Miasta nadziei – wystawa „Gdynia – Tel Awiw” w POLIN

Wystawę "Gdynia - Tel Awiw" w Muzeum POLIN można odwiedzać do 3 lutego 2020 roku. (Fot. materiały prasowe)

Powstałe na początku XX wieku, symbolizowały ambicje polityczne, ale dawały też szansę na lepsze życie. Czy Gdynia i Tel Awiw sprawdziły się jako miasta przyjazne dla ludzi – pytamy dr. Artura Tanikowskiego, kuratora poświęconej im wystawy w Muzeum POLIN.

Swój tekst kuratorski do wystawy „Gdynia – Tel Awiw” nazwał pan „Obietnica podróży, obietnica domu”. W badaniach psychologicznych posiadanie domu, podróżowanie wskazywane są często jako źródło szczęścia. Na ile nowo powstałe Gdynia i Tel Awiw spełniły te obietnice?
Sam modernizm jako styl architektoniczny był z założenia przyjazny dla ludzi. Oczywiście te idealistyczne założenia w pewnym momencie zderzyły się z rzeczywistością, a w przypadku obu tych miast zwłaszcza z rzeczywistością historyczną. Warto wyjść od tego, że choć pierwotny plan Patricka Gedesa, który widział Tel Awiw jako miasto ogród, ostatecznie nie został zrealizowany, to stworzono liczne strefy zielone. Jeśli chodzi zaś o Gdynię, to jej budowie przyświecał kierunek: port a wokół niego miasto, bo Gdańsk miał status wolnego miasta, więc odrodzone państwo polskie potrzebowało niezależnego nowego portu. I rzeczywiście był to sukces. Profesor Małgorzata Omilanowska przyjrzała się w swoich badaniach percepcji portu gdyńskiego przez czasopismo „National Geografic”. Na początku redaktorzy w pewien sposób wyśmiewali propagandę morską, która wiązała się z budową portu, ale z czasem radykalnie zmienili podejście, a z artykułu, który ukazał się już po wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 r., wprost przebijał zachwyt. Jeśli natomiast chodzi o samo życie mieszkańców, to tuż przed wybuchem wojny pojawiły się głosy, że w Gdyni nie do końca wykorzystano szanse, jakie dawało tworzenie nowego miasta. Można przypuszczać, że to przede wszystkim efekt pędu do szybkiego rozwoju kosztem dobrego rozplanowania.

Z wystawy wiem, że w obu miastach dominowała młoda populacja. Na ulicach było widać wiele kobiet z wózkami, a w każdym z nich funkcjonował tylko jeden dom pogrzebowy, z tego ten w Gdyni, jak pisała ówczesnej prasa: nie najlepiej funkcjonujący.
Faktycznie, w większość do obu miast przyjeżdżali młodzi ludzie, stąd właśnie dużo wózków dziecięcych na ulicach. Młodsze pokolenie reprezentowali też w większości architekci, którzy pracowali i w Gdyni, i w Tel Awiwie. Była to dla nich szansa, ale i wielkie wyzwanie, bo nieraz musieli mocno przekonywać urzędników do swoich nowoczesnych pomysłów. Jeden z numerów czasopisma „Jidisze Bilder”, które wychodziło w przedwojennej Polsce w języku jidysz i obszernie informowało o rozwoju Tel Awiwu, ukazał się z okładką, na której znalazło się hasło „najmłodsze miasto żydowskie” i kolaż, w którym na tle panoramy nowoczesnej ulicy wklejono chłopczyka z lokami. Miał symbolizować młodość Tel Awiwu. Jednak w porównaniu z Gdynią miał on prawdopodobnie nieco wyższą średnią wieku, ponieważ – choć rozwijał się od 1909 roku – to osadnicy przybywali do Palestyny, Erec Israel, jak ją nazywali, już wcześniej. Na jednym ze zdjęć Ze’eva Aleksandrowicza prezentowanych na wystawie widać naprawdę starego Żyda, który siedzi przy wózku dziecięcym.

Tel Awiw został założony na północ od Jaffy, mit założycielski mówi, że kilkadziesiąt rodzin stamtąd postanowiło zamieszkać w bardziej nowoczesnych warunkach. Zakupiono ziemię, losowano muszelkami, jak ją podzielić i na piasku rozrysowano parcele. Dokumentuje to reportaż zrobiony przez Abraham Saskina, z którego zdjęcie również pokazujemy na naszej wystawie. Saskin pochodził z Rosji i był pierwszym i najważniejszym kronikarzem początków miasta. Tel Awiw to symbol projektu syjonistycznego: pustynia jako dzicz, na której powstaje cywilizacja. Podobnie było z kibucami, które zakładano na suchej, popękanej ziemi i po kilku czy kilkunastu latach stawały się tętniącymi życiem ośrodkami rolniczymi z bardzo efektywnymi systemami nawadniania.

Tel Awiw zrodził się na pustyni, a Gdynia rozwinęła się z maleńkiej osady rybackiej.
Tak, ale był w niej dom kuracyjny i kąpielisko, więc już wcześniej przyjeżdżali tam kuracjusze. A co najważniejsze, do Gdyni była doprowadzona kolej, więc do powstającego miasta napływała ludność z różnych stron kraju, w znacznej mierze z południowo-wschodnich kresów, na przykład wielu architektów pochodziło z Lwowa i okolic. To zresztą rodziło pewne napięcia, bo nowi mieszkańcy rozmaicie traktowali Kaszubów, nieraz zarzucano im proniemieckie nastawienie, choć wielu z nich było zdeklarowanymi polskimi patriotami, jak choćby pisarz ludowy Antoni Abraham.

Co skłaniało ludzi do przeprowadzki do Gdyni?
Dobra koniunktura, praca, możliwość rozwoju. I jak wskazują historycy ekonomii, Gdynię, podobnie jak Tel Awiw, w niewielkim stopniu dotknął wielki kryzys. Gdynia stwarzała szansę dla ludzi przedsiębiorczych. Także społeczność żydowską, choć nieliczną, tworzyli prężni i nowocześni ludzie, zorientowani na asymilację z gojami. Jak na przykład kupcy Izrael Reich i Wolf Birnbaum, którzy już wcześniej prowadzili świetnie prosperującą spółkę w Warszawie. Otworzyli działalność w Gdyni, zbudowali istniejącą do dziś kamienicę czynszową i przeprowadzili się tam na stałe. W tym samym domu mieszkał też architekt budynku, reszta lokali była przeznaczona na wynajem. Tu znów pojawia się ciekawa paralela z Tel Awiwem, bo wraz z rozwojem i niekontrolowanym napływem osób, oba miasta zaczęły dotykać powszechne problemy wielkomiejskie, m.in. związane z mieszkaniami. Niektórzy uważają, że w końcu lat 30. Gdynia jako miasto przyjazne dla ludzi była nie do końca spełnioną obietnicą. Na wystawie prezentujemy jeden z numerów „Wiadomości Literackich” z tekstami wybitnych autorów m.in. Zofii Nałkowskiej, Melchiora Wańkowicza, które pokazują dwoistość oceny: z jednej strony pochwała, z drugiej dostrzeganie problemów społecznych, takich jak dzielnice nędzy. Pojawiły się pytania, jak można było do tego dopuścić.

Ale jednak i Gdynia, i Tel Awiw oparły się kryzysowi gospodarczemu z początku lat 30. XX wieku, więc ta obietnica lepszego życia została w pewien sposób spełniona. Obietnica oparta także na architekturze modernistycznej, z założenia przyjaznej dla ludzi, o czym wspomniał pan na początku.
Zdecydowanie jest to styl ukierunkowany na sprawiedliwość socjalną. Wymyślano domy o prostych bryłach, które miały być wygodne i tanie. Czyli dla człowieka! Budownictwo miało spełniać podstawowe potrzeby i marzenia mieszkańca, a nie tylko ambicje architekta czy fundatora. Widać to zarówno w osiedlach gdyńskich, jak i telawiwskich, zwłaszcza tych zakładanych przez syjonistów, którzy w większości prezentowali przekonania socjalistyczne. Mogę przywołać postać wybitnego architekta Ariela Sharona. Urodził się w Jarosławiu, do Palestyny, która była wtedy mandatem brytyjskim, trafił w 1920 roku. Sharona mało interesowały spektakularne realizacje i pracował głównie dla związkowej organizacji robotniczej, dla której stawiał osiedla, centralę, organizował wystawy. Tel Awiw był eksperymentem modernistycznym, który przyświecał nie tylko miastom przyszłego Izraela jako państwa, ale również osadom, kibucom. Wielu architektów, m.in. właśnie Ariel Sharon projektowało też kibuce. To jest zresztą fenomen modernizmu, że sprawdzał się zarówno przy willach, jak przy w miarę ekonomicznych osiedlach.