1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Po prostu przyjaźń” już w kinach

„Po prostu przyjaźń” już w kinach

mat.pras. NEXT FILM
mat.pras. NEXT FILM
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Dla bohaterów komedii każdy wybór oznacza tarapaty. Kto im pomoże? Wiadomo: przyjaciele. Bo przyjaźń, jak żadna inna inwestycja, zawsze się opłaca.

Dla bohaterów filmu każdy wybór oznacza tarapaty. Kto może im pomóc? Wiadomo: przyjaciele. Bo przyjaźń, jak żadna inna inwestycja, zawsze się opłaca. „Po prostu przyjaźń” to wielowątkowa, wzruszająca komedia o grupie przyjaciół, których relacje zostają wystawione na niejedną próbę. Alina i Marian (Sonia Bohosiewicz i Marcin Perchuć) w zaskakujący sposób  wygrywają wielkie pieniądze i muszą się nimi jakoś podzielić. Ivanka (Magdalena Różczka), singielka i bizneswomen, chce mieć dziecko, nie wiążąc się z mężczyzną; ma jej w tym pomóc serdeczny przyjaciel (Bartłomiej Topa). Filip (Kamil Kula) ryzykuje twarz i karierę dla kaprysu zwariowanej kolekcjonerki guzików (Aleksandra Domańska). Stateczny profesor (Krzysztof Stelmaszyk) odmawia desperackiej prośbie przyjaciela (Przemysław Bluszcz), ale w tajemnicy przed nim porywa się na rzecz niemal karkołomną.

Tymczasem zgrana paczka przyjaciół (Agnieszka Więdłocha, Aleksandra Domańska, Maciej Zakościelny, Piotr Stramowski, Marcin Perchuć) jak co roku wyrusza w góry. Tam odkrywają tajemnicę, która na zawsze zmieni ich życie. Co wybiorą? Lojalność czy pieniądze? Przyjaźń czy miłość? Prawdę czy kłamstwo? Własne czy cudze szczęście?

mat.pras.NEXT FILM

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Polot" - nowy film z Maciejem Musiałowskim w roli głównej

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Polot" (Fot. Jarosław Sosiński, materiały prasowe Next Film)
Zobacz galerię 15 Zdjęć
Już niebawem na ekrany kin trafi "Polot", poruszający film Michała Wnuka o wkraczaniu w dorosłość i walce o marzenia. W roli głównej zobaczymy wschodzącą gwiazdę polskiego kina, czyli Macieja Musiałowskiego, a towarzyszyć mu będą m.in. Tomasz Włosok, Eryk Kulm Jr, Pola Błasik oraz Izabela Kuna.  

„Polot” to poruszająca historia o wkraczaniu w dorosłość, realizacji marzeń oraz przyjaźni wystawionej na próbę. Karol (Maciej Musiałowski), utalentowany i przedsiębiorczy 25-latek, dorabia w rodzinnej firmie i prowadzi własny obiecujący biznes. Gdy ojciec, instruktor lotnictwa, ginie w wypadku, na barki Karola spada obowiązek utrzymania domu i matki. Wraz z dwójką najlepszych przyjaciół stawia wszystko na jedną kartę – zamierza skonstruować innowacyjny sterowiec. Gdy na horyzoncie pojawią się duże pieniądze, młody wizjoner szybko przekona się, ile wyrzeczeń kosztuje własna firma. Karol będzie musiał ostrożnie dobierać zarówno przyjaciół, jak i biznesowych partnerów. Czy uda mu się osiągnąć sukces na własnych warunkach?

Postać Karola bardzo mnie zaciekawiła. To chłopak z marzeniami, z wizją, z potrzebą zadbania o własne życie - mówi o swoim bohaterze Maciej Musiałowski. Fajnie, że takie kino powstało. Wydaje mi się, że obecnie sporo jest młodych ludzi, którzy widząc w Internecie ten wielki świat i tyle możliwości pragną spełniać swoje marzenia. I to mi się bardzo podoba w tym filmie – to konsekwentne dążenie do realizacji własnych pasji - dodaje.

Jeśli widz szuka współczesnego filmu o młodych ludziach i marzeniach, śmiesznego, przejmującego, zaskakującego, to prawdopodobnie to jest film dla was. Będą samoloty, sterowce, zachody słońca, miłość, ambicja, rywalizacja i pierwsze kroki w chmurach – zachęca reżyser i scenarzysta filmu, Michał Wnuk.

Premiera filmu "Polot" już 23 października. Poniżej prezentujemy oficjalny zwiastun produkcji.

  1. Kultura

Dlaczego kochamy komedie romantyczne - pytamy reżyserkę Elizabeth Sankey

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Komedia romantyczna" w reżyserii Elizabeth Sankey. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Kto ich nie lubi? Badania oraz frekwencja w kinach mówią wyraźnie, że komedie romantyczne kochają wszyscy, a zwłaszcza kobiety. Choć pokazują przecież dość uproszczony świat, pełen stereotypów i klisz. Dlaczego tak się dzieje i czy tak musi wyglądać każda „bajka dla dorosłych” – pytamy Elizabeth Sankey, reżyserkę dokumentu „Komedia romantyczna”, który można obejrzeć na festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. 'Komedia romantyczna' to jej debiut reżyserski. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity) Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. "Komedia romantyczna" to jej debiut reżyserski. (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

Twój film stawia pytanie, nad którym sama się zastanawiałam: czy można być współczesną kobietą i feministką, a jednocześnie uwielbiać komedie romantyczne?
Kiedyś uważałam, że nie da się tego pogodzić. Jednak zmieniłam zdanie. Oczywiście sposób, w jaki pokazywane są w tych filmach kobiety czy mniejszości, czyli bardzo stereotypowo, powinien się zmienić. Jednak dostrzegłam w komediach romantycznych również wiele pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim to, że ten gatunek daje nam nadzieję na przyszłość i odbudowuje wiarę w związki.

Jak się czułaś, patrząc teraz na komedie romantyczne, które oglądałaś, gdy byłaś młodsza? „Pretty Woman”, „Bezsenność w Seattle”, „Amelia”, „Bridget Jones”...
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo ukształtowały one moje podejście do związków, ale też przekonania, jak powinna zachowywać się kobieta, o czym marzyć i do czego dążyć. Uważałam, że to oczywiste, że powinnam wyjść za mąż i urodzić dzieci. Dopiero kiedy zbudowałam stały związek, zobaczyłam, że to właśnie komedie romantyczne i kultura zachęcały mnie do tego modelu życia.

Czy jakieś tytuły uznałabyś za przeczące tym stereotypom?
Bardzo lubię film „Kiedy Harry poznał Sally”, w którym kobieta i mężczyzna są wyrazistymi, silnymi postaciami. Myślę, że to dlatego, iż film wyreżyserowany jest przez Roba Reinera, ale scenariusz napisała kobieta – Nora Ephron. Poza tym główni bohaterowie przez większość życia są w podróży, doświadczają i próbują różnych rzeczy, aż dochodzą do momentu, w którym są w stanie stworzyć zdrowy związek. To moim zdaniem bardzo dobre przesłanie. Ludzie mają dzisiaj dość szybkich i powierzchownych relacji. Nawet jeśli sięgniemy do komedii amerykańskich z lat 30., tak zwanych screwball comedy, jak „Ich noce” Franka Capry czy „W pogoni za cieniem” W.S. Van Dyke'a, zobaczymy, że ich bohaterki wcale nie są papierowe. Często skupiają się na karierze, chcą odnieść sukces, a mężczyźni je w tym dopingują.

Kadr z filmu 'Kiedy Harry poznał Sally' z 1989 roku. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Kiedy Harry poznał Sally" z 1989 roku. (Fot. BEW Photo)

Komedie romantyczne są tworzone dla kobiet i mówią o kobietach, jednak reżyserują je głównie mężczyźni. Nie znalazłam ani jednej polskiej komedii romantycznej wyreżyserowanej przez kobietę...
Trudno zburzyć ten status quo, skoro to działa, bo filmy okazują się hitami. Mimo że w przeważającej większości ukazują nieprawdziwy obraz nie tylko kobiet, ale też mniejszości etnicznych czy seksualnych. To musi się zmienić. Powinniśmy tworzyć i promować różnorodne scenariusze, o ludziach nie takich jak my.

Nie lubię komedii romantycznych za to, że w większości nie zachęcają kobiet do tego, żeby być autentycznymi, za to pokazują męski ideał kobiety. Na zasadzie: „pij piwo i oglądaj piłkę nożną, a wtedy będziesz dla niego atrakcyjna”.
Masz na myśli wzorzec tzw. równej dziewczyny? Zgadzam się, mamy udawać, że jesteśmy jakieś, po to, żeby dopasować się do męskich oczekiwań. I często tak postępujemy, gdy jesteśmy młodsze. Mam jednak wrażenie, że nowe pokolenie kobiet jest bardziej świadome niż nasze. Pewna nastolatka powiedziała mi, że teraz nie udajesz, że lubisz piwo albo sport, za to podkreślasz, że jesteś inna od pozostałych dziewczyn.

W komediach romantycznych wszystko kręci się wokół miłości, co jest trochę banalne. Z drugiej strony, może powinniśmy postawić nasze związki i miłość na pierwszym miejscu, nie tylko pracę czy samorealizację. Jakie zalety komedii romantycznych dostrzegłaś, pracując nad swoim filmem?
Największą zaletą jest dla mnie, że to jedyny gatunek, który skupia się na dwóch osobach: kobiecie i mężczyźnie, a w przyszłości mam nadzieję również na parach nieheteronormatywnych. Jeśli w komedii romantycznej pokażesz ludzi, których na co dzień nie dostrzegasz, to mocniej z nimi empatyzujesz i możesz zobaczyć w nich człowieka. Tymi filmami można skłonić widza do tego, żeby przemyślał własne uprzedzenia i stereotypy w stosunku do innych ludzi. Nawet jeśli nie zdaje sobie z nich sprawy. Bo jeśli pokażesz w takim filmie kobietę trans, która zakochuje się w mężczyźnie, to jesteś w stanie zmienić myślenie niektórych ludzi. Komedia posługuje się uproszczeniami, ale ma także wielki potencjał, by łączyć widownię. Ponieważ trafia do każdego.

A co myślisz o tym romantycznym modelu miłości? Jaki to miało wpływ na twoje związki? Masz męża, w tej chwili jesteś w ósmym miesiącu ciąży, można powiedzieć filmowy happy end...
Od zawsze pociągały mnie historie miłosne, dlatego że pokazują najwspanialsze i najbardziej magiczne rzeczy, jakie zdarzają się nam w życiu. Kiedy zakochujesz się w drugiej osobie, to dzieje się istne szaleństwo. To takie irracjonalne i magiczne, kiedy ludzie mówią sobie po raz pierwszy: „kocham cię”. A dzięki filmom możemy w tym uczestniczyć razem z nimi. Według mnie komedie romantyczne są podobne do horrorów, to także fantastyka, a jednak taka miłość może ci się przecież przydarzyć. Komedie romantyczne podtrzymywały moją wiarę w miłość. Jesteśmy z mężem 12 lat i nadal jest wspaniale.

Kadr z filmu 'Niedobrani' z 2019 roku. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Niedobrani" z 2019 roku. (Fot. BEW Photo)

Może to jest właśnie zaleta komedii romantycznych, które trafiają w jedną z naszych najważniejszych potrzeb – potrzebę miłości. Każdy z nas chce kochać i być kochanym. Nie ma miłości bez wiary w nią.
Zdradzę ci coś – moja kariera ruszyła dopiero wtedy, gdy poznałam swojego męża. Zaczęłam więcej pracować, bo byłam w stanie skupić się na tych bardziej rozwojowych rzeczach. Nie musiałam się już martwić o życie prywatne. Jedną z najlepszych rzeczy, jeśli chodzi o bycie w długotrwałym związku, jest poczucie stabilizacji i komfortu, ale też wsparcie drugiej osoby. Wtedy można zadać sobie pytania: Co jeszcze chciałabym zrobić ze swoim życiem? Co jest dla mnie ważne?

Mam wrażenie, że dzisiaj niewielu ludzi wierzy w ideał romantycznej miłości, bo życie szybko weryfikuje, jak jest naprawdę.
Miłość romantyczna w filmowym ujęciu to: ślub, dzieci i uczucie aż po grób. Tak było kiedyś, tyle że to pojmowanie miłości jest zbyt wąskie i ludzie zdają sobie z tego sprawę. Dlatego każdy z nas powinien zdefiniować miłość i związek tak, jak chce i czuje.

A dla ciebie czym jest miłość romantyczna, co oznacza?
Nigdy nie wyobrażałam sobie własnego ślubu i nie zależało mi na małżeństwie. Dopiero kiedy poznałam odpowiedniego mężczyznę, poczułam, o co chodzi z tym romantyzmem. On chciał się żenić, a ja pomyślałam wtedy: jakie to romantyczne! Banalne, prawda? Jednak moje małżeństwo nie jest takie jak twoje ani jak małżeństwo moich rodziców. Moje małżeństwo jest moje, własne, wyjątkowe − i za to właśnie je kocham. To ja wybieram, co dla mnie jest romantyczne.

Kiedy mąż dał mi pierścionek zaręczynowy w romantycznej włoskiej scenerii i zapytał: „wyjdziesz za mnie?”, nie płakałam jak na filmach...
Ja też nie uważam, że oświadczyny są romantyczne, zwłaszcza te publiczne. I nie lubię dostawać kwiatów. Są jednak rzeczy, które mój mąż robi dla mnie na co dzień  i szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam ich w komediach romantycznych. Te filmy opowiadają o bardzo wczesnym stadium miłości.

Jak myślisz, jakie będą komedie romantyczne przyszłości? Mam wrażenie, że są teraz w kryzysie.
Nie ma przyszłości dla komedii opierających się na dawnych wzorach, jak na przykład niezdarna kobieta i niegrzeczny chłopak, który powinien zostać ujarzmiony. W ostatnich latach ukazały się takie filmy, jak: „Bajecznie bogaci Azjaci” Jona M. Chu, „Chyba na pewno Ty” Nahnatchki Khan, „Twój Simon” Grega Berlantiego czy „Niedobrani” z Sethem Rogenem i Charlize Theron, które zabrały ten gatunek w zupełnie nowe miejsca. Pokazują postacie, jakich wcześniej nie oglądaliśmy. Kobiety zachowują się tam jak w prawdziwym życiu. Dlatego przyszłość komedii romantycznych należy do bohaterów i światów, których jeszcze nie widzieliśmy.

Kadr z filmu 'Bajecznie bogaci Azjaci' z 2018 roku. (Fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z filmu "Bajecznie bogaci Azjaci" z 2018 roku. (Fot. materiały prasowe Netflix)

Kobiety chętnie oglądają komedie romantyczne, ale wzorzec kobiecości w nich pokazany często im się nie podoba. Tymczasem mężczyźni oglądają te filmy rzadziej, za to podobają im się tradycyjne modele męskości i kobiecości. Może powinno się tworzyć więcej komedii romantycznych dla mężczyzn?
Zastanawiałaś się, jakie komedie romantyczne podobają się mężczyznom? Większość moich kolegów mówi mi: nie znam, nie oglądam komedii romantycznych, jeśli już, to lubię „Notting Hill” Rogera Michella czy „500 dni miłości" Marca Webba. Pewnie dlatego, że główny bohater to Hugh Grant czy Joseph Gordon-Levitt, a nie Julia Roberts. Myślę, że „Przeboje i podboje” Stephena Frearsa to również komedia romantyczna zrobiona głównie pod mężczyzn.

W komediach romantycznych różnice płciowe są bardzo wyraźne. Tymczasem dzisiaj unikamy tych różnic, patrzymy na drugą osobę jak na człowieka.
W latach 70. XX wieku, kiedy ruch wyzwolenia kobiet w Stanach Zjednoczonych był najsilniejszy i najbardziej słyszalny, kręcono najmniej komedii romantycznych. Myślę, że teraz jest podobnie – nie wiadomo, jak rozwijać ten gatunek. Osadzić go w przeszłości? Albo w świecie, który nie istnieje? A może spróbować zrobić współczesną komedię romantyczną? Zawsze można przecież pokazać kobietę demokratkę i mężczyznę republikanina, którzy będą się kochać i nienawidzić − to by dopiero zagrało! Na pewno trzeba inteligentnie wykorzystywać stereotypy w komediach po to, żeby je burzyć, wtedy łatwiej jest unikać ich w prawdziwym życiu.

Elizabeth Sankey jest pisarką, aktorką i muzykiem. Pochodzi z Londynu. Na temat wydarzeń kulturalnych pisała m.in. do „The Guardian”. Razem ze swoim zespołem Summer Camp wydała trzy studyjne albumy. Jako aktorka dubbingowała filmy Disneya. „Komedia romantyczna” to jej reżyserski debiut.

  1. Kultura

Filmy dla dwojga - wybieramy najlepsze filmy na wieczór we dwoje

 Kadr z filmu
Kadr z filmu "Słodki listopad" (Fot. NG Collection/Forum)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Wspólne oglądanie filmów to jedna z najciekawszych form rozrywki dla par. W naszym zestawieniu filmów idealnych na wieczór we dwoje znajdziecie lekkie obyczajówki, zmysłowe komedie romantyczne i wzruszające dramaty. Zapraszamy na seans!

"Amelia"

"Amelia" ze zmysłową Audrey Tatuou w roli głównej to jedna z najpopularniejszych francuskich produkcji z początku XXI wieku. Film łączy w sobie elementy komedii obyczajowej i malowniczej baśni - to właśnie dlatego opowieść o niezwykłej Amelii pokochał cały świat. Fabuła wydaje się banalna - żyjąca w Paryżu samotna dziewczyna postanawia uszczęśliwiać ludzi. Gwarantujemy jednak niezapomniane doznania - od śmiechu do łez. A wszystko to okraszone fenomenalną ścieżką dźwiękową w wykonaniu Yanna Tiersena.

Kadr z filmu 'Amelia' (Fot. Miramax Films/Entertainment Pictures/Forum) Kadr z filmu "Amelia" (Fot. Miramax Films/Entertainment Pictures/Forum)

"A Ghost Story"

Rooney Mara i Casey Affleck w poruszającej historii o intymności, samotności i przeżywaniu żałoby. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom - "A Ghost Story" to nie jest typowa historia o duchach. Niedawno zmarły mężczyzna powraca do swojego domu pod postacią ducha, aby nawiązać kontakt z pogrążoną w żałobie żoną. Jest zagubiony i nie potrafi przepracować swojej śmierci. Kobieta nie wie, że jej codzienne życie jest podglądane przez ukochanego.

Kadr z filmu 'A Ghost Story' (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "A Ghost Story" (Fot. BEW Photo)

"Słodki listopad"

Czy uczucia można podporządkować swoim planom? "Słodki listopad" stara się odpowiedzieć na to pytanie. 30 dni - na tyle czasu (lub mniej) atrakcyjna Sara wiąże się z mężczyznami. I choć partnerów zmienia jak rękawiczki, każdego stara się uczynić lepszym człowiekiem. Co się stanie, gdy w jej życiu pojawi się Nelson, pracoholik nieangażujący się w poważne związki? Możecie sprawdzić to sami, sięgając po "Słodki listopad" z Charlize Theron i Keanu Reevesem w rolach głównych. Film dostępny jest na platfomie Netflix.

Kadr z filmu 'Słodki listopad' (Fot. NG Collection/Forum) Kadr z filmu "Słodki listopad" (Fot. NG Collection/Forum)

"Tamte dni, tamte noce"

Głośny melodamat Luki Guadagnino, specjalisty od sensualnego kina, to nostalgiczna opowieść o pierwszej miłości i gorzka refleksja na temat ludzkiej natury. Mamy lato 1983 roku. 17-letni Elio spędza rodzinne wakacje w północnych Włoszech. Pewnego dnia w jego życiu pojawia się Oliver, młody amerykański stypendysta. W porażająco pięknych krajobrazach spalonej słońcem Italii mężczyźni odkrywają odurzającą siłę wzajemnego przyciągania. W rolach głównych rewelacyjny duet Timothée Chalamet i Armie Hammer.

Kadr z filmu 'Tamte dni, tamte noce' (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Tamte dni, tamte noce" (Fot. BEW Photo)

"Ona"

Melancholia, samotność i głód bliskości w pigułce. "Ona" to obraz, który niejednokrotnie gościł w naszych filmowych zestawieniach. Samotny pisarz zapoznaje się z nowo zakupionym systemem operacyjnym, który ma zaspokoić wszystkie jego potrzeby. Wkrótce zaczyna rozwijać się między nimi romans. Ta futurystyczna historia miłosna daje do myślenia i pokazuje, jak ogromny wpływ ma na nas nowoczesna technologia. Wzruszająca fabuła, nastrojowa ścieżka dźwiękowa i fenomenalny Joaquin Phoenix w roli głównej. Czego chcieć więcej?

Kadr z filmu 'Ona' (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Ona" (Fot. BEW Photo)

"Notting Hill"

Na liście klasyków w kategorii "filmy dla dwojga" od lat wysokie miejsce zajmuje "Notting Hill", czyli baśń o Kopciuszku w nowoczesnym wydaniu. Życie rozwiedzionego londyńskiego księgarza Williama staje na głowie, gdy do jego sklepiku zagląda uwielbiana przez wszystkich hollywoodzka aktorka, Anna Scott. W rolach głównych urocza Julia Roberts i zabójczo przystojny Hugh Grant. To przezabawny i niezwykle ujmujący film, który sprawi, że na waszych twarzach z pewnością zagości uśmiech.

Kadr z filmu 'Notting Hill' (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Notting Hill" (Fot. BEW Photo)

"Czas na miłość"

"Czas na miłość" to film bez wielkich porywów i niespodziewanych zwrotów akcji, a mimo to zachwyca swoją prostotą i zmusza do refleksji. Pewnego dnia Tim Lake odkrywa, że może przenosić się w czasie. Postanawia więc uczynić świat lepszym, szukając prawdziwej miłości. Twórcom takich hitów jak "Cztery wesela i pogrzeb" oraz "To właśnie miłość" udało się stworzyć niezwykle ciepłą i budującą historię, która poprawia nastrój, stawia na nogi i na długo pozostaje w pamięci. W rolach głównych znakomity Domhnall Gleeson i pełna wdzięku Rachel McAdams.

