1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Fin del mundo?” – głośniej nad tą trumną. Recenzja filmu Piotra Dumały

„Fin del mundo?” – głośniej nad tą trumną. Recenzja filmu Piotra Dumały

„Fin del mundo?” (Fot. materiały prasowe)
„Fin del mundo?” (Fot. materiały prasowe)
Piotr Dumała, wybitny reżyser animacji, śpiewa nam piosenkę o końcu świata. I nie jest to smętna kołysanka. Jego trzeci film fabularny „Fin del mundo?” urządził nam na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni elektryzujący promieniami X danse macabre, o dziwo upiornie wesoły.

Czy postawienie znaku zapytania w tytule zapowiadającym koniec świata w rzeczywistości go kwestionuje? Gdyby Dumała był reżyserem oddanym rzeczywistości, może moglibyśmy rozłożyć tę hipotezę na części pierwsze w poważnej recenzji filmowej. Ale kto zna twórcę, ten wie, że unikalne poczucie humoru wynosi go o wiele, wiele wyżej ponad przewidywalnych narratorów. Dumała woli szalone sny, rozmyte granice i mgłę, z której wyłania się stara willa – miejsce akcji jego nowego filmu „Fin del Mundo?”.

Jest więc sobie stary dom i zamieszkująca go dziwna rodzina. Od pierwszego onirycznie oświetlonego kadru widz zastanawia się, czy na pewno wszyscy tu są żywi, tym bardziej że z piwnicy (być może także z freudowskiej piwnicy podświadomości) wyłaniają się zmarli stuletni rodzice, tradycyjnie, jak co rano, zmierzając do kuchni na rodzinne śniadanie. Bo „rodzina powinna być razem, tak powinno być”, jak mówią bohaterowie. Przy wspólnym stole mamy jeszcze trzy siostry rodem z Czechowa, ich brata Waldiego – najbardziej wycofanego, choć „widzącego więcej” – i dodatkowych członków rodziny, którzy jak w teatrze czekają jeszcze na swoją rolę za kulisami. Dom duchów?

Bardzo szybko Dumała wyprowadza nas z koncepcji „Innych”, zmierzając raczej w kierunku literatury absurdu. Do drzwi za moment zapuka Generał, zza futryny wyłoni się lekko nieobecny Pierre z łukiem na ramieniu, na kolację wszystkim zostanie podane ciasto, a potem szybko wskoczymy w temat narastającej intrygi politycznej, w którą uwikłana zostanie ta dumałowska familia. Nie rozumiecie? I bardzo dobrze. Właśnie w tym cały geniusz scenarzysty i reżysera w jednej osobie Dumały.

Ta historia fabularnie galopuje w kilku kierunkach, ma nieskończoną ilość kontekstów i interpretacyjnych rozgrywek, a porządkuje to wszystko świetna montażowa praca Agnieszki Glińskiej, która z dwudziestu kilku godzin materiału uszyła półtoragodzinny film będący jednocześnie tragikomedią, teatrem absurdu, jak i westernem z elementami malarskości. Mistrz literacko-rysunkowej groteski Roland Topor byłby największym fanem tego obrazu.

Piotr Dumała to zresztą wyznawca synestezji, łączenia gatunków, zmysłów, sposobów percepcji. Kocha literaturę, powołuje się na nią świadomie, ale słowo to nie wszystko. Sam jest animatorem, myśli obrazem, co widać nie tylko w komponowaniu kadru, ale i w dekoracjach jak z poprzedniej epoki – pełno tu bibelotów, zakurzonych mebli, skrzypiących drzwi jak z podupadłej szlacheckiej willi, w której wiele się wydarzyło, a jeszcze więcej ma się wydarzyć. Obraz budują także świetne kostiumy Doroty Roqueplo w bardzo znaczącej palecie kolorystycznej. W tych dekoracjach na wyżyny gry aktorskiej wchodzi doskonała obsada: Andrzej Szeremeta, Mariusz Bonaszewski, Gabriela Muskała, Stanisław Brudny, Aleksandra Popławska, Helena Norowicz. Za tym wszystkim gra muzyka debiutującego w filmie fabularnym Sebastiana Ładyżyńskiego. Ona też prowadzi nas przez zaułki tej historii, gdzie w jednym momencie siedzimy z parą żywych trupów w piwnicy, by za chwilę trafić na „tekturowe” lotnisko, a potem do pociągu.

„Fin del mundo?” (Fot. materiały prasowe) „Fin del mundo?” (Fot. materiały prasowe)

A pociągi w tym filmie są dwa: jeden słoneczny, zmierzający do Argentyny, a drugi mroczny – w którym „widzący więcej” Waldi z rentgenem w oczach ma pomóc tajnym służbom w misji podczas spotkania prezydentów… I tu robi się poważnie. Bo film Piotra Dumały powstawał przed pandemią, kiedy reżyser nie miał prawa wiedzieć, co wydarzy się za naszą wschodnią granicą. A jeszcze bardziej nie miał możliwości wyobrazić sobie tych prawdziwych pancernych pociągów z czołówek politycznych newsów, które w ostatnim roku stały się centrum dowodzenia światem.

Widocznie Dumała mimo tego, że chce się śmiać, mógłby być też profetą. Tylko że nie chce. Nawet krwawo rozgrywając finał, zachęca do kultywowania Santa Muerte, pozostając w językowej wersji tytułu. Prosimy głośniej nad tą trumną. Bo po końcu świata jest tylko i aż znak zapytania.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze