1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Iwona Chmielewska - mapa szczęścia

Iwona Chmielewska - mapa szczęścia

Fot. Jan Chmielewski
Fot. Jan Chmielewski
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ilustratorka, twórczyni wydawanych na całym świecie autorskich picture booków, zgodziła się dla nas stworzyć portret Agnieszki Osieckiej, ale i opowiedzieć o sobie. I o tym, dlaczego z niektórych książek dla dzieci się nie wyrasta. 

Ilustratorka, twórczyni wydawanych na całym świecie autorskich picture booków, zgodziła się dla nas stworzyć portret Agnieszki Osieckiej, ale i opowiedzieć o sobie. I o tym, dlaczego z niektórych książek dla dzieci się nie wyrasta. 

Czemu na pani obrazie Osiecka patrzy w uchyloną walizeczkę z widokiem na jezioro? Agnieszka Osiecka zawsze kojarzy mi się z moją ukochaną piosenką „Na całych jeziorach ty” (a w konkluzji jednak „my”). Jeździmy z rodziną nad jeziora w Bory Tucholskie od chyba 20 lat, może też dlatego ta piosenka jest mi tak bliska. I jeszcze Kalina Jędrusik, która ją śpiewała i która urodziła się 5 lutego, tak jak ja.

Kiedy zapytaliśmy, czy nie zilustrowałaby pani tekstu o Osieckiej, powiedziała pani, że ją uwielbia. Jestem z pokolenia, które się na niej wychowało. Prawdopodobnie to na tekstach jej, Młynarskiego czy Kofty nauczyłam się kodowania, jak teraz powiedzielibyśmy w języku informatycznym. Kodowania poezji w życiu, w realnym świecie. Bo poezja Agnieszki Osieckiej dużo ma wspólnego z bardzo prostymi sprawami. U mnie surrealizm również wynika z połączenia wyobraźni ze zwyczajnym, codziennym światem. Światem kuchennego lufcika i marchewki, i naci.

Ale też zdałam sobie sprawę teraz, przygotowując się do jej portretu, że Agnieszka Osiecka chorowała na to, na co leczę się ja. Właściwie ciężko powiedzieć, jak z tymi onkologicznymi sprawami jest, dlatego nie mówię „choruję”, ale „leczę się”. I że żyła rok dłużej, niż ja mam teraz. Utożsamiam się z nią, kobietą 60-letnią, chociaż o innej biografii, doświadczeniach, osobowości.

Jest pani najbardziej znaną autorką picture booków w Polsce, jedną z najbardziej cenionych na świecie. Tylko że ten gatunek nadal jest u nas nie do końca oswojony. Może o tym świadczyć już fakt, że używamy angielskiej nazwy. Określenie „książka obrazkowa” nie do końca się przyjęło. Nie jestem naukowczynią ani badaczką, ale sama posługuję się słowem picture book, ponieważ nie godzę się na kategorię „obrazek”, która przypisana jest przede wszystkim do literatury dziecięcej. W ten sposób odbiera się dorosłym możliwość zainteresowania się taką książką i jej przeżycia nie tylko razem z dzieckiem, ale też samodzielnego. Większość picture booków, na których ja się uczyłam – wcześniej nie wiedziałam, że są takie książki – ci wszyscy wspaniali autorzy tworzą dla ludzi w każdym wieku. Tak żeby dorośli mogli odnajdywać dla siebie zupełnie nowe znaczenia, inne niż te, jakie odkrywa się na etapie dziecięcym. Chodzi o różne stopnie wtajemniczenia wynikające z życiowych doświadczeń. Picture booki to forma książki, w której i tekst, i obraz mogą właściwie funkcjonować osobno, ale dopiero, kiedy się je zestawi, następuje wybuch supernowej. W momencie spotkania nagle dzieje się coś fascynującego. Mówię tu także o spotkaniu z odbiorcą, bo to on jest najważniejszy. Dobre picture booki nie epatują popisem talentu autora, ale gościnnością, zaproszeniem do współtworzenia historii przez odbiorcę.

„Obie” z tekstem Justyny Bargielskiej.  O matkach i córkach. „Obie” z tekstem Justyny Bargielskiej.  O matkach i córkach.

Sukces odniosła pani najpierw w Korei Południowej. Zresztą do dzisiaj wychodzi tam więcej pani książek niż w Polsce i pozostałych krajach, działa też pani koreański fanklub. Nie wiem, być może jest tak, że świat oplatają tajemnicze nici, którymi jesteśmy związani, i te nici się łączą, zawiązują w supełki.

Zaczęło się od targów książki w Bolonii. Pojechałam tam po raz pierwszy i od razu spotkałam Jiwone Lee, historyczkę sztuki i tłumaczkę, Koreankę, która studiowała polonistykę w Seulu. Jiwone od studiów interesowała się polską ilustracją, pisała o niej doktorat. W Bolonii zobaczyła makiety moich książek, które tutaj, w Polsce, jakby to ładnie powiedzieć… nie znalazły zainteresowania. Pokazała je kilku wydawcom. Nie minął rok, a ja miałam w Korei już trzy wydane tytuły.

Zastanawiała się pani, dlaczego właśnie w tym kraju jest tak duże zapotrzebowanie na pani wrażliwość i wyobraźnię? Korea uświadomiła mi, że ludzie wszędzie są podobni. Mają rodziców, dzieci, troski i radości, zbliżone potrzeby materialne i duchowe. Ale prawdą jest również, że to bardzo osobny kraj. Koreańczycy są bardziej spontaniczni niż na przykład Japończycy, serdeczni; może w tym sensie jakoś podobni do Polaków? I w tym, że od wieków tkwią między dwiema potęgami – ta „koreańska krewetka” między Japonią a Chinami na mapie wydaje się taka niewielka. A do tego jeszcze wewnętrznie podzielona. Jest takie miejsce, Paju Book City – mieści się tam większość wydawnictw, z którymi ja też współpracuję – leżące bardzo blisko granicy. Z okien widać wzgórza, za nimi jest już Korea Północna.

Mogłybyśmy dużo rozmawiać o koreańskiej specyfice, ale mnie zachwyciło też, jak bardzo cenieni są tam autorzy, jaką wagę przykłada się do książek. Jest cała kultura spotkań z artystami. I kultura warsztatów. Nie tylko dla dzieci, młodzieży czy dla mam. Widziałam gdzieś w Internecie zajęcia dla biznesmenów – sami panowie w garniturach – z moją książką „Kłopot” [o tym, jak ślad wypalony żelazkiem na materiale może być dosłownie wszystkim, jeśli tylko chcesz w nim coś dostrzec – przyp. red.]. To było dla mnie bardzo pouczające, że taką prostą książkę można wykorzystać w ćwiczeniach na kreatywność potrzebną przecież we wszystkich branżach przemysłu.

Królestwo dziewczynki”, intymna opowieść  o  dojrzewaniu  i pierwszej miesiączce. Królestwo dziewczynki”, intymna opowieść  o  dojrzewaniu  i pierwszej miesiączce.

Korea coś w pani zmieniła? Bez niej nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. Wszystkie otrzymane światowe nagrody przyznano mi za książki, w które najpierw uwierzyły wydawnictwa koreańskie, a nie polskie, i jest mi z tego powodu trochę smutno. Gdyby nie ta ich wiara, pewnie w końcu zniechęciłabym się próbami, jakie podejmowałam tutaj, bo nic z nich nie wychodziło, a w każdym razie wychodziło niewiele. Pewnie już dawno robiłabym co innego.

Myślę, że wszyscy potrzebujemy tego rodzaju ufności. Swoją drogą osiągnęła ona w pewnym momencie stopień dla mnie niewyobrażalny. Kilkanaście lat temu odważny wydawca zaproponował, żebym zwizualizowała alfabet koreański. Z tego co wiem, ten słownik nadal jest używany w szkołach i to jest trochę zabawne. Nie znam koreańskiego, a uczę alfabetu koreańskie dzieci.

„Mama zawsze wraca” to najnowsza książka z pani obrazami. I tekstem znanej pisarki Agaty Tuszyńskiej. To polska premiera, poruszające wspomnienie Zosi Zajczyk ocalałej z Zagłady. Mama ukrywała ją w getcie i stworzyła jej osobny, bajkowy niemal świat. Z opowieści, gałganków, kawałka węgielka, którym można było rysować po ścianach i podłodze kryjówki. Ta książka wygląda, jakby zrobiona była kilkadziesiąt lat temu. Skąd są te wszystkie skrawki, kawałeczki, pożółkłe kartki? Ze starych książek, okładek, zeszytów, które bardzo lubię zbierać. Jest tam też stary album, już bez zdjęć. Zetlałe papiery mają niesamowicie szlachetny wygląd. Przetarły się, kolory spłowiały, to wszystko zdarzyło się nie przypadkiem i tego się nie osiągnie sztucznie, w komputerze. Oczywiście, można polać papier herbatą i też będzie wyglądał na stary, ale mnie interesują rzeczy, które są już „przeżyte”, wiążą się z historią ludzi, którzy kiedyś z nich korzystali. To pomogło mi uwiarygodnić tę książkę.

„Mama zawsze wraca” z tekstem Agaty Tuszyńskiej. „Mama zawsze wraca” z tekstem Agaty Tuszyńskiej.

To nie pierwszy projekt, którego się pani podjęła, a który opowiada o Holokauście. Nie ucieka pani od bolesnych historii, mierzy się pani z nimi. Szuka ich pani, czy to one panią znajdują? Trudno mi o tym mówić, bo to się wiąże z moim poczuciem, że jest gdzieś palec wskazujący właśnie na mnie – nie wiem, czy z góry, z boku, czy z głębi mnie – coś, co każe mi to zrobić. Zresztą także Agata Tuszyńska mówi, że miała absolutną pewność, że tylko ja jestem w stanie tę historię z nią opowiedzieć.

Ten wskazujący palec – co on dla pani znaczy? Że nie traktuję tego jak pracy, że zrobiłabym to także wtedy, gdyby nikt mi za to nie zapłacił. W moim przypadku chodzi także o to, że nasiąkałam tym od dzieciństwa. Nikt mi tego nie podsuwał, sama z biblioteki wypożyczałam takie książki, zawsze mnie one pociągały, jeśli takie słowo jest tu w ogóle stosowne. I jakąś naturalną koleją rzeczy od tych tematów nie uciekam teraz. Tym bardziej że uważam się za wielką szczęściarę. Tyle rzeczy mi się w życiu udaje, mam się czym dzielić. Mogę wziąć na siebie coś cięższego, wyrównywać te poziomy dobra i zła, szczęścia i nieszczęścia, wierzę w równowagę między nimi. Inna sprawa, że podczas pracy zazwyczaj jestem wyczerpana, prawie nie śpię, jestem trochę po innej stronie. Nie to, że jest ze mną utrudniony kontakt, ale cała jestem tą historią. A potem książka idzie w świat i nie jest już moja. Pojawia się wielka ulga, ale i smutek, że się już skończyło. Wielka pustka.

Tym razem także pojawiła się wielka ulga, że jednak się udało. Zosia przeżyła dzięki miłości mamy, dzięki jej wszechmocy. Coś, co jest niby-niemożliwe, staje się możliwe.

Czy te książki nie mogłyby być weselsze, lżejsze, pogodniejsze? Nieraz słyszała pani takie pytanie. Jaka jest pani odpowiedź? Takie lekkostrawne książki wciąż powstają i jeśli ktoś chce się nimi otaczać, ma naprawdę duży wybór. Ja, nawet jakbym się bardzo starała, nie umiem ich robić. Naprawdę, czasem próbuję przekroczyć samą siebie i odpuścić, ale fizycznie nie potrafię. Nie ma w tym jakiejś wielkiej mojej zasługi, po prostu tak jest.

Usłyszałam kiedyś na spotkaniu bardzo mocne słowa. Pani oburzona książką „Pamiętnik Blumki” [tytułowa bohaterka jest wychowanką Domu Sierot doktora Korczaka – przyp. red.] powiedziała wręcz, że takie książki mogą powodować samobójstwa wśród młodzieży: „Bo czy nie można robić książek o dzieciństwie – tym pięknym, kolorowym dzieciństwie pełnym kwiatów i motyli?”. Powiedziałam, że nie sądzę, żeby tak wyglądało dzieciństwo. Że jeśli ktoś ma właśnie takie, gratuluję, ale ja nie wspominam tego czasu jako idylli. Czułam się kochana, nie doświadczyłam szeroko rozumianej patologii, ale byłam dzieckiem głęboko refleksyjnym i pamiętam, że odczuwałam przemoc dominacji, pomniejszania mnie, poniżania. Nie mówię, że to robili rodzice, po prostu cały świat wokół – szkoła, ulica – tak był urządzony. Że dziecko jest zawsze głupsze, nie ma prawa wyrażać swojej opinii, zadawać dziwnych pytań, musi się podporządkować, dostosować.

„Pamiętnik Blumki”. „Pamiętnik Blumki”.

Uważam, że jeśli się dostarcza dzieciom książek tylko pogodnych, to się je w pewnym sensie oszukuje i osłabia. Porównałabym to z zarazkami i z nabieraniem odporności. Dzieci, jeśli żyją w sztucznej rzeczywistości pozbawionej zagrożeń, nie nabierają odporności na ten świat. One zresztą czują, co jest nieprawdą. Są bardzo szczere i okrutne w swoich pytaniach, prędzej niż o to, dlaczego ten kwiat jest taki piękny, zapytają, dlaczego na chodniku po drodze do przedszkola czy do szkoły leżał martwy ptak. Są nastawione na pytania polaryzujące świat. Myślę, że potrzebują takiej refleksji, jaką znajdą w książkach z trudnymi tematami, że potrzebują o tym rozmawiać z dorosłymi. I niekoniecznie dlatego, że uczą się od dorosłych, bo mogą się uczyć od samych siebie, pobudzone jakąś swoją refleksją.

Osobną kwestią jest to, że w ogóle mamy problem z odbiorem i interpretowaniem sztuki – również sztuki współczesnej, ja sama mam nierzadko z tym kłopot – bo do tego potrzebna jest praca, wysiłek, a my mamy w życiu już tyle wysiłków, trosk, tyle różnych napięć, że nie chcemy sobie dokładać jeszcze kolejnych zadań, i to mając do czynienia ze zwykłą książką dla dzieci.

Tylko że dziecko jest wciąż na etapie rozwoju, więc ta poprzeczka powinna być mu stawiana raczej troszkę wyżej. A może nie wyżej, ale jakoś inaczej, może ukośnie? W picture bookach o to chodzi. O zabawę formą, żeby nie traktować książki jak pewnika, dzieła skończonego. A co, jeśli ją obejrzymy do góry nogami? Co, jeśli zajrzymy do kieszonki na rewersie kartki? Niech to będzie zabawa, zabawa formą, ale i treścią.

Wspominała pani o różnych stopniach wtajemniczenia. Już widzę tych dorosłych, którzy oglądają książkę do góry nogami, zaglądają do kieszonki, bawią się kartkami. Robią to, tylko gdzieś w ukryciu, potajemnie, bo się wstydzą. Po sobie widzę, że to wyzwalające się nie wstydzić, ale większość ludzi uważa, że z tego się wyrasta. Rodzice czasem z dumą mówią: „Moje dziecko już wyrosło z książek z obrazkami, czyta już tylko tekstowe”. No trudno.

Pamiętam, jak kiedyś na festiwalu w Białymstoku poprosiłam organizatorów, żebym mogła mieć zajęcia z dorosłymi. I na te zajęcia zapisało się dużo ludzi, byli tak wdzięczni, tak szczęśliwi, że mogą wziąć do ręki nożyczki, kolorowe papiery, coś naklejać, rysować. Cieszyli się, nie powiem jak dzieci, tylko właśnie jak dorośli. Uważam nawet, że jest to rodzaj terapii. Zresztą od kilku lat – akurat teraz przez pandemię mamy przerwę – prowadzimy z terapeutką psychoanalityczną Jolantą Liczkowską-Czakyrową takie comiesięczne spotkania w toruńskim CSW, które mają przybliżać picture book jako formę rozmowy z samym sobą i innymi.

Muszę o to zapytać. Kiedy dzwoniłam, żeby umówić się na ten wywiad, nagle poczułam się tak, jakbym trafiła do jednego z pani obrazów. Zdaje sobie pani sprawę, że w pani głosie jest ten sam kojący spokój? Śmieszne, bo ja swojego głosu nie lubię. W ogóle jestem niemedialną osobą, mówię dosyć cicho. Raczej zawsze się tego wstydziłam, na studiach, pamiętam, nie uczestniczyłam w żadnych dyskusjach, siedziałam i słuchałam. Zawsze byłam trochę wsobna, ale też myślę, że przez lata mój głos działał przeciwko mnie, powielał stereotyp drobnej nieśmiałej blondynki.

Bardzo późno nauczyłam się z niego korzystać, już po stworzeniu kilku książek. Przekonałam się, że coś umiem, i nagle okazało się, że już nie ściska mnie w gardle, że jestem w stanie publicznie formułować myśli, nawet skomplikowane.

Usłyszałam też, że to, że tak cicho mówię, wymaga większego skupienia. I może coś w tym jest, bo czasami mam spotkania z bardzo rozbrykaną grupą dzieci. Panie, które je przyprowadzają, martwią się: „Jak pani sobie z nimi poradzi!”. Zaczynam mówić, a one przychodzą, po kolei siadają i zaczynają słuchać.

Spotykamy się online. Zastałam panią nie w mieszkaniu w Toruniu, ale w Borach Tucholskich. Mieszkamy tu z mężem i najmłodszym synem od ponad trzech miesięcy. Ponieważ jestem w tak zwanej grupie ryzyka, zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy. To dla nas wymarzone miejsce. No i jeszcze to jest piękne, że wcześniej uważałam, że nie potrafię pracować nigdzie poza moim biurkiem w Toruniu. Mam dostęp do niewielkiej części swoich zbiorów, papierów, faktur, skrawków i to jest moje odkrycie, z tych kilku materiałów tu przywiezionych też mogę zrobić książkę. Niewiarygodne szczęście. Tylko że… Mogę opowiedzieć coś bardzo osobistego?

Oczywiście. Miałyśmy razem z Agatą Tuszyńską spotkanie autorskie online. To było 20 kwietnia i kiedy my rozmawiałyśmy o książce „Mama zawsze wraca”, moja mama miała udar w Pabianicach. I właśnie dzięki temu spotkaniu i w jego trakcie mój brat zadzwonił do mamy. Żeby je sobie obejrzała. Ale nie odebrała telefonu raz, drugi, trzeci i tylko dlatego do mamy pojechał i ją znalazł, inaczej zadzwoniłby dopiero nazajutrz. Mama nie odzyskała do końca świadomości, zmarła po czterech tygodniach. Nie mogłam do niej jechać i jej zobaczyć, nie było wizyt w szpitalu. Więc to chodzenie tu po lasach, z psem, słuchanie ptaków i patrzenie w dal miało dla mnie jeszcze inny wymiar: bezradności, smutku i czekania. To jest moja opowieść o tym czasie. Minął ponad miesiąc od pogrzebu, jest już we mnie większy spokój, jakoś oswoiłam tę sytuację, ale wcześniej myślałam, że mama wróci, tak jak w książce. Wiem, jak to brzmi, gdyby tę historię wymyślił jakiś scenarzysta, uchodziłaby za naciąganą. Tymczasem życie pisze takie scenariusze. Mama wróciła, tylko może gdzieś indziej. Do swoich rodziców, których nie znała, do mojego taty.

Mówiła pani o tym, że jest wielką szczęściarą, że wierzy pani w równowagę między dobrymi a złymi doświadczeniami. To jeszcze opowiem co innego. Po swojej onkologicznej operacji w szpitalu oglądałam ogłoszenia, zdjęcia psów do adopcji. Coś mnie przyciągnęło do Luki, suczki ze schroniska pod Włocławkiem. Moje dzieci też się zachwyciły i pojechały tam, jeszcze kiedy byłam w szpitalu, żeby ją zabrać. Luka nie miała jeszcze roku, a już była po ciąży i karmieniu. Jej szczeniaki poszły do adopcji, cała szóstka, a jej nikt nie chciał. Takiej przepięknej suni! Kiedy ją zobaczyłam, od razu się w niej zakochałam. Potem poszło już szybko, musiała być jeszcze wysterylizowana w schronisku. Ja przyjechałam ze swoimi ranami, ona ze swoimi. Takie kobiece sprawy, które nas wiązały.

Nie wiedziałam, że można tak pokochać psa. Luka jest moją terapeutką, moją powiernicą, jest taka, jaką sobie wymarzyłam. To są te połączenia, splot różnych wydarzeń. Oczywiście, także wielu bardzo bolesnych, ale tak sobie myślę, że wszystko razem nadal tworzy mapę szczęścia.

Iwona Chmielewska, rocznik 1960. Ma w dorobku liczne nagrody, jest m.in. trzykrotną laureatką prestiżowej BolognaRagazzi Award – w tym roku w kategorii New Horizons za wydaną na razie tylko w Korei „Kołysankę dla babci”. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Znamy zwycięzców Plebiscytu Książka Roku 2020

Prezentujemy wyniki Plebiscytu Książka Roku 2020. (Fot. materiały prasowe)
Prezentujemy wyniki Plebiscytu Książka Roku 2020. (Fot. materiały prasowe)
Ponad 200 tysięcy głosów oddanych przez czytelników w Plebiscycie Książka Roku 2020 lubimyczytać.pl i Allegro zadecydowało o wygranych w 14 kategoriach. O tytuł walczyło aż 245 pozycji z 65 wydawnictw. Na liście zwycięzców znalazły się zarówno książki polskich twórców, takie jak „Powrót z Bambuko” Katarzyny Nosowskiej czy „Cud Miód Malina” Anety Jadowskiej, jak i zagraniczne tytuły - „Normalni ludzie” Sally Rooney i „Gambit królowej” Waltera Tevisa. Poznajcie pełną listę laureatów, zobaczcie, jak rozłożyły się wszystkie głosy i sprawdźcie najpopularniejsze kategorie!

Ponad 200 tysięcy głosów oddanych przez czytelników w Plebiscycie Książka Roku 2020 lubimyczytać.pl i Allegro zadecydowało o wygranych w 14 kategoriach. O tytuł walczyło aż 245 pozycji z 65 wydawnictw. Na liście zwycięzców znalazły się zarówno książki polskich twórców, takie jak „Powrót z Bambuko” Katarzyny Nosowskiej czy „Cud Miód Malina” Anety Jadowskiej, jak i zagraniczne tytuły - „Normalni ludzie” Sally Rooney i „Gambit królowej” Waltera Tevisa. Poznajcie pełną listę laureatów, zobaczcie, jak rozłożyły się wszystkie głosy i sprawdźcie najpopularniejsze kategorie.

Lubimy czytać kryminały, literaturę piękną i obyczajową

W VI edycji plebiscytu organizowanego przez Lubimyczytać.pl i Allegro zostało oddanych 200 757 głosów. Najpopularniejszymi kategoriami wśród czytelników okazały się: kryminał, sensacja, thriller (22 405 głosów), literatura piękna (20 985 głosów) i literatura obyczajowa, romans (19 230 głosów).

Które z nominowanych książek zyskały najwięcej sympatii wśród czytelników, zbierając największą ilość głosów? Pierwsze miejsce przypadło książce „Gambit Królowej” (5259 głosów), a dwa kolejne „Powrót z Bambuko” (3920 głosów) i „Cud miód malina” (2895 głosów). Warto podkreślić, że wysoki wynik (aż 4815 głosów) osiągnęła również Fundacja "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom" w kategorii specjalnej Fundacja/Stowarzyszenie Roku 2020.

Każdej edycji plebiscytu towarzyszą emocje czytelników. Dyskusje o nominowanych książkach rozgrzewają do czerwoności nasze serwery. Głosując w plebiscycie na wybrane książki, internauci dziękują swoim ulubionym pisarzom i pisarkom. To wielkie święto książki i doskonała zabawa, w której z przyjemnością uczestniczą również wydawcy oraz cała książkowa branża zachęcając do głosowania. To także intensywna praca zespołu, który wkłada wiele pasji i zaangażowania w rozwój całego przedsięwzięcia. Dziękuję wszystkim tworzącym plebiscyt, głosującym oraz gratuluję Zwycięzcom za imponujące liczby zebranych głosów - mówi Izabela Sadowska, prezes lubimyczytać.pl.

Najlepsi z najlepszych

W Plebiscycie Książka Roku o wygranej decydują czytelnicy, którzy biorąc udział w głosowaniu niepodważalnie stają się członkami jednego z największych składów jurorskich w Polsce. Które książki zostały docenione przez nich w tym roku? Oto pełna lista zwycięzców:

Literatura piękna: „Gambit królowej” Waltera Tevisa Powieść historyczna: „Położna z Auschwitz” Magdy Knedler Kryminał, sensacja, thriller: „Ekstradycja” Remigiusza Mroza Literatura obyczajowa, romans: „Normalni ludzie” Sally Rooney Literatura faktu, publicystyka: „Powrót z Bambuko” Katarzyny Nosowskiej Autobiografia, biografia, wspomnienia: „Dziewczyny ocalałe. Prawdziwe historie” Anny Herbich-Zychowicz Fantasy: „Cud Miód Malina” Anety Jadowskiej Science fiction: „Echo z otchłani” Remigiusza Mroza Horror:  „Jest krew…” Stephena Kinga Literatura młodzieżowa: „Red, White & Royal Blue” Casey McQuiston Fantastyka młodzieżowa: „Ballada ptaków i węży” Suzanne Collins Literatura dziecięca: „Małe Licho i lato z diabłem” Marty Kisiel

W tym roku w ramach towarzyszącej plebiscytowi kampanii do głosowania zachęcali również ambasadorzy: Robert Makłowicz, Anna Dereszowska, Wojtek Mazolewski, Wujaszek Liestyle, Kamila Kalińczak oraz Tomek Ciachorowski, którzy opowiadali o tym, co dają im w życiu książki, w jakich okolicznościach najchętniej oddają się lekturze, a także z jakimi wspomnieniami i przyzwyczajeniami wiąże się dla nich czytanie.

Ze względu na trwającą pandemię ogłoszenie wyników, poprowadzone przez Mateusza Damięckiego i Paulinę Mikułę, odbyło się online na łamach serwisu lubimyczytać.pl.

Nowe kategorie i ich laureaci

Plebiscyt zyskał również dwie nowe kategorie specjalne, wspierane przez Allegro: charytatywną - Fundacja/Stowarzyszenie Roku oraz Bestseller.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Nominowane w kategorii Fundacja/Stowarzyszenie Roku były podmioty, które aktywnie i efektywnie wspierały środowisko literackie oraz branżę książki w czasie pandemii COVID-19. Pierwsze miejsce i nagrodę pieniężną w wysokości 70 000 złotych zdobyła Fundacja "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom", która od 20 lat uświadamia, że czytanie zapewnia rozwój językowy, umysłowy i moralny dzieci. Wygrane fundusze zostaną przeznaczone na jubileuszowy XX Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom pod hasłem "Lubimy czytać polskich autorów" i promocję wartościowych książek. Allegro przekazało dla nominowanych w tej kategorii podmiotów pulę nagród pieniężnych o wartości ćwierć miliona złotych. W głosowaniu brały udział: Fundacja Wisławy Szymborskiej, Fundacja “ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom”, Fundacja Powszechnego Czytania, Stowarzyszenie Unia Literacka oraz Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich.

Bestsellerem natomiast okazała się kultowa już „Jadłonomia po polsku” Marty Dymek, która pomogła odkryć czytelnikom wegańską odsłonę tradycyjnych potraw.

Bestseller to zupełnie nowa kategoria w Plebiscycie Książka Roku 2020 - jest to tak naprawdę wybór użytkowników Allegro, ponieważ nagrodę otrzymuje książka, która pobiła rekord sprzedażowy w ostatnim roku. Dodatkowo szósta edycja plebiscytu była dla nas naprawdę wyjątkowym wydarzeniem ze względu na charytatywny aspekt - wybrane fundacje i stowarzyszenia otrzymają od Allegro w sumie 250 tysięcy złotych. Cieszymy się, że w ten sposób możemy okazać wsparcie środowisku literackiemu, które odczuwa skutki pandemii  - mówi Jacek Weichert, dyrektor segmentu Kultura i Rozrywka, Kolekcje i Sztuka w Allegro.

Plebiscyt Książka Roku 2020 lubimyczytać.pl, Allegro okazał się dużym sukcesem i pokazał, jak ważne jest czytelnictwo - szczególnie w ciężkim czasie pandemii. Literatura pomaga znaleźć balans i wyciszenie, spełniając rolę upragnionej odskoczni. Jest to wartość, której obecnie wszyscy potrzebujemy.

  1. Kultura

6 książek, które pomogą lepiej zrozumieć świat zwierząt

Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Amatorzy lektur przyrodniczych chcą dziś nie tylko wiedzieć, jak funkcjonuje natura, a rozumieć ją. Oto kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

Jeszcze niedawno w sporze o to, czym człowiek wyróżnia się w świecie zwierząt, wskazywano na umiejętność komunikowania się między sobą przedstawicieli gatunku. Nowoczesne technologie odbierają nam jednak i ten argument, bo dzięki cyfrowym nagraniom naukowcy są w stanie dostrzec w różnych odgłosach fauny systemy języka. Kto by pomyślał, że wzory na skórze kałamarnic zawierają struktury gramatyczne, a papugi mówią sobie po imieniu?! Książka Evy Meijer pełna jest takich rewelacji.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy „Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

Znamy je przede wszystkim z agencyjnych przekazów z miejsc katastrof, gdzie psy poszukują ludzi uwięzionych pod ruinami budynków. Czasem widujemy labradora przewodnika na ulicy albo jego kuzyna obwąchującego walizki na lotnisku. Ale „rynek pracy” dla  psów jest dużo większy. Oczywiście, głównie wykorzystuje się ich węch, który pozwala na rozpoznanie trudnej do wyobrażenia liczby zapachów, ale psy sprawdzają się i jako terapeuci, i honorowi krwiodawcy, i jako pomoc dla diabetyków. A za najfajniejszą nagrodę uznają... zabawę z opiekunem. Do poziomu psiego węchu nigdy się nawet nie zbliżymy, ale jeśli chodzi o umiejętności budowania więzi z ludźmi i empatię – powinniśmy brać z nich przykład.

