1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Seriale skandynawskie - przegląd produkcji szwedzkich, norweskich i duńskich

Seriale skandynawskie - przegląd produkcji szwedzkich, norweskich i duńskich

 Szwedzki serial
Szwedzki serial "Gösta" dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Seriale szwedzkie

"Most nad Sundem" (4 sezony) - vod.pl

Na moście między Danią, a Szwecja znaleziono ciało. Sprawa zostaje przydzielona dwójce śledczych z graniczących ze sobą krajów. Duński inspektor Martin Rohde oraz szwedzka policjantka Saga Noren szybko odkrywają, że doszło do nie jednego, a dwóch zabójstw. Okazuje się, że górna część ciała należy do znanego polityka, natomiast dolna do prostytutki, a celem zabójcy jest zwrócenie uwagi na bagatelizowane problemy społeczne.

Szwedzki serial 'Most nad Sundem' dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Most nad Sundem\" dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe)

"Kalifat" (1 sezon) - Netflix

"Kalifat" to jedna z najmocniejszych i zarazem najbardziej wciągających produkcji na Netflixie. Planowany atak ISIS na Szwecję łączy losy trzech szwedzkich muzułmanek: matki na zakręcie Pervin, natchnionej studentki Sulle i ambitnej policjantki Fatimy. Ten świetnie napisany dreszczowiec trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.

Szwedzki serial 'Kalifat' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Kalifat\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Gösta" (1 sezon) - HBO GO

"Gösta" to słodko-gorzka opowieść o młodym psychologu dziecięcym, który rozpoczyna swoją praktykę zawodową w małej miejscowości na prowincji. Przeprowadza się tam ze Sztokholmu i wynajmuje mały domek pośrodku lasu. Bohater chce być najlepszym człowiekiem na świecie i pomagać wszystkim napotkanym na swojej drodze ludziom. Czasami mu to wychodzi, ale zdarza się też, że nic nie idzie po jego myśli…

Szwedzki serial 'Gösta' dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Gösta\" dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Ruchome piaski" (1 sezon) - Netflix

„Ruchome piaski” to serial na podstawie bestsellerowej powieści Malin Persson Giolito, która została okrzyknięta najlepszą nordycką powieścią kryminalną 2016 roku. W prywatnej szkole średniej na przedmieściach Sztokholmu dochodzi do tragedii. Podczas procesu licealistki Mai Norberg na jaw wychodzą sekrety dotyczące tragicznego dnia, a także jej relacji z Sebastianem Fagermanem oraz jego dysfunkcyjną rodziną.

Szwedzki serial 'Ruchome piaski' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Ruchome piaski\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale norweskie

"Lilyhammer" (3 sezony) - Netflix

Norwegowie uwielbiają łączyć różne gatunki. Najlepszym tego dowodem jest serial "Lilyhammer" będący wybornym połączeniem komedii, dramatu i kryminału. Serial opowiada historię nowojorskiego gangstera pochodzącego z Włoch, który zostaje objęty programem ochrony świadków i wraz z rodziną zamieszkuje w Norwegii. Produkcja aż kipi inteligentnym humorem i stereotypami na temat skandynawskiego społeczeństwa.

Szwedzki serial 'Lilyhammer' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Lilyhammer\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Przybysze" (1 sezon) - HBO GO

Satyryczny serial sci-fi twórców "Lilyhammer". Nad oceanem rozbłyska światło, z którego wyłaniają się ludzie z przeszłości - każdy z innego okresu historii. Nie pamiętają jak przenieśli się w czasie, jest ich coraz więcej i nie ma dla nich drogi powrotu. Kilka lat później Alfhildr z ery Wikingów zaczyna pracować z detektywem Haalandem. Natrafiają oni na trop spisku, który może wyjaśnić przyczynę dziwnych zdarzeń.

Norweski serial 'Przybysze' dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial \"Przybysze\" dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Borderliner" (1 sezon) - Netflix

Tajemniczy serial "Borderline" opowiada historię pewnego śledczego policji z Oslo. Nicolai, bo tak brzmi jego imię, chcąc chronić swoją rodzinę, a konkretnie brata, postanawia zatuszować morderstwo. Gdy jego partnerka Anniken zaczyna drążyć sprawę i podejrzewać podstęp, sytuacja robi się naprawdę napięta. Mężczyzna zostaje schwytany i wkręcony niebezpieczną grę zacierającą granice pomiędzy dobrem i złem.

Norweski serial 'Borderliner' dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial \"Borderliner\" dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale duńskie

"Rita" (5 sezonów) - Netflix

"Rita" to duński komediodramat o niezależnej i niezwykle elokwentnej nauczycielce, która choć uwielbiana jest przez swoich uczniów, z dorosłymi nie radzi sobie najlepiej.  Najwięcej problemów przysparzają jej relacje damsko-męskie oraz relacje na linii samotna matka-dzieci. Serial świetnie ilustruje duńskie społeczeństwo i różne oblicza rodzicielstwa. Jest pełny ironii, humoru i śmiesznych bohaterów.

Duński serial 'Rita' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"Rita\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"The Rain" (3 sezony) - Netflix

Sześć lat po tym, jak w wyniku epidemii wywołanej morderczym wirusem przenoszonym przez deszcz umiera niemal cała populacja Skandynawii, duńskie rodzeństwo opuszcza bezpieczny bunkier i odkrywa prawdę o losach ludzkości. Wkrótce potem dołączają oni do grupy innych ocalałych, z którymi wyruszają w niebezpieczną podróż poszukując śladów życia.

Duński serial 'The Rain' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"The Rain\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Ragnarok" (1 sezon) - Netflix

Dramat o dorastaniu "Ragnarok" oparty jest na nowym, zaskakującym spojrzeniu na mitologię nordycką. Akcja dzieje się w małym, fikcyjnym miasteczku Edda, położonym wśród pięknej norweskiej przyrody. Historia kręci się wokół jego mieszkańców, którzy... być może nie są tymi, za których się podają. Dzięki nim doświadczamy drastycznie zmieniającego się świata: topniejących biegunów, ciepłych zim i gwałtownych ulew.

