1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Najpopularniejsze książki w 2016

Najpopularniejsze książki w 2016

mat. pras. Bestsellery Empiku
mat. pras. Bestsellery Empiku
Bestsellery Empik to wynik całorocznych wyborów klientów salonów Empik i empik.com. Każdy zakup w ciągu roku to głos oddany w tym największym plebiscycie kulturalnym w Polsce. Które książki najchętniej kupowaliśmy w 2016?

Statuetki przyznawane są w pięciu kategoriach literackich. Jakie tytuły książki były najpopularniejsze w 2016?

Literatura polska: „Przeznaczeni” – Katarzyna Grochola; Wydawnictwo Literackie Literatura zagraniczna: „Małe życie” – Hanya Yanagihara; Wydawnictwo W.A.B. Literatura faktu: „Grunt pod nogami” – ks. Jan Kaczkowski; Wydawnictwo WAM Literatura dla dzieci: „Śladami Neli przez dżunglę, morza i oceany” – Nela Mała Reporterka; Wydawnictwo Burda Książki Literatura dla młodzieży: „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” – J.K.Rowling, John Tiffany, Jack Thorne; Wydawnictwo Media Rodzina

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Autor kryminałów Bernard Minier o swoich książkach i procesie twórczym

Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Bernard Minier, autor serii kryminałów o komendancie Martinie Servazie w roli głównej, kładzie duży nacisk na prawdopodobieństwo wydarzeń. Każdą powieść dokładnie dokumentuje, a szczegóły śledztwa omawia z policjantami. Pytamy go o wydaną ostatnio „Dolinę” oraz o to, jak jego bohater i cała Francja zmieniły się przez dekadę, która upłynęła od premiery pierwszej części cyklu.

„Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe) „Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe)

W pańskich książkach mamy całą plejadę złożonych charakterów i temperamentów. Począwszy od głównego bohatera – komendanta Martina Servaza. Czytelnicy musieli czekać prawie osiem lat, żeby poznać jego historię. Czy pan od początku wiedział, jaki dokładnie będzie, czy także ewoluował on w pańskiej wyobraźni?
Jeśli dobrze pamiętam, bo seria ma już 10 lat, przeszłość Servaza została przywołana już w pierwszej książce z cyklu, „Bielszy odcień śmierci”. Dowiadujemy się tam, że jego rodzice już nie żyją, zresztą matka zmarła w dość przerażających okolicznościach. To stało się bez wątpienia traumą towarzyszącą bohaterowi przez całe życie, bo nigdy tak do końca nie wyrastamy z dzieciństwa, zwłaszcza po takich doświadczeniach. Oczywiście Servaz ewoluuje w miarę rozwoju fabuły, nie przygotowałem dla niego ścieżki rozwoju, bo nie planuję dokładnie, co będzie w kolejnych książkach. To zależy także w dużej mierze od osób, które spotyka na swojej drodze, jak w ostatnio wydanej „Dolinie”, gdzie wreszcie u jego boku pojawia się kobieta, Léa. To tak jak w życiu, nie wiemy, co przydarzy się nam jutro, kogo poznamy, w którą stronę skręcimy. I staram się zachować taką spontaniczność i pewną niewiadomą także w powieściach. Wracając do naszego bohatera, to od czasów „Kręgu” wiemy także, jak skończył jego ojciec, który nigdy nie doszedł do siebie po śmierci żony. Wpadł w alkoholizm i popełnił samobójstwo. To syn znalazł jego ciało. Czyli historię Servaza znamy tak naprawdę dość dobrze od dawna.

Tak, ale dopiero w „Siostrach” poznajemy początki jego kariery.
Owszem, w pierwszej części powieści jesteśmy świadkami pierwszego śledztwa, w którym uczestniczy Servaz. Zresztą jego zawodowym mentorem jest dość niepoprawny policjant, cierpiący na pewną odmianę borderline. Servaz – co zawsze podkreślam – to ktoś zwyczajny, normalny, kto zostaje skonfrontowany z nadzwyczajnymi okolicznościami. Chciałem w ten sposób uniknąć, mówiąc w dużym uproszczeniu, stereotypowego bohatera kryminału, czyli detektywa pijaka, przemocowego, który ciągle balansuje na krawędzi. Nie, Servaz jest kimś, kogo moglibyśmy mieć w rodzinie czy wśród przyjaciół. Czytelnik mógłby powiedzieć, że zna kogoś takiego. Mimo to oczywiście jest stawiany w sytuacjach, które same z siebie popychają go do ostateczności. Praca w policji, zwłaszcza w wydziałach kryminalnych, pozwala poznać najbardziej brutalną i mroczną część natury ludzkiej, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na osobowość. Nie można się nie zmienić, pozostać nienaruszonym, pracując przez lata w takich warunkach.

Jednak pański bohater zachowuje dużo wrażliwości. Kobieta, z którą spotyka się w „Dolinie”, jest lekarką, pracuje na oddziale dziecięcym, gdzie spotyka się z wszelkimi odmianami cierpienia. Martin zastanawia się, jak Léa jest w stanie to znieść, choć przecież jako policjant wiele widział.
Mimo że sami możemy unieść pewne rzeczy, zastanawiamy się, jak inni to robią. Martin kocha tę kobietę, a kiedy kogoś kochamy, bardziej niepokoimy się o niego niż o siebie samych. Léa jest silna, stanowi dla Martina opokę, punkt zaczepienia. Ma wreszcie kogoś, na kim może się oprzeć. I dlatego myśli: „ja dam radę, ale jak ona może znieść takie rzeczy?!”. Nie uważam się za kogoś nadwrażliwego, jednak, myśląc o lekarzach w szpitalach dziecięcych, zastanawiam się, jak oni są w stanie być świadkami takiego cierpienia, dzień po dniu. To wymaga bardzo silnej konstrukcji psychicznej.

W otoczeniu Servaza jest wiele innych silnych kobiet.
To nie było zamierzone, w trakcie pisania zorientowałem się, że w książce jest sporo silnych postaci kobiecych, które pojawiły się spontanicznie. W „Dolinie” mężczyźni są słabsi od kobiet, to one nadają kierunek wydarzeniom. Mamy Irène z żandarmerii, którą znamy z „Bielszego odcienia śmierci”, jest pani mer miasteczka, która o nie walczy,  jest Léa, która wspiera Servaza. Sam znam wiele silnych kobiet, jednak nie chcę w żaden sposób generalizować, bo literatura opiera się na jednostkach, ich życiu społecznym, prywatnym, intymnym. A jednostki to przeciwieństwo ogółu. To one zwyciężają w powieściach.

Jednostka żyje w społeczeństwie, w określonym środowisku. Życie bohaterów „Doliny” też jest zanurzone w rzeczywistości. Porusza pan aktualne problemy społeczne we Francji, jak agresja wobec policji, dewastowanie kościołów.
Chciałem przedstawić, co zresztą znajdzie się także w kolejnej części cyklu, którą właśnie piszę, obraz dzisiejszej Francji. Nie zapominajmy, że pod koniec 2018 roku i w 2019 roku przeżyliśmy bardzo poważny kryzys społeczny, nazywany ruchem żółtych kamizelek. Demonstracje w całym kraju obywały się w weekendy przez całe miesiące. W Paryżu doszło do zamieszek, zniszczono Łuk Triumfalny, Pola Elizejskie. Manifestacja mieszkańców zamkniętej doliny, którzy zaczynają się burzyć, to odbicie tych wydarzeń.

Zależy panu, żeby fikcja była silnie osadzona w rzeczywistości, a czy także z punktu widzenia geografii? Dorastał pan w Pirenejach, czy dobrze zna pan okolice, o których pisze, czy to raczej wytwór wyobraźni?
Bardzo dobrze znam Pireneje, u ich podnóży spędziłem pierwsze 18 lat życia. Studiowałem w Tuluzie, często tam wracam, znam tamtejszą komendę, regularnie spotykam się z miejscowymi policjantami. Często wymyślam miejsca, które nie istnieją, ale są podobne do prawdziwych, ponieważ te nigdy do końca nie odpowiadają moim potrzebom. Puszczam wodze wyobraźni, ale zawsze na bazie tego, co istnieje w naturze. Na przykład elektrownia wysoko w górach, która pojawiła się w „Bielszym odcieniu śmierci” funkcjonuje naprawdę, jednak gdzie indziej. Generalnie bardzo inspiruję się rzeczywistością, tyle że potem robię syntezę.

Zanim zaczął pan pisać, pracował pan w urzędzie celnym. Czy tamte doświadczenia przydają się jakoś w pisaniu?
Nie, w żaden sposób się do nich nie odnoszę. Przede wszystkim dlatego, że to zupełnie inny rodzaj pracy, inne uprawnienia. A poza tym działanie policji bardzo zmieniło się od tego czasu. To część administracji, która przeszła największą transformację. Widać to bardzo dobrze w „Siostrach”, które toczą się w dwóch epokach. Pierwsza część to lata 90., kiedy śledztwa były bardziej tradycyjne – są przesłuchania, przyznanie do winy. Natomiast w drugiej, rozgrywającej się obecnie, liczą się przede wszystkim ślady DNA, nagrania z kamer czy analiza połączeń komórkowych.

Pracuję w ten sposób, że zbieram informacje, robię dokumentację, rozmawiam z aktywnymi policjantami, pytam ich o szczegóły, które planuję, a oni mi mówią, czy to jest możliwe, czy nie. A jeśli jest możliwe, to jak to przeprowadzić. W „Dolinie” na przykład opisuję przesłuchanie przed komisją dyscyplinarną w policji. I w rzeczywistości wygląda ono tak jak w książce, rozmawiałem z policjantami, którzy mają za sobą takie przesłuchania, i opowiadali mi szczegółowo, jak wygląda procedura i jak silnej przemocy psychicznej byli poddawani. Panuje atmosfera strachu. Odniesienie do faktów jest dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o śledztwo.

A na czym polega relacja policji i żandarmerii? W Polsce nie mamy takiego rozróżnienia, a w pańskich powieściach pojawia się rodzaj napięcia między nimi.
W uproszczeniu policja działa w miastach, żandarmeria – na wsiach, choć są od tego wyjątki. I jeszcze do niedawna jedni podlegali pod ministerstwo spraw wewnętrznych, drudzy – pod ministerstwo obrony. Zdarzają się wspólnie prowadzone śledztwa, ale w zasadzie obie służby bardzo ze sobą rywalizują i wzajemnie opowiadają kawały o sobie. Żandarmi to wojskowi, są postrzegani jako bardziej zdyscyplinowani, dwa najbardziej znane dziś laboratoria są w strukturach żandarmerii, nie policji. Jeśli w powieściach − co podkreślam − policja jest postrzegana lepiej, to dlatego, że żandarmeria mimo wszystko zachowuje image z czasów Louisa de Funèsa i żandarmów z Saint-Tropez sprzed 50 lat. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale pokutuje.

