fbpx

Odkrywamy zawody: organista

Odkrywamy zawody: organista
fot.123rf

Organista to profesja, którą kiedyś mogli poszczycić się najwybitniejsi kompozytorzy i muzycy – Jan Sebastian Bach, Stanisław Moniuszko czy Leszek Werner.
Do pełnienia tej funkcji przygotowują diecezjalne szkoły organistowskie oraz średnie i wyższe szkoły muzyczne (przeważnie na kierunku organy lub muzyka kościelna). Organista odpowiada za ogół oprawy muzycznej liturgii.

Głównym jego zadaniem podczas samej liturgii jest wykonywanie wstępów do pieśni i innych śpiewów liturgicznych oraz prowadzenie śpiewu uczestników mszy poprzez grę na organach. W Polsce organista akompaniuje też odpowiedziom mszalnym na wezwania kapłana i najczęściej śpiewa przy akompaniamencie organów psalm responsoryjny.

Tym razem przyjrzę się pracy Artura Bańko, organisty z parafii św. Wawrzyńca w Luzinie.

Na spotkanie umawiam się w kościele Św. Wawrzyńca, czyli miejscu pracy organisty. Nie było mi dane dziś pospać, bo pierwsza msza święta w dni powszednie rozpoczyna się o godzinie 7:00. Parkuję na kościelnym parkingu o 7:05 i już z tego miejsca słyszę, że organista jest w pracy. Po pokonaniu wąskich i ciemnych schodów na chór szybko staję przy organach, przy których Artur Bańko, z wielką precyzją i skupieniem, rozpoczyna kolejną pieśń.

o8

Po 35 minutach msza święta dobiega końca i organista wita mnie z uśmiechem w swoim niewielkim królestwie, oddzielonym z lewej i prawej strony dwoma regałami.

– Miejsca mam tu niewiele, ale to na własne życzenie. Zbudowałem sobie tutaj taką oazę skupienia, bo podczas Liturgii ludzie siedzieli zbyt blisko mnie, co nie ułatwia skupienia. Najbardziej irytował mnie brak szacunku dla mszy, bo zdarzało się, że żuli gumę i nawet jedli chipsy, co dla mnie jest rzeczą niedopuszczalną. Teraz mam spokój i nic mnie nie rozprasza – wyjaśnia.

fot. Natalia Gruba
fot. Natalia Gruba

–To są organy piszczałkowe, mają 21 głosów.. jedyne, które powinny brzmieć w kościele – tłumaczy działanie organów Artur Bańko – Wszystkie inne są organami zastępczymi. Na ślubach często zdarza mi się grać na takich organach, bo te piszczałkowe działają z opóźnieniem i jest lekki „niesłuch”. A zagranie szybkiej pieśni wymaga tzw. „biegania po klawiszach”. Trzeba zsynchronizować ręce i nogi – mówi organista, demonstrując wykonanie szybkiego utworu. – A do tego potrzeba i sprawności fizycznej i odpowiednich butów, które muszą mieć wąskie czuby, aby z łatwością trafiać w klawisze, bo inaczej wychodzą dziwne melodie przez pomyłki uderzeń. Moje skórzane buty są ze mną od dawna – śmieje się Artur Bańko.

Po wytłumaczeniu mi, na czym polega fenomen organów piszczałkowych, specjalnie dla mnie – w pustym kościele – zagrał najmniejszy koncert świata. W czasie gry podziwiałam precyzję uderzeń w dwa rzędy klawiszy i dobrą koordynację ruchową z pedałami nożnymi. Gdyby obserwować tylko nogi, można by uznać, że organista biegnie siedząc jednocześnie.

– Ja jestem organistą liturgicznym, nie koncertowym, bo kościół nie jest dla mnie salą koncertową. A nawet gdybym chciał, to organy musiałyby być w całości sprawne, a w tych odpadają mi klawisze. Z tym jeszcze sobie radzę. Najgorszy dla mnie jest niedostrój – przez niego mam problemy z zagraniem linii melodycznej, bo słyszę różnicę w tonach i półtonach. Dla wiernych to żaden problem, bo tego nie słyszą, a dla mnie męka, bo jestem perfekcjonistą. Ludzie uważają, że im głośniej grają organy, tym lepiej, a to wielki błąd, bo organista ma pomóc w śpiewie, a nie zagłuszać wiernych organami. I tego się trzymam.

– Aby grać na chwałę Bożą, trzeba być wierzącym. Organista poprzez śpiew pomaga modlić się innym w czasie liturgii. Potrzebna jest wiara i pasja, bo w dużej mierze od dobrze zagranej mszy świętej zależy odbiór wiernych. Swoją pracę traktuję bardzo poważnie, przed każdą mszą czytam Lekcje i Psalmy, aby wybrać odpowiednie pieśni do oprawy muzycznej. Wprowadzam dużo nowych pieśni, aby nie popaść w rutynę i nauczyć wiernych innych melodii. Trzeba kochać dźwięk organów, bo to nie jest profesja dla każdego. Bycie organistą to zawód trudny i wymagający poświęcenia. Żona ma zawsze do mnie żal, kiedy zbliżają się wakacje, święta, sylwester lub jakieś niedzielne uroczystości rodzinne, bo jestem uwiązany. Wolne mogę mieć w tygodniu, ale na niedzielę zawsze muszę wracać. Jedynym wolnym dniem dla mnie jest poniedziałek. Teraz jesteśmy na wakacjach, ale niedaleko, bo i tak muszę przyjechać rano i wieczorem na mszę od wtorku do soboty. Ma to swoje minusy, ale są też plusy, bo mam czas dla dzieci w tygodniu. Robię obiad i zajmuję się domem, a jak dzieci wracają ze szkoły i żona z pracy, wszystko jest gotowe. Tak więc przy okazji jestem trochę gospodynią domową – śmieje się Organista.

fot. Natalia Grupa
fot. Natalia Gruba

– Dobry organista powinien potrafić improwizować, znać się na komponowaniu nowych utworów oraz czytać nuty a vista i pilnować tempa śpiewów. Od dziecka ciągnęło mnie do kościoła. Przez wiele lat byłem ministrantem i zawsze podobał mi się dźwięk organów. Pochodzę z muzykalnej rodziny, tata grał w zespole muzycznym, dziadek w orkiestrze, a mnie tata zapisał na klarnet w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Lęborku. Pierwszą mszę świętą zagrałem w wieku 12 lat w swojej rodzinnej parafii i tam grałem kilka lat, bo w okolicy nie było organisty na stałe. Później kontynuowałem naukę w Studium Organistowskim w Pelplinie, a ostatnio w Szkole Kantorów w Krakowie, która bardzo mnie rozwinęła muzycznie, bo brakowało mi kontaktu ze sztuką. Poszerzyłem horyzonty i zostałem Kantorem Kościoła Mariackiego w Krakowie. Jestem zafascynowany chorałem gregoriańskim, a tam miałem wykłady z dyrygentury chóralnej, kompozycji i organów. W tej parafii jestem od 11 lat i wyjątkowo dobrze mi się gra, bo jest tu dużo ludzi, którzy czynnie uczestniczą i w liturgii i w nabożeństwach. Nie mogę narzekać. Szefa też mam dobrego, a i do pracy mam niedaleko, bo mieszkam praktycznie przy kościele w tzw. ”Organistówce”.

Natalia Gruba

Absolwentka Designu Krajobrazu na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, inżynier Kształtowania terenów zieleni Poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, fotografik po Liceum Plastycznym w Gdyni-Orłowie. Rodowita Luzinianka, oczarowana Kaszubami i polską wsią, jej klimatem i tradycją. Odnajduje swoje powołanie w różnych dziedzinach sztuki: rysuje, tworzy grafiki, mapy, pisze ikony, fotografuje. W centrum jej zainteresowań znajduje się przede wszystkim człowiek i jego relacje z… przyrodą, tradycją, przeszłością, Bogiem i drugim człowiekiem.

ALFABET ZAWODÓW

To projekt, który ma na celu poznanie od zaplecza subiektywnie wybranych przeze mnie zawodów. Wśród 23 specjalistów znajduje się między innymi: leśnik, organista czy też pilot balonowy. Projekt daje mi możliwość pracowania przez jeden dzień w danym fachu i poznanie blasków i cieni poszczególnych profesji. Jest to też moja skarbnica niecodziennych doświadczeń i nauka nowych czynności.