1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Co się wydarzyło w Alpach? O filmie „Anatomia upadku” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Sandra Hüller w filmie „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Sandra Hüller w filmie „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Najnowszy film Justine Triet zgarnął do tej pory nie tylko Złotą Palmę, lecz także dwa Złote Globy i aż pięć nagród Europejskiej Akademii Filmowej. Co sprawia, że ten kameralny dramat ma taką siłę rażenia – zastanawiają się filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Na ostatnim festiwalu filmowym w Cannes, gdzie film miał swoją premierę, wszyscy mi mówili: koniecznie zobacz „Anatomię upadku”, to coś absolutnie dla ciebie! Dlaczego – twoim zdaniem – warto go zobaczyć?
Grażyna Torbicka: Bo jest świetny! Ma precyzyjnie skonstruowany scenariusz, jest bardzo dobrze zagrany i wyreżyserowany. Cały czas trzyma w napięciu, a każda kolejna minuta uruchamia naszą wyobraźnię. To anatomia upadku relacji między nią a nim, której świadkami są ich syn, ich pies i my – widzowie. To też anatomia upadku w dosłownym rozumieniu tego słowa – upadku, czyli samobójstwa, a może morderstwa?

Już pierwsza scena przykuwa naszą uwagę, jest naprawdę mistrzowskim zawiązaniem akcji. Widzimy dwie młode kobiety: odnoszącą sukcesy pisarkę Sandrę (w tej roli świetna Sandra Hüller) oraz młodą dziennikarkę, która stara się przeprowadzić z nią wywiad. Rzecz dzieje się w domku położonym we francuskich Alpach. Nagle z góry zaczyna docierać bardzo głośna muzyka, którą puszcza mąż głównej bohaterki. Specjalnie jej przeszkadza i już czekamy na odpowiedź, dlaczego to robi. W dodatku przez jego głośne granie my, widzowie, też nie jesteśmy w stanie spokojnie posłuchać odpowiedzi Sandry. Świetny zabieg, bo ten facet już budzi naszą niechęć, choć jeszcze go nie zobaczyliśmy. I właśnie tak skonstruowany jest cały film, nieustannie musimy weryfikować swoje zdanie na temat ich relacji pod wpływem nowych emocji. To fantastyczne!

„Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films) „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Ona i on są artystami, a wiemy, jak to się czasem kończy, choćby z filmu „Annette” z Adamem Driverem i Marion Cottilard, w którym para przerzuca się obowiązkami domowymi, nikt nie chce poświęcić się bardziej. Ja czuję, że Sandra ma po prostu większy talent lub większą łatwość w tym, co robi, niż jej mąż Samuel. I to go zjada od środka.
W moim odczuciu to właśnie było przyczyną konfliktu tej pary. On nie był spełniony zawodowo, ale też miał poczucie, że nie wypełnił należycie obowiązku opieki nad dzieckiem. W miarę oglądania filmu dowiadujemy się bowiem, że ich syn uległ w przeszłości wypadkowi, w wyniku którego stracił wzrok. Ojciec miał go odebrać z przedszkola, ale nie zrobił tego, bo był zbyt pochłonięty pisaniem książki. Świadomie czy nie, czuje się winny tej sytuacji. Narasta w nim frustracja i w efekcie zaczyna przerzucać winę na innych.

Rykoszetem dostaje zawsze ten, kto jest akurat najbliżej, czyli w tym wypadku żona.
Samuel zarzuca Sandrze brak zainteresowania ich życiem domowym, skupienie tylko na własnej karierze, a przecież to, że zamieszkali w domu na odludziu, nie było jej wyborem. Sandra zgodziła się na to, bo wydawało się jej, że on tego bardzo potrzebuje, że to pozwoli mu tworzyć. Chociaż jej ta sytuacja i przeprowadzka kompletnie nie odpowiadały, zrobiła to dla niego. Po to, by utrzymać związek.

„Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films) „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Mimo to Samuel uważa, że bardziej niż ona poświęcił się dla rodziny.
Moim zdaniem Sandra ma bardzo fajny i zdrowy stosunek do życia. W decydującej scenie, która jest retrospektywą rozmowy między nią a nim, a właściwie zapisem ich kłótni, widać, że ona daje mu całkowicie wolną rękę. Mówi: „Okej, zrób tak, jak chcesz zrobić, szanuję to. Nie będę ci w niczym przeszkadzać”. I chyba to jest dla niego najgorsze, bo wolałby, żeby postawiała mu jakieś twarde warunki. Pomogła albo powiedziała, jak żyć.

Im jestem starsza, tym bardziej wydaje mi się, że wiele osób wolałoby usłyszeć od partnera czy partnerki jasno i wyraźnie, co mają zrobić i jak żyć.
Zgadzam się z tobą, sama znam związki, w których to partnerka reprezentuje taką pasywną postawę. To zależy chyba od naszych cech charakteru, siły osobowości i świadomości, czy umiemy znaleźć swoje miejsce w życiu i czy umiemy się pogodzić z tym, że pewne cele są dla nas nie do osiągnięcia, bo nie mamy na przykład dość talentu, szczęścia, samozaparcia, niezależności, wiary w siebie, a może cierpliwości – przyczyn może być wiele.

„Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films) „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Myślę, że to ona jest w tym związku silniejsza, a on pogubiony.
Ona zdecydowanie jest silniejsza, bo udaje jej się robić w życiu to, co chce. Przy czym jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy ma się rodzinę, to owszem, można robić to, na co ma się ochotę, ale do momentu, kiedy twoje postępowanie nie zadaje bólu drugiej osobie.

Po wypadku Sandra starała się, aby ich syn wiódł jak najbardziej normalne życie i nie miał poczucia, że utrata wzroku czyni go mniej wartościowym. Tym samym jej wolność też została ograniczona, bo inaczej opiekujesz się dzieckiem, które jest w pełni sprawne.

We mnie sprzeciw wzbudziły sceny, w których syn pary przysłuchuje się całemu procesowi o zabójstwo ojca.
A mnie właśnie to się bardzo spodobało, bo dzięki temu mogliśmy być świadkami przyspieszonego procesu dojrzewania chłopca. Uważam, że to on właśnie jest najbardziej sprawiedliwym sędzią w tym procesie.

Z drugiej strony dziecko zawsze będzie próbowało znaleźć usprawiedliwienie dla rodzica. Czy w związku z tym jego werdykt może być obiektywny?
Dlatego „Anatomię upadku” warto obejrzeć kilka razy, żeby zwrócić uwagę na wszystkie niuanse. Scenariusz jest nafaszerowany sytuacjami, drobiazgami i tropami, które nas mylą. To jest specjalnie zrobione w ten sposób, żebyś jako widz czy widzka nie była pewna, co się właściwie stało…

„Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films) „Anatomia upadku” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Mocno zdenerwowała mnie też scena z psycho­terapeutą, który zeznaje w sądzie i tak jednostronnie wypowiada się o przypadku swojego pacjenta. Nie przekonuje mnie jego twierdzenie, że: „po jakimś czasie spędzonym z pacjentem wiem, co jest prawdą, a co nie”. Myślę, że nie postępuje tu etycznie ani profesjonalnie.
Uff, a już myślałam, że to całkiem typowe zachowanie psychoterapeutów zeznających w sądzie!

Mimo to uważam, że to świetna przestroga dla wszystkich par: idźcie na terapię, zanim będzie za późno! Nigdy nie dopuśćcie, by frustracja sięgnęła sufitu. Bo jak pada w filmie: „Czasem związkiem rządzi chaos i wszyscy są zagubieni. Czasem walczymy razem, czasem w samotności, a czasem ze sobą”.
Tak, to opowieść dla tych, którym się nie układa w związku. I którym wydaje się, że kryzys małżeński jest dla małego dziecka nieodczuwalny. „Anatomia upadku” pokazuje, jak łatwo wydajemy sądy, jak oceniamy innych, jak usprawiedliwiamy swoje błędy. Uważam więc, że każdy odnajdzie tu coś ze swojego życia.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze