1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. 7 sposobów, żeby łatwiej znaleźć pracę

7 sposobów, żeby łatwiej znaleźć pracę

123rf.com
123rf.com

Oto siedem sposobów na zwiększenie szans na zatrudnienie według serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. 

1. Dobre CV

Dobre oznacza: odpowiadające dzisiejszym standardom, a nie w szablonie sprzed dekady. – Najważniejszym wyróżnikiem nowoczesnego CV jest podsumowanie swojego doświadczenia w kilku zdaniach, które należy wyeksponować na górze dokumentu. Po przeczytaniu tych zdań rekruter powinien nabrać pewności, że jesteśmy właściwą osobę na oferowane stanowisko – mówi Joanna Żukowska z MonsterPolska.pl.

2. Referencje

Wciąż niedoceniane. Tymczasem dołączenie do CV referencji od byłego szefa lub współpracowników jest skutecznym sposobem na zwiększenie szans na zatrudnienie. Pamiętajmy, że rekruter przegląda dziennie niezliczone ilości aplikacji. Referencje mogą być tym elementem, który przykuje jego uwagę na dłużej.

3. Pierwsze wrażenie

Wchodząc na spotkanie, powinniśmy zrobić to pewnie i z uśmiechem, aby zarazić rekrutera pozytywną energią. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Z badań wynika, że mamy na to 11 sekund. Po tym czasie rozmówca oceni, czy da się nas polubić i czy jesteśmy wiarygodni.

4. Wizerunek w Internecie

W dobie internetu bardzo często do pierwszego „spotkania” dochodzi poprzez serwisy społecznościowe. Rektruterzy szukając kandydatów w internecie, nie tylko czytają ich zamieszczone w sieci CV, ale sprawdzają na ile to, co czytają, jest spójne z tym, co widzą na zdjęciach. Wizerunek w sieci powinien być spójny. W momencie, w którym zdarza nam się wrzucać do sieci zdjęcia z wakacji lub z imprez powinniśmy bezwzględnie zadbać o restrykcyjne ustawienia prywatności. Bądźmy sprytni. „Sprzedawajmy” siebie w Internecie jak najkorzystniej.

5. Nienaganne maniery

Lista zachowań, która skreśli nas u rekrutera, to z pewnością brak wyciszonego telefonu, wchodzenie mu w słowo, ale także roszczeniowy sposób prowadzenia rozmowy i zwracania się do pracowników firmy, np. na recepcji.

6. Wspólne tematy

– Do rozmowy należy przygotować się także merytorycznie, czyli sprawdzić czym zajmuje się firma, do której aplikujemy. I nie chodzi o pobieżną wiedzę, ale szczegółowe prześledzenie strony internetowej i mediów społecznościowych. Im lepiej będziemy przygotowani do rozmowy, tym większa szansa, że zamieni się ona w propozycję pracy – podkreśla ekspertka.

7. Small talk

Są osoby, które nie czują się dobrze, prowadząc tzw. small talk. Jeśli jednak rekruter chce wprowadzić luźniejszą atmosferę podczas rozmowy, warto mu na to pozwolić. Nowoczesne rozmowy bardzo często rozpoczynają i kończą się rozmowami „o wszystkim i o niczym”. Warto zaangażować się w small talk. Rekruterzy sprawdzają w ten sposób umiejętności komunikacyjne kandydata.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

W jaki sposób połączyć pracę z przyjemnością?

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
– Życie nie zaczyna się dopiero po pracy, żyjesz przez cały czas. Kiedy to zrozumiesz, w sposób naturalny zadbasz o sferę zawodową tak, żeby się nie skrzywdzić - twierdzi life coach Joanna Godecka.

 

Czy pracę i przyjemność można w ogóle połączyć? – spytasz. Można, a nawet trzeba – twierdzi Joanna Godecka. – Nie istnieje podział na życie prywatne i to zawodowe. Życie to życie, jest jedno - dodaje.

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością, co możesz robić bez przerwy i niemal bez wysiłku, i zadbaj o to, żeby twoja praca zawierała te elementy. Proste. Dajmy na to, lubisz siedzieć w kawiarni i patrzeć na ludzi. Co cię w tych ludziach najbardziej interesuje? Może to, jak są ubrani? Może zgadujesz, kim dla siebie są, jakie relacje tworzą? Może po prostu słuchasz, w jaki sposób i o czym mówią? Zatem twoim atutem jest obserwowanie ludzi. To może być twój punkt wyjścia. Bo wiele wskazuje na to, że potrafisz i – co ważniejsze – lubisz obserwować. Może dobrze wyłapujesz trendy i mogłabyś prowadzić modowego bloga albo zająć się projektowaniem ubrań? Obserwowanie ludzi, ich zachowań, ich życia przydaje się też w marketingu, PR, w dziennikarstwie oraz w pisaniu książek. A także w szeroko rozumianej psychologii. Wnioski wzrokowca to twarde dane, które można wykorzystać w wielu dziedzinach. W nich właśnie możesz się spełnić.

Kariera a czerpanie przyjemności z pracy

Dobrze jest wziąć też pod lupę swoje przekonania na temat tego, czy rzeczywiście jest w tobie zgoda na to, żeby dostawać wynagrodzenie za coś, co sprawia ci przyjemność. Może praca to dla ciebie jednak duży wysiłek, zmęczenie, stres oraz masa wyrzeczeń i dopiero gdy przejdziesz tę trudną drogę, dajesz sobie prawo do odpoczynku? Z takim przekonaniem zapewne nie oprzesz kariery na przyjemności.

– Z moich obserwacji wynika, że pokutują w nas trzy błędne przekonania na temat kariery – twierdzi Joanna Godecka. – Pierwsze z nich mówi o tym, że kariera jest uwarunkowana ciężką pracą. Mnóstwo osób podkreśla, że niemal nocują w swojej firmie, a na pewno harują od świtu do nocy. Drugi mit – żeby zrobić karierę, trzeba być wredną suką, kogoś wygryźć, iść po trupach. I wtedy albo tych trupów wypatrujemy, albo stwierdzamy, że nie jesteśmy kimś, kto w ten sposób będzie robił karierę, i w ogóle jej nie robimy. Trzeci mit zakłada, że trzeba mieć farta, po prostu w czepku się urodzić. Wiadomo, szczęściarzy jest wśród nas stosunkowo niewielki procent, więc wielka kariera jest nie dla nas.

Tego typu przekonania, często nie do końca nawet uświadamiane, są przyczyną albo braku kariery, albo kariery, która nas zupełnie nie satysfakcjonuje, nie mówiąc już o sprawianiu przyjemności. Dlatego dobrze, żebyś zastanowiła się także nad tym, co dla ciebie oznacza sukces.

Cena sukcesu

Ktoś może powiedzieć, że odniósł sukces, bo pracuje na prestiżowym stanowisku, ma dom za miastem oraz na wybrzeżu, sportowe samochody i co roku wakacje na końcu świata. Ktoś inny może być zdania, że odniósł sukces, bo wstaje rano z uśmiechem, czuje, że jest wolny, robi to, co kocha, i jest otoczony fajnymi ludźmi.

– Nasze rozumienie sukcesu jest spaczone i skazuje na wspinanie się na szczyty po zdobycze głównie materialne – mówi Joanna Godecka. – Osób, które mają władzę, prestiż, są opiniotwórcze, nikt nie pyta, jak się z tym czują, bo zakładamy, że to właśnie jest szczęście. Ale czy rzeczywiście?

Nazywanie sukcesem rezultatu działań zawodowo-finansowych jest jednowymiarowe. – Czym sukces jest dla mnie? – zastanawia się Joanna Godecka. – Jest robieniem tego, co naprawdę sprawia mi przyjemność. To również ustawienie prawidłowych proporcji między komercjalizacją tego, co robię, a czerpaniem z tego radości. Często zdarza się, że kiedy przyjemność zamieniamy na narzędzie do zarabiania pieniędzy, zaczynamy za bardzo kalkulować i frajda gdzieś nam się rozpływa. Czyli potrzebny jest kompromis między pasją a jej komercjalizacją. Sukcesem jest, jeżeli możemy się na krańcu naszego życia zatrzymać i powiedzieć, że mieliśmy fajne życie, że niczego nie żałujemy. Chyba nie ma człowieka na kuli ziemskiej, który na łożu śmierci powiedziałby: „szkoda, że nie zostawałem dłużej w pracy”.

Miej świadomość, że uważając materialno-prestiżowe wartości za najistotniejsze, często odcinasz się od całej reszty swoich potrzeb: emocjonalnych, intelektualnych, kontaktu z naturą, sztuką, innymi ludźmi. Cierpią wówczas głębsze potrzeby relacyjne, mające na względzie wymianę uczuć, a nie informacji: co zrobiłam, co kupiłam, co mam w swoich ambitnych planach.

– Czasem ludzie starają się godzić taki schematycznie postrzegany sukces z resztą życia, ale jeżeli bardzo go pożądają, równowaga zaczyna się niebezpiecznie chwiać, ponieważ czas niepoświęcony pracy zaczynają uważać za bezproduktywny i rezygnują z innych aktywności, gubiąc po drodze przyjemność z życia – tłumaczy life coach.

Niepotrzebna kalkulacja

Tak możemy skończyć, jeśli wybieramy swoją aktywność zawodową, kalkulując: „Lubię malować i mam do tego talent, ale jaki artysta teraz zarabia kasę, chyba lepiej pójdę na stomatologię, bo ludzie zawsze będą mieli dziury w zębach”. Jeśli decydując się na jakąś pracę, wychodziliśmy z tego poziomu, raczej jesteśmy skazani na brak przyjemności w życiu zawodowym.

– Znam ludzi, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze i nie znoszą tego, co robią. Obiecują sobie, że za jakiś czas rzucą to w diabły, ale ciągle ten moment odkładają, bo potrzeby materialne rosną – mówi Joanna Godecka.

Większą szansę na to, że praca przyniesie nam przyjemność, mamy wtedy, gdy zamiast na względy prestiżowe czy finansowe postawimy na preferowany styl życia. Są ludzie, którzy dobrze czują się w strukturach, instytucjach, ramach. Lubią rano elegancko się ubrać i wyjść do pracy. Uważają, że gdy siedzą w domu, życie im ucieka. Innych to głęboko unieszczęśliwia i lepiej jest dla nich, jak pracują na własną rękę, w wolnych zawodach. Dlatego tak ważna jest świadomość siebie, własnego rytmu.

– Wszyscy mamy unikatowe cechy – mówi Joanna Godecka. – Osoba, która jest elastyczna, nie będzie czerpać przyjemności z pracy, jeśli narzucone jej będą sztywne godziny i spora kontrola. Ktoś taki potrzebuje dywersyfikacji działań, płynnego zarządzania czasem. Natomiast ktoś, kto uwielbia planować, poczuje się jak ryba w wodzie, ustalając stałą formułę działania dla innych. Warto poznać swoje predyspozycje i jednocześnie potrzeby. Jeden człowiek w chaosie czuje się rozbity, a drugi go potrzebuje, bo mu się z tego chaosu co chwila coś wyłania.

Odwagi!

Mamy też prawo powiedzieć sobie, że dziedzina, którą się zajmowaliśmy, przestała nas już fascynować. Można stwierdzić, że pasja się wypaliła i nie myśleć o tym w kategoriach straty, bo zainwestowałam czas, pieniądze, zdobyłam cenne doświadczenia i teraz będę musiała zaczynać od początku. Dajmy sobie prawo do zmian. – Nie można być życiowym konformistą. Jeżeli chcesz mieć przyjemność z pracy, trzeba być odważnym, zaryzykować – podpowiada Joanna Godecka. – Bo są takie pasje, w których od razu nie odniesiemy sukcesu rozumianego jako mnóstwo pieniędzy. Ale jeśli naprawdę chcemy to robić i godzimy się, że będziemy przez jakiś czas żyć bez nadmiaru wszystkiego, to odważnie wchodzimy na tę drogę. Jeśli jesteśmy połączeni ze swoją głębią energetyczną, ze swoimi emocjami, ze swoimi potrzebami, to zawsze wybieramy swoją ścieżkę.

Nie oczekujmy jednak, że będziemy podobali się wszystkim. Są ludzie, którzy dla otoczenia są niezrozumiali, bo robią coś swojego, często niszowego. Inni pukają się w głowę, gdy to widzą, ale to ci odważni śmieją się ostatni, bo mają z pracy przyjemność.

Jeśli chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i pracę z zabawą, nasza motywacja nie może wynikać z lęku czy asekuracji. Działajmy z miejsca pozytywnego wyzwania. Myślmy tak: „Robię to, bo chcę spróbować”, „To sprawia mi frajdę”, „Mam odwagę to robić”. Nie nastawiajmy się na przetrwanie, w życiu nie chodzi o to, żeby nie dać się zniszczyć, pogrążyć, wyjść obronną ręką.

– Zapragnijmy przeżyć swoje życie jak najfajniej. Niech przygody, które nam się w nim zdarzają, będą twórcze i inspirujące – mówi Joanna Godecka.

  1. Styl Życia

Personal branding. Jak zaprezentować się pracodawcy?

Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz dostać pracę? Mów i myśl: jestem w tym dobra! Tym bardziej, że na rozmowie rekrutacyjnej masz mało czasu na odegranie ważnej roli, której efektem, jeśli dobrze pójdzie, będzie angaż. Jak się do takiej rozmowy przygotować i jakich błędów nie popełniać, pytamy Katarzynę Bąkowicz, ekspertkę od personal brandingu.

Powiedzmy, że od dłuższego czasu szukam pracy, ale wciąż bez efektu. O co powinnam zadbać, żeby ją wreszcie dostać?
Pierwszy etap to zdefiniowanie, czego ja chcę. A więc trzeba zacząć od rozmowy z samą sobą. Co wiem? Że nie chcę dłużej wykonywać obecnego zajęcia. Czego muszę się dowiedzieć? Co chcę robić dalej. Jakiej pracy szukam. Jakie mam kwalifikacje, żeby ją wykonywać. Czy to ma być coś, co już wcześniej robiłam. Czy coś zupełnie nowego. Czy chcę iść na etat. Czy chcę założyć własną firmę. Gdy już to wiem, przechodzę do kolejnego etapu, związanego już z personal brandingiem, czyli do tworzenia CV…

Zatrzymajmy się na chwilę przy pojęciu „personal branding”, które zyskuje ostatnio coraz większą popularność. Specjaliści podkreślają, że dotyczy każdego z nas. Na czym polega budowanie marki osobistej?
Zastępczo do personal branding używa się pojęcia „kreowanie wizerunku”. Tylko że kreowanie wizerunku ma zwykle negatywne konotacje i odnosimy je do osób publicznych – polityków, sportowców, dziennikarzy. Natomiast personal branding dotyczy każdego, kto chce wejść w jakąś zawodową przestrzeń. Pierwszym jego elementem jest CV – ono pokazuje pracodawcy, kim jesteś. Chodzi o to, aby dostarczyć informacji, które są niezbędne do wykonywania pracy, jaką on może ci zaoferować. Pokazać, że jesteś osobą, której szuka. Zatem to nie może być chaotyczny zbiór informacji o różnych pracach wakacyjnych, chyba że kilka razy byłaś kelnerką i teraz chcesz pracować w korporacji spożywczej, gdzie ten fakt może pomóc.

Przy czym zaznaczam, że nie jestem zwolenniczką stwierdzenia, że liczy się tylko pierwsze wrażenie.  Choć faktycznie w przypadku rozmowy o pracę jest ono bardzo ważne. Całą sobą – od stroju, przez zachowanie, postawę, sposób mówienia, treść i formę – komunikujesz: „jestem w tym dobra”.