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B. „Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

David Attenborough należy do największych osobowości telewizyjnych nie tylko w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi. Międzynarodową popularność zawdzięcza filmom przyrodniczym, które komentuje swoim niepowtarzalnym głosem. Attenborough zaczynał karierę w połowie lat 50. i właśnie o tych początkach opowiada w książce. Opisuje wyprawy na Madagaskar, na Nową Gwineę oraz do Australii. Zwłaszcza dwa pierwsze kierunki są do dziś mało odkryte, a co dopiero wtedy! Te barwnie napisane  wspomnienia to lektura z gatunku „familijnych” − każdy w rodzinie znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno wiele się dowie.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka „Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

Widok pingwinów nieodmiennie wprawia mnie w dobry nastrój, a ich poświęcenie (bo trudno inaczej nazwać trud towarzyszący wysiadywaniu potomstwa) wzrusza. Pingwiny cesarskie (to te największe) wędrują wiele kilometrów po lodzie w drodze do miejsca, gdzie na świat przychodzą młode. Lindsay McCrae, współpracownik słynnego sir Davida Attenborougha, należy do nielicznych, którzy spędzili tak długi czas wśród tych pasjonujących nielotów. Jako operator jest niezwykle czuły na obrazy, co wyraźnie widać w jego książce.

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka „Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Często ludzie zastanawiają się, czy zebra jest biała w czarne paski czy czarna w białe paski − pisze Andrzej G. Kruszewicz. Przyznam, że miałam wyrobione zdanie na ten temat. Jak się zresztą okazało, niesłuszne... A z naszych przekonań na temat zwierząt bierze się wiele niesprawiediwości w ich ocenie. Bo dlaczego o agresywnym mężczyźnie mówi się „goryl”, skoro prawdziwy przedstawiciel tych człowiekowatych, owszem, jest poteżny, ale swoim stadem opiekuje się z czułością? A niezgrabną kobietę nazywa się „klępą”, podczas gdy samica łosia porusza się z gracją, ma długie nogie nogi i długą szyję. Autor, z wykształcenia lekarz weterynarii, z zamiłowania ornitolog i popularyzator wiedzy o zwierzętach, przybliża nam ich charakter i styl życia. A opowiada nie tylko o wspominanych gorylach czy zebrach, ale i bliskich nam pszczołach, mrówkach, kaczkach albo świetlikach. „Sekretne życie zwierząt” to doskonała lektura  dla całej rodziny: dzieci edukuje i uwrażliwia na przyrodę, dorosłym każe się zastanowić, zanim następnym razem powiedzą o kimś, że jest świnią...

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis „Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

„Im większa różnorodność ekosystemów, tym bardziej są one produktywne, stabilne i odporne” - pisze Enric Sala. Mówiąc w uproszczeniu: ginięcie gatunków jest nie tylko smutne, ale i niebezpieczne dla człowieka. Dlaczego? Prowadzi m.in. do zmniejszania się liczebności ryb w stadach, zwiększa ryzyko występowania powodzi oraz ilość chorób odzwierzęcych. Sala jest ekologiem morskim, więc koncentruje się na stanie oceanów, jednak pozostałe środowiska nie są niestety w lepszej kondycji.

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media „Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

  1. Kultura

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Co sprawia, że wracają do nich kolejne pokolenia czytelników? Co jest w nich tak wyjątkowego? I dlaczego warto zajrzeć do nich akurat teraz? Klasykę literatury poleca szefowa kultury „Zwierciadła”.

George Orwell "1984", W.A.B.

George Orwell publikując krótko po II wojnie światowej swoje „1984”, może i domyślał się, że stworzył jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Jednego na pewno przewidzieć nie mógł – że ta mroczna historia o totalitarnym państwie i o marzeniu o wolności i byciu kochanym, stanie się w latach 90. inspiracją dla twórców super popularnego reality show. Dzięki któremu nawet ci, którzy z książką nigdy nie mieli do czynienia, wiedzą, że jest ktoś taki jak Big brother. Czyli po polsku Wielki Brat. Naprawdę? No właśnie. „1984” ukazuje się u nas w nowym, zaskakującym tłumaczeniu (poprzednie przekłady pochodziły z lat 50. i 80.) Doroty Konowrockiej-Sawy. A wśród największych zaskoczeń jest brak powieściowego Wielkiego Brata. Tłumaczka jest wierniejsza oryginałowi. Co to znaczy? Odpowiedź w książce.

George Orwell '1984', W.A.B. George Orwell "1984", W.A.B.

Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Na ten opasły tom, ambitną klasykę literatury światowej, jest podobno w czasach pandemii zwiększony popyt. Przyczyn można by się upatrywać w podobieństwie sytuacji głównego bohatera – młodego niemieckiego inżyniera Hansa Castorpa – do niemal każdego z nas, próbujących jakoś się odnaleźć w wyjątkowych czasach pandemicznej izolacji i zawieszenia w czasie. Castorp przyjeżdża do szwajcarskiego Davos do sanatorium dla gruźlików położonego na szczycie góry, żeby odwiedzić kuzyna. Tyle że zdiagnozowana zostaje u niego gruźlica, i nasz bohater nagle zostaje zamknięty w miejscu, gdzie czas płynie dużo wolniej i gdzie życie ogranicza się do krajobrazu za oknem, własnego pokoju i jadalni, krótkich spacerów. Brzmi znajomo? Tomasz Mann pisał „Czarodziejską…” najpierw z myślą o krótkim opowiadaniu, tymczasem pracował nad nią aż dwanaście lat. A noblistka Olga Tokarczuk w jednym z nie tak dawno udzielonych wywiadów zdradziła, że tę powieść czytała pierwszy raz jako 15-latka, a ostatnio wróciła do niej po raz szósty.

Tomasz Mann, 'Czarodziejska góra', Muza Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Shūji Tsushima (1909-1948), znany bardziej pod swoim literackim pseudonimem Osamu Dazai to jeden z najważniejszych XX-wiecznych japońskich pisarzy. Trzeba przyznać, że był pesymistą. Marzył o innej Japonii, ale jej nie doczekał. I to z rozczarowań powstała poruszająca proza: powieści i opowiadania. Jego „Owoce wiśni” to zbiór tekstów o miłości, żałobie, wojnie. Autor uchwycił stan ducha młodego pokolenia lat 30. i 40. „Kto wie, przyszłość może pokaże, że te nasze osobiste, fragmentaryczne opisy codzienności okażą się bardziej wiarygodne niż dzieła tak zwanych historyków”, pisał tyle dekad temu, mając rację. Na uwagę zasługuje też doskonały przekład Katarzyny Sonnenberg-Musiał. Bezpośrednio z japońskiego, co ważne, bo w przypadku literatury z tego kraju nadal zbyt często zdarzają się tłumaczenia wersji angielskich, zawsze ze stratą dla tekstu.

Osamu Dazai 'Owoce wiśni', Czytelnik Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

W zeszłym roku głośno było o tym, że w Stanach HBO usuwa z platformy streamingowej „Przeminęło z wiatrem” z Vivien Leigh i Clarkiem Gablem. Z zapowiedzią, że tytuł wróci na platformę, ale towarzyszyć mu będzie potępiająca rasizm dyskusja o historycznym kontekście filmu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy to aby nie za daleko idąca polityczna poprawność, lektura tekstu źródłowego, czyli powieści Margaret Mitchell z 1936 roku wiele w tym temacie rozjaśnia. I nie chodzi tylko o romantyzowanie secesji, niewolnictwa i handlu ludźmi. Czytamy tu na przykład, że poczciwa Mammy, niania Scarlett O’Hary „waruje w głębi pokoju jak wielki czarny cerber”. Że jej czarna twarz jest „smutna jak morda skrzywdzonego zwierzęcia”, z kolei Atlanta „jest pełna wyzwolonej murzyńskiej hołoty”. Warto mieć świadomość, że i film i książka są znakiem swoich czasów. I być na to przygotowanym sięgając po tę klasykę literatury, powieść – trzeba przyznać – świetnie skonstruowaną (nagrodzoną w 1937 roku Pulitzerem). Której ukazało się u nas niedawno specjalne ilustrowane wydanie – aż 1000-stronicowe.

Margaret Mitchell 'Przeminęło z wiatrem', Albatros Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy

Przypadek „Loterii” jest dowodem na to, jak mało jest znana w Polsce klasyka literatury amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych „Loteria” to lektura szkolna. Dzieło pisarki Shirley Jackson, która mimo że zmarła stosunkowo młodo, bo w wieku 49 lat, zostawiła po sobie obszerny dorobek. Stała się też bohaterką i autorką skandalu, jaki wybuchł po tym, jak w 1948 roku „New Yorker” opublikował „Loterię” na swoich łamach. Redakcję już na drugi dzień po publikacji zalewać zaczęła fala listów od czytelników. Wiele osób przekonanych, że był to reportaż, a nie literacka fikcja, domagało się wyjaśnień. Jeszcze inni byli tak wstrząśnięci, że zrezygnowali z prenumeraty magazynu. Co wywołało wzburzenie? Żeby nie psuć nikomu suspensu, starczy chyba powiedzieć, że to coś dla tych, którzy lubią straszne historie. „Loteria” oryginalnie jest opowiadaniem, ale polski czytelnik może je poznać dzięki powieści graficznej. Stworzonej współcześnie przez wnuka pisarki Milesa Hymana. Niewiele tu słów, wiele klimatycznych kadrów, doskonale oddających specyficzny rytm opowiadania i tak samo budujących napięcie aż do finałowej sceny.

Shirley Jackson 'Loteria', Wydawnictwo Marginesy Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy

  1. Materiał partnera

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewicz

Joanna Parasiewicz,
Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Fascynująca opowieść o inności i odrzuceniu, lęku przed przemijaniem i maskach, za którymi każdy z nas się ukrywa. A także obraz codziennego życia w wielokulturowym Lwowie i ciemna strona Berlina lat 20., zwanego Sodomą i Gomorą Europy.

Joanna Parasiewcz w swojej nowej książce „Mistyfikator” snuje opowieść o Wiktorze Foglu, synu wariata i odmieńcu, wyśmiewanym z powodu nędznego pochodzenia oraz białej skóry i czerwonych oczu albinosa. Życie śmierdzącego zgniłą rybą sieroty z lwowskich podwórek zmienia spotkanie ze słynnym charakteryzatorem Miejskiego Teatru, który wprowadza go w tajniki kamuflażu,  a równocześnie uczy sztuki przetrwania w nieprzyjaznym świecie.

Pamiętaj, drogi Wiktorze, ludzie szukają dróg na skróty i często widzą to, co chcą zobaczyć. Albo to, co im umiejętnie pokażesz.
Wiktor Fogiel  z artyzmem tuszuje defekty urody i ściera upływ czasu z twarzy. Chce jednak czegoś więcej – chce czas oszukać…
Czas był pracodawcą Wiktora Fogla. Większość klientek zjawiała się w salonie o strzelistych oknach właśnie z jego powodu: pragnęły zetrzeć upływ czasu z więdnących twarzy, opadających powiek, kącików ust, szyi i policzków.
Wiktor Fogiel w poszukiwaniu lepszego życia opuszcza spalający się w ogniu narodowych ambicji Lwów i udaje się do Berlina – miasta rozpusty i dekadencji, domów uciech i kabaretów. Otacza go sława geniusza charakteryzacji i alchemika, który wynalazł eliksir młodej skóry. Dokąd zaprowadzą go podziw, pieniądze i namiętność…

- Do stworzenia historii Wiktora Fogla zainspirowała mnie broszurka wydana na potrzeby teatrów prowincjonalnych w XIX wieku – mówi Joanna Parasiewicz. - Był to wiekowy przewodnik po scenicznych makijażach i fryzurach. Instrukcje używania bielidła lub palonego korka, a także rady w temacie sztukowanych nosów z gipsu odsłaniały inny świat. Z praktyk i porad fachowców z wędrownych trup wyłaniał się teatr nieco inny, niż znamy. Pierwowzorem teatralnego wygi stał się Nikitin, Nikitin zaś potrzebował mieć czeladnika, ucznia, który w efekcie szybko przerósł mistrza…

Rozmawiamy z Joanną Parasiewicz, autorką „Mistyfikatora”, o czasie i jego przemijaniu, o talencie, który bywa błogosławieństwem i przekleństwem, a także o  miłości do wielokulturowego Lwowa i Berlina czasów swinga.

Cytując słownik, mistyfikacja to celowe wprowadzenie kogoś w błąd przez nadanie czemuś pozorów prawdy. Tym właśnie zajmuje się Wiktor Fogel, bohater Pani książki „Mistyfikator”? Wiktor Fogel jest geniuszem charakteryzacji. Wykorzystuje swoje umiejętności, by ukryć czyjeś defekty bądź wydobywać piękno i im więcej wie, tym bardziej fascynuje go proces przeobrażania. Klientki czy pacjenci oddają się w jego ręce, ponieważ pragną czuć się lepiej w swojej skórze. A on akurat wyśmienicie potrafi im w tym pomóc.

Sławę i znaczenie buduje na ludzkim lęku przed przemijaniem, przed utratą młodości i urody? Wiktor stał się poniekąd ofiarą fenomenalnego talentu. On nie łaknął sławy, ponieważ praca teatralnego charakteryzatora, przygotowanie aktora do roli, w zupełności go satysfakcjonowały. Jest taki moment w powieści, w którym Wiktor orientuje się, że jego umiejętności oferują mu pewną moc i możliwości, których nie miał wcześniej, niemniej do gigantycznej popularności przyczyniła się, jakbyśmy dziś powiedzieli, potrzeba rynku.

Czy rozpoczynając pracę nad książką, wiedziała Pani dokładnie, kim będzie i jak potoczą się jego losy, a może Wiktor Fogel wymknął się spod kontroli i kierował Pani „piórem”? Zgodnie ze sztuką stworzyłam plan powieści wraz z rozpisaniem na role. Z czasem zauważyłam, że więcej energii pochłania mi planowanie niż samo pisanie. Zabrałam się więc za pisanie i wtedy o tym, co będzie dalej, decydowali już bohaterowie, których nagle dopuściłam do głosu.

Stworzyła Pani w powieści świat bez czerni i bieli, złożony, niejednoznaczny… Moi bohaterowie kochają albo nienawidzą, bywają pełni sprzeczności i rzadko są „letni”. Targają nimi namiętności lub zwątpienie, niemal każdy kryje jakiś sekret. Jeśli przyznam, że inspirowało mnie życie, to będzie to tak banalne, jak najbardziej zgodne z prawdą.

Bohaterów „Mistyfikatora” łączy „trudny start”, doświadczenie inności i związanego z nim odrzucenia, determinacja w dążeniu do celu, pragnienie doskonałości... Istotą życia jest rozwój? Wiktora i Lolę łączy talent, ale przede wszystkim zapał do tytanicznej pracy, która zmusza oboje do nieustannego doskonalenia umiejętności. Jedno w tej determinacji odnajduje sens życia, drugie zaś ukojenie.

Pasja i talent bywają błogosławieństwem i przekleństwem. Czym były dla Wiktora Fogla? Pasja stała się dla Wiktora, chłopaka z dołów społecznych, przepustką do lepszego świata.

A miłość i namiętność? Miłość i namiętność odkrył nieco później, ale to one wyzwoliły tę ciemną stronę geniuszu.

W Pani książce epizodycznie pojawia się wątek początków operacji zmiany płci i badań nad dysforią płciową. Czemu wydało się to dla Pani ważne? Historia operacji zmiany płci jest młodą dziedziną. Niemniej, ponieważ powieść jest m.in. o pragnieniu przeobrażenia się i różnych przesłankach, jakie za tym stoją, a także o zmianie, która często oznacza trudne decyzje, niezrozumienie i poczucie wyobcowania, ten wątek naturalnie wpisywał się w moją opowieść.

Fascynująco opowiada Pani o Lwowie i Berlinie lat 20., które są tłem akcji „Mistyfikatora”. Dlaczego Lwów i Berlin, a nie na przykład Warszawa i Paryż? Warszawa oraz Paryż są tłem akcji powieści „Uskrzydleni”, stąd wraz z „Mistyfikatorem” chciałam Czytelników zabrać do magicznego Lwowa i tętniącego dekadencją Berlina. Zarówno Berlin jak i Lwów są jednymi z moich genius loci i miastami, których klimat mnie urzeka. W Berlinie mam swoje ulubione miejsca, zaś Lwów jest w stanie oczarować każdego. Fascynuje mnie czułe piękno tego miasta, nostalgia, która unosi się między nadgryzionymi zębem czasu fasadami kamienic. Ta historia, która jest obecna na każdym kroku: na włazach studzienek z nazwami polskich firm sprzed wieku, misternym wykuszu nad oknem, podniszczonym witrażyku w bramie podwórka – studni, gdzie tak niedawno obchodzono jedne po drugich święta: katolickie, żydowskie i ewangelickie. Jest kilka miast, które kryją w sobie podobną magię i stąd staram się umieszczać tam akcję historii, żeby Czytelnika nimi zauroczyć i zaciekawić.

Codzienne życie „biednego Lwowa”, lwowscy artyści i ekscentrycy, ale też petersburska biała emigracja w Berlinie i tajemnice miasta świateł. Przedstawienie realiów wymagało zapoznania się z dokumentami, pamiętnikami… Podczas pracy nad „Mistyfikatorem” wspomnienia i dokumenty dotyczące samego Lwowa urosły w stosik półmetrowej wysokości. Czytam sporo, niemniej zanim osadzę akcję w danym miejscu, muszę je odwiedzić osobiście. Czy jest to berliński Alexanderplatz, okolice Marmolady w austriackich Alpach - teatrum frontu pierwszej wojny czy wypalony ślad po Synagodze Złotej Róży we lwowskiej dzielnicy żydowskiej - potrzebuję poczuć klimat miejsca. Fabuła musi „siedzieć” w ówczesnych realiach. Równolegle zagłębiam się w ówczesną prasę i wspomnienia, korzystam z dobrodziejstw zagranicznych antykwariatów. To mrówcza praca, ale aby stworzyć wiarygodną scenę, potrzebuję wiedzieć, jakimi ulicami chodzą bohaterowie i jak wygląda okolica, co widzą z okna i co jedzą, a potem - gdzie się pójdą rozerwać? Dopiero gdy mam niezbędne szczegóły, konieczne rekwizyty, mogę zacząć opowiadać historię i tu jest prościej, bo ludzkie namiętności, obawy czy pragnienia są takie same, niezależnie od epoki i dekoracji.

W książce pojawia się cała plejada postaci, w tym kobiet, wykraczających poza przeciętność lub wyrzuconych na margines z powodu ułomności czy sposobu życia. Co Panią inspirowało? Każdą postać lepię z kawałków, np. zaczynam od znaków szczególnych - tembru głosu czy dziwactw i nigdy nie jest to ktoś, kogo osobiście znam. Pracując nad bohaterem, nawet tym z trzeciego planu, dużo o nim myślę, a gdy już umiem długo o nim opowiadać, osadzam w wybranym kontekście, gotowych dekoracjach i zestawiam z innymi. Obserwuję, jakie interakcje zachodzą. To prawda, że nikt nie jest do końca dobry ani skończenie zły, ponieważ wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajdzie, i jakiej naturze pozwoli wówczas dojść do głosu.

Czym dla Pani jest pisanie? Pisanie jest moim sekretnym sposobem na podróże w czasie. Jest także życiową potrzebą, ponieważ ktoś kiedyś stwierdził, że zawsze pojawi coś do opisania, jakaś opowieść do podzielenia się. Jako opowiadacz historii mam w sobie potrzebę eksponowania tematów, które są niepopularne albo przykurzone. Stąd wielka wojna i początki lotnictwa w „Uskrzydlonych” i stąd na przykład Lwów, o którym mogłabym mówić bez końca. A że stale odkrywam takie arcyciekawe miejsca i zapomniane historie, to mam ochotę dalej pisać.

Jeszcze w tym roku ukaże się Pani kolejna książka. Uchyli pani rąbka tajemnicy? Z przyjemnością. Nakładem Wydawnictwa Szara Godzina ukaże się historia żydowskiej baletnicy, tancerki prestiżowej berlińskiej szkoły w przededniu piekła nazizmu. Tę historię dawno temu usłyszałam od mojej przedwojennej cioci i miałam takie postanowienie, aby kiedyś opowiedzieć o Malce Freiman.

Joanna Parasiewicz absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka prawa międzynarodowego. Frankofilka i wielbicielka kultury żydowskiej. Na co dzień zajmuje się działaniami promocyjno-marketingowymi jednej ze spółek technologicznych. Teksty jej autorstwa publikowane są w mediach biznesowych i branżowych. „Mistyfikator” to kolejna książka w jej dorobku po „Uskrzydlonych”, powieści historycznej o pierwszych lotnikach i czasach Belle Époque. 

„Mistyfikator” Joanny Parasiewicz ukaże się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina 15 lutego 2021 r. Powieść będzie dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce. Poniżej fragment książki.

Joanna Parasiewicz, 'Mistyfikator', Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe) Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)

O czym marzysz, Wiktorze? Siny kłąb dymu leniwie rozpuszczał się w powietrzu i pokój wypełniał słodkawy zapach. – Ja wiem o czym – odpowiedziała, nie czekając na odpowiedź. – Marzysz o lepszym życiu, prawda? Jak każdy, ale nie każdy potrafi o to tak uparcie walczyć. – Posłała mu uśmiech kota z Cheshire. – Uwierz mi, znam wielu mężczyzn, ale rzadko spotykam takich, którzy naprawdę wiedzą, czego chcą od życia.

Wracając, chciał zajrzeć do madame Passerman, ale w pracowni gorsetów, podobnie jak w antykwarni Icka Szrajera, zakładzie jubilerskim Zimmermana i kaszarni Zalcmana, wszystkie drzwi i okna straszyły zabite na głucho nieheblowanymi deskami. Ktoś coś na nich obelżywego napisał, ktoś coś obelżywego wymalował. Wtedy Wiktor po raz pierwszy pomyślał, że to miasto przestało być jego i że zaczynało brakować mu powietrza. Na placach czuwały opancerzone pojazdy, których nikt tu wcześniej nie widział, wciąż przybywało mundurów ukraińskich i mundurów polskich. Przeklinano po ukraińsku i bluzgano po polsku, śpiewano Szcze ne wmerła Ukrajiny ni sława, ni wola, gdzie indziej grzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Na słupach i latarniach plakaty wzywały do obrony polskiego miasta, a obok po ukraińsku do odbicia spod jarzma Poljaków jedynej ojczyzny. Trwała próba sił.

To miasto było inne. Po wielkiej wojnie Berlin kipiał werwą niczym młody kleryk, który drapnął z klasztoru przed ceremonią obłóczyn. Nagle wolny, pełen buzujących pragnień, z szalonym apetytem po nużącym poście. Berlin chwytał życie łapczywie i bliżej mu było do żywiołowej natury Fanny niż ostrożnej melancholii Loli. Powietrze nasycała tu elektryczność spieszących tramwajów i pulsujących reklam. Hałasowały piętrowe autobusy i setki automobili, a granat nocy rozpalały jaskrawe neony. W nocy zresztą mało kto spał, ponieważ zdawała się niespokojna, migotliwa, wciąż było za głośno i zbyt intensywnie. Radośnie.

  1. Kultura

Najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych, które warto przeczytać

Polecamy najlepsze powieści obyczajowe  - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Polecamy najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wielowątkowe historie, wzbudzające cały wachlarz emocji oraz ciekawi bohaterowie i ich przeżycia, które mogłyby się przytrafić każdemu z nas. Powieści obyczajowe pokocha każdy, kto chce oderwać się od swojej szarej codzienności w inną, mniej lub bardziej, szarą codzienność. Polecamy dobre książki obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. 

"Zjadacz czerni 8" Katarzyna Grochola

Katarzyna Grochola, 'Zjadacz czerni 8', Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe) Katarzyna Grochola, "Zjadacz czerni 8", Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe)

Najlepsze książki obyczajowe - jaki autor jako pierwszy przychodzi na myśl? Z pewnością Katarzyna Grochola! Jej najnowsza powieść "Zjadacz czerni 8", która swoją premierę będzie miała 10 lutego, to historia oczywiście o miłości. Misterna mozaika postaci, miejsc i zdarzeń. Zaskakujący splot ludzkich losów, których tylko z pozoru nic nie łączy. I ON – zjadacz czerni. I tajemnicze 8. Historie bohaterów łączą się we wzór, który dla nich pozostaje nierozpoznany, a mimo to ma sens, jak wiele sytuacji, miejsc i zdarzeń w naszym życiu. Miłość nie jest jednowymiarowa, określona i zamknięta w ramie. Nie sprowadza się tylko do tęskniących za czułym dotykiem kochanków. Jest szansą na człowieczeństwo, mimo wszystko i na przekór. I jeśli podejmiemy próbę zrozumienia drugiego człowieka, może zdarzyć się cud. I o tym jest ta poruszająca powieść obyczajowa. O tęsknocie, nadziei i głębokim sensie przypadków, za które nie zawsze jesteśmy wdzięczni losowi.

"Droga, którą przeszłam" Agata Przybyłek

Agata Przybyłek, 'Droga, którą przeszłam', Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe) Agata Przybyłek, "Droga, którą przeszłam", Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe)

"Zamruczę ci" Agata Bieńko

Agata Bieńko, 'Zamruczę ci', Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe) Agata Bieńko, "Zamruczę ci", Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe)

Pod kołami samochodu Pauli ginie czarny kot, któremu niechcący odebrała ostatnie – siódme – życie. Właścicielka kota, stara cyganka, rzuca na dziewczynę klątwę. Z początku ta nic sobie z niej nie robi, jednak po roku ma za sobą trzy nieudane związki, niezliczone kłótnie, a do tego jej młodsza siostra właśnie planuje ślub! Nawet jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka Zosia, która „zna się na takich rzeczach”, niewiele może zdziałać. Grzegorz jest cenionym i zabójczo przystojnym ginekologiem mającym wokół siebie wianuszek kobiet także po pracy. To typowy gracz, który nie potrafi i nie chce zaangażować się w poważny związek. Dla Pauli miał być przygodą na jedną noc pozwalającą chociaż na chwilę odpędzić jej ponure myśli. Los jednak sprawia, że ciągle na siebie wpadają, mimo tego, że kompletnie nie potrafią się dogadać. Grzegorz nie zamierza stracić z oczu pięknej Pauli, a ta planuje wykorzystać go w nieustającej wojnie z matką, która nie chce dać jej spokoju. "Zamruczę ci" to powieść obyczajowa z przymrużeniem oka i nutką erotyzmu.

"Rozmowy z przyjaciółmi" Sally Rooney

Sally Rooney, 'Rozmowy z przyjaciółmi', Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe) Sally Rooney, "Rozmowy z przyjaciółmi", Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść Sally Rooney, irlandzkiej pisarki, której międzynarodową sławę przyniosła książka "Normalni ludzie", na podstawie której powstał serial dostępny na platformie HBO. "Rozmowy z przyjaciółmi" to pozycja na pograniczu powieści obyczajowej i literatury pięknej. Mieszkająca w Dublinie Frances ma dwadzieścia jeden lat i chłodny umysł obserwatorki. Jest studentką i początkującą pisarką; ze swoją najlepszą przyjaciółką i byłą dziewczyną Bobbi występuje na slamach poetyckich. Przypadkowa znajomość z Melissą, popularną dziennikarką, której mąż Nick jest aktorem, otwiera im drzwi do świata pięknych domów, hałaśliwych przyjęć i wakacji w Bretanii. Gdy Frances i Nick niespodziewanie zbliżają się do siebie, błyskotliwa i stroniąca od uczuć Frances musi po raz pierwszy zmierzyć się ze swoimi słabościami. Premiera książki odbędzie się 24 lutego.

"Powrót" Nicholas Sparks

Nicholas Sparks, 'Powrót', Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe) Nicholas Sparks, "Powrót", Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe)

Nicholas Sparks - mistrz romantycznych historii oraz autor, którego praktycznie każda pozycja reprezentuje najlepsze książki obyczajowe. Jego najnowsza powieść "Powrót" utrzymana jest w duchu "I wciąż ją kocham" i "Pamiętnika". Ukrywający się przed światem lekarz i dwie kobiety, których sekrety zmienią jego życie… Trevor Benson nie zamierzał wracać do miasteczka New Bern w Karolinie Północnej. Głównie dlatego, że nie przewidywał, że podczas misji wojskowej, gdzie był lekarzem, dojdzie do tak strasznego wypadku jak ten, w którym został ranny. A wtedy stara, odziedziczona po dziadku chata, wydała mu się idealnym schronieniem. Trevor zdecydowanie nie przewidywał też, że w New Bern znajdzie kogoś, kto poruszy jego serce. Kiedy jednak spotyka Natalie, zastępczynię miejscowego szeryfa, nie może przejść obok niej obojętnie. Ale nawet gdy wydaje się, że Natalie odwzajemnia jego uczucia, nadal pozostaje zadziwiająco odległa… A Trevor zastanawia się, co kobieta ukrywa. Jego pobyt w New Bern dodatkowo komplikuje obecność ponurej nastolatki, Callie, która mieszka w przyczepie kempingowej przy drodze. Trevor ma nadzieję, że Callie wie coś o tajemniczej śmierci jego dziadka i za wszelką cenę próbuje wyciągnąć od niej wskazówki, które mogłyby rzucić na nią nowe światło. Nieustępliwa chęć poznania prawdy pozwoli Trevorowi zrozumieć prawdziwe znaczenie miłości i przebaczenia. I da mu ważną lekcję – o tym, że w życiu, aby iść naprzód, często musimy wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.