1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Gorąca dekada

Gorąca dekada

Minęła pierwsza dekada XXI wieku. Od dziesięciu lat hasło: "przyszłość jest teraz", przestało być pustym sloganem i opisuje rzeczywistość. Warto chyba pokusić się o małe podsumowanie. Co zdarzyło się w polskiej sztuce przez pierwsze dziesięć lat trzeciego tysiąclecia - i co z tego wynika?

Opowieść o ostatniej dekadzie trzeba zacząć od triumfalnego stwierdzenia: było to udane dziesięć lat, czas, w którym polska sztuka zrobiła realną miedzynarodową karierę. Za lokomotywy tego sukcesu posłużyły gwizady: malarz Wilhelm Sasnal, igrającu z popem i kinem postkonceptualista Piotr Uklański, polityczny radykał Artur Żmijewski, uduchowiony mistrz realnych utopii i spełniajacych się marzeń Paweł Althamer, teatralna, zmieniająca co chwilę wcielenia Katarzyna Kozyra, mistrz ciężkiego kalibru i dramatycznej ciszy Mirosław Bałka. W ostatnich dziesięciu latach chodziło jednak o coś więcej niż osiągniecia artystycznych indywidualności; w Europie zapanowało przekonanie, że w Polsce trwa jakiś ferment, który daje sztukę soczystą, pikantną, oryginalną w smaku i pożywną intelektualnie. "Nowa sztuka z Polski" stała się marką, pod którą dobrze się występuje - również młodym, mało znanym twórcom, których artystyczna narodowość pozytywnie kojarzy się na świecie.

Wyjście z galerii

Pierwsze dziesięc lat XXI należało do młodych ludzi, którzy przejęli scenę artystyczną około roku 2000. Było to urodzone w latach 70. pokolenie hybryda, które dojrzewało w kapitalistycznej, konsupmcyjnej i demokratycznej III RP, ale pamiętało również schyłek PRL-u - i artystycznie korzystało z obu tych doświadczeń jednocześnie.

Paweł Althamer i półtorej setki jego sąsiadów przebranych w złote kombinezony astronautów poleciało złotym samolotem do Brukseli. Piotr Uklański nakręcił po angielsku polski western, Joanna Rajkowska wybudowała sztuczny staw i dotleniała duszny od historycznych traum i antagonizmów plac w centrum Warszawy. Artur Żmijewski zbudował wiezienie i z udziałem ludzkich królików doświadczalnych prowadził w nim badania nad mechaniką społecznego zła. Monika Sosnowska zrobiła dziurę w suficie MoMA, a Mirosław Bałka opakował wielki kawał ciemności w stalowy kontener rozmiarów kamienicy i zaprosił setki tysięcy widzów londyńskiej Tate Modern, aby zmierzyli się z czystym mrokiem.

Monika Sosnowska „1:1”, Biennale w Wenecji, 2007/East NewsSztuka wyrwała się z izolacji, w której trwała od ustrojowej transformacji, kiedy to wydawała się podejrzaną grą uprawianą przez garstkę wtajemniczonych sekciarzy. Artyści wyszli z galerii na ulice. Duet Twożywo, który w latach 90. uprawiał artystyczną miejską partyznatkę, rozklejając nielegalnie autorkskie plakaty i wlepki oraz zostawiając na murach graffiti z szablonu, teraz realizuje w polskich miastach wielkie murale za przyzwoleniem i na zelcenie władz samorządowych. Jednak od pojawienia się sztuki w fizycznej przestrzeni publicznej jeszcze ważniejsze było jej wkroczenie w przestrzeń publicznej świadomości.

Wielkie bitwy z artystami

Na przełomie XX i XXI wieku sztuka współczesna w Polsce pozostawała w stanie, który Zbigniew Libera zręcznie nazwał "zimną wojną artystów ze społeczeństwem". Z artystycznego punktu widzenia lata 90. były konwulsyjne; sztuka zmieniała postać i poszerzała swoje granice o obszary naturalistycznie opisywanej cielesności i seksualności. Wkraczała świadomie w politykę i życie społeczne - krótko mówiąc, wpraszała się w pozaartystyczną rzeczywistość. Ta nagła inwazja sztuki na realny świat wywoływała szok i opór zaniepokojonej publiczności, której wydawało się, że sztukę lepiej byłoby trzymać zamkniętą bezpiecznie w rezerwacie muzeów. Artystycznym produktem firmowym lat 90. stały się więc skandale; oburzano się wypychaniem zwierząt przez Katarzynę Kozyrę, wykorzystywaniem w instalacjach ludzkich preparatów anatomicznych przez Grzegorza Klamana, naturalistyczną golizną, krytyką konserwatywnych obyczajów i religijności, wzrastającym w siłę feminizmem, nowymi dyskursami seksualnej tożsamości i emancypacji grup społecznie dyskryminowanych.

 

Symboliczna kulminacja tego napięcia nastapiła właśnie u progu ostatniej dekady, kiedy w listopadzie 2000 roku wystawa "Naziści" Piotra Uklańskiego padła ofiarą szarży aktora Daniela Olbrychskiego. Uklański zestawił kadry i fotosy filmowe przedstawiające słynnych międzynarodowych aktorów w rolach hitlerowców, gestapowców i esesmanów. Praca dotykała nieopanowanej fascynacji popkultury estetyką zła; ale dyskurs Uklańskiego wywołał nieprzewidziany efekt uboczny. W galerii "Nazistów" znalazło się zdjęcie Daniela Olbrychskiego w szykownym niemieckim mundurze. Podobnie jak wielu odbiorców sztuki aktor był zdezorientowany mieszaniem się porzadków obrazowaego przedstawienia, kulturowej fikcji oraz rzeczywistości i ostatecznie uznał, że ktoś próbuje wyzywać go od hitlerowców. Na potwarz zareagował, wcielając się w inną fikcyjną postać; uzbrojony w pamiątkę z planu filmowego, szablę sienkiewiczowskiego Kmicica, wdarł się do Zachęty i na oczach zaproszonej ekipy telewizyjnej porąbał wystawę Uklańskiego.

Szczęk szabli Olbrychskiego jeszcze na dobre nie ucichł, a już w tej samej Zachęcie prawicowi posłowie z kręgu Ojca Dyrektora usuwali meteor  z papier mâché, którym włoski artysta Maurizio Cattelan przygniótł woskową figurę przedstawiającą papieża Jana Pawła II. Wkrótce potem (2001 r.) rozpoczeła się afera Doroty Nieznalskiej, która obrazoburczą pracą "Pasja" oburzyła rzesze widzów (choć, nawiasem mówiąc, nigdy tej pracy nie widzieli). W 2003 roku artystka została skazana za obrazę uczuć religijnych na sześć miesięcy ograniczenia wolności.

Wilhelm Sasnal „Mościce 1”, 2005/East News

Gwiazdy sztuki

Wydawało się wówczas, że "wojna artystów ze społeczeństwem" przestaje być zimna i wkracza w fazę gorącą, w której przechodzi się od słów do czynów. W rzeczywistości jednak właśnie w okolicach procesu Nieznalskiej następowało przesilenie. Nieznalska straciła niemal dziesięć lat na siedzenie na rozprawach, ale odniosła w końcu moralne zwycięstwo - w 2009 roku, pod koniec dekady, po kolejnych apelacjach została w końcu uniewinniona, a sąd zwrócił jej aresztowane dzieło.

Katarzyna Kozyra, którą jeszcze pod koniec lat 90. konserwatywni publicyści wysyłali w felietonach do szpitala psychiatrycznego, stała się - wraz z całą generacją przedstawicieli sztuki krytycznej - artystką państwową celebrowaną w narodowych galeriach. Przy okazji retrospektywnej wystawy Wilhelma Sasnala z 2007 jej autor osiagnął wymiar gwiazdy pop. Jak grzyby po deszczu rosną nowe muzea sztuki nowoczesnej (w Warszawie, Toruniu, Krakowie, Wrocławiu). Sztuka współczesna, która przemocą wdarła się w rzeczywistość, ma dziś w niej swoje miejsce; to bodaj największe polskie osiągnięcie artystyczne pierwszej dekady XXI.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Sophie Taeuber-Arp – wybitna przedstawicielka awangardy

Portret Sophie Taeuber-Arp ukrywającej część twarzy za rzeźbą-obiektem „Głowa Dada” (1920). (Fot. materiały prasowe)
Portret Sophie Taeuber-Arp ukrywającej część twarzy za rzeźbą-obiektem „Głowa Dada” (1920). (Fot. materiały prasowe)
Zainteresowanie twórczością Sophie Taeuber-Arp nigdy nie było tak żywe jak dziś – co potwierdza największa od lat retrospektywna wystawa artystki przygotowana wspólnie przez trzy muzea.

Mamy rok 1916. Wielka Wojna jest dopiero na półmetku, ale nie trzeba czekać do jej finału, żeby dostrzec, że stary świat się skończył. Na polach bitew tej powszechnej rzezi kultura europejska poważnie się skompromitowała, stając na krawędzi moralnego bankructwa. Tak sprawy widzi grupa artystów, którzy skupili się w Zurychu wokół Cabaretu Vol-taire. Dlaczego akurat w Zurychu? Bo to do neutralnej Szwajcarii uchodźcy z różnych krajów, anarchiści, pacyfiści i dysydenci uciekali przed szaleństwem wojny. Właśnie rodzi się wywrotowy ruch dada – latem 1916 roku twórca Cabaretu Voltaire, niemiecki pisarz Hugo Ball, ogłasza pierwszy manifest dadaizmu. Wśród sygnatariuszy tego dokumentu jest młoda Sophie Taeuber.

Przede wszystkim wolność

W przeciwieństwie do większości dadaistów z Zurychu Taeuber była Szwajcarką. Przynajmniej z obywatelstwa i urodzenia. Przyszła na świat w 1889 roku w sanatorium w Davos, które Tomasz Mann miał później rozsławić w „Czarodziejskiej górze”. Ojciec przyszłej artystki, pruski farmaceuta, walczył w tym uzdrowisku z gruźlicą, zresztą bezskutecznie. Po jego śmierci wdowa wraz z dziećmi została w Szwajcarii na stałe.

Utalentowana plastycznie Sophie studiowała przed pierwszą wojną światową w St. Gallen, potem w Monachium i Hamburgu. Interesowały ją przede wszystkim sztuki stosowane, ale też taniec, teatr, projektowanie przestrzeni. Programy, które oferowały ówczesne szkoły artystyczne, wydawały się jej jednak zbyt zachowawcze, zbyt głęboko zakorzenione w myśleniu XIX-wiecznym, które – jak słusznie przeczuwała – choć wciąż jeszcze dominowało, należało już do przeszłości.

Jest przewrotna ironia w tym, że Sophie to, czego nie mogła znaleźć na uczelniach w czasie pokoju, odnalazła w Zurychu dzięki wojnie. Po 1914 roku za sprawą uchodźców w mieście powstała jedna z najbardziej kosmopolitycznych i najciekawszych scen artystycznych w ówczesnej Europie. Wśród przybyszy, którzy szukali azylu w Szwajcarii, był Hans Arp, artysta z alzackiego, niemiecko-francuskiego pogranicza, jeszcze przed wojną zaangażowany w międzynarodowe środowiska awangardowe. Sophie stworzyła z nim duet w sztuce i w życiu, a wkrótce oboje znaleźli się w ścisłym kręgu twórców Cabaretu Voltaire. Ideą skupionych wokół niego artystów było wyzwolenie twórczości z okowów konwencji, reguł, estetycznych dogmatów. Nową sztukę chcieli budować na gruzach obowiązujących do tej pory zasad. A wartością nadrzędną miała być odtąd wolność. Każdy korzystał z niej na swój sposób.

Kobieta w masce

Sophie Taeuber użyła tej swobody do przekraczania granic dzielących artystyczne gatunki. W jej pracach z tego okresu nie sposób ustanowić podziału między sztuką użytkową a sztukami pięknymi. Do ulubionych gatunków Sophie należała tkanina. Z tym, że szwajcarska artystka szyła tak, jak inni tworzyli obrazy, posługując się awangardowym językiem kubizmu i geometrycznej abstrakcji. Projektowała marionety dla eksperymentalnych teatrów lalkowych. Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej intensywnie zajmowała się tańcem, teraz nawiązała współpracę z najciekawszymi przedstawicielami nowego myślenia w tej dyscyplinie, takimi jak choreograf Rudolf Laban czy charyzmatyczna tancerka nowoczesna Mary Wigman. Odwiedzała także Monte Verità w Asconie – założoną na początku XX wieku w szwajcarskich górach komunę artystyczną, której członkowie łączyli studia nad alternatywnymi stylami życia, wolną miłością i poszukiwaniami duchowymi z praktykowaniem sztuk performatywnych.

Marioneta ze sztuki „Król jeleń” (1918). (Fot. materiały prasowe)Marioneta ze sztuki „Król jeleń” (1918). (Fot. materiały prasowe)

Cabaret Voltaire był idealną sceną dla eksperymentów Taeuber. Artystka występowała w kostiumach i maskach własnego projektu. Przebrania te miały wymiar estetyczny, ale spełniały też bardzo praktyczne zadanie. W czasach zaangażowania w działania Cabaretu Sophie była już wykładowczynią w Szkole Sztuk i Rzemiosł w Zurychu (z uczelnianej pensji utrzymywała zarówno siebie, jak i Hansa Arpa). Tymczasem działalność Cabaretu Voltaire uważano za skandaliczną, miejsce postrzegano jako jaskinię wywrotowców. Występując z dadaistami, Taeuber ukrywała więc swoje nazwisko pod pseudonimem, a twarz – pod abstrakcyjnymi maskami. Ujawniła się dopiero po zakończeniu wojny, kiedy jej pozycja na rynku sztuki stała się na tyle mocna, że nie musiała się już przejmować opinią konserwatywnej opinii publicznej.

Nowy język

Lata 20. były dla niej czasem intensywnych podróży, a także sukcesów. Do największych należała Café de L’Aubette, lokal w Strasburgu. Nad projektem wnętrza pracowała w latach 1926–1928 razem z Arpem i Theo van Doesburgiem, współtwórcą słynnej holenderskiej grupy De Stijl. Kawiarnia – od architektury wnętrza, przez meble i sprzęty, po kolory i malarskie dekoracje – była totalnym dziełem sztuki. Język tego totalnego dzieła był geometryczny i abstrakcyjny, a jednocześnie nie przestawało ono należeć do dziedziny sztuki użytkowej. Café de L’Aubette jest jednym z najwybitniejszych przykładów konstruktywizmu z lat międzywojennych w Europie Zachodniej. Który nie uszedł, niestety, uwadze nazistów. Po zajęciu Strasburga w 1940 roku hitlerowcy zniszczyli kawiarnię jako przykład „sztuki zdegenerowanej”. Została zrekonstruowana dopiero w XXI wieku.

„Równowaga” (1932), obraz. (Fot. materiały prasowe)„Równowaga” (1932), obraz. (Fot. materiały prasowe)

„Geometryczny i falisty” (1941), rysunek. (Fot. materiały prasowe)„Geometryczny i falisty” (1941), rysunek. (Fot. materiały prasowe)

W następnej dekadzie Sophie i Hans Arpowie, idąc jeszcze dalej w stronę konstruktywizmu, trafili do międzynarodowego sprzysiężenia artystów Cercle et Carré (Koło i Kwadrat). Prace Sophie Taeuber-Arp z tego okresu to prawdziwe arcydzieła geometrycznej abstrakcji. O ile wielcy przedstawiciele tego gatunku, tacy jak Piet Mondrian, szukali w matematycznych formach mistyki, o tyle Sophie stawiała na kolor, ruch, niemal taneczną dynamikę form, a także na radość. Jak wielu innych przedstawicieli awangardy traktowała swoją praktykę w kategoriach tworzenia języka wizualnego, którym opowiedzieć można nowy świat. Stała przy tym na stanowisku, że jeżeli ten nowy świat ma być naprawdę lepszy, musi być nie tylko piękny, lecz także pełen życia i radosny.

Tak, tak i tak

Tymczasem wybucha druga wojna światowa, zaskakując Sophie i Hansa w Paryżu. Udaje im się uciec przed nazistami na południe Francji. Znajdują w końcu schronienie w Szwajcarii, ale w 1943 roku Sophie ulega śmiertelnemu zatruciu tlenkiem węgla wydobywającym się z zepsutego piecyka gazowego.

Przedwczesna śmierć zastała ją w pełni twórczych sił. W odróżnieniu od wielu artystów awangardowych, którzy z trudem walczyli o uznanie, w latach międzywojennych kroczyła od sukcesu do sukcesu, jej sztuka cały czas się rozwijała. A jednak w drugiej połowie XX wieku Sophie Taeuber-Arp zaczęła popadać w zapomnienie, stając się jeszcze jedną ofiarą mizoginii, której plaga nie omijała też historii sztuki. W rodzinnej Szwajcarii pozostawała cenioną figurą, od lat 90. podobizna artystki zdobi nawet banknot pięćdziesięciofrankowy. Na świecie – w omówieniach dziejów dadaizmu czy międzywojennej geometrycznej abstrakcji coraz częściej zapominano obok licznych mężczyzn wymienić i jej nazwisko. Fakt, że dużą część dorobku Sophie stanowią tkaniny artystyczne oraz projekty z pogranicza sztuk użytkowych i pięknych, a więc gatunki uważane za „drugorzędne” i „kobiece”, usuwał ją w tym głębszy cień.

„Kompozycja” (1930), obraz. (Fot. materiały prasowe)„Kompozycja” (1930), obraz. (Fot. materiały prasowe)

„Obraz z ruchomymi kołami” (1934). (Fot. materiały prasowe)„Obraz z ruchomymi kołami” (1934). (Fot. materiały prasowe)

Artystka wyszła z niego na fali feministycznej rewizji historii sztuki – i jest to powrót w wielkim stylu. Poświęcona jej wystawa, której premiera odbyła się w Kunstmuseum w Bazylei, pojedzie w tym roku do dwóch najważniejszych globalnych instytucji zajmujących się sztuką nowoczesną – Tate Modern w Londynie i Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Wystawa ta ukazuje artystkę, która była jedną z najbardziej utalentowanych przedstawicielek swojej epoki i jednocześnie tę epokę wyprzedzała. Czy abstrakcja może być radosna? Użyteczna? Czy może być tkaniną, ruchem i tańcem? Sophie Taeuber-Arp na wszystkie te pytania odpowiadała: tak.

Wystawa „Sophie Taeuber-Arp: Living Abstraction” w Kunstmuseum w Bazylei trwała do 20 czerwca. Latem planuje się jej otwarcie w Tate Modern w Londynie, a jesienią – w MoMA w Nowym Jorku.

Zdjęcia: materiały prasowe (Musée d'Art Moderne et Contemporain de Strasbourg/ Musées de Strasbourg, Kunstmuseum Basel, Schenkung Marguerite Arp-Hagenbach, The Museum of Modern Art, New York, The Riklis Collection of McCrory Corporation, Museum für Gestaltung, Zürcher Hochschule der Künste, Kunstgewerbesammlung, Courtesy Umberto Romito, Ivan Suta, Alex Delfanne, Stiftung Arp e.V., Berlin, Mick Vincenz/Arp Museum Bahnhof Rolandseck, Remagen, Museo d'arte della Svizzera Italiana, Lugano, Collezione Cantone Ticino, Nic Aluf/Stiftung Arp e.V., Berlin).

  1. Kultura

Vivian Maier – fotografka, która była jak duch

Portret młodej elegantki autorstwa Vivian Maier. (Fot. materiały prasowe © Estate of Vivian Maier, Courtesy of Maloof Collection and Howard Greenberg Gallery, NY)
Portret młodej elegantki autorstwa Vivian Maier. (Fot. materiały prasowe © Estate of Vivian Maier, Courtesy of Maloof Collection and Howard Greenberg Gallery, NY)
To zdjęcie autorstwa Vivian Maier, jedno z co najmniej 150 tysięcy, które zrobiła przez pół wieku. Dziś możemy tylko snuć teorie, dlaczego za życia nigdy żadnego nie opublikowała, zachowując je tylko dla siebie.

Portret młodej elegantki, która wygląda, jakby weszła w kadr prosto ze „Śniadania u Tiffany’ego”, został zrobiony w 1954 roku przed biblioteką publiczną w Nowym Jorku. Bohaterka zdjęcia przykuwa uwagę urodą, ale jej tożsamość pozostaje nieznana. W jeszcze głębszym cieniu tajemnicy pogrążona była jednak twórczość autorki tego portretu. Vivian Maier (1926–2009) – dziś zalicza się ją do najwybitniejszych postaci amerykańskiej fotografii drugiej połowy XX wieku. Tyle że za życia artystki świat nie miał pojęcia o jej istnieniu, a tym bardziej o jej imponującym dorobku.

Maier była jak duch. Żyła samotnie i pilnie strzegła swojej prywatności. Przez kilkadziesiąt lat utrzymywała się z opieki nad dziećmi, mieszkając w domach kolejnych pracodawców. Mówiła z akcentem, więc brano ją za Francuzkę, ale rodziny, z którymi żyła, nie wiedziały tak naprawdę nic pewnego o jej pochodzeniu, przeszłości czy rodzinie. W pamięci podopiecznych zapisała się jako ktoś w rodzaju Mary Poppins – ekscentryczna, choć inspirująca niania. A także osoba, która nie rozstaje się z aparatem fotograficznym.

W 2007 roku John Maloof, z zawodu agent nieruchomości, a z zamiłowania zbieracz staroci, kupił pudło pełne fotograficznych negatywów. Zbiór pojawił się na aukcji majątku pochodzącego z przechowalni do wynajęcia, których klienci przestali płacić za swoje schowki. Jedną z takich niewypłacalnych klientek była Maier, która przekroczyła już osiemdziesiątkę, zmagała się z problemami psychicznymi i powoli traciła kontakt z rzeczywistością; dwa lata później zmarła w domu opieki.

Tymczasem Maloof, studiując nabyte negatywy, nabierał przekonania, że ma do czynienia z pracami artystki wybitnej – z kimś na miarę klasyków fotografii dokumentalnej, takich jak Robert Frank czy Diane Arbus. Poszedł więc tropem tajemniczej autorki, zaczął skupować i promować jej dorobek, a w 2013 roku wyprodukował film dokumentalny „Szukając Vivian Maier”, który zdobył nominację do Oscara i stał się hitem filmowych festiwali. Dziś zdjęcia fotografki krążą po świecie, pokazywane na cieszących się ogromną popularnością wystawach.

Historia Vivian Maier jest niezwykła, ale byłaby tylko interesującą anegdotą, gdyby nie magnetyczna siła jej prac. Fotografowała życie codzienne, ale potrafiła zmieścić w kadrze niezwykłość kryjącą się w zwykłych sytuacjach. Była samotniczką, a jednak w jej portretach obcych osób, które fotografowała na ulicach Nowego Jorku czy Chicago, jest głębokie zrozumienie drugiego człowieka. Formalnie rzecz biorąc, była amatorką. Ale czy to słowo pasuje do kobiety, która fotografowała przez pół wieku i wykonała co najmniej 150 tysięcy zdjęć? Dlaczego nikomu ich nie pokazywała? Odpowiedzi na to pytanie już nie poznamy, podobnie jak nie dowiemy się, czy cieszyłaby się ze sławy, jaką dziś otoczone jest jej nazwisko. Pewne jest tylko, że choć Vivian Maier za życia uznania się nie doczekała, i być może nawet w ogóle go nie pragnęła, to w pełni na nie zasługuje.

Najbliższe wystawy fotografii Vivian Maier to ta w FoLa w Buenos Aires, otwarta do 4 lipca, oraz w Musée du Luxembourg w Paryżu, której otwarcie przesunięto z marca na 15 września.

„Szukając Vivian Maier”, dokument poświęcony fotografce, można obejrzeć na platformach: Nowe Horyzonty, Cineman, VOD.pl, E-Kino pod Baranami.

  1. Kultura

Pejzaż po zagładzie – wystawa Wilhelma Sasnala w Muzeum Polin

Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz
Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz "Bez tytułu". Otwarcie 17 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
W malarstwie Wilhelma Sasnala mocno obecny jest temat Zagłady. Zapytany o źródło tego zainteresowania, artysta odpowiedział, że chciał przepracować poczucie braku i poczucie winy, z którym wcześniej się mierzył. Jak wyjaśnił, wzięło się to z troski o siebie, a nie sentymentu.

Efektem tego procesu są m.in obrazy, które będą prezentowane w Muzeum Polin. Wśród ok. 60 prac pochodzących z ostatniego 20-lecia jest kilka, które powstało specjalnie z myślą o tej wystawie. Artysta inspirował się m.in. prozą Tadeusza Borowskiego. Warszawska ekspozycja jest rzadką okazją do zapoznania się z twórczością Sasnala w takiej skali, ponieważ jego obrazy są rozproszone po publicznych i prywatnych kolekcjach na całym świecie, a w Polsce były prezentowane po raz ostatni kilkanaście lat temu.

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” 17 czerwca w Muzeum Polin.

  1. Kultura

Tkane historie – z wizytą u podlaskich tkaczek

Karolina Radulska przy krosnach. (Fot. Karolina Jonderko)
Karolina Radulska przy krosnach. (Fot. Karolina Jonderko)
Jest ich zaledwie 14. Na swoich krosnach podlaskie tkaczki snują − w dwóch kolorach − opowieści o życiu, przyrodzie, otaczającym świecie. Tak powstają unikalne i zjawiskowe tkaniny dwuosnowowe, niemal zapomniana już sztuka ludowa.

Do tej historii doskonale pasowałby początek „Za górami, za lasami…”. Są w niej bowiem krosno i wrzeciono oraz bajkowo brzmiąca nazwa „Kraina Wątku i Osnowy”. Poza tym historia dzieje się jak najbardziej współcześnie, a wspomniana kraina znajduje się jakieś dwie i pół godziny jazdy samochodem od Warszawy.

O niewielkim Janowie, położonym na obrzeżach Puszczy Knyszyńskiej, mówi się, że to stolica polskiej tkaniny dwuosnowowej. Wełnianej, utkanej z dwóch kolorów nici na liczących czasem nawet ponad sto lat krosnach, takiej, której powstanie zajmuje dużo czasu i wymaga cierpliwości. Tkaniny wykonywanej unikalną techniką dwuosnowową, która przetrwała na tych terenach od drugiej połowy XIX wieku.

Tkanina nad którą pracuje Karolina Radulska. (Fot. Karolina Jonderko)Tkanina nad którą pracuje Karolina Radulska. (Fot. Karolina Jonderko)

− Od tamtej pory dwie rzeczy pozostały niezmienne: materiał i metody. Dwuosnowowe tkaniny zawsze powstają z nici wełnianej, którą pozyskujemy z gór, to musi być stuprocentowa owcza wełna. Tkaczki najpierw przędą na kołowrotku nici, następnie je skręcają i barwią. Kiedyś do nadania kolorów używano kory drzew, liści pokrzywy czy łusek cebuli. Dzisiaj stosuje się farby syntetyczne. Potem tworzą osnowę, czyli sposób ułożenia nici. Charakterystyczne jest to, że tkaniny u nas zawsze powstają z dwóch kontrastowych kolorów − podkreśla Karolina Radulska, najmłodsza tkaczka i jednocześnie opiekunka Izby Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie. Wychowała się w Wasilówce w gminie Janów. Tkać nauczyła się od swojej teściowej Danuty Radulskiej.

Przyznaje, że tkanie pozwala jej nie tylko kontynuować rodzinną tradycję, lecz także pokazywać światu znakomitą sztukę ludową i chronić ją w ten sposób od zapomnienia. − Do tego mam poczucie, że tworzę coś pięknego i naprawdę wartościowego. I jednocześnie jestem w gronie 14 kobiet w Polsce, które potrafią tworzyć w tej najtrudniejszej technice tkackiej.

Tkanina „Kolędnicy” autorstwa Heleny Malewickiej. (Fot. Karolina Jonderko)Tkanina „Kolędnicy” autorstwa Heleny Malewickiej. (Fot. Karolina Jonderko)



Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie, którą się opiekuje, powstała 35 lat temu i zgromadziła w tym czasie prace ponad 20 artystów, którzy na przestrzeni tych lat tworzyli na tym terenie. Ściany zdobi ponad 50 dywanów i makat ich autorstwa. Wśród nich jest także praca Karoliny Radulskiej. Artystka podkreśla, że tkanina dwuosnowowa zawsze była jej bliska, bo do wąskiego grona podlaskich tkaczek, które stosowały tę technikę, należała jej babcia Aurelia Majewska. − Kiedy była młoda, na początku XX wieku, w Janowie pojawiła się Eleonora Plutyńska, artystka i profesorka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zafascynowana tkaninami zaczęła współpracę właśnie z moją rodziną, czyli babcią, rodziną Jaroszewiczów, Aleksandrą Radulską czy Reginą Maselbas.

Karolina Radulska przyznaje, że postać Eleonory Plutyńskiej miała bardzo duży wpływ na historię tkaniny dwuosnowowej. Dzięki jej współpracy z podlaskimi tkaczkami pojawiły się nie tylko nowe motywy wzornictwa, lecz także sposób tkania – wytwarzane tym sposobem dywany stały się grubsze.

Ludgarda Sińsko i jej praca 'cztery pory roku'. (Fot. Karolina Jonderko)Ludgarda Sińsko i jej praca "cztery pory roku". (Fot. Karolina Jonderko)

Ważnym elementem tkanin dwuosnowowych są kompozycje tematyczne, które na nich powstają. Każda z tkaczek ma swój charakterystyczny, rozpoznawalny motyw. Wzory dzielone są na trzy kategorie: tradycyjne, związane z Eleonorą Plutyńską oraz opowiadania. Te pierwsze są najstarsze i przekazywane z pokolenia na pokolenie, nawiązują często do świata roślin, przykładem mogą tu być kwiaty czy gałązka winorośli. Opowiadania to z kolei historie utkane na dywanach, na przykład: las, zabawa, cztery pory roku. Eleonora Plutyńska pokazała natomiast tkaczkom, że mogą tworzyć z głowy, czyli po prostu motywy, które same wymyślą. Te trzy kategorie wzorów można też mieszać. Wszystko zależy od tego, jaką historię chce opowiedzieć autorka albo jaki motyw przewodni zamówi klient. Janowskie tkaczki tkają nie tylko dywany. Można u nich zamówić makatę na ścianę, poszewki na poduszki, torby, a nawet zakładki do książek. Ich prace są znane na całym świecie i trafiły do wielu galerii oraz kolekcji muzealnych, między innymi: w Niemczech, Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, Australii czy Japonii.

Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie z muralem namalowanym przez Arkadiusza Andrejkowa. (Fot. Karolina Jonderko)Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie z muralem namalowanym przez Arkadiusza Andrejkowa. (Fot. Karolina Jonderko)


Kilka lat temu, dla podtrzymania, ale też ożywienia tradycji tkackich w regionie, powstał Szlak Turystyczny „Kraina Wątku i Osnowy”. Prowadzi przez tereny dwóch gmin, Janowa i Korycina, bo tutaj mieszka większość tkaczek. Szlak obejmuje 14 pracowni. Kiedy wchodzimy do jednej z nich, w Janowie, słychać najpierw charakterystyczny stukot pracy krosna. Niewielka pracownia wypełniona jest słońcem, a na ścianach porozwieszane są tkaniny dwuosnowowe, wszędzie widać leżące nici. Światło, które wpada przez okno, ciepło oświetla uśmiechniętą Ludgardę Sieńko, która właśnie pracuje przy ponadstuletnim krośnie. Pochylona ze skupieniem tka kolejny dywan, który tym razem pojedzie do Gdańska. − Klientów mam z całej Polski, ale też z innych krajów. Najczęściej zamawiają właśnie dywany, a taki o wymiarach, powiedzmy, półtora metra na dwa to jest dużo pracy. Zajmuje przynajmniej miesiąc – pani Ludgarda wie, co mówi, ma za sobą kilkadziesiąt lat doświadczenia.

Każdego roku, zazwyczaj latem, w Janowie odbywają się warsztaty tkackie, podczas których tkaczki dzielą się swoimi umiejętnościami. Wtedy też organizowany jest dla artystek konkurs na tkaninę dwuosnowową. Tak będzie i w tym roku. Przez lipiec i sierpień w Izbie Tkactwa Dwuosnowowego będzie można wziąć udział w warsztatach. 12 września planowane są rozwiązanie konkursu oraz Janowskie Sploty – Święto Tkactwa i Tradycji.

  1. Kultura

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” – nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” - to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość będzie można podziwiać niebawem na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość była prezentowana na najważniejszych europejskich wystawach i doceniania przez krytyków sztuki z wielu krajów. Także dziś obrazy i fascynujące losy malarki wzbudzają duże zainteresowanie publiczności, a wiele dzieł Bilińskiej trafiło do kanonu polskiej sztuki. Jednak całokształt twórczości i biografia artystki wciąż czekają na opracowanie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Celem wystawy jest prezentacja możliwie najszerszego wyboru prac malarskich i rysunkowych Bilińskiej (w tym dzieł do tej pory nieznanych), pochodzących z polskich i zagranicznych muzeów oraz kolekcji prywatnych. Głównym wątkiem wystawy będzie artystyczna kariera Bilińskiej, wiodąca od pierwszych prób malarskich w Warszawie poprzez naukę w paryskiej Académie Julian ku udziałowi w międzynarodowych wystawach sztuki.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)

Prezentacja będzie poruszać zagadnienia natury artystycznej, takie jak akademizm w twórczości Bilińskiej, portret jako preferowany przez nią temat malarski czy technika pastelu, w której wypowiadała się równie często jak w malarstwie olejnym. Inne kwestie, które zamierzamy podjąć, to samoświadomość artystki i jej widzenie pozycji twórcy w świecie, wyrażające się m.in. w kreowaniu własnego wizerunku w autoportretach.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Niezwykle interesujące są również wątki biograficzne: pokonywanie przez malarkę materialnych i osobistych trudności na drodze do zawodowego sukcesu czy jej relacje towarzyskie i uczuciowe. Twórczości Bilińskiej nie sposób przedstawić bez zarysowania ograniczeń, jakich w XIX wieku doświadczały kobiety w ramach instytucji sztuki i kształcenia artystycznego oraz ze względu na normy i oczekiwania społeczne.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ta znakomita malarka i jednocześnie silna kobieta może być interesującą postacią. Kobieta, która zmagała się z przeciwnościami losu (w niedługich odstępach czasu zmarł ojciec artystki, jej przyjaciółka i narzeczony), poważna choroba serca i w rezultacie przedwczesna śmierć uniemożliwiła realizację jej marzenia – planowała otworzyć w Warszawie szkołę malarstwa dla kobiet, wzorowaną na uczelniach paryskich. Bilińska obsypana za życia nagrodami, zapomniana po śmierci, ostatnio cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W dobie coraz intensywniejszych badań nad twórczością kobiet artystek końca XIX wieku malarka jawi się jako jedna z najlepszych reprezentantek pokolenia artystek wychodzących z zapomnienia.

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 25 czerwca – 10 października 2021