fbpx

„Merylin Mongoł” w Teatrze Ateneum

„Merylin Mongoł" w Teatrze Ateneum
Teatr Ateneum fot_bartek_warzecha

Spektakl Nikołaja Kolady w reżyserii Bogusława Lindy jest w repertuarze Teatru Ateneum od dawna, ale grany jest rzadko. Szkoda, bo to prawdziwy emocjonalny mikrokosmos.
Bohaterki „Merylin Mongoł”, jednego z najpopularniejszych tekstów współczesnej literatury rosyjskiej, są pijane ze smutku i rozpaczy. Towarzyszący im mężczyźni to brutal i zakompleksiony tchórz. Skala tragedii jest w ich życiu tak przytłaczająca, że nie dziwi, iż reżyser uciekł w pierwszej części spektaklu w tragifarsę. W ten sposób wydobył – maksymalnie na ile to było możliwe – komediowe elementy tekstu. W efekcie akt nabrał lekkości, a rewelacyjna Olga Sarzyńska (Merylin Mongoł) miała szansę na pokazanie całego wachlarza swoich artystycznych możliwości. Jej świat zamknięty w czterech ścianach matczynego mieszkania jest podporządkowany odwiedzinom brutalnego sąsiada i kochanka (Marcin Dorociński) i wyziewami wydobywającymi się o różnych porach dnia z dwóch zakładów: mięsnego i z koksowni. Matka Merylin celowo wybiera na sublokatorów mężczyzn, aby pozbyć się z domu wrażliwej i nieprzystosowanej do życia córki. I tak robi z niej dziwkę. Lokator Alosza (Dariusz Wnuk) to subtelny intelektualista, który pozornie nie ulega wdziękom Marylin. Jednak i on w tragicznym finale spektaklu decyduje się na brutalność w odwecie za własne nieudane życie.

Młodzi aktorzy dzielnie partnerują dwóm gwiazdom tej sceny: Marcinowi Dorocińskiemu i Agacie Kuleszy. Jej wiecznie pijana i porzucona przez męża siostra Merylin, Ina, to kreacja „na granicy”. Sceny, w których aktorka śpiewa do muzyki granej na żywo (świetnie brzmiący akordeon i bęben), należą do najmocniejszych sekwencji tego brutalnego i smutnego spektaklu.

Postać grana przez Dorocińskiego błyskawicznie rodzi się na oczach widzów już w pierwszej scenie spektaklu. Aktor siedzi na kanapie w dresie i kapciach i obleśnie czochra się „tu i tam”, popatrując lubieżnie na Merlin. Kobieta głośno pyskuje kochankowi, ale usiłuje wydobyć ze spotkania choćby minimum romantyzmu.

Prawdziwym bohaterem tego widowiska jest nieprawdopodobnie gorzki tekst samego Kolady. Autor wyraźnie nawiązuje do wielkich dzieł literatury rosyjskiej – Czechowa i Dostojewskiego. Dzięki tej literackiej konwencji przyjmująca kolejnych mężczyzn Olga pozostanie w naszej pamięci „świętą dziwką” a jej siostra – staje się czechowowską siostrą wiecznie czekającą, aż ktoś zabierze ją do Moskwy czy Petersburga. Dokądkolwiek zresztą, byle dalej od domu i budowy, na której pracuje tylko po to, aby mieć pieniądze na zakup kolejnej wódki.

Napisany już ponad 20 lat temu dramat był jednym z pierwszych głosów o życiu na współczesnej rosyjskiej prowincji, który szturmem zdobył polskie – i nie tylko – sceny teatralne. Oprócz świetnie napisanych dialogów wyróżnia się on czymś jeszcze: Nikołaj Kolada zawarł w nim całą swoją niechęć do literatury społecznie zaangażowanej. Razem z reżyserem spektaklu, Bogusławem Lindą mówią z warszawskiej sceny jednym głosem o tym, że wyciągnięcie kogokolwiek z biedy czy pijaństwa poprzez sztukę to utopia.

„Merylin Mongoł” Nikołaja Kolady, reż. Bogusław Linda, przeł. Jerzy Czech, premiera 21 kwietnia 2012,Teatr Ateneum, Warszawa

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze