1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. 7 sposobów, żeby łatwiej znaleźć pracę

7 sposobów, żeby łatwiej znaleźć pracę

123rf.com
123rf.com

Oto siedem sposobów na zwiększenie szans na zatrudnienie według serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. 

1. Dobre CV

Dobre oznacza: odpowiadające dzisiejszym standardom, a nie w szablonie sprzed dekady. – Najważniejszym wyróżnikiem nowoczesnego CV jest podsumowanie swojego doświadczenia w kilku zdaniach, które należy wyeksponować na górze dokumentu. Po przeczytaniu tych zdań rekruter powinien nabrać pewności, że jesteśmy właściwą osobę na oferowane stanowisko – mówi Joanna Żukowska z MonsterPolska.pl.

2. Referencje

Wciąż niedoceniane. Tymczasem dołączenie do CV referencji od byłego szefa lub współpracowników jest skutecznym sposobem na zwiększenie szans na zatrudnienie. Pamiętajmy, że rekruter przegląda dziennie niezliczone ilości aplikacji. Referencje mogą być tym elementem, który przykuje jego uwagę na dłużej.

3. Pierwsze wrażenie

Wchodząc na spotkanie, powinniśmy zrobić to pewnie i z uśmiechem, aby zarazić rekrutera pozytywną energią. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Z badań wynika, że mamy na to 11 sekund. Po tym czasie rozmówca oceni, czy da się nas polubić i czy jesteśmy wiarygodni.

4. Wizerunek w Internecie

W dobie internetu bardzo często do pierwszego „spotkania” dochodzi poprzez serwisy społecznościowe. Rektruterzy szukając kandydatów w internecie, nie tylko czytają ich zamieszczone w sieci CV, ale sprawdzają na ile to, co czytają, jest spójne z tym, co widzą na zdjęciach. Wizerunek w sieci powinien być spójny. W momencie, w którym zdarza nam się wrzucać do sieci zdjęcia z wakacji lub z imprez powinniśmy bezwzględnie zadbać o restrykcyjne ustawienia prywatności. Bądźmy sprytni. „Sprzedawajmy” siebie w Internecie jak najkorzystniej.

5. Nienaganne maniery

Lista zachowań, która skreśli nas u rekrutera, to z pewnością brak wyciszonego telefonu, wchodzenie mu w słowo, ale także roszczeniowy sposób prowadzenia rozmowy i zwracania się do pracowników firmy, np. na recepcji.

6. Wspólne tematy

– Do rozmowy należy przygotować się także merytorycznie, czyli sprawdzić czym zajmuje się firma, do której aplikujemy. I nie chodzi o pobieżną wiedzę, ale szczegółowe prześledzenie strony internetowej i mediów społecznościowych. Im lepiej będziemy przygotowani do rozmowy, tym większa szansa, że zamieni się ona w propozycję pracy – podkreśla ekspertka.

7. Small talk

Są osoby, które nie czują się dobrze, prowadząc tzw. small talk. Jeśli jednak rekruter chce wprowadzić luźniejszą atmosferę podczas rozmowy, warto mu na to pozwolić. Nowoczesne rozmowy bardzo często rozpoczynają i kończą się rozmowami „o wszystkim i o niczym”. Warto zaangażować się w small talk. Rekruterzy sprawdzają w ten sposób umiejętności komunikacyjne kandydata.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Piękno to pojęcie względne. Pożegnaj swojego wewnętrznego krytyka

Kiedy tylko odkryjesz atuty swojej urody, pokochasz siebie na nowo. (Fot. iStock)
Kiedy tylko odkryjesz atuty swojej urody, pokochasz siebie na nowo. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sztuką jest dostrzec piękno tam, gdzie nikt go nie szuka, bo piękno jest względne: zgodnie z definicją to stan umysłu. O tym właśnie mówi historia pewnej budowli, która przez długie lata była nienawidzona przez mieszkańców miasta, w którym powstała.

Potępiali ją intelektualiści, architekci, artyści i robotnicy. Protestowali już w trakcie budowy, chcąc doprowadzić do jej odwołania, argumentując to tym, że oszpeci to pozostałe zabytki miasta. Dodatkowo cała konstrukcja wykonana została z żelaza, uznawanego za nieszlachetny materiał budowlany. Mieszkańcy znaleźli nawet obraźliwe określenia dla niej: „nieudana latarnia uliczna'', czy też „fabryczna rura”.

W projekcie zakładano, że po 20 latach od budowy zostanie rozebrana. Jednak jej założyciel, stworzył na niej laboratorium meteorologiczne, dzięki czemu uchronił ją przed zniknięciem. Dziś jest jednym z bardziej znanych obiektów architektonicznych i stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych dla ludzi z całego świata. Wieża Eiffla.

Bywa, że nieraz jesteśmy jak wieża Eiffla - atuty naszej urody nie są docenione. Próbując na siłę dopasować się do obowiązujących trendów i źle interpretowanej definicji piękna, nie dostrzegamy tego, co w nas piękne i wyjątkowe.

Jak widać po historii słynnej budowli, pojęcie piękna jest tylko kwestią umowną.

Każda z nas może być piękna na swój własny sposób. Zamiast skupiać się na swoich kompleksach i niedoskonałościach, lepiej znaleźć pozytywne aspekty.

Może nie masz figury modelki, ale twoim atutem są kobiece kształty, które możesz wyeksponować na kilka różnych sposobów. Może jesteś posiadaczką kręconych włosów, a marzysz o prostych i nie dostrzegasz tego, czym obdarzyła cię natura? Może posiadasz piękną cerą, a ciągle narzekasz na swoje włosy. Te przykłady można mnożyć. Co kobieta to inna historia.

Jedno jest pewne: wiele kobiet nie dostrzega swoich atutów.

Czy kiedykolwiek czułaś obawę przed tym, że nie jesteś wystarczająco piękna? Czy towarzyszą ci natrętne myśli na temat twoich niedoskonałości, które spędzają Ci sen z oczu? Czas pożegnać swojego wewnętrznego krytyka... Jeśli chcesz dobrze czuć się w swojej „skórze”, powinnaś opanować wewnętrzny głos, który ciągle podważa twoją atrakcyjność. Daj sobie przyzwolenie na to, że nie musisz być idealna.

Zatem wytęż wzrok, spójrz na siebie w inny sposób. Znajdź inspiracje wśród znanych osób, które są do ciebie podobne. Może masz kobiece kształty, niczym Kim Kardashian, albo piękne rude włosy, niczym Jessica Chastain. Może jesteś figlarną kobietą, podobnie jak Eva Longoria, a może jesteś kobietą dojrzałą, podobnie jak Meryl Streep. Odważ się użyć słowa „piękno” w kontekście swojej osoby. Nie myśl o tym, co powiedzą inni, nie zastanawiaj się, czy czasem nie podważą tego oceniającym spojrzeniem. Nie potrzebujesz karmić się negatywnymi opiniami przypadkowych ludzi, wystarczy ci, że masz swojego własnego krytyka.

Podobno ciało słucha umysłu, stąd ulega ono zmianie, bądź nie, w zależności od tego, co myślisz i mówisz o sobie. Pozytywne wzmacnianie jest niezbędne w drodze do wykreowania w swoim umyśle pozytywnego wizerunku, co bezpośrednio stanie się widoczne dla innych. Im mocniej uwierzysz w swoje piękno, tym wyraźniej będzie ono zauważalne dla innych. Dlatego pracę nad doskonaleniem swojego wizerunku powinnaś zacząć od siebie, zamiast przeglądać się w oczach innych ludzi.

Kiedy tylko odkryjesz atuty swojej urody i zrozumiesz, co oznacza słowo piękno, to przyjdzie taki moment, że pokochasz siebie na nowo. Dlatego bądź dla siebie najlepszą przyjaciółką, opiekuj się sobą, mów sobie miłe rzeczy. Nie pozwól sobie wmówić, że nie zasługujesz na to, by stać się niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju.

Aleksandra Necel-Kozioł: certyfikowana trenerka i osobista stylistka, która pomaga kobietom poczuć się wyjątkowo i wyglądać pięknie, a także znaleźć mocne strony swojej osobowości i wykorzystywać je w życiu zawodowym i prywatnym.

  1. Psychologia

W jaki sposób połączyć pracę z przyjemnością?

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
– Życie nie zaczyna się dopiero po pracy, żyjesz przez cały czas. Kiedy to zrozumiesz, w sposób naturalny zadbasz o sferę zawodową tak, żeby się nie skrzywdzić - twierdzi life coach Joanna Godecka.

 

Czy pracę i przyjemność można w ogóle połączyć? – spytasz. Można, a nawet trzeba – twierdzi Joanna Godecka. – Nie istnieje podział na życie prywatne i to zawodowe. Życie to życie, jest jedno - dodaje.

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością, co możesz robić bez przerwy i niemal bez wysiłku, i zadbaj o to, żeby twoja praca zawierała te elementy. Proste. Dajmy na to, lubisz siedzieć w kawiarni i patrzeć na ludzi. Co cię w tych ludziach najbardziej interesuje? Może to, jak są ubrani? Może zgadujesz, kim dla siebie są, jakie relacje tworzą? Może po prostu słuchasz, w jaki sposób i o czym mówią? Zatem twoim atutem jest obserwowanie ludzi. To może być twój punkt wyjścia. Bo wiele wskazuje na to, że potrafisz i – co ważniejsze – lubisz obserwować. Może dobrze wyłapujesz trendy i mogłabyś prowadzić modowego bloga albo zająć się projektowaniem ubrań? Obserwowanie ludzi, ich zachowań, ich życia przydaje się też w marketingu, PR, w dziennikarstwie oraz w pisaniu książek. A także w szeroko rozumianej psychologii. Wnioski wzrokowca to twarde dane, które można wykorzystać w wielu dziedzinach. W nich właśnie możesz się spełnić.

Kariera a czerpanie przyjemności z pracy

Dobrze jest wziąć też pod lupę swoje przekonania na temat tego, czy rzeczywiście jest w tobie zgoda na to, żeby dostawać wynagrodzenie za coś, co sprawia ci przyjemność. Może praca to dla ciebie jednak duży wysiłek, zmęczenie, stres oraz masa wyrzeczeń i dopiero gdy przejdziesz tę trudną drogę, dajesz sobie prawo do odpoczynku? Z takim przekonaniem zapewne nie oprzesz kariery na przyjemności.

– Z moich obserwacji wynika, że pokutują w nas trzy błędne przekonania na temat kariery – twierdzi Joanna Godecka. – Pierwsze z nich mówi o tym, że kariera jest uwarunkowana ciężką pracą. Mnóstwo osób podkreśla, że niemal nocują w swojej firmie, a na pewno harują od świtu do nocy. Drugi mit – żeby zrobić karierę, trzeba być wredną suką, kogoś wygryźć, iść po trupach. I wtedy albo tych trupów wypatrujemy, albo stwierdzamy, że nie jesteśmy kimś, kto w ten sposób będzie robił karierę, i w ogóle jej nie robimy. Trzeci mit zakłada, że trzeba mieć farta, po prostu w czepku się urodzić. Wiadomo, szczęściarzy jest wśród nas stosunkowo niewielki procent, więc wielka kariera jest nie dla nas.

Tego typu przekonania, często nie do końca nawet uświadamiane, są przyczyną albo braku kariery, albo kariery, która nas zupełnie nie satysfakcjonuje, nie mówiąc już o sprawianiu przyjemności. Dlatego dobrze, żebyś zastanowiła się także nad tym, co dla ciebie oznacza sukces.

Cena sukcesu

Ktoś może powiedzieć, że odniósł sukces, bo pracuje na prestiżowym stanowisku, ma dom za miastem oraz na wybrzeżu, sportowe samochody i co roku wakacje na końcu świata. Ktoś inny może być zdania, że odniósł sukces, bo wstaje rano z uśmiechem, czuje, że jest wolny, robi to, co kocha, i jest otoczony fajnymi ludźmi.

– Nasze rozumienie sukcesu jest spaczone i skazuje na wspinanie się na szczyty po zdobycze głównie materialne – mówi Joanna Godecka. – Osób, które mają władzę, prestiż, są opiniotwórcze, nikt nie pyta, jak się z tym czują, bo zakładamy, że to właśnie jest szczęście. Ale czy rzeczywiście?

Nazywanie sukcesem rezultatu działań zawodowo-finansowych jest jednowymiarowe. – Czym sukces jest dla mnie? – zastanawia się Joanna Godecka. – Jest robieniem tego, co naprawdę sprawia mi przyjemność. To również ustawienie prawidłowych proporcji między komercjalizacją tego, co robię, a czerpaniem z tego radości. Często zdarza się, że kiedy przyjemność zamieniamy na narzędzie do zarabiania pieniędzy, zaczynamy za bardzo kalkulować i frajda gdzieś nam się rozpływa. Czyli potrzebny jest kompromis między pasją a jej komercjalizacją. Sukcesem jest, jeżeli możemy się na krańcu naszego życia zatrzymać i powiedzieć, że mieliśmy fajne życie, że niczego nie żałujemy. Chyba nie ma człowieka na kuli ziemskiej, który na łożu śmierci powiedziałby: „szkoda, że nie zostawałem dłużej w pracy”.

Miej świadomość, że uważając materialno-prestiżowe wartości za najistotniejsze, często odcinasz się od całej reszty swoich potrzeb: emocjonalnych, intelektualnych, kontaktu z naturą, sztuką, innymi ludźmi. Cierpią wówczas głębsze potrzeby relacyjne, mające na względzie wymianę uczuć, a nie informacji: co zrobiłam, co kupiłam, co mam w swoich ambitnych planach.

– Czasem ludzie starają się godzić taki schematycznie postrzegany sukces z resztą życia, ale jeżeli bardzo go pożądają, równowaga zaczyna się niebezpiecznie chwiać, ponieważ czas niepoświęcony pracy zaczynają uważać za bezproduktywny i rezygnują z innych aktywności, gubiąc po drodze przyjemność z życia – tłumaczy life coach.

Niepotrzebna kalkulacja

Tak możemy skończyć, jeśli wybieramy swoją aktywność zawodową, kalkulując: „Lubię malować i mam do tego talent, ale jaki artysta teraz zarabia kasę, chyba lepiej pójdę na stomatologię, bo ludzie zawsze będą mieli dziury w zębach”. Jeśli decydując się na jakąś pracę, wychodziliśmy z tego poziomu, raczej jesteśmy skazani na brak przyjemności w życiu zawodowym.

– Znam ludzi, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze i nie znoszą tego, co robią. Obiecują sobie, że za jakiś czas rzucą to w diabły, ale ciągle ten moment odkładają, bo potrzeby materialne rosną – mówi Joanna Godecka.

Większą szansę na to, że praca przyniesie nam przyjemność, mamy wtedy, gdy zamiast na względy prestiżowe czy finansowe postawimy na preferowany styl życia. Są ludzie, którzy dobrze czują się w strukturach, instytucjach, ramach. Lubią rano elegancko się ubrać i wyjść do pracy. Uważają, że gdy siedzą w domu, życie im ucieka. Innych to głęboko unieszczęśliwia i lepiej jest dla nich, jak pracują na własną rękę, w wolnych zawodach. Dlatego tak ważna jest świadomość siebie, własnego rytmu.

– Wszyscy mamy unikatowe cechy – mówi Joanna Godecka. – Osoba, która jest elastyczna, nie będzie czerpać przyjemności z pracy, jeśli narzucone jej będą sztywne godziny i spora kontrola. Ktoś taki potrzebuje dywersyfikacji działań, płynnego zarządzania czasem. Natomiast ktoś, kto uwielbia planować, poczuje się jak ryba w wodzie, ustalając stałą formułę działania dla innych. Warto poznać swoje predyspozycje i jednocześnie potrzeby. Jeden człowiek w chaosie czuje się rozbity, a drugi go potrzebuje, bo mu się z tego chaosu co chwila coś wyłania.

Odwagi!

Mamy też prawo powiedzieć sobie, że dziedzina, którą się zajmowaliśmy, przestała nas już fascynować. Można stwierdzić, że pasja się wypaliła i nie myśleć o tym w kategoriach straty, bo zainwestowałam czas, pieniądze, zdobyłam cenne doświadczenia i teraz będę musiała zaczynać od początku. Dajmy sobie prawo do zmian. – Nie można być życiowym konformistą. Jeżeli chcesz mieć przyjemność z pracy, trzeba być odważnym, zaryzykować – podpowiada Joanna Godecka. – Bo są takie pasje, w których od razu nie odniesiemy sukcesu rozumianego jako mnóstwo pieniędzy. Ale jeśli naprawdę chcemy to robić i godzimy się, że będziemy przez jakiś czas żyć bez nadmiaru wszystkiego, to odważnie wchodzimy na tę drogę. Jeśli jesteśmy połączeni ze swoją głębią energetyczną, ze swoimi emocjami, ze swoimi potrzebami, to zawsze wybieramy swoją ścieżkę.

Nie oczekujmy jednak, że będziemy podobali się wszystkim. Są ludzie, którzy dla otoczenia są niezrozumiali, bo robią coś swojego, często niszowego. Inni pukają się w głowę, gdy to widzą, ale to ci odważni śmieją się ostatni, bo mają z pracy przyjemność.

Jeśli chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i pracę z zabawą, nasza motywacja nie może wynikać z lęku czy asekuracji. Działajmy z miejsca pozytywnego wyzwania. Myślmy tak: „Robię to, bo chcę spróbować”, „To sprawia mi frajdę”, „Mam odwagę to robić”. Nie nastawiajmy się na przetrwanie, w życiu nie chodzi o to, żeby nie dać się zniszczyć, pogrążyć, wyjść obronną ręką.

– Zapragnijmy przeżyć swoje życie jak najfajniej. Niech przygody, które nam się w nim zdarzają, będą twórcze i inspirujące – mówi Joanna Godecka.

  1. Styl Życia

Personal branding. Jak zaprezentować się pracodawcy?

Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz dostać pracę? Mów i myśl: jestem w tym dobra! Tym bardziej, że na rozmowie rekrutacyjnej masz mało czasu na odegranie ważnej roli, której efektem, jeśli dobrze pójdzie, będzie angaż. Jak się do takiej rozmowy przygotować i jakich błędów nie popełniać, pytamy Katarzynę Bąkowicz, ekspertkę od personal brandingu.

Powiedzmy, że od dłuższego czasu szukam pracy, ale wciąż bez efektu. O co powinnam zadbać, żeby ją wreszcie dostać?
Pierwszy etap to zdefiniowanie, czego ja chcę. A więc trzeba zacząć od rozmowy z samą sobą. Co wiem? Że nie chcę dłużej wykonywać obecnego zajęcia. Czego muszę się dowiedzieć? Co chcę robić dalej. Jakiej pracy szukam. Jakie mam kwalifikacje, żeby ją wykonywać. Czy to ma być coś, co już wcześniej robiłam. Czy coś zupełnie nowego. Czy chcę iść na etat. Czy chcę założyć własną firmę. Gdy już to wiem, przechodzę do kolejnego etapu, związanego już z personal brandingiem, czyli do tworzenia CV…

Zatrzymajmy się na chwilę przy pojęciu „personal branding”, które zyskuje ostatnio coraz większą popularność. Specjaliści podkreślają, że dotyczy każdego z nas. Na czym polega budowanie marki osobistej?
Zastępczo do personal branding używa się pojęcia „kreowanie wizerunku”. Tylko że kreowanie wizerunku ma zwykle negatywne konotacje i odnosimy je do osób publicznych – polityków, sportowców, dziennikarzy. Natomiast personal branding dotyczy każdego, kto chce wejść w jakąś zawodową przestrzeń. Pierwszym jego elementem jest CV – ono pokazuje pracodawcy, kim jesteś. Chodzi o to, aby dostarczyć informacji, które są niezbędne do wykonywania pracy, jaką on może ci zaoferować. Pokazać, że jesteś osobą, której szuka. Zatem to nie może być chaotyczny zbiór informacji o różnych pracach wakacyjnych, chyba że kilka razy byłaś kelnerką i teraz chcesz pracować w korporacji spożywczej, gdzie ten fakt może pomóc.

Przy czym zaznaczam, że nie jestem zwolenniczką stwierdzenia, że liczy się tylko pierwsze wrażenie.  Choć faktycznie w przypadku rozmowy o pracę jest ono bardzo ważne. Całą sobą – od stroju, przez zachowanie, postawę, sposób mówienia, treść i formę – komunikujesz: „jestem w tym dobra”.

Jak rozumiem chodzi o spójność - żeby nasz wizerunek nie był oderwany od tego, co chcemy zakomunikować rekruterowi. Tylko jak powinno wyglądać w praktyce przygotowanie do takiego spotkania?
Pierwsza rzecz - musimy wiedzieć, do jakiej firmy idziemy. Czym ta firma się zajmuje, ale też jaki styl ubioru, zachowania i komunikowania się tam obowiązuje. Nie będzie tego w informacji o firmie na stronie internetowej, ale odczytamy to ze zdjęć i grafiki. Dużo powie nam też sama branża - jest różnica pomiędzy agencją reklamową a ministerstwem. Dostosowujemy się do tego - jeżeli firma przestrzega określonego dress code'u, nie zakładamy jeansów i trampek. Natomiast jeżeli jest to agencja reklamowa, możemy pozwolić sobie na większą swobodę. Choć trzeba dodać, że delikatna elegancja zawsze i wszędzie jest stosowna.

Dobrze jest też się dowiedzieć, ile czasu dostaniemy na autoprezentację. Informacji można zasięgnąć od sekretarki, która nas umawia na spotkanie. Bo inaczej mówimy, gdy mamy pięć minut, a inaczej, gdy mamy godzinę. Z taką wiedzą lepiej się przygotujemy. Warto przed spotkaniem usystematyzować swoją wiedzę na temat samej siebie - odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego chcę tu pracować? Co mogę dać tej firmie? Co firma może dać mnie? Dlaczego to ma być opłacalne dla obu stron? Dlaczego ta firma ma mnie zatrudnić? Coraz częściej właściwą odpowiedzią na ostatnie pytanie jest: Dlatego, że mam wysoki poziom umiejętności miękkich. Przypuszczalnie w danej firmie podstawą jest kontakt z klientem, zatem nie moje doświadczenie będzie ważne, ale fakt, że szybko się uczę i dobrze się komunikuję z innymi.