Kadr z filmu 'Czas na miłość' (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Czas na miłość" (Fot. BEW Photo)

  1. Kultura

Komedie z Adamem Sandlerem - wybór najciekawszych filmów

Adam Sandler w komedii romantycznej
Adam Sandler w komedii romantycznej "Żona na niby" (fot. BEW Photo)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Jeśli kochacie amerykańskie komedie, postać Adama Sandlera z pewnością jest wam dobrze znana. Aktor jest jedną z najbardziej wyluzowanych hollywoodzkich gwiazd. Wyróżnia się ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie, a filmy z jego udziałem to świetna rozrywka zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów. Sprawdźcie, które komedie z Adamem Sandlerem są warte uwagi. To filmy, które z pewnością poprawią wam nastrój!

"Super tata"

Dwóch młodych ludzi mieszka w garsonierze na poddaszu. Jeden robi zawrotną karierę, drugi jest abnegatem. Ten pierwszy oświadcza się swej dziewczynie, zostaje przyjęty, szaleje z radości - i rozpoczyna daleką podróż służbową. Następnego dnia u drzwi garsoniery pojawia się pięcioletni chłopiec, syn szczęśliwego podróżnika. Lekkoduszny mężczyzna musi się zaopiekować dzieckiem współlokatora. Chcąc udowodnić swojej dziewczynie, że potrafi być odpowiedzialny, udaje ojca chłopca.

Kadr z filmu 'Super tata' (fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Super tata" (fot. BEW Photo)

"Lewy sercowy"

Adam Sandler jako drobny przedsiębiorca Barry Egan bezskutecznie szuka kobiety swojego życia. Przyczyn swoich niepowodzeń upatruje w fakcie, iż wychowywał się w z siedmioma siostrami, których zachowanie skrzywiło jego psychikę. Pewnego dnia poznaje ekscentryczną Lenę, która wydaje się być tą jedyną. Mężczyzna robi wszystko, aby przypaść jej do gustu. Aktor za rolę w filmie otrzymał nominację do Złotego Globu.

Kadr z filmu 'Lewy sercowy' (fot. New Line Cinema/Entertainment Pictures/Forum) Kadr z filmu "Lewy sercowy" (fot. New Line Cinema/Entertainment Pictures/Forum)

"Dwóch gniewnych ludzi"

Spokojny biznesmen Dave (w którego w filmie "Dwóch gniewnych ludzi" wciela się Adam Sandler) w wyniku splotu nieszczęśliwych wypadków uznany zostaje za niepoczytalnego. Sąd wysyła go na terapię, która ma go nauczyć kontrolować emocje. Prowadzi ją ekscentryczny dr Rydell (Jack Nicholson), miłośnik niekonwencjonalnych metod leczenia. Prawdziwe kłopoty zaczynają się jednak, gdy sąd nakazuje Dave'owi zamieszkać u terapeuty. Bohater musi więc stawić czoła nie tylko nietypowej psychoterapii, ale i dziwactwom nowego współlokatora.

Kadr z filmu 'Dwóch gniewnych ludzi' (fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum) Kadr z filmu "Dwóch gniewnych ludzi" (fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

"Opowieści na dobranoc"

W disnejowskiej komedii "Opowieści na dobranoc" Adam Sandler wciela się w Skeetera Bronsona, pracownika hotelu, który wieczorami opiekuje się swoimi siostrzeńcami. Żeby uspokoić dzieci zaczyna opowiadać im różne historie i otwiera tym drzwi do ich nieograniczonej wyobraźni. Wkrótce opowieści Skeetera w tajemniczy sposób przenikają do jego życia stając się rzeczywistością.

Kadr z filmu 'Opowieści na dobranoc' (fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Opowieści na dobranoc" (fot. BEW Photo)

"Żona na niby"

Adam Sandler w roli Danny'ego Maccabee chce uwieść dziewczynę swoich marzeń, młodziutką Palmer (Brooklyn Decker). By zakamuflować powiedziane jej lekkomyślnie kłamstwo, mężczyzna zmusza swoją lojalną asystentkę Katherine (Jennifer Aniston) do udawania jego żony. Kiedy pojawiają się kolejne kłamstwa, zatuszować je pomagają włączone do gry dzieci Katherine. Wkrótce wszyscy trafiają na Hawaje, gdzie czeka na nich absurdalny, wymykający się spod kontroli weekend.

Kadr z filmu 'Żona na niby' (fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Żona na niby" (fot. BEW Photo)

"Rodzinne rewolucje"

Wybuchowy duet Adam Sandler & Drew Barrymore w przezabawnej komedii o dwójce pozornie niepasujących do siebie samotnych rodziców, którzy zbiegiem okoliczności spędzają wspólne wakacje. Po katastrofalnej randce w ciemno Lauren i Jim zgadzają się tylko co do jednego: nie chcą się już nigdy więcej widzieć. Wkrótce okazuje się, że będą skazani przez tydzień na swoje towarzystwo w luksusowym afrykańskim kurorcie.

Kadr z filmu 'Rodzinne rewolucje' (fot. materiały prasowe Warner Bros) Kadr z filmu "Rodzinne rewolucje" (fot. materiały prasowe Warner Bros)

"Weselny tydzień"

Dwie duże rodziny. Jeden mały dom. To będzie dla nich ciężki weselny tydzień. Czy są na to przygotowani? "Weselny tydzień" to przezabawna komedia Netflixa, w której Adam Sandler gra przykładnego ojca z klasy średniej. Mimo nalegań zamożniejszego ojca pana młodego (Chris Rock) mężczyzna koniecznie chce zapłacić za wesele swojej córki. Cała masa nieszczęść zmusza obu tatusiów (wraz z rodzinami) do wspólnego przetrwania najdłuższego tygodnia w ich dotychczasowym życiu.