Wracając do „Doliny”, to mam wrażenie, jakby Servaz odnalazł wreszcie trochę spokoju, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi powieściami, gdzie cały czas się o niego bałam, z pewnością nie jako jedyna. Bo co jeszcze mu się przydarzy...
Oczywiście musi przejść swoje, ale zaczyna żyć spokojniej. Ma koło siebie synka Gustava, więc zajmuje się chłopcem, co składa na niego nową odpowiedzialność, poza tym jest Léa. Tak, mniej się boi, jest mniej samotny. Wcześniej był jak pies czy kot bez właściciela, sam postrzegał siebie jak bezdomne zwierzę. Chciałem dać mu towarzyszkę, dom, trochę życia rodzinnego. Dlatego też, że nie mam ochoty pisać ciągle tego samego, ale i − jak powiedziałem – w życiu wszystko się zmienia i tak musi być też w książkach.

Rzeczywiście, od kiedy się pojawił, minęła dekada.
I nie można zapominać, jak bardzo zmieniła się przez te lata Francja. To już nie ten sam kraj, co w „Bielszym odcieniu śmierci”. Tytułowa „Dolina” to swoisty mikrokosmos, w którym są i piekarnia, i księżna de Guermantes. Odzwierciedla podzieloną Francję, w której społeczeństwo jest rozrywane z każdej strony. Mnożą się podziały społeczne, religijne, polityczne, to zresztą nie tylko problem Francji.

Zawsze zazdrościłam Francuzom umiejętności spokojnego dyskutowania mimo dzielących ich różnic.
To się skończyło. Widać to na przykładzie coraz bardziej agresywnych manifestacji czy w Internecie. W mediach społecznościowych pojawiają się tylko przeciwstawne wizje świata, kiedy ktoś wyraża jakąś opinię, jest dosłownie rozszarpywany przez tych, którzy myślą inaczej. Nie ma mowy o dialogu, od razu pojawiają się groźby, obelgi. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce...

Podobnie, co oczywiście nie jest żadnym pocieszeniem. Powiedział pan, że pisze kolejną książkę. Czy będzie się odnosić do czasów pandemii?
Tak, toczy się obecnie, podczas drugiej fali lockdownu we Francji. Wszyscy noszą maseczki, zatem i policjanci. Oczywiście nie bez przerwy, ale często, i podczas pisania uświadomiłem sobie, jakie to rodzi trudności. Wcześniej pisałem na przykład, że ktoś się uśmiechnął, a dziś nie mogę, bo przecież ukrywa to pod maską. Pozostaje tylko kontakt wzrokowy.

I kiedy ta powieść się ukaże?
Wiosną 2021 roku, kiedy będziemy już po drugiej fali.

„Dolina” także miała się ukazać wczesną wiosną, ale premiera została przesunięta.
Tak, ale miałem dużo szczęścia, bo sezon był bardzo krótki. Książka wyszła w maju jako pierwszy tytuł autora bestsellerów, zaraz po zakończeniu izolacji. Nie wiem, jak w Polsce, bo na przykład w Hiszpanii było inaczej, ale we Francji ludzie się wprost rzucili do księgarń. Pewnie już ich zmęczyło oglądanie seriali, więc sprzedaż książek była bardzo dobra. I to trwało przez całe lato, ale jesień znów przyniosła zamknięcie księgarń, więc premiery wrześniowe nie miały tyle szczęścia. A książka ma bardzo krótki żywot, nie da się już tego nadrobić.

Bernard Minier, francuski pisarz kryminałów. Zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). W 2019 roku Minier został laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Kultura

Książki, na które czekamy w 2021 roku

10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Literatura pomaga przetrwać nawet najtrudniejsze czasy. Bieżący rok będzie obfitował w nowości wydawnicze, na które warto zwrócić uwagę już teraz. Przedstawiamy nasz wybór 10 książek, na które czekamy w 2021 roku. Od fascynujących biografii, poprzez powieści i opowiadania, aż po ważne książki o tematyce ekologicznej i feministycznej. 

"Ziemia obiecana" Barack Obama, Wydawnictwo Agora

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

To bezapelacyjnie jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Książka, która w Stanach Zjednoczonych tydzień po premierze sprzedała się w 1,7 mln egzemplarzy. "Ziemia Obiecana" to autobiograficzna książka Baracka Obamy, pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Barack Obama jest człowiekiem bardzo otwartym. To polityk dojrzały, którego ukształtowały różne sytuacje, z którymi przyszło mu zmierzyć się podczas piastowania najwyższego stanowiska w Białym Domu. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych przeszedł ogromną przemianę. Z młodego, poszukującego własnego miejsca na arenie politycznej człowieka zmienił się w przywódcę światowej potęgi. To autobiograficzna, refleksyjna, a miejscami bardzo osobista historia – wycinek z życia Baracka Obamy. Polskie wydanie książki ukaże się 17 marca nakładem Wydawnictwa Agora.

Sigrid Nunez, "Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag", Wydawnictwo Pauza

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

"Mój rok relaksu i odpoczynku" Otessy Moshfegh był jedną z najpopularniejszych książek w okresie pandemii. Tym razem Wydawnictwo Pauza wyda zbiór jej opowiadań. „Tęsknota za innym światem” ukaże się najprawdopodobniej w maju. To trzecia książka amerykańskiej pisarki, która ukaże się w polskim tłumaczeniu. W 2015 roku pisarka znalazła się w finale Nagrody Bookera za powieść „Byłam Eileen”.

"Dzienniki 1956-1958" Agnieszka Osiecka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Na każde wydanie "Dzienników" Agnieszki Osieckiej czekam równie niecierpliwie. "Dzienniki 1956-1958" to ostatni tom jej młodzieńczych zapisków autobiograficznych. To świadectwo pokolenia ogołoconego przez okupację i stalinizm z dziecięcej beztroski, to wypowiedź dziewczyny, która straciwszy najlepsze lata na zebraniach ZMP-owskich, bardzo nie chciała, a w końcu też nie umiała dorosnąć. "Jestem młodą kobietą, a koło mnie tylu jest zmarłych, jakby przetoczyło się przez moje łóżko powstanie listopadowe" - pisała Osiecka. W zapiskach autobiograficznych z lat 1956–1958 i z 1970 roku Agnieszka Osiecka dokonuje bezlitosnej autoanalizy i psychoanalizy własnego pokolenia. Rozlicza się ze światem, stawia sobie niewygodne pytania, nie unika gorzkich diagnoz, wreszcie też – pisze testament. I nie są to gesty jednokrotne, tylko "typowe" dla niej sposoby rozładowywania napięcia i radzenia sobie z bólem i smutkiem. Lata 1957 i 1970 to dla autorki "Okularników" czasy szczególnie trudne - szósty tom dzienników i zapisków zbiera życiowe doświadczenie Agnieszki Osieckiej w opowieść zaskakującą: pełną nieoczekiwanych kontrapunktów i jeszcze bardziej niespodziewanych puent.

"Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy", Lisa Appignanesi, Wydawnictwo Marginesy

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Historia narzucanych kobietom norm, podwójnych standardów i kategorii zbyt ciasnych, by pomieścić ludzkie życie. W XIX wieku zaburzenia psychiczne kobiet wzbudzały w lekarzach (mężczyznach) niepokój, który często przeradzał się w lekceważenie. Jeszcze nie tak dawno dręczone przez własne umysły pacjentki mogły liczyć co najwyżej na zakucie w kaftan, kąpiele lecznicze albo wizytę egzorcysty. Lisa Appignanesi w samym centrum tej wstrząsającej opowieści umieszcza kobiety, których życie i emocje coraz częściej stawały się przedmiotem badań lekarzy, jak choćby Freuda, Junga i Lacana, którzy opracowali dla nich nowe terapie. Pojawiają się one zarówno jako pacjentki – Mary Lamb, która w napadzie załamania nerwowego rzuciła się na matkę z nożem, Sylvia Plath i Virginia Woolf, latami dręczone przez nawracającą depresję, czy Zelda Fitzgerald i Marilyn Monroe, stopniowo pokonywane przez własne uzależnienia i kompleksy – jak i terapeutki, z Anną Freud oraz Melanie Klein na czele. To także opowieść o tym, jak przez lata objawy i diagnozy dopasowywały się do modnych diagnoz, oraz o tym, jak terapie przynosiły sukcesy lub zawodziły. Wszystko to pozwala szerzej spojrzeć nie tylko na delikatne zagadnienie zdrowia psychicznego na przestrzeni wieków, ale także – a może przede wszystkim – na rolę i miejsce kobiet w całym tym szaleństwie.

"Przewóz" Andrzej Stasiuk, Wydawnictwo Czarne

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, w 2021 wydamy dla Was dużo świetnej polskiej prozy. M.in. Olgi Hund, Ziemowita...

Opublikowany przez Wydawnictwo Czarne Czwartek, 31 grudnia 2020

"Przewóz" to najnowsza, a zarazem pierwsza od siedmiu lat, powieść Andrzeja Stasiuka, która zostanie wydana przez Wydawnictwo Czarne w marcu. Jak podaje portal onet.pl, powieść "zabierze czytelników nad wieś nad Bugiem w środku upalnego czerwca 1941 r. Z jednej strony rzeki stoją Niemcy, z drugiej Rosjanie, pośrodku zaś wiejski przewoźnik z jednego brzegu na drugi przewozi nocą wszystkich, którzy mają pieniądze. Żydowskie rodzeństwo chowa się w lesie tuż obok chłopaków z partyzantki, plutonowy Siwy każe liczyć nadciągające niemieckie czołgi, a oczy pewnego małego chłopca zapamiętują to wszystko do późnej starości".

Rebecca Solnit, "Matka wszystkich pytań", Wydawnictwo Karakter

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Rebecca Solnit to jedna z najwybitniejszych amerykańskich eseistek, historyczek i feministek. W najnowszej książce analizuje rozmaite formy opresji, jakiej poddawane są kobiety – od pomijania, onieśmielania, dyscyplinowania po przemoc psychiczną i fizyczną. Szczególne miejsce poświęca mechanizmowi uciszania. „Przemoc wobec kobiet to często przemoc wobec naszych historii i głosów" – pisze Solnit. W książce upomina się o prawo kobiet do samostanowienia, wolności wyboru, pełni praw reprodukcyjnych, a także o stworzenie nowego kanonu literackiego, który nie będzie mizoginiczny. Wyjątkowo mocno wybrzmiewa tekst na temat aborcji: „W obecnej skrajnie antyaborcyjnej atmosferze (…) kobieta w porównaniu z płodem w jej macicy nie ma żadnej wartości, mimo że ponad połowa tych płodów wyrośnie na kobiety, które także kiedyś zostaną uznane za bezwartościowe w porównaniu z kolejnym pokoleniem potencjalnych płodów”. Premiera 17 lutego.

"Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna" Filip Zawada, Wydawnictwo Znak

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść finalisty Nagrody Literackiej Nike 2020. Samolubny i zgryźliwy, szowinista starej daty i samozwańczy mentor. Dziadek Szczepan. Dnie spędza na starej kanapie z ukraińskiego burdelu, a nocami terroryzuje sąsiadów rykiem saksofonu. Tymczasem jego wnuk, bohater tej historii, dopiero wchodzi w świat dorosłych ludzi. Wkrótce się przekona, że spadki mogą być niezwykle kosztowne dla spadkobierców. Filip Zawada, autor "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", niebanalnie, przejmująco dosadnie i bezczelnie szczerze pokazuje, jak niebezpiecznie jest zgrywać bohatera, w szczególności przed samym sobą. Opowiadając o miłości i przemocy, mistrzowsko balansuje na granicy tragedii i komedii. Udowadnia, że jego głos jest absolutnie niepodrabialny i wyjątkowy w polskiej literaturze.