No dobrze, powiedzmy, że odrobiłam pracę domową i zrobiłam już rozeznanie we własnych kwalifikacjach i oczekiwaniach, dowiedziałam się też sporo na temat firmy, do której aplikuję. O co powinnam zadbać podczas samej rozmowy?
Przede wszystkim nie bójmy się zadawać pytań i dawać sobie czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią, kiedy to my jesteśmy o coś pytanie. Nie musimy odpowiadać natychmiast. Najpierw musimy zrozumieć, o co nas zapytano, wymyśleć odpowiedź i dopiero wtedy jej udzielić. Nikt za 30 sekund namysłu nie wyrzuci nas za drzwi. Możemy zapytać nawet: "Dlaczego zadaje mi pan takie pytanie?", "Jakie to ma znaczenie z pana perspektywy?" - oczywiście w atmosferze życzliwości. Bo celem rozmowy rekrutacyjnej jest wymiana informacji pomiędzy obiema stronami, sprawdzenie siebie nawzajem.

Na rozmowie wstępnej, tak jak podczas każdej komunikacji międzyludzkiej, podstawą jest uważność i świadomość, czyli słuchanie tego, co ktoś mówi, i udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Trzeba mieć również świadomość konsekwencji tego, co mówimy. Jeżeli powiem mojemu szefowi: "Nigdy się nie spóźniam", to nie mogę okazać się potem notorycznym spóźnialskim. Chcesz być słowna? Powiedz: "Ramowy wymiar pracy nie jest elementem, który świadczy o moich kompetencjach". Na pewno dużo lepiej są postrzegane osoby, które są przewidywalne - spokojne, ale kreatywne, osadzone w kategoriach powszechnie rozumianej normalności, ani nadmiernie ekspresyjne, ani flegmatyczne. Dlatego najlepiej sprawdza się też spokojny sposób komunikacji - słucham, mówię, słucham, mówię. Rozmawiam z innymi tak, jak sama chcę, żeby ze mną rozmawiano.

A postawa - czy ma znaczenie? Jak powinnam na przykład siedzieć?
Wiadomo - żeby nam się dobrze rozmawiało, musi nam się dobrze siedzieć. A żeby nam się dobrze siedziało, musimy mieć prosty kręgosłup. Niezależnie od tego, na czym siedzimy, trzymamy kości pośladków wbite w podłoże i nie opieramy pleców o oparcie. To gwarantuje w miarę prostą postawę. Dzięki temu wyglądamy na bardziej kompetentnych, a układ formacyjny działa sprawniej i swobodniej wydobywa się głos. Pomimo stresu nie dostaniemy zadyszki i nie będziemy się męczyć podczas rozmowy. A jeżeli nie czujemy się pewnie, możemy zaproponować spotkanie na neutralnym gruncie, np. w kawiarni na dole w biurowcu, dzięki czemu nie przychodzimy w roli gościa czy petenta. Spotykamy się na równej płaszczyźnie, a duża ilość bodźców dookoła i wspólne wypicie herbaty rozluźnia obie strony i ułatwia nawiązanie kontaktu. Warto sprawdzić, czy taka możliwość istnieje.

Czy to prawda, że komunikacja niewerbalna może mieć nawet większe znaczenie niż werbalna?
Komunikujemy się zawsze, z każdym i w każdy możliwy sposób. Dlatego ja nie rozdzielam komunikacji werbalnej od niewerbalnej. Spójrzmy na świat zwierząt - one komunikują się za pomocą dźwięków. Nie mówią, ale komunikują się. Na przykład miauczenie kota może wyrażać: smutek, ból, rozpacz, radość, zadowolenie... Poznajemy to po brzmieniu głosu. My, ludzie, działamy tak samo. Najpierw odbieramy parametry dotyczące głosu - jego wysokość, barwę, tempo, melodię i dopiero do tego dokładamy słowa i sprawdzamy, czy te słowa pokrywają się z tym, co wcześniej zinterpretowaliśmy. A to, jak brzmi nasz głos, zależy od tego, jak się zachowujemy. Gdy kot miauczy radośnie, nie ma nastroszonej sierści i podniesionego do góry ogona. A kiedy jest zły, nie leży rozwalony na plecach. My robimy tak samo. Gdy stoję wyprostowana i swobodna, mój głos brzmi pewnie. Jeżeli jestem zgarbiona i ściśnięta, głos jest niepewny. Jedyną rzeczą, która niszczy nasz wizerunek, jest jego niespójność. Bo jesteśmy całością. I w całości jesteśmy odbierani i interpretowani.

Załóżmy, że nadal czuję się niepewnie i przed rozmową kwalifikacyjną chciałabym jeszcze skorzystać z konsultacji u fachowca. Jak znaleźć dobrego specjalistę od personal brandingu?
Taki ktoś musi być trochę coachem, trochę psychologiem, także specjalistą od marketingu i komunikacji. Bo wizerunek to wnętrze człowieka przeniesione na zewnątrz. Budowanie go obejmuje oczywiście dobór koloru wizytówek, długości spódnicy i nowej fryzury, ale samymi tymi elementami niczego nie zbudujemy. Cechą podstawową wizerunku musi być jego spójność i naturalność. Pozostajemy tą samą osobą, ale zaczynamy pokazywać siebie w takim świetle, że wyglądamy lepiej. Personal branding jest pracą na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym, bo z powodu swoich cech osobowości preferujemy pewien rodzaj stroju i zachowania. Dobry specjalista od personal brandingu przygotuje do wszystkich sytuacji, jakie mogą nas spotkać, i nauczy reagowania na nie. Cały proces jest oparty na stuprocentowej spójności i naturalności. Dzięki temu zmiana, jaka się dokonuje, jest wiarygodna dla otoczenia, i wygodna dla nas.

Katarzyna Bąkowicz:
coach, logopeda, specjalistka od komunikacji medialnej i biznesowej, ekspertka od personal brandingu, prowadzi szkolenia z komunikacji wewnętrznej, zewnętrznej oraz prezentacji, buduje wizerunek organizacji (PR, CSR), a także wspiera liderów indywidualnymi procesami rozwojowymi.

Rozgrzewka dla niepewnych siebie, czyli personal branding w kilku krokach

Spójrz w lustro. Zacznij od kontaktu z samą sobą. Przyjrzyj się sobie. Jak wyglądasz? Jak mówisz do osoby w lustrze? Czy kogoś przypominasz? Czy prosto stoisz? Czy nie za bardzo machasz rękami? A może trzymasz je zwieszone? Jak byś zobaczyła siebie w telewizji, to co byś o tej osobie pomyślała? Czy to jest fajna babka?

Popatrz na siebie krytycznie.
I wypisz na kartce listę swoich cech. Jeżeli znajdziesz tam słowo „pedantyzm”, które uważasz za zaletę, bo dzięki niej twoje mieszkanie wygląda jak galeria, a ty sama znasz na pamięć wszystkie terminy spotkań – zastanów się, czy to pasuje do twojego miejsca pracy. Jeżeli w danej firmie liczy się kreatywność i fantazja, to twoje poukładanie nie jest tam potrzebne. Więc pomyśl, gdzie i do czego możesz się przydać. Kto może potrzebować dobrze zorganizowanej kobiety?

Zbuduj siebie na nowo.
Zastanów się, kim chciałabyś być. Jak chcesz być postrzegana? Jaki ma być twój wizerunek? Kogo byś z siebie zbudowała? Czy np. rola bizneswoman to jest twoja rola? Czy może lepiej odnajdujesz się w wolnym zawodzie? Zastanów się, jakie masz cechy i do czego możesz ich użyć. W jakim obszarze zawodowym można je najlepiej wykorzystać?

  1. Styl Życia

Zmiana pracy? Nie bój się zacząć od nowa!

Wcale nie musimy trzymać się zajęć, które przestały przynosić nam satysfakcję, i już od poniedziałkowego poranka wypatrywać weekendu. Ani rezygnować z marzeń, bo
Wcale nie musimy trzymać się zajęć, które przestały przynosić nam satysfakcję, i już od poniedziałkowego poranka wypatrywać weekendu. Ani rezygnować z marzeń, bo "w pewnym wieku lepiej nie ryzykować". (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Różne rzeczy kierują nami, kiedy postanawiamy opuścić dotychczasowe miejsce pracy lub branżę i zaryzykować. Lepsza jakość życia, bardziej elastyczny czas pracy, samorealizacja, spełnianie marzeń. Jak zauważa Rafał Nachyna z Grupy Pracuj, współczesny świat sprzyja zmianom, a czasem nawet do nich zmusza. I pokazuje, że nigdy nie jest się na nie za starym. Często ograniczają nas już tylko psychiczne bariery. Pora je przełamać.

Tematem, który rozgrzewa i porusza dziś ludzi, jest zmiana pracy, a nawet ścieżki zawodowej w dojrzałym wieku. Nie po studiach, kiedy jeszcze próbujemy i testujemy różne możliwości, ale właśnie po latach, kiedy mamy już ugruntowaną pozycję w danej firmie czy zawodzie, i postanawiamy wyjść ze strefy komfortu i dać sobie drugą zawodową szansę.
My też w Grupie Pracuj zauważamy ten trend. Można by zadać sobie pytanie, czy to rzeczywiście bierze się z potrzeby wyjścia ze strefy komfortu, czy wprost przeciwnie – poszukiwania większego komfortu. Motywacja do takiej zmiany może być pozytywna i negatywna. Ta druga jest wywołana zwykle przez czynniki zewnętrzne, niezależne od nas, takie jak chociażby postępująca automatyzacja. Co prawda już od XIX wieku i rewolucji przemysłowej pewne zawody znikają, a pewne się pojawiają, ale obecnie dynamika tych zmian jest szybsza.

Te zmiany pewnie najszybciej postępują w dziedzinach pracy już najbardziej zmechanizowanych?
Jedną z ciekawszych debat ostatnich lat jest ta na temat tego, co będzie się działo na rynku motoryzacyjnym, bo zarówno Google, jak i Elon Musk, producent Tesli, przewidują ogromną rewolucję w dziedzinie komunikacji – od samochodów współdzielonych po autonomiczne, bezzałogowe. Jeśli uświadomimy sobie, że, powiedzmy, za 10 lat wszyscy będziemy wynajmować samochody na godziny, zamiast je kupować, łatwo możemy sobie wyobrazić, jak będą wyglądały nasze miasta i ulice, ale też, jak przełoży się to na produkcję samochodów, jakie zawody przestaną być już potrzebne, a jakie zaczną, i jak w związku z tym będzie wyglądał rynek pracy. Podobny scenariusz może wystąpić w wielu innych branżach.

Co istotne, zewnętrzna, czyli negatywna motywacja do zmiany pracy wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu bez odpowiedniego przygotowania i czasu na dogłębne przemyślenia.

A co z motywacją pozytywną, wynikającą z wewnętrznych czynników?
Coraz częściej zdarza się, że osoby z dużym doświadczeniem zawodowym, które osiągnęły odpowiednie wynagrodzenie i oczekiwane warunki pracy, zaczynają myśleć o zmianie zatrudnienia i wyjściu ze strefy komfortu na rzecz jeszcze lepszego komfortu zawodowego. Skąd się to bierze? Chociażby z informacji o tym, że są branże czy firmy, które oferują nie tylko lepsze zarobki, ale też znacznie korzystniejsze tzw. benefity, jak chociażby elastyczny grafik czy praca zdalna. W efekcie ludzie zaczynają myśleć, że wprawdzie dziś nie mają jeszcze doświadczenia lub przygotowania potrzebnego do zmiany branży, ale za rok... Zwłaszcza że rynek edukacyjny im sprzyja – obecnie większość kursów czy studiów zawodowych można odbyć w krótszym czasie i zdalnie, a nawet on-line. Przebranżowienie jest więc o wiele łatwiejsze i bardziej dostępne. I to ludzi, którzy osiągnęli stabilizację zawodową, zachęca do porzucenia bieżącego komfortu na rzecz zmiany, która w przyszłości da ten komfort na jeszcze wyższym poziomie.

Jak rozumiem, rozmawiamy o wyższym komforcie w kontekście finansowym czy czasowym. Co z komfortem biorącym się z tego, że robię to, co lubię?
To jest trzeci motywator, również pozytywny i wewnętrzny, który pojawia się, kiedy ludzie mają już na tyle uregulowaną sytuację finansową, że mogą się zastanowić nad swoją pracą w wymiarze bardziej duchowym czy filozoficznym. Zapytać siebie: czy to, co robię, jest zgodne z moimi przekonaniami? czy jest to coś, co sprawia mi przyjemność? A ponieważ mają już tzw. poduszkę finansową, są w stanie podjąć ryzyko, wiążące się z tym, że w perspektywie dwóch, trzech czy nawet pięciu lat, kiedy będą zdobywać pierwsze kompetencje, doświadczenia i pierwsze szlify w nowym zawodzie – mogą jeszcze nie zarabiać na dawnym poziomie.

Jacek Walkiewicz mówił w rozmowie, że prawdopodobnie jego pokolenie, 40-50-latków jest pierwszym w historii Polski, które ma szansę na ponowne otwarcie zawodowe.

To jest rzeczywiście bardzo ciekawe i zupełnie nowe zjawisko w Polsce. Jesteśmy przecież krajem, który w latach 90. XX wieku przeszedł największą zmianę, jeśli chodzi o system polityczny i gospodarczy, która to zmiana pozwoliła ludziom gromadzić kapitał, a ten z kolei dziś pozwala wielu z nich zadać sobie pytania, o których mówimy.

Na temat zmiany pracy i przebranżowienia można spojrzeć z jeszcze innej strony. Mianowicie od strony branż, które mają ewidentny niedobór pracowników. Na pierwszym miejscu w tej kategorii jest szeroko pojęta branża IT – z różnych szacunków wynika, że liczba miejsc pracy nieobsadzonych w tym sektorze waha się pomiędzy 40 a 50 tysiącami. Co więcej, ponieważ jest tak duży niedobór pracowników, zmniejszają się wymagania stawiane kandydatom. Kiedyś nie było w ogóle możliwości, by rozpocząć pracę w branży informatycznej bez studiów kierunkowych i odpowiedniego technicznego przygotowania – obecnie wystarczy, że ktoś ma doświadczenie projektowe. Jest to możliwe, ponieważ zmienia się specjalizacja w dziedzinie programowania.

Gdy jakieś 100 lat temu pytano kogoś, jaki zawód wykonuje, to wystarczyło powiedzieć: „jestem lekarzem” czy „jestem inżynierem”; nikt nie dopytywał, co to właściwie oznacza, bo było to oczywiste. Potem nastąpił okres większej specjalizacji, lekarze zaczęli dzielić się na pediatrów, dentystów czy chirurgów, a inżynierowie na mechaników czy elektroników. Podobnie przez ostatnie 20 lat rozwinęła się specjalizacja w zawodzie programisty. Jeszcze 20 lat temu wystarczyło powiedzieć: „jestem programistą”, dzisiaj w tym pojęciu zawiera się bardzo wiele rozróżnień – i nie potrzebowaliśmy na to 100 lat, a jedynie dwóch dekad. Dziś trzeba już takiego programistę spytać: „A w jakim języku programujesz?”. Są programiści, którzy zajmują się tylko architekturą – konstruują to, co ma być potem zapisane specjalistycznym kodem; są osoby, które są koderami; są też programiści, którzy specjalizują się w testowaniu oprogramowania. Programista to nie jest już komputerowy geek, schowany w ciemnym pomieszczeniu i wpatrzony jak w filmie „Matrix” w linijki kodu zrozumiałe tylko dla niego. Dziś programowaniem może się zająć równie dobrze ktoś pracujący na pograniczu biznesu, bo ma wiadomości na temat swojej branży, które będzie mógł przełożyć na język koderów. Sami, często nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się programistami, kiedy ustalamy tryb, w jakim ma pracować pralka czy piekarnik. Oczywiście jest to o wiele prostszy program, dający jednak pojęcie o tym, czym jako programiści moglibyśmy się zajmować.

Czy to oznacza, że dziś każdy może być programistą?
Na pewno każdy może spróbować. Tym bardziej że coraz większą popularnością cieszą się szkoły, które pomagają się przebranżowić i wejść w świat programowania.

Także osobom w dojrzałym wieku?
Oczywiście. Trzeba jednak pamiętać o jednej bardzo istotnej kwestii. Otóż kiedy zapytamy ludzi w dojrzałym wieku, czy podjęliby nową, ciekawą pracę, to aż 84 proc. respondentów zgłasza takie zainteresowanie, mówiąc: „gdybym otrzymał ciekawą ofertę, to byłbym w stanie zmienić pracę”. Tyle tylko, że osoby w wieku 40 czy 50 plus nie są w tym obszarze aktywne. Gdy pytamy ich o gotowość do przebranżowienia się, to 67 proc. respondentów byłaby na to gotowa. Jak widzimy, stosunek jest już trochę gorszy. Z kolei, kiedy spojrzymy na to, ilu spośród nich podjęło aktywnie kwestię przebranżowienia, to ta statystyka będzie już zupełnie inna – zaledwie ok. 16 proc. pytanych rzeczywiście działa na tym polu.

Dlaczego tak się dzieje? Co ich blokuje?
Sądzę, że ponieważ długo byli zatrudnieni u jednego pracodawcy, nie mają doświadczenia w rekrutacji i pewnie stąd przekonanie, że jest to bardzo trudne i energochłonne.

Jak to zmienić?
Na szczęście wychodzi im naprzeciw nowa technologia. Do tej pory narzędzia dostępne w dziedzinie zmiany pracy były narzędziami wymagającymi aktywności. Jako Pracuj.pl wzięliśmy ten „ciężar” na siebie i oferujemy użytkownikom pomoc w całym procesie rekrutacji. Jedyna aktywność, jaką muszą podjąć, to stworzenie swojego profilu z zaznaczonym doświadczeniem, wykształceniem i zainteresowaniami oraz oczekiwaniami, w tym płacowymi – w Polsce są nadal ważnym czynnikiem motywującym do zmiany. Na tej podstawie rekomendujemy użytkownikowi pracę, która odpowiada jego potrzebom. Dzięki tego typu nowym narzędziom od kilku lat włączamy grupę po 40. roku życia z powrotem do gry. Oczywiście każdy może mieć dostęp do wszystkich ofert, ale najchętniej korzystają z tego osoby aktywnie szukające pracy. Tymczasem dzięki dodatkowym rozwiązaniom dzisiaj sama praca szuka pracowników. I na tym korzystają bardziej doświadczone, starsze osoby.

Ale to nadal jest pomoc raczej w ewolucyjnej zmianie pracy – szukaniu nowego zatrudnienia w danym zawodzie. Co ze zmianą rewolucyjną, polegającą na przebranżowieniu?
Niedawno Grupa Pracuj podjęła inwestycję, która przekłada się bezpośrednio na rewolucję – zainwestowaliśmy w szkołę IT, Coders Lab, której głównym produktem jest przebranżawianie ludzi w obszarze IT.

Jak to działa? Od czego się zaczyna?
Od zgłoszenia, bo jest to produkt dedykowany głównie kandydatom, czyli osobom już zdecydowanym na zmianę branży. Robią test, który pomaga im rozpoznać swoje kompetencje i umiejętności. Potem, na podstawie wyników testu, nasi konsultanci są w stanie stworzyć profil użytkownika, który będzie określał, w jakim obszarze IT mógłby się odnaleźć: czy będzie zajmował się raczej kodowaniem, testowaniem oprogramowania czy będzie jego architektem. To tak jak z budową domu, na której musimy zgromadzić cały sztab specjalistów – będzie tam potrzebny geodeta, architekt, ale też ktoś, kto ma przygotowanie techniczne do fizycznego postawienia domu. W branży IT jest podobnie – do stworzenia zaawansowanej strony internetowej też potrzebujemy sztabu ludzi.

Kolejnym etapem są kursy przebranżawiające, które są prowadzone stacjonarnie – każdy ze studentów ma swojego opiekuna. Obserwujemy tak duże zapotrzebowanie, że w tej chwili dostajemy pierwsze zgłoszenia od klientów – firm, które poszukują pracowników i są gotowe opłacić im taki kurs z gwarancją, że najlepsze osoby dostaną u nich zatrudnienie.

Na współczesnym rynku pracy bardziej niż metryka liczy się otwartość na zmiany i gotowość do zdobywania nowych kompetencji. Tylko najpierw powinniśmy zrozumieć, kim jesteśmy i czego szukamy. (fot. iStock) Na współczesnym rynku pracy bardziej niż metryka liczy się otwartość na zmiany i gotowość do zdobywania nowych kompetencji. Tylko najpierw powinniśmy zrozumieć, kim jesteśmy i czego szukamy. (fot. iStock)

A czy wiek nie jest w tym zawodzie barierą? Czterdziestolatek będzie w stanie wyobrazić sobie siebie w roli programisty? Jego przyszły szef też?
Mamy interesujące badania ze Stanów Zjednoczonych, które wskazują, że specjaliści w wieku 50 plus na etapie rekrutacji są rzeczywiście dyskryminowani na rynku pracy i mają aż o 60 proc. mniejszą szansę na zatrudnienie – granica wieku jest więc barierą na starcie w wielu zawodach. Ale, co ciekawe, badania pokazują, że jeśli takie osoby zostaną zatrudnione, to są potem bardzo cenione w firmie i awansują tak samo szybko jak osoby młodsze. My pokazujemy kandydatom, że warto podejmować wyzwania i wyobrażać sobie to, co wydawało nam się kiedyś niewyobrażalne.

Dla osób, które mają dziś 40 lat i więcej, ma znaczenie jeszcze jeden parametr – niż demograficzny. Obecnie nie ma takiego naporu młodych ludzi na rynek pracy, a potrzeba rąk do tej pracy jest coraz większa. W związku z tym, jeśli pracownicy 40 plus nie mają jeszcze doświadczenia i kwalifikacji, to mają czas, by je zdobyć, bo młodsi i lepiej wykształceni tak szybko nie wyprą ich z rynku. Współczesny 40-latek ma przed sobą jeszcze 30 lat aktywności zawodowej, zwłaszcza przy dzisiejszym rozwoju medycyny.

Czyli są to realne szanse na drugie życie zawodowe?
Drugie albo nawet trzecie. Kiedyś funkcjonował stereotyp, że w wieku 40 lat lepiej już doczekać do emerytury niż wkładać wysiłek w szukanie czy zmianę pracy. Ale dziś się to bardzo zmieniło. Choć sam zaobserwowałem, że nadal w społeczeństwie budzi szok informacja o 60-latku, który dochodzi do wniosku, iż w tym wieku nie chce już budować kapitału, ale przeżyć rzeczy, jakich jeszcze nie przeżył. I na przykład postanawia prowadzić blog i podróżować, więc decyduje się spieniężyć najbardziej wartościową rzecz, jaką ma, czyli swoje mieszkanie. Nie mogłem wyjść ze zdziwienia, jak skrajne opinie wywołała jego decyzja. Od wielu dopingujących, po oburzone: „Jak on mógł?!”. No ale dlaczego miałby zrobić inaczej? W końcu to jego życie i jego pieniądze. Kto powiedział, że teraz ma siedzieć w domu i pilnować spadku, jaki po sobie zostawi?

Potrzebujemy takich przykładów, żeby przełamać stereotypy.
I na szczęście jest ich dużo. Wystarczy, że sprawdzimy, w jakim wieku rozmaici potentaci założyli swój biznes. Na przykład właściciel sieci McDonalds stworzył swoją markę w wieku 52 lat. Henry Ford miał 45 lat, gdy zaprojektował przełomowy model Forda T. Sieć GAP założył Donald Fisher w wieku 40 lat, nie mając żadnego doświadczenia w tej branży. Pan Janusz Filipiak założył firmę Comarch w wieku 41 lat, od podstaw. Podobnie właściciel sieci Inditex. Ci ludzie nie zaczynali od start-upów w wieku 20 lat, owszem, mieli doświadczenie zawodowe, ale często w zupełnie innej dziedzinie, umieli jednak wnieść je do nowej. Sądzę, że osoby w wieku 40 lat mają ogromną przewagę nad 20-latkami – nie są aż tak bardzo niecierpliwe zawodowo i wiedzą, co zrobić, by nie popełnić błędu i nie przegrać.

Rynek pracy w przyszłości może należeć właśnie do nich?
Analizując to, co czeka rynek pracy, jako Pracuj.pl bierzemy pod uwagę kilka parametrów, w tym wspomniany niż demograficzny, czyli fakt, że dynamika wejścia na rynek młodych ludzi będzie niższa, co przełoży się na potrzebę wydłużenia aktywności zawodowej osób, które są dziś po czterdziestce czy pięćdziesiątce. Wzmocnią to dodatkowo zmiany wynikające z rozwoju technologii, o których mówiliśmy na początku. Obecnie słowo „kierowca” należy do najczęściej wyszukiwanych na stronie Pracuj.pl, ale pomyślmy, co się stanie, kiedy ten zawód zniknie za pięć czy sześć lat, a ludzie go wykonujący nadal będą w wieku produkcyjnym. Jako Pracuj.pl jesteśmy już w stanie wskazać branże, w których będzie im łatwiej znaleźć miejsce dla siebie. Na przykład operator drona – to może być zawód, który w tym czasie będzie bardzo poszukiwany. Bo mimo posuniętej automatyzacji, ktoś będzie musiał przecież te maszyny obsługiwać.

Osobną kwestią, której jeszcze nie poruszyliśmy, jest to, jak bardzo za kilkadziesiąt lat ludzie będą zaangażowani w pracę, ile czasu zechcą w niej spędzać. Może okaże się, że w wielu zawodach tygodniowy wymiar pracy mógłby zmniejszyć się z 40 godzin do 20, a pracownik mógłby nadal żyć na odpowiednim poziomie? Wtedy na stanowisku, na którym kiedyś była potrzebna jedna osoba, będą potrzebne już dwie. Tak obecnie dzieje się w Niemczech. Zapytano ludzi, czy chcą pracować 40 godzin czy krócej za mniejsze wynagrodzenie, robiąc w ten sam sposób miejsce młodym ludziom, by mieli lepszy zawodowy start. Blisko dwa miliony Niemców zadeklarowało, że chce zredukować swój czas pracy. Jak widać, są społeczeństwa rozwinięte, gdzie siła nabywcza jest już na tyle duża, że ludzie doszli do wniosku, iż nie potrzebują co trzy lata zmieniać auta, a za to chcą mieć więcej czasu dla rodziny. I sądzę, że taka postawa będzie coraz bardziej dominować.

Nigdy nie jest za późno na sukces

Kiedy spojrzymy na biografie założycieli 100 największych światowych firm, zobaczymy, że większość z nich w momencie tworzenia swojej marki miała 35 - 45 lat. Oto inspirujące przykłady:

35 lat: William Procter - Procter&Gamble, Jan Koum - WhatsApp, Tim Westergren - Pandora, Jimmy Wales - Wikipedia 38 lat: Hugo Boss - Hugo Boss, Masaru Ibuka - Sony 39 lat: Cher Wang - HTC, Amancio Ortega - Zara, Gordon E. Moore - Intel, Liu Chuanzhi - Lenovo 40 lat: Henry Ford - Ford, Gustaf Larson - Volvo 41 lat: Christian Dior - Dior, Donald Fisher - Gap, Robert Noyce - Intel, Asa Candler - Coca-Cola 42 lata: John Warnock - Adobe, Jerry Baldwin - Starbucks, Soichiro Honda - Honda 43 lata: Charles Geschke - Adobe, Henry Royce - Rolls-Royce 44 lata: Sam Walton - Wal-Mart 52 lata: Ray Kroc - McDonald's i 65 lat:
Harland Sanders - KFC

  1. Styl Życia

W Warszawie zakwitło dziwidło olbrzymie!

(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
Dziwidło olbrzymie – największy kwiat świata o woni padliny, zakwitło tej nocy w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Można je podziwiać jeszcze dzisiaj (od godz. 10), zanim definitywnie zamknie swój kwiatostan.

Kwitnące dziwidło olbrzymie zadziwia i fascynuje – przyciąga odmiennością, odrzuca wstrętną wonią. Kiedy kwitnie trudno przejść obok niego obojętnie. Jego kwiatostan jest bowiem największy w świecie roślin (ma do 3 m. wysokości, 1,5 m. średnicy), a przy tym wygląda jak kawał padliny i „pachnie” jak ona. W dodatku bardzo intensywnie. Na Sumatrze, skąd roślina pochodzi, woń jej kwiatostanu jest wyczuwalna z odległości nawet 3 km! W ten sposób przywabia zapylacze – muchy i inne padlinożerne owady. Nęci je nie tylko „aromatem”, ale i ciepłem panującym we wnętrzu kwiatostanu (czyli w pochwie). Temperatura może tam osiągnąć nawet 40 st.C! Roślina wie co robi, włączając „ogrzewanie”, ciepło potęguje bowiem jej brzydki zapach.

Łacińska nazwa dziwidła - Amorphophallus (od amorphos - podobny i phallus - penis) w pełni oddaje wygląd kolby kwiatostanu, wyrastającej z nabrzmiałej pochwy, skrywającej właściwe kwiaty – żeńskie i męskie. Niestety, roślina zakwita tylko raz na kilka lat, w dodatku jest kwiatem jednej nocy – spektakl zaczyna się po południu, a kończy następnego dnia.

Tej nocy dziwidło zakwitło w Warszawie - w szklarni tropikalnej Ogrodu Botanicznego UW. I to jako pierwsze w Polsce! Zainteresowanie było ogromne! O północy, kiedy zamknięto kolejkę, ostatni chętni czekali na wejście ponad 2 godziny. Kwitnienie można było też śledzić on line pod linkami: https://youtu.be/bFKASNfwE4A i http://bit.ly/dziwidlo_live.

Kwiat jednej nocy

Tym razem roślina zadziwiła nawet swoich opiekunów – Joannę Bogdanowicz i Piotra Dobrzyńskiego. Według ich prognoz miała bowiem zakwitnąć w nocy z wtorku na środę. – Z dziwidłem nigdy nic nie wiadomo, ono robi co chce i kiedy chce – śmieje się Piotr – wiele zależy od warunków, w jakich żyje, głównie od temperatury, oświetlenia i wilgotności.

Każdy okaz rozwija się z bulwy, która też jest rekordzistką w świecie roślin – może ważyć do 100 kg! Najpierw jednak wyrasta z niej mały liść w kształcie parasola. Po kilkunastu miesiącach zamiera, oddając substancje zapasowe bulwie, która wchodzi w okres spoczynku. Potem wydaje nowy, znacznie większy liść. Trwa to kilka lat. Kiedy bulwa odpowiednio dojrzeje, zamiast liścia wyłania się z ziemi kwiatostan.

Kwitnienie wygląda spektakularnie! Kolba stopniowo się wydłuża (o kilka cm dziennie), a pochwa nabrzmiewa. Aż wreszcie któregoś popołudnia zaczyna się otwierać (i pachnieć). Wieczorem w pełni prezentuje swój aromat i urodę, a w nocy powoli zaczyna się zamykać. Następnego dnia spektakl się kończy. Na koniec płatki ponownie lekko się rozchylają, by uwolnić uwięzione we wnętrzu owady. Kwitnąca roślina przyciąga tłumy zwiedzających, a jej kwitnienie jest ogromnym wydarzeniem w życiu każdego ogrodu.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Dziwna historia dziwidła

Choć stołeczne dziwidło mieszka w szklarni już od kilkunastu lat, pracownicy ogrodu niewiele mieli okazji, by zawrzeć z nim bliższą znajomość. Prawie połowę tego czasu roślina spędziła bowiem w głębokim uśpieniu, „liżąc rany” po nieszczęśliwym wypadku.

- Bulwa jest prezentem od pewnego mieszkańca stolicy, który przywiózł ją z Sumatry. Przez kilka pierwszych lat rozwijała się prawidłowo co roku wydawała liść – wspomina Piotr. Aż do czasu, gdy w szklarni pojawiła się ekipa TV, by nagrać kolejny program botaniczny. Ogromna donica z bulwą trochę jej zawadzała, lekkomyślnie wyniesiono ją więc na mróz.

W efekcie bulwa przemarzła i zaczęła gnić, co gorsza w miejscu, gdzie powstaje pąk. Pracownicy chuchali na nią i dmuchali, posypywali rany sproszkowanym węglem drzewnym, a nawet układali ją w… hamaczku, by się przewietrzyła. Mimo to przez kilka lat nie dawała znaków życia. Ogrodowa legenda głosi, że gdy utracono już nadzieję, odtańczono nad nią… taniec rytualny (niektórzy twierdzą, że pożegnalny). I o dziwo bulwa wkrótce ożyła, wydając liść, który bywa prawie tak intrygujący, jak kwiatostan. Jego „ogonek” dorasta bowiem do 7 m. wysokości, oczywiście u starszych okazów.

Ale powróćmy do naszego dziwidła. Gdy liść zanikł bulwę wykopano i stwierdzono, że… obumarła. Wcześniej jednak zdążyła wydać nową bulwkę – młodą i rwącą się do życia. To właśnie ona wytworzyła liść, a teraz zakwitła.

- Nasza roślina jest młoda i po przejściach, przy ostatnich pomiarach jej bulwa ważyła więc „tylko” 23,5 kg. A po sezonie spędzonym w hamaczku schudła o 1,5 kg, na skutek utraty wody, co wbrew pozorom wyszło jej na zdrowie – śmieje się Piotr.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Uchodźca z Sumatry

Dziwidło jest endemitem – rośnie dziko tylko na Sumatrze, można je też spotkać na Borneo. Nie występuje nigdzie indziej, co najwyżej w ogrodach botanicznych.

- Niestety może się zdarzyć, że te niesamowite rośliny będzie można podziwiać tylko w szklarniach – poważnieje Piotr. Na Sumatrze masowo wycinane są lasy pod plantacje palm olejowych. Wraz z nimi ginie wiele gatunków zwierząt i roślin – między innymi dziwidło, które nie jest nawet pod ochroną.

Dlatego tak ważne jest, by rośliny te przetrwały i rozmnażały się w ogrodach botanicznych, co nie jest łatwe. To co widzimy podczas kwitnienia nie jest kwiatem, lecz kwiatostanem, złożonym z kolby i pochwy okrytej okrywami, które po rozchyleniu się wyglądają jak płatki. Prawdziwe kwiaty (żeńskie i męskie) ukryte są we wnętrzu pochwy – damskie poniżej męskich. Niestety, nie są one gotowe do rozrodu w tym samym czasie. Kiedy kwiaty męskie sypią pyłkiem, żeńskie są już nieaktywne. I pyłek przepada.

Aby doszło do zapylenia, musi rosnąć obok siebie kilka okazów w różnej fazie rozwoju. To się często zdarza w tropikalnym lesie deszczowym, ale nie w szklarni. Ogrodnicy pomagają roślinom jak mogą – zbierają pyłek i przechowują go w lodówce, by w odpowiednim momencie zapylić roślinę pędzelkiem, przez wycięte w pochwie okienko. Ogrody botaniczne coraz częściej współpracują ze sobą w tej dziedzinie.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Zapylenie i vitro

- Nasze dziwidło jest jednak samotne, więc nie ma szans na zawiązanie nasion i potomstwo. Co najwyżej możemy próbować pobrać pyłek i przechować go do następnego kwitnienia. Ale czy dotrwa do tego czasu w lodówce? Nie wiadomo. Najważniejsze jednak, że nasz okaz wreszcie zakwitł! – cieszy się Piotr. Teraz zostanie wpisany na listę kwitnących dziwideł i będzie można rozpocząć współpracę z innymi ogrodami.

Kiedy dziwidło przekwitnie, jego kwiatostan zostanie ścięty, umieszczony w słoju i utrwalony w specjalnym preparacie, a potem wystawiony dla zwiedzających. Komu więc nie udało się go teraz obejrzeć, będzie miał ku temu już wkrótce okazję podczas kolejnych wizyt w Ogrodzie Botanicznym UW.

Szklarnia tropikalna Ogrodu Botanicznego UW jest otwarta w weekendy (godz. 10-20). Obecnie, z uwagi na duże zainteresowanie dziwidłem, można ją zwiedzać codziennie (10–15). Dzisiaj prawdopodobnie będzie czynna do godziny 20 (zależnie od rozwoju sytuacji).

Ceny biletów: normalny 12 zł (w weekendy 20 zł), ulgowy 6 zł (w weekendy 10 zł).