Jak rozumiem chodzi o spójność - żeby nasz wizerunek nie był oderwany od tego, co chcemy zakomunikować rekruterowi. Tylko jak powinno wyglądać w praktyce przygotowanie do takiego spotkania?
Pierwsza rzecz - musimy wiedzieć, do jakiej firmy idziemy. Czym ta firma się zajmuje, ale też jaki styl ubioru, zachowania i komunikowania się tam obowiązuje. Nie będzie tego w informacji o firmie na stronie internetowej, ale odczytamy to ze zdjęć i grafiki. Dużo powie nam też sama branża - jest różnica pomiędzy agencją reklamową a ministerstwem. Dostosowujemy się do tego - jeżeli firma przestrzega określonego dress code'u, nie zakładamy jeansów i trampek. Natomiast jeżeli jest to agencja reklamowa, możemy pozwolić sobie na większą swobodę. Choć trzeba dodać, że delikatna elegancja zawsze i wszędzie jest stosowna.

Dobrze jest też się dowiedzieć, ile czasu dostaniemy na autoprezentację. Informacji można zasięgnąć od sekretarki, która nas umawia na spotkanie. Bo inaczej mówimy, gdy mamy pięć minut, a inaczej, gdy mamy godzinę. Z taką wiedzą lepiej się przygotujemy. Warto przed spotkaniem usystematyzować swoją wiedzę na temat samej siebie - odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego chcę tu pracować? Co mogę dać tej firmie? Co firma może dać mnie? Dlaczego to ma być opłacalne dla obu stron? Dlaczego ta firma ma mnie zatrudnić? Coraz częściej właściwą odpowiedzią na ostatnie pytanie jest: Dlatego, że mam wysoki poziom umiejętności miękkich. Przypuszczalnie w danej firmie podstawą jest kontakt z klientem, zatem nie moje doświadczenie będzie ważne, ale fakt, że szybko się uczę i dobrze się komunikuję z innymi.

No dobrze, powiedzmy, że odrobiłam pracę domową i zrobiłam już rozeznanie we własnych kwalifikacjach i oczekiwaniach, dowiedziałam się też sporo na temat firmy, do której aplikuję. O co powinnam zadbać podczas samej rozmowy?
Przede wszystkim nie bójmy się zadawać pytań i dawać sobie czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią, kiedy to my jesteśmy o coś pytanie. Nie musimy odpowiadać natychmiast. Najpierw musimy zrozumieć, o co nas zapytano, wymyśleć odpowiedź i dopiero wtedy jej udzielić. Nikt za 30 sekund namysłu nie wyrzuci nas za drzwi. Możemy zapytać nawet: "Dlaczego zadaje mi pan takie pytanie?", "Jakie to ma znaczenie z pana perspektywy?" - oczywiście w atmosferze życzliwości. Bo celem rozmowy rekrutacyjnej jest wymiana informacji pomiędzy obiema stronami, sprawdzenie siebie nawzajem.

Na rozmowie wstępnej, tak jak podczas każdej komunikacji międzyludzkiej, podstawą jest uważność i świadomość, czyli słuchanie tego, co ktoś mówi, i udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Trzeba mieć również świadomość konsekwencji tego, co mówimy. Jeżeli powiem mojemu szefowi: "Nigdy się nie spóźniam", to nie mogę okazać się potem notorycznym spóźnialskim. Chcesz być słowna? Powiedz: "Ramowy wymiar pracy nie jest elementem, który świadczy o moich kompetencjach". Na pewno dużo lepiej są postrzegane osoby, które są przewidywalne - spokojne, ale kreatywne, osadzone w kategoriach powszechnie rozumianej normalności, ani nadmiernie ekspresyjne, ani flegmatyczne. Dlatego najlepiej sprawdza się też spokojny sposób komunikacji - słucham, mówię, słucham, mówię. Rozmawiam z innymi tak, jak sama chcę, żeby ze mną rozmawiano.

A postawa - czy ma znaczenie? Jak powinnam na przykład siedzieć?
Wiadomo - żeby nam się dobrze rozmawiało, musi nam się dobrze siedzieć. A żeby nam się dobrze siedziało, musimy mieć prosty kręgosłup. Niezależnie od tego, na czym siedzimy, trzymamy kości pośladków wbite w podłoże i nie opieramy pleców o oparcie. To gwarantuje w miarę prostą postawę. Dzięki temu wyglądamy na bardziej kompetentnych, a układ formacyjny działa sprawniej i swobodniej wydobywa się głos. Pomimo stresu nie dostaniemy zadyszki i nie będziemy się męczyć podczas rozmowy. A jeżeli nie czujemy się pewnie, możemy zaproponować spotkanie na neutralnym gruncie, np. w kawiarni na dole w biurowcu, dzięki czemu nie przychodzimy w roli gościa czy petenta. Spotykamy się na równej płaszczyźnie, a duża ilość bodźców dookoła i wspólne wypicie herbaty rozluźnia obie strony i ułatwia nawiązanie kontaktu. Warto sprawdzić, czy taka możliwość istnieje.

Czy to prawda, że komunikacja niewerbalna może mieć nawet większe znaczenie niż werbalna?
Komunikujemy się zawsze, z każdym i w każdy możliwy sposób. Dlatego ja nie rozdzielam komunikacji werbalnej od niewerbalnej. Spójrzmy na świat zwierząt - one komunikują się za pomocą dźwięków. Nie mówią, ale komunikują się. Na przykład miauczenie kota może wyrażać: smutek, ból, rozpacz, radość, zadowolenie... Poznajemy to po brzmieniu głosu. My, ludzie, działamy tak samo. Najpierw odbieramy parametry dotyczące głosu - jego wysokość, barwę, tempo, melodię i dopiero do tego dokładamy słowa i sprawdzamy, czy te słowa pokrywają się z tym, co wcześniej zinterpretowaliśmy. A to, jak brzmi nasz głos, zależy od tego, jak się zachowujemy. Gdy kot miauczy radośnie, nie ma nastroszonej sierści i podniesionego do góry ogona. A kiedy jest zły, nie leży rozwalony na plecach. My robimy tak samo. Gdy stoję wyprostowana i swobodna, mój głos brzmi pewnie. Jeżeli jestem zgarbiona i ściśnięta, głos jest niepewny. Jedyną rzeczą, która niszczy nasz wizerunek, jest jego niespójność. Bo jesteśmy całością. I w całości jesteśmy odbierani i interpretowani.

Załóżmy, że nadal czuję się niepewnie i przed rozmową kwalifikacyjną chciałabym jeszcze skorzystać z konsultacji u fachowca. Jak znaleźć dobrego specjalistę od personal brandingu?
Taki ktoś musi być trochę coachem, trochę psychologiem, także specjalistą od marketingu i komunikacji. Bo wizerunek to wnętrze człowieka przeniesione na zewnątrz. Budowanie go obejmuje oczywiście dobór koloru wizytówek, długości spódnicy i nowej fryzury, ale samymi tymi elementami niczego nie zbudujemy. Cechą podstawową wizerunku musi być jego spójność i naturalność. Pozostajemy tą samą osobą, ale zaczynamy pokazywać siebie w takim świetle, że wyglądamy lepiej. Personal branding jest pracą na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym, bo z powodu swoich cech osobowości preferujemy pewien rodzaj stroju i zachowania. Dobry specjalista od personal brandingu przygotuje do wszystkich sytuacji, jakie mogą nas spotkać, i nauczy reagowania na nie. Cały proces jest oparty na stuprocentowej spójności i naturalności. Dzięki temu zmiana, jaka się dokonuje, jest wiarygodna dla otoczenia, i wygodna dla nas.

Katarzyna Bąkowicz:
coach, logopeda, specjalistka od komunikacji medialnej i biznesowej, ekspertka od personal brandingu, prowadzi szkolenia z komunikacji wewnętrznej, zewnętrznej oraz prezentacji, buduje wizerunek organizacji (PR, CSR), a także wspiera liderów indywidualnymi procesami rozwojowymi.

Rozgrzewka dla niepewnych siebie, czyli personal branding w kilku krokach

Spójrz w lustro. Zacznij od kontaktu z samą sobą. Przyjrzyj się sobie. Jak wyglądasz? Jak mówisz do osoby w lustrze? Czy kogoś przypominasz? Czy prosto stoisz? Czy nie za bardzo machasz rękami? A może trzymasz je zwieszone? Jak byś zobaczyła siebie w telewizji, to co byś o tej osobie pomyślała? Czy to jest fajna babka?

Popatrz na siebie krytycznie.
I wypisz na kartce listę swoich cech. Jeżeli znajdziesz tam słowo „pedantyzm”, które uważasz za zaletę, bo dzięki niej twoje mieszkanie wygląda jak galeria, a ty sama znasz na pamięć wszystkie terminy spotkań – zastanów się, czy to pasuje do twojego miejsca pracy. Jeżeli w danej firmie liczy się kreatywność i fantazja, to twoje poukładanie nie jest tam potrzebne. Więc pomyśl, gdzie i do czego możesz się przydać. Kto może potrzebować dobrze zorganizowanej kobiety?

Zbuduj siebie na nowo.
Zastanów się, kim chciałabyś być. Jak chcesz być postrzegana? Jaki ma być twój wizerunek? Kogo byś z siebie zbudowała? Czy np. rola bizneswoman to jest twoja rola? Czy może lepiej odnajdujesz się w wolnym zawodzie? Zastanów się, jakie masz cechy i do czego możesz ich użyć. W jakim obszarze zawodowym można je najlepiej wykorzystać?

  1. Styl Życia

Zmiana pracy? Nie bój się zacząć od nowa!

Wcale nie musimy trzymać się zajęć, które przestały przynosić nam satysfakcję, i już od poniedziałkowego poranka wypatrywać weekendu. Ani rezygnować z marzeń, bo
Wcale nie musimy trzymać się zajęć, które przestały przynosić nam satysfakcję, i już od poniedziałkowego poranka wypatrywać weekendu. Ani rezygnować z marzeń, bo "w pewnym wieku lepiej nie ryzykować". (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Różne rzeczy kierują nami, kiedy postanawiamy opuścić dotychczasowe miejsce pracy lub branżę i zaryzykować. Lepsza jakość życia, bardziej elastyczny czas pracy, samorealizacja, spełnianie marzeń. Jak zauważa Rafał Nachyna z Grupy Pracuj, współczesny świat sprzyja zmianom, a czasem nawet do nich zmusza. I pokazuje, że nigdy nie jest się na nie za starym. Często ograniczają nas już tylko psychiczne bariery. Pora je przełamać.

Tematem, który rozgrzewa i porusza dziś ludzi, jest zmiana pracy, a nawet ścieżki zawodowej w dojrzałym wieku. Nie po studiach, kiedy jeszcze próbujemy i testujemy różne możliwości, ale właśnie po latach, kiedy mamy już ugruntowaną pozycję w danej firmie czy zawodzie, i postanawiamy wyjść ze strefy komfortu i dać sobie drugą zawodową szansę.
My też w Grupie Pracuj zauważamy ten trend. Można by zadać sobie pytanie, czy to rzeczywiście bierze się z potrzeby wyjścia ze strefy komfortu, czy wprost przeciwnie – poszukiwania większego komfortu. Motywacja do takiej zmiany może być pozytywna i negatywna. Ta druga jest wywołana zwykle przez czynniki zewnętrzne, niezależne od nas, takie jak chociażby postępująca automatyzacja. Co prawda już od XIX wieku i rewolucji przemysłowej pewne zawody znikają, a pewne się pojawiają, ale obecnie dynamika tych zmian jest szybsza.

Te zmiany pewnie najszybciej postępują w dziedzinach pracy już najbardziej zmechanizowanych?
Jedną z ciekawszych debat ostatnich lat jest ta na temat tego, co będzie się działo na rynku motoryzacyjnym, bo zarówno Google, jak i Elon Musk, producent Tesli, przewidują ogromną rewolucję w dziedzinie komunikacji – od samochodów współdzielonych po autonomiczne, bezzałogowe. Jeśli uświadomimy sobie, że, powiedzmy, za 10 lat wszyscy będziemy wynajmować samochody na godziny, zamiast je kupować, łatwo możemy sobie wyobrazić, jak będą wyglądały nasze miasta i ulice, ale też, jak przełoży się to na produkcję samochodów, jakie zawody przestaną być już potrzebne, a jakie zaczną, i jak w związku z tym będzie wyglądał rynek pracy. Podobny scenariusz może wystąpić w wielu innych branżach.

Co istotne, zewnętrzna, czyli negatywna motywacja do zmiany pracy wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu bez odpowiedniego przygotowania i czasu na dogłębne przemyślenia.

A co z motywacją pozytywną, wynikającą z wewnętrznych czynników?
Coraz częściej zdarza się, że osoby z dużym doświadczeniem zawodowym, które osiągnęły odpowiednie wynagrodzenie i oczekiwane warunki pracy, zaczynają myśleć o zmianie zatrudnienia i wyjściu ze strefy komfortu na rzecz jeszcze lepszego komfortu zawodowego. Skąd się to bierze? Chociażby z informacji o tym, że są branże czy firmy, które oferują nie tylko lepsze zarobki, ale też znacznie korzystniejsze tzw. benefity, jak chociażby elastyczny grafik czy praca zdalna. W efekcie ludzie zaczynają myśleć, że wprawdzie dziś nie mają jeszcze doświadczenia lub przygotowania potrzebnego do zmiany branży, ale za rok... Zwłaszcza że rynek edukacyjny im sprzyja – obecnie większość kursów czy studiów zawodowych można odbyć w krótszym czasie i zdalnie, a nawet on-line. Przebranżowienie jest więc o wiele łatwiejsze i bardziej dostępne. I to ludzi, którzy osiągnęli stabilizację zawodową, zachęca do porzucenia bieżącego komfortu na rzecz zmiany, która w przyszłości da ten komfort na jeszcze wyższym poziomie.

Jak rozumiem, rozmawiamy o wyższym komforcie w kontekście finansowym czy czasowym. Co z komfortem biorącym się z tego, że robię to, co lubię?
To jest trzeci motywator, również pozytywny i wewnętrzny, który pojawia się, kiedy ludzie mają już na tyle uregulowaną sytuację finansową, że mogą się zastanowić nad swoją pracą w wymiarze bardziej duchowym czy filozoficznym. Zapytać siebie: czy to, co robię, jest zgodne z moimi przekonaniami? czy jest to coś, co sprawia mi przyjemność? A ponieważ mają już tzw. poduszkę finansową, są w stanie podjąć ryzyko, wiążące się z tym, że w perspektywie dwóch, trzech czy nawet pięciu lat, kiedy będą zdobywać pierwsze kompetencje, doświadczenia i pierwsze szlify w nowym zawodzie – mogą jeszcze nie zarabiać na dawnym poziomie.

Jacek Walkiewicz mówił w rozmowie, że prawdopodobnie jego pokolenie, 40-50-latków jest pierwszym w historii Polski, które ma szansę na ponowne otwarcie zawodowe.

To jest rzeczywiście bardzo ciekawe i zupełnie nowe zjawisko w Polsce. Jesteśmy przecież krajem, który w latach 90. XX wieku przeszedł największą zmianę, jeśli chodzi o system polityczny i gospodarczy, która to zmiana pozwoliła ludziom gromadzić kapitał, a ten z kolei dziś pozwala wielu z nich zadać sobie pytania, o których mówimy.

Na temat zmiany pracy i przebranżowienia można spojrzeć z jeszcze innej strony. Mianowicie od strony branż, które mają ewidentny niedobór pracowników. Na pierwszym miejscu w tej kategorii jest szeroko pojęta branża IT – z różnych szacunków wynika, że liczba miejsc pracy nieobsadzonych w tym sektorze waha się pomiędzy 40 a 50 tysiącami. Co więcej, ponieważ jest tak duży niedobór pracowników, zmniejszają się wymagania stawiane kandydatom. Kiedyś nie było w ogóle możliwości, by rozpocząć pracę w branży informatycznej bez studiów kierunkowych i odpowiedniego technicznego przygotowania – obecnie wystarczy, że ktoś ma doświadczenie projektowe. Jest to możliwe, ponieważ zmienia się specjalizacja w dziedzinie programowania.

Gdy jakieś 100 lat temu pytano kogoś, jaki zawód wykonuje, to wystarczyło powiedzieć: „jestem lekarzem” czy „jestem inżynierem”; nikt nie dopytywał, co to właściwie oznacza, bo było to oczywiste. Potem nastąpił okres większej specjalizacji, lekarze zaczęli dzielić się na pediatrów, dentystów czy chirurgów, a inżynierowie na mechaników czy elektroników. Podobnie przez ostatnie 20 lat rozwinęła się specjalizacja w zawodzie programisty. Jeszcze 20 lat temu wystarczyło powiedzieć: „jestem programistą”, dzisiaj w tym pojęciu zawiera się bardzo wiele rozróżnień – i nie potrzebowaliśmy na to 100 lat, a jedynie dwóch dekad. Dziś trzeba już takiego programistę spytać: „A w jakim języku programujesz?”. Są programiści, którzy zajmują się tylko architekturą – konstruują to, co ma być potem zapisane specjalistycznym kodem; są osoby, które są koderami; są też programiści, którzy specjalizują się w testowaniu oprogramowania. Programista to nie jest już komputerowy geek, schowany w ciemnym pomieszczeniu i wpatrzony jak w filmie „Matrix” w linijki kodu zrozumiałe tylko dla niego. Dziś programowaniem może się zająć równie dobrze ktoś pracujący na pograniczu biznesu, bo ma wiadomości na temat swojej branży, które będzie mógł przełożyć na język koderów. Sami, często nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się programistami, kiedy ustalamy tryb, w jakim ma pracować pralka czy piekarnik. Oczywiście jest to o wiele prostszy program, dający jednak pojęcie o tym, czym jako programiści moglibyśmy się zajmować.

Czy to oznacza, że dziś każdy może być programistą?
Na pewno każdy może spróbować. Tym bardziej że coraz większą popularnością cieszą się szkoły, które pomagają się przebranżowić i wejść w świat programowania.

Także osobom w dojrzałym wieku?
Oczywiście. Trzeba jednak pamiętać o jednej bardzo istotnej kwestii. Otóż kiedy zapytamy ludzi w dojrzałym wieku, czy podjęliby nową, ciekawą pracę, to aż 84 proc. respondentów zgłasza takie zainteresowanie, mówiąc: „gdybym otrzymał ciekawą ofertę, to byłbym w stanie zmienić pracę”. Tyle tylko, że osoby w wieku 40 czy 50 plus nie są w tym obszarze aktywne. Gdy pytamy ich o gotowość do przebranżowienia się, to 67 proc. respondentów byłaby na to gotowa. Jak widzimy, stosunek jest już trochę gorszy. Z kolei, kiedy spojrzymy na to, ilu spośród nich podjęło aktywnie kwestię przebranżowienia, to ta statystyka będzie już zupełnie inna – zaledwie ok. 16 proc. pytanych rzeczywiście działa na tym polu.

Dlaczego tak się dzieje? Co ich blokuje?
Sądzę, że ponieważ długo byli zatrudnieni u jednego pracodawcy, nie mają doświadczenia w rekrutacji i pewnie stąd przekonanie, że jest to bardzo trudne i energochłonne.

Jak to zmienić?
Na szczęście wychodzi im naprzeciw nowa technologia. Do tej pory narzędzia dostępne w dziedzinie zmiany pracy były narzędziami wymagającymi aktywności. Jako Pracuj.pl wzięliśmy ten „ciężar” na siebie i oferujemy użytkownikom pomoc w całym procesie rekrutacji. Jedyna aktywność, jaką muszą podjąć, to stworzenie swojego profilu z zaznaczonym doświadczeniem, wykształceniem i zainteresowaniami oraz oczekiwaniami, w tym płacowymi – w Polsce są nadal ważnym czynnikiem motywującym do zmiany. Na tej podstawie rekomendujemy użytkownikowi pracę, która odpowiada jego potrzebom. Dzięki tego typu nowym narzędziom od kilku lat włączamy grupę po 40. roku życia z powrotem do gry. Oczywiście każdy może mieć dostęp do wszystkich ofert, ale najchętniej korzystają z tego osoby aktywnie szukające pracy. Tymczasem dzięki dodatkowym rozwiązaniom dzisiaj sama praca szuka pracowników. I na tym korzystają bardziej doświadczone, starsze osoby.

Ale to nadal jest pomoc raczej w ewolucyjnej zmianie pracy – szukaniu nowego zatrudnienia w danym zawodzie. Co ze zmianą rewolucyjną, polegającą na przebranżowieniu?
Niedawno Grupa Pracuj podjęła inwestycję, która przekłada się bezpośrednio na rewolucję – zainwestowaliśmy w szkołę IT, Coders Lab, której głównym produktem jest przebranżawianie ludzi w obszarze IT.

Jak to działa? Od czego się zaczyna?
Od zgłoszenia, bo jest to produkt dedykowany głównie kandydatom, czyli osobom już zdecydowanym na zmianę branży. Robią test, który pomaga im rozpoznać swoje kompetencje i umiejętności. Potem, na podstawie wyników testu, nasi konsultanci są w stanie stworzyć profil użytkownika, który będzie określał, w jakim obszarze IT mógłby się odnaleźć: czy będzie zajmował się raczej kodowaniem, testowaniem oprogramowania czy będzie jego architektem. To tak jak z budową domu, na której musimy zgromadzić cały sztab specjalistów – będzie tam potrzebny geodeta, architekt, ale też ktoś, kto ma przygotowanie techniczne do fizycznego postawienia domu. W branży IT jest podobnie – do stworzenia zaawansowanej strony internetowej też potrzebujemy sztabu ludzi.

Kolejnym etapem są kursy przebranżawiające, które są prowadzone stacjonarnie – każdy ze studentów ma swojego opiekuna. Obserwujemy tak duże zapotrzebowanie, że w tej chwili dostajemy pierwsze zgłoszenia od klientów – firm, które poszukują pracowników i są gotowe opłacić im taki kurs z gwarancją, że najlepsze osoby dostaną u nich zatrudnienie.

Na współczesnym rynku pracy bardziej niż metryka liczy się otwartość na zmiany i gotowość do zdobywania nowych kompetencji. Tylko najpierw powinniśmy zrozumieć, kim jesteśmy i czego szukamy. (fot. iStock) Na współczesnym rynku pracy bardziej niż metryka liczy się otwartość na zmiany i gotowość do zdobywania nowych kompetencji. Tylko najpierw powinniśmy zrozumieć, kim jesteśmy i czego szukamy. (fot. iStock)

A czy wiek nie jest w tym zawodzie barierą? Czterdziestolatek będzie w stanie wyobrazić sobie siebie w roli programisty? Jego przyszły szef też?
Mamy interesujące badania ze Stanów Zjednoczonych, które wskazują, że specjaliści w wieku 50 plus na etapie rekrutacji są rzeczywiście dyskryminowani na rynku pracy i mają aż o 60 proc. mniejszą szansę na zatrudnienie – granica wieku jest więc barierą na starcie w wielu zawodach. Ale, co ciekawe, badania pokazują, że jeśli takie osoby zostaną zatrudnione, to są potem bardzo cenione w firmie i awansują tak samo szybko jak osoby młodsze. My pokazujemy kandydatom, że warto podejmować wyzwania i wyobrażać sobie to, co wydawało nam się kiedyś niewyobrażalne.

Dla osób, które mają dziś 40 lat i więcej, ma znaczenie jeszcze jeden parametr – niż demograficzny. Obecnie nie ma takiego naporu młodych ludzi na rynek pracy, a potrzeba rąk do tej pracy jest coraz większa. W związku z tym, jeśli pracownicy 40 plus nie mają jeszcze doświadczenia i kwalifikacji, to mają czas, by je zdobyć, bo młodsi i lepiej wykształceni tak szybko nie wyprą ich z rynku. Współczesny 40-latek ma przed sobą jeszcze 30 lat aktywności zawodowej, zwłaszcza przy dzisiejszym rozwoju medycyny.

Czyli są to realne szanse na drugie życie zawodowe?
Drugie albo nawet trzecie. Kiedyś funkcjonował stereotyp, że w wieku 40 lat lepiej już doczekać do emerytury niż wkładać wysiłek w szukanie czy zmianę pracy. Ale dziś się to bardzo zmieniło. Choć sam zaobserwowałem, że nadal w społeczeństwie budzi szok informacja o 60-latku, który dochodzi do wniosku, iż w tym wieku nie chce już budować kapitału, ale przeżyć rzeczy, jakich jeszcze nie przeżył. I na przykład postanawia prowadzić blog i podróżować, więc decyduje się spieniężyć najbardziej wartościową rzecz, jaką ma, czyli swoje mieszkanie. Nie mogłem wyjść ze zdziwienia, jak skrajne opinie wywołała jego decyzja. Od wielu dopingujących, po oburzone: „Jak on mógł?!”. No ale dlaczego miałby zrobić inaczej? W końcu to jego życie i jego pieniądze. Kto powiedział, że teraz ma siedzieć w domu i pilnować spadku, jaki po sobie zostawi?

Potrzebujemy takich przykładów, żeby przełamać stereotypy.
I na szczęście jest ich dużo. Wystarczy, że sprawdzimy, w jakim wieku rozmaici potentaci założyli swój biznes. Na przykład właściciel sieci McDonalds stworzył swoją markę w wieku 52 lat. Henry Ford miał 45 lat, gdy zaprojektował przełomowy model Forda T. Sieć GAP założył Donald Fisher w wieku 40 lat, nie mając żadnego doświadczenia w tej branży. Pan Janusz Filipiak założył firmę Comarch w wieku 41 lat, od podstaw. Podobnie właściciel sieci Inditex. Ci ludzie nie zaczynali od start-upów w wieku 20 lat, owszem, mieli doświadczenie zawodowe, ale często w zupełnie innej dziedzinie, umieli jednak wnieść je do nowej. Sądzę, że osoby w wieku 40 lat mają ogromną przewagę nad 20-latkami – nie są aż tak bardzo niecierpliwe zawodowo i wiedzą, co zrobić, by nie popełnić błędu i nie przegrać.

Rynek pracy w przyszłości może należeć właśnie do nich?
Analizując to, co czeka rynek pracy, jako Pracuj.pl bierzemy pod uwagę kilka parametrów, w tym wspomniany niż demograficzny, czyli fakt, że dynamika wejścia na rynek młodych ludzi będzie niższa, co przełoży się na potrzebę wydłużenia aktywności zawodowej osób, które są dziś po czterdziestce czy pięćdziesiątce. Wzmocnią to dodatkowo zmiany wynikające z rozwoju technologii, o których mówiliśmy na początku. Obecnie słowo „kierowca” należy do najczęściej wyszukiwanych na stronie Pracuj.pl, ale pomyślmy, co się stanie, kiedy ten zawód zniknie za pięć czy sześć lat, a ludzie go wykonujący nadal będą w wieku produkcyjnym. Jako Pracuj.pl jesteśmy już w stanie wskazać branże, w których będzie im łatwiej znaleźć miejsce dla siebie. Na przykład operator drona – to może być zawód, który w tym czasie będzie bardzo poszukiwany. Bo mimo posuniętej automatyzacji, ktoś będzie musiał przecież te maszyny obsługiwać.

Osobną kwestią, której jeszcze nie poruszyliśmy, jest to, jak bardzo za kilkadziesiąt lat ludzie będą zaangażowani w pracę, ile czasu zechcą w niej spędzać. Może okaże się, że w wielu zawodach tygodniowy wymiar pracy mógłby zmniejszyć się z 40 godzin do 20, a pracownik mógłby nadal żyć na odpowiednim poziomie? Wtedy na stanowisku, na którym kiedyś była potrzebna jedna osoba, będą potrzebne już dwie. Tak obecnie dzieje się w Niemczech. Zapytano ludzi, czy chcą pracować 40 godzin czy krócej za mniejsze wynagrodzenie, robiąc w ten sam sposób miejsce młodym ludziom, by mieli lepszy zawodowy start. Blisko dwa miliony Niemców zadeklarowało, że chce zredukować swój czas pracy. Jak widać, są społeczeństwa rozwinięte, gdzie siła nabywcza jest już na tyle duża, że ludzie doszli do wniosku, iż nie potrzebują co trzy lata zmieniać auta, a za to chcą mieć więcej czasu dla rodziny. I sądzę, że taka postawa będzie coraz bardziej dominować.

Nigdy nie jest za późno na sukces

Kiedy spojrzymy na biografie założycieli 100 największych światowych firm, zobaczymy, że większość z nich w momencie tworzenia swojej marki miała 35 - 45 lat. Oto inspirujące przykłady:

35 lat: William Procter - Procter&Gamble, Jan Koum - WhatsApp, Tim Westergren - Pandora, Jimmy Wales - Wikipedia 38 lat: Hugo Boss - Hugo Boss, Masaru Ibuka - Sony 39 lat: Cher Wang - HTC, Amancio Ortega - Zara, Gordon E. Moore - Intel, Liu Chuanzhi - Lenovo 40 lat: Henry Ford - Ford, Gustaf Larson - Volvo 41 lat: Christian Dior - Dior, Donald Fisher - Gap, Robert Noyce - Intel, Asa Candler - Coca-Cola 42 lata: John Warnock - Adobe, Jerry Baldwin - Starbucks, Soichiro Honda - Honda 43 lata: Charles Geschke - Adobe, Henry Royce - Rolls-Royce 44 lata: Sam Walton - Wal-Mart 52 lata: Ray Kroc - McDonald's i 65 lat:
Harland Sanders - KFC

  1. Styl Życia

Flow Joga – przyjemność bycia w ciele

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga to powrót do naturalności, do tego, za czym tęsknimy, nie tylko w jodze, także w życiu. Powrót do stanu jedności ciała, duszy i umysłu.

Nie można nauczyć się Flow Jogi, ale można sobie przypomnieć, że „już nią jesteśmy", można przypomnieć sobie, jak wielka przyjemność płynie z bycia w swoim ciele, w stanie flow. Wtedy tracimy poczucie czasu, jesteśmy totalnie zaabsorbowani wykonywaną czynnością.

Płynąc na fali, mamy poczucie bycia w kontakcie ze swoją prawdą, ze swoją naturą, a jednocześnie czujemy się częścią pulsującego życiem świata, częścią wspólnoty ludzkości.

Flow to naturalny stan umysłu. Pojawia się on wtedy, gdy wykonujemy jakąś czynność dla samej przyjemności wykonywania jej. Dysponujemy wówczas wysokim poziomem energii, otwieramy się na swobodny przepływ kreatywności i radości z życia. Każdy kiedyś tego doświadczył, jednak osoby, które na co dzień, w życiu prywatnym i w pracy są w stanie przepływu, należą do rzadkości.

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu podczas zajęć, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. Im częściej doświadczamy flow na zajęciach jogi, tym większe prawdopodobieństwo, że flow spontanicznie zacznie pojawiać się w codziennym życiu. Wykorzystujemy do tego celu rytm, muzykę, naturalny oddech, ruch oraz uważność.

Czego uczy Flow Joga?

Flow Joga uczy, jak płynąć z nurtem życia, jak stawiać czoła wyzwaniom, nie tracąc wewnętrznego spokoju i kontaktu ze sobą na co dzień i w obliczu kryzysu. Płynięcie z nurtem życia to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom oraz zachowanie wewnętrznego spokoju wobec zmian, jakie przynosi życie.

Swami Satchitananda powiedział: „Życie to zmiana, naucz się surfować”. Dlatego na zajęciach Flow Jogi uczymy się płynnych przejść z jednej asany w drugą, a sekwencje ruchu budowane są w taki sposób, aby każdy kolejny cykl był okazją do rozwoju (np. silniejsze mięśnie brzucha lub spokojniejszy umysł). Ważnym elementem jest też naturalny ruch, zsynchronizowany z oddechem. Ewolucyjny rozwój to budowanie pojedynczej asany, a także cyklu zajęć - etapami, krok po kroku. Uczestnicy mogą sami wybrać odpowiedni dla siebie wariant ruchu, co wiąże się i z pogłębianiem świadomości ciała, i z przyjmowaniem odpowiedzialności za nie. Zajęcia są okazją do budowania kontaktu z ciałem, zarówno poprzez asany (o sztywno określonej formie z precyzyjnym ustawieniem ciała), jak poprzez spontaniczną ekspresję, poszukiwania swojego ruchu.

We Flow Jodze kluczową rolę odgrywa oddech. Nie chodzi jednak o dążenie do oddychania w konkretny sposób (choć klasyczne pranayamy także się pojawiają), ale raczej o nabieranie szacunku do oddechu jako siły życiowej, która inicjuje każde działanie i ruch we Flow Jodze. Oddech jest traktowany jak specjalny gość, który odwiedza nasz dom (ciało). Nie będziemy mu mówić, gdzie ma usiąść i co ma zjeść. Zapraszamy go do środka, dając swobodę i uważnie słuchając.

Najprzyjemniejszym chyba elementem Flow Jogi jest stwarzanie warunków sprzyjających pojawieniu się stanu „przepływu” (z ang. flow), czyli stanu zjednoczonej świadomości. Termin może brzmieć tajemniczo, ale od dawna funkcjonuje chociażby w psychologii i opisuje sytuację, kiedy jesteśmy w pełni zaabsorbowani wykonywaną czynnością. Tracimy twedy poczucie czasu, wzrasta nasza kreatywność i efektywność działania, pojawia się radość i uważność. W jodze efektem „ubocznym” takiej praktyki jest przyjemność, poczucie bycia na fali i piękno ruchu.

Flow Joga nie mieści się na macie – choć mata niewątpliwie jest przydatna i wygodna, to może stać się ograniczeniem. Flow jest odmianą jogi, która pozwala wyjść poza utarte schematy. Ciało porusza się naturalnie, w swobodny sposób. W efekcie pojawia się poczucie wolności i przyjemność bycia obecnym w ciele. Bezpieczeństwo ćwiczącego jest uwarunkowane przestrzeganiem zasad praktyki, czyli jogicznego BHP. Piękny taniec wolności z ograniczeniami.

Flow Joga jest narzędziem poszerzania i pogłębiania świadomości. Prowadzi ku integracji wewnętrznej. Jest drogą i celem. Stwarza przestrzeń dla tego, co ludzkie i tego, co boskie, łącząc sprzeczności. Transformuje, uzdrawia, przywraca wiarę w siebie, swoją siłę i uwalnia pełnię potencjału każdego człowieka. W konkretny sposób – poprzez ciało.

Czym Flow Joga różni się od innych stylów jogi?

Joga często bywa prowadzona mechanicznie. Na polecenie: z wdechem unieś ręce do góry, większość uczestników zajęć równocześnie unosi ręce do góry, próbując dopasować oddech do wykonywanego ruchu. We Flow Jodze jest odwrotnie, ruch jest inicjowany przez oddech. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie ze sobą i czujemy się bardziej zintegrowani. We Flow Jodze bardzo ważne są także płynne przejścia pomiędzy pozycjami oraz uszanowanie każdej fazy cyklu ruchu: wstępu, szczytowego momentu oraz zakończenia. Taki rodzaj pracy pomaga nam być w lepszym kontakcie z ciałem oraz naturą, ponieważ wszystko, co istnieje w świecie, podlega prawom natury i ma cykliczny charakter.

Dla Flow jogi charakterystyczny jest także zmysłowy, pełen gracji, spontaniczny ruch, który przypomina taniec. Ciało nie porusza się jak maszyna, ale raczej jak ciało dzikiego zwierzęcia. To szczególnie cenny element praktyki, który pozwala odblokować zastałą energię, pobudza kreatywność, ekspresję oraz pozwala nam doświadczyć wolności i przyjemności bycia w ciele.

Dla kogo nadaje się Flow Joga?

Flow Joga jest stylem jogi dostępnym i przyjaznym większości osób. Zajęcia ogólnodostępne mogą być nieodpowiednie dla ludzi z poważniejszymi problemami zdrowotnymi lub urazami. Dla nich najlepszym wyjściem może okazać się podejście indywidualne. W przypadku wątpliwości najlepiej skonsultować się z lekarzem prowadzącym oraz nauczycielem jogi.

  1. Styl Życia

Archetyp Bliźniąt – z kwiatka na kwiatek

Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują - byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie - energetyczne, towarzyskie i zawodowe. (Ilustracja: iStock)
Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują - byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie - energetyczne, towarzyskie i zawodowe. (Ilustracja: iStock)
Zodiakalne Bliźnięta dają swoim podopiecznym błyskotliwość, ekstrawertyzm i ciągłe zmiany. Choć bywają nieco powierzchowne i niecierpliwe, mogą posłużyć za przykład, jak być kreatywnym i nie dzielić włosa na czworo. Czego mogą spodziewać się w najbliższym czasie urodzeni pod tym znakiem – zbadała Aleksandra Nowakowska we współpracy z astrologiem Piotrem Gibaszewskim.

Archetyp Bliźniąt znamy z greckiej mitologii – Kastor i Polluks urodzili się jako synowie Zeusa i Ledy, ale tylko drugi z nich otrzymał nieśmiertelność. Byli spryciarzami i psotnikami, kochali się nierozerwalną braterską miłością do tego stopnia, że kiedy Kastor umarł, Polluks ubłagał ojca, by mógł podzielić się z bratem nieśmiertelnością. Od tamtej pory obaj spędzają pół roku w Hadesie, a drugie pół na Olimpie. Dlatego Bliźnięta, jako znak podwójny o jakości zmiennej, nie przynależą ani do świata ludzkiego, ani boskiego.

Reprezentują żywioł powietrza i jak nasiona klonu wirują dzięki rozpostartym skrzydełkom ciągle dalej i dalej. Bliźnięta są rozedrgane, mało skoncentrowane i nie potrzebują stabilizacji. Dlatego – jak wyjaśnia astrolog Piotr Gibaszewski – niektórzy przedstawiciele tego znaku wolą pracować na etacie, a inni jako kierowcy tirów zapuszczają silnik i wyruszają przed siebie w deszcz, śnieg czy upał.

Co w trawie piszczy

Byk, poprzednik Bliźniąt na kole zodiaku, ogrodził i uznał za swoje terytorium zdobyte przez Barana. Bliźnięta z tego miejsca nawiązują kontakt ze światem, który znajduje się za płotem: ciekawskie, lubią wiedzieć, co w trawie piszczy. Są mostem łączącym ludzi z tym, co dookoła. To typowi ekstrawertycy: kochają wyjazdy integracyjne, festiwale, publiczne debaty, godziny szczytu, wielkie zgromadzenia. Potrafią zagadać nieznajomą osobę na ulicy, flirtować, błyskawicznie przekonać rozmówcę do swojego zdania. Są mistrzami konwersacji, ciętej riposty, błyskotliwego poczucia humoru.

Patronem znaku jest planeta Merkury, odpowiadająca za intelekt i komunikację, nosząca imię rzymskiego boga posłańca. Skrzydełka przy sandałach ułatwiały mu pracę pośrednika między Olimpem a ziemią. Ciągle był w drodze, tak jak Bliźnięta, które mogłyby mieszkać w wagonie kolejowym czy w kamperze. Merkury to bóg handlu, kupców i złodziei. – Mimo że okradał bogów i był krętaczem, oni go lubili. Miał w sobie urok i przekazywał ciekawe ploteczki – przypomina Piotr Gibaszewski i dodaje, że Bliźnięta mają coś ze stereotypu cwanego Polaka, który pożycza lawetę, jedzie do Niemiec i ściąga golfa na handel. Są crème de la crème elastyczności, kombinowania, wciskania kitu i bajeru. To urodzeni marketingowcy, którzy dobrze rozumieją istotę gry o sumie niezerowej, w której dwie strony wygrywają. Dobrze odnajdą się na arabskim bazarze, gdzie brak targowania się jest traktowany jako obraza.

Bliźnięta to specjaliści wszelkiej komunikacji – pisania, nauczania, wykładania. Za niemieckim filozofem i wielkim pragmatykiem Ludwigiem Wittgensteinem powtarzają, że granice naszego świata są granicami naszego języka. – Jeżeli mamy pismo, mamy do czynienia z kulturą. Jeśli analizujemy i przetwarzamy informacje, mamy do czynienia z cywilizacją – mówi astrolog. – Początkiem komputera czy rakiety kosmicznej był proces mentalny, z którym Bliźnięta wręcz się utożsamiają.

Patronują też dziennikarstwu, nowoczesnym mediom, promocji czy informatyce. Piotr Gibaszewski przypomina, że nadchodzące czasy będą wymagały kreatywnego podejścia do życia. – Bliźnięta bez trudu sobie z tym poradzą, ponieważ to one stoją za trenowaniem umysłu, technikami szybkiego uczenia się i twórczego myślenia. W psychoterapii bliski im jest nurt poznawczo-behawioralny czy coaching biznesowy lub rozwojowy, bo to praca z przekonaniami i wzorcami mentalnymi. A one lubią eksplorować zasoby mózgu – wyjaśnia.

Nazywanie świata

Bliźniąt nie dręczy pytanie: kim jestem? Zapytaj, do czego dążą, a zasypią cię słowami, ale dowiesz się, w jakim dokładnie kierunku zmierzają. Trudno im też podjąć decyzję, bo więcej myślą niż czują. Umysł na jedno pytanie ma odpowiedzi tysiące, serce – jedną, a Bliźnięta nie mają czasu ani cierpliwości, żeby ją usłyszeć. Można powiedzieć, że są bezimienne, bez tożsamości, noszą w sobie powierzchowność. To nie jest typ medytacyjny, który siedzi i czeka, aż myśli odpłyną jak chmury na niebie, by dotknąć wewnętrznej błogiej pustki i ciszy.

Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują – byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie – energetyczne, towarzyskie, zawodowe. Ekstrawertyk, inaczej niż introwertyk, ma mniej uważny kontakt ze swoimi uczuciami, nie słyszy dobrze sygnałów, które wysyła mu ciało, a dość często brzmią one: zatrzymaj się, odpocznij, zastanów, co czujesz i czego naprawdę chcesz. Ty, nie ludzie wokół ciebie. Z braku wewnętrznej definicji wynika ich ogromna potrzeba nadawania imion rzeczom. To Bliźnięta obdarowują świat pojęciami, liczbami, zasadami, teoriami. Mierzą i ważą, ustalają cechy wspólne oraz różnice. To ich ulubione intelektualne igraszki.

Badania wskazują, że towarzyscy ekstrawertycy są bardziej optymistyczni niż introwertycy. Ich mózg częściej zalewany jest hormonami szczęścia – dopaminą i serotoniną. Bliźnięta dążą do odczuwania pozytywnych emocji, co, jak zbadali kanadyjscy naukowcy, wiąże się z większą łatwością osiągania celów zawodowych. Potrafią skutecznie zmotywować się do działania, żeby odebrać nagrodę w postaci awansu. Po szczeblach kariery zawodowej wspinają się z lekkością i uśmiechem, żyjąc w poczuciu sukcesu.

Koczownicy

Astrolog zwraca uwagę, że grecki odpowiednik Merkurego, Hermes, wędrował też do Hadesu, przeprowadzając tam dusze zmarłych. To jego mroczna strona, powiązana z wiedzą hermetyczną, dotyczącą sztuki tajemnej, magii, zaklęć. W tarocie uosabia ją karta Maga, która łączy się z planetą Merkury i oznacza moc kreacji myśli.

– Tajemniczość Bliźniąt odnajdujemy w mitologii egipskiej, w której Hermes połączył się z bogiem zmarłych Tothem. Tak narodził się Hermes Trismegistos, czyli Hermes Po Trzykroć Wielki. To mistrz, nauczyciel, wielki mag. Kimś takim był niedawno zmarły Jerzy Prokopiuk, gnostyk, antropozof, pisarz-eseista, wybitna postać polskiej ezoteryki. Żył trochę między światami, niepasujący do nikogo i niczego. A jego Słońce urodzeniowe było w znaku Bliźniąt – opowiada Piotr Gibaszewski.

O Bliźniętach mówi się, że kłamią i są niewierne. – Jeśli zaczniemy moralizować, powiemy, że to złe – zwraca uwagę ekspert. – Zauważmy jednak, że Bliźnięta stosują strategie ewolucyjnie korzystne. Wierność narzucona jest przez większość religii i społeczne uwarunkowania, natomiast w naturze jest niezmiernie rzadka, ponieważ ogranicza szanse na przetrwanie.

Astrolog tłumaczy, że ten merkuriański znak Zodiaku na miłość patrzy jak na grę interesów. Bliźnięta nie mają sentymentów, romantyczne nie są, nie poświecą się. Bycie z drugim człowiekiem odbywa się na ziemi, a żywioł powietrza odrywa je od niej. W ich życiu dominują zmiany, co nie sprzyja budowaniu stabilnych relacji. – Osoby ze Słońcem w Bliźniętach do końca życia są luzakami, nigdy nie dorastają. To są takie dzieciaki jak Kastor i Polluks – mówi Piotr Gibaszewski. – Mają silną potrzebę zachowania lekkości i otwartości umysłu, a to odmładza. Dlatego Bliźnięta długo zachowują atrakcyjny wygląd.

Sprzyja im ruch i brak lęku przed uczeniem się wciąż nowego, eksperymentowaniem. – Koczownicy byli zdrowsi i silniejsi niż ludy osiadłe – zauważa ekspert.

– W ludzkiej naturze nie leży przywiązanie do jednego miejsca i płacenie podatków, a raczej przemieszczanie się, bo to ono daje rozwój. Pisze o tym Olga Tokarczuk w „Biegunach” i mówi łacińska sentencja Navigare necesse est.

Bliźnięta (21 maja – 21 czerwca)

  • żywioł: powietrze
  • jakość: zmienna
  • rodzaj: męski
  • prajakość: ciepły i wilgotny
  • pora roku: późna wiosna
  • archetyp: kupiec lub intelektualista
  • cień: cyniczny prześmiewca
  • pułapka: chłodna racjonalność
  • ideał: wielki myśliciel
  • dewiza: „Myślę, powątpiewam”
  • korespondencje w organizmie: płuca, oskrzela, ręce, dłonie

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.