1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Trener bardzo osobisty: Gerard Butler w pułapce komedii romantycznej

Trener bardzo osobisty: Gerard Butler w pułapce komedii romantycznej

Monolith
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nie tylko tytuł tego filmu jest strzałem w kolano, ale wszystko: od fabuły po konwencję komedii romantycznej.

Gdy widzę Gerarda Butlera na plakacie, podpisanego jako Pan Trener Bardzo Osobisty, a wokół wianuszek pięknych i bardzo dobrych aktorek, myślę sobie: to będzie lekka komedia w stylu "Hitch" o wyrywaniu kobiet w poszukiwaniu tej jedynej. Albo coś w stylu Allena: jeden niezdecydowany facet i perypetie miłosne z kolejnymi uwodzicielkami, z morałem w tle. Jakże się mylę!

Zacznijmy od tytułu. Oryginalny "Playing for Keeps" oznacza grać na poważnie, postawić wszystko na jedną kartę, oczekiwać ostatecznego i trwałego wyniku. I to właśnie robi bohater tego filmu. George (Gerard Butler) to były piłkarz, który przerwał karierę w wieku 36 lat, przepuścił kasę na złe inwestycje, a dziś nie stać go nawet na wynajem przybudówki. Jeszcze w latach świetności odszedł od żony i dziecka, a dziś - mając w perspektywie niewesołą przyszłość - próbuje się pozbierać. Przez przypadek decyduje się zostać trenerem drużyny piłkarskiej, w której gra jego małoletni syn. Stara się tym samym odzyskać jego zaufanie oraz - gdy dowiaduje się, że jego była zamierza ponownie wyjść za mąż - także utraconą miłość (Jessicę Biel). Czyli próbuje dokonać konkretnego zwrotu, który zaważy na jego życiu na dobre. Tytuł "Trener bardzo osobisty" podkreśla te wątki w filmie, które w ogóle nie mają znaczenia dla istoty całej historii.

Fabuła filmu jest przewidywalna do bólu, w dodatku ani wątek główny, ani poboczne nie emanują niczym, co pozwoliłoby nam choć na chwilę uśmiechnąć się do tej historii. George zdaje się lawirować od jednego do drugiego wydarzenia w swoim życiu, a wyzwanie podejmuje dopiero wtedy, gdy właściwie wiemy, co się wydarzy. W dodatku - co zupełnie niepodobne do bohatera jego pokroju - zdaje się być ofiarą notorycznie uwodzących go kobiet. Tu jedna uwaga - nie wiem, komu przyszło do głowy, że profil rozwódki lub rozczarowanej mężem trzydziestoparolatki ogranicza się do emanowania seksem, histerycznego śmiechu lub brania ludzi na litość. Ani to zabawne, ani smaczne, ani do niczego nie prowadzi. W dodatku - i to jest dla mnie największym zaskoczeniem - w tych rolach wystąpiły takie aktorki, jak Uma Thurman i Catherine Zeta-Jones!

I to smutne, bo w filmie Gabriela Muccino, twórcy tak wzruszających obrazów jak "Siedem dusz" czy "W pogoni za szczęściem", nie ma najmniejszego prawdopodobieństwa psychologicznego w zachowaniu i decyzjach głównych bohaterów. W dodatku postaci epizodyczne, jak karykaturalny Denis Quaid, są dramatycznie przerysowane w ramach swojej roli. Jedyny ciekawy wątek w tej całej opowieści to relacja George'a z synem, zwłaszcza gdy reżyser pokazuje, że dojrzałością ojciec od syna nie odbiega. Szkoda, że ta opowieść ograniczyła się do kilku scen.

Ostatnio magazyn "Atlantic" popełnił bardzo mądry tekst, pod tytułem: "Dlaczego komedie romantyczne są tak bardzo złe". Autor sugeruje w nim, że powodem jest wyczerpanie wszystkich mniej lub bardziej atrakcyjnych pomysłów na fabułę i pozostaje albo powtórzyć historię i zagrać ciekawie formą, albo zmienić formułę i zaskoczyć widza inną konwencją. "Trener bardzo osobisty" to kolejny dowód na to, że czas na zmiany, panowie producenci.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze