1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak to jest być kobietą w Brazylii?

Jak to jest być kobietą w Brazylii?

fot.123rf
fot.123rf
Łydka umięśniona, paznokieć czerwony; silikon na urodziny, a na kochankę zły urok. Oto typowa Brazylijka: wielkomiejska, ale wierząca w czary, nawet jeśli biedna, to zawsze zadbana. I pod gorącym niebem.

Jaka dziś jestem? „Ognista”, „święta” czy może „zazdrosna”? Kolory lakierów do paznokci mają nazwy, a te mogą korespondować ze stanem ducha. Brazylijka wybiera więc lakier i, ciach, nakłada go szybkimi pociągnięciami pędzelka, smarując też skórę wokół paznokcia. Potem dookoła się zetrze  i można iść w miasto. Bo zazwyczaj mieszka w mieście, jak 85 procent jej rodaków. Brazylia ma prawie sześć tysięcy miast, w tym ponad 250 takich, gdzie mieszka więcej niż 100 tysięcy ludzi. Dla porównania – Polska stutysięcznych (i większych) metropolii ma 40, a Polka nie zawsze nosi lakier na paznokciach. – Tymczasem Brazylijka zawsze. Nawet jeśli żyje gdzieś w fawelach. Nieważne, ile ma pieniędzy – mówi Agata Błoch z Fundacji Kultury Brazylijskiej „Terra Brasilis”. – Tam każda część ciała jest zadbana – dodaje. Bo ciało to w Brazylii coś więcej niż ciało. To obiekt kultu.

Zobacz także: Pielęgnacja paznokci

 

Ciało... Duża pupa, potężne uda, umięśnione łydki. – W Polsce piękną kobietę czasem nazywa się „laską”: ma być długa i szczupła. Brazylijczycy z tego się śmieją. Dla nich przymiotnikiem określającym piękną kobietę jest „gostosa”, czyli apetyczna. W Brazylii nie ma sformułowania „kochać się z kobietą”, mówi się: „zjeść ją”. A „niezobowiązujący seks” określa się mianem „jedzonko” – opowiada Agata Błoch.

Apetyczne Brazylijki powinny być pełne i krągłe, co widać u tancerek samby. Podstawą kanonu piękna są nogi niczym posągi – i Brazylijczycy dziwią się, dlaczego Polki na siłowni ich nie ćwiczą. Bo oni, aby doprowadzić ciało do ideału, ćwiczą. A także ulepszają chirurgicznie.

Operacje... Na małe piersi – silikon. Na liche pośladki – silikon. Łydki, usta – ba, ulepsza się nawet waginy. – Rok temu na karnawale w Rio zabrakło silikonu. Na operacje plastyczne trzeba się zapisywać w kolejkach. Ten rynek kwitnie – mówi Marta Podleśna-Nowak, specjalistka od Ameryki Łacińskiej. Międzynarodowe Stowarzyszenie Chirurgii Estetycznej ogłosiło w zeszłym roku, że Brazylia zastąpiła USA na pozycji światowego lidera w ilości wykonywanych operacji plastycznych. Padły też dane: choć Brazylijczycy stanowią trzy procent populacji świata, wykonali prawie 13 procent światowych operacji plastycznych, w tym 515 776 biustu. – Gdy dziewczyna kończy 15 lat, wyprawia jej się przyjęcie skalą dorównujące naszym weselom, to takie rytualne przejście w dorosłość. I częstym prezentem z tej okazji jest właśnie operacja plastyczna biustu – dodaje Podleśna-Nowak.

Skąd bierze się tak silny kult ciała? – Można na to patrzeć jak na inwestycję w swego rodzaju kapitał – mówi doktor Miriam Adelman, socjolożka z Universidade Federal do Paraná. – Gdy niedostępny jest kapitał polityczny, społeczny czy ekonomiczny, zachęca się do rozwijania kapitału kobiecego ciała. Sprzyja temu klimat i kultura plaży, czyli to, że ciała mogą być eksponowane. Genezą jest też kolonialna przeszłość: czarne niewolnice były wykorzystywane seksualnie przez białych panów, na Indianki konkwistadorzy patrzyli przez pryzmat ich urody. Dziś wygląd dla ubogich kobiet może stać się siłą przetargową, ale jest też źródłem poczucia własnej wartości – dodaje doktor Adelman. Skoro ciało przekłada się na kapitał, można je też spieniężyć w ramach transakcji. A czarną stroną kultu ciała jest zjawisko prostytucji.

Zobacz także: kosmetyki sklep internetowy

Prostytutka... Pamiętajmy, aby nie przedstawiać się w Brazylii z narodowości, mówiąc „Polaca”. Polka to „Polonesa”. „Polaca” oznacza prostytutkę. Scheda po czasach, gdy do Ameryki Łacińskiej przyjeżdżały Polki i Ukrainki i trudniły się także tą profesją. A w Brazylii jest ona legalna. I choć nie cieszy się społecznym szacunkiem – istnieje tu wyjątek. Najwyższa kasta w tym zawodzie to „garota de programa”. „Dziewczyny z programu”, czyli luksusowe damy do towarzystwa. Najsłynniejsza z nich, Bruna Surfistinha (mała surferka), swe życie opisywała na blogu, który bił rekordy popularności. Surfistinha wydała książkę (bestseller), na jej podstawie nakręcono film (hit) i teraz ma status gwiazdy. Wywiady udzielane przez call girl to nie wyjątki. – Oglądałam ostatnio talk-show, w którym jako kobieta sukcesu prezentowała się „dziewczyna z programu” pracująca w tym zawodzie od 13. roku życia – mówi Agata Błoch. – Opowiadała, że teraz jest na uniwersytecie i bada się u ginekologa co tydzień: dwa luksusy dostępne tylko dla najbogatszych. Była piękna, świetnie ubrana i zadowolona. Myślałam ze strachem, że miliony dziewcząt z ubogich rodzin mogą potraktować ten program jako receptę na życie – wzdycha Błoch.

Związki... Najczęściej jednak ciało to źródło uciech. – Podczas imprez, karnawału wszyscy się całują. Dla Brazylijczyka pocałunek nic nie znaczy – opowiada Agata Błoch. Potem wyjaśnia, że istnieją różne czasowniki opisujące etapy związku. Pierwszą fazę określa się słowem „pegar”: to czas bez zobowiązań. Kobieta i mężczyzna spotykają się na imprezie, całują się, mogą wrócić do tego na kolejnej imprezie albo nie. Kolejna faza to „ficar”: spotykasz się z kimś, ale możesz też randkować z kimś innym. Dopiero potem przychodzi „namorar”. A wraz z tym małżeństwo. – Brazylijczyk kocha kobietę całe życie. Szokiem kulturowym dla nich jest to, że Europejczyk może zostawić żonę dla kochanki. Brazylijczyk zdradza żonę, ale jej nie opuści. Chyba że ona go wyrzuci – mówi Błoch.

Małżeństwa jednak coraz częściej rozpadają się z powodu niewierności mężczyzn. – Brazylijczyk tłumaczy się: „Moje mięso jest słabe”. Oznacza to, że zdradza w sferze cielesnej, nie duchowej – kontynuuje Błoch. – Brazylijki są do tego przyzwyczajone: zdradzał ich dziadek, tata, to i mąż zdradza.

Wobec kobiety nie ma takiej wyrozumiałości. W przeszłości zazdrosny mąż mógł nawet zabić niewierną. A największym szacunkiem i tak darzy matkę.

Matka... Jeśli Brazylijczyk ma wytatuowane imię kobiety na plecach, to imię matki. Ojciec jest tym niewiernym, nieobecnym. Dużo matek pozostaje samotnych, a skoro muszą utrzymać dzieci, pracują. Brazylijki dobrze radzą sobie na rynku pracy. Jednocześnie od czasów kolonialnych utarło się, że to kobiety pochodzenia afrykańskiego wychowują dzieci. Właśnie czarnoskóra pracuje zazwyczaj jako pomoc domowa i niania. Afrobrazylijka często spędza z pracodawcami całe życie. Dzieli je między swoją rodzinę a rodzinę białych, którzy ją opłacają. Skoro tak silne inklinacje miał w historii – i ma nadal – podział biali – czarni, tym bardziej paląca stała się potrzeba dowartościowania opcji pośredniej. Mulatki.

Mulatka... – Kojarzymy Brazylijkę z apetyczną, długowłosą Mulatką. Ale wypromowanie takiego ideału to projekt narodowy z XX wieku – śmieje się Agata Błoch. I opowiada, że niewolnictwo zniesiono tu dopiero w 1888 roku. Brazylijczycy wstydzili się ciemnego koloru skóry i chcieli być biali. W 1922 odbyła się więc wystawa sztuki w São Paulo pod nazwą „Semana de Arte Moderna”. Pojawiły się tam po raz pierwszy obrazy pokazujące piękną Mulatkę. Kobieta nieczarna, a zatem nieniewolnica, ale też nie biała. – Flagowym dziełem okazała się „Samba” malarza Di Cavalcantiego: w centrum płótna stoi postawna Mulatka z obnażoną piersią w otoczeniu muzyków. Ten ideał zrobił karierę na świecie – mówi Błoch. Z kolei Brazylijczykom nadal podobają się kobiety jak najbielsze. Brazylijki posiadają jednak coś, czego nie mają Europejki. Czary.

Czarownica... – Bałabym się rywalizować z Brazylijką o mężczyznę – mówi Agata Błoch. – Brazylijczycy kultywują wierzenia przywiezione na statkach niewolniczych z Afryki. Słowem kluczem jest religia synkretyczna: afrykańskie wierzenia mieszają się z chrześcijaństwem i dawnymi praktykami indiańskimi. Czary odprawia się w afrobrazylijskich świątyniach, gdzie można też usłyszeć modlitwę „Ojcze nasz”. Rzucanie klątwy, czyli „makumby”, jest sposobem walki kobiet o mężczyznę. Gdy ktoś rzucił na ciebie „makumbę”, musisz iść do uzdrowicielki, która umie zdejmować czar. Nie jest ona jednocześnie czarownicą, bo zła i dobra energia nie powinny się mieszać.

Ekspert: Agata Błoch z fundacji Terra Brasilis; w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk i na Uniwersytecie Nowym w Lizbonie pisze doktorat o kolonialnej przeszłości Brazylii.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Okresowa sieć wsparcia - walka z ubóstwem menstruacyjnym

(Grafiki: Kasia Kaffka/ materiały prasowe Akcja Menstruacja)
(Grafiki: Kasia Kaffka/ materiały prasowe Akcja Menstruacja)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia

W ciągu trzech dni w bazie zarejestrowało się ponad 900 osób, które zdecydowały się podarować innym środki menstruacyjne. Padsharing to wirtualna sieć, która łączy potrzebujących z tymi, którzy są gotowi zasponsorować niezbędne produkty. Inicjatorem pomysłu jest Akcja Menstruacja, pierwsza w Polsce fundacja zajmująca się walką z ubóstwem menstruacyjnym i okresowym tabu. 

Wymyślona przez dziewczyny z fundacji Akcja Menstruacja inicjatywa okresowej sieci wsparcia okazała się wielkim sukcesem. "Czułyśmy, że pomysł ma potencjał - tłumaczy Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji. “Najprostsze rozwiązania są często najlepsze, ale nie spodziewałyśmy się aż tak dużego odzewu. Bałyśmy się raczej sytuacji, kiedy zgłosi się więcej potrzebujących niż chcących pomagać i będziemy musiały wtedy same „łatać dziury”. Na szczęście osób wspierających jest niemal 10 razy więcej - w tym momencie w naszej bazie zarejestrowanych jest 1817 darczyńców i 203 osoby potrzebujące. Wciąż staramy się docierać do nowych - dzięki naszym wolontariuszkom mamy już wersję zgłoszenia po rosyjsku i angielsku i będziemy je rozsyłać wśród organizacji pomagających uchodźczyniom.”

Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Dzięki pośrednictwu fundacji obie strony pozostają anonimowe. Na stronie fundacji znajduje się formularz, dzięki któremu osoba potrzebująca wsparcia może określić zapotrzebowanie na konkretne produkty menstruacyjne, a osoba wspierająca zadeklarować kwotę za jaką jest gotowa zasponsorować paczkę. Wielu darczyńców poza podpaskami, tamponami czy kubeczkami menstruacyjnymi, dorzuca do zamówienia jakiś miły dodatek np. tabliczkę czekolady. Akcja Menstruacja zdecydowała się prowadzić okresową sieć wsparcia za pośrednictwem największej sieci drogerii w Polsce, ale zastanawia się nad rozszerzeniem akcji również o wysyłkę paczek, żeby dotrzeć do najmniejszych miejscowości.

Ubóstwo menstruacyjne w Polsce 

Wbrew powszechnej opinii ubóstwo menstruacyjne nie jest problemem, z którym mierzą się wyłącznie najbiedniejsza społeczeństwa. Szacuje się, że w może być udziałem nawet 500 mln kobiet na całym świecie, także tych które mieszkają w Europie. W Polsce problem może dotyczyć nawet 500 tys. kobiet! Niektóre kraje, takie jak Irlandia, Wielka Brytania, Nowa Zelandia czy Australia starają się walczyć z  problemem systemowo i finansują ze swojego budżetu zakup środków menstruacyjnych do placówek edukacyjnych. W innych, jak na przykład w Polsce, do walki z ubóstwem menstruacyjnym stają aktywistki i działaczki społeczne działające w fundacjach, bo państwo w ogóle nie dostrzega problemu.

Akcja Menstruacja powstała w 2019 roku z inicjatywy czterech licealistek - Emilii Kaczmarek, Magdaleny Demczak, Julii Kaffki i Wiktorii Szpunar. Dziewczyny zastanawiały się, w jaki sposób dotrzeć z pomocą do osób potrzebujących środków menstruacyjnych. Gdy skontaktowały się z organizacjami wspierającymi kobiety, dowiedziały się, że nikt wcześniej nie zastanawiał się nad rozwiązaniem tego problemu. “Kiedy organizowałyśmy pierwszą zbiórkę, większość rozmów wokół niej dotyczyła pytania „Ale czy ubóstwo menstruacyjne naprawdę istnieje?” - wspomina Emilia Kaczmarek, prezeska Akcji Menstruacja. “Ten etap jest już powoli za nami - teraz staramy się pokazywać społeczeństwu, że to problem jak każdy inny, który jesteśmy w stanie wspólnie rozwiązać.”

Założycielki fundacji: od lewej Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji, Julia Kaffka i Magda Demczak. (Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja) Założycielki fundacji: od lewej Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji, Julia Kaffka i Magda Demczak. (Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja)

W 2020 roku inicjatywa społeczna Akcja Menstruacja przerodziła się w prężnie działającą fundację, w której dziś pracuje 16 osób. Głównym obszarem ich działalności są szkoły, w których prowadzą projekt “Hej, dziewczyny!”, polegający na zapewnieniu osobom uczącym się stałego dostępu do produktów menstruacyjnych. Specjalne pudełka z podpaskami i tamponami trafiają do szkolnych toalet. Akcję wspierają również działania edukacyjne, dzięki którym uczennice i uczniowie mogą zrozumieć sens stawiania pudełek ze środkami menstruacyjnymi w szkołach. Dziewczyny szykują również dwa poradniki edukacyjne - jeden skierowany do pracowników placówek edukacyjnych, drugi do młodych ludzi, którzy chcą zmieniać swoje otoczenie. Kolejnym projektem są plakaty z kieszonką, w których można umieszczać tampony czy podpaski. Wiszą w toaletach w kawiarniach, restauracjach i szkołach. Trzeci inicjatywa to Punkty Pomocy Okresowej, czyli ogólnodostępne szafki, w których wolontariusze i wolontariuszki fundacji regularnie umieszczają środki menstruacyjne. Metalowe szafeczki umieszczane są w MOPS-ach, organizacjach społecznych i ośrodkach pomocowych.

Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja) Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja)

W Polsce nadal brakuje szczegółowych badań dotyczących ubóstwa menstruacyjnego, a bez nich nie da się oszacować prawdziwej skali problemu i dotrzeć do wszystkich grup potrzebujących pomocy. Badania mogą również pomóc w znalezieniu odpowiedzi na wiele ważnych pytań - dowiedzieć się, co leży u podstaw ubóstwa menstruacyjnego, jak dużą rolę odgrywa w nim edukacja na temat samej menstruacji, ile nieobecności w szkole związanych jest z brakiem środków higienicznych czy samą miesiączką.

Brak debaty społecznej to jedna z wielu, ale prawdopodobnie jedna z najważniejszych kwestii, która stoi na przeszkodzie rozwiązania problemu ubóstwa menstruacyjnego w Polsce.

“Póki nie będziemy mieć rzetelnych i kompleksowych badań, będzie trudno.  - wyjaśnia Emilia Kaczmarek. Niestety interpelacja poselska w sprawie ich przeprowadzenia nie została rozpatrzona. Dla nas, jako fundacji, kluczowe jest teraz dotarcie do każdego powiatu w kraju. W większych miastach powstaje coraz więcej inicjatyw zwalczających ten problem - sporo w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii, w której same zaczynałyśmy. A pomoc potrzebna jest wszędzie. Wszystkie wymienione kwestie są moim zdaniem istotne, ale gdybym miała wskazać jedną, wybrałabym bagatelizowanie problemu - bez zrozumienia i zaakceptowania tego, że problem istnieje, nie pójdziemy dalej.”

  1. Psychologia

Wzajemne wsparcie w związku - ważna jest harmonia kobiecej i męskiej energii

Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski.

Jak wspierać mężczyznę? Jak wpierać kobietę? -

Męskość i kobiecość – archetypowe energie spotykają się…
To spotkanie najlepiej oddaje taka metafora: mężczyzna przedziera się przez dżunglę, wyrąbuje ścieżkę maczetą, rani się, potyka i przewraca. Za nim podąża kobieta. Idzie tym tunelem, który on wyrąbał. Wie jak wspierać mężczyznę. Kiedy on upada, ona pomaga mu się podnieść.

Nie łapie za maczetę, nie wyręcza go.
Tak, kobieta nie musi walczyć z przeciwnościami losu, nie musi się potykać, ranić, ponieważ to jest przestrzeń, którą zagospodarowuje mężczyzna. On podejmuje to wyzwanie, ponieważ ma w sobie taką energię. My, mężczyźni, często się potykamy, a nawet przewracamy, niestety, z różnych powodów nie przyznajemy się do tego. Gdy mamy przy sobie kobietę, która wie jak wspierać mężczyznę i mówi: „OK, wywaliłeś się, nie szkodzi, zaraz coś zaradzimy”, nabieramy sił i idziemy dalej, testujemy różne ścieżki, sprawdzamy siebie.

To znana prawda, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta.
Tak, aura, którą ona tworzy, pozwala mu efektywnie funkcjonować. Takie kobiece kobiety nie muszą być wyłączone z życia zawodowego. Wiele z nich pracuje, ponieważ mają misję. Nie muszą jednak koncentrować się na przetrwaniu, myśleć o pieniądzach. Gdy zmieniamy te role, osłabiamy siebie. Po pierwsze dlatego, że mężczyźni mają w swoim męskim pierwiastku niewiele takiej opiekuńczości, o jakiej tu mówimy.

Gdy kobieta łapie za maczetę, bywa zmęczona i poraniona, a znikąd ratunku.
Jest wewnętrznie wściekła. Dlaczego? Bo gdy idzie w świat, musi się utwardzić, zrezygnować ze swojej łagodności, wrażliwości. Gdy jest szefową, nie może się rozpłakać, bo takie zachowanie zostanie uznane za nieprofesjonalne. Reguły funkcjonowania w świecie biznesu są męskie, zostały wymyślone setki lat temu przez mężczyzn. Kobiety wchodzą w ten świat i dostosowują się, starają się sprostać oczekiwaniom, zaczynają funkcjonować w trybie przetrwania. Odrzucają miękką, przyjmującą kobiecą energię. Aby przetrwać w biznesie, muszą uznać kobiecą energię za słabość. Płacą za to wysoką cenę.

Załóżmy jednak, że mężczyzna wspiera taką kobietę po kobiecemu (bo nie wie jak inaczej wspierać kobietę).
Kobieta zaczyna nim gardzić.

Gardzić?
Celowo użyłem takiego słowa. Ta wzgarda nie jest wypisana w domu na plakacie, przejawia się raczej w postaci pobłażliwości dla mężczyzny: to taki mój misiu, chodzi w kapciach, prowadzi dzieci do przedszkola. Kobiety biznesu na psychoterapii skarżą się, że straciły partnera. Mężczyzna przestał się rozwijać, nie ma z nim o czym porozmawiać.

Mamy brak wsparcia w związku... Wracamy więc do tradycyjnego podziału ról?
W swojej istocie ten podział nie jest zły, pod warunkiem że nie deprecjonujemy żadnej ze stron. Jeśli docenimy te role, uznamy, że są komplementarne, ani lepsze, ani gorsze, wtedy będziemy wspierać siebie nawzajem niejako automatycznie. Z doświadczenia wiem, że to nie wymaga żadnego wysiłku. Nie trzeba niczego wymyślać, kombinować. Gdy spotkają się dwie osoby ze zintegrowanymi pierwiastkami męskości i kobiecości, wtedy naturalnie znajdują te obszary związku, które pragną zagospodarować. Brak wsparcia w związku nie występuje. Wzajemne wsparcie wydarza się samo. Można więc żyć stosunkowo prosto. Żeby to jednak mogło się wydarzyć, i żeby nie dotknął nas brak wsparcia w związku, trzeba sporo rzeczy w sobie wypracować. Przede wszystkim znaleźć kontakt z wewnętrznym źródłem swojej męskiej i kobiecej energii.

W jaki sposób mężczyzna może wspierać kobiecość kobiety? Jak wspierać kobietę mądrze?
Większość mężczyzn ma z tym kłopot, ponieważ ma kłopot z odnalezieniem w sobie męskiej siły. Kobiecość i męskość wzajemnie się dopełniają. Gdy w relacji występuje deficyt którejś z tych energii, dochodzi albo do rozpadu związku, albo jedna ze stron musi nadrobić ten deficyt. Kobieta, która ma u boku mężczyznę bez zintegrowanego pierwiastka męskiego, będzie miała trudność w realizowaniu w codziennym życiu pierwiastka kobiecego. Będzie odczuwała konieczność sprostania oczekiwaniom, jakie stawia jej współczesny świat. Stanie się kobietą niezależną, sprawczą, osiągającą sukcesy. Jednak w rozmowie z psychoterapeutą ta kobieta powie, że tęskni za tym, aby – z jednej strony – zrzucić maskę niezłomnej, wziąć głęboki oddech i oprzeć się na kimś, kto ją utrzyma. Z drugiej strony – by zrealizować swoją opiekuńczość. Jak wspierać taką kobietę? W jaki sposób mężczyzna może wesprzeć te pragnienia? Tylko poprzez wsparcie własnej męskości, ponieważ to jest właśnie rusztowanie, na którym on buduje swoją wewnętrzną siłę.

W jaki sposób my, kobiety, możemy pomóc w budowaniu tej męskiej siły? Jak wspierać mężczyznę?
Na warsztaty dla mężczyzn, które prowadzę, przychodzą mężczyźni, bo „żona kazała”, „siostra wykupiła miejsce”. Dobrze, że ci mężczyźni w ogóle przychodzą, jednak to jest właśnie ten kłopot. Mężczyźni potrzebują odbudować swoją męskość. Niestety, budują swój pomysł na męskość w oparciu o oczekiwania świata kobiet. Bo ona zarabia, ma to i tamto, tak myśli, tak czuje, ma kosmiczne potrzeby seksualne – te punkty a, b, c, d, g – nie wiadomo już, gdzie one są. No więc mężczyzna się stara, a i tak w końcu dowie się, że jest z nim coś nie tak i najlepiej, żeby się naprawił. Wtedy on przestaje się starać, włącza swoją grę komputerową albo pornografię. Przechodzi na tryb oporu, wycofuje się z sypialni, odmawia współżycia. Kobieta jest zdezorientowana: „Co tu się dzieje, teraz ja mam inicjować współżycie, chodzić, pytać, prosić, bo jego boli głowa, jest zmęczony?”. To jest opór związany z dominującą rolą kobiety w związku: „Nie dam ci satysfakcji”. Za tym idą zachowania bierno-agresywne: przedwczesny wytrysk, problemy z erekcją.

Ten wygodny układ staje się nie do zniesienia.
Tak, on jest pozornie wygodny. Żadna ze stron nie czerpie realnych korzyści. Mamy brak wsparcia w związku. Kobieta ma wrażenie, że coś kontroluje, a jednocześnie bardzo się męczy. Mężczyzna ma wrażenie, że jest zaopiekowany i nie musi wkładać wysiłku, ale tak naprawdę traci sens życia. My, mężczyźni, w procesie rozwoju zatrzymaliśmy się tu na poziomie: być miłym chłopcem dla mamy.

Jak wspierać kobietę? Miły chłopiec nie jest w stanie wspierać kobiecości kobiety.
Moim zdaniem to nie jest możliwe. Może kobietę wspierać operacyjnie, ale kobiecości raczej nie. My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia.

Jak mu pomóc? To niestosowne pytanie. Pytanie mamusi.
Gorzej. To pytanie ratowniczki. A ratowniczka zawsze na końcu przegrywa. Wystarczy, że kobieta przestanie przeszkadzać mężczyźnie w odbudowywaniu jego męskości, przestanie go kontrolować, naprawiać. Im bardziej chcecie coś zrobić, tym gorzej to wychodzi. Dam przykład. Moja żona za chwilę idzie do szpitala rodzić, zostaję z dzieciakami w domu. Dziewięć na dziesięć kobiet w takiej sytuacji ugotuje jedzenie, poodkurza, posprząta, przygotuje dzieciom ubranka, zrobi rozpiskę, co on ma robić i w jakiej kolejności. „Dlaczego to robisz?”. „Wspieram go”. „Nie, nie wspierasz. Uczysz go, że on właściwie nic nie musi robić. Idź spokojnie do szpitala, zajmij się rodzeniem dziecka, a nie tym, co dzieje się w domu”. Jak wspierać mężczyznę? Fundamentalną męską potrzebą w związku jest bycie docenionym, uznanym przez kobietę: „Widzę w tobie mądrość, ufam ci”.

Kobieta chętnie to powie, pod warunkiem że naprawdę może zaufać.
Jak być mądrym mężczyzną? Jak wspierać kobietę? Wielu z nas zatraciło zdolność do bycia mężczyznami męskimi. Nie wiemy, czym jest męskość, jak to się robi. Raczej nie mamy wspierających przekazów pokoleniowych. Męski mężczyzna wie, kim jest, co sobą reprezentuje, jakie ma zasoby, deficyty, przekonania, potrzeby, jakie są jego wartości, co jest dla niego ważne. Wie, dokąd zmierza. Steve Biddulph w książce „Męskość. Nowe spojrzenie” zwraca uwagę, że współcześni mężczyźni nie zadają sobie odpowiednich pytań w odpowiedniej kolejności. Zanim wejdziemy w relacje z kobietami, powinniśmy wiedzieć, dokąd zmierzamy. I kto tam pójdzie z nami. Większość mężczyzn przygląda się, kto chce z nimi gdzieś iść, a dopiero potem pyta, dokąd idziemy. Mądrość bierze się z doświadczenia, nie z wiedzy, nie z książek.

W jaki sposób kobiecość kobiety wpływa na mężczyznę?
To coś bardzo miękkiego, po prostu widzi się zachwyt w jej oczach, potwierdzenie: „Tak, jesteś moim mężczyzną”. To wszystko. Mówimy tu o kobiecie, która ma otwarte serce, uznaje mężczyznę za tego, któremu chce się choć trochę poddać…

…raczej oddać.
Tak, to chyba lepsze słowo. Pozwala na to, aby jego zdanie było ważne, żeby miał wpływ, na przykład na wychowywanie i kształcenie dzieci. Niewielu mężczyzn ma na to wpływ. Stanowczość, odpowiedzialność, decyzyjność mężczyzny nie jest równoznaczna z tym, że kobieta jest bezwolna. „Ufam ci, czuję się przy tobie bezpieczna” – taki przekaz sprawia, że energia męska się podnosi. A wtedy kobieta może się odprężyć w przestrzeni miękkości i łagodności, może wspierać mężczyznę.

Dojrzały mężczyzna wspiera kobiecość kobiety. Jakby to miało wyglądać?
Możemy być ze sobą w ciągu dnia krótko, pół godziny, godzinę, ale wtedy jesteśmy tylko dla siebie. Najważniejsza jest obecność: widzę cię, reaguję na to, co mówisz, jestem zainteresowany, spójny, transparentny. Kobieta nie musi wtedy tracić energii, żeby mężczyznę doganiać, przeganiać, przesuwać czy w jakikolwiek inny sposób funkcjonować w relacji. Może realizować swoją kobiecość, którą on szanuje. Ona wie, że on jest autonomicznym mężczyzną i nie wymaga bycia obsługiwanym. Gdy gotuje obiad i podaje mu go, on to docenia. Jednak gdy nie ugotuje obiadu, nie będzie katastrofy, on spokojnie zrobi obiad sam, także dla dzieci. Mężczyzna, który przez jakiś czas mieszka sam, bez kobiety, uczy się żyć samodzielnie. Potem, gdy wchodzi w relację z kobietą, przestaje być petentem, który ciągle czegoś oczekuje i żąda. Wręcz przeciwnie – sam wiele oferuje, zapraszając tym samym kobietę, aby odprężyła się i pielęgnowała swoją kobiecość. To bardzo ważne, abyśmy my, mężczyźni, zrezygnowali z takiego wymagania, które wielu mężczyzn stawia kobietom: zaopiekuj się mną, ugotuj mi, posprzątaj, jak mama. A najlepiej bądź na każde moje wezwanie. Autonomiczność jest kluczowa w przypadku obu płci, bez tego nie ma szans na wzajemne wspieranie się. Wyzwanie dla kobiet, które wchodzą w relacje z męskimi mężczyznami, to zrezygnowanie z kontroli, z oceniania, wtłaczania w wymyślone role, scenariusze na temat związku.

Żyjemy w czasach, które stawiają bezwzględne wymagania obu płciom. Jednym z nich jest młodość. A przecież przemijamy. Jednak nasza męskość i kobiecość nie przemija.
Bardzo ważne jest, żeby mimo upływu lat mężczyzna widział piękno kobiety. Najpierw kobieta jest ładna, a dopiero potem piękna. Piękno emanuje ze środka – wyraża się w sposobie myślenia, ubierania, w ruchach, w spojrzeniu, w twórczości, w trosce o dom. Gdy widzimy to piękno, to tak, jakbyśmy podlewali kwiat, a on ciągle na nowo rozkwitał. Widzę twoją siłę i mądrość, i ufam ci – to przekaz kobiecości. On nieustająco pragnie to wiedzieć.

  1. Styl Życia

Sprzedawanie przez zawstydzanie? To nie fair!

Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Marieke Eyskoot, duńska aktywistka, edukatorka i konsultantka mody odpowiedzialnej, rozpoczęła na Instagramie akcję #SustainabilityAgainstShame, którą zwraca uwagę na to, w jaki sposób producenci odzieży i kosmetyków, ale także media głównego nurtu, zawstydzają kobiety, by w ten sposób nakłaniać je do zakupu swoich produktów.

Czy można kupić pewność siebie lub dzięki zakupom bardziej pokochać samego siebie? Gdy w ten sposób zadamy pytanie, odpowiedź wydaje się oczywista. Jednak producenci ubrań, kosmetyków, sportowych akcesoriów czy odchudzających diet, starają się nas przekonać, że dzięki ich produktom będziemy czuły się seksowne, pewne siebie, szczęśliwe, wystarczająco dobre. Ile takich komunikatów w mediach społecznościowych, w papierowych magazynach czy telewizji oglądamy codziennie? Takich, które sygnalizują, że nasza skóra jest za mało promienna albo za mało gładka, że jesteśmy zbyt szczupłe, albo zbyt pulchne; że nasze włosy nie są wystarczająco lśniące, że nosimy nieodpowiednie ubrania, bo w tym wieku już nie wypada.

W filmie dokumentalnym „Still Killing Us Softly: Advertising’s Image of Women” reżyserka Jean Killbourne pokazuje, w jaki sposób prezentacja kobiet w mediach społecznościowych systematycznie zmienia ich sposób postrzegania siebie. Film opowiada o niepokoju, jaki odczuwa wiele kobiet, przeglądając magazyny o modzie czy spoglądając na kolejną wyretuszowaną reklamę. Producenci odzieży i kosmetyków, ale także media mainstreamowe grają decydującą rolę w promowaniu obsesji piękna i sprawiają, że nie czujemy się dość seksowne, dość młode, dość szczupłe czy dość białe (bo media głównego nurtu nadal pokazują przede wszystkim białe kobiety). „Jesteśmy zalewani obrazami bardzo wąsko zdefiniowanego kobiecego piękna – przekonuje Renee Engeln,  autorka doskonałej książki „Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety”. „Niezadowolenie kobiet z własnego ciała nie byłoby tak powszechne, gdyby nie zasilał go niekończący się strumień nierealistycznie wyglądających, nieprezentatywnych i zaburzających naszą wiedzę o tym, jak faktycznie wyglądają kobiety na całym świecie.”

Technikę zawstydzania stosują jednak nie tylko twórcy reklam, pracownicy mediów, producenci kosmetyków czy odzieży, ale także same kobiety. Zjawisko „women shamingu” zostało wzięte pod lupę przez dr Martę Bierca i Alicję Wysocką-Świtałę, w raporcie „Krytyka kobiet codzienna, czyli women shaming w Polsce”, który powstał na zlecenie agencji Clue PR. Jakie wnioski płyną z raportu? Ponad 90 proc. badanych kobiet usłyszało słowa krytyki na temat swojego wyglądu lub sposobu wychowywania dzieci. 73 proc. kobiet, głównie tych, które deklarują się jako singielki, spotkało się z krytyką dotyczącą swojego wyglądu i wagi. Najczęściej jesteśmy oceniane i krytykowane przez bliskie znajome, kobiety z naszej rodziny, współpracowniczki, ale także kobiety, których w ogóle nie znamy. Jesteśmy oceniane, choć o to nie prosimy. Dostajemy „dobre rady”, albo wysłuchujemy słów, które pod płaszczykiem komplementu przemycają drobne złośliwości na nasz temat.

Tak długo, jak nie podobamy się sobie, jesteśmy cennymi nabytkami dla producentów i twórców reklam, którzy wmawiają nam, że tylko dzięki ich produktom mamy szansę stać się kimś lepszym.

Odpowiedzialność producentów odzieży nie powinna dotyczyć wyłącznie poszanowania planety i zapewnienia godnej płacy swoim wykonawcom, ale także odpowiedzialnych komunikatów, które kierowane są w stronę odbiorców.

Presja, której jesteśmy poddawane, wpływa nie tylko na nasze szczęście i zdrowie psychiczne, ale także na sposób, w jaki robimy zakupy. Im więcej produktów nabywamy, tym mniej odpowiedzialne stajemy się w stosunku do planety. Biznes, który wykorzystuje nasze poczucie niepewności, również nie funkcjonuje odpowiedzialnie. Jeśli jeszcze dodamy do tego fakt, że kupując ubrania czy kosmetyki, które nie zostały wyprodukowane w sposób zrównoważony, zgadzamy się na to, żeby powstawały w takich warunkach, na jakie nigdy nie zgodzilibyśmy się w naszym kraju, to okazuje się, że wspieramy producentów, którzy bogacą się kosztem zarówno naszego zdrowia, jak i środowiska naturalnego.

Marieke Eyskoot, ekspertka od zrównoważonej mody, która doradza markom, prowadzi edukacyjne warsztaty i wykłady, zapoczątkowała na swoim Instagramie akcję skierowaną przeciwko technikom zawstydzania. Sustainability Against Shaming (Zrównoważony rozwój przeciwko zawstydzaniu) ma za zadanie obnażyć mechanizmy i pokazać sposoby, dzięki którym zawstydzają nas reklamy, artykuły w mediach oraz komunikaty, które otrzymujemy od marek odzieżowych. Moda oparta na takim mechanizmie wzbogaca się na podsycaniu naszego uczucia niepewności.

Jak można temu przeciwdziałać? Przede wszystkim zwracać uwagę na tego typu reklamy czy artykuły w prasie, piętnować je i komentować. Wskazywać, dlaczego nam odbiorczyniom, do których kierowane są te treści, nie podobają się komunikaty, które słyszymy i widzimy. Marieke zachęca również do tego, żeby wspierać media, które są inkluzywne i odpowiedzialne. Wybierać marki, które traktują z szacunkiem każdego –  począwszy od pracownika w fabryce i kończąc na nas, konsumentach.

  1. Zdrowie

Macica - centrum kobiecego ciała

W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
Macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. To w niej znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Zapytam przewrotnie: po co nam macica?
Żeby przekazać dalej życie. Macica to miejsce przejścia z jednego świata do drugiego, nasz pierwotny dom. Miejsce, z którego wszyscy pochodzimy. Jedynie kobieta jest obdarzona tą wielką odpowiedzialnością i wielkim darem tworzenia nowego życia, a potem wydawania go na ten świat. Właśnie dlatego, że posiada macicę.

Macica ma wiele znaczeń. To symbol kobiecości, płodności, macierzyństwa i odrodzenia…
W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. Dzięki temu jesteśmy w bliskim kontakcie z innymi narządami naszego ciała i procesami, jakie w nim zachodzą.

W takim razie dlaczego tak często wycina się kobietom macice...
Medycyna konwencjonalna traktuje macicę jako pojemnik na nowe życie i nie docenia jej innych istotnych funkcji, kiedy kobieta przestaje miesiączkować. A przecież macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. Tam znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Z moich obserwacji wynika, że kiedy kobiety gromadzą w sobie dużo żalu, pretensji, złości, często prowadzi to do powstania chorób.

Rozumiem, że dotyczy to również macicy?
Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu. Jak powiedziałam, za pomocą macicy kobieta łączy się z samą sobą. Kobietami stajemy się dzięki macicy i jajnikom, które wydzielają hormony i kształtują nasz sposób postrzegania świata. Jeśli kobieta jako dziewczyna nie była szanowana przez swoich najbliższych, nie widziała szacunku dla swojej matki, często zdarza się, że podświadomie odcina się od własnego ciała, bo myśli, że jako kobieta jest niewystarczająco wartościowa. Taka blokada może być źródłem problemów ze zdrowiem objawiających się zaburzeniami miesiączkowania, mięśniakami czy endometriozą, czyli rozrostem błony śluzowej macicy. Kiedy źle myślimy o sobie i naszej kobiecości, nasze narządy nie czują się kochane i akceptowane. Bolesne miesiączki są nawet symboliczne – bycie kobietą jest bolesnym doświadczeniem. Na pewno niewłaściwa dieta jest czynnikiem, który potęguje dolegliwości, ale nigdy nie bywa pierwotną przyczyną kłopotów ze zdrowiem macicy.

Choroby macicy wiele mówią o tym, jak kobieta przeżywa swoje relacje. I niestety, mogą dać o sobie znać, kiedy kumulujemy w sobie trudne uczucia, uciekamy od problemów. Bo przecież negatywne emocje to energia, która musi znaleźć ujście. Emocje związane z poczuciem godności, własnej wartości, szacunkiem do siebie samej w przypadku kobiet gromadzą się w macicy.

A jak jest w kulturze Wschodu?
Wschodnie kultury lepiej łączą kobietę z jej macicą. Od zawsze podkreślało się w nich kobiecość przez ubiór, różne ceremonie i rytuały, przez tańce, w których kobiety mocno ruszały biodrami. W Indiach kobiety często ubierają się tak, że brzuch jest widoczny. Żadna się go nie wstydzi, nie mówi: mam duży brzuch. Fobia, żeby koniecznie mieć idealnie płaski brzuch, dbanie, żeby go nie było, jest też jakąś formą odrzucenia swojej kobiecości. Powiedziałabym wręcz, że akceptowanie własnego brzucha i jego afirmowanie przyczynia się do zmniejszenia problemów z wagą i szerzej ze zdrowiem. To pewien rodzaj profilaktyki. Nie oznacza to jednak, że w kulturze Wschodu nie istnieje problem deprecjonowania kobiecości. Fundamentem zdrowia dla wszystkich kultur jest świadome wychowanie dziewczynek w taki sposób, żeby w pełni akceptowały swoje ciało.

Spotkałam się z teorią, że nagminne i często nieuzasadnione zabiegi histerektomii, czyli usuwania macicy, można interpretować jako przejawy patriarchatu, wymierzonej w kobiety agresji.
Patriarchalny sposób myślenia o ciele jest typowy dla stechnicyzowanej medycyny Zachodu. Dominuje pogląd, że kiedy jest problem, należy go szybko wyeliminować, bez głębszego poszukiwania przyczyn. Macica zdaje się wywoływać tylko dwa skojarzenia – ciąża i problemy. Odcina się ten organ od pozostałych części ciała kobiety. Tymczasem jest on właśnie w bardzo silnym związku ze środowiskiem. Jeśli w macicy pojawia się problem, jego przyczyny mogą leżeć w innych sferach naszego życia.

Statystyki mówią, że około 40–50 proc. kobiet choruje na mięśniaki macicy.
I ponad połowa z nich ma usuniętą macicę. Rozwiązania proponowane przez medycynę konwencjonalną częstokroć nie są w stanie sprostać kobiecym problemom hormonalnym (jak np. krwotoczne miesiączki), które pojawiają się w okresie premenopauzalnym. Być może ta bezradność i brak innych pomysłów na leczenie prowadzi do tego, że jedyną drogą wydaje się zabieg usunięcia macicy. Tłumaczy się: „Pani nie będzie rodzić, wytniemy macicę. Chronimy panią w ten sposób przed rakiem”. Mówi się o zwycięstwie techniki, gdyż macicę można usunąć drogą pochwową lub metodą laparoskopową, bez nacinania powłok brzusznych. Bardzo dobrze, że mamy takie możliwości, ale to nie oznacza, że trzeba wszystkim kobietom profilaktycznie wycinać macice.

Kiedy więc poddawać się zabiegowi histerektomii?
Ważne jest, aby indywidualnie oceniać każdy przypadek. Zawsze należy rozważyć, co możemy zyskać, a co możemy stracić poprzez operację. Kiedy rozpoznano nowotwór złośliwy, należy usunąć macicę – wówczas dzięki temu zabiegowi ratujemy życie. Ale, niestety, macice usuwa się z byle przyczyny, nawet z powodu małych mięśniaków. Ostatnio miałam pacjentkę, kobietę 42-letnią, której lekarz z powodu czterocentymetrowego mięśniaka zalecił natychmiastowe usunięcie macicy. Była przerażona. A zabieg wcale nie był potrzebny. Szacuje się, że tylko około 15 proc. zabiegów histerektomii jest koniecznych.

Co w takim razie powinna zrobić kobieta, której lekarz zaleca usunięcie macicy?
Zebrać opinie kilku specjalistów. Jeżeli wykluczono w danym przypadku raka, kobieta nie cierpi, a ma małego mięśniaka, powinna tylko regularnie się badać – co trzy miesiące wykonywać USG narządów rodnych drogą pochwową, sprawdzać poziom hormonów. Warto wiedzieć, że po menopauzie mięśniaki wyraźnie się zmniejszają. Przyrost mięśniaków można też hamować, regulując gospodarkę hormonalną. Na przykład za pomocą diety obfitej w błonnik, ograniczenia spożycia cukru, jedzenia dużej ilości ryb, kaszy i warzyw. Bardzo pomocne jest także włączenie suplementacji nienasyconymi kwasami tłuszczowymi: omega-3 i omega-6. Swoim pacjentkom polecam również dostępne na naszym rynku mieszanki ziołowe oraz naturalne hormony.

Czy po usunięciu macicy pojawia się menopauza?
Nie zawsze. Oczywiście, jeśli usuwa się macicę razem z jajnikami, kobieta jest kastrowana i menopauza się pojawia. Jeśli jajniki zostają, ich funkcja u wielu kobiet powraca.

Drugim problemem związanym z macicą jest endometrioza. Klasyczna medycyna także nie zna jej przyczyn. Mówi się o zaburzeniach hormonalnych.
Z biochemicznego punktu widzenia przyczyną endometriozy czy problemów miesiączkowania są rzeczywiście zaburzenia hormonalne. Ale u źródeł tych zaburzeń są niemal zawsze nagromadzone, tłumione emocje. Endometrioza jest problemem młodych kobiet wychowujących się w napiętych warunkach rodzinnych. Mogą to być częste kłótnie w domu, rozwód rodziców, alkoholizm, brak szacunku dla kobiecego ciała wyrażany przez ojca lub matkę. Jeśli dziewczyna nie czuje się kochana i akceptowana przez rodziców, nie nauczy się szacunku do siebie samej i będzie miała niskie poczucie własnej wartości. Będzie odcinała się od swojego ciała, od swojej macicy. Początkowo te emocjonalne i psychiczne problemy mogą objawiać się zaburzeniami miesiączkowania; później zaś – w postaci endometriozy. Jeśli dziewczyna znajdzie w sobie dość siły, żeby zmierzyć się z destrukcyjnymi wewnętrznymi wzorcami, wszystko ma szanse wrócić do normy. Ale jeśli wda się w toksyczny związek, jest duże prawdopodobieństwo, że choroba się rozwinie. Mogą pojawiać się bolesne miesiączki, torbiele endometrialne, bolesne stosunki. Endometrioza może również tworzyć stany zapalne w jelitach, pęcherzu moczowym, zrosty w okolicy miednicy małej, które utrudniają potem zajście w ciążę.

Leczenie endometriozy też jest objawowe...
Tak. Zazwyczaj stosuje się terapię hormonalną albo w niektórych przypadkach, kiedy pojawiają się guzy, operuje się chirurgicznie. Tyle że znów nie docieramy do źródła problemów, jedynie je wyciszamy. Często także zaleca się, żeby kobieta zaszła w ciążę. Tylko dlaczego miałaby to robić, skoro nie planuje dziecka? Kobiety, które jeszcze nie decydują się na ciążę, biorą często silne hormony, które nie zawsze są dobrze tolerowane przez ich organizm. Właściwie nieznanym, a skutecznym sposobem leczenia endometriozy jest podejście holistyczne. Ważnym elementem takiej terapii jest postawa pacjentki, która bierze czynny udział w leczeniu i jest otwarta na pracę nad sobą. Oczywiście w leczeniu holistycznym operacje nie są wykluczone. Ale po operacji można – rozumiejąc przyczyny – zapobiec nawrotom choroby.

Jak powinnyśmy dbać o nasze macice?
Dbanie o macicę jest dbaniem o siebie samą. Bądźmy w kontakcie ze swoim ciałem. Przyjmijmy miesiączkę jako przejaw zdrowia, jako subtelny mechanizm informujący, co dzieje się w naszym ciele. Realizujmy pasje, pamiętajmy o swoich potrzebach. Dbajmy o nasze macice tak, jak dbamy o nasze dzieci.

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalista z ginekologii i położnictwa oraz specjalista medycyny integracyjnej. Obszarem jej zainteresowania jest medycyna holistyczna i psychosomatyczna. Prowadzi praktykę lekarską, wygłasza wykłady, od 8 lat prowadzi centrum medyczne medycyny integracyjnej. Jest autorką m.in. książek: "Zdrowie jest w nas", "Siła jest w Tobie" i "Droga do siebie". 

  1. Psychologia

Kobieta ma takie samo prawo jak mężczyzna do bycia wojownikiem

W mężczyznach zawsze widzimy zwycięzców, wojowników, mistrzów. Zapominamy, że kobiety również mogą być wojowniczkami, osiągać cele i odnosić sukcesy. (Fot. iStock)
W mężczyznach zawsze widzimy zwycięzców, wojowników, mistrzów. Zapominamy, że kobiety również mogą być wojowniczkami, osiągać cele i odnosić sukcesy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W procesie socjalizacji kobiety są przygotowywane do pełnienia określonych ról społecznych – żony, matki, opiekunki. – Czasem jednak zapominamy, że dziewczynka ma takie samo prawo jak chłopiec do bycia wojownikiem – mówi psycholog Ewa Jarczewska-Gerc.

Czym jest kobiecość?
Nie istnieje jeden wzorzec kobiecości. Oczywiście jest jedna rola, wspólna kobietom, niezależnie od tego, gdzie żyją, w jakich czasach – czyli ta, która wiąże się z funkcją prokreacyjną. Tylko kobieta jest w stanie urodzić dziecko, to jest jej biologiczna rola, mająca na celu podtrzymanie ludzkiego gatunku. To jest ten wspólny mianownik, który łączy kobiety z różnych czasów i różnych kultur. Życie kobiety jednak nie składa się wyłącznie z jej biologicznej predestynacji do urodzenia dziecka, te role się zmieniają i są bardzo różne, w zależności od czasów, w jakich żyjemy i w zależności od kultury. Są kultury patriarchalne, które mocno ograniczają rolę kobiety, sprowadzając ją z jednej strony do obiektu seksualnego, z drugiej do bycia matką, urodzenia dzieci itd., odbierając jej prawo do pełnej realizacji siebie jako człowieka. Mężczyzna traktowany jest wtedy jako ten, który rządzi, wyznacza prawa, a kobieta jako ta, która musi ich przestrzegać i je zaakceptować.

Czy kobiecość budzi się w nas w jednym, konkretnym momencie, czy następuje to etapami?
Nasza kobiecość zmienia się z wiekiem, ale ona jest w nas od samego początku – inna jest kobiecość trzylatki, a inna dorosłej kobiety. Na pewno można wyszczególnić ważne momenty w odkrywaniu nowych rejonów kobiecości, czyli np. inicjacja seksualna, która wiąże się z rozbudzeniem energii erotycznej, bez wątpienia również urodzenie dziecka budzi nowe aspekty kobiecości, związane z instynktami macierzyńskimi. Kolejnym ważnym momentem jest menopauza, kiedy to za sprawą zmian hormonalnych kobiecość wkracza w inny wymiar. Przez całe życie wchodzimy w nowe etapy własnej kobiecości.

Ale chyba są też takie momenty, kiedy zatracamy swoją kobiecość, niezależnie od tego, czy doświadczyłyśmy macierzyństwa, czy nie. Czasem po prostu tracimy kontakt z kobietą w sobie.
Ja bym raczej powiedziała, że my nie tyle tę kobiecość tracimy, ile przechodzimy w inne jej formy. Bo nie ma przecież jednego wzorca kobiecości, którego zawsze będziemy się trzymać. To, że np. nie mamy ochoty na jakimś etapie życia na seks, który jest formą wyrażania kobiecości, albo rezygnujemy z dbania o wygląd zewnętrzny, nie musi oznaczać, że tracimy własną kobiecość. Możemy też w pracy spychać na bok cechy utożsamiane z kobiecymi na rzecz cech stereotypowo postrzeganych jako męskie, czyli bycia silną, zdecydowaną. Ale to może po prostu wynikać z tego, że te cechy w danym zawodzie się lepiej sprawdzają. Są kobiety, które nigdy nie założą rodziny, które wolą np. podróżować po świecie, rozwijać się wewnętrznie albo realizować zawodowo, i one są tak samo kobiece jak te, które spełniają się na łonie rodziny. Po prostu inaczej wyrażają swoją kobiecość.

Jaką rolę w kształtowaniu kobiecości pełnią ważne kobiety w naszym życiu, czyli matka, babcia, ciocia?
Bardzo ważną, i warto zwrócić uwagę na to, że jest nie tylko matka. Na pewno babcie mają ogromny wpływ, także ciocie czy kobiety z najbliższego środowiska – to może być nauczycielka w szkole, to są te ważne osoby, które wpływają na postrzeganie kobiecości. Bez wątpienia jest tak, że my w sposób absolutnie naturalny, na skutek modelowania przyjmujemy wzorzec, który reprezentuje nasza mama. Jest dla nas najbliższą kobietą, obserwujemy, jak się zachowuje, dziewczynki często naśladują mamę, chcą robić te same rzeczy związane z kobiecością co ona. Oczywiście w pewnym momencie przychodzi kryzys, zaprzeczenie, kiedy odchodzimy na chwilę lub na zawsze od modelu reprezentowanego przez matkę.

Dziewczynki są wychowywane do pełnienia w przyszłości określonych ról społecznych, do bycia żoną, matką, opiekunką. Czy nie jesteśmy trochę programowane?
Tak, i to programowanie, które działa jak imprinting, czyli wdrukowanie, zaczyna się już w momencie, kiedy podczas USG rodzice dostają informację, czy na świat przyjdzie dziewczynka, czy chłopiec. Czasem nawet jeszcze wcześniej – kiedy planujemy ciążę lub na jej początku. To programowanie jest z jednej strony naturalne, bo różnice między płciami są niezaprzeczalne. Jednak z drugiej strony przez to już na etapie życia płodowego dziecka tworzymy pewne oczekiwania, planujemy mu życie. W przypadku chłopców od razu programujemy zwycięzców, wojowników, mistrzów, a o dziewczynkach myślimy sobie: „wspaniale, będę miała pomoc”, „nauczę ją gotować”. Nie wolno jednak zapominać o tym, że dziewczynka ma takie samo prawo jak chłopiec do bycia wojowniczką, do osiągania celów, sukcesów. Dlaczego kobiety wciąż mniej zarabiają niż mężczyźni? Bo same uważają za absurdalne, że mogłyby zarabiać tyle samo co oni. A to wszystko właśnie przez programowanie, które sprawia, że pewnych rzeczy nawet nie oczekujemy po sobie.

Z jednej strony programowanie ma swoje plusy, bo większości dziewczynek przydają się umiejętności przekazywane przez kobiety w rodzinie, ale chyba równie często dotyczy ono emocjonalności?
Tak, zgadza się. Inaczej kształtujemy emocjonalność u chłopców i inaczej u dziewczynek. Wciąż np. jest duże przyzwolenie na to, żeby dziewczynki mogły sobie popłakiwać, okazywać słabość, a u chłopców nie ma takiego przyzwolenia. Oni więc z kolei mają problem z okazywaniem emocji.

Niedawno byłam recenzentką pracy magisterskiej na temat związku między inteligencją emocjonalną i syndromem Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA). Z badań autorki wynika, że mężczyźni, którzy wychowywali się w rodzinach alkoholowych, mają wyższy poziom inteligencji emocjonalnej niż ci, którzy wychowywali się w rodzinach, gdzie problem alkoholowy nie występował. Natomiast wśród kobiet nie stwierdzono większych różnic. Skąd taki wynik? Otóż chodzi o to, że z racji tego, że ci mężczyźni dorastali w specyficznych warunkach, wykształcili w sobie lepszą zdolność do radzenia sobie z emocjami i do ich rozumienia. I zauważmy, że w tych rodzinach nie było programowania na macho, tam w ogóle niewiele się pewnie zajmowano tymi chłopcami, oni musieli sami nauczyć się rozumieć emocje własne i innych, aby zaadaptować się do trudnych warunków. Dlatego ja bym uzupełniła oba programy – u dziewczynek oprócz przyuczania do bycia matką, kobietą, dodałabym też element samorealizacji, wygrywania, osiągania sukcesu poza życiem rodzinnym. A program chłopców do bycia zwycięzcą warto wzbogacić o bycie dobrym człowiekiem, partnerem, w przyszłości kochającym ojcem.

A jak to jest z wyrażaniem złości u dziewczynek i chłopców? Bo chyba w przypadku chłopców jest większe przyzwolenie na to, by okazywali ją w sposób jawny, a od dziewczynek wymaga się raczej jej tłumienia.
To są właśnie te obszary, gdzie bardzo niekorzystne jest rozróżnianie płci. Bo czy to chłopiec, czy dziewczynka, od początku warto uczyć konstruktywnych form rozładowywania złości. Taka kobieta będzie tłumić całe życie swoją złość, a potem trafi jej się mąż alkoholik i po którejś awanturze weźmie nóż i wbije mu w plecy. Bo po tylu latach tłumienia złości po prostu nie będzie w stanie nad sobą zapanować. Chłopcy mają większe przyzwolenie na wyrażanie złości, nawet poprzez agresję, bo to są chłopcy, „chłopcy tak mają”. A to nieprawda. Nie możemy na to przyzwalać. Zresztą w tej chwili dziewczynki w wieku gimnazjalnym są często bardziej agresywne niż chłopcy. Na szczęście powstaje coraz więcej inicjatyw uczenia dzieci rozumienia swoich emocji i rozładowywania ich w sposób niezagrażający sobie i innym.

Aczkolwiek chyba zdrowsze jest pójście w takie fizyczne rozładowanie złości niż w tłumienie?
Tłumienie nie jest dobrą strategią, chociaż na temat rozładowywania złości są sprzeczne teorie. Zgodnie z klasyczną teorią „hydrauliczną” Freuda, gdy złość się kumuluje, to potem musi eksplodować, tak jak hydrant, który gdzieś się przypchał, a potem wybucha fontanną wody. Ale są też badania pokazujące, że im bardziej agresywnie rozładowujemy złość, tym bardziej ona narasta. Czyli jeżeli jest to forma aktywna, typu bójka czy uderzanie w coś, to tym bardziej potem narasta w nas tendencja do złości i do tego, żeby ją w ten sposób rozładowywać. Ale nie jest też dobre kierowanie złości do środka, kumulowanie jej – badania prowadzone od lat, choćby przez zespół Jamesa Pennebakera, dowodzą, że jak kumulujemy złość w środku, to zaczynamy chorować, także fizycznie. Taką formą nierobiącą nikomu krzywdy jest mówienie, pisanie albo narysowanie tej złości. To może się wydawać śmieszne, ale weźmy kartkę, narysujmy tę złość, powiedzmy komuś o niej, a zauważymy, że emocje zaczną opadać.

Jako kobiety często słyszymy, że np. do trzydziestki powinnyśmy wyjść za mąż albo do 35. roku urodzić dziecko. Jak odróżnić własne potrzeby od tego, co nam narzuca otoczenie?
Teraz kobiety coraz częściej słyszą też, że w ogóle nie powinny mieć dzieci albo że dobrze mieć je później. I to też jest forma programowania. Tak więc te narracje są dwie, ta bardziej tradycyjna, patriarchalna, że trzeba wyjść za mąż i mieć dzieci, ale coraz częściej też pojawia się narracja typu: „nie myśl teraz o rodzinie, myśl o sobie, realizuj się w pracy, na studiach, a urodzenie dziecka zostaw sobie na później”. Jako psycholog motywacyjny mogę powiedzieć, że odróżnienie tego, czy robimy coś dlatego, że tego chcemy, czy dlatego, że oczekują tego od nas inni, jest bardzo trudne. I nie dotyczy to tylko roli, jaką mamy pełnić jako kobiety, ale większości celów, jakie sobie stawiamy. Posłużę się przykładem dziecka, które jest zmuszane do gry na pianinie – na początku samo mówi: „Mamusiu, tak bym chciał grać na pianinie”, więc matka kupuje pianino i zapisuje je do szkoły muzycznej. Później okazuje się, że to granie wymaga godzin ćwiczeń, powoduje ból palców itp. I nagle staje się zewnętrznym celem – dziecko już nie chce tego robić, ale matka je zmusza. Mija parę lat, dziecko wraca do domu, przeżyło jakiś stres w szkole. Siada do pianina, zaczyna grać i nagle odkrywa, że granie go relaksuje i że dzięki niemu może rozładować swoje emocje. I znowu gra na pianinie staje się celem wewnętrznym. Granica między tym, czy coś jest zewnętrznym celem, czy wewnętrznym, jest bardzo cienka. Myślę, że akurat w przypadku decyzji o macierzyństwie kobiety rzadko ulegają wpływom otoczenia i że są mało podatne na to, żeby słuchać, co mówią im inni.

Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog SWPS, zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi.