fbpx

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Miłość?

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Mikołaj imion wiele ma

Była połowa września. Wiedeń parował. Właśnie skończyło padać. Japończycy, fotografujący aleję parku belwederskiego, stali pod drzewami przypominając stado wystraszonych kur. Na chwilę przestali gdakać.
Kiedy chmury na dobre odsłoniły słońce, zaczęli na nowo to swoje: foto, foto, foto. Lubię Japończyków. Gdyby ich nie było, daje głowę, że Stanisław Lem by ich wymyślił. Mój przyjaciel – Hiroshi Noma – podarował mi kiedyś starą maszynę do pisania. Los został przesądzony… A japońska przyjaciółka – Miła Takasuka, która była rzeczywiście miła i wcale nie taka suka, podarowała mi w prezencie ślubnym zielony szalik z szetlandzkiej wełny, dodając, że jest już za późno…

Rację miała Miła Takasuka. Szalik zgubiłem. Swoje życie na kilka lat też. Więc Wiedeń parował dalej. Japończycy wyszli spod drzew, a ja usiadłem na mokrej ławce. Po chwili krople deszczu zostały wessane przez bawełnę osobistą.

Tamtego roku wydawnictwo Dwie Siostry opublikowało książkę Kvety Legatovej, pt.” Hanulka Jozy”. Właśnie nadeszła przesyłka z Warszawy, a że Pałac Belwederski stoi obok kamienicy, w której mieszkałem, prawie rytualnie wybierałem się tam „na ławeczkę” i rozszarpywałem te duże, białe koperty ostemplowane tradycyjnym „post-paid”. A wtedy trzymałem w dłoniach nowelę Legatovej.

Fakt, sława przyszła dosyć późno, bo w wieku 82 lat. Jej debiut prozatorski miał miejsce w roku 1957. Potem wydała coś w 1961 i cisza, aż do początku nowego tysiąclecia. Jednak Pani Kveta powróciła w wielkim stylu i za te późne książki została uhonorowana najważniejszymi czeskimi nagrodami. Przez dwa lata jej dzieła były na szczytach list bestsellerów. W roku 2003, na motywach „Hanulki Jozy”, Ondrej Trojan nakręcił nominowany do Oscara film. To, co napisał polski wydawca na czwartej stronie okładki, nie było tym razem żadną ściemą.

Wciągnął mnie ten poetycko – dygresyjny styl. Głęboka analiza psychologiczna i klasyczny warsztat pisarski zadecydowały, że ta niebanalna historia miłosna tak mnie poruszyła, iż nikt ani nic nie mogło mnie oderwać od lektury. Ani Japończycy, którzy znowu zaczęli gdakać, strzelając fotę facetowi siedzącemu na mokrej ławce, ani belwederski ogrodnik, który podszedł do mnie przed zamknięciem przybytku i grzecznie chciał mi dać do zrozumienia, że już czas. Ja natomiast równie grzecznie mu powiedziałem, że wyjdę jak skończę.

Czekał na mnie w budce jeszcze ponad dwie godziny. Nie awanturował się i nie straszył policją. Kiedy wychodziłem zapytał, co mnie tak przykuło do tej ławki? Co to za książka?

– Historia miłosna? Pan chyba żartuje – powiedział. – Pan wierzy w miłość? – ponownie zapytał.
– A pan?
– Jeśli już muszę, to wyłącznie w jej złe skutki.
– Miłość, według Pana, ma tylko negatywne strony?
– Wie Pan, z tego co przeżyłem, wiem, że tylko miłość do zwierząt posiada jakieś pozytywne strony.
– Dlaczego? – Bo zwierzęta nie mówią.

Zapamiętałem ogrodnika i zapamiętałem naszą rozmowę. Zapamiętałem też doskonale treść noweli Legatovej. Zapraszam Państwa do lektury książek Pani Kvety. Zwłaszcza, że nowymi historiami już nas nie oczaruje. Zmarła miesiąc temu. Miała 93 lata.