1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Piotr Głowacki o aktorstwie, filmach i teatrze

Piotr Głowacki o aktorstwie, filmach i teatrze

"Aktorstwo jest cudownym zawodem - bywa się specjalistą w wielu dziedzinach, a z tym przychodzi zrozumienie, że nie sposób być specjalistą w wielu dziedzinach. Z pewnością zaś nie naraz" - mówi aktor Piotr Głowacki. (Fot. TVN Grupa/Discovery/LAF)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jednym z głównych bohaterów serialu kryminalnego „Nieobecni”, dostępnego na platformie Player, jest policjant z zespołem Aspergera. Wciela się w niego Piotr Głowacki. My pytamy go, jak przygotowywał się do tej roli oraz czy czuje odpowiedzialność za przybliżanie widzom osobowości postaci, które gra.

Pretekstem do naszej rozmowy jest postać Filipa Zachary, podkomisarza z zespołem Aspergera, którego pan gra w nowym serialu „Nieobecni”. Czuł pan odpowiedzialność, wchodząc w tę rolę?
Wszystko, czym my, aktorki i aktorzy, zajmujemy się, ma charakter fikcji, a jednocześnie staje się realne na ekranie. Przypomina to rzeczywistość snu. A przez to, że dzieje się na jawie, oddziałuje jak rzeczywistość. Kinematografia pozwala wkleić w świadomość różnych ludzi ten sam sen. Gdy dostałem zaproszenie do tej roli, pojawiły się dwie perspektywy. Pierwsza podpowiadała, że to bardzo ciekawa postać, inna, różnorodna, wyzwanie aktorskie – osoba z zespołem Aspergera mogłaby się stać metaforą człowieka osobnego. Druga perspektywa dotyczyła odpowiedzialności, o którą pan pyta. Bohater sam przedstawia siebie jako człowieka z zespołem Aspergera. I jestem świadomy, że część widzów po raz pierwszy zapozna się w ten sposób z osobą dotkniętą tym zaburzeniem.

Jakie to niesie konsekwencje?
Może to u widzów zbudować podstawowe albo nawet trwałe wyobrażenie osoby autystycznej. Gdy grałem Mariana Zembalę, Alberta Einsteina czy Krzysztofa Szwagrzyka, również czułem odpowiedzialność. Oto ktoś za moim pośrednictwem pozna realne postaci, a ci, którzy je znali, będą szukać podobieństw. Moja energia, a zatem energia postaci przelewa się na ich pierwowzory. Chociaż w serialu gram postać fikcyjną, to urealnia ją zawód policjanta i zespół Aspergera, dlatego moim marzeniem jest, by tak policjanci, jak i osoby w spektrum poczuły, że poważnie potraktowałem ich życie, a moje zastanowienie jest dla nich przydatne.

Jak przygotowywał się pan do tej roli?
Zgłosiłem się do grupy na Facebooku „Dorośli z zespołem Aspergera”. Opowiedziałem, kim jestem i do jakiej roli się przygotowuję. To była fantastyczna przygoda. Otworzyły się wrota do kilkudziesięciu osób i ich doświadczeń. Mogłem dostać odpowiedź na każde zadane pytanie.

Osoby z zespołem Aspergera ujmują mnie swoją zdolnością obnażania opowieści umysłu, brakiem tych wszystkich ozdobników, kokieterii, chowania się za dwuznacznościami. Oczywiście jest druga strona, związana z cierpieniem osób, które niekiedy nie radzą sobie ze społecznymi wymogami współczesnego świata.
Faktycznie, poczułem nawet rodzaj zazdrości o pewne sposoby postrzegania świata przez osoby z autyzmem, ale widzę tutaj również pułapkę, której chciałem uniknąć, by nie dostrzegać w zespole Aspergera tylko tego, co może zachwycić, czyli na przykład umiejętności bycia osobno.

Jakie cechy dotyczące zespołu Aspergera odnalazł pan w sobie?
Pewien rodzaj obsesyjności, na co może wskazywać moja droga aktorska.

Zdawał pan do szkoły aktorskiej aż cztery razy. Dlaczego?
Każde słowo, które teraz powiem, może być niebezpieczne. Nie zdajemy sobie często sprawy z rzeczy, które robimy i mówimy. Łatwiej nas czytać niż pisać. Poszukuję w aktorstwie, w tej enigmatycznej twórczości, porządku. To mnie doprowadziło do Akademii Teatralnej i wykładania w niej.

A również napisania doktoratu.
Doktorat oparty jest na narzędziu, które nazwałem przedczytaniem. Ma ono przygotowywać aktorkę i aktora do pierwszej próby czytanej. Proszę sobie wyobrazić tabelkę z pięcioma kolumnami, którą wypełnia samodzielnie osoba czytająca po raz pierwszy sztukę czy scenariusz. W pierwszej są słowa niezrozumiałe, których znaczenia nie jesteśmy pewni. W drugiej jest zdanie zawierające to słowo. W trzeciej – jeśli tekst jest tłumaczeniem – tłumaczenie słowo do słowa. W czwartej znaczenie tego słowa w chwili, gdy tekst był pisany. W piątej dzisiejsza parafraza. Takie czytanie tekstu pozwala przystąpić do próby czytanej z poczuciem wstępnego, logicznego rozumienia tekstu.

Brzmi jak odszyfrowywanie, faktycznie lekko autystyczne.
Słowa mają swoje znaczenia i rzeczywiście podchodzę do tej sprawy obsesyjnie. Wierzę, że możemy zacząć ze sobą rozmawiać, gdy mamy podobne definicje słów, a w przeciwnym wypadku najpierw trzeba zdefiniować słowa, których używamy. Możemy się rozumieć dopiero wtedy, gdy pozbawimy słowa indywidualnego sensu, dwuznaczności, naleciałości emocjonalnych, tego, co niewypowiedziane – po to, by tymi uwspólnionymi słowami opowiedzieć nasze różne punkty widzenia. To bliskie temu, jak postrzegają słowa osoby w spektrum autyzmu, tak się przynajmniej domyślam.

Słowami wielu z nas zasłania rzeczywistość i odbiera sobie możliwość pierwotnego kontaktu z naturą, tym, co istnieje i wymyka się słowom.
Dlatego na przykład wchodząc do Akademii Teatralnej, wyrzuciłem ze swego słownika słowo „talent”. Było tak wieloznaczne, że stało się narzędziem przemocy. Andrzej Łapicki, zapytany po inauguracji naszego roku o to, jak nas postrzega, odpowiedział: „świetny rok, pięć osób ma talent i one na pewno będą w tym zawodzie”.

Piotr Głowacki (Fot. TVN Grupa/Discovery/LAF) Piotr Głowacki (Fot. TVN Grupa/Discovery/LAF)

Trudno nie poddać się takiej presji.
Tym bardziej że pierwszy, a czasami i drugi rok jest selekcyjny. Jako wykładowca nie umiem się pogodzić z taką wersją rzeczywistości. Przygotowanie do zawodów artystycznych jest przecież długim procesem – chodzi o umiejętności otwierania się, radzenia sobie z rzeczywistością. Oczywiście nie przeczę przyrodzonym cechom fizycznym i psychicznym, które mogą ułatwiać uprawianie tego zawodu.

Co ma pan na myśli?
Czasami trafia się na zadanie, które można wykonywać całe życie. Przez to, że jest nas tak dużo w społeczności, musimy podejmować decyzje o naszej przydatności dla wspólnoty. Są wspólnoty, w których każdy musi umieć wszystko: siać, orać, upiec chleb, opowiadać dziecku bajki, szyć – w naszej kulturze specjalizujemy się w określonych dziedzinach.

Czy wąska specjalizacja nie odbiera kontaktu z życiem?
Dlatego aktorstwo jest tak cudownym zawodem – bywa się specjalistą w wielu dziedzinach, a z tym przychodzi zrozumienie, że nie sposób być specjalistą w wielu dziedzinach. Z pewnością zaś nie naraz. Zajmuję się sztuką teatralną i filmową, bo wierzę, że możliwy jest idealny świat.

Idealny świat?
Sztuka teatralna to sztuka harmonijnego współdziałania. Potrzeba przynajmniej dwóch istot ludzkich w tym samym czasie, miejscu i akcji, rozpoznanej wspólnie jako akcja teatralna. Jedna z nich jest aktorem, druga widzem. One wiedzą, że prawda tej sytuacji jest prawdą fikcji. Zanim wydarzy się opowieść, musimy się zebrać. Od tego, czy sygnał do aktora dotrze, oraz od odpowiedzi drugiej strony zależy przebieg rozmowy. Obecnie te struktury po stronie sceny są szersze i należy do nich m.in. reżyser, scenografka, kostiumograf. Wszyscy muszą wystartować jednocześnie i uczynić rzeczywistość idealną, gotową do powołania fikcji, w którą obserwujący uwierzą. W ten sposób wspólny sen staje się rzeczywistością.

A sięgając szerzej, jak wygląda idealny świat, z dobrym miejscem dla pana dzieci i wszystkich innych dzieci?
Wierzę w siłę słów „nie wiem”. Bo chociaż często brzmię, jakbym wiedział, bo tak konstruuję zdania, to w idealnym świecie nie wiemy. I mamy prawo o tym mówić głośno. Idealny świat to taki, w którym uczymy się pracować z agresją. Materia z natury jest agresywna, nadaje konkretny kształt naszym wyobrażeniom, żyjemy dzięki tarciu. Mam jednak na myśli obniżanie poziomu agresji, która szkodzi życiu.

Pan chyba kocha aktorstwo?
Tak. Aktorstwo pomaga mi – być może paradoksalnie – funkcjonować w realnym życiu. Dzięki tej dziedzinie mogłem odnaleźć przyczyny swoich zachowań. Pierwsze wierszyki, taniec czy występowanie przed publicznością udawały mi się, otrzymywałem dzięki temu odpowiedź drugiej strony. Przez lata praktyki upewniałem się, że moje ciało nie było przy wzroście 171 centymetrów idealne do koszykówki, ale okazało się przydatne w aktorstwie. Mam z tym ciałem więcej szans na stawanie się różnymi ludźmi niż zablokowanie rzutu Marcina Gortata.

O jakim stawaniu się pan mówi?
Czasami myślę, że nosimy kształt siebie i szukamy odpowiedniej foremki. I może się okazać, że jesteśmy jak klucz znaleziony w mieszkaniu. Klucz, który, przykładany do kolejnych zamków, wydawał się nieprzydatny, aż w końcu znalazł swoje drzwi i stał się szczęśliwym kluczem.

Kiedy czuł się pan najbardziej obecny w życiu?
Słowo, które zagarnęło mnie wiele lat temu i wokół którego buduje się moje istnienie i moja praca, to „świadomość”. Na przestrzeni czasu my jako ludzie gromadzimy się wokół słów. W Polsce, chociaż nie tylko, takim słowem sto lat temu była „niepodległość”. Później „wolność”. Następnie „solidarność”. Nasze pokolenie wydaje mi się krążyć wokół świadomości.

Gdy rozmawiałem z członkami opozycji przełomu lat 70. i 80., mówili, że słowo „solidarność” niejako objawiło się, tak jakby wcześniej nie istniało. Ze „świadomością” jest podobnie, różnie ludzie w różnych kontekstach mówią dzisiaj o niej: bądź świadomy, chcę być świadomy, świadomość tego, co robię. Świadomość pojawia się też często w narracji o podświadomości, nieświadomości, sztucznej świadomości, ale również lifestyle'u. Nasza współczesna filozofia życia nie jest w stanie się bez niego obejść: świadome żywienie, świadome rodzicielstwo, świadomość ciała. Mnie zajmuje jednak świadomość jako byt przenikający wszystko.  Nie tak dawno informacja, obok materii i energii, została uznana za równoważną siłę. Fizycy, a wraz za nimi reszta społeczności zwrócili uwagę na informację. Szczególnie obecnie dostrzegamy jej moc, kiedy jednym kliknięciem zmieniamy świat.

Co świadomość mówi panu o współczesnym świecie?
Niedawno wybuchła informacyjna pandemia – bo tak ją traktuję. Wirus jest również formą informacji. Sensem lockdownu jest sytuacja, gdy każdy człowiek izoluje się, pozostaje sam przez dwa tygodnie – przeżywa lub nie. Mijają dwa tygodnie i kolejne dwa dla bezpieczeństwa, i nie ma wirusa. Jeśli lockdown nie jest skrajny, pełni wyłącznie funkcję spowolnienia naszego czasu z wirusem, zyskujemy możliwość akceptacji, przyjęcia wirusa do społeczności, zapoznania się z nim. Pandemia pokazała, że przez lata służba zdrowia została zapomniana, a my jako wspólnota nie przewidzieliśmy, co może nadejść. Albo zaufaliśmy rządzącym, że zadbają o nas. Jednak oni zajęli się bardziej sobą niż swoją pracą.

Czego się pan nauczył w tym czasie?
Przeczytałem fascynującą książkę „Factfulness” Roslinga Hansa. Opisał 10 strategii radzenia sobie z lękiem, które były sensowne, gdy mieszkaliśmy na drzewach, ale nie sprawdzają się dzisiaj, chociaż wciąż ich używamy, jeżeli nie uda nam się w krytycznym momencie powiedzieć do siebie: „stop, weź oddech, rozejrzyj się, pomyśl”. Nauczyłem się, że szybkie reakcje w odpowiedzi na lęk czy panikę przestają się obecnie sprawdzać. Przykładem są rządzący – gdy zostali postawieni przez ich pierwotne, instynktowne strategie przed koniecznością natychmiastowej reakcji na kryzys. Podjęli szybko i bez przygotowania szereg bezsensownych decyzji, a potem podejmowali wysiłek, by je utrzymać, by z kolei zachować twarz. A teraz blokują dostęp do danych, by nie wyszło to na jaw. I nie jest to opis spisku, bo ten sugerowałby przygotowanie, plan, namysł, a my mamy do czynienia z poddaniem się instynktom z zamierzchłej przeszłości. Zatem może najgorzej poradzili sobie w czasie pandemii rządzący spod znaku konserwatyzmów religijnych, obnażając swój dyletancki stosunek do wiedzy, ale, co chyba ciekawsze, również i wiary.

Piotr Głowacki, aktor filmowy i teatralny, absolwent PWST Kraków, jego rolą dyplomową był Orestes w spektaklu „Oresteja” Jana Klaty w Starym Teatrze w Krakowie. Wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie, niedawno uzyskał tytuł doktora sztuk teatralnych. Mąż Agnieszki Głowackiej, tata Idy i Aarona.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Nicole Kidman – filmy, w których zagrała aktorka. Najlepsze i najnowsze produkcje

Nicole Kidman, kadr z filmu
Nicole Kidman, kadr z filmu "Gorący temat" (fot. materiały prasowe Monolith Films)
Z pewnością można ją zaliczyć do grona najbardziej znanych Australijczyków. Słynna aktorka urodziła się co prawda w Honolulu na Hawajach, jednak szybko wróciła z rodziną do Sydney, gdzie odebrała aktorskie wykształcenie i zaczęła też swoją karierę. Hollywood dość wcześnie stanęło przed nią otworem. Po filmach „Martwa cisza”, „Szybki jak błyskawica”, czy „Billy Bathgate” zagościła na dobre w hollywoodzkich produkcjach. Filmy z Nicole Kidman często odnoszą kasowy sukces. Serial, thriller, musical, film grozy – żaden gatunek nie jest jej obcy. Bogata filmografia Nicole Kidman i liczne nagrody oraz nominacje pokazują jej wszechstronne umiejętności aktorskie.

Najnowszy film z Nicole Kidman (a także z Willemem Dafoe i Björk) „The Northman” będzie miał premierę dopiero w kwietniu 2022 r. Akcja filmu rozgrywa się w X w. na Islandii.

Aktorkę możemy też coraz częściej oglądać z serialach. Jednym z nich jest „Od nowa” („The Undoing”), gdzie występuje u boku Hugh Granta i gra znaną terapeutkę, której życie zupełnie się rozsypuje. Serial z Nicole Kidman (warto zaznaczyć, że aktorka śpiewa w czołówce) zebrał wiele sprzecznych recenzji, był jednak jednym z najczęściej oglądanych na HBO GO.

Z kolei najnowszy serial z Nicole Kidman „Nine Perfect Strangers” będzie miał premierę pod koniec sierpnia. Aktorka gra w nim niekonwencjonalną uzdrowicielkę, która w odosobnionym centrum odnowy biologicznej przyjmuje na „leczenie” dziewięć zagubionych w życiu osób.

Poniżej 10 tytułów wytypowanych przez redakcję – najlepsze i najnowsze filmy z Nicole Kidman:

Wielkie Kłamstewka - serial z Nicole Kidman

Ta produkcja HBO odniosła wielki sukces. Serial, na podstawie powieści Liane Moriarty, opowiada o społeczności zamieszkującej kalifornijskie miasteczko Monterey. Główne bohaterki to bardzo zamożne, ale nieszczęśliwe i sfrustrowane kobiety. Wygraną pozycję w kapitalizmie już dawno osiągnęły, ale to nie pozwala im odetchnąć i cieszyć się życiem. One ciągle coś „muszą”. Ich codzienność nie do końca wygląda różowo. Celest np. (grana przez Nicole Kidman) doświadcza ze strony męża przemocy. Prawie każdy taki epizod kończy się ostrym seksem, ale Celeste twierdzi, że ją to pociąga… Doskonale zarysowane postaci od strony psychologicznej, ciekawe rozwiązania opowiadanych historii i estetyka podbiły serca widzów. Serial z Nicole Kidman zebrał same dobre recenzje. Doczekał się, choć to nie było w planach, drugiego sezonu. Oba dostępne są na HBO.

Filmy z Nicole Kidman

Gorący temat (2019 r.)

Seksistowskie podejście do kobiet, świat wielkich mediów i polityczne układy. Czy można w „takim” świecie oskarżyć szefa wielkiej stacji telewizyjnej o molestowanie? Okazuje się, że przy dostatecznym poziomie irytacji – jak najbardziej. Gretchen Carlson (grana przez Nicole Kidman) robi to po wielu latach pracy, gdy Fox News nie przedłuża jej kontraktu. I choć na początku nic na to nie wskazuje, z czasem dołączają do niej inne kobiety. Film powstał na faktach i dotyczył głośnej sprawy sprzed kilku lat, gdy Roger Ailes, szef stacji The Fox News został oskarżony o molestowanie seksualne dziennikarek. To zdarzenie wpłynęło na los milionów kobiet na świecie zapoczątkowując ruch #MeToo. Kobiety pracujące dla Fox News przez lata godziły się na przedmiotowe traktowanie, aż w końcu powiedziały „dość”. Choćby z tego względu film (z Nicole Kidman, Charlize Theron i Margot Robbie) warty jest obejrzenia.

Na pokuszenie (2017 r.)

Kostiumowa sceneria, w której Nicole Kidman świetnie się odnajduje. Szczególnie jeśli patronują jej tacy aktorzy jak Kirsten Dunst czy Collin Farrell (jedyny mężczyzna w filmie). Ranny żołnierz McBurney, który trafił do żeńskiej szkoły z internatem w czasie wojny secesyjnej mógł liczyć na czułą opiekę i wsparcie. Jednak zamiast docenić gest swoich wybawicielek, zaczął „pogrywać” na ich pragnieniach i uczuciach. Gdy mężczyzna pokazuje w końcu swoje prawdziwe oblicze, dyrektorka szkoły Marthy Fansworth (Nicole Kidman) zmuszona jest wziąć sprawy w swoje ręce… Sofia Coppola zrobiła film z iście kobiecej perspektywy i męski „urok” ma tutaj swoje granice. „Na pokuszenie” (The Beguiled) to jednocześnie adaptacja powieści "Malowany diabeł" Thomasa P. Cullinana, a także remake produkcji Dona Siegela z Clintem Eastwoodem w roli głównej z 1971 roku.

Droga do zapomnienia (2013 r.)

Film (oryginalny tytuł „The Railway”) powstał na podstawie prawdziwych, dramatycznych wydarzeń. Film jest ekranizacją wspomnień brytyjskiego oficera z czasów II wojny światowej. Głównym bohaterem jest Eric Lomax (Colin Firth), który ma za sobą wojenną traumę. Nie może sobie z nią jednak poradzić i wciąż ma napady stresu pourazowego. Prześladują go czasy wojny, gdy był młodym więźniem w obozie japońskim. Przemoc i tortury jakich doświadczył (szczególnie ze strony jednego oficera) nie pozwalają mu, nawet po latach, wieść normalnego życia. Zrujnowany psychicznie Eric dostaje jednak dar od losu – wspaniałą, kochającą żonę, która wspiera go w najtrudniejszych chwilach. Bez jej pomocy wyjście na prostą byłoby prawie niemożliwe. Miłość, którą Patti (Nicole Kidman) wnosi w życie męża pomaga mu wyzbyć się nienawiści i wybaczyć. Najpierw jednak Eric musi, po kilkudziesięciu latach, odnaleźć swojego oprawcę i stanąć z nim twarzą w twarz.

Między światami (2010 r.)

Kino niezależne. Chociaż nie jest to produkcja hollywoodzka Nicole Kidman dostała za główną rolę nominację do Oscara. Film opowiada historię małżeństwa, które traci jedyne dziecko w wypadku. Czteroletni chłopiec potrącony przez samochód ginie na miejscu. Rodzice muszą zmierzyć się z bólem i traumą po stracie dziecka. Każde z nich próbuje to zrobić na swój sposób. Becca Corbett, matka chłopca, nawiązuje przyjacielską relację z młodocianym sprawcą wypadku, licząc, że w jakimś stopniu zniweluje to jej rozpacz i tęsknotę. Jednak trudne pytania i uczucie pustki pozostają, mimo chwilowej ulgi. Poza tym Corbettowie, będący wcześniej bardzo dobrym małżeństwie, po tragedii coraz bardziej oddalają się od siebie… Kanwą dla tej historii była sztuka teatralna Davida Lindsay-Abbaire „Rabbit hole”, która zdobyła Nagrodę Pulitzera.

Dogville (2003 r.)

Psychologiczny thriller z Nicole Kidman jest filmowym eksperymentem Larsa von Triera. Imponujący i oryginalny. Reżyser serwuje widzom istne „pranie mózgu”. Główna bohaterka Grace, grana przez Nicole Kidman (Lars specjalnie dla niej napisał tę rolę), trafia do miasteczka Dogville uciekając przed gangsterami. Mieszkańcy zgadzają się ją ukryć w zamian za pracę. Okazuje się jednak, że moralność można rozumieć na różne sposoby… Atmosfera stopniowo się zagęszcza, a relacje i sytuacja, doznającej przemocy Grace, stają się coraz bardziej toksyczne i wypaczone. Rozgrywający się w małej „teatralnej” przestrzeni film, niezwykle oszczędny w środkach, budzi wiele silnych emocji. Powoli zmierza do kulminacyjnego „oczyszczenia”, pozostawiając widza z wieloma sprzecznymi odczuciami i wątpliwościami. Trzeba przyznać, że Lars von Trier i grający w filmie aktorzy wykazali się prawdziwym mistrzostwem. Film był głośnym wydarzeniem w Cannes.

Godziny (2002 r.)

Virginia Woolf to oscarowa rola Nicole Kidman. Filmografia aktorki wiele by straciła bez tej charakterystycznej postaci. Powieść Michaela Cunningham’a o tym samym tytule („Godziny”), na podstawie której powstał film, okrzyknięta została wydarzeniem literackim 1998 r. i otrzymała m.in. Nagrodę Pulitzera w kategorii Fiction. Ze względu na charakteryzację trudno jest w tym filmie rozpoznać Nicole Kidman. Doskonale jednak radzi sobie ona z rolą depresyjnej angielskiej pisarki i feministki, autorki „Pani Dalloway”. Książka popadającej w obłęd Virginii Woolf jest zresztą „spoiwem” całego filmu (a także powieści Cunningham’a) i łączy losy trzech różnych kobiet, które usiłują uporać się z trudnymi dla nich emocjami.

Moulin Rouge! (2001 r.)

Słynny musical z Nicole Kidman. Warto zaznaczyć, że prace nad nim trwały aż osiem lat. Film przyniósł aktorce nominację do Oscara. Widzom przypomniał z kolei, że Nicole Kidman jest nie tylko aktorką, ale też piosenkarką. Właśnie od tego filmu rozpoczęła na dobre swoją piosenkarską karierę, pracując wraz z Ewanem McGregorem nad utworem Come What May z soundtracku Moulin Rouge!. Piosenka dotarła do 27. miejsca na brytyjskiej liście przebojów. Dramat muzyczny jest opowieścią o silnej, nieszczęśliwej miłości pomiędzy Christianem, brytyjskim pisarzem (którego gra Ewan MsGregor), a Satine, artystką kabaretową, gwiazdą Moulin Rouge i kurtyzaną (Nicole Kidman). Cała historia rozgrywa się w czasach bohemy i rewolucji społecznej. Film otrzymał Oscara za najlepszą scenografię i dekorację wnętrz oraz za najlepsze kostiumy.

Inni (2001 r.)

Film w ciężkiej i przygnębiającej aurze. Nie jest to jednak typowy horror, który ogląda się ze „ściśniętym żołądkiem”. Cała historia przedstawiona jest z perspektywy głównych bohaterów (matki, granej przez Nicole Kidman, i dwójki jej dzieci), którzy mieszkają w ponurej posiadłości w czasach II wojny światowej i wydają się dość specyficznymi lokatorami. Co ciekawe, nie mieszkają w tej posiadłości zupełnie sami, są też „inni”… Rzeczywistość, w której żyją matka i dzieci, a także ich sposób patrzenia na świat są jak z mrocznego snu. Czy naprawdę jest to tylko koszmarny sen? – warto się przekonać. Atmosfera tajemniczości nie opuszcza widza przez cały czas trwania tego „kostiumowego horroru”, a zakończenie, gdy wreszcie poznajemy całą „prawdę” – jest z pewnością nieprzewidywalne. Nie bez przyczyny ten osobliwy film grozy z Nicole Kidman zdobył aż osiem nagród Goi.

Oczy szeroko zamknięte (1999 r.)

Ostatni film nakręcony przez Stanleya Kubricka, na podstawie powieści Arthura Schnitzlera. Ten erotyczny thriller z Nicole Kidman i Tomem Cruisem wpłynął na prywatne życie słynnej pary. Oboje grają małżeństwo w kryzysie, spragnione nowych fascynacji. Film jest pewnego rodzaju analizą psychologiczną. Szuka odpowiedzi na pytanie: czego tak naprawdę ludzie chcą w związku? Czy wszyscy, nawet jeśli układa im się dobrze, mają w podświadomości pragnienie, żeby nadal poszukiwać zmysłowych przygód? Dużo mówiło się o tym, że grane przez znaną parę postaci były bardzo zbliżone do ich realnego życia i, w związku z tym, thriller przyspieszył rozpad małżeństwa Toma Cruise’a i Nicole Kidman. Aktorzy rozstali się po kilkunastu latach związku.

  1. Kultura

"Na rauszu" już w kinach – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Oscarowy film
Oscarowy film "Na rauszu" w kinach od 11 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
Thomas Vinterberg, odbierając tegorocznego Oscara za „Na rauszu”, zadedykował nagrodę córce, która zginęła tragicznie kilka dni po rozpoczęciu zdjęć. Może więc dlatego w jego filmie wszyscy bohaterowie znajdują się na skraju rozpaczy. O tym, co mogłoby ich z tego wyciągnąć, zamiast alkoholu, rozmawiają psycholożka Martyna Harland i filmolożka Grażyna Torbicka.

Martyna Harland: Jako psycholożka uważam, że najnowszy film Thomasa Vinterberga może być niebezpieczny. Szczególnie dla byłych alkoholików, osób uzależnionych czy nastolatków.
Grażyna Torbicka:
A nie uważasz, że bardziej niebezpieczna jest obecność małpek z alkoholem na wszystkich stacjach benzynowych?

Zgadza się, bo mamy kulturowe przyzwolenie na „męskie picie” – to również pokazuje ten film.
Żona głównego bohatera Martina mówi do niego: „Cała Dania pije i ty też w to wszedłeś? Ty, który zawsze chciałeś być indywidualistą?”.

Co ciekawe, Dania wśród krajów nordyckich, gdzie alkohol jest kontrolowany przez państwo i sprzedawany w określonych sklepach na obrzeżach miasta, jest wyjątkiem. Nigdy nie było tam prohibicji, może dlatego że to, co zakazane, jednak bardziej kusi. Statystycznie Polacy piją alkohol podobnie do Duńczyków, ponad 12 litrów na głowę rocznie. Czyli alkohol u nas i u nich jest wszechobecny. Kiedy spotykałam filmowców i ludzi z tego regionu, widziałam, że alkohol jest stałym elementem codziennej diety. Słynny reżyser Aki Kaurismäki, który pochodzi z Finlandii, ostentacyjnie wchodził na czerwony dywan w Cannes ze szklaneczką whisky w ręku.

Ten film jest lustrem dla alkoholików, ale nie takim jeden do jednego, które pokazuje chorobę. Vinterberg przedstawia nam tu pewną zabawę, w którą wchodzą dorośli mężczyźni. Mają świadomość tego, jak łatwo uzależnić się od alkoholu, a pomimo to bawią się w nią.

W filmie 'Na rauszu' widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi. (Fot. materiały prasowe)W filmie "Na rauszu" widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi. (Fot. materiały prasowe)

Zainteresował mnie ten kontrowersyjny eksperyment psychologiczny, który jest podstawą zabawy. Zgodnie z teorią norweskiego psychiatry Finna Skårderuda człowiek urodził się z niedostatkiem alkoholu w organizmie, który stale trzeba uzupełniać. Jego zdaniem jesteśmy bardziej otwarci i mamy większą kreatywność w momencie, gdy znajdujemy się pod wpływem poniżej promila alkoholu.
Jednak nasi bohaterowie szybko pokonują tę granicę i tracą kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, jak zawsze, gdy w grę wchodzą używki.

To było przecież do przewidzenia...
Wiedziałam, że to skończy się alkoholizmem, ale właśnie to jest ciekawe – nawet przy pełnej świadomości nie jesteśmy w stanie kontrolować tego, co się z nami dzieje. W filmie występuje alkohol, ale to może dotyczyć każdej innej używki.

Eksperyment Skårderuda opierał się na badaniu zwierząt – gadów i wodnych stworzeń, które nie oddychają tlenem, a alkohol produkuje ich organizm. Nie uzupełniają tego niedoboru jak my, ludzie, z zewnątrz. Moim zdaniem nie ma żadnych naukowych podstaw, by twierdzić, że niedobór alkoholu dotyczy także człowieka.
Bohaterowie potrzebowali pretekstu, żeby zacząć zabawę. Bo dlaczego oni się na to decydują? Są znudzeni swoim życiem, rutyną, nie widzą dla siebie perspektyw, są nauczycielami z długim stażem, w wieku średnim i właściwie niczego większego w życiu nie osiągnęli... Wciągają w ten eksperyment głównego bohatera Martina, granego przez Madsa Mikkelsena, który ma pewne opory, bo nie pije alkoholu.

Kiedy przychodzą na lekcje na lekkim rauszu, rzeczywiście są bardziej rozluźnieni. Prowadzą wykłady w interesujący sposób, są odważni w formułowaniu tez, interesują się młodzieżą. Widzą, że eksperyment działa, więc brną dalej. Jednak trudno się im w porę zatrzymać, bo używka przejmuje kontrolę nad życiem.

Ten film pokazuje mężczyzn w kryzysie, emocjonalnym i związkowym. A nawet, powiedziałabym, męską depresję.
Masz rację, ważny jest tu także męski bohater zbiorowy. Widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi.

Mam wrażenie, jakby Mads Mikkelsen, który gra nauczyciela historii, był martwy za życia. W przeciwieństwie do bohaterki filmu „Nomadland” Chloé Zhao, o której rozmawiałyśmy ostatnio.
Fern, czyli główna bohaterka filmu „Nomadland”, jest w ciężkiej sytuacji, wiele straciła, do tego jest samotna. A jednak potrafi odnaleźć sens życia w drobnych sprawach, codziennych kontaktach, uśmiechach i relacji z innymi ludźmi.

Bohaterowie filmu „Na rauszu” nie są samotni, mają rodziny. Wchodząc w kryzys wieku średniego, zamykają się w sobie i nie dostrzegają tego, że rodzina przecież to wszystko widzi. Nie zauważają możliwości, jakie daje im codzienne życie. To pokazanie mocno egoistycznej natury mężczyzny, który potrzebuje nieustającego potwierdzania swojej wartości przez innych. Martin ma przecież fantastyczną żonę, fajne dzieciaki i młodzież w szkole…

'Na rauszu' pokazuje, że życie wrzuca nas w systemy, które przejmują nad nami panowanie: schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi. (Fot. materiały prasowe)"Na rauszu" pokazuje, że życie wrzuca nas w systemy, które przejmują nad nami panowanie: schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi. (Fot. materiały prasowe)

No coś ty! Ten związek jest w ogromnym kryzysie.
Każdy z pokazanych w filmie związków jest w jakimś stopniu w kryzysie. Dlaczego? Myślę, że kluczowy jest fakt, że Duńczycy raczej nie mają wiary w związki i miłość. Tam nie przywiązuje się większej wagi do stałych relacji, uważa się, że to naturalne, że po jakimś czasie miłość się wypala. Rzadko też biorą śluby.

Moje pokolenie trzydziestoparolatków ma podobne podejście do związków.
A w Danii tak jest od dawna. I teraz pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam: „Czego oczekujesz od życia? Co chcesz zrobić ze swoim życiem?”.

Myślę, że główni bohaterowie filmu „Na rauszu” nie zadali sobie tego pytania.
A do tego kompletnie się poddali. Znaleźli najprostsze rozwiązanie na to, żeby zalać alkoholem swoje frustracje. Nie potrafili rozluźnić się w inny sposób. Moim zdaniem mają masę możliwości, nic nie jest w stanie ich usprawiedliwić.

Widzę, że raczej z nimi nie empatyzujesz. Ja wręcz przeciwnie, akurat głęboko rozumiem ich ból codzienności, rutyny i powtarzalności. A nawet kibicuję głównemu bohaterowi w jego finałowym tańcu.
Nie rozumiem ich, bo rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy ją przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w tym filmie, jest pójściem na łatwiznę, bo nic nie jest dane raz na zawsze: ani miłość, ani radość.

Jeżeli po kilkunastu latach zaczyna ci się nudzić i rozwalasz swój związek, bo niby wszystko już wiesz o swoim partnerze czy partnerce, to może jednak warto spojrzeć na to z dystansu, ale wspólnie, żeby zobaczyć, jak możecie się sprawdzić w nowej sytuacji.

To jak według ciebie przełamać tę monotonię i rutynę w życiu?
Może nam pomóc zachłyśnięcie się przepięknym widokiem, cudownym zjawiskiem czy zapachem, które potrafią być tak samo odurzające jak kieliszek alkoholu!

Rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy to przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w filmie 'Na rauszu', jest pójściem na łatwiznę - komentuje Grażyna Torbicka. (Fot. materiały prasowe)Rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy to przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w filmie "Na rauszu", jest pójściem na łatwiznę - komentuje Grażyna Torbicka. (Fot. materiały prasowe)

Bohaterom „Na rauszu” tego zabrakło. Mam wrażenie, że psychologicznie kobietom przychodzi to jednak łatwiej niż mężczyznom...
Mój mąż Adam bardzo pięknie mówi o jednym z darów człowieka, jakim jest dar zachwytu. Za rzadko z niego korzystamy.

Mnie w tym filmie najbardziej dotknęło motto z Kierkegaarda: „Czym jest młodość? Snem. Czym miłość? Treścią tego snu”. Apetyt na życie z wiekiem się zmniejsza. Zderzamy się z realem, pojawia się coraz więcej „muszę”, a coraz mniej „chcę”.
Niestety życie wrzuca nas w systemy, które przejmują panowanie nad nami. I to nawet nie chodzi o rutynowe czynności życiowe, tylko schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi.

Poza tym nie zgadzam się, że bycie nauczycielem to monotonna praca. Przecież codziennie spotyka się tam grupę młodych ludzi, którzy są w permanentnym rozwoju, ale też proteście, niezgodzie czy odkrywaniu siebie. W tak młodym człowieku stale się coś dzieje. To fascynujące!

To prawda, z kontaktu z młodością również można czerpać energię.
A skoro mówimy o młodości, to przypomniał mi się teraz portugalski reżyser Manoel de Oliveira, który w wieku dziewięćdziesięciu paru lat powiedział: „młodość przychodzi z wiekiem”. Bo odkrywasz w sobie możliwości, nad którymi możesz już panować, możesz się nimi bawić i dzielić się z innymi.

Dla kogo ten film jest terapeutyczny? Moim zdaniem, może być ciekawy dla osób w kryzysie wieku średniego, którzy wiodą monotonne życie. Na zasadzie: co może mnie jeszcze dobrego spotkać, skoro wszystko już było? Może niektórym z nas wzrośnie apetyt na życie po tym filmie, bo pomoże nam nie przegapić tego momentu, po którym wpadamy już w dół. Bo nie możemy zapominać o przyjemności w życiu.
Ja nie znoszę rutyny, dlatego często coś w życiu zmieniam, a to czasem wymaga ode mnie również umiejętności kończenia czegoś definitywnie, żegnania się z tym, a nawet niszczenia. Po to, by zacząć wszystko od nowa. Takie zaczynanie od nowa wcale nie jest łatwe, musimy być przygotowani na pewien wysiłek.

Martin finalnie jednak odnajduje sens życia. Bo życie samo w sobie jest już wielkim powodem do szczęścia. I tańca. I jak się okazuje, Mads Mikkelsen to nie tylko świetny aktor, ale też zawodowy tancerz...

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Więcej o filmoterapii na stronie filmoterapia.pl.

  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.

  1. Kultura

Festiwal Młodzi i Film – przegląd filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)
Młodzi i Film to najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. Debiutowali na nim m.in. Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Łukasz Palkowski, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, czy Jan P. Matuszyński.

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych Młodzi i Film na stałe wpisał się już na mapę filmowych festiwali Polski, i jako jedyny w takim zakresie skupia się na najnowszych dokonaniach debiutujących reżyserów. Impreza obejmuje dwa konkursy: Pełnometrażowych i Krótkometrażowych Debiutów Filmowych, a także pokazy pozakonkursowe w sekcjach: Debiut zagraniczny, Na dłuższą metę (Debiut dokumentalny), Retrospektywy, czy pokazy filmów jurorów oraz pokazy specjalne, ale też spotkania Szczerość za szczerość z ekipami filmów konkursowych, spotkania branżowe dla uczestników festiwalu, czy klub festiwalowy, w którym odbywają się koncerty oraz autorskie spotkania Macieja Buchwalda pod hasłem "Zawód: aktor”. Wstęp na wszystkie wydarzenia otwarte festiwalu jest bezpłatny.

Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.

Każdego roku liczba zgłoszonych filmów do dwóch konkursów wzrasta - w tym to około 200 tytułów. Festiwal stał się też miejscem spotkań młodych twórców filmowych oraz aktorów. Gośćmi w ostatnich latach byli m.in.: Agata Buzek, Sylwia Chutnik, Jacek Borcuch, Zofia Wichłacz, Karolina Czarnecka, Bartosz Gelner, Marcin Kowalczyk, Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel, Dorota Masłowska, Agnieszka Grochowska, Ewa Kasprzyk, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, ale też Wojciech Pszoniak, Jerzy Bończak i Anna Dymna.

W tym roku szczególnej uwadze polecamy sekcję Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne, która powraca po rocznej przerwie. W jej ramach zobaczymy aż siedem pełnometrażowych filmów dokumentalnych:

„Furia”, reż. Krzysztof Kasior

Ola ma 25 lat, pracuje w call center w małym miasteczku. Nie dogaduje się z rodzicami, a w pobliżu nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Kiedy problemy przybierają na sile, dostaje skierowanie na terapię. Jednak zamiast na kozetkę, zaczyna chodzić na treningi MMA, brutalne walki w klatce... Dokumentalna opowieść o Aleksandrze Roli, wyjątkowej i bezkompromisowej zawodniczce MMA, która ku zdumieniu całego środowiska, w ciągu roku pokonała wszystkie przeciwniczki w Polsce, mimo że trenować zaczęła niewiele wcześniej. Opowieść o marzeniach i spełnianiu wyznaczonych celów oraz cenie, jaką za to płacimy.

Kadr z filmu 'Furia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Furia". (Fot. materiały prasowe)

„Krafftówna w krainie czarów”, reż. Maciej Kowalewski, Piotr Konstantinow

Po seansie spotkanie z twórcami i Barbarą Krafftówną

„W tej chwili nie wiem kim jestem. Wiedziałam kim byłam rano” – to zdanie zostaje w sercu na zawsze. Jak i spojrzenie, łagodnych zielonych oczu Barbary Krafftówny. Niech was to nie zmyli – w zaskakującym portrecie bohaterka bez wieku opowiada o sobie i świecie wyobraźni, który był dla niej ratunkiem (w trudnych chwilach) i inspiracją (na scenie). Jej świadectwo wzrusza: mądrej, czułej, na wskroś nowoczesnej i bystrej obserwatorki. Ale też osoby samotnej, która w zmieniającej się rzeczywistości co chwilę musiała definiować własną niezależność, aktorstwo, kobiecość. Krafftówna opowiadając o sobie przekracza granice realizmu, jest najmłodsza z nas wszystkich.

Kadr z filmu 'Krafftówna w krainie czarów'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Krafftówna w krainie czarów". (Fot. materiały prasowe)

„Między nami”, reż. Dorota Proba

Program Pierwszy Dokument

Intymny portret trzech związków. Trzy bardzo różne pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań, nieoczywistych pragnień. Nie ma przepisu na udany związek, podobnie jest z filmem – coś co mogłoby wypaść jak zestaw truizmów, tutaj staje się prostolinijnym, dowcipnym, ale nade wszystko zaskakującym zapisem kilku wariantów tej samej historii o miłości. Cóż z tego, że opowiadamy cały czas to samo, pytanie jak to robimy. W życiu podobnie jak w kinie – warto się zaskakiwać.

Kadr z filmu 'Między nami'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Między nami". (Fot. materiały prasowe)

„Pollywood”, reż. Paweł Ferdek

Podróż do źródeł kina. Czym jest film? Skąd się wzięło to marzenie, by snuć opowieść na ekranie, by mamić innych swoimi wizjami? Czy kino to iluzja, czy prawda? Co nam daje, a co rekompensuje samym twórcom? I co tak naprawdę oznacza w tym środowisku sukces, jak go osiągnąć, a jednocześnie pozostać wiernym sobie? Autotematyczny film drogi, podczas której reżyser z Polski stara się odpowiedzieć na te najważniejsze z punktu widzenia filmowca pytania. Bo niezależnie od tego skąd pochodzisz, jeśli czujesz magię kina, to stajesz się częścią pewnej społeczności – ludzi światłoczułych.

Kadr z filmu 'Pollywood'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)

„Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza”, reż. Ksawery Szczepaniak

Po seansie spotkanie z twórcami i Władysławem Kozakiewiczem

Władysław Kozakiewicz podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku nie dość że zdobył złoto i pobił rekord świata, to jeszcze, pod wpływem emocji i presji, wyprowadzony z równowagi przez sowiecką publiczność, pokazał jej tzw. wała. Niesportowy gest miał swoje symboliczne i polityczne znaczenie. Film w dynamiczny i dowcipny sposób opowiada o drodze jaką przebył słynny tyczkarz, stawia pytania o kryzys formy „Kozaka”, o emigrację, ale też o istotę sportu. Narratorem jest sam Władysław Kozakiewicz, a twórcom udało się wzbogacić jego wypowiedzi o unikatowe materiały archiwalne. Świetny montaż to kolejny atut tej produkcji.

Kadr z filmu 'Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza". (Fot. materiały prasowe)

„Toomanykicks”, reż. Dawid Wawrzyszyn

Pierwszy polski dokument o kolekcjonerach butów sportowych. Wnikliwa analiza pasji jedenastu bohaterów oraz przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych, jakie zaszły w Polsce od 1989 roku. Pytanie o to, ile par to już za dużo, w świecie prawdziwych sneakerheadów nie istnieje. Dzięki nim poznajemy historię rozkwitu polskiego designu w ostatnich trzech dekadach wolności, ale dowiadujemy się też wiele o znaczeniu sportu i muzyki w ich życiu. Wielu bohaterów filmu osiągnęło sukces nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej.

Kadr z filmu 'Toomanykicks'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Toomanykicks". (Fot. materiały prasowe)

„Xabo, Ksiądz Boniecki”, reż. Aleksandra Potoczek

To nie jest hołd, pomnik, laurka na cześć. To intymny dziennik, który wyraża naszą wspólną, wielką tęsknotę – za pięknym i mądrym przewodnikiem, za doradcą, za człowiekiem, który wie więcej i zachowuje spokój mimo wszystko. Ksiądz Boniecki, który jest solą w oku instytucji kościoła i ma zakaz publicznych wypowiedzi do prasy – poza „Tygodnikiem Powszechnym” – cały czas jeździ na spotkania, rozmawia, pyta, słucha, daje odczyty, przynosi nadzieję. Podczas trzyletniej wędrówki wraz z księdzem Bonieckim ekipa przemierzyła 50 tys. kilometrów.

Kadr z filmu 'Xabo. Ksiądz Boniecki'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Xabo. Ksiądz Boniecki". (Fot. materiały prasowe)

Blok Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne będzie miał osobne otwarcie: w poniedziałek 14.06 o godzinie 16.30 tuż przed galowym otwarciem całego festiwalu. Sekcję dokumentalną zainauguruje w tym roku film „Krafftówna w krainie czarów” – piękny, kreacyjny filmowy portret dokumentalny w reżyserii Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Barbara Krafftówna będzie Gościem honorowym wieczoru i wraz z twórcami po seansie spotka się z publicznością. Po rozmowie autorzy i Bohaterka filmu będą obecni na Gali otwarcia Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film 2021.

  1. Kultura

„Łasuch” – recenzja serialu

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)
Bajka, której akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie? Czemu nie, dorośli mają swojego „Mad Maxa”, teraz czas na młodszych widzów.

Świat opanowała pandemia, tym razem jednak nie wystarcza noszenie maseczek, a na horyzoncie nie widać skutecznych szczepionek. Choroba jest śmiertelna i zaraźliwa, więc wybucha chaos. Jedyne obowiązujące teraz prawo, to prawo silniejszego. Niemal w tym samym czasie przydarza się zagadkowy fenomen. Dzieci przychodzące na świat z nieznanych powodów okazują się hybrydami, częściowo ludźmi, a częściowo zwierzętami. Taki jest właśnie bohater tej historii Gus, pół chłopiec, pół jeleń. Wygląda, jak zwykły 10-latek, ale ma jelenie rogi i uszy oraz wyjątkowy węch. Przez pierwsze lata żył z ojcem w głębokiej głuszy, z dala od ludzi i cywilizacji. Teraz jest zmuszony wyruszyć w świat, żeby odnaleźć swoją mamę. A zadanie to niełatwe, bo hybrydy nie cieszą się wśród ludzi popularnością.

Kadr z serialu 'Łasuch'. Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)

„Łasuch” to kolejna po „The End of the Fucking World” frapująca adaptacja komiksu. Choć jego wydawca sugeruje, że lepiej, żeby czytali go dorośli, serial sprawdzi się jako kino familijne, choć w wypadku dzieci w wieku 12 lat i starszych. Odcinki trzymają w napięciu, są świetnie zrealizowane i poruszają aktualnym, ekologicznym przesłaniem.

8-odcinkowy serial „Łasuch” można oglądać na platformie Netflix od 4 czerwca.