1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

„Club Zero” już w kinach. Dlaczego film wywołał tyle zamieszania? Rozmowa z aktorką Mią Wasikowską

Mia Wasikowska (Fot. materiały prasowe)
Mia Wasikowska (Fot. materiały prasowe)
Nominowany do Złotej Palmy „Club Zero” od dziś można oglądać na ekranach polskich kin. Dlaczego ten film wywołał tyle zamieszania? Odpowiada Mia Wasikowska, odtwórczyni głównej roli.

Nie musimy jeść, żeby żyć, twierdzi twoja bohaterka. Grana przez ciebie nauczycielka, pani Nowak, zaczyna od tego, że przekonuje swoich uczniów, żeby skupili się na każdym kęsie jedzenia, poczuli wyraźnie wszystkie smaki. Brzmi świetnie, tylko że później już tak pięknie nie jest. Rozumiesz ją?
W przeciwieństwie do wielu innych aktorów nie czuję, że muszę bronić mojej postaci lub że ktoś musi ją koniecznie polubić. Tak czy inaczej, kiedy przeczytałam scenariusz po raz pierwszy, uważałam, że pani Nowak przede wszystkim manipuluje innymi. Wie, co robi, i lubi mieć władzę oraz kontrolę. A jednocześnie ona naprawdę wierzy, że postępuje słusznie i że ocala swoich uczniów.

Przygotowując się do filmu, przeprowadziliśmy wiele wywiadów z młodymi ludźmi. I chcieliśmy pokazać, że noszą oni w sobie dużo lęku – o siebie, o świat, który ulega rozpadowi, środowisko, ekologię, a także że przejmują lęki swoich rodziców. Do tego dochodzi niska samoocena. W tym sensie w pani Nowak nie wszystko jest złe. Ona wypełnia w młodych ludziach jakąś lukę. Daje im szansę na pewną sprawczość czy wybór. Wszyscy przecież szukamy czegoś, co sprawi, że poczujemy się pewniej w życiu, odnajdziemy jego sens i cel.

Tutaj celem jest uniezależnienie się od jedzenia. Oglądamy kolejne stopnie wtajemniczenia – coraz mniej i mniej kalorii, wszystko po to, żeby wstąpić do tytułowego klubu zero. Jak to bywa w filmach reżyserki Jessiki Hausner, można tę historię brać dosłownie lub metaforycznie. Jak ty do niej podeszłaś?
Dla mnie to jest opowieść o tym, że ludzie tak mocno chcą wierzyć w to, co robią, tak mocno chcą wierzyć w siebie, że może to być zgubne. Z jednej strony podejście pani Nowak jest naturalne i zdrowe, bo ona uniezależnia swoich uczniów od rodziców, odcina ich pępowinę, w wieku nastoletnim to normalne. Tyle że jednocześnie oni zaczynają zachowywać się tak, jak tego od nich oczekuje, a nie tak, jak sami potrzebują. Nasz film pokazuje, jak łatwo ulegamy pewnym ideom, i myślę, że dzieje się to właśnie głównie z lęku i niepokoju, bo to ta emocja jest w naszym filmie najważniejsza.

„Club Zero” (Fot. materiały prasowe) „Club Zero” (Fot. materiały prasowe)

Wasikowska, pani Nowak – skorzystam z okazji i zapytam cię o polskie korzenie. Na ile kwestia pochodzenia i tożsamości narodowej jest dla ciebie ważna?
Czuję wielką sympatię do Polski i polskiej kultury, co oczywiście jest związane z moją rodziną – mamą i babcią. Kiedy przeprowadziły się do Australii, moja mama, Marzena Wasikowska, która dziś jest fotografką, miała 12 lat. Ja sama nie dorastałam w Polsce, ale byłam tam wiele razy, dlatego śledzę z uwagą wszelkie przejawy polskości, które dostrzegam w kobietach z mojej rodziny. Od zawsze czułam się z nimi bardzo związana i na tym budowałam swoją tożsamość.

Co właściwie oznacza ta polskość w tobie? Ta, którą przekazały ci mama i babcia?
Na przykład to, że w mojej rodzinie codziennie jemy gotowane jajka [śmiech]. A już na pewno w samolocie i na wynos, a w moim zawodzie często się podróżuje.

Mówiąc już bardziej serio, moja babcia ma w tej chwili 88 lat i ostatnio, kiedy odwiedzałam ją w jej domu w Canberze, prosiła mnie, żebym pomogła jej wejść na drabinę. Nie ma mowy, żebym to ja weszła i w czymś ją wyręczyła. Chyba wyobrażasz sobie, jaka byłam tym przerażona, przecież mogła się przewrócić, złamać kość, wylądować w szpitalu. A jednocześnie byłam pełna podziwu, bo oczywiście weszła na tę drabinę, nie dała za wygraną. Babcia całą sobą udowadniała mi: ja nie dam rady?! Nie było szans, żeby się jej sprzeciwić. Myślę, że właśnie tak zachowują się osoby ocalałe z Holokaustu, szczególnie kobiety z pokolenia mojej babci. Kiedy wybuchła wojna, to właśnie jej udało się przeżyć.

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się też nad międzypokoleniowym przekazywaniem lęku i traumy. Chyba jestem pierwszym pokoleniem kobiet w mojej rodzinie, które zagląda głębiej w to, co trudne, i uczy się sobie odpuszczać. Ale to, co dostałam od polskich kobiet, to na pewno jest niebywała odporność w życiu i wielka duma, że jestem do nich podobna.

Wróćmy do najnowszego filmu – o trudnych tematach mówi się w nim z dużą dawką ironii i absurdu. Czy myślisz, że to może działać kojąco? Ja, jako rodzic, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo jednak wizja, że moje dziecko byłoby w wieku nastoletnim wystawione na taką próbę, jest przerażająca.
Wiesz, ja w ogóle mam w sobie ogromny podziw i empatię dla rodziców. Moja siostra jest samodzielną matką i wierzę jej, kiedy mówi, że to są trudne czasy na bycie rodzicem.

Pamiętam, kiedy urodził się mój siostrzeniec, i jak wtedy, 12 lat temu, zamieszkałam razem z siostrą. Zresztą do niedawna mieszkałyśmy tuż obok siebie, ale teraz siostra wyprowadziła się z Sydney i nie jestem, delikatnie mówiąc, z tego powodu zachwycona. Mam prawie syndrom odstawienny, na szczęście często ich odwiedzam. Tak więc sama nie jestem mamą, ale na pewno jesteśmy z moimi siostrzeńcami i siostrzenicą mocno zżyci. Jednocześnie mam wobec swojego „rodzicielstwa” wiele wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę nie wiemy, do jakiego świata właściwie wychowujemy dzisiaj dzieci.

Rodzice wszędzie słyszą dzisiaj o tym, że powinni więcej uwagi poświęcać dzieciom, które czują się zagubione, ale warto pamiętać, że my też nie jesteśmy wszechmocni, że nie da się robić wszystkiego, wszędzie, naraz.
Dlatego warto robić to, co faktycznie można: być obecnym, empatycznym, słuchać i kochać, to są rzeczy, które mogą realnie wpłynąć na dziecko. Stawiać jednocześnie pewne granice. Tak, to banały, ale ważne jest, żeby nie mieć poczucia winy, dając z siebie tyle, ile możemy. Myślę, że właśnie o to chodzi – nie chcieliśmy tym filmem nikogo pouczać ani zirytować, a jedynie skierować słup światła na nastolatków. Chciałabym w ogóle życzyć wszystkim dzieciakom ogarniętych dorosłych. A dorosłym – dużo wsparcia!

Mia Wasikowska, rocznik 1989. Popularność zyskała w 2008 roku dzięki roli w serialu „In Treatment”. Aktorka jest znana między innymi z filmów „Jane Eyre”, „Alicja w krainie czarów”, „Tylko kochankowie przeżyją”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze