1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Co robić, gdy ktoś bliski podejmuje nieodwracalną decyzję? O filmie „Lęk” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe)
Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe)
Co robić, gdy ktoś bliski podejmuje nieodwracalną decyzję? Przekonywać do zmiany za wszelką cenę? Towarzyszyć wbrew sobie? O filmie „Lęk” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland.

Martyna Harland: „Lęk” Sławomira Fabickiego konfrontuje nas z największym chyba lękiem – przed śmiercią.
Grażyna Torbicka: Kino nie podejmuje często takich tematów, jak samobójstwo czy samobójstwo wspomagane. To temu ostatniemu chce się poddać główna bohaterka Małgorzata, która jest osobą terminalnie chorą. W dodatku nie robi tego samotnie, towarzyszy jej siostra, Łucja. Bardzo ciekawiło mnie, w jaki sposób przebiegnie ten proces.

W „Supernovej” Harry’ego Macqueena, o której kiedyś rozmawiałyśmy, widzimy parę, w której jeden z partnerów dowiaduje się o ciężkiej chorobie. Cierpi na demencję, nie chce być od nikogo zależny, obawia się momentu, kiedy nie będzie już panował nad swoim życiem, ale to jednak inna sytuacja niż u Fabickiego, gdzie siła rażenia jest większa, bo chodzi o konfrontację bezpośrednio ze śmiercią, która przecież czeka każdego, choć usilnie oddalamy od siebie te myśli.

Co twoim zdaniem wybija się na pierwszy plan w relacji sióstr? Jaki problem? Ja czuję, że bliskiej osobie trzeba pozwolić odejść...
To normalne, że młodsza siostra czuje opór i niezgodę na śmierć bliskiej osoby. Po prostu chciałaby mieć Małgorzatę obok siebie możliwie jak najdłużej. Dlatego właśnie wspomniałam o filmie „Supernova”, w którym również pojawia się ten wątek. Z drugiej strony myślę, że w każdym z nas jest pewnego rodzaju poczucie, że mamy obowiązek nie zgadzać się na to, że ktoś, kogo kochamy, podejmuje taką decyzję. Bo jednak chcemy walczyć o zdrowie najbliższych.

A jednak Łucja robi to tylko do pewnego momentu.
Przyglądamy się procesowi przemiany psychologicznej, którą przechodzi młodsza siostra w czasie wspólnej podróży do kliniki w Szwajcarii. Łucja zaczyna rozumieć, że skoro kocha Małgorzatę, to powinna towarzyszyć jej w odejściu. I to jest właśnie najciekawsze w tym filmie.

Jednak nie każdy ma w sobie taką siłę i myślę, że ma prawo tego nie robić, jeśli to dla niego zbyt wiele. Uważam, że żadne tzw. instrukcje obsługi obchodzenia się z żalem po stracie albo rady, jak towarzyszyć drugiej osobie w odchodzeniu – nie mają racji bytu, bo każdy przeżywa to inaczej.
Oczywiście są osoby, które nie chcą, nie potrafią czy nie mogą towarzyszyć w odchodzeniu bliskiej osoby. Jednak czy potem nie będą sobie wyrzucały, że może temu komuś byłoby łatwiej, gdyby miał przy sobie nas, a nie odchodził w samotności? Myślę, że na początku Łucja nie była gotowa na towarzyszenie siostrze. Dopiero na naszych oczach zaczyna ją rozumieć, patrzeć na świat z jej perspektywy, żeby ostatecznie w finale stać się zupełnie inną kobietą, z innymi wartościami. Moim zdaniem będzie też silniejsza.

Magdalena Cielecka w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe) Magdalena Cielecka w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe)

A potrafisz powiedzieć, jak zachowałabyś się w podobnej sytuacji?
Pewnie robiłabym wszystko, żeby odwieść bliską mi osobę od decyzji o zakończeniu życia przez wspomagane samobójstwo. Może jednak, widząc jej cierpienie, starałabym się przeżyć to razem z nią. Ale to jest niewyobrażalne do momentu, gdy się w podobnych okolicznościach znajdziemy... Dlatego właśnie ten film jest tak cenny, bo daje szansę w miarę spokojnie spojrzeć na tego typu sytuację z boku i rozważać różne opcje. Czy być przy tej osobie, znaleźć w sobie siły za wszelką cenę? Jakim kosztem? Czy może lepiej tego nie robić? Mamy prawo do takiej świadomej decyzji.

Właśnie odpowiedziałyśmy na pytanie: dla kogo to może być filmoterapia. Myślę, że „Lęk” oswaja temat odchodzenia, nie zalewając nas jednocześnie rozpaczą.
Na tym polega siła tej opowieści: wspólnie z bohaterkami ruszamy w podróż przez pół Europy i mamy czas, żeby się z tą sytuacją oswoić. Powoli odkrywamy kolejne elementy układanki: starsza siostra jest chora, ich matka też zachorowała i zmarła na raka, córki opiekowały się nią do końca, a matka niestety bardzo cierpiała i chyba nie odeszła w zgodzie ze sobą. Akcja toczy się w wolnym tempie, dzięki czemu jesteśmy w stanie oglądać film, stajemy się ciekawi, co Małgorzata zaplanowała. Jak się przygotowywała? O co zadbała? Nie odrzucamy tej opowieści, bo ona nas w pewnym sensie wzmacnia. A zarazem widzimy, że życie jest z jednej strony pełne chwil wielkich i wzniosłych, a z drugiej – małych czy miałkich. Moim zdaniem „Lęk” może rezonować z osobami, które mają bliskich terminalnie chorych.

Nie mam jeszcze doświadczenia straty bliskiej mi osoby. Tobie zmarł tata, czy to przeżycie jakoś wpłynęło na odbiór tego filmu?
Pewnie tak, chociaż nie przeżyłam odchodzenia bliskiej mi osoby, która długo cierpiała w chorobie. Jednak pamiętam Korę, która do ostatnich chwil walczyła z nowotworem, podziwiałam ją za to, że wciąż ma w sobie radość i szuka różnych terapii czy rozwiązań. Ona żyła do końca. Dlatego dla mnie osobiście trudne w „Lęku” jest to, że główna bohaterka decyduje się na taki koniec. Myślę, że zawsze kłębi się w naszej głowie myśl: a może jutro wynajdą jakiś lek? Może jest jakaś nadzieja?

Dla mnie kluczowe są dwie sceny. Pierwsza z nich pokazuje, że osoba chora czy z niepełnosprawnością ma potrzeby seksualne, a u nas nie ma asystentów seksualnych działających w charakterze terapeutycznym...
Zgadzam się z tym, co mówisz i z potrzebą takich terapeutów, jednak nie wydawało mi się, żeby bohaterka potrzebowała akurat w tym momencie tego, co robi Łucja. Było to dla mnie mało zrozumiałe. Może jeśli to wydarzyłoby się wcześniej, poczułabym, że pomoże jej trochę ukoić cierpienie, ale sama nie wiem…

Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe) Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz w filmie „Lęk” (Fot. materiały prasowe)

I druga – z czekoladą, uruchamiająca wyobraźnię.
To bardzo dobra scena; pokazuje, że Małgorzata wszystko przemyślała. Od początku nosi przy sobie czekoladę, bo wie, że środek, który będzie piła, jest bardzo gorzki i trzeba go czymś zagryźć.

To jest też opowieść o umiejętności rozmawiania, porozumiewania się i niezakrywania uszu ani oczu na śmierć, bo to jest część życia i część każdego z nas.

Nawet teraz trudno nam się o tym rozmawia. Nie mamy tego tematu oswojonego...
Bo nikt nie chce o tym myśleć! Ale jeśli już ten moment nadejdzie, to może ktoś odnajdzie pewnego rodzaju pomoc w postaci scen, które w tym filmie zobaczy. Dlatego właśnie uważam, że on jest potrzebny, bo tego tematu brakuje w polskim kinie.

Jednak ja zawsze będę chciała zostać przy życiu… gorączkowo! Myślę, że główna bohaterka również nie jest pogodzona ze śmiercią, ale po prostu nie ma już wyjścia.

„Lęk” obejrzeć można na platformach Cineman oraz Polsat Box Go.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze