fbpx

Sofia Coppola: Krajobrazy i detale

Wiele określeń przychodzi do głowy, kiedy chce się opisać kino Sofii Coppoli: delikatne i flirtujące z kiczem, kameralne w wymiarze fabularnym i epickie w skali emocjonalnej. Jednym z nich może być też „kobiece”. I w tym wypadku nie będzie to wcale klisza językowa.
Lekko i ciężko jest nazywać się Coppola. Sofia urodziła się w 1971 w znanym artystycznym klanie, mając za dziadka kompozytora Carmine Coppolę, za ojca – wielkiego reżysera Francisa Forda Coppolę, a za kuzynów – aktorów Nicolasa Cage’a i Jasona Schwartzmana. Taka rodzina ułatwia wejście do show businessu, ale przytłacza osiągnięciami krewnych. Ponadto sprawia, że wciąż pada się ofiarą oskarżeń o bycie zatrudnianym „po znajomości”. Nie da się ukryć, że nepotyzm odegrał w karierze Sofii pewną rolę – pierwsze kroki stawiała jako aktorka w filmach swojego taty: wszystkich częściach „Ojca chrzestnego” (1972-1990) i „Peggy Sue wyszła za mąż” (1986).

Próbując sił jako reżyserka, Sofia początkowo również pozostawała w cieniu ojca. W latach 90. i na początku XXI wieku zrealizowała kilka teledysków. Pierwszą krótkometrażową fabułę, „Lick the Star”, nakręciła w 1998, a rok później powstał jej pełnometrażowy debiut – zrealizowane na podstawie powieści Jeffreya Eugenidesa i świetnie przyjęte przez krytykę „Przekleństwa niewinności”. Jej kolejny film, „Między słowami” (2003), był jeszcze większym sukcesem: Sofia zdobyła dzięki niemu Oscara za scenariusz i nominację za reżyserię, stając się trzecią kobietą w historii i pierwszą Amerykanką nominowaną w tej kategorii. Po budzącej mieszane opinie „Marii Antoninie” (2006) przyszedł czas na kolejny triumf – jej czwarty obraz, „Somewhere. Między miejscami” (2010), uhonorowano na festiwalu w Wenecji Złotym Lwem.

Jeśli jej ojciec znany jest przede wszystkim z wielogodzinnych monumentów, to znakiem firmowym Sofii są małe opowieści, skupione bardziej na atmosferze niż na wielowątkowych fabułach. W „Przekleństwach niewinności”, traktujących o żyjących na przedmieściach nastoletnich siostrach i podglądających je chłopcach, głównym bohaterem staje się narastające w letnim powietrzu seksualne napięcie. Podobnie jest w „Między słowami” i „Somewhere”. W tym pierwszym w gestach i spojrzeniach wymienianych przez błąkającą się po Tokio parę (Bill Murray i Scarlett Johansson) z każdą kolejną minutą gęstnieje sympatia, w tym drugim zblazowanie malujące się na twarzy znanego aktora (Stephen Dorff) z czasem zmienia się w rozpacz. Nawet niedoceniona „Maria Antonina”, pozornie będąca filmem historycznym, jest tak naprawdę kampową fantazją o królu i królowej (Jason Schwartzman i Kirsten Dunst), którzy, mimo ciążącej na nich odpowiedzialności za kraj, zachowują się jak niewinne i nieświadome dzieci, tonące w otaczającym ich przepychu.

Sofia za każdym razem wspaniale posługuje się formą. Buduje kolejne filmy wokół krajobrazów i detali. W „Przekleństwach niewinności” jest to sielskie przedmieście, wypełnione pobudzającymi wyobraźnię szczegółami: słońcem odbijającym się w szybach domu sióstr, znajdowanymi w ich szafkach tamponami i plastikowymi bransoletkami, zasłaniającymi owinięte bandażami rany po próbie samobójczej. Za każdym razem Coppola, mająca przecież doświadczenie w pracy przy wideoklipach, umiejętnie łączy obraz z dźwiękiem: w „Między słowami” finałową podróż przez neonowe Tokio podlała gitarową magmą My Bloody Valentine, a scenie koronacji z „Marii Antoniny” dodała aury smutnego patosu za sprawą piosenki The Cure.

Następnym filmem Sofii Coppoli ma być „The Bling Ring”, opowiadający opartą na faktach historię młodzieżowego gangu okradającego domy celebrytów. Widzowie mogą oczekiwać po nim najwyższej jakości. Ona nie musi nim już niczego udowadniać.