Duński serial 'Ragnarok' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"Ragnarok\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Tak przygotowane orzechy pasują niemal do wszystkiego – mogą być podawane jako samodzielna przekąska lub stanowić przepyszne uzupełnienie niesłodkich dań. Gdy zdrowe tłuszcze z orzechów połączą się z leczniczymi właściwościami rozmarynu, otrzymamy prostą, ale jakże mocarną strawę dla mózgu.

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Składniki na 2 szklanki/8 porcji

2 łyżki oleju kokosowego, roztopionego 11/2 łyżki świeżego rozmarynu, posiekanego 1/2 łyżeczki soli morskiej 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne 1 łyżka cukru kokosowego 2 szklanki surowych połówek orzechów włoskich

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 170–180°C. Wyłóż blachę do pieczenia papierem do pieczenia. 2. W średniej misce wymieszaj olej kokosowy, rozmaryn, sól, pieprz cayenne i cukier kokosowy. Wsyp orzechy i mieszaj tak długo, aż będą dokładnie obtoczone tłuszczem i przyprawami. Rozłóż je na blasze i piecz przez 10–15 minut lub do czasu, aż orzechy zrobią się złotobrązowe i aromatyczne. Pozwól im wystygnąć przed podaniem. 3. Pieczone orzechy można przechowywać kilka tygodni w temperaturze pokojowej w pojemniku próżniowym, jednak lepiej trzymać je w lodówce, dzięki czemu na dłużej zachowają wartościowe tłuszcze.

Warto wiedzieć - już samo wąchanie rozmarynu sprawia, że do organizmu dostaje się acetylocholina, która wspomaga pamięć i prawidłową pracę mózgu.

Nootropowy zastrzyk dla mózgu: Przed wsypaniem orzechów do miski z olejem i rozmarynem, wymieszaj je z 1 łyżeczką reishi w proszku.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

  1. Seks

Tak jak na ekranie

 Kadr z serialu
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi– mówi psycholożka Olga Kamińska. A czy mogą też odmienić nasze życie seksualne?

Bohaterka norweskiego serialu „Facet na święta”, 30-letnia pielęgniarka, wybiera mężczyzn na randkę z aplikacji bez słowa rozmowy. Atrakcyjna mężatka z „Miłości i anarchii” masturbuje się nawet w toalecie w pracy. A mama 16-letniego Otisa z „Sex Education” szuka kochanków tylko na jedną noc, bo nie chce stałego związku. W książce „#Love. Jak kochać w XXI wieku” pisze pani, że seriale nas kształtują. Pokazują nie tyle jak kochamy, ile jak mamy kochać. Czy to możliwe? Prawda jest taka, że ludzki mózg jest dynamiczny i kształtuje się w kontekstach społecznych. Nasze zachowania miłosne i seksualne zmieniają się więc pod wpływem doświadczeń, socjalizacji i kultury, a więc też seriali czy bajek. Kiedy wyrastamy w jakimś świecie, to myślimy tym światem. A gdy zmieniamy świat, zmieniamy myślenie. Potwierdzają to badania. Chińczycy mieszkający w diasporze w USA, zapytani – po angielsku, a potem po chińsku – o to, czym jest dla nich miłość, mówili o dwóch różnych konceptach, wartościach.

Za sprawą seriali żyjemy na innym seksualnie kontynencie niż nasi rodzice? Bajki, na których się wychowałyśmy, pokazywały kobietę w relacji jako nieaktywną. To mężczyzna musiał dokonać czegoś niezwykłego, aby ją zdobyć. Przekonywały nas też, że tylko z miłością w parze jesteśmy pełni i szczęśliwi. Jednak już pokolenie 20-latków wychowało się na bajkach, w których zmieniała się rola kobiety oraz miłości w jej życiu. Dziś bajki dla dzieci mówią wprost o bohaterkach, które same decydują o sobie, dowodzą, bronią braci czy przyjaciół. Co więcej, ich celem nie jest znalezienie księcia. Mają własne plany. Podobnie seriale dla dorosłych przedstawiają kobietę funkcjonującą na swoich zasadach: bohaterka serialu „Easy” zarabia więcej niż jej mąż, dlatego to on rzucił pracę i zajął się domem i dziećmi. Z kolei pani seksuolog z „Sex Education” przeszkadza obecny w jej domu mężczyzna, bo kiedy ona prowadzi warsztaty dla kobiet uczące, jak mogą same doprowadzić się do orgazmu, on przywierca półki w kuchni.

Hałas wiertarki kończy ich związek? Tam pojawia się problem przestrzeni dla związku. Jean Milburn, wspomniana seksuolożka, przyzwyczajona jest do niezależności i dlatego nie dzieli się przestrzenią w domu ze swoim partnerem. Ale nas to nie dziwi, bo kilka dekad temu bohaterki kultowego „Seksu w wielkim mieście” już były niezależne. Również w sferze seksualnej potrafiły same o siebie zadbać. Nie czekały, aż zostaną wybrane, same podrywały. To samo, tyle że dzięki aplikacji randkowej odważniej i na większą skalę, robi bohaterka „Faceta na święta”. Proaktywnie poszukuje kochanka i dopiero kiedy po serii nieudanych randek decyduje się spotkać z 19-latkiem, wreszcie ma świetny seks. I to nie budzi naszego zdziwienia!

No to skoro seriale nas kształtują, pewnie czeka nas teraz wysyp relacji starszych kobiet z młodymi mężczyznami. Sofie, mężatka z „Miłości i anarchii”, też bawi się świetnie z 20-latkiem. Media z jednej strony nas kształtują, z drugiej – odzwierciedlają zachodzące w społeczeństwie zmiany. Kobiety są proaktywne, szukają rozkoszy na własnych zasadach. Również w relacjach z młodszymi mężczyznami. Oczywiście, takie seriale także normalizują takie związki. Dla mnie to korzystny proces. Popatrzmy na proaktywne uwodzenie poprzez modele matematyczne: jeśli kobieta aktywnie wchodzi w kontakt z mężczyznami, to rozszerza pole potencjalnych partnerów. Są w nim nie tylko mężczyźni, którzy zainicjowali z nią kontakt, ale też ci, których sama wybrała. Pula zwiększa się więc nie tylko liczbowo, ale także jakościowo – o mężczyzn, którzy są odpowiedzią na jej potrzeby.

Kobiety zwiększają pulę, ale co z nastolatkami? Te z seriali udają luz i chodzą do łóżka jak dorośli, choć nie wiedzą, czym jest seksualność i co im sprawia w niej przyjemność. Motywuje je raczej lęk przed staniem się looserem w oczach rówieśników. Dzieciaki ulegają seksualizacji kultury znacznie silniej niż dorośli, bo nie mają wiedzy, nie potrafią jeszcze stawiać granic, a uznanie rówieśników to podstawa ich poczucia wartości. Dlatego dobrze, że jest taki serial, jak brytyjski „Sex Education”, który uczy, jak poznawać swoje potrzeby oraz że mogą one być różne u różnych osób. Ale także dorośli znajdą w tym serialu coś dla siebie. Nie tylko nastolatka może odczuwać lęk przed tym, że podczas orgazmu jej twarz jest przerażająca dla partnera. Czy nie rozumieć, czemu ładniej pachnie jej koleżanka niż jej chłopak.

O świecie młodych ludzi mówi także amerykański serial „Euforia”, ale pokazuje go o wiele dramatyczniej. Widzimy tu napięcie, jakiego doświadczają młodzi ludzie w związku z przekraczaniem granic intymności, za sprawą choćby prywatnych zdjęć, które trafiają do sieci. W rezultacie relacje, które budują, nie dają im poczucia bezpieczeństwa. To, co zaobserwowali scenarzyści, widzą także naukowcy – młodzi mają problem z zaangażowaniem się w relacje, z decyzją: „Tak, chcę budować z tobą coś trwałego”. To dla nich trudne, bo żyją w poczuciu tymczasowości. To są dzieci pokolenia rozwodów, zawiedzione rozpadem małżeństw rodziców, którzy nie mieli dla nich czasu, a swoją miłość wyrażali przez drogie prezenty – ucząc, że miłość to przedmioty, przyjemność, a nie bliskość. Jak sugeruje socjolożka Eva Illouz, młodzi przejawiają tendencję, by w relacjach szukać przyjemności, przez co wchodzą w nie z płaszczyzny popędowej, doznaniowej. Liczą się dla nich seks, orgazm, euforia. Nie wiedzą, że miłość na poziomie psychologicznym też bywa bardzo nagradzająca.

Kadr z serialu 'Euforia' (Fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z serialu \"Euforia\" (Fot. materiały prasowe Netflix)

W „Sex Education” dzieciaki odkrywają znaczenie miłości i przyjaźni. Ale zanim do tego dojdzie, trzy nastolatki na imprezie uczą się na bananach robić loda, jakby ta umiejętność decydowała o ich być albo nie być. Satysfakcja płynąca ze sfery seksualnej jest niezwykle istotna. Wiąże się to także ze zdobywaniem umiejętności i wiedzy na temat tego, co mi sprawia przyjemność, a co mojemu partnerowi. Jak lubię być dotykana, pieszczona. No, ale też jak mój dotyk, pocałunki działają na partnera. W bliskich relacjach istotny jest seks, ale też zaangażowanie emocjonalne. Niestety, za sprawą czynników kulturowych dla wielu młodych ludzi seks staje się osią budowania relacji. Młode kobiety rywalizują między sobą o mężczyzn, co zajmuje znaczną część ich przestrzeni życiowej. Ich proaktywność jest świetna! Problemem jest to, że są zafiksowane wyłącznie na seksie. A to pozbawia ich możliwości zbudowania głębokiej miłosnej relacji. Ale też możliwości rozwoju innych sfer życia, poszukiwania pasji, odkrywania tego, kim mogłyby być, także w sensie emocjonalnym i duchowym. Michelle Obama powiedziała kiedyś, że gdyby w młodości koncentrowała się tylko na związkach, na tym, by szukać partnera czy kochanka, nie byłaby teraz żoną prezydenta. Można polemizować z jej potrzebą określania się przez mężczyznę, ale jednak w tej wypowiedzi skierowanej do młodych dziewcząt wybrzmiewa bardzo ważny przekaz: „Rozwijajcie swoje pasje, relacje przyjacielskie, a na budowanie związków przyjdzie czas”.

Dla mnie jasne! Ale dlaczego dziewczyny z seriali uważają, że muszą być świetnymi kochankami? Winna jest temu tylko kultura i seksulizacja wszystkiego – od reklam aut do ciastek? Oczywiście poza czynnikami kulturowymi istotne są też nasze doświadczenia rodzinne. Badania mówią, że jeśli w dzieciństwie nasi opiekunowie w takich samych sytuacjach raz byli czuli, a raz agresywni – brak poczucia bezpieczeństwa, jakiego doświadczyliśmy na skutek nieprzewidywalności ich reakcji, budził w nas lęk. I nauczył budować relacje na zasadzie lękowo-ambiwalentnej. No i w każdej bliskiej relacji odtwarzamy później ten schemat emocji. A to znaczy, że będziemy przekonani, iż musimy być wyczuleni na potrzeby partnera, aby je zaspokoić, bo inaczej odejdzie. Nie będziemy dbali o siebie, nie będziemy słuchali sygnałów płynących z naszego ciała. W tym wczesnodziecięcym doświadczeniu upatruję jednego ze źródeł tego problemu.

I to się zgadza z serialami, bo tam seksliderki mają trudne relacje z rodzicami, którzy są uzależnieni albo zajęci karierą. Często ci, którzy w dzieciństwie doświadczyli chłodu i odrzucenia, unikają bliskości w dorosłym życiu. Seks traktują jako potrzebę fizyczną, a nie emocjonalną. Lubią przelotne zbliżenia bez zobowiązań. Nie dążą do pogłębiania relacji więzi. W związkach też mogą mieć skłonność do unikania zbliżeń z ukochaną osobą, często zamiast tego wybierają masturbację albo seks poza relacją. Natomiast ci, którzy mieli czułych i akceptujących rodziców, wrażliwych na ich potrzeby, potrafią budować relacje w oparciu o tak zwany styl bezpieczny. Dla nich seks to element budowania bliskości z drugim człowiekiem, czerpanie i dawanie przyjemności. Nowy trend w relacjach to situational relationship, czyli ludzie nie chcą nazywać się parą, ale tworzą związki na jakiś czas, bo mają potrzebę bliskości i mają libido. No więc są razem na przykład do czasu, kiedy oboje mieszkają w tym samym mieście lub nie różnią ich cele życiowe. Ten trend zaobserwowano w Stanach, gdzie jest duża mobilność, ludzie w jednym mieście się uczą, w innym studiują, a potem w jeszcze innym pracują, i to też tylko przez kilka lat. Mając jednego partnera, mają „relację z głowy”. Mam na Instagramie konto „Relacje z głowy”, bo myślę, że powinniśmy dążyć do tego, żeby poukładać sobie te kwestie i nie mierzyć się cały czas z tym tematem! Pisząc książkę, chciałam podzielić się wiedzą na temat miłości, ułatwić jej rozumienie, zdjąć miłość romantyczną z piedestału i zwrócić się w stronę innych, niezwykle cennych relacji, takich jak przyjaźń, koleżeństwo czy wspólnota. Opisuję znajomą, która obiecywała sobie, że jak tylko wyjdzie za mąż, to zacznie permakulturę, działalność charytatywną i tysiące innych rzeczy. Ale kiedy do ślubu nie doszło, stwierdziła, że nie zrealizuje już marzeń. Dlaczego? Miała głębokie przekonanie, że to mąż był furtką do jej samorealizacji.

Czy znajdziemy tam naukowy przepis na szczęście we dwoje? Twierdzi się, że po kilku latach związku silna intymność i bliskość seksualna słabną. Ten wzorzec potwierdza się w większości relacji, ale nie we wszystkich! Na przykład badania Fischer, Aron i Brown przeprowadzone na parach, które po latach nadal były w sobie szaleńczo zakochane, pokazały, że kiedy badani patrzą na zdjęcie ukochanej osoby, aktywizują się w ich mózgach te same struktury co u zakochanych. Czyli układ nagrody odpowiedzialny za przyjemność i motywację. Jest więc możliwe podtrzymanie przez lata gorącej miłości. Dlatego kiedy produkcja hormonów zakochania spadnie w naszym mózgu, nie myślmy: „wypaliło się”. Miłość wymaga czasu. A my rozstajemy się, mówiąc: „to koniec”, nim naprawdę coś się zacznie! To dlatego, że nie umiemy rozmawiać i okazywać sobie zainteresowania. Jesteśmy hedonistycznie nastawieni do związków. Dopóki dają nam przyjemność, dopóty w nich trwamy. Mamy tendencję do wycofywania się w momentach trudnych. Uczmy się wspólnego pokonywania trudności!

Czy są seriale, które poleciłaby pani do obejrzenia we dwoje? Zaczęłam sama oglądać „Sex Education”, a mój partner, który lubi kino niezależne, zerkał, zerkał, aż do mnie dołączył. To niezwykle mądry serial o tym, że seks jest doświadczeniem wspólnym nam wszystkim, elementem bycia człowiekiem. Polecam także serial „Od nowa”, który łączy wątki psychologiczne i kryminalne. Z kolei „Easy” zaczyna się od dyskusji o tym, czy kiedy kobieta widzi męża przy zmywaniu i traci ochotę na seks, to miałaby jej więcej, gdyby widziała go przy rąbaniu drewna.

Serial może poprawić nasze życie seksualne? Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi. Kiedy oglądając jakiś serial, czujemy dyskomfort psychiczny, potraktujmy to jako sygnał, że to, z czym zmaga się bohater, może być też naszą sprawą do załatwienia. Przegadajmy to z ukochaną osobą. Może się okazać, że serial ujawnił prawdziwe źródło nieporozumień między nami. Myślimy, że powodem jest brak seksu, a tak naprawdę może być nim brak szacunku dla emocji drugiej osoby. Warto też pamiętać, że czas spędzony przed ekranem nie jest czasem budowania bliskości. Dopiero rozmowa o tym, co oglądaliśmy, może sprawić, że się do siebie zbliżymy. 

Dr Olga Kamińska, psycholożka eksperymentalna, badaczka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, autorka książki „#Love. Jak kochać w XXI wieku” (wydawnictwo Znak Literanova).

 

  1. Styl Życia

Szachy przechodzą swój renesans. Czy to efekt "Gambitu królowej"?

"Gambit królowej" był numerem 1 Netflixa aż w 63 krajach i otrzymał szereg nagród, m.in. dwa Złote Globy. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
62 miliony widzów w miesiąc od premiery - ten wynik uczynił z historii o genialnej szachistce fenomen minionego roku. Szybko wyszedł też poza srebrny ekran - szachownice zniknęły ze sklepów, a liczba grających online poszybowała w górę. 

Miniserial sam miał dobry timing i doskonale wpasował się w trendy. Nakręcony tuż przed pandemią wyszedł w szczycie drugiej fali oferując widzom azyl w nostalgii lat 60. Świetnie zrealizowana opowieść była numerem 1 Netflixa aż w 63 krajach, otrzymała szereg nagród, m.in. dwa Złote Globy. Na efekt "Gambitu królowej" złożyła się jednak nie tylko fabuła i gra aktorska, ale też pokazanie pojedynków szachowych, tak by intrygowały nie tylko zawodowych graczy.

Widzowie też chcą grać w szachy

Już w listopadzie, czyli miesiąc po premierze "Gambitu królowej", ogromny skok zainteresowania odnotowały internetowe kursy szachowe czy portale do gry online. Najpopularniejszy z nich Chess.com wprowadził pod koniec listopada opcję z gry z Beth Harmon (czyli tak naprawdę z botem grającym na podobnym poziomie co serialowa mistrzyni na różnych etapach kariery), ale nawet bez tego zarejestrowało się w nim prawie trzykrotnie więcej nowych graczy niż jeszcze miesiąc wcześniej.

Polską aplikację Szachy na urządzenia mobilne od studia Chess & Checkers Games w październiku ubiegłego roku pobrało ok. 450 tys. użytkowników. W listopadzie ta liczba wyniosła 680 tys., a w grudniu było już ponad 1,5 mln pobrań.

- W naszym przypadku istotną rolę odegrała nie tylko popularność serialu, ale również fakt, że na początku listopada wprowadziliśmy możliwość gry online z drugą osobą - wybraną losowo spośród osób korzystających w tym samym czasie z aplikacji - mówi Łukasz Oktaba, założyciel i prezes studia gamingowego Chess & Checkers Games, które w połowie 2018 r. wydało aplikację Szachy.

Szachy fascynowały już kilka lat temu

Zanim jednak miliony poznały fikcyjną historię Beth Harmon, podobną rolę ambasadora szachów pełnił już prawdziwy arcymistrz Magnus Carlsen. Przystojny i wygadany młody Norweg nie pasował do stereotypowego wizerunku szachisty i szybko zyskał status celebryty - jego mecze o mistrzostwo świata transmitowane przez publiczną telewizję śledzą setki tysięcy Norwegów - co przysporzyło też fanów samym szachom. W Polsce także mamy świetnego zawodnika - Jana-Krzysztofa Dudę, który pokonywał już samego Carlsena i ma całkiem spore grono kibiców nad Wisłą.

Wzrost zainteresowania szachami zbiegł się z boomem gamingowym. Gry komputerowe przestają uchodzić tylko za zabawę dla nastolatków, szczególnie od kiedy firmy za nimi stojące zarabiają naprawdę duże pieniądze. Wraz z dojrzewaniem branży okazało się też, że emocje budzą nie tylko efektowne produkcje wymagające szybkiego refleksu, a do cyfrowego świata pasuje też ponad tysiącletnia analogowa gra. Transmisje rozgrywek szachowych online cieszą się coraz większą popularnością na platformie streamingowej Twitch. Podczas ubiegłorocznego turnieju online pojedynki z udziałem amerykańskiego arcymistrza Hikaru Nakamury oglądało na żywo po kilkadziesiąt tysięcy osób.

Na to wszystko nałożyła się pandemia, która sprzyja aktywnościom niewymagającym kontaktu z innymi. W przedłużającej się izolacji szachy, w które można grać z domownikami lub online z dowolną osobą na świecie, przeżywają renesans. Jeszcze przed premierą “Gambitu królowej” liczba pobrań aplikacji Szachy skoczyła z 200 tys. w maju do 450 tys. w październiku. Przez cały ubiegły rok produkcję firmy Chess & Checkers Games pobrało łącznie 9 mln osób, czyli o 69 proc. więcej niż w całym 2019 r. W 2021 r. popularność klasycznej gry nie wygasa - tylko w lutym aplikację pobrało 1,1 mln osób.

- Przesadą byłoby uznać, że Netflix przyszedł na gotowe, ale na pewno jego produkcja trafiła na podatny grunt, który przygotowaliśmy wraz z innymi entuzjastami odkrywania na nowo klasycznych gier. Po tym, jak pandemia przemodelowała nasze nawyki w kierunku gier rozumianych nie tylko jako zabawa, ale też trening intelektualny i sposób interakcji ze znajomymi, spodziewałbym się, że szachy będą wciąż na fali i nie będzie takie ważne, czy gra się analogowo, na laptopie czy na smartfonie - ocenia Łukasz Oktaba z Chess & Checkers Games.

Na podstawie materiałów prasowych Profeina. Pobudza media. 

  1. Kuchnia

Osładzanie codzienności. Rozmowa z Elizą Mórawską-Kmitą

 (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)
(Fot. Eliza Mórawska-Kmita)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
"Nie ma chyba nikogo, kogo zapach szarlotki, nie przeniósłby do krainy wspomnień" - mówi autorka bestsellerowej książki kulinarnej „Słodkie”, która po kilku latach nieobecności na rynku, została na prośbę czytelników, wydana ponownie.

Czy masz swój rytuał „słodkości”? Codziennie? Po obiedzie? Do kawki? Tylko w weekendy? Kiedyś nie mogłam żyć bez codziennej dawki słodyczy, ale dziś to się zmieniło i jem tylko to, co naprawdę lubię - najchętniej coś domowego, świeżo wyjętego z piekarnika. Piekę ciasta zazwyczaj 1-2 razy w tygodniu, czasem częściej. Zawsze mam też ochotę na domową chałkę z dużą ilością kruszonki.

„Słodkie” to Twoja pierwsza książka kulinarna - ukazała się w 2014 r., doczekała się kilku dodruków i wyprzedała się do ostatniej sztuki.  A teraz wróciła. Z tymi samymi przepisami, ale nowymi zdjęciami. Oprawa wpływa na smak? Moim zdaniem tak. To książka, do której sama chętnie wracam, korzystam z niej, podarowałam ją też w ciągu tych kilku lat wielu osobom, ale chciałam nieco odświeżyć jej wygląd.

Wszystkie zdjęcia do nowego wydania zrobiłaś sama. Jak stałaś się zawodowym fotografem? Robię zdjęcia już prawie dwadzieścia lat, każdego dnia. Zaczynałam na potrzeby bloga, a potem pasja się rozwinęła i zaczęłam robić zdjęcia również zawodowo. Inspiracji szukam przede wszystkim w naturze - dziś interesuje mnie głównie fotografia, przy której jak najmniej "majstrowano", taka niedoskonała, naturalna, zwyczajna. Przeszłam długą drogę od fascynacji wielkimi sesjami zdjęciowymi ze scenografią, stylistami jedzenia, a dziś najbliżej mi do zdjęć naturalnych, minimalistycznych.  

Przeżywasz fascynację kulturą Korei, interesujesz się Japonią - czy w swojej następnej książce podzielisz się z nami niezawodnymi przepisami na dania kuchni azjatyckiej? Jeśli opanuję je w satysfakcjonujący sposób, to czemu nie?  

Liczymy na to, bo przepisy od Ciebie po prostu wychodzą. Obserwując Twojego Instagrama (whiteplatecom) nie można mieć wątpliwości - w gotowaniu i pieczeniu osiągnęłaś mistrzowski poziom. Ramen, burger, pączki, chałka - to tylko kwestia zachcianki, decyzji. Czy tak było zawsze? Czy miałaś jakieś wpadki?  Zrobiłaś kiedyś zakalca? To jest dosyć zabawne, ale rzeczywiście to prawda - właściwie nie ma rzeczy, na którą miałabym ochotę, a nie umiałabym jej sama zrobić w domu. Jeśli za czymś tęsknię, to są to zazwyczaj dania jedzone w jakichś określonych "okolicznościach przyrody", związane z miejscami, sytuacjami, emocjami. Tego oczywiście w domu powtórzyć się nie da, ale cała reszta jest do zrobienia. Kiedyś dużo podróżowałam, a w tych podróżach jedzenie stanowiło jeden z najważniejszych elementów - jadłam, notowałam, kupowałam książki kucharskie i uczyłam się odtwarzać w domu to, co lubię. Wiadomo, że nauka to też wpadki i nieudane dania - dziś jest tego zdecydowanie mniej, ale po prostu gotuję już na tyle długo, że umiem uniknąć wielu wpadek  - bo już je zaliczyłam ;)

Czy jakieś przepis wciąż stawia Ci opór? Miałam kilka podejść do francuskich macarons i niestety nie wychodziły tak, jak powinny. Idealne macarons to te prosto z Paryża, z cukierni Ladurée, jedzone na miejscu. Dla mnie najlepsze i już nie próbuję robić ich sama w domu.

Wiele osób zaczyna swoje kulinarne eksperymenty właśnie od deserów, od pieczenia ciast  - czy masz dla nich jakiś złoty standard działania? Jeśli zaczynamy to najważniejsze jest staranne czytanie przepisu i instrukcji - wiele początkujących osób uważa, że to mało istotne, bo "babcia robiła na oko i było pyszne", ale ja uważam, że bez opanowania podstaw, trudno jest iść dalej i rozwinąć skrzydła.

Przepisy z książki "Słodkie" 

Brownie z suszonymi śliwkami

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki: gorzka czekolada 200 g, masło 160 g, cukier puder 200 g, jajka 4 szt., mąka 80 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, śliwki kalifornijskie bez pestek, drobno pokrojone, zalane szklanką (250 ml) mocnej herbaty

Przygotowanie: 1. Czekoladę połamać na małe kawałeczki, masło drobno pokroić. W garnku zagotować wodę. Czekoladę i masło włożyć do miski i postawić ją na garnku z gotującą się wodą, która nie powinna dotykać dna miski. Mieszać czekoladę i masło, aż się rozpuszczą. Lekko przestudzić.

2. Jajka ubić z cukrem pudrem, dodawać powoli czekoladę z masłem. Mąkę przesiać, połączyć z proszkiem do pieczenia i powoli dodawać do masy jajecznej, delikatnie mieszając łyżką.

3. Śliwki odcedzić na sitku i wmieszać do masy.

4. Masę wlać do formy (20x30 cm) i wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C) na 25 minut. (Ważne − proponuję sprawdzić drewnianym patyczkiem stan upieczenia w środku, pod warstwą ciasta. Niektóre piekarniki pieką szybciej i brownie można wyjąć już po 15 minutach).

Sernik śliwka w białej czekoladzie

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki:  Spód: cukierki śliwka w czekoladzie 200 g, masło 100 g, brązowy cukier 100 g, mąka 100 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, jajko 1 szt. Masa serowa: serek waniliowy (dowolny) 200 g, trzykrotnie mielony twaróg (może być z wiaderka) 600 g, cukier puder 250 g, jajka 4 szt. Wierzch: biała czekolada 200 g, niesłodzone mleko skondensowane lub śmietanka 36% 5 łyżek, cukierki śliwka w czekoladzie bardzo drobno pokrojone (opcjonalnie) 100-150 g

Przygotowanie:

1. Cukierki, masło i cukier włożyć do garnuszka i podgrzewać na małym ogniu, aż czekolada i masło się rozpuszczą. Zdjąć z ognia, odstawić na 1o−15 minut, następnie zmiksować na purée. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i jajko, dokładnie wymieszać.

2 . Tortownicę (24 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, posmarować masłem, wysypać tartą bułką (lub mąką). Przełożyć do niej ciasto − będzie gęste i lśniące. Wyrównać wierzch, wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C)  i piec 15 minut. W tym czasie przygotować masę serową.

Masa serowa

3. Sery umieścić w misce, zmiksować z cukrem pudrem, następnie dodawać po jednym jajku. Nie należy miksować zbyt długo, wystarczy kilka minut.

4. Wyjąć z piekarnika tortownicę ze spodem, wlać masę serową, wstawić do nagrzanego piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec 5o minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i ostudzić sernik w piekarniku. Po całkowitym ostudzeniu ciasta przygotować wierzch.

Wierzch

5. Czekoladę i śmietanę umieścić w szklanej misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. Polać wierzch sernika. Cukierkami obsypać brzeg ciasta i odstawić do czasu, aż polewa czekoladowa stężeje.

