1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Pozwól sobie na zmianę

Pozwól sobie na zmianę

Czy warto zmieniać obecny zawód? Czy warto odejść z obecnej pracy na rzecz rozwoju w nowej? Czy warto ryzykować, kształcić się po godzinach, by zdobywać nowe umiejętności? A może bezpieczniej nic nie zmieniać pomimo niezadowolenia i braku perspektyw?

Wybór należy do nas. Jednak warto zdać sobie sprawę z tego, że obecny rynek pracy staje się coraz bardziej wymagający. Czy nam się to podoba, czy nie, pracodawcy cenią bogate doświadczenie zawodowe, elastyczność, a przede wszystkim chęć uczenia się i otwartość na zmiany. Minęły już czasy „dożywotniego” zatrudnienia w jednym miejscu pracy. Dzisiaj musimy się pogodzić z częstą reorientacją zawodową. Zmiana pracy czy zawodu staje się normą.

Dzisiaj wzorcowa „kobieta pracująca” to kobieta otwarta i ciekawa świata. Dokształcająca się nawet wtedy, kiedy jest zatrudniona. To kobieta, która szybko analizuje rynek pracy i często już po trzech–sześciu miesiącach pracy w nowym miejscu wie, czy znalazła, to, czego szukała, czy też nie. Czy ma szanse rozwoju, czy też widzi, że wybór konkretnej firmy nie daje jej możliwości samorozwoju.

Do ilu razy sztuka?

Najkrótszym okresem dobrze widzianym w oczach przyszłych pracodawców jest jeden rok pracy w danej firmie. Jednak tendencja jest taka, że z wiekiem dobrze jest zmieniać pracę coraz rzadziej. Młode osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z karierą, nawet jeśli skaczą z kwiatka na kwiatek, są postrzegane jako dynamiczne, otwarte, szukające tego, co naprawdę będzie ich pasją. Natomiast kiedy osoba już z pewnym dorobkiem zawodowym zmienia pracę co kilka miesięcy, może być odbierana jako ta, która nie wie, co chce robić w życiu, albo po prostu się nie sprawdza i jest ciągle zwalniana.

Najważniejszy jest dobry plan

1. Zastanów się, dlaczego chcesz zmienić pracę

Planując zmianę pracy lub zawodu, trzeba najpierw odpowiedzieć sobie na pytania: Dlaczego chcę zmienić daną pracę? Co mi nie odpowiada? Czy za mało zarabiam? Czy nie widzę szans na rozwój i awans?

Powody zmiany pracy mogą być rozmaite – od prozaicznych, jak brak podwyżek, poprzez personalne, jak np. niemiła atmosfera w pracy, po merytoryczne, jak to, że nie możesz znaleźć satysfakcjonującego zatrudnienia w swoim zawodzie i przekwalifikowanie się jest jedyną szansą wyjścia z impasu czy nawet bezrobocia. Czasami do zmiany pracy popycha nas poczucie niespełnienia zawodowego, przeciążenie obowiązkami lub sytuacja przeciwna, w której mamy zbyt mało obowiązków do wykonania lub zadania są poniżej naszych umiejętności i kwalifikacji, monotonia pracy lub ostra rywalizacja itd. Są też wśród nas kobiety, które dążą do zmiany, bo kieruje nimi tzw. potrzeba osiągnięć. To osoby, które ciągle chcą odkrywać i sprawdzać się w nowych obszarach, poznawać to, czego jeszcze nie znają.

Warto dokładnie przeanalizować wszystkie powody, by poznać odpowiedź na najważniejsze pytanie, czy na pewno jestem gotowa na zmiany, czy tylko o nich mówię, bo marzy mi się coś, czego nie mam, zgodnie z powiedzeniem „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”.

2. Określ swój potencjał

Im lepiej znamy siebie, tym jaśniej potrafimy określić, co lubimy robić, co sprawia nam przyjemność, a co jest źródłem stresu, jakie mamy talenty, a nad czym jeszcze musimy popracować.

Tak więc zrób szczegółowy bilans dotychczasowych doświadczeń. Poświęć na to wolny czas. Warto zrobić to naprawdę dogłębnie.

Podziel kartkę na dwie części. Po prawej stronie wypisz swoje zasoby, to znaczy: gdzie pracowałaś, czego się tam nauczyłaś, jakie kompetencje i umiejętności nabyłaś, jakie sukcesy masz na swoim koncie, jakie zdobyłaś kwalifikacje. Wypisz także swoje tzw. miękkie umiejętności, np.: skrupulatność, niezawodność, łatwość komunikacji i inne cechy charakteru, które mogą mieć znaczenie w pracy, o której myślisz. Po lewej stronie wypisz swoje ograniczenia i słabe strony. Świadoma siebie lepiej określisz swój przyszły rozwój i zawody, które możesz wykonywać.

 

3. Dostosuj zawód do swojej osobowości

Każda z nas ma predyspozycje do wykonywania określonych zawodów i pracy w określonych warunkach. Każda z nas ma inny rodzaj naturalnych zasobów intelektualnych, emocjonalnych i poznawczych. Osoba pełna energii, niemogąca usiedzieć w jednym miejscu nie jest w stanie z dnia na dzień zmienić się w spokojną, wyciszoną i na odwrót. Jeśli sama nie potrafisz określić osobowościowych preferencji, możesz udać się do doradcy zawodowego. Określi on listę zawodów, które będą dla ciebie najodpowiedniejsze, oraz wskaże, jakie szkolenia czy studia podyplomowe warto skończyć, by rozpocząć pracę w nowym zawodzie.

4. Sprawdź obecną sytuację na rynku pracy

Nawet jeśli pracujesz w wymarzonym miejscu, od czasu do czasu sprawdzaj, co dzieje się na rynku pracy, jakie zawody cieszą się największym wzięciem, czego oczekuje się od takich specjalistów jak ty, itd. Jeśli rozważasz sprawdzenie się na zupełnie nowym dla ciebie polu, weź pod uwagę trendy panujące na rynku pracy, poczytaj o prognozach dotyczących poszukiwanych i popularnych zawodów. Może to pozwoli odkryć twój wymarzony nowy obszar, a może uzmysłowi, że praca, którą sobie wymyśliłaś, jest zupełnie nierealna.

5. Sprawdź, czego musisz się nauczyć

Określ, jakie nowe kompetencje musisz zdobyć, jaką wiedzę musisz posiąść i gdzie zdobędziesz doświadczenie w nowym zawodzie. Zmieniając zawód, trzeba sobie uświadomić, że poszerzanie wiedzy i zdobywanie doświadczenia wymaga czasu. Dlatego dokładnie określ, ile czasu potrzebujesz na naukę nowych umiejętności i jakie koszty finansowe poniesiesz w związku ze zmianą pracy. Zastanów się, czy będziesz miała z czego się utrzymać, jeśli zrezygnujesz z obecnej pracy? Czy jesteś w stanie zrezygnować z niektórych zajęć na rzecz edukacji? Czy uda ci się pogodzić obecną pracę, życie rodzinne ze zdobywaniem nowego doświadczenia? Czy masz możliwości poniesienia wysokich kosztów szkoleń? Zrób sobie plan czasowy i finansowy na najbliższe pół roku, rok, dwa lata. Dobrze zaplanowana zmiana pomoże uniknąć niepotrzebnego stresu. Dokładnie wiesz, co cię czeka i – co najważniejsze – oswajasz się z naturalnym lękiem przed zmianą.

Czy warto zmieniać zawód?

Na pewno zawsze warto w siebie inwestować, rozwijać się zawodowo, kończyć rozmaite kursy i zdobywać doświadczenie na wielu płaszczyznach. Złota zasada mówi, że im większe masz doświadczenie, tym łatwiej jest ci się przekwalifikować i dostosowywać do zmiennych warunków rynku pracy.

Zmiana zawodu nie jest jednak prostą sprawą, wymaga cierpliwości i wytrwałości, bo jedyne oferty, na które można liczyć na początku, to posady mało płatne i mało atrakcyjne, np. w charakterze asystentki, pracownika tymczasowego, a czasami nawet stażystki. Ta droga jest trudna, ale jeśli po głębokiej analizie wszystkich „za” i „przeciw” podejmiesz decyzję, że chcesz diametralnej zmiany, to warto za nią podążyć. Jest wiele przykładów osób, które mimo przepracowania wielu lat w jednym zawodzie zmieniły go na zupełnie inny i są dziś szczęśliwe.

Ewa, 45 lat, przed zmianą nauczycielka angielskiego z dziesięcioletnim stażem. Decyzję o zmianie pracy podjęła ze względów finansowych i z powodu braku satysfakcji zawodowej. Postanowiła zostać tłumaczem w międzynarodowej firmie. Zapisała się na kursy certyfikacyjne, szkolenia (w czasie kiedy nadal pracowała w szkole jako nauczyciel) i już w ich trakcie zaczęła pracować na umowy-zlecenia dla różnych firm, tłumacząc umowy handlowe oraz uczestnicząc w negocjacjach. Dzięki temu zyskała doświadczenie w wielu branżach, pracowała bowiem jako tłumacz w firmach produkcyjnych, szkoleniowych, handlowych. Kolejnym krokiem było zamieszczenie ogłoszenia o swoich usługach translatorskich w Internecie. Obecnie Ewa ma własną firmę zajmującą się tłumaczeniami.

Anna, 36 lat, od początku swojej kariery pracowała na stanowisku księgowej. Postanowiła zmienić pracą na taką, o której od dawna marzyła, ale wcześniej nie mogła pozwolić sobie na nowy zawód. Pieniądze z pensji odkładała na kursy i szkolenia dla… kosmetyczek. Zawsze chciała pracować w tym zawodzie. Kończyła kursy w Polsce i za granicą. Przez trzy kolejne lata wieczorami, po pracy na stanowisku księgowej, zdobywała doświadczenie w jednym z salonów jako kosmetyczka. Obecnie pracuje w dużej sieci gabinetów spa.

Autorka jest psychologiem biznesu, coachem wyższej kadry menedżerskiej, prezesem rady psychologii biznesu w Europejskim Forum Właścicielek Firm.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak pomóc samemu sobie? Autocoaching

Zatrzymanie się i obserwacja siebie, swojego środowiska, sprawdzanie tego, jak się mam z tym, co mnie otacza, czego doświadczam, to pierwszy krok do zmiany. (Fot. iStock)
Zatrzymanie się i obserwacja siebie, swojego środowiska, sprawdzanie tego, jak się mam z tym, co mnie otacza, czego doświadczam, to pierwszy krok do zmiany. (Fot. iStock)
Po raz kolejny nie udało ci się wytrwać w decyzji, by regularnie biegać? Nawet nie pamiętasz swoich noworocznych postanowień? Próba wprowadzenia zdrowszej diety znowu spełzła na niczym? To znak, że masz problem z realizacją swoich planów. Możesz poprosić o pomoc coacha albo zgodnie z zasadą „zrób to sam” zostać swoim własnym trenerem. Na początek wystarczy uwierzyć, że możesz się zmienić.

Coach to ktoś, kto ma nam pomóc w uwolnieniu potencjału i wprowadzeniu zmian w naszym życiu, a także ułatwić osiągnięcie wybranych przez nas celów. Jak to wygląda w praktyce? Coach zadaje pytania, żeby skłonić swojego klienta do szukania odpowiedzi, samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Czy zgodnie z modną ostatnio na świecie, a od czasów PRL-u w Polsce, filozofią DIY (do it yourself, czyli zrób to sam) można zostać swoim własnym trenerem, takim Adamem Słodowym osobistego rozwoju? Na pewno warto spróbować, stawka jest wysoka, kto by nie chciał osiągać własnych celów, poprawić swojej motywacji i skuteczności.

Prosto do celu

Trudność polega na tym, że autocoaching to samodzielne wypracowanie planu działania. Naszym zadaniem jest stawianie sobie pytań, tylko jakich? O odpowiednie narzędzia pracy ze sobą podpytuję zajmujące się coachingiem, konsultingiem i mentoringiem Katarzynę Ramirez-Cyzio i Dagmarę Miąsek.

Katarzyna Ramirez-Cyzio: – Pierwszym i najważniejszym krokiem jest określenie celu, nawet jeśli on nie jest wyrażony wprost („Tego nie chcę” znaczy przecież, że czegoś chcę w zamian). To może być na przykład jakiś problem do rozwiązania, który przeformułujemy na cel. Dobrze wyobrazić sobie, jak to będzie, gdy ten cel już zrealizujemy. Pozwoli nam to dokonać wstępnego sprawdzenia, czy to przypadkiem nie jest cel pozorny (np. uwewnętrznione oczekiwania innych). Pobudzi też do refleksji nad tym, jak jest, a jak chcę, żeby było. Podobnie działają pytania doprecyzowujące. Jeśli ktoś chce „być dobrym ojcem”, dobrze dookreślić ten przymiotnik. Zastanowić się, co to znaczy i jak to będzie, jak już nim się stanie, co się zmieni. Gdy ktoś mówi: „Chcę więcej biegać”. Zastanawiamy się: „Więcej, czyli ile?”. A potem: „Jak często? Gdzie?”. Po takim doprecyzowaniu czasem człowiek zauważa, że jednak właściwie nie chodzi mu o bieganie, tylko na przykład o to, żeby być zdrowym, a o zdrowie można zadbać na różne sposoby.

Pytania o cel: Czego chcę? Do czego w życiu dążę?, powinny nas skłonić do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę jest dla nas ważne.

Dagmara Miąsek: – Bo jedno to jest mierzalny i dookreślony cel, a drugie to wartości: Po co chcesz biegać? Co dzięki temu będziesz miał, a co stracisz? Tych pytań może być wiele, ale tu chodzi o dojście do tego, jakie korzyści stoją za naszym celem. Co zyskam, jeśli coś w swoim życiu zmienię, czy bilans zysków i strat wprowadzania danej zmiany jest dla mnie korzystny?

Porozmawiaj – ze sobą

Budowaniu samoświadomości sprzyjają ćwiczenia medytacyjne i trening mindfulness. Bycie obecnym w sobie, uważność na to, co się dzieje dookoła, ale także w nas samych, to podstawa. Trenerki z Pracowni Satysfakcji mówią, że taką uważność najprościej uruchomić z poziomu ciała. Proponują proste ćwiczenie – podczas rozmowy koncentrować uwagę nie tylko na relacji z drugą osobą, ale też na własnych odczuciach: czy mi gorąco, co robi moja lewa noga itp. Kolejnym ćwiczeniem może być świadome skupienie na ciele podczas wykonywania prostych fizycznych czynności, takich jak zmywanie albo kopanie w ogródku.

Zatrzymanie się i obserwacja siebie, swojego środowiska, sprawdzanie tego, jak się mam z tym, co mnie otacza, czego doświadczam, to pierwszy krok do zmiany. Ludzie bardzo często unikają takiej refleksji, bo boją się, że poczują brak satysfakcji i nie będą wiedzieli, co z tym dalej zrobić. Wybierają więc życie w pędzie, na autopilocie, bo obecny stan rzeczy jest znany i oswojony. Jeśli chcę stosować autocoaching, muszę się zatrzymać, sprawdzić, w którym miejscu swojego życia aktualnie się znajduję, co mi się podoba, a co przeszkadza. Innymi słowy każdego dnia zadawać sobie pytanie o to, czy chcę być tu, gdzie jestem. Czy mam radość z tego, czym się zajmuję.

Przekonanie podlega zmianie

Warunkami coachingowej pracy z samym sobą są dyscyplina i uczciwość wobec samego siebie. Kiedy już nazwiemy cel i wartości, pora zastanowić się nad tym, które doświadczenia pomogą nam w jego realizacji, a które będą tylko przeszkadzać. Dochodzimy do szczególnego momentu – pracy z własnymi przekonaniami.

Katarzyna Ramirez-Cyzio: – W coachingu zawsze zaczynamy od celu i wartości, potem są zasoby i na końcu działanie. Ale clou to także obawy i przekonania, one mogą dotyczyć celu („To nie dla mnie, to za trudne”; „Nie dam rady”). Mogą dotyczyć wartości („Nie wiem, czy to jest do końca uczciwe”; „Co na to mój mąż czy przełożony?”), mogą dotyczyć zasobów („Nie umiem tego zrobić, bo nigdy tego nie robiłem, nie potrafię”) albo działania („Jak to, ja mam tak po prostu pójść i zapytać?!”).

Dagmara Miąsek: – Własne przekonania trudno rozpoznać bez pomocy kogoś z boku. Są widoczne na przykład w języku, którego używamy. Warto się przyjrzeć choćby przekonaniu o tym, że coś muszę. Mogę przecież powiedzieć: „Powinnam, należy, wybieram, decyduję” albo po prostu: „chcę”. Może się okazać, że ja wcale nie „muszę”, tylko decyduję się coś zrobić w tej chwili, bo przyniesie to określone skutki w niedalekiej przyszłości. To jest przeformułowywanie i praca z wewnętrzną motywacją. Jak ja mam w głowie, że coś muszę, to ja tej motywacji nie mam. Zmuszam się, jestem w napięciu.

Jak ważne są nasze przekonania, dowodzą zwolennicy psychologii pozytywnej, mózg o wiele lepiej działa z optymistycznym niż z negatywnym nastawieniem. Optymista potrafi porzucić dotychczasowe schematy, znajduje nowe drogi do ważnych celów, ma konstruktywne podejście do porażek, traktuje je jak lekcję, informację zwrotną na temat tego, jak należy działać. Ba, bardziej niż pesymista dba o swoje zdrowie i przyszły dobrostan. Nawet realiści mają niższą samoocenę, częściej czują się przygnębieni i chorują. Choć może nam się to nie podobać, złudzenia na własny temat nam służą, oczywiście, pod warunkiem że są pozytywne. Na szczęście nie musimy być raz na zawsze optymistami albo pesymistami. Możemy nauczyć się reinterpretacji zdarzeń w taki sposób, żeby zmieniać swoje skłonności do czarnowidztwa. Zmieniając sposób myślenia, możemy z kolei zmienić swoje uczucia, zachowanie, a więc to, kim się stajemy.

Przekonaniem, które jest fundamentem podejmowania trudnych wyborów i wytrwałego dążenia do celów – oprócz optymistycznych zapatrywań na przyszłość – jest nastawienie: „Myślę, że dam radę” . Profesor Walter Mischel z Uniwersytetu Columbia, autor książki „Test marshmallow...” (wydawnictwo Smak Słowa), widzi w połączeniu tych dwóch elementów sedno definicji samokontroli. To dzięki samokontroli właśnie przypominamy sobie o wybranych celach i warunkach ich osiągnięcia, sprawdzamy postępy w naszych dążeniach, panujemy nad pokusami, które nas od nich odciągają. Poczucie kontroli można budować, pielęgnując w sobie przekonanie: „Mam wpływ na swoje zachowanie, mogę się zmieniać, rozwijać, uczyć”, i zmieniając swoje nawyki.

Dagmara Miąsek: – Przypominam jeszcze raz – uważajmy na słowa! Nie mówmy: „Udało się”, bo w tym sformułowaniu brakuje poczucia sprawczości, tylko: „Zrobiłam to”. Zamieniamy słowa, wypracowujemy pewien automatyzm, a pójdzie za tym refleksja, że ja jednak mam wpływ na to, co robię.

Wyrokujący kontra uczeń

Myślenie przebiega według wzoru: pytanie – odpowiedź, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nasz mózg instynktownie szuka odpowiedzi na postawione pytania. Opierając się na tym założeniu, doktor psychologii Marilee Adams w swojej książce „Myślenie pytaniami” (wydawnictwo Studio Emka)  dowodzi, że poprzez umiejętne zadawanie pytań sobie (ale również innym) możemy kształtować swój sposób myślenia i działania oraz wpływać na osiągane rezultaty. Cała sztuka to nauczyć się formułować w myślach odpowiednie pytania. Jedne mogą bowiem stymulować naszą ciekawość, otwierać na nowe rozwiązania, a inne doprowadzać do rozpaczy, wywoływać bierność lub poczucie przegranej.

Adams przedstawia dwie strategie reagowania na otaczającą rzeczywistość obecne w naszych głowach. Pierwsza to postawa wyrokującego związana z automatycznymi reakcjami pod wpływem emocji, skupieniem na obwinianiu innych albo siebie, a co za tym idzie – z zamknięciem na nowe pomysły i kompletnym brakiem efektywności. Uciekamy w taki sposób myślenia zwłaszcza podczas wszelkiego rodzaju konfliktów. Wyrokujący jest często defensywny, przekonany o własnej nieomylności, ma poczucie wyższości i potępia innych albo siebie. Pytania, które mu towarzyszą, to: Kto jest winien? Jak mogłem przegrać? Jak mogę udowodnić, że mam rację? W jaki sposób przejąć kontrolę? Co jest z nimi/ze mną nie tak? Dlaczego oni są tacy głupi? Dlaczego jestem nieudacznikiem? Po co się tym przejmować?

O wiele bardziej efektywna jest postawa uczącego się, którą charakteryzuje przemyślany wybór, ciekawość, dociekliwość oraz koncentracja na rozwiązaniu i relacjach wygrana – wygrana. Pytania, które reprezentują tę postawę, to: Co się stało? Co w tym pożytecznego? Czego chcę? Czego mogę się nauczyć? Za co jestem odpowiedzialny? Co druga osoba myśli, czuje, czego potrzebuje, chce? Jakie są fakty? Co jest możliwe? Jaki mam wybór? Co teraz najlepiej zrobić?

Wprawdzie nie zawsze mamy wpływ na to, co nam się przytrafia, ale zawsze możemy wybrać, jak to potraktujemy. Rozwinięta zdolność obserwacji samego siebie pozwoli nam na dokonywanie świadomego wyboru naszych reakcji w taki sposób, by nie kierowały nimi negatywne emocje, poczucie zagrożenia czy bodźce z zewnątrz.

Oba sposoby myślenia – wyrokującego i uczącego się – w nas współistnieją i najlepiej to zaakceptować. Adams podpowiada na szczęście prosty sposób na przestawienie się na tryb uczącego się. Jak to zrobić? Oczywiście, zadając sobie odpowiednie, tzw. przełączające pytania. Oto kilka z nich: Jak mogę inaczej o tym myśleć? Jakie przyjmuję założenia? Gdzie chciałbym być? Czy moje nastawienie da mi to, czego chcę? Czy jestem w pozycji wyrokującego?

Wcześniej jednak dobrze się upewnić, czy rzeczywiście przyjęliśmy postawę wyrokującego. Najłatwiej zrobić to na podstawie sygnałów wysyłanych przez ciało, takich jak napięcie, wyczerpanie, niepokój, podenerwowanie, przygnębienie. W rozpoznawaniu różnic między wyrokującym a uczącym się „ja” pomocna bywa także umiejętność spojrzenia na siebie z zewnątrz, bycia świadkiem swoich myśli i działań.

Zmieniamy się poprzez działanie

Kolejnym krokiem autocoachingowej pracy jest sprecyzowanie planu działania, który ma nas doprowadzić do obranego celu. Ta droga powinna być zgodna z naszymi umiejętnościami, czyli zasobami. Jak do nich dotrzeć? Pomocne okażą się pytania, takie jak: Jakie mam doświadczenie w tej dziedzinie? Czego mogę się nauczyć? Kto może mi pomóc w osiągnięciu celu? Czego potrzebuję, żeby to osiągnąć?

Dagmara Miąsek: – Zwykle koncentrujemy się na porażkach, mamy łatwość zapominania o własnych sukcesach, a one budują poczucie sprawczości, poczucie własnej wartości. Polecam ćwiczenie „Linia życia”. Polega na wypisaniu pozytywnych zdarzeń ze swojego życia, które wydarzyły się dzięki nam, mieliśmy na nie wpływ, czyli swoich sukcesów, a potem umiejętności, cech, doświadczeń, które pomogły je osiągnąć. Tak powstaje mapa zasobów.

Katarzyna Ramirez-Cyzio: – Każdy krok, który zrobimy samodzielnie, przybliża nas do tego, żebyśmy wsparcia potrafili też szukać obok. Jeśli ja się rozwijam i w którymś momencie dochodzę do ściany, to szukam wsparcia. Zaczynam zbierać informacje z najbliższego otoczenia. Często proszę klientów, żeby ich najbliżsi zadali im pytania dotyczące celu, jaki sami sobie wybrali.  Na przykład: „Chcę wybudować dom. Zadajcie mi jakieś inspirujące pytanie, które może mi pokazać coś, czego nie wziąłem pod uwagę”. 50 otrzymanych tak pytań to mogą być kwestie dawno przez nas przemyślane, ale któreś może nas zainspirować. To prosta metoda na selfcoaching wśród najbliższych. Można też zbierać sobie pytania, robić ich listę: Kiedy? Po co? Dlaczego? Z kim? W jaki sposób? Którędy? I badać za ich pomocą własne cele.

Pozostaje jeszcze realizacja planu. Jeśli wybraliśmy cel zgodnie z założeniami SMART, możemy go podzielić na konkretne zadania i dać sobie na nie określony czas. Ważne jest sprawdzanie postępów, to informacja zwrotna o skuteczności działań i źródło wewnętrznej motywacji. Zaczynamy od pierwszego punktu z listy kroków, które mają nas przybliżyć do osiągnięcia celu. Nie ma się czego bać, jak śpiewała Anna Jantar: „Najtrudniejszy pierwszy krok, za nim innych zrobisz sto”.

  1. Styl Życia

Jak się zmotywować? Stwórz swój kod motywacyjny!

Spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja? (Fot. iStock)
Spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja? (Fot. iStock)
Kluczem do zmotywowania się do działania jest traktowanie przeszkód jak mądrych doradców. To nie jest łatwe, ale możliwe. A skutecznie pomoże w tym stworzenie kodu motywacyjnego, za pomocą którego skłonimy samych siebie do osiągnięcia celu.

Według Tamary Lowe, współczesnej amerykańskiej ekspertki od motywacji, ustalenie swojego kodu motywacyjnego nie jest trudne. Wystarczy odpowiedzieć na trzy pytania:

1. Lubisz rywalizację czy raczej wolisz współpracę? Jeżeli lubisz rywalizację, zapewne bardziej koncentrujesz się na powierzonych zadaniach (Lowe nazywa takich ludzi „Wydajnymi”). Natomiast jeżeli wybierasz współpracę, to tak naprawdę znaczy, że dążysz do kontaktów z innymi (jesteś „Kontaktowy”). 2. Wolisz stabilizację czy zmiany? W pierwszym przypadku stymuluje cię ustalony porządek (Lowe nazywa takich ludzi „Stabilnymi”). W drugim – nowe doświadczenia (jesteś „Zmienny”). 3. Co daje ci większe poczucie wartości w pracy – uznanie czy pieniądze? Jeżeli wybierasz uznanie, to znaczy, że masz potrzebę akceptacji, czyli jesteś motywowany systemem nagród wewnętrznych („Wewnętrzny”). Jeśli natomiast optujesz za wynagrodzeniem pieniężnym, stymulują cię nagrody zewnętrzne (jesteś „Zewnętrzny”).

Ale to nie znaczy, że zawsze i wszędzie motywuje nas to samo. Typy motywacyjne mogą się różnić w zależności od miejsca i okoliczności naszego działania. Na przykład w pracy możemy być „Wydajnymi”, a w domu „Kontaktowymi”. Preferencje motywacyjne mogą zmienić się też wraz z wiekiem.

Dlaczego odkrycie kodu motywacyjnego jest tak ważne? Bo od tego zależy jakość naszego życia, tu tkwi tajemnica sukcesów zawodowych i tych w relacjach z innymi. Lowe twierdzi wręcz, że to klucz do samorealizacji. Zatem według badaczki nieodkrycie tego klucza utrudnia nasz rozwój. Załóżmy, że nie znasz swojego kodu motywacyjnego. A motywują cię: potrzeba kontaktu z innymi, dążenie do stabilizacji, uznanie. Masz stabilną posadę, która daje ci możliwość pracy z przyjaznym zespołem ludzi o podobnych poglądach. Innymi słowy – praca gwarantuje dwa z trzech charakterystycznych dla ciebie czynników motywacyjnych (potrzeba kontaktu i dążenie do stabilizacji). Natomiast trzeci (uznanie) w ogóle się w niej nie liczy. Nikt z przełożonych nie daje ci odczuć, że dobre wykonywanie obowiązków ma jakieś znaczenie. Co wtedy? Możesz oczywiście nadal z powodzeniem robić to, co robisz, lubić swoją pracę, ale twoja motywacja będzie powoli słabła, aż w końcu całkowicie wygaśnie. I nie będziesz wiedzieć, dlaczego tak się stało.

Mało bowiem ludzi intuicyjnie wyczuwa, co ich motywuje. Dlatego, zdaniem Tamary Lowe, tak ważne jest poznanie swojego kodu motywacyjnego, czyli swoich potrzeb, dążeń i preferowanych nagród. Jak zapewnia badaczka, wtedy łatwiej nam będzie osiągnąć prawdziwe spełnienie zawodowe i osobiste. Wiadomo, że każdy z nas woli wypoczywać, niż pracować. Robić to, co lubi, niż to, co powinien. Ale nie zawsze jest to możliwe. Może więc spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja?

Plan mobilizacyjny - jak skłonić siebie do osiągnięcia celu (na przykładzie rzucania palenia):

1. Zacznij od końca. Stwórz jasny obraz tego, czego pragniesz. Ten obraz ma być tak żywy, że patrzenie na niego oczyma wyobraźni powinno dodawać energii. (Nie wydaję pieniędzy na papierosy, mam czysty oddech, nie kaszlę). 2. Wypisz swoje atuty pomocne w realizacji celu. Umieść na tej liście talenty, zdobyte umiejętności, zasoby finansowe, które wykorzystasz do osiągnięcia tego, co sobie założyłaś. (Jestem wytrwała, konsekwentna, potrafię dotrzymywać słowa, wiem, jakie są skutki palenia). 3. Odwołuj się do pozytywnych przykładów. Nie wyważaj otwartych drzwi. Jeżeli ktoś przed tobą osiągnął ten sam cel, możesz wykorzystać jego doświadczenie. Znajdź więc taką osobę i wzoruj się na niej. (Moja przyjaciółka rzuciła palenie z dnia na dzień. Zacznę więc nie od ograniczania liczby wypalanych papierosów, ale tak jak ona rzucę palenie definitywnie i od zaraz). 4. Określ swoje ograniczenia. Wypisz potencjalne przeszkody i wyzwania, jakie możesz napotkać na drodze do celu. I znajdź sposób na ich pokonanie. (Jestem impulsywna. W trudnej sytuacji czy w stresie zawsze sięgam po papierosa. Zanim jednak to zrobię, wezmę kilka głębszych oddechów, sięgnę po gumę do żucia lub coś małego do przegryzienia). 5. Nawiąż współpracę. Nie chodzi o samą znajomość, ale o realne wsparcie. Nie broń się przed przyjęciem go. (Skorzystam z pomocy psychoterapeuty). 6. Przygotuj się na małe sukcesy, zanim osiągniesz ten oczekiwany. Nawet jeśli od razu masz sukces, pamiętaj, że trzeba go utrwalić. Powtarzaj więc wielokrotnie swoje dokonania. (Nie palę już drugi miesiąc! Ale nadal unikam sytuacji kojarzących się z paleniem). 7. Bądź gotowa na wszystko. Przygotuj się na nieoczekiwane przeciwności losu. Już na początku zaplanuj, co zrobisz, żeby wytrwać mimo wszystko. (Na imprezie po dwóch lampkach wina kolega częstuje mnie papierosem. „Tylko jednego” – kusi. Muszę być asertywna, bo zniweczę wszystko, co mi się udało! „Już nie palę, zapamiętaj to” – odpowiadam).

  1. Psychologia

W jaki sposób połączyć pracę z przyjemnością?

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
– Życie nie zaczyna się dopiero po pracy, żyjesz przez cały czas. Kiedy to zrozumiesz, w sposób naturalny zadbasz o sferę zawodową tak, żeby się nie skrzywdzić - twierdzi life coach Joanna Godecka.

 

Czy pracę i przyjemność można w ogóle połączyć? – spytasz. Można, a nawet trzeba – twierdzi Joanna Godecka. – Nie istnieje podział na życie prywatne i to zawodowe. Życie to życie, jest jedno - dodaje.

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością, co możesz robić bez przerwy i niemal bez wysiłku, i zadbaj o to, żeby twoja praca zawierała te elementy. Proste. Dajmy na to, lubisz siedzieć w kawiarni i patrzeć na ludzi. Co cię w tych ludziach najbardziej interesuje? Może to, jak są ubrani? Może zgadujesz, kim dla siebie są, jakie relacje tworzą? Może po prostu słuchasz, w jaki sposób i o czym mówią? Zatem twoim atutem jest obserwowanie ludzi. To może być twój punkt wyjścia. Bo wiele wskazuje na to, że potrafisz i – co ważniejsze – lubisz obserwować. Może dobrze wyłapujesz trendy i mogłabyś prowadzić modowego bloga albo zająć się projektowaniem ubrań? Obserwowanie ludzi, ich zachowań, ich życia przydaje się też w marketingu, PR, w dziennikarstwie oraz w pisaniu książek. A także w szeroko rozumianej psychologii. Wnioski wzrokowca to twarde dane, które można wykorzystać w wielu dziedzinach. W nich właśnie możesz się spełnić.

Kariera a czerpanie przyjemności z pracy

Dobrze jest wziąć też pod lupę swoje przekonania na temat tego, czy rzeczywiście jest w tobie zgoda na to, żeby dostawać wynagrodzenie za coś, co sprawia ci przyjemność. Może praca to dla ciebie jednak duży wysiłek, zmęczenie, stres oraz masa wyrzeczeń i dopiero gdy przejdziesz tę trudną drogę, dajesz sobie prawo do odpoczynku? Z takim przekonaniem zapewne nie oprzesz kariery na przyjemności.

– Z moich obserwacji wynika, że pokutują w nas trzy błędne przekonania na temat kariery – twierdzi Joanna Godecka. – Pierwsze z nich mówi o tym, że kariera jest uwarunkowana ciężką pracą. Mnóstwo osób podkreśla, że niemal nocują w swojej firmie, a na pewno harują od świtu do nocy. Drugi mit – żeby zrobić karierę, trzeba być wredną suką, kogoś wygryźć, iść po trupach. I wtedy albo tych trupów wypatrujemy, albo stwierdzamy, że nie jesteśmy kimś, kto w ten sposób będzie robił karierę, i w ogóle jej nie robimy. Trzeci mit zakłada, że trzeba mieć farta, po prostu w czepku się urodzić. Wiadomo, szczęściarzy jest wśród nas stosunkowo niewielki procent, więc wielka kariera jest nie dla nas.

Tego typu przekonania, często nie do końca nawet uświadamiane, są przyczyną albo braku kariery, albo kariery, która nas zupełnie nie satysfakcjonuje, nie mówiąc już o sprawianiu przyjemności. Dlatego dobrze, żebyś zastanowiła się także nad tym, co dla ciebie oznacza sukces.

Cena sukcesu

Ktoś może powiedzieć, że odniósł sukces, bo pracuje na prestiżowym stanowisku, ma dom za miastem oraz na wybrzeżu, sportowe samochody i co roku wakacje na końcu świata. Ktoś inny może być zdania, że odniósł sukces, bo wstaje rano z uśmiechem, czuje, że jest wolny, robi to, co kocha, i jest otoczony fajnymi ludźmi.

– Nasze rozumienie sukcesu jest spaczone i skazuje na wspinanie się na szczyty po zdobycze głównie materialne – mówi Joanna Godecka. – Osób, które mają władzę, prestiż, są opiniotwórcze, nikt nie pyta, jak się z tym czują, bo zakładamy, że to właśnie jest szczęście. Ale czy rzeczywiście?

Nazywanie sukcesem rezultatu działań zawodowo-finansowych jest jednowymiarowe. – Czym sukces jest dla mnie? – zastanawia się Joanna Godecka. – Jest robieniem tego, co naprawdę sprawia mi przyjemność. To również ustawienie prawidłowych proporcji między komercjalizacją tego, co robię, a czerpaniem z tego radości. Często zdarza się, że kiedy przyjemność zamieniamy na narzędzie do zarabiania pieniędzy, zaczynamy za bardzo kalkulować i frajda gdzieś nam się rozpływa. Czyli potrzebny jest kompromis między pasją a jej komercjalizacją. Sukcesem jest, jeżeli możemy się na krańcu naszego życia zatrzymać i powiedzieć, że mieliśmy fajne życie, że niczego nie żałujemy. Chyba nie ma człowieka na kuli ziemskiej, który na łożu śmierci powiedziałby: „szkoda, że nie zostawałem dłużej w pracy”.

Miej świadomość, że uważając materialno-prestiżowe wartości za najistotniejsze, często odcinasz się od całej reszty swoich potrzeb: emocjonalnych, intelektualnych, kontaktu z naturą, sztuką, innymi ludźmi. Cierpią wówczas głębsze potrzeby relacyjne, mające na względzie wymianę uczuć, a nie informacji: co zrobiłam, co kupiłam, co mam w swoich ambitnych planach.

– Czasem ludzie starają się godzić taki schematycznie postrzegany sukces z resztą życia, ale jeżeli bardzo go pożądają, równowaga zaczyna się niebezpiecznie chwiać, ponieważ czas niepoświęcony pracy zaczynają uważać za bezproduktywny i rezygnują z innych aktywności, gubiąc po drodze przyjemność z życia – tłumaczy life coach.

Niepotrzebna kalkulacja

Tak możemy skończyć, jeśli wybieramy swoją aktywność zawodową, kalkulując: „Lubię malować i mam do tego talent, ale jaki artysta teraz zarabia kasę, chyba lepiej pójdę na stomatologię, bo ludzie zawsze będą mieli dziury w zębach”. Jeśli decydując się na jakąś pracę, wychodziliśmy z tego poziomu, raczej jesteśmy skazani na brak przyjemności w życiu zawodowym.

– Znam ludzi, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze i nie znoszą tego, co robią. Obiecują sobie, że za jakiś czas rzucą to w diabły, ale ciągle ten moment odkładają, bo potrzeby materialne rosną – mówi Joanna Godecka.

Większą szansę na to, że praca przyniesie nam przyjemność, mamy wtedy, gdy zamiast na względy prestiżowe czy finansowe postawimy na preferowany styl życia. Są ludzie, którzy dobrze czują się w strukturach, instytucjach, ramach. Lubią rano elegancko się ubrać i wyjść do pracy. Uważają, że gdy siedzą w domu, życie im ucieka. Innych to głęboko unieszczęśliwia i lepiej jest dla nich, jak pracują na własną rękę, w wolnych zawodach. Dlatego tak ważna jest świadomość siebie, własnego rytmu.

– Wszyscy mamy unikatowe cechy – mówi Joanna Godecka. – Osoba, która jest elastyczna, nie będzie czerpać przyjemności z pracy, jeśli narzucone jej będą sztywne godziny i spora kontrola. Ktoś taki potrzebuje dywersyfikacji działań, płynnego zarządzania czasem. Natomiast ktoś, kto uwielbia planować, poczuje się jak ryba w wodzie, ustalając stałą formułę działania dla innych. Warto poznać swoje predyspozycje i jednocześnie potrzeby. Jeden człowiek w chaosie czuje się rozbity, a drugi go potrzebuje, bo mu się z tego chaosu co chwila coś wyłania.

Odwagi!

Mamy też prawo powiedzieć sobie, że dziedzina, którą się zajmowaliśmy, przestała nas już fascynować. Można stwierdzić, że pasja się wypaliła i nie myśleć o tym w kategoriach straty, bo zainwestowałam czas, pieniądze, zdobyłam cenne doświadczenia i teraz będę musiała zaczynać od początku. Dajmy sobie prawo do zmian. – Nie można być życiowym konformistą. Jeżeli chcesz mieć przyjemność z pracy, trzeba być odważnym, zaryzykować – podpowiada Joanna Godecka. – Bo są takie pasje, w których od razu nie odniesiemy sukcesu rozumianego jako mnóstwo pieniędzy. Ale jeśli naprawdę chcemy to robić i godzimy się, że będziemy przez jakiś czas żyć bez nadmiaru wszystkiego, to odważnie wchodzimy na tę drogę. Jeśli jesteśmy połączeni ze swoją głębią energetyczną, ze swoimi emocjami, ze swoimi potrzebami, to zawsze wybieramy swoją ścieżkę.

Nie oczekujmy jednak, że będziemy podobali się wszystkim. Są ludzie, którzy dla otoczenia są niezrozumiali, bo robią coś swojego, często niszowego. Inni pukają się w głowę, gdy to widzą, ale to ci odważni śmieją się ostatni, bo mają z pracy przyjemność.

Jeśli chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i pracę z zabawą, nasza motywacja nie może wynikać z lęku czy asekuracji. Działajmy z miejsca pozytywnego wyzwania. Myślmy tak: „Robię to, bo chcę spróbować”, „To sprawia mi frajdę”, „Mam odwagę to robić”. Nie nastawiajmy się na przetrwanie, w życiu nie chodzi o to, żeby nie dać się zniszczyć, pogrążyć, wyjść obronną ręką.

– Zapragnijmy przeżyć swoje życie jak najfajniej. Niech przygody, które nam się w nim zdarzają, będą twórcze i inspirujące – mówi Joanna Godecka.

  1. Styl Życia

Nie wiesz jak osiągnąć sukces? Sprawdź, co cię blokuje

Największe blokady naszych sukcesów to przekonania tkwiące w naszych głowach. (Fot. iStock)
Największe blokady naszych sukcesów to przekonania tkwiące w naszych głowach. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Mówi się, że niektórzy ludzie przyciągają powodzenie. To prawda, podobnie jak to, że niektórzy je odpychają. Pora zdemaskować największe blokady sukcesu.

Wiele się dziś mówi o tym, jak pochodzenie, wykształcenie, a nawet płeć blokują możliwości rozwoju zawodowego. Największe blokady naszych sukcesów to jednak nie żaden szklany sufit, czyli zewnętrzne okoliczności, ale przekonania tkwiące w naszych głowach. Chcesz się przekonać, jakie są twoje? Zacznijmy od paru pytań. Zastanów się, czy zgadasz się z którymś z tych stwierdzeń:

  • W Polsce dostać pracę bez znajomości? Niemożliwe!
  • Talent to podstawa sukcesu.
  • Człowiek jest kowalem własnego losu? Bzdura! Pewnych rzeczy nie przeskoczysz.
  • Mało kto osiąga dziś sukces, a nawet jeśli, to kosztem zdrowia lub rodziny.
Jeśli choć raz kiwnęłaś głową, należysz do osób, które uważają, że w życiu o wszystkim decyduje zespół czynników zewnętrznych, a nie my sami. Tylko jak w takim razie zamierzasz odnosić sukcesy? Przekonania decydują o naszym życiu bardziej niż czyny. Dlatego zacznij od solidnych porządków swojej głowie. Doceń siłę twoich myśli.

Moc wyobraźni

O czym lubisz fantazjować? Wyobrażasz sobie, że wygrywasz w lotto czy raczej, że kończysz drugie studia i rynek pracy o ciebie zabiega? Między tymi dwoma marzeniami jest ogromna różnica. Taka jak pomiędzy byciem biernym obserwatorem swojego życia, a jego kreatorem. Możesz marzyć, że jesteś już na emeryturze i masz święty spokój lub że rozkręcasz nowy biznes. Pragnienia napędzają naszą podświadomość, sterują nią i ustalają azymut działań. Jeśli śnisz o emeryturze, nie dziw się, że sukces w twoim życiu się nie zjawia. Marzenia to magnes wydarzeń, ale też ich skuteczna blokada. Kiedy snujesz swoje wizje przyszłości, uważaj, w jakiej roli się w nich stawiasz.

Cień przeszłości

Rozbita rodzina, wymagający ojciec, nadopiekuńcza matka… Dość wyliczania, czego nie dali ci rodzice, o ile miałaś gorszy start. To tylko usprawiedliwienie niechęci do wysiłku. Co było, się nie odstanie. Teraz ty i tylko ty decydujesz o swoich życiowych wyborach. Nawet brak miłości w dzieciństwie czy toksyczni rodzice nie mają już nic wspólnego z tym, że zamiast poświęcać choć godzinę dziennie na własny rozwój (naukę języka, kurs czy warsztat), oglądasz na kanapie seriale, jedząc czipsy.

Strefa komfortu

Chcesz być lepsza – musisz odrzucić strategie, które stosowałaś do tej pory, zejść z utartej ścieżki. Pragniesz założyć własną szkołę jogi? Będziesz musiała zrezygnować z etatu, uciąć to, co dawało ci poczucie bezpieczeństwa. Porzucenie strefy komfortu jest absolutnie konieczne, aby w twoim życiu nastąpiły zmiany. Jeśli jesteś mniej więcej zadowolona ze swojego związku, mniej więcej starcza ci pieniędzy od wypłaty do wypłaty, masz miej więcej satysfakcjonujące życie – to jesteś w strefie komfortu. Żeby stać się człowiekiem sukcesu, trzeba ryzykować. Bez tego drepcze się w miejscu.

Lęk przed samotnością

Ludzie sukcesu zawsze są samotni, narażeni na surowe oceny, plotki, zawiść i wielką ludzką niechęć. Owszem, jest w tym dużo racji. Osoby, które spełniają swoje marzenia, skupiają na sobie wiele negatywnych emocji, ponieważ są uosobieniem wysiłku, którego innym nie chciało się podjąć. Boisz się, że jeśli odniesiesz sukces, przyjaciele się odwrócą? Pomyśl, co ci po relacji z kimś, kto jest dla ciebie serdeczny tylko dlatego, że w niczym go nie przewyższasz?

Rachunek zysków i strat

Żeby dostać – trzeba dać, żeby zarobić, trzeba zainwestować. W przyrodzie panuje harmonia, tylko czasem nie chcemy jej dostrzec, bo obnaża nasz strach przed błędnym inwestowaniem: czasu, sił, pieniędzy. „Nie wiem, czy jest sens robić te uprawnienia, komu to dziś potrzebne?” – taki styl myślenia sprawia, że nawet gdy sukces zapuka do twoich drzwi, nie wpuścisz go do środka. Pomyśl, sportowcy ćwiczą całymi dniami, bez żadnej pewności, że ich trud się opłaci.

Niechęć do nauki

To nie tak, że jak już skończyłaś studia: jedne, drugie czy trzecie, to masz już spokój do końca życia. Bez względu na dziedzinę, w jakiej chcesz osiągnąć sukces, powinnaś cały czas uczyć się czegoś nowego. Ludzie sukcesu gromadzą jak najwięcej wiedzy i umiejętności. Poza tym, jeśli wykształcisz w sobie nawyk stałej nauki, cokolwiek się stanie, będziesz spokojna. Bo skoro wszystkiego można się nauczyć w krótszym lub dłuższym czasie, nie ma co obawiać się zmian, reorganizacji, nowych wyzwań. Dlatego tylko pozornie nauka salsy nie ma nic wspólnego z awansem w banku. Ma! Ci, którzy lubią się uczyć, inaczej pracują i mają inne podejście do zadań, a świat to wyczuwa.

Ludzie w twoim otoczeniu

To niezwykle ważne, z kim się codziennie kontaktujesz. Styl myślenia innych, tematy rozmów, widzenie świata, obszary zainteresowań – są zaraźliwe i sprawiają, że jesteś (lub nie) gotowa na sukces. Warto zwrócić uwagę, że są takie środowiska, szkoły czy kluby, gdzie wychowuje się zwycięzców. Dlatego uważnie dobieraj znajomych. Stroń od ludzi, którzy ciągną cię w dół. Przebywanie wśród osób, które są otwarte na sukces, zmieni twoje podejście do zwycięstwa.

Pozycjonowanie

Ten termin, zaczerpnięty z psychologii sukcesu, oznacza ustawianie samego siebie w konkretnej roli. Pozycjonowanie dotyczy wszystkich obszarów życia. Swoje działania, stopień zaangażowania, ilość poświęconego im czasu i uwagi, dobieramy do tego, jak sami się postrzegamy. Wszystko jedno, czym się zajmujesz, w każdym zawodzie możesz być „taka sobie” albo „znakomita”. Określają cię nie tyle same okoliczności, sytuacja na rynku pracy, predyspozycje czy inni ludzie, co ty sama.

  1. Styl Życia

Personal branding. Jak zaprezentować się pracodawcy?

Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz dostać pracę? Mów i myśl: jestem w tym dobra! Tym bardziej, że na rozmowie rekrutacyjnej masz mało czasu na odegranie ważnej roli, której efektem, jeśli dobrze pójdzie, będzie angaż. Jak się do takiej rozmowy przygotować i jakich błędów nie popełniać, pytamy Katarzynę Bąkowicz, ekspertkę od personal brandingu.

Powiedzmy, że od dłuższego czasu szukam pracy, ale wciąż bez efektu. O co powinnam zadbać, żeby ją wreszcie dostać?
Pierwszy etap to zdefiniowanie, czego ja chcę. A więc trzeba zacząć od rozmowy z samą sobą. Co wiem? Że nie chcę dłużej wykonywać obecnego zajęcia. Czego muszę się dowiedzieć? Co chcę robić dalej. Jakiej pracy szukam. Jakie mam kwalifikacje, żeby ją wykonywać. Czy to ma być coś, co już wcześniej robiłam. Czy coś zupełnie nowego. Czy chcę iść na etat. Czy chcę założyć własną firmę. Gdy już to wiem, przechodzę do kolejnego etapu, związanego już z personal brandingiem, czyli do tworzenia CV…

Zatrzymajmy się na chwilę przy pojęciu „personal branding”, które zyskuje ostatnio coraz większą popularność. Specjaliści podkreślają, że dotyczy każdego z nas. Na czym polega budowanie marki osobistej?
Zastępczo do personal branding używa się pojęcia „kreowanie wizerunku”. Tylko że kreowanie wizerunku ma zwykle negatywne konotacje i odnosimy je do osób publicznych – polityków, sportowców, dziennikarzy. Natomiast personal branding dotyczy każdego, kto chce wejść w jakąś zawodową przestrzeń. Pierwszym jego elementem jest CV – ono pokazuje pracodawcy, kim jesteś. Chodzi o to, aby dostarczyć informacji, które są niezbędne do wykonywania pracy, jaką on może ci zaoferować. Pokazać, że jesteś osobą, której szuka. Zatem to nie może być chaotyczny zbiór informacji o różnych pracach wakacyjnych, chyba że kilka razy byłaś kelnerką i teraz chcesz pracować w korporacji spożywczej, gdzie ten fakt może pomóc.

Przy czym zaznaczam, że nie jestem zwolenniczką stwierdzenia, że liczy się tylko pierwsze wrażenie.  Choć faktycznie w przypadku rozmowy o pracę jest ono bardzo ważne. Całą sobą – od stroju, przez zachowanie, postawę, sposób mówienia, treść i formę – komunikujesz: „jestem w tym dobra”.

Jak rozumiem chodzi o spójność - żeby nasz wizerunek nie był oderwany od tego, co chcemy zakomunikować rekruterowi. Tylko jak powinno wyglądać w praktyce przygotowanie do takiego spotkania?
Pierwsza rzecz - musimy wiedzieć, do jakiej firmy idziemy. Czym ta firma się zajmuje, ale też jaki styl ubioru, zachowania i komunikowania się tam obowiązuje. Nie będzie tego w informacji o firmie na stronie internetowej, ale odczytamy to ze zdjęć i grafiki. Dużo powie nam też sama branża - jest różnica pomiędzy agencją reklamową a ministerstwem. Dostosowujemy się do tego - jeżeli firma przestrzega określonego dress code'u, nie zakładamy jeansów i trampek. Natomiast jeżeli jest to agencja reklamowa, możemy pozwolić sobie na większą swobodę. Choć trzeba dodać, że delikatna elegancja zawsze i wszędzie jest stosowna.

Dobrze jest też się dowiedzieć, ile czasu dostaniemy na autoprezentację. Informacji można zasięgnąć od sekretarki, która nas umawia na spotkanie. Bo inaczej mówimy, gdy mamy pięć minut, a inaczej, gdy mamy godzinę. Z taką wiedzą lepiej się przygotujemy. Warto przed spotkaniem usystematyzować swoją wiedzę na temat samej siebie - odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego chcę tu pracować? Co mogę dać tej firmie? Co firma może dać mnie? Dlaczego to ma być opłacalne dla obu stron? Dlaczego ta firma ma mnie zatrudnić? Coraz częściej właściwą odpowiedzią na ostatnie pytanie jest: Dlatego, że mam wysoki poziom umiejętności miękkich. Przypuszczalnie w danej firmie podstawą jest kontakt z klientem, zatem nie moje doświadczenie będzie ważne, ale fakt, że szybko się uczę i dobrze się komunikuję z innymi.

No dobrze, powiedzmy, że odrobiłam pracę domową i zrobiłam już rozeznanie we własnych kwalifikacjach i oczekiwaniach, dowiedziałam się też sporo na temat firmy, do której aplikuję. O co powinnam zadbać podczas samej rozmowy?
Przede wszystkim nie bójmy się zadawać pytań i dawać sobie czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią, kiedy to my jesteśmy o coś pytanie. Nie musimy odpowiadać natychmiast. Najpierw musimy zrozumieć, o co nas zapytano, wymyśleć odpowiedź i dopiero wtedy jej udzielić. Nikt za 30 sekund namysłu nie wyrzuci nas za drzwi. Możemy zapytać nawet: "Dlaczego zadaje mi pan takie pytanie?", "Jakie to ma znaczenie z pana perspektywy?" - oczywiście w atmosferze życzliwości. Bo celem rozmowy rekrutacyjnej jest wymiana informacji pomiędzy obiema stronami, sprawdzenie siebie nawzajem.

Na rozmowie wstępnej, tak jak podczas każdej komunikacji międzyludzkiej, podstawą jest uważność i świadomość, czyli słuchanie tego, co ktoś mówi, i udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Trzeba mieć również świadomość konsekwencji tego, co mówimy. Jeżeli powiem mojemu szefowi: "Nigdy się nie spóźniam", to nie mogę okazać się potem notorycznym spóźnialskim. Chcesz być słowna? Powiedz: "Ramowy wymiar pracy nie jest elementem, który świadczy o moich kompetencjach". Na pewno dużo lepiej są postrzegane osoby, które są przewidywalne - spokojne, ale kreatywne, osadzone w kategoriach powszechnie rozumianej normalności, ani nadmiernie ekspresyjne, ani flegmatyczne. Dlatego najlepiej sprawdza się też spokojny sposób komunikacji - słucham, mówię, słucham, mówię. Rozmawiam z innymi tak, jak sama chcę, żeby ze mną rozmawiano.

A postawa - czy ma znaczenie? Jak powinnam na przykład siedzieć?
Wiadomo - żeby nam się dobrze rozmawiało, musi nam się dobrze siedzieć. A żeby nam się dobrze siedziało, musimy mieć prosty kręgosłup. Niezależnie od tego, na czym siedzimy, trzymamy kości pośladków wbite w podłoże i nie opieramy pleców o oparcie. To gwarantuje w miarę prostą postawę. Dzięki temu wyglądamy na bardziej kompetentnych, a układ formacyjny działa sprawniej i swobodniej wydobywa się głos. Pomimo stresu nie dostaniemy zadyszki i nie będziemy się męczyć podczas rozmowy. A jeżeli nie czujemy się pewnie, możemy zaproponować spotkanie na neutralnym gruncie, np. w kawiarni na dole w biurowcu, dzięki czemu nie przychodzimy w roli gościa czy petenta. Spotykamy się na równej płaszczyźnie, a duża ilość bodźców dookoła i wspólne wypicie herbaty rozluźnia obie strony i ułatwia nawiązanie kontaktu. Warto sprawdzić, czy taka możliwość istnieje.

Czy to prawda, że komunikacja niewerbalna może mieć nawet większe znaczenie niż werbalna?
Komunikujemy się zawsze, z każdym i w każdy możliwy sposób. Dlatego ja nie rozdzielam komunikacji werbalnej od niewerbalnej. Spójrzmy na świat zwierząt - one komunikują się za pomocą dźwięków. Nie mówią, ale komunikują się. Na przykład miauczenie kota może wyrażać: smutek, ból, rozpacz, radość, zadowolenie... Poznajemy to po brzmieniu głosu. My, ludzie, działamy tak samo. Najpierw odbieramy parametry dotyczące głosu - jego wysokość, barwę, tempo, melodię i dopiero do tego dokładamy słowa i sprawdzamy, czy te słowa pokrywają się z tym, co wcześniej zinterpretowaliśmy. A to, jak brzmi nasz głos, zależy od tego, jak się zachowujemy. Gdy kot miauczy radośnie, nie ma nastroszonej sierści i podniesionego do góry ogona. A kiedy jest zły, nie leży rozwalony na plecach. My robimy tak samo. Gdy stoję wyprostowana i swobodna, mój głos brzmi pewnie. Jeżeli jestem zgarbiona i ściśnięta, głos jest niepewny. Jedyną rzeczą, która niszczy nasz wizerunek, jest jego niespójność. Bo jesteśmy całością. I w całości jesteśmy odbierani i interpretowani.

Załóżmy, że nadal czuję się niepewnie i przed rozmową kwalifikacyjną chciałabym jeszcze skorzystać z konsultacji u fachowca. Jak znaleźć dobrego specjalistę od personal brandingu?
Taki ktoś musi być trochę coachem, trochę psychologiem, także specjalistą od marketingu i komunikacji. Bo wizerunek to wnętrze człowieka przeniesione na zewnątrz. Budowanie go obejmuje oczywiście dobór koloru wizytówek, długości spódnicy i nowej fryzury, ale samymi tymi elementami niczego nie zbudujemy. Cechą podstawową wizerunku musi być jego spójność i naturalność. Pozostajemy tą samą osobą, ale zaczynamy pokazywać siebie w takim świetle, że wyglądamy lepiej. Personal branding jest pracą na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym, bo z powodu swoich cech osobowości preferujemy pewien rodzaj stroju i zachowania. Dobry specjalista od personal brandingu przygotuje do wszystkich sytuacji, jakie mogą nas spotkać, i nauczy reagowania na nie. Cały proces jest oparty na stuprocentowej spójności i naturalności. Dzięki temu zmiana, jaka się dokonuje, jest wiarygodna dla otoczenia, i wygodna dla nas.

Katarzyna Bąkowicz:
coach, logopeda, specjalistka od komunikacji medialnej i biznesowej, ekspertka od personal brandingu, prowadzi szkolenia z komunikacji wewnętrznej, zewnętrznej oraz prezentacji, buduje wizerunek organizacji (PR, CSR), a także wspiera liderów indywidualnymi procesami rozwojowymi.

Rozgrzewka dla niepewnych siebie, czyli personal branding w kilku krokach

Spójrz w lustro. Zacznij od kontaktu z samą sobą. Przyjrzyj się sobie. Jak wyglądasz? Jak mówisz do osoby w lustrze? Czy kogoś przypominasz? Czy prosto stoisz? Czy nie za bardzo machasz rękami? A może trzymasz je zwieszone? Jak byś zobaczyła siebie w telewizji, to co byś o tej osobie pomyślała? Czy to jest fajna babka?

Popatrz na siebie krytycznie.
I wypisz na kartce listę swoich cech. Jeżeli znajdziesz tam słowo „pedantyzm”, które uważasz za zaletę, bo dzięki niej twoje mieszkanie wygląda jak galeria, a ty sama znasz na pamięć wszystkie terminy spotkań – zastanów się, czy to pasuje do twojego miejsca pracy. Jeżeli w danej firmie liczy się kreatywność i fantazja, to twoje poukładanie nie jest tam potrzebne. Więc pomyśl, gdzie i do czego możesz się przydać. Kto może potrzebować dobrze zorganizowanej kobiety?

Zbuduj siebie na nowo.
Zastanów się, kim chciałabyś być. Jak chcesz być postrzegana? Jaki ma być twój wizerunek? Kogo byś z siebie zbudowała? Czy np. rola bizneswoman to jest twoja rola? Czy może lepiej odnajdujesz się w wolnym zawodzie? Zastanów się, jakie masz cechy i do czego możesz ich użyć. W jakim obszarze zawodowym można je najlepiej wykorzystać?