fbpx

Święta Elena od pieniążków

Nazywany nowym Tarkowskim Zwiagincew każe tytułowej bohaterce – pielęgniarce, wybrać pomiędzy dwoma pacjentami: mężem i wnukiem. Wszechmogąca Elena nie cofnie się przed niczym, byle tylko zachować ciągłość gatunku.
Jeden z plakatów promujących „Elenę”, stylizowany na ikonę, ukazuje tytułową bohaterkę jako Maryję z dzieciątkiem na rękach. To nie tylko tania prowokacja. Na portret Eleny składa się wiele moralnie i społecznie aprobowanych ról: matki, babki, żony, osoby wierzącej, pielęgniarki i idealnej pani domu. Elena jest jednak również morderczynią. Mimo to trudno byłoby znaleźć kobietę, która bez wahania zerwałaby z jej głowy nimb świętości. Bo każda kobieta jest zdolna do wszystkiego, by ratować swojego wnuka.

Z pozoru film Zwiagincewa oparty jest na kontrastach – przede wszystkim na różnicy pomiędzy żyjącymi w centrum miasta bogaczami a koczującą na przedmieściach biedotą. Elena żyje w obu tych światach jednocześnie i, niczym Prometeusz, wykrada z Olimpu ogień (czytaj: pieniądze), by przekazać go śmiertelnikom. Do roli posłańca pomiędzy tymi światami awansowała jako pielęgniarka, gdy wdała się w romans z zamożnym pacjentem. Vladimir (Andrey Smirnov), zadowolony z jej usług, zaproponował kobiecie„posadę” żony. W zamian za pokój z rozkładaną kanapą i toaletką oraz dożywotnią rentę Elena utrzymuje jego przepiękne, ascetyczne mieszkanie w laboratoryjnej czystości, zdrowo gotuje, prowadzi z nim uprzejme rozmowy przy śniadaniu i od czasu do czasu uprawia seks. Problem pojawia się wtedy, gdy Elena prosi o coś wykraczającego poza umowę: dodatkowe pieniądze na opłacenie studiów jej wnuka. Bez pomocy Vladimira wnuk trafi do wojska, co dla Eleny jest równoznaczne z jego śmiercią.

Vladimir odmawia pomocy, zasłaniając się jedynie abstrakcyjnymi dla Eleny rozważaniami o tym, jak to kolejny łatwy zastrzyk gotówki zepsuje i tak już nadgniłą z nieróbstwa rodzinę syna Eleny.

I nie można powiedzieć, że Vladimir nie ma racji: syn Eleny razem z żoną i dwójką dzieci gnieżdżą się w zagraconym mieszkaniu w mrówkowcu na przedmieściach Moskwy. Nikt w tej rodzinie nie pracuje. Syna z ojcem wiąże jedynie miłość do gier video i plucia z balkonu na smutne podwórko, gdzie gromadzą się podobni im chłopcy bez marzeń i przyszłości, buszujący po pobliskich chaszczach (bo parkiem tego nazwać nie można) w poszukiwaniu bójki.

Ale kiedy wrócimy myślami do Vladimira, ta przepaść klasowa wydaje się już mniej głęboka. Oba światy różnią się wyłącznie dekoracjami: Vladimir także spędza całe dnie na wgapianiu w telewizor, tyle, że większy; też oddaje się rozrywkom, choć nie są to gry video, a fitness wśród pięknych kobiet. Ach, i jeszcze słucha klasycznej muzyki w swoim czarnym SUV-ie. Jedyny niematerialny owoc jego życia – córka Katia (charyzmatyczna Yelena Lyadova) również nie hańbi się pracą, ostentacyjnie twierdząc, że nie ma celu w życiu i w gruncie rzeczy żadnych pozytywnych więzi z ojcem. Nie zamierza też mieć dzieci, co z punktu widzenia Eleny jest dowodem ostatecznej degeneracji.

Na pięcioro drugoplanowych bohaterów jedyną działającą, aktywną postacią w tym filmie jest Elena.To właśnie ona, pielęgniarka i posłaniec, musi posunąć się aż zbrodni, by cokolwiek w tym przesmutnym obrazie drgnęło. Niestety, pomimo ogromnych kosztów, nie zmienia się w zasadzie nic poza dekoracjami: przeniesienie biedoty do mieszkania bogacza tylko uwypukla pustkę obu porządków. W efekcie powstaje jednak trzecia jakość i jest to jakość w całości podporządkowana woli Eleny.

Tworząca główną rolę, oszczędna w stosowaniu środków aktorskich, posągowa niemal Nadezhda Markina jest bez wątpienia jednym z największych atutów tego filmu. W obiektywie perfekcjonisty Mikhaila Krichmana jawi się nie tylko jako stanowcza, zdolna do wszystkiego w imię obrony własnej rodziny kobieta, ale też ikona. To jedyna święta, na jaką ten świat stać: Wszechmogąca, Święta Elena od pieniążków.

Nominowany do wielu nagród za poprzednie filmy „Powrót” i „Wygnanie” Andriej Zwiagincew „Eleną” zdobył w zeszłym roku w Cannes główną nagrodę przeglądu Un Certain Regard, który ma wyznaczać nowe horyzonty w kinie. Trzeba przyznać, że są to horyzonty bardzo okrutne, niepozostawiające cienia wiary w ludzkość.