fbpx

Jacek Fedorowicz „Ja jako wykopalisko”

Jacek Fedorowicz „Ja jako wykopalisko”
Materiały prasowe

Epitet „kultowy” bardzo się zdewaluował, ale w przypadku twórczości Jacka Fedorowicza odzyskuje swoje oryginalne znaczenie. Bo jak inaczej opisać teatr Bim-Bom czy Kolegę Kierownika z programu „60 minut na godzinę”? Były wzorcami dla pokolenia (niejednego!) i do tego bardzo ważne dla środowiska, czyli… kultowe!
Opowieść Fedorowicza rozpoczyna się sensacyjnie – w przepastnej szafie autor odnajduje tajemniczy maszynopis w zakurzonej plastikowej oprawie. Ów okazuje się być przygotowanym do wydania w 1972 r. tomem wspomnień z młodości. Egzemplarz, odrzucony przez wydawcę, trafił ostatecznie do domowych archiwów. Przetrwał dekadę pseudoprosperity Gierka, mroczne lata 80. i transformację ustrojową. „Znalezisko”, uzupełnione o komentarze z epoki, ukazuje się dziś pod tytułem „Jak jako wykopalisko”.

W „znalezisku” autor wraca pamięcią dla wczesnych lat 50., gdy jako piętnastolatek zostaje studentem malarstwa w sopockiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Nieświadomy, że to punkt zwrotny w jego życiu, na początku po prostu bardzo się stara „nie odstawać od ogólnego poziomu”. To tylko z pozoru minimalistyczne założenie – wśród słuchaczy przeważają absolwenci renomowanego Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni-Orłowie. Wkrótce jednak malarstwo przestaje być jedyną sztuką, jakiej oddaje się przyszły Kolega Kierownik. Gdy wraz z kolegą z uczelni, Włodzimierzem (Wowo) Bieleckim, postanawiają założyć międzyuczelniany teatr satyryczny, poznają „instruktorów kulturalnych” dwóch teatrów studenckich, które na Wybrzeżu już działają. Jednym z nich jest Bogumił Kobiela, drugim – Zbigniew Cybulski.

I staje się Bim-Bom…

Ale „Ja jako wykopalisko” nie jest kroniką teatru, lecz raczej obrazem awangardy artystycznej przełomu lat 50. I 60. To galeria osobowości, które kształtowały mody i gusta całego pokolenia, odmalowana dowcipnie, a także okraszona autorskimi szkicami. I przy tym pozbawiona westchnień do przeszłości. „ Czasy mojej młodości były obrzydliwe, a także zaborcze w tym sensie, że nie można było się przed nimi schować. Obrzydliwe , powtórzę, aby nie wpadać w ogólnie przyjęty ton wspomnień, właściwy wszystkim wspomnieniom snutym przez staruszków takich jak ja.”

Wydawnictwo Świat Książki, 2011, s.216