Książka "Słodkie" to 55 sprawdzonych przepisów. Większość z nich autorka napisała sama od początku, niektóre pochodzą ze starych zapisków, jeszcze inne zostały przywołane, bo cieszyły się powodzeniem na blogu. Oprócz przepisów w książce każdy początkujący cukiernik znajdzie informacje dotyczące przyborów, akcesoriów, składników i praktycznych porad dotyczących pieczenia. Książkę można kupić  wyłącznie na: jgpublishing.pl

  1. Moda i uroda

Regencycore - nowy trend po serialu Netflixa

 Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)
Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)
Zobacz galerię 4 Zdjęć
Hit Netflixa – serial „Bridgertonowie” – przyczynił się do powstania nowego trendu, w którym moda regencji łączy się ze współczesnymi rozwiązaniami. Regencycore jest pełne romantyzmu, kolorów, piór i pereł. W nowym świetle pokazuje styl znany nam choćby z powieści Jane Austen. I sprawia, że tym bardziej tęsknimy za możliwością „wielkiego wyjścia”.

Hit Netflixa – serial „Bridgertonowie” – przyczynił się do powstania nowego trendu, w którym moda regencji łączy się ze współczesnymi rozwiązaniami. Regencycore jest pełne romantyzmu, kolorów, piór i pereł. W nowym świetle pokazuje styl znany nam choćby z powieści Jane Austen. I sprawia, że tym bardziej tęsknimy za możliwością „wielkiego wyjścia”.

Czasy regencji – uznawane za jedne z najbardziej eleganckich, stylowych i dekadenckich. Na ulicach wielkich miast spacerowali dandysi, dla których codzienne ubieranie było normą performance’u. Biżuteria i ozdoby błyszczały w blasku słońca, a na salony wkraczał walc. Nowy, kontrowersyjny taniec, początkowo, przez publiczne obejmowanie, uznany za niemoralny. Gdy odtańczono go w Wiedniu po raz pierwszy, urażone damy ostentacyjnie opuściły salę balową, sugerując, że tak bliskie przytulanie może wywołać różnego rodzaju choroby. Ale młodzi go pokochali i wkrótce stał się nieodłączną częścią europejskich przyjęć. W tym samym takcie wirują bohaterowie jednej z najgłośniejszych produkcji Netflixa, serialu „Bridgertonowie”, który zaraz po premierze na całym świecie zebrał widownię liczącą ponad 60 milionów. Mariaż ulubionych kostiumowych filmów z intrygą przypominającą tą ze słynnej „Plotkary” okazał się przepisem na sukces, a styl w nim prezentowany przyczynił się do powstania nowego trendu 2021 roku, który otrzymał nazwę regencycore.

Tajemnice arystokracji

Oparty na popularnej serii książek Julii Quinn serial to pełna dramatów historia szlacheckich rodzin rozgrywająca się w 1813 roku. Londyńskie czasy regencji pokazane są jako pełne skandali i tajemnic (rozgrywających się wśród arystokratów, monarchii, debiutantek i ich zalotników), które regularnie w swoich felietonach ujawnia anonimowa Lady Whistledown. Ale co tam fabuła – spójrzcie na ich stroje! Kolorowe i pełne fantazji, ukazujące modę czasów georgiańskich w nowym świetle. To właśnie za ich sprawą na popularności zyskują dziś empirowe, odcięte przy biuście kreacje, bufiaste rękawy, pełne barw i wzorów, czy mieniące się muśliny. Potwierdza to raport analityków Lyst, zgodnie z którym od czasu premiery serialu liczba wyszukiwań frazy „gorsety” wzrosła o 123 proc. O 93 proc. wzrosło zainteresowanie sukniami empirowymi, o 49 proc. – opaskami z pereł i piór. Długie rękawiczki w stylu Daphne Bridgerton wyszukujemy o 23 proc. częściej. Podobnie dzieje się z kolorami. Zgodnie z badaniami Lyst pod względem barw dominują popularne w czasach regencji róż i żółć.

Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree) Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)

Blichtr i piękno

Moda czasów regencji odcinała się od nienaturalnych sylwetek stylu rokoko. Choć wciąż obowiązywały w niej gorsety, brak sztywnej krynoliny sprawiał, że była o wiele bardziej nowoczesna. Idealna na zmiany, jakie niosła za sobą nowa era. A było ich sporo, bowiem od 1811 roku nastąpił moment wielkich przemian obyczajowo-kulturalnych, często porównywanych do rewolucji lat 60. XX wieku. Dokładnie w tym roku w Wielkiej Brytanii król Jerzy III, przez chorobę, został uznany za niezdolnego do rządzenia, a tron jako regent przejął jego syn, książę Walii. Jerzy (później koronowany jako Jerzy IV) dał się poznać jako niegrzeczny, lubiący zabawę książę, który choć nigdy nie postawił stopy na polu bitwy, pokonał najsłynniejszego człowieka ówczesnej Europy, Napoleona Bonapartego. Paradoksem jest, że określany mianem grubego głupca regent rozpoczął erę wznoszącą Wielką Brytanię na szczyty wyrafinowania. Jak tylko uwolnił się spod kontroli rodzicielskiej, zaczął prawdziwie szaleńcze życie – niezliczone kochanki (mówi się, że szantażował kobiety samobójstwem), nielegalny ślub i gigantyczne sumy przeznaczane na stroje. To wszystko sprawiło, że ówcześni twórcy karykatur zyskali nową muzę i doskonałą ofiarę swoich prześmiewczych szkiców. Na jednym z nich umieszczono scenę z głośnego przyjęcia, które książę regent wyprawił w 1811 roku z okazji otrzymania nowej funkcji. W sali próbowało się zmieścić 30 tysięcy osób, przez co część została poturbowana i wyszła ze złamaniami, inni – z poszarpanymi ubraniami. A te były przecież nie tylko piękne, lecz także szalenie drogie.

Powrót do natury

By znaleźć początki romantycznego stylu regencji, musimy cofnąć się o parę lat i przenieść na drugą stronę kanału La Manche, gdzie królowa Francji Maria Antonina z fascynacją słucha o naturalistach pokroju Jeana-Jacques’a Rousseau. Postanawia więc wydać majątek na sztucznie wykreowaną niedaleko Wersalu wioskę, przypominającą normandzką wieś. Tuż przed rewolucją francuską spędzała tam całe dnie, zrzucając przy tym mało wygodne warstwy tafty i zastępując je delikatnymi, bawełnianymi białymi sukienkami przypominającymi halki. Na cześć królowej nazwano je chemise à la reine. Ku zaskoczeniu dworu w takiej kreacji pozowała także do portretu pędzla Élisabeth Vigée-Lebrun, który wywołał we Francji niemałe oburzenie. Nie zmienia to faktu, że fason chemise à la reine stał się niezwykle popularny, po latach także w Wielkiej Brytanii czasów regencji.

Moda regencji a Bridgertonowie

Choć kostiumy z serialu „Bridgertonowie” niewątpliwie czerpią z mody czasów regencji, to przez wprowadzone unowocześ­nienia różnią się od tych z filmów „Duma i uprzedzenie” czy nawet z najnowszej ekranizacji słynnej powieści „Emma”. Może właśnie dlatego pokochał je Internet XXI wieku?

Anya Taylor-Joy w filmie „Emma” (2020). (Fot. BEW) Anya Taylor-Joy w filmie „Emma” (2020). (Fot. BEW)

Regencycore, zgodnie z XIX-wieczną modą, skupia się na sylwetce z wysoko odciętą talią i głębokim, kwadratowym dekoltem. Choć wciąż korzystano z gorsetów, nie musiały być one tak ciasno wiązane, bowiem nowe kroje nie podkreślały talii. Suknie wciąż sięgały ziemi, czasem doszywano do nich sunący po ziemi tren. Arystokracja kochała biżuterię, dodatki w rodzaju eleganckich rękawiczek czy charakterystycznych zdobionych czapek oraz kolory, które świadczyły o ich bogactwie. Intensywne pigmenty były przecież bardzo drogie. Ale też barwy przez nie uzyskane nie były tak intensywne jak w serialu Netflixa. Dla przykładu ostrą magentę udało się uzyskać dopiero dekady później, w 1859 roku. Podobnie sprawa wygląda z dekoracyjnością kreacji Bridgertonów i Featheringtonów – choć hafty i zdobienia były w czasach regencji niezwykle popularne, w rzeczywistości nie były aż tak strojne. Wszystkie tkaniny zdobiono wówczas ręcznie, więc by ceny materiałów nie sięgały kosmosu, trzeba było się ograniczyć. W regencycore nie ma tego problemu. Kreacje są zdobne, mieniące i pełne nasyconych kolorów, co było celem Ellen Mirojnick, kostiumografki serialu, która nadzorowała ręczne szycie 7500 strojów. Nowoczesności dodają im mocno uwspółcześnione makijaże, fryzury, brokat, a także akcesoria – sztuczna biżuteria, perły, pióra, spinki, kolie. Nowa wizja mody regencyjnej jest więc mieszanką obecnych trendów z tymi z epoki georgiańskiej, przez co łatwiej nam je przetłumaczyć na język współczesnej ulicy. Współcześni projektanci już od kilku sezonów czerpią z mody czasów georgiańskich i wiktoriańskich, chętnie bawiąc się historycznymi rozwiązaniami, typu: romantyczne falbany, bufki, kryzy, stójki, a nawet podkreślając talię gorsetami. Takie rozwiązania dodają nowoczesnym kreacjom romantyzmu i kobiecości. Często korzystają z nich: Simone Rocha, Sarah Burton z Alexander McQueen, Giambattista Valli, Alessandro Michele z Gucci, Julien Dossena z Paco Rabanne czy Kate i Laura Mulleavy z Rodarte. Regencycore doskonale się w te tendencje wpisuje, bo choć sama regencja księcia Walii trwała dziewięć lat, to o modzie regencyjnej często mówi się jako o tej panującej do czasów wiktoriańskich.

Inna rzeczywistość

Jest jeszcze jeden aspekt obecnej mody na historię. Według ekspertek psychologii mediów, dr Pameli B. Rutledge i dr Shiry Gabriel, oglądanie filmów kostiumowych przynosi pozytywne korzyści, w tym poprawę zdrowia psychicznego. Nic więc dziwnego, że w tak trudnym roku, jakim był 2020, jeszcze chętniej wracamy do ulubionych historycznych dramatów, a nowe produkcje, jak „Małe kobietki”, „Emma” czy właśnie „Bridgertonowie”, biją rekordy popularności. „Oglądając kolejny odcinek serialu kostiumowego, na błogie 40 minut przenosimy się do świata niezwykle oddalonego i różnego od tego, w którym obecnie żyjemy. Łatwiej jest zapomnieć o swoich problemach, gdy zastanawiasz się, jak do licha żyli ludzie, którzy musieli borykać się z koniecznością korzystania z nocnika, nie wspominając już o niepraktycznych ubraniach”, czytamy w magazynie wydawanym przez British Council. Przenosząc się do czasów bez prądu, bieżącej wody i zwyczajnych dla nas wygód, zdajemy sobie sprawę z tego, w jak komfortowych czasach żyjemy. Obserwujemy świat bez telefonów, Inter­netu i aplikacji, w którym rozrywką byli inni ludzie, a życie toczyło się wolniej. Na listy czekało się tygodnie lub miesiące, podczas gdy dzisiaj na wysłane wiadomości spodziewamy się natychmiastowej odpowiedzi.

Keira Knightley w filmie „Duma i uprzedzenie” (2005). (Fot. BEW) Keira Knightley w filmie „Duma i uprzedzenie” (2005). (Fot. BEW)

W czasach rozszalałego konsumpcjonizmu i świata instant mamy wyrzuty sumienia, gdy się nie rozwijamy albo nie jesteśmy produktywni, co przy lockdownie może być szczególnie uciążliwe. Podróże po przeszłości pozwalają więc nie tylko oderwać się na chwilę od tego, co wokół, lecz także utwierdzają w przekonaniu, że wolniejszy i niezależny od Internetu tryb życia też może być fascynujący. Załóżmy więc suknię z wysokim stanem, perły i biżuterię w stylu regencycore i wirujmy w rytm walca. Nawet jeśli na razie tylko we własnym domu.