"Shuggie Bain" Douglas Stuart

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

"Shuggie Bain” to debiutancka powieść Douglasa Stuarta, szkocko-amerykańskiego pisarza oraz projektanta mody, za którą w ubiegłym roku zdobył Nagrodę Bookera. Historia oparta jest na wydarzeniach z dzieciństwa autora. Opowiada o młodym chłopcu, dorastającym w Glasgow w latach 80., którego wychowuje matka alkoholiczka. Mimo choroby matki chłopiec za wszelką cenę walczy o normalne życie. Debiut pisarza zachwycił krytyków na całym świecie, a książkę porównuje się do "Małego życia" czy "Historii przemocy", opowiadających o losach miłości w czasach ogromnej próby.

"Jak uniknąć katastrofy klimatycznej" Bill Gates, Wydawnictwo Agora

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

Bill Gates, jeden z największych światowych wizjonerów i filantropów, z pomocą ekspertów z dziedziny fizyki, chemii, biologii, inżynierii, nauk politycznych i finansów opracował plan działań, które należy podjąć, aby powstrzymać katastrofę klimatyczną. Wnioski zamknął w książce "Jak uniknąć katastrofy klimatycznej", której światowa premiera będzie miała miejsce 16 lutego. Tego samego dnia książka ukaże się również po polsku w Wydawnictwie Agora. Bill Gates wyjaśnia, dlaczego musimy pracować nad zerową emisją gazów cieplarnianych. Szczegółowo opisuje również, co musimy zrobić, aby ten niezwykle ważny cel osiągnąć. Opisuje innowacje i technologie, które już pomagają w redukcji. Wskazuje też co możemy zrobić aby funkcjonowały one skuteczniej. Przybliża nowe przełomowe technologie oraz kto i jak nad nimi pracuje. Wreszcie, przedstawia konkretny, praktyczny plan osiągnięcia celu, jakim jest osiągnięcie zerowej emisji. Nie tylko politykę, którą powinny przyjąć rządy, ale także to, co my jako jednostki możemy zrobić, aby wesprzeć nasze rządy, pracodawców i siebie nawzajem w tym kluczowym zadaniu.

  1. Kultura

Najchętniej czytane w 2020 roku - 10 wywiadów ze znanymi pisarzami i pisarkami

Wśród najlepszych tekstów Zwierciadła 2020 roku są również wywiady ze znanymi pisarkami i pisarzami. (Fot. iStock)
Wśród najlepszych tekstów Zwierciadła 2020 roku są również wywiady ze znanymi pisarkami i pisarzami. (Fot. iStock)
W tym roku na naszych łamach rozmawialiśmy ze słynnymi pisarkami i pisarzami. Opowiadali nam nie tylko o swojej twórczości, ale również dzielili się refleksjami dotyczącymi obecnej rzeczywistości.

Przypominamy 10 inspirujących rozmów z literatami z całego świata.

 

  1. Kultura

Katarzyna Bonda - Przywracać światu porządek

Katarzyna Bonda: wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą. (Fot. Rafał Masłow)
Katarzyna Bonda: wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą. (Fot. Rafał Masłow)
Katarzyna Bonda zmieniła formułę powieści kryminalnej. Jej książki nie schodzą z list bestsellerów, a prawa do nich kupili najwięksi światowi wydawcy. Właśnie opublikowała nową powieść „Miłość czyni dobrym”, drugą część trylogii. Tym razem penetruje zło, którego świat nie chce zauważyć. Przeczytała 120 tomów akt, żeby zrozumieć modus operandi uwodziciela.

Główny bohater pani nowej książki, Daniel Skalski, „umie rozkochiwać w sobie ludzi, że mózg staje”. Diabeł?
Wszyscy mu ulegali. Nie tylko z powodu luksusu, szybkich samochodów. Dokładnie przestudiowałam akta, bo pierwowzorem był największy polski oszust. Zaczął od fałszowania czeków pocztowych. Wciągnął w to kobietę, która się w nim kochała. Potem oszukiwał innych, na coraz większą skalę. Nie był wykształcony, a nabierali się ludzie od niego o wiele mądrzejsi. W końcu ścigały go policje całego świata, CBŚ, Interpole. Ludzie nie widzieli, kim jest. Tego właśnie szukałam. Byłam ciekawa, jak można funkcjonować wyłącznie w świecie władzy i kontroli. Czym to różni się od zbrodni seryjnych morderców? Pod spodem ten sam lęk i gniew napędzające do czynów. To, że miał gładką powierzchowność i rozkochiwał ludzi, nasunęło mi trop archetypu diabła.

Przeraził panią?
O wiele bardziej niż lektura akt. Naprawdę czytałam wszelkie możliwe akta spraw dewiantów kawałkujących zwłoki, bezlitosnych gangsterów, a przejęłam się złem fundowanym przez pozornie uroczego człowieka. Tacy ludzie są wśród nas, spotykamy ich.

Mówiła pani kiedyś, że kryminał jest zwykle diagnozą społeczną.
Dlaczego ludzie wyszli na ulicę? Ponieważ czują się oszukani. Dopóki nie spadła zasłona, myśleliśmy, że rzeczywistość jest inna. Pozwalamy zawłaszczać naszą przestrzeń, na wiele się zgadzamy, bo inaczej w ogóle trudno byłoby funkcjonować, i pewnego dnia prawda wychodzi na jaw. To wywołuje gniew, często za późno.

Gniew ujawnił niezwykłą moc kobiet. Zmienią świat?
Kobiety mają moc bomby atomowej. Mamy boginię Kali. Kiedy jest zagniewana, wściekła, zaczyna walczyć i niszczyć, aby przywrócić porządek. To kobiety wyszły i krzyczą. Nie mężczyźni. Uzbroiły się w transparenty. Ujawniło się nasze siostrzeństwo. Wyszła jedna, za nią następne, a z nimi przyjaciółki, siostry, matki. Tak było od wieków. A to dopiero początek.

Jaką perspektywę pani widzi?
To na pewno wojna. A tam, gdzie front, może się zdarzyć wszystko. Obserwuję świat wycinkowo. Pisząc, jestem skupiona na temacie książki. Wychodzę z „jaskini” tylko po to, żeby złapać powietrza. I wtedy dopada mnie rzeczywistość. Byłam na dokumentacji w sądzie w Lublinie. Miałam telefon: „Halo, wracaj!”. Bo zapowiedziano lockdown, a ja w ogóle nie wiedziałam, że pandemia. Na dworcu dwie kobiety szarpały się o bilet. Studenci chcieli wrócić do domów, zaczęła się panika, jak to zrobić. Ze sklepów znikały papier toaletowy, mydło, ziemniaki. Zrozumiałam, że nie jestem w stanie bić się o bilet. Od razu zobaczyłam, co gotuje się pod pokrywką. Już wtedy wiedziałam, że zawrze. Pół roku później wszyscy wyszli na ulicę. Kiedy pisze się książkę kryminalną, musi się pojawić pierwsza krew, żeby ruszyła fabuła. Nieustannie włączają mi się mechanizmy fabularne. Dlatego wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą.

Katarzyna Bonda: Jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. (Fot. Rafał Masłow) Katarzyna Bonda: Jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. (Fot. Rafał Masłow)

Mężczyźni piszący kryminały stawiają na wątki przygodowe, kobiety chcą uleczyć świat – mówiła pani w wywiadzie. Z tym założeniem pisze pani trylogię „Wiara – nadzieja – miłość”? Rozgrywa się na szerokim europejskim tle.
Ta seria jest zupełnie inna, i nie do końca wiem, czy powieść, o której rozmawiamy, to klasyczny kryminał. Główny bohater nie jest orędownikiem dobra, czyli utrudniam sobie leczenie świata. Ale bardzo możliwe, że eksplorowanie ciemnej strony jest stawianiem diagnozy. Na pewno staram się zrozumieć genezę zła. To silniejsze ode mnie. I może to jest klucz – kobiety chcą zrozumieć: skąd, dlaczego? Bo po co innego byśmy pisały reportaże, literaturę piękną, gatunkową? Każda opowieść kryminalna powinna przynieść czytelnikowi katharsis. Bo przecież grzebiemy w lęku. W świecie realnym niełatwa jest walka z lękiem. W opowieści kryminalnej rozwiązujemy zagadkę i zamykamy temat.

Pisze pani: „W ogóle się nie bój, ludzie mają radar na lęk”. Dlaczego wciąż jest w nas za mało odwagi?
Podświadomie wszystko wiemy, ale sygnały docierają do nas zbyt późno. To zrozumiałe, bo żyjemy w iluzji. A oszuści, ci przebiegli szachiści, planują swoje ruchy z dużym wyprzedzeniem. Czasem wystarczyłoby się poddać intuicji, ciału, które często czuje wcześniej. Myślimy, że wszystko jest w porządku, a ciało sygnalizuje co innego. Nie należy się bać. Lepiej uświadomić sobie emocje i je przyjąć. Uczyniłam tak, kiedy w kraju zaczęło być gorąco. Pomyślałam: „Właściwie i cóż? Jaki mam na to wpływ?”.

Pani ma. Pani książki docierają do milionów czytelników.
W maju, po pierwszym rzucie pandemii, miałam zaplanowane wydanie dokumentalnej książki „Motyw ukryty. Z archiwum profilera”, napisanej z Bogdanem Lachem. To historie, które rozwiązywał na podstawie akt zbrodni. Pomyślałam: „Jaki to ma teraz sens?”. Ale nie udało się zatrzymać machiny wydawniczej. Okazało się, że ludzie chcą akurat czytać o zwyrodnialcach, uciekając w to od niewidocznego niebezpieczeństwa, którego nie rozumieją. Niektórzy schowali się w tej lekturze przed pandemią. Woleli zwykłą niegodziwość od tej enigmatycznej. Dla mnie to było szokujące. Fascynuje mnie, że ludzie zachowują się inaczej niż przed pandemią. Poczucie zagrożenia sprawia, że zaczynają myśleć o sobie i przestają udawać. Odsłaniają lęk. Zrozumiałam, że cały czas się czegoś boję. Odkąd zostałam matką, towarzyszył mi lęk o siebie, o dziecko. Stałam się jego więźniem. To w czasie pandemii postanowiłam, że już nie będę się bać, po prostu przyjmę to, co przychodzi. Lepiej szukać dobra niż zła i pilnować, żeby z nas wypływało, spotykało nas. Od lat, najpierw jako dziennikarka, a później pisarka, jestem zainfekowana przestrzenią zła. Piszę stale o ludzkiej słabości. Bo z niej bierze się zbrodnia. Wymyśliłam tę serię, żeby odnaleźć wyższy element, coś, co mnie znów zaintryguje.

Widzi pani czasami siebie w córce?
Nieustannie, na przykład swoje wady, w dodatku przerysowane. Moje dziecko ma w tej chwili 14 lat. Słyszę, jak zmienia się jej głos. Widzę, że inaczej mówi, kiedy rozmawia ze mną, a inaczej z rówieśnikami. Jakbym oglądała serial.

Jaka była 14-letnia Kasia w Hajnówce?
Bardzo grzeczna, bo przecież dziewczynka nie sprawia kłopotów – nie paliłam, nie brałam narkotyków, nie wagarowałam, ale miałam niewyparzoną gębę. To się nie zmieniło. Zawsze byłam przemądrzała. Niezależności nie nabywa się z wiekiem, po prostu się ją ma albo nie. Jeżeli się z kimś nie zgadzałam, mógł to być nauczyciel, wchodziłam w dyskusję. To co, że będą kłopoty. Gubiło mnie przekonanie, że zawsze wiem najlepiej. Do dziś usiłuję z tym walczyć. Bezskutecznie. Grałam na fortepianie, w siatę, przed lekcjami chodziłam na gimnastykę korekcyjną. Bunt pojawił się później.

Co się stało?
Usłyszałam od pani profesor, że może powinnam się zająć innym rodzajem sztuki. To wystarczyło. Miałam 18 lat i poczułam, że lata ćwiczeń na marne. Nie wiem, skąd tyle mocy i rozumu, żeby się nie załamać. Uratował mnie atawizm, bo natychmiast wymyśliłam dziennikarstwo. Na pewno przygotowało mnie do pisania. Do dzisiaj podziwiam ludzi, którzy siadają i piszą, mają odwagę, brawurę. U mnie wszystko jest ciężko wypracowane. Czasami się zastanawiam, czy w ogóle mam prawo to robić. Wiem, że moje książki sprzedają się w wielkich nakładach. Jak ktoś chce mi dopiec, mówi, że to z powodu krzykliwych sukienek i trzepotania rzęsami. Tak też jest. W branży, w której działam, jest w tej chwili naprawdę ciasno. Jedna książka może autora zniszczyć i jedna może ponownie go wynieść.

Pamiętam, jak wydawnictwo Muza rozesłało katalog z pani modową sesją. To było nowe. Pisarze ciągle chodzili w porozciąganych swetrach. Na targach książki spotykałem panią w długiej sukni, wbijającą w swoje książki pieczątkę „królowa kryminału”.
Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu i z nikim nie rozmawiała. Chciałabym, żeby moje książki same się broniły. Kiedy Muza rozesłała ten katalog, byłam na rynku już siedem czy osiem lat. Pan zobaczył mnie dopiero w nim.

Przyznaję.
To o czym w ogóle mówimy? Przez rozwój technologii, media społecznościowe czytelnik zbliżył się do autora. Nie zrobiłam tych zdjęć, bo mam ładne sukienki, tylko żeby skontaktować się z odbiorcą. Wcześniej nie wiedziałam, dla kogo piszę. Przymierałam głodem, ale nie rezygnowałam z pisania. Kiedy zaczęłam chodzić do telewizji śniadaniowej, dawać wywiady kolorowym pismom, moi koledzy napominali. Odpowiadałam: „Dzięki temu ktoś się dowie o mojej książce”. Dzisiaj wszyscy to robią, a czas powyciąganych swetrów się skończył. Chcę dobrze wyglądać, występując w ogromnych salach pełnych ludzi. Z szacunku dla tych, którzy przyszli. Spotkania ze mną są wspólną fiestą. Moi czytelnicy też są elegancko ubrani.

A pieczątka „królowej kryminału”?
Zygmunt Miłoszewski napisał o mnie takie zdanie. Wydawca wykorzystał je na okładce „Pochłaniacza”, pierwszego tomu serii o Saszy Załuskiej. To był mój pierwszy sukces komercyjny. Wydawca zorganizował przyjęcie z tortem. Byłam oniemiała, bo to była niespodzianka. Akurat byłam w zapisie, w środku książki, i nie chciałam tam iść. Z tej okazji dostałam pieczątkę. Pan prezes przedstawił wynik. 150 tysięcy w trzy tygodnie! „Dlaczego tak mało?” – zapytałam. Nie wiem, skąd takie zdanie przyszło mi do głowy. To wzbudziło śmiech. Każda kolejna książka przynosiła większe nakłady. Ale nie mam pewności, że ludzie nadal będą chcieli czytać to, co piszę. Może nadejdzie czas zupełnie innych książek? A ja będę jak ten dinozaur…

Ale w koronie.
Królestwa nie są takie, jak wyglądają.

Pani ojciec mówił, że w życiu nie ma dużych decyzji.
Tata powiedział to na łożu śmierci. Umierał na raka. Wyznał, że umówili się z mamą, jak się pobierali, że on będzie podejmował same duże i ważne decyzje. Okazało, że nie ma żadnych dużych decyzji. Są tylko małe. Całym naszym życiem zarządzała jego Ninka, czyli moja mama.

Czyli w pani domu nie było patriarchatu?
No dobra, tato, nie chciałam tego powiedzieć, ale… Był między rodzicami cichy układ, że załatwiają sprawy między sobą. Jeżeli mamie się coś nie podobało, potrafiła tatę dotkliwie zrugać. Miał dla niej ogromny szacunek, wiedział, że jest mądra. Ale nie wychylała się z narzucaniem swojego zdania. Zostawiała mu poczucie królewskiej władzy. Jeżeli porównałabym ich do króla i królowej, to etykieta była zachowywana. Długo uważałam, że to zakłamanie. Dzisiaj myślę, że to było zdrowe.

Pani mama, będąc dzieckiem, straciła matkę w pogromie wsi prawosławnych na Podlasiu w 1946 roku. Jak to na nią wpłynęło?
Emanowała z niej siła. Ubierała się dość ekstrawagancko. Byłam zażenowana, kiedy przychodziła na wywiadówki. Chciałam, żeby była normalna i miała trwałą, a nie warkocz i kapelusz z wielkim rondem. To dobrze oddaje jej osobowość. W życiu nie założę kapelusza z wielkim rondem. Mama od dziecka przygotowywała mnie na to, żebym sobie poradziła w każdych warunkach. Wszyscy mówią, że jestem silna, ale zbroję założyłam z czasem. Pod nią jestem delikatna. Biorę na warsztat tak ciężkie tematy, bo zło mnie dotyka. Moja mama, widząc moją kruchość, starała się mnie chronić. Miała 43 lata, czyli tyle, ile ja teraz, jechała do szpitala i żegnała się ze mną. Oczywiście nie powiedziała, co jej grozi. Tego też nie lubię, bo mam alergię na zakłamywanie rzeczywistości. Jechała na operację, z której mogła nie wrócić, miała tego świadomość, i nic nie powiedziała. Dziecko czuje, że coś jest pod spodem. Starała się, aby pożegnanie nie było ani zbyt suche, ani zbyt wylewne. Wróciła ze szpitala. Trzeba mieć wiele hartu ducha, żeby zniszczyć nowotwór. Myślę, że to zrobiła, bo nie wiedziała, jak sobie poradzę, jeśli umrze. Umarła w 2018 roku.

O pogromie, w którym zginęła pani babcia, napisała pani w powieści „Okularnik”. Temat był w domu obecny?
Nie. Na tym polegał mój wkurw na rodziców. Teraz tak mogę powiedzieć, bo nie żyją. Przy nich nie przeklinałam ani nie paliłam. Na temat pogromu milczała cała społeczność. W liceum z białoruskim językiem nauczania też nigdy nikt nic nie powiedział. Dlatego musiałam o tym napisać. Każdą książką zamykam swoje tematy. Moje książki muszą ze mną rezonować. Nie terapeutyzują mnie wprost, nie są spowiedzią, ale przychodzą nieprzypadkowo. Mam świadomość, że tylko ja mogłam taką książkę w taki sposób napisać. Długo zastanawiałam się, czy mam siłę, żeby to zadanie dźwignąć. Bo pisząc, zawsze totalnie wchodzę w temat.

Książki panią zmieniają?
Tak. Każda książka mnie zmienia. Pisząc je, przechodzę transformację. Czasem zastanawiam się, dlaczego mam takie życie. Teraz się z tym pogodziłam, ale był moment złości, bo chciałam mieć normalne życie, jak wszystkie kobiety – mówić delikatnym głosem, opiekować się ogniskiem domowym, mieć męża wojownika. Ale kiedy uświadomiłam sobie, że całe życie podejmuję decyzje, które oddalają mnie od tego scenariusza, zrobiło mi się lżej.

W wywiadzie dla „Playboya” mówiła pani, że pani mężczyzna musi być wysoki, żylasty, w typie Clinta Eastwooda, nie wychuchany i nie pisarz. No i pojawił się Remigiusz Mróz.
[śmiech] Kurczę.

I we wszystkich studiach telewizyjnych mówiliście o miłości.
[śmiech] Dlaczego ja wtedy tego nie przeczytałam?! Trzeba było mi to wcześniej wyciągnąć! Chcę potwierdzić zeznania sprzed lat, są nadal aktualne. Dziwne, że pan teraz to odnalazł. Widzi pan, jestem przemądrzała…

A ten obraz za panią, na który zerkam?
Kupiłam go w Paryżu. To dzieło Davida Sali, ilustratora i rysownika komiksów. Pojechałam z dzieckiem. Przez okno galerii zobaczyłam jego obraz. Po prostu musiałam go mieć. Zapytałam, ile kosztuje. Marszand powiedział, że jest już sprzedany. Tak jak cała wystawa poza jedną akwarelą. To właśnie ta. Jest inspirowana „Nowelą szachową” Stefana Zweiga. To były moje 40. urodziny, symbol przejścia, i chciałam zrobić sobie prezent. Fascynuje niebo, które – jak mi powiedział znajomy malarz – jest w tym kolorze trudne do osiągnięcia. Mieszkałam na 60 metrach, w jednym pokoju – kuchnia, pracownia, łóżko, miejsce dla psa. Postawiłam ten obraz i pomyślałam, że kiedyś będę miała gabinet tylko po to, żeby go powiesić. I tak się stało.

Jakie jest pani niebo?
Błękitne. Jeśli jest burzowe, wypatruję, aż zrobi się dziura i spod spodu wyłoni się błękit.

Co najtrudniej namalować na pani niebie?
Wiem, co najłatwiej – zaczernić farbą i namalować błyskawicę. Nie lubię obłoków, nie chcę ich, niech to niebo będzie całkiem jasne i z ptakami. Teraz na chwilę przymknęłam oczy i zobaczyłam czarne ptaki. Widzi pan, jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. Ale to drugie najtrudniej namalować.

Katarzyna Bonda, autorka trylogii kryminalnej z Hubertem Meyerem, tetralogii z profilerką Saszą Załuską, powieści kryminalnych inspirowanych prawdziwymi zdarzeniami. Teraz publikuje trylogię „Wiara – nadzieja – miłość”, dotąd ukazały się „Miłość leczy rany” i „Miłość czyni dobrym”. Na podstawie powieści „Lampiony” powstał serial TVN „Żywioły Saszy”.