Biennale w Berlinie: Artyści do roboty

materiały prasowe

Pobudka z artystowskiego snu

Czy film przedstawiający więzienny eksperyment jest dokumentem? Czy dokumentami są inne filmy Żmijewskiego? I czy są sztuką? Oczywiście, łatwo odpowiedzieć na to pytanie: Żmijewski jest celebrowany w świecie artystycznym, zdobywa nagrody, wystawia w muzeach. Jeżeli to, co robi, nie jest sztuką, to co nią jest?

Tu jednak kryje się paradoks, bo sam zainteresowany jest nieufnie, a nawet wrogo nastawiony do sztuki – w każdym razie do tego, co pod tym pojęciem potocznie rozumiemy, czyli do całego muzealno-galeryjnego przemysłu nastawionego na produkcję obrazów, rzeźb i innych wyjątkowych przedmiotów służących samym sobie. „Artysta to dla mnie bardzo podejrzana postać – powiada Żmijewski – uwikłana w produkowanie i podtrzymywanie nierówności społecznych”. Sztuka, o której marzy, nie ma nic wspólnego z ekstrawagancką i ekskluzywną dziedziną, jaką znamy z romantycznych artystowskich mitów. Żmijewski sformułował głośny manifest „Stosowane sztuki społeczne”, który opublikował w 2007 roku na łamach lewicowego magazynu „Krytyka Polityczna”. Postulował w nim wybudzenie sztuki z artystowskiego snu, domagał się bezpośredniego zaangażowania w życie społeczne, w politykę i żądał wymiernych skutków, najlepiej natychmiastowych. Tezy Żmijewskiego brzmiały niemal jak projekt nowego socrealizmu, plan redukcji sztuki do propagandy. Jednak nawet jeśli nie zgodzimy się z taką koncepcją, nie zmienia to faktu, że stawiane przez Żmijewskiego pytania są ważne: Czy artysta może zajmować wyraźne ideologicznie stanowisko w sztuce? Czy może reprezentować swoje polityczne poglądy?

Jaka piękna katastrofa

Żmijewski raz jest rzeźbiarzem, to znów teoretykiem, eseistą, wydawcą, kuratorem, a nawet, jeżeli trzeba, człowiekiem teatru. Pod koniec 2011 roku zainscenizował na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie „Mszę” – spektakl przedstawiający katolicką liturgię, widowisko nieróżniące się niczym od nabożeństwa w kościele – z wyjątkiem faktu, że księży zastąpili aktorzy, wiernych widzowie, zaś cała ceremonia została pozbawiona religijnego znaczenia i pokazana jako czysta forma życia społecznego.

Przede wszystkim jednak Żmijewski kręci filmy. W projekcie „Demokracje” pokazuje zamieszki, marsze protestacyjne, ceremonie religijne i państwowe w różnych zakątkach świata. W „Katastrofie” przedstawia publiczne manifestacje poglądów politycznych w Polsce po tragedii smoleńskiej. W „Onych” sam inscenizuje polityczną sytuację, organizując wspólne warsztaty plastyczne dla wrogich sobie ideologicznie grup: młodych żydowskich aktywistów, nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, konserwatystów z Akcji Katolickiej oraz grupy skrajnie lewicowych anarchistów. Spotkanie zakończyło się eskalacją wzajemnej wrogości; na koniec uczestnicy podpalili prace, które stworzyli podczas warsztatów. Artysta ani myślał mediować między zwaśnionymi grupami. Przeciwnie, bardziej od kolejnego „porozumienia ponad podziałami” interesuje go wydobywanie i ujawnianie konfliktu. Powszechna zgoda, łagodzenie napięć oznacza według niego bezruch. Bez antagonizmów demokracja jest martwa, bez konfliktu niemożliwa jakakolwiek społeczna zmiana.

Laboratorium

Konflikt, antagonizm i przeciwstawne racje Żmijewski wybrał również jako siły napędowe berlińskiego Biennale. Do współtworzenia imprezy zaprosił radykalny moskiewski kolektyw o wszystko mówiącej nazwie Voina – grupę artystycznych aktywistów znanych z prowokacji wymierzonych w obecny polityczny porządek w Rosji, akcji przeprowadzonych na granicy i poza granicą prawa. Pod swoimi sztandarami Żmijewski gromadzi w Berlinie tych, dla których sztuka to „polityka uprawiana innymi metodami”. Biennale zmienia się w laboratorium, w którym testuje się skuteczność sztuki. A czy ona sama zniesie ten eksperyment? Jak dotąd była w stanie znieść wszystko, przerobić każdy bunt i prowokację na dzieło, towar, muzealny eksponat. Tylko że właśnie tego Artur Żmijewski najbardziej chciałby uniknąć. Jeden z najciekawszych artystów naszych czasów walczy jak lew, aby jego sztuka nie została pochłonięta przez sztukę.

7. Biennale w Berlinie potrwa do 1 lipca 2012 roku.

Wypowiedzi Artura Żmijewskiego zaczerpnąłem z wywiadów opublikowanych w książce „Żmijewski. Przewodnik Krytyki Politycznej”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »