1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wakacje w pustelni. Dlaczego warto zamknąć się w chatce w górach i pobyć ze sobą?

Wakacje w pustelni. Dlaczego warto zamknąć się w chatce w górach i pobyć ze sobą?

Samotność ma sens wtedy, gdy daje nam otwartość na inność, na transcendencję, przełamuje nasz subiektywizm, siedzenie w sobie i dla siebie. (Fot. iStock)
Samotność ma sens wtedy, gdy daje nam otwartość na inność, na transcendencję, przełamuje nasz subiektywizm, siedzenie w sobie i dla siebie. (Fot. iStock)
Przytłoczeni codziennym życiem szukamy ucieczki, jakiejś odmiany. Można w tym celu jechać na festiwal muzyczny czy do modnego kurortu z przyjaciółmi, ale można też spędzić tydzień urlopu w samotności. Czy warto zamknąć się w chatce w górach lub klasztorze i stać się na chwilę pustelnikiem, odpowiada ojciec Włodzimierz Zatorski, benedyktyn z Tyńca.

"Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie. Stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego życie może mnie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem wcale", pisał Henry David Thoreau w jednym z esejów składających się na filozoficzne dzieło "Walden".

Thoreau, amerykański pisarz, filozof, romantyk i jeden z pierwszych transcendentalistów, na początku lipca 1845 roku opuścił swój dom w Concord w Nowej Anglii, by spędzić dwa lata i dwa miesiące na bezludziu. Przeprowadził się do lasu nad staw Walden do drewnianej chatki, którą wcześniej przez kilka miesięcy budował razem z przyjaciółmi z desek odzyskanych z rozbiórki innego domu. Na obiad jadał gotowaną kukurydzę, którą zbierał z własnego poletka, oraz placki z mąki kukurydzianej i żytniej z dodatkiem soli. Był całkowicie samowystarczalny.

Ludzie żyją za szybko, za głośno, otumaniają się niepotrzebnymi i mało istotnymi informacjami dostarczanymi przez gazety czy telegraf - pisze w esejach "Ludzie patrzą, ale nie widzą". Thoreau zalecał każdemu przeżyć choć jeden dzień odosobnienia - by przez chwilę pobyć ze sobą bez presji świata zewnętrznego, wsłuchać się w naturę. Wierzył, że wtedy będzie szansa na stworzenie nowego świadomego społeczeństwa.

O to, co dziś - ponad 170 lat później - może nam dać doświadczenie choćby krótkiego odosobnienia, pytamy ojca Włodzimierza Zatorskiego.

Thoreau byłby dziś zawiedziony, gdyby zobaczył, jak bardzo ludzie nie wzięli sobie jego słów do serca. Warto wrócić do zaleceń dziewiętnastowiecznego filozofa?
Żyjemy na targowisku mowy, hałasu zagłuszającego przede wszystkim siebie. Proszę zauważyć, jak wiele osób w autobusie, pociągu czy jadących na rowerze, ma na uszach słuchawki, przez które słucha muzyki. Ludzie nie słyszą przyrody, nie patrzą, co się dzieje dookoła, nie widzą przechodzących obok. Nie słyszą siebie samych i siebie nawzajem. A przecież świat w rozumieniu chrześcijańskim to relacje między ludźmi.

Ojciec diagnozuje nas w punkt. Co zatem zrobić, by znowu się usłyszeć? Czy - paradoksalnie - może nam w tym pomóc odosobnienie? Cofnięcie się do początków chrześcijaństwa i zostanie pustelnikiem czy pustelniczką choć na krótki czas?
W pierwszym rozdziale reguły św. Benedykta czytamy o kilku rodzajach mnichów. Pierwszy z nich te cenobici, czyli ci, którzy żyją w klasztorze, we wspólnocie i podlegają opatowi. Drugi - anachoreci, czyli pustelnicy. Jednak by zakonnik został pustelnikiem, musi długo się przygotowywać w klasztorze. Zanim uda się na pustynię, by samemu zmagać się ze złem, które czai się w ciele i myślach - uczy się życia we wspólnocie, bycia otwartym na ludzi. W chrześcijaństwie nigdy nie było tradycji absolutnej samotności. W pewnym sensie jest to nienaturalne. Nawet anachoreci zawsze żyli w jakichś koloniach pustelników i przynajmniej raz w tygodniu spotykali się na eucharystii. W chrześcijaństwie drugi człowiek jest drogą do Boga.

Jak odnaleźć tę drogę?
W chrześcijaństwie najważniejsza jest miłość, czyli relacja z drugą osobą, przez tę relację człowiek się realizuje. Odosobnienie czy inne formy ascezy, jak post lub pełne milczenie mają charakter pomocniczy do spotkania z drugim człowiekiem. Także samotność musi być widziana jako swoista pomoc, by człowiek wewnętrznie dojrzał do spotkania z drugim. W tym celu najpierw musi spotkać się ze sobą.

Dlaczego?
Bo trzeba najpierw usłyszeć wezwanie, by na nie odpowiedzieć. Wezwanie od Boga, ale też wezwanie od drugiego człowieka. Ludzie się zakochują. Następują zaręczyny - jedna osoba wzywa, druga odpowiada. W życiu tej dwójki pojawią się potrzeby i pragnienia. Pytania i odpowiedzi. I albo jest harmonia we wzajemnym słuchaniu i odpowiadaniu, czyli dialog, albo zamknięcie się w swoich chęciach i pragnieniach, swoich wyobrażeniach. Gdy jedna osoba przestaje odpowiadać na pragnienia drugiej, to w końcu wygasa miłość. Żeby nie żyć w takiej martwocie obok siebie i umieć odpowiedzieć na pragnienia drugiej osoby, trzeba najpierw usłyszeć siebie i to, co jest w sercu. A do tego potrzebna jest czasowa samotność.

Co jest największą przeszkodą w usłyszeniu siebie, a potem drugiej osoby?
Nasze wyobrażenia i budowanie na nich oczekiwania. Drugi człowiek jest inny, potrzebujemy otwartości, by przyjąć tę inność, zaakceptować ją i poprzez to się rozwinąć. ale żeby to się stało, człowiek musi przestać gadać. Bo gadanie jest zagłuszaniem siebie. Pamiętam wstrząsające słowa niemieckiego pastora Dietrucha Bonhoeffera (antyfaszysty, zaangażowanego w spisek przeciw Hitlerowi - przyp. red.) Siedząc w więzieniu zanim został stracony, pisał notatki. Pada w nich mocne zdanie: "Tutaj ludziom wydaje się, że mogą gadać wszystko i o wszystkim, bo mają wyrok śmierci i pewnie im na niczym już nie zależy. Zagłuszają ciszę w sobie, prawdę w sobie, z która zaraz się zmierzą".

Gadanina jest namiętnością, wszechobecną żądzą. Powoduje brak wewnętrznego skupienia się w słuchaniu. Ksiądz Tischner mówił, że myślenie jest właśnie tym skupieniem się w słuchaniu. Św. Augustyn - że każdy z nas ma w sobie wewnętrznego nauczyciela, którego należy słuchać. Jezu w ewangelii naucza: "Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha, kto ma oczy do patrzenia, niechaj patrzy". Gadanina i ciągłe przebywanie z innymi, załatwianie spraw, rozmawianie o wszystkim i o niczym - jest jednym wielkim zagłuszaniem siebie nawzajem, a przede wszystkim własnego wnętrza. To odcinanie się od tego głosu wewnętrznego nauczyciela, który mógłby z głębi przyjść i czegoś od nas zażądać, np. prawości.

Samotność i milczenie są koniecznym ćwiczeniem, aby wreszcie zamilknąć i zacząć słuchać?
Jak czytamy u św. Jana, każdy człowiek rodzi się ze światłością, czyli z prawdą. Ale nie wystarczy się z nią urodzić, człowiek musi ją podjąć, czyli usłyszeć i pozwolić, by przemówiła. Nigdy nie jest na to za późno. Nawet jeśli jest się w wieku 60 czy 70 lat człowiek sobie uświadomi, ze całe życie pływał i stracił siebie, to ma jeszcze czas, by siebie odkryć. Jeżeli człowiek żyje w amoku rozgadania, to co go czeka, gdy w chwili śmierci stanie wobec prawdy ostatecznej? Dla mnie jest to przerażające.

Co roku udaje się ojciec na kilkudniowe odosobnienie, jakiś czas temu w samotności spędził ojciec aż rok. Co płynie z takiego doświadczenia?
Od czasów kleryckich co roku jeździłem na kilka dni do chatki w górach, w której byłem zupełnie sam. I wiem, że najgorszy hałas to nasza wewnętrzna gadanina. Teraz jest to dodatkowo wzmocnione przez technologię. Człowiek cały czas czegoś słucha, coś ogląda, patrzy w komputer, w komórkę, czyta SMS-y. Jestem tu czy tam, w Honolulu, w Nowym Jorku, Warszawie, czy Krakowie - ale przecież to nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest to, kim jesteś. To, że informujesz przez Internet innych, że siedzisz w kawiarni i pijesz kawę czy nudzisz się na wykładzie, nie ma żadnego znaczenia. Ale bez względu na technikę, jaką dziś dysponujemy, wewnętrzna gadanina istniała zawsze. Co gorsze, można przebywać w kompletnej samotności i ciszy,a mimo to produkować wewnętrzną gadaninę, żyć wyobrażeniami. Samotność ma sens wtedy, gdy prowadzi nas do spotkania, do komunikacji z drugim człowiekiem. Inaczej to tylko zawracanie głowy.

Jak siebie nauczyć tego słuchania, bycia w gotowości do spotkania z drugim człowiekiem?
Nauka jest banalnie prosta. Wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka z pytaniem: kim ty jesteś? Spytać: co dla ciebie jest ważne? I usłyszeć odpowiedź. Jeśli człowiek chce kogoś poznać, to raczej pyta niż polemizuje i mówi swoje. To, czy ktoś jest człowiekiem słuchającym, wychodzi w narracji np. gdy opowiada o spotkaniu z kimś, czy potrafi się wczuć w tę osobę, bez oceniania.

Będąc w odosobnieniu, wsłuchujemy się w swojego wewnętrznego nauczyciela, w siebie, czyli kontemplujemy. Czym się wyróżnia medytacja chrześcijańska?
Idąc za Romano Guardim (filozofem, księdzem niemieckim włoskiego pochodzenia, żyjącym w latach 1885-1968), medytować znaczy być obecnym przed Bogiem. Medytacja chrześcijańska - inaczej niż buddyjska - jest relacją osobową, jest wniknięciem w spotkanie z Bogiem. Największą przeszkodą w byciu obecnym przed Bogiem jest to wewnętrzne gadanie. Mnisi tę gadaninę nazywali logismoi, czyli namiętnymi myślami, pragnieniami, lękami, obrazami, wyobrażeniami. Sztuka medytacji polega na tym, żeby nie dopuszczać tych myśli, które niczego nie dają, a wręcz niszczą, za to umieć wysłuchać i przyjąć te, które są dobre i nas budują. Myśli namiętne są nachalne, narzucają się, Bóg nie zagaduje, nie próbuje argumentować, nie tłumaczy. Bóg milczy, ale z milczenia wyrasta o wiele większa głębia niż z jakiejkolwiek gadaniny. By być obecnym przed Bogiem, trzeba myśli zneutralizować, niezależnie, czy one są dobre, czy złe. Tischner mówił: "to nie ja mam myśli, to one na mnie przychodzą. Stają się moje, kiedy ja je biorę za swoje, przyjmuję za swoje". Wszystkie techniki medytacji skupiają się na uwolnieniu się od tych myśli, ciągłym wracaniu do obecności przed Bogiem.

Można udać się na odosobnienie do klasztoru w Tyńcu?
U nas nie ma odosobnień. Mamy chatkę w Szczawnicy, do której sam jeżdżę, tam można pobyć samemu. W klasztorze można zamieszkać samotnie w pokoju, ale zawsze spotyka się innych, chociażby podczas modlitwy czy posiłku. Nie ma warunków do pełnego odosobnienia. Ale na pewno można się wyciszyć. Na tyle, ile ktoś będzie dbał o samotność, na tyle będzie samotny. Ale rzeczywiście przydałby się tutaj taki "domek na samotność".

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru miesięcznika SENS.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Psychologiczne podłoże odczuwania samotności

Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Samotność doskwiera tak wielu ludziom, że warto przyjrzeć się, co na jej temat mówią badania.

Jak podkreśla Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu z Uniwersytetu SWPS: Samotność jest nam czasem potrzebna. Jednak samo poczucie osamotnienia może być efektem braku znajomości własnych potrzeb i trudnym doświadczeniem. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazało, że 76% dorosłych czuje się samotnie.

Co może być powodem samotności według badaczy?

Po pierwsze – okoliczności i sposób w jaki żyjemy. Zbyt duża ilość bodźców i przeciążenie informacjami powodują tak duże zmęczenie u niektórych osób, że w następstwie wycofują się one z interakcji społecznych.

Kolejnym powodem samotności może być brak przestrzeni na autorefleksję, która umożliwia nam określenie swoich potrzeb. Jeżeli wokół nas jest chaos, to bardzo trudno jest usłyszeć, co dzieje się w środku nas. A jeśli sami nie odkryjemy swoich potrzeb, trudno nam będzie odnaleźć je w relacjach społecznych.

Innym zjawiskiem, które może być powodem samotności jest obawa, że nie znajdziemy akceptacji w oczach drugiej osoby. Z lęku przed odrzuceniem podejmujemy paradoksalny wybór: wolimy samotność niż odrzucenie.

We wspomnianych badaniach podjęto próbę zdiagnozowania tego, co różni osoby samotne od tych, które nie odczuwają bycia samemu w sposób negatywny. Okazało się, że osoby, które nie czują się samotnie charakteryzują się tak zwaną życiową mądrością. Składa się na nią 6 obszarów i związane z nimi codzienne praktyki:

  • wiedza o życiu – przyglądanie się mu i uważne doświadczanie go,
  • umiejętność zarządzania emocjami – ćwiczenie kontrolowania własnych reakcji na emocje,
  • empatia i współczucie – umiejętność przyjmowania perspektywy innych ludzi,
  • wgląd w siebie – samotność i cisza sprzyjają autorefleksji, która jest kluczowa do budowania relacji z innymi ludźmi,
  • akceptacja różnorodności – akceptując różnych ludzi i różne sytuacje, łatwiej jest nam nawiązać kontakt z innymi,
  • zdolność do efektywnego podejmowania decyzji – nie wystarczy rozumieć, że się jest samotnym i nie wystarczy wiedzieć, jakie ma się potrzeby – trzeba zacząć działać.
Rozwijając te cechy, możemy sprawić, że zminimalizujemy nasze poczucie osamotnienia. Samotność będziemy mogli potraktować jako okazję do zatrzymania się, poświęcenia sobie uwagi i nauczenia się umiejętności, które mogą nam pomóc budować wartościowe i silne relacje z innymi ludźmi – komentuje Sławomir Prusakowski, psycholog.

Źródło: materiały prasowe Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

  1. Psychologia

Plaga samotności - jak radzić sobie z poczuciem osamotnienia?

Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Czujemy się samotni w wielu sytuacjach i z różnych powodów. Zawsze jest jednak sposób, żeby, mimo trudności, wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego.

 

Poczucie osamotnienia niekoniecznie musi pojawiać się u osób żyjących w pojedynkę. Często występuje w związkach i w rodzinie. Poniżej kilka przykładów, kiedy możemy odczuwać samotność:

Samotność z powodu braku partnera
To najczęstszy powód czucia się samotnym. Wydaje się, że ludzie stworzeni są do tego, żeby doświadczać bliskości. Bez dotyku, przepływu uczuć, seksu - nasz organizm wydziela zbyt mało oksytocyny i endorfin, żeby czuć się w pełni szczęśliwymi. I wtedy dokucza samotność odczuwana bardziej jako bolesne osamotnienie.

Samotność w rodzinie
Niektórzy ludzie nie czują, że są częścią rodziny. Mają poczucie głębokiej odmienności i niedopasowania. Przeżywają wyobcowanie a nawet traumę z powodu wykluczenia. Mogą wówczas doświadczać lęku, bo nie są wspierani przez system rodzinny oraz poczucia winy, z powodu tego, że zasłużyli na ostracyzm.

Samotność w małżeństwie
To też się zdarza i wcale nie rzadko. Ludzie są razem, ale tak naprawdę żyją w znacznym oddaleniu od siebie. Brakuje między nimi bliskości a pojawia się wrogość albo obojętność.

Samotność w grupie społecznej lub w pracy Zwłaszcza introwertycy i wrażliwcy nie potrafią odnaleźć się w grupach. Nie ma w nich często poczucia przynależności do grupy. W towarzystwie innych ludzi tracą dobre samopoczucie, komfort oraz poczucie bezpieczeństwa.

Jak radzić sobie z samotnością?

1. Przełącz się na czucie wewnętrzne.
Pierwszym krokiem w kierunku radzenia sobie z samotnością jest uświadomienie sobie jej. Dlatego zbadaj swoje osamotnienie i to, co w związku z nim czujesz. Najczęściej jest to lęk lub depresyjne nastroje. Każde z uczuć przyjmij i uszanuj.

2. Nie oceniaj źle swojej samotności.
Najczęściej krytykujemy się za to, że czujemy się samotni. „Jestem nieudacznikiem” - mówimy sobie. „Coś musi być ze mną nie tak” - zastanawiamy się. „Widać zasługuję na takie doświadczenie” - wydajemy na siebie wyrok. Tymczasem doświadczanie samotności nie ma nic wspólnego z twoją wartością jako osoby. Tego typu negatywne myśli zamykają cię w bolesnych uczuciach, które nie mogą znaleźć dobrego ujścia. Katujesz się tylko krzywdzącymi myślami i niewiele czujesz.

3. Popatrz na samotność jak na informację.
Jeśli czujesz się samotna w związku, zobacz co się pod tym kryje. Jaka jest kondycja tej relacji, gdzie ty w niej jesteś a gdzie partner. Uświadomienie sobie takiej samotności może być pierwszym krokiem do potrzebnych zmian. Czujesz się samotna w jakiejś grupie ludzi? Nie obwiniaj siebie za to, tylko pomyśl wśród jakich ludzi poczułabyś się dobrze. Poszukaj ich.

4. Podejdź do samotności jak do etapu.
Kiedy jest nam źle w danej chwili, trudno nam zobaczyć większy plan tego, co się dzieje. Podejdź do samotności jako do pewnego etapu w twoim życiu, który minie. Wykorzystaj tę ciszę na introspekcję i regenerację sił. Zasil swoje źródło energii.

5. Wykorzystaj samotność dla siebie.
To najlepszy czas, żebyś zajęła się rozwojem osobistym i wreszcie zaczęła robić to, na co zawsze miałaś ochotę. Naucz się czegoś nowego, zacznij uprawiać sport, popracuj nad swoją atrakcyjnością. Poczuj się ze sobą lepiej. Dzięki samotności można połączyć się ze sobą i własną siłą witalną. Ostatecznie właśnie samotność może doprowadzić do znaczącego związku.

 

  1. Psychologia

Jestem sama, bo…

Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Nastawienie na własny komfort i potrzeby. Zbyt wysoko ustawiona poprzeczka oczekiwań. A może lęk wyniesiony z dzieciństwa, chęć bycia niezależną i samostanowiącą o sobie. Samotność z wyboru czy przypadku ma wiele przyczyn i… nie musi być taka straszna

W kulturze skupionej na dążeniu do zaspokojenia indywidualnego prawa do szczęścia, wśród singli, którzy znakomicie radzą sobie w pojedynkę, coraz częściej pojawiają się głosy, że bycie samemu to nie zawsze otwarty manifest dojrzałej samodzielności, ale sposób życia, którego się wcale nie planowało. Osoby po rozwodach, choć podjęły tę decyzję świadomie, przyznają, że odzyskana niezależność nie jest wcale taka kolorowa. Choć zmienia się społeczny obraz małżeństwa – już nie jest ono ostoją wartości i gwarantem stałości, a coraz więcej rodzin jest patchworkowych – to nadal tęsknimy za trwałym, szczęśliwym związkiem. Gdyby ktoś zagwarantował nam, że tam za rogiem czeka ktoś, z kim będziemy szczęśliwi, mało kto powiedziałby „nie”.  Nikt nie chce być sam, nawet jeśli twierdzi że chce.

Hania, 40-letnia singielka, mówi wprost: – Ktoś, kto ucieka przed związkiem, jest w pewnym sensie upośledzony emocjonalnie – tak myślę. Jasne, można całe życie przeżyć samemu, ale właściwie po co? Bywają też tacy, którzy mimo że mają żony czy mężów, są sami, ale tak naprawdę nie do końca sami, bo jednak mają do kogo się odezwać w domu czy nawet z kim się pokłócić! Mają kogo prosić o zakupy czy nawet na kim wieszać psy! To zupełnie co innego niż bycie samemu naprawdę... Generalnie nie zazdroszczę mężatkom, bo bardziej mój odruch wymiotny wzbudzają zdrady, fałsz i obłuda. I chęć bycia żoną, żeby odhaczyć obrączkę na palcu – dodaje. – Cel główny: nie być starą panną. A gdzie miłość? Gdy tak patrzę na niektóre mężatki, to mam wrażenie, że trzymają się związku głównie ze strachu, by nie być samą, i są też takie, którym wydaje się, że obrączka na palcu jest wystarczającym powodem, by na niezamężne koleżanki patrzeć ze współczuciem lub pogardą.

Dobra samotność

Choć samotność doskwiera, to bywa też zbawienna. Zwłaszcza jeśli wypełnia czas „pomiędzy” – gdy już zakończyliśmy ważną relację, a jeszcze nie nawiązaliśmy nowej. Wtedy możemy bliżej przyjrzeć się sobie, bez pośpiechu, bez zagłuszania deficytów kimś lub czymś z zewnątrz, gdy możemy sprawdzić, jak mi ze sobą jest, z czym sobie dobrze, a z czym gorzej radzę, jakie są moje największe potrzeby, ale i najważniejsze potencjały. Gdy nie patrzymy na potencjalnego partnera jak na kogoś, kto nas wypełni, uzupełni (jakbyśmy sami byli niewystarczająco kompletni). Idealna „druga połówka” może się nigdy nie pojawić. Z prostego powodu – bo jej nie ma. Każdy z nas jest całością, jest kompletny. Dobrze to wiedzieć zwłaszcza w czasach, gdy małżeństwo nie gwarantuje ani bycia szczęśliwszym, niż kiedy jest się samemu, ani czegoś stałego, co daje poczucie bezpieczeństwa. To poczucie możemy dać sobie tylko my sami. I warto się tego dowiedzieć właśnie wtedy, kiedy akurat nie jesteśmy z nikim w związku. Wojciech Kruczyński, psycholog, autor książki „Wirus samotności”, mówi: – Jeśli umiesz cieszyć się samym sobą, dla innych ludzi jest to sygnał, że masz wiele do zaoferowania – że przebywając blisko Ciebie nie tylko nie będą czuli się wykorzystywani, ale wręcz zostaną w jakiś sposób zainspirowani, wzbogaceni lub ogrzani Twym wewnętrznym ogniem.

Basia, 36-latka, zawsze myślała, że będzie mieć dom, męża i dwójkę dzieci. Na potencjalnych partnerów na męża patrzyła dość krytycznie, wyszukując cechy, które mogą przeszkodzić w dopełnieniu tego obrazu. Z czasem, gdy już uznała, że ideału nie ma, gotowa była związać się z aktualnym chłopakiem, próbując zaakceptować go takim, jakim jest. Był już pierścionek zaręczynowy i miał być ślub… Realna szansa, że plan się ziści, okazała się jednak zbyt przerażająca i dziś Basia od kilku lat jest sama. – Może to wyświechtane, ale w pojedynkę każdy dylemat, nawet najdrobniejszy, urasta do rangi megaproblemu, tragedii, czarnej dziury, katastrofy. Może trochę przesadzam, ale w pojedynkę trudniej się „ogarnąć” i znów przyjąć „właściwą perspektywę rzeczy” – wyznaje. – Przyjaciele? Pewnie, są bardzo ważni, ale z doświadczenia wiem, że kiedy ten sam problem przegada się z osobą bliską sercu, ma się wrażenie, że jest was dwoje do rozwiązania tej kwestii. A kiedy ten sam problem omawiasz z przyjaciółką – dostajesz rady, wskazówki, a i tak wszystko spoczywa na twoich barkach. Mimo pomocy, jesteś sama i sama musisz to zrobić. Odkąd jestem singielką, brakuje mi na co dzień męskiej energii. Po pracy zazwyczaj nie chce mi się samej iść do kina, na spacer, na piwo czy coś ugotować. Siadam i czytam książkę, pracuję, oglądam film w telewizji, ale sama. Brakuje kogoś, kto powie: „Chodź, idziemy na spacer”. Tęsknię za ciepłem drugiego człowieka, pocałunkami, seksem, dotykiem. Tęsknię za „okazywaniem i odbieraniem”, że się komuś podobam, że ktoś na mnie zwraca uwagę, że jestem dla kogoś atrakcyjna... Próżne? Może tak, ale bardzo ważne. Bez tego niezwykle trudno stawić czoło życiu i światu, a kiedy się wie i czuje, że ktoś za tobą stoi i cię wspiera, jest łatwiej.

Choć tęskni za związkiem, przyznaje, że lubi też być sama: – Doceniam bycie samej ze sobą. Za możliwość wykonywania różnych dziwnych rzeczy o rozmaitych porach dnia i nocy. Namiętnie korzystam z kąpieli o 13.00 lub 14.00. Nikt mi nie zawraca głowy, nikt nie stuka do drzwi. Doceniam i korzystam z tego. Bezkarnie mogę nałożyć maseczkę na twarz – bez jej utraty przed moim ukochanym.

Dopiero gdy umiemy być sami, gdy kochamy siebie łącznie z naszymi wadami, to możemy pokochać kogoś także z jego wadami. – Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane – mówi Bob Mandel, pisarz i terapeuta, autor książki „Terapia otwartego serca”. – Wówczas możesz wybierać związki, które automatycznie odzwierciedlają miłość, jaką znalazłeś w sobie.

I – dodam od siebie – nikomu niczego nie zazdrościć.

  1. Psychologia

Co świadczy o tym, że doświadczyłeś emocjonalnej niedojrzałości ze strony swoich rodziców?

Fot. iStock
Fot. iStock
Jeśli doświadczasz większości z poniższych objawów, prawdopodobnie któryś z twoich opiekunów lub rodziców (a może oboje) przejawiał niedojrzałość emocjonalną. Pamiętaj, że nie jest to diagnoza, a jedynie kierunkowskaz prowadzący w stronę samopoznania. Jeśli uznasz, że potrzebujesz pomocy w uwolnieniu się od toksycznej relacji, sięgnij po profesjonalne wsparcie.

Emocjonalne osamotnienie
– czujesz, że (czasami) możesz liczyć na rodzica w ekstremalnych doświadczeniach takich jak choroba, ale nie istnieje między wami przestrzeń na bycie z codziennymi, trudnymi uczuciami takimi jak np. złamane serce.

Jednostronne i frustrujące interakcje
– gdy rodzice skupieni są przede wszystkim na sobie, własnych przeżyciach, oczekują czasu i zaangażowania, ale tak naprawdę nie wiedzą, co dzieje się w twoim życiu, a ty nie czujesz, że masz swobodę, przestrzeń, a nawet ochotę dzielić się z nimi własnym życiem.

Wymuszanie zachowań i usidlenie
– niekiedy przybiera formę manipulacji, wywoływania w tobie poczucia winy, wstydu albo lęku, innym razem rozmowa z rodzicem może sprawiać wrażenie powierzchownej, nudnej, pozbawionej życia i ognia. Dotyczy to rodziców, którzy nie wykraczają poza tematy, w których czują się bezpiecznie, więc wasze spotkania stają się monotonne.

Zepchnięcie na drugie miejsce
– pierwsze zajmują rodzice i oczekują, że usuniesz się na dalszy plan.

Ukrywanie wrażliwości
– niedojrzali emocjonalnie rodzice mogą być niezwykle ekspresyjni, wybuchowi, potrafią kłócić się i bronić własnego zdania, ale unikają wyrażania wrażliwości, czułości i delikatności. Może im zależeć na tym, by dziecko czuło, jak bardzo cierpią, ale nie pozwolą sobie na przyjęcie prawdziwej, emocjonalnej pociechy.

Zarażenie emocjonalne
– przejawiające się głównie niewerbalnymi interakcjami, które mają nauczyć dziecko odczytywania nastrojów oraz potrzeb rodzica. Stoi za tym przekonanie: „gdybyś naprawdę mnie kochał, wiedziałbyś, co zrobić”. Zamiast komunikacji niedojrzali emocjonalnie rodzice wolą pokazać, jak bardzo są zmęczeni lub cierpiący.

Brak szacunku do granic i indywidualności
– niedojrzali rodzice mylą miłość z dzieleniem się wszystkim, oczekują, że dzieci będą myślały i czuły to samo co oni. Nie potrafią wręcz zrozumieć potrzeby własnej przestrzeni czy prawa do odrębnego zdania, opinii, które utożsamiają z odrzuceniem.

Spychanie odpowiedzialności na ciebie
– w relacji z niedojrzałymi rodzicami musisz podejmować nieustanny wysiłek przystosowywania się do ich potrzeb, a później wszystkich innych ludzi. Szybko reagujesz na zmiany nastroju, rozpoznajesz energię tkwiącą za spojrzeniami, gestami czy słowami. Być może przepraszasz, chociaż to ciebie skrzywdzono, i prawdopodobnie dążysz za wszelką cenę do pojednania.

Utrata autonomii emocjonalnej i wolności psychicznej
– niedojrzali emocjonalnie rodzice traktują cię jako przedłużenie samych siebie, więc uznają, że wiedzą, co myślisz i czujesz.

Rujnowanie przyjemności oraz sadyzm
– niedojrzali rodzice bywają malkontentami, rozwiewają marzenia dzieci, na sukces reagują tak, że dziecko szybko traci radość. Zamiast uczcić sukcesy i dokonania dziecka, ostrzegają o zagrażającym świecie albo marudzą, narzekają. Inną odsłoną jest przemoc fizyczna, bicie, wykorzystywanie dzieci, zadawanie im bólu – nieważne, czy w imię wychowywania czy z powodu potrzeby rozładowania własnych emocji.

Więcej w: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

  1. Psychologia

Niedojrzali emocjonalnie rodzice - jak uwolnić się od ich wpływu?

Zwykle to rodzice uczą dzieci jak budować zdrowe, głębokie więzi. Często jednak dorośli wcale nie są dobrym przykładem. (Fot. iStock)
Zwykle to rodzice uczą dzieci jak budować zdrowe, głębokie więzi. Często jednak dorośli wcale nie są dobrym przykładem. (Fot. iStock)
W idealnym świecie to rodzice uczą dzieci, jak budować zdrowe, głębokie więzi. Jednak w rzeczywistości dorośli często wcale nie są dobrym przykładem. Nigdy nie jest za późno, by uwolnić się od wpływu niedojrzałych emocjonalnie matek i ojców.