Kadr z filmu 'Weselny tydzień' (fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z filmu "Weselny tydzień" (fot. materiały prasowe Netflix)

"Zabójczy rejs"

"Zabójczy rejs" wyprodukowany przez Netflixa to kolejny film, gdzie u boku Adama Sandlera zagrała Jennifer Aniston. Aktorzy zagrali tu małżeństwo (tym razem prawdziwe), które wybiera się na europejskie wakacje. Dzięki przypadkowemu spotkaniu w samolocie para otrzymuje zaproszenie na jacht miliardera Malcolma Quince’a. Gdy Quince zostaje zamordowany, małżonkowie stają się głównymi podejrzanymi w sprawie rodem z klasycznego kryminału. W filmie obok Sandlera i Aniston zobaczymy plejadę zagranicznych gwiazd.

Kadr z filmu 'Zabójczy rejs' (fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z filmu "Zabójczy rejs" (fot. materiały prasowe Netflix)

  1. Retro

Lise Meitner – wybitna naukowczyni, o której świat nie chciał usłyszeć

Lise Meitner w 1959 roku. (Fot. BEW Photo)
Lise Meitner w 1959 roku. (Fot. BEW Photo)
Nie uczą o niej w szkołach. Nie ma jej na liście laureatów Nagrody Nobla, choć jej badania pomogły rozszczepić jądro atomu. Lise Meitner, posiadaczka jednego z najtęższych umysłów swojej epoki, dla potomności wywalczyła wiele. Dla siebie – niemal nic.

W wiedeńskim domu Meitnerów łatwo było zginąć w tłumie. Lise, trzecia z ósemki dzieci Philippa i Hedwig, chętnie z tego korzystała. W hałaśliwej, rozdyskutowanej rodzinie, do której ciągle przychodzili goście i przyprowadzali jeszcze więcej dzieci, nikt nie zwracał uwagi na nieśmiałą dziewczynkę, która podbierała starszemu bratu książki do matematyki. „Chowała je pod poduszką, żeby rodzice nie przyłapali jej na lekturze do późnej nocy” – wspominała jej siostra Frieda. Prawnik i wolnomyśliciel Philipp Meitner zachęcał wszystkie swoje dzieci do nauki. Nie dlatego, że tak kazano w synagodze, bo Meitnerowie przeszli z judaizmu na protestantyzm. Jak przystało na przedstawicieli wiedeńskiej klasy średniej, równą wagę przywiązywali do osiągnieć akademickich co do polityki starzejącego się cesarza i najnowszego wykonania „Wesela Figara” w operze.

„Słuchaj matki i ojca, ale myśl samodzielnie. Doskonal swój talent, jakikolwiek by był” – wpajała dzieciom Hedwig Meitner.

Suknia krępuje ruchy

Lise próbowała pójść za radą matki, tyle że czasy nie bardzo temu sprzyjały. Zdaniem ówczesnych elit edukacyjnych kobiety nie były stworzone do nauk ścisłych. Nikt nie miał nic przeciwko uczeniu się matematyki w szkole, ale liczyło się głównie to, by Lise zdobyła odpowiedni zawód. Mogła przecież wybierać: zostać nauczycielką gry na pianinie? Francuskiego? Dla świętego spokoju padło na francuski. „Austria była wówczas tak boleśnie patriarchalna, że kobiety były skazane na cierpienie” – napisze Meitner wiele lat później. „Każda część żeńskiej anatomii musiała być okryta strojem tak krępującym ruchy, że nie sposób było samodzielnie się ubrać. Zachowanie wymagane od kobiet było równie nienaturalne. A społeczeństwo nie zezwalało im na edukację powyżej poziomu, który uważano za niezbędny.

Obowiązkowa edukacja dziewcząt kończyła się, gdy miały 14 lat. Nie mogły pójść do gimnazjum, które przygotowywało kandydatów na uniwersytet.

Kiedy w 1899 roku kobietom w Austrii pozwolono studiować na wyższej uczelni, Philipp Meitner zacisnął pasa. Nie będzie łatwo, ale jego córki będą jednymi z pierwszych studentek. Wydatki na prywatnych nauczycieli opłaciły się, starsza Gisela dostała się na medycynę. Lise, po kilku latach pracy jako nauczycielka, zdała prywatnie maturę i dostała się na wymarzoną uczelnię. Tu będzie studiować ukochaną fizykę. Świat nauki stanie przed nią otworem – wtedy naprawdę w to wierzyła.

Żadnych pytań

Na uczelni profesorowie sami wybierali sobie pupilów. Ci, którzy im się spodobali, mieli szansę zajść wysoko. Inni, którzy nie spełniali prywatnych kryteriów mentorów, nigdy nie wychodzili poza asystenturę. Lise się udało. Może pomógł fakt, że nie interesowała się niczym poza nauką. Jej siostry twierdziły, że nie umiałaby flirtować nawet pod groźbą śmierci. Inteligentna, rzeczowa, nie zdradzała się z poczuciem humoru. Profesorowie traktowali ją prawie na równi z jej kolegami. Prawie, bo wymagali od niej znacznie więcej. Codziennie musiała udowadniać, że spódnica nie przeszkadza jej w myśleniu. To właśnie ją Anton Lampa, dyrektor jednego z laboratoriów, wysyłał zawsze po lód niezbędny do eksperymentów. Zdrapywała go z ośnieżonych chodników, bo w prymitywnym zakładzie nie było chłodni. Na jej szczęście Ludwig Boltzmann, fizyk badający strukturę i właściwości atomów, nie miał rozterek, czy przyjąć do pracowni bystrą kobietę, która za wszelką cenę chciała pracować pod jego skrzydłami. Przyjmował każdego, kto akceptował kontrowersyjną jak na te czasy teorię struktury atomowej materii. Lise szybko dała się też poznać nie tylko jako doskonała studentka, ale i wymarzona członkini zespołu badawczego. Nie była gwiazdą: skoro chodziło o powodzenie eksperymentu, wolała działać na rzecz wspólnego dobra. Koledzy chętnie korzystali z jej notatek i traktowali ją jak kumpla. Po jakimś czasie dali sobie też spokój z podrywaniem jej.

Lise nigdy nie reaguje na żartobliwe zaczepki, nie umawia się z nikim na spacery. Od weekendowych zabaw ciekawsze jest przewodnictwo cieplne materiałów ciał stałych. Nie cierpi, gdy pytają ją o życie prywatne. Może dlatego, że prawie go nie ma. „Druga kobieta z naukowym tytułem doktora w 500-letniej historii Uniwersytetu Wiedeńskiego ma 28 lat. To Lise Meitner” – doniosła austriacka gazeta codzienna w 1906 roku. Philipp Meitner oprawił ją w ramki i powiesił u siebie w gabinecie.

Ciekawostka

Samobójstwo Boltzmanna było dla niej ciosem. Straciła mentora i przyjaciela, kierunek badań. Nic nie wydawało się wystarczająco ciekawe. Jakieś eksperymenty z zakresu optyki, kilka publikacji. Wreszcie nowy trop: radioaktywność. Przecież tak mało o niej wiadomo. Meitner uważała, że to, co robi małżeństwo Curie w Paryżu, jest niezmiernie ciekawe. Stefana Meyera, nowego dyrektora Instytutu Fizyki, który zastąpił Boltzmanna, też interesowała ta dziedzina. Wśród wspomnień Lise z tamtych czasów znajdzie się takie: „Pamiętam, jak robiłam eksperyment z promieniami alfa. Ilekroć Stefan był w pobliżu, wkładał rękę w strumień promieni i śmiał się, że na pewno jest radioaktywny. To niesamowite, jak bardzo byliśmy wtedy nieostrożni, ale tak się wówczas pracowało”.

Prawdziwie interesujące rzeczy działy się jednak gdzie indziej. W Berlinie Max Planck, opierając się na pracach pewnego urzędnika patentowego ze Szwajcarii Alberta Einsteina, opracował teorię kwantową. Lise znała dokonania ich obu. Gdyby tylko udało się pojechać do Plancka na stypendium, nie tylko miałaby wreszcie szansę na odkrywcze badania, ale ulżyłaby rodzicom. Chociaż na pół roku! Wyprowadziłaby się z domu. Nie musieliby odpowiadać na pytania sąsiadów, czy ich nieszczęsna 29-letnia córka wreszcie ma narzeczonego. Philipp Meitner znów sięgnął do kieszeni. „Opłacę ci pokój w przyzwoitym pensjonacie i dam miesięczną pensję, ale musisz regularnie donosić nam o swojej pracy”.

Berlin – wymarzone intelektualne i naukowe centrum Europy. Tygiel idei, nowych teorii naukowych. Szkoda tylko, że nie dla kobiet. W Reichstagu, podczas debaty o kobiecej edukacji, jeden z posłów zawyrokował, że „nic nie da się zrobić, aby zachęcić kobiety do samodzielnego myślenia i działania”. Słynny chemik Wilhelm Ostwald twierdził, że kobiety mają prawo do zdobywania wiedzy, ale z racji tego, że tak niewiele z nich wybiera naukę, powinny być traktowane jak anomalie i w żadnym wypadku nie warto ich do niej zachęcać.

Max Planck całkowicie się z nim zgadzał. Pannę Meitner przyjął na swoje wykłady z czystej ciekawości. Może nada się na asystentkę? Jest w wieku jego córek – bliźniaczek – mogą się nią zaopiekować. Lise, z typową dla siebie skromnością, nie chwaliła się swoimi publikacjami naukowymi, a on nie pytał.

Nie wzniecać pożaru

Szybko zrozumiała, że nikt nie będzie jej prowadził za rękę. Musi sama znaleźć sobie pole do eksperymentów, wychodzić ścieżki do laboratoriów. Zapukała do każdych drzwi, za którymi mówiło się o radioaktywności. Zrobi studia postdoktoranckie, otworzy przewód habilitacyjny. „Pół roku minęło, ale ojciec zgodził się, abym została dłużej. Przekonałam go, że jestem na dobrej drodze” – pisała. Sama miała jednak wątpliwości. Dyrektor Instytutu Fizyki Eksperymentalnej przyjął ją w końcu do zespołu, ale wymagał, aby pracowała dla niego. Znowu ma pracować na cudze konto? Już miała grzecznie odmówić, kiedy do sali wszedł nowy członek tego samego zespołu, chemik doktor Otto Hahn. Przekonał ją, aby po godzinach pracowali razem. Przecież interesują ich te same zagadnienia, choć reprezentują inne dziedziny. Zgodziła się nie dlatego, że był uroczym gentlemanem. Po prostu potraktował ją serio.

Mówili do siebie per Herr i Fräulein. Najpierw na serio – Lise nalegała na zachowanie profesjonalizmu – a potem na żarty. Hahn prędko zrozumiał, z jakimi uprzedzeniami musiała zmagać się Meitner. Nie wolno jej było wchodzić do laboratorium, kiedy mężczyźni – członkowie instytutu i studenci – przeprowadzali w nim eksperymenty. Otto musiał osobiście prosić o pozwolenie dla Lise i dostał je, gdy obiecał dyrektorowi, że Meitner „nie pójdzie do laboratorium chemicznego, gdzie pracuje się z otwartym ogniem. Żeby nie spaliła sobie długich włosów i nie spowodowała pożaru”. Ze wstydu jej tego nie powtórzył.

W zagospodarowanym przez Hahna starym warsztacie stolarskim na prymitywnym sprzęcie pracowali z izotopami. Meitner nie wyobrażała sobie ciekawszych eksperymentów i lepszego partnera do badań. Przenosiny zespołu do Instytutu Cesarza Wilhelma (KWI) też były wybawieniem od zatęchłych uprzedzeniami korytarzy Uniwersytetu Berlińskiego. Jak długo jednak mogła wymagać od ojca, aby ją finansowo wspierał? Nie miała zamiaru zakładać rodziny ani łapać bogatego męża, ale w KWI znów nie oferowano jej pensji. Była wolontariuszką u boku zarabiających normalnie kolegów.

Pierwszą wypłatę jako etatowy naukowiec dostanie dopiero pięć lat później, jako 35-latka. I to tylko dlatego, że uczelnia w Pradze oferowała jej posadę profesora, a Niemcy nie chcieli być gorsi.

Pierścionek z diamentem

Odkrycie przez zespół Hahn – Meitner trwałego izotopu protaktynu w 1917 roku zaczęło dobrą passę. O przyznaniu jej Medalu Leibniza przez Berlińską Akademię Nauk mówiono w kręgach naukowych w całej Europie. Własna katedra fizyki w KWI, aż wreszcie profesura na Uniwersytecie Berlińskim. „To niemiecka Marie Curie!” – pisał o niej Albert Einstein.

Duet Hahn – Meitner działał dalej. W latach 30., na fali odkrycia neutronu, poświęcili się próbom stworzenia pierwiastka cięższego niż uran. Rok 1933 i dojście Adolfa Hitlera do władzy zastały Lise pogrążoną w pracy do tego stopnia, że postanowiła nie zauważać zwolnień swoich kolegów. Ci z pochodzeniem żydowskim znikali z dnia na dzień. Rezygnowali, wyjeżdżali za granicę. Zamiast protestować, przestała niemal wychodzić z laboratorium. Spędziła tak kolejne sześć lat. „To, że nie wyjechałam natychmiast, było nie tylko głupie, ale i złe” – napisze później. W lipcu 1938 roku nie miała już czasu na zastanawianie się. Za pożyczone od Hahna pieniądze dojechała do granicy holenderskiej. Dał jej też zaręczynowy pierścionek z diamentem swojej matki. „Przekupisz straż graniczną” – tłumaczył. Przeszła ją na piechotę, mając w portfelu dziesięć marek. Znajomi naukowcy pomogli jej przetrwać, ale nie mogli zagwarantować pracy. Ze Sztokholmu doszły wieści, że jest dla niej posada. Tym razem nie wahała się ani chwili.

Nobel, którego nie było

Hahn i Meitner nie dawali za wygraną. Eksperymenty nad bombardowaniem uranu strumieniem neutronów prowadzili niezależnie, a efektami dzielili się w listach. Hahn jako pierwszy miał wymierny rezultat, ale nie potrafił go zinterpretować. Nie było szans, aby mogli razem opublikować wyniki w Niemczech. Hahn wysłał więc swoje wyniki do publikacji, a Meitner i jej siostrzeniec powtórzyli eksperyment i ogłosili go w „Nature” dwa tygodnie później. Świat dowiedział się, że jądro uranu można rozbić na mniejsze części – pierwiastki bar i krypton. Meitner wiedziała też, że to tylko początek. Rozszczepienie jądra atomu było reakcją łańcuchową. Jej potencjał wybuchowy był tyleż wielki co przerażający.

Naukowcy wiedzieli, co może zrobić bomba atomowa, i wiedzieli, że Niemcy mają klucz do technologii jej produkcji. „Dziękuję, ale nie chcę mieć nic wspólnego z żadną bombą” – odpisała Meitner na list z Ameryki. Było to zaproszenie do pracy nad konstrukcją amerykańskiej broni jądrowej w Los Alamos.

„Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za rok 1944 otrzymuje Otto Hahn za badania nad rozszczepieniem jądra atomu” – ogłosił komitet noblowski w listopadzie 1945 roku. O pracującej za rogiem, w instytucie fizyki, Meitner nikt się nie zająknął. Hahn, internowany w Anglii, o nagrodzie dowiedział się z gazety. Odebrał ją rok później. „Całkowicie mu się należała. To wybitny chemik i do rozszczepienia jądra uranu użył tylko chemicznych metod” – tłumaczyła mediom Lise. Ale ich przyjaźń (biografowie powątpiewają, czy było to coś więcej, Hahn miał żonę) nigdy nie odżyła. Meitner odmówiła powrotu do Niemiec i spędziła kolejne 20 lat w Szwecji. Bywała też w Ameryce, gdzie wykładała na Harvardzie.

Nigdy nie wyszła za mąż. Ostatnie lata życia spędziła w Anglii, gdzie mieszkała większość jej rodziny. Nazwiskiem Lise nazwano pierwiastek chemiczny meitner, asteroid, kratery na Księżycu i Wenus.

Korzystałam z książki „Lise Meitner: The Dawn of the Nuclear Age” Patricii Rife i z monografii „Lise Meitner” Anne Hardy i Lore Sexl.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.