych znajdą się również wykłady z Edycji Kongresu 2019 w formie nagrań audio oraz merytoryczne mini wykłady partnerów Kongresu.

Wykłady prelegentów

Dr Partap Chauhan, „Zdrowy umysł podstawą silnej odporności – perspektywa ajurvedyjska” Dr Fahri Saatcioglu, „Od DNA, do odporności i mózgu – zmiana paradygmatu w nauce o zdrowiu” Lek. med. Elżbieta Dudzińska, „Prawidłowe oddychanie – czynnik przeoczony w prewencji, diagnostyce i terapii” Dr hab. med. Anna Wójcicka, „Moc, zdrowie i odporność w genach” Dr n. med. Agata Skrzat-Klapaczyńska, „Choroby wirusowe – diagnostyka i profilaktyka” Prof. dr hab. n. med. Paweł Krawczyk, „Rak płuca – profilaktyka, nowoczesna diagnostyka i spersonalizowane leczenie” Wojciech Eichelberger, „Psyche w zdrowiu i chorobie” Karolina i Maciej Szaciłło, „Ajurweda w praktyce” Dorota Gudaniec, „Jak kannabinoidy wspierają odporność?” Eli Wierkowska, „Joga na odporność” Marcin Petrus, „Równowaga oddechu”

Mini-wykłady prelegentów

Dr n. med. Beata Dethloff, „Dieta uniwersalna dla wszystkich, czy dieta spersonalizowana wg Genodiet i Genesis?“ Lek. med. Dariusz Szymański, „Poprawiamy odporność naturalnie”, Instytut Medycyny Holistycznej, Vega Medica Dr n. biol. Anna Basińska, Instytut Mikroekologii, „Zdrowie z jelit. Jak wesprzeć nasze bakterie jelitowe?”

Bilety dostępne tutaj.

  1. Zwierciadło poleca

XVII Aukcja Charytatywna „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”

Tegoroczna Aukcja Charytatywna „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” odbędzie się 25 listopada. (Ilustracja: Andrzej Pągowski)
Tegoroczna Aukcja Charytatywna „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” odbędzie się 25 listopada. (Ilustracja: Andrzej Pągowski)
Przed nami wyjątkowe, coroczne spotkanie ze sztuką. Ponad 50 twórców nieodpłatnie przekazało swoje dzieła na XVII Aukcję Charytatywną „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”.

Przed nami wyjątkowe, coroczne spotkanie ze sztuką. Ponad 50 twórców nieodpłatnie przekazało swoje dzieła na XVII Aukcję Charytatywną „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”.

Zebrane prace są darem serca i aktem wielkiej szczodrości wspaniałych i cenionych artystów mieszkających w Polsce i za granicą. Przeznaczone na charytatywną licytację prace – obrazy, rzeźby oraz grafiki – będzie można oglądać na wirtualnej wystawie na portalu Kunstmatrix, w katalogu aukcyjnym na stronie Fundacji oraz na stronie onebid.pl. Aukcja odbędzie się 25 listopada o godz. 19.00 (bez udziału publiczności z uwagi na obecną sytuację), a dochód z licytacji zostanie przeznaczony na terapię osób zmagających się z chorobami nowotworowymi. W aukcji można wziąć udział telefonicznie (zlecenia przyjmuje Oksana Bagriy, tel. 500 777 240) lub online, wysyłając wiadomość na adres zgloszenia.aukcja@wp.pl lub za pomocą serwisu onebid.pl.

To niezwykłe wydarzenie od lat łączy ludzi dobrej woli z wielu różnych środowisk, w tym także znamienite instytucje kultury. Środowisko twórcze jest niezwykle hojne, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni. Żyjemy w czasie głębokiej systemowej transformacji, która jak nigdy dotąd dotyczy całej Ziemi i dotyka każdego z nas. Wszyscy jesteśmy częścią większej całości i każdy z nas ma swój wkład w to, w jakim społeczeństwie żyjemy i jakie wartości nie tylko głosimy, ale realizujemy w codziennym życiu. To jest miarą naszego człowieczeństwa, co właśnie teraz możemy odczuć bardzo wyraźnie. To my współtworzymy naszą rzeczywistość. Jestem niezwykle poruszona widząc, jak przez wszystkie te lata tak wiele osób z różnych środowisk otwiera swoje serca, by wspólnie kreować dobro. Głęboko wierzę, że obecny czas, jak każdy kryzys, kryje w sobie szansę, ma ogromną moc, a wybory, jakich teraz dokonujemy są znaczące. ” – podkreśla Monika Anna Popowicz, prezes organizującej aukcję Fundacji Psychoonkologii i Promocji Zdrowia „Ogród Nadziei”.

Aukcje charytatywne „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” organizowane są od 2007 roku. Projekt ten wsparło dotąd około trzystu znanych, jak również początkujących artystów, w gronie wspierających: Stanisław Baj, Wojciech Ćwiertniewicz, Jan Dobkowski, Ryszard Grzyb, Rafał Olbiński, Urszula Wilk, Olga Wolniak oraz wielu innych.

Plakat aukcji został zaprojektowany przez Andrzeja Pągowskiego, Przyjaciela Fundacji, który od lat wspiera Aukcje „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” i Fundację. Plakat aukcji został zaprojektowany przez Andrzeja Pągowskiego, Przyjaciela Fundacji, który od lat wspiera Aukcje „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” i Fundację.

  1. Zwierciadło poleca

Grudniowy numer "Sensu" już w sprzedaży

Grudniowy numer
Grudniowy numer "Sensu" już w sprzedaży
Na okładkę grudniowego wydania magazynu "Sens" trafiła Agatha Christie. Niekwestionowana królowa kryminału, to jej zawdzięczają swoje istnienie legendarni Hercule Poirot i panna Marple. Joanna Olekszyk w rozmowie z tłumaczką książek Christie Anną Bańkowską - sprawdza, ile w nich z życia i pasji samej autorki, oraz z których powieść - zapewne ku zaskoczeniu niejednego czytelnika - była ona najbardziej dumna.

Temat Numeru poświęcamy zdradzie - o jej istocie, powodach i "życiu po" mówią terapeuci. Katarzyna Miller wyjaśnia, czym może być zdrada i dlaczego tak rani. Robert Rutkowski sięga do motywacji osoby, która posuwa się do niewierności. Joanna Godecka radzi, jak zareagować na zdradę wobec przyjaciela. Ewa Klepacka-Gryz przedstawia krajobraz po bitwie.

Temat Dodatkowy przygotowaliśmy pod hasłem "Stres precz!". Bieżący rok dostarczał i nadal dostarcza nam silnych emocji, a te warto od razu rozładowywać. Tym razem proponujemy "nie robić nic" - to wcale niełatwe, bo żyjemy pod presją efektywności i każda przeznaczona na tzw. nic nierobienie chwila wywołuje w nas wyrzuty sumienia... Oraz, wspierając się wedyjską tradycją, przedstawiamy kilka inspiracji do znalezienia spokoju w wielkim mieście.

Grudniowym wydaniem inaugurujemy rubrykę "psychoastrologia". Jakie wyzwania czekają nas w 2021 roku? Jak poszczególne znaki Zodiaku mogą wykorzystać ten okres dla swojego rozwoju?

Co jeszcze? Jak zwykle, wiele tekstów o relacjach: w cyklu Terapia Jednego Spotkania szukamy źródła niepokojów, jakie w wielu z nas wywołują święta; w rubryce Trudny Temat pytamy ekspertkę, na czym polega dobra opieka nad seniorami; w tekście o nastolatkach wyjaśniamy, dlaczego najfajniejsza rodzina nie zastąpi przyjaciół.

Numer ukazuje się w listopadzie, zatem na świąteczne życzenia przyjdzie jeszcze czas, dziś przede wszystkim życzymy Wam, Drodzy Czytelnicy, dostrzegania małych radości na co dzień (jakkolwiek burzliwie jest wokół nas) do czego - mamy nadzieję - lektura naszego magazynu trochę się przyczyni.

Najserdeczniej, Redakcja magazynu "Sens"