Dojrzałość emocjonalna to umiejętność tworzenia prawdziwej, opartej na szacunku więzi z drugą żyjącą istotą, bez względu na to, kim ta istota jest. Nie jednorazowy zryw, ale towarzyszenie sobie nawzajem w części lub całości wspólnego życia. Rodzice, którzy oczekują szacunku oraz wyjątkowego, specjalnego traktowania, a przy okazji kontrolują swoje dziecko i okazują mu lekceważenie, nie są emocjonalnie dojrzali. W relacji z takim rodzicem potrzeby dziecka nie są zaspokajane i doświadcza ono rozległego poczucia osamotnienia, które często niesie ze sobą przez dorosłe życie. Rodzic emocjonalnie niedojrzały „nie jest zainteresowany doświadczeniem bliskości emocjonalnej, rozumianej jako wzajemne poznawanie się i zyskiwanie dogłębnego zrozumienia drugiej osoby. Takie dzielenie się najgłębszymi uczuciami tworzy satysfakcjonującą, głęboką więź, która sprawia, że osoby zaangażowane w relację stają się sobie drogie, ale dla niedojrzałych emocjonalnie rodziców nawiązywanie tego typu bliskości jest krępujące” – pisze psycholożka kliniczna Lindsay C. Gibson w książce „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”.

Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Emocjonalne zawłaszczenie

Niektórzy rodzice rzucają swego rodzaju urok na dzieci, który określa się niedojrzałym emocjonalnie systemem relacji, w skrócie EIRS (ang. emotionally immature relationship system). Osoby dojrzałe potrafią samodzielnie regulować swoją samoocenę i stabilność emocjonalną, innymi słowy nie potrzebują chóru, który zapewni lub przekona ich, jakie są wspaniałe. Nie ulegają również tak łatwo negatywnym ocenom zewnętrznym i presji, mają oparcie w swojej istocie. Bez arogancji i poczucia bycia lepszymi od innych, ale również bez poczucia niższości. W ten sposób pozostają zazwyczaj w stanie równowagi emocjonalnej.

Osoby, które doświadczają EIRS, podczas relacji z niedojrzałymi rodzicami nabierają nawyku, by bardziej zważać na stan emocjonalny swojego rodzica niż na własne samopoczucie. „Pozostając pod wpływem tego systemu interpersonalnego, dostrajasz się do emocjonalnych potrzeb rodzica, zamiast wsłuchiwać się we własne instynkty. Czujesz, że za wszelką cenę musisz łagodzić jego nastroje. Zaczynasz przedkładać jego potrzeby i uczucia ponad własne zdrowie psychiczne. Ta niezdrowa, nadmierna troska o podtrzymanie spokoju rodzica każe ci koncentrować się na nim i jego reakcjach do tego stopnia, że jego nastrój staje się twoją obsesją. Gdy tak się dzieje, to znak, że zostałeś zawłaszczony emocjonalnie przez swojego rodzica” – czytamy we wspomnianej książce.

Uwolnić się spod uroku

Wpływ niedojrzałych rodziców nie dotyczy tylko dzieciństwa i młodości. Rany, destrukcyjne wzorce, przykazania czy splątanie w takiej relacji mogą się utrzymywać przez dekady. Istnieje jednak szereg sposobów, by uwolnić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców.

Pierwszym krokiem jest zrozumienie cech charakterystycznych, wspólnych dla takich osób:

  • Należy do nich skrajna postawa – ekstrawertyczna lub introwertyczna, której towarzyszy zniekształcenie rzeczywistości.
  • Rodzice mogą być dogłębnie przerażeni i niepewni siebie.
  • Mają potrzebę dominowania i kontrolowania.
  • Są egocentryczni i nieskłonni do refleksji.
  • Obarczają winą innych i usprawiedliwiają siebie.
  • Są impulsywni i nieodporni na stres.
Zrozumienie tego jest istotne, by dorosłe dziecko wiedziało, że postawa i zachowanie rodziców nie były reakcją na jego zachowanie, ale wypaczonym, zniekształconym sposobem radzenia sobie z rzeczywistością – a raczej unikaniem jej.

Kolejnym krokiem jest opieranie się zawłaszczeniom emocjonalnym. Innymi słowy – nie chodzi o to, by zmienić rodziców, lecz by nie pozwalać im decydować o swoim samopoczuciu. Oni nadal mogą roztaczać swoje uroki, rzucać nieporadne słowa i próbować wywołać nieprzyjemne doznania, ale ty dostrzegasz ich strategie i nie tracisz kontaktu ze sobą. Pomoże w tym uznanie – a nie tylko zrozumienie – że oni nie są najważniejsi.

Gdy zgłaszają się do ciebie z problemem, znajdź chwilę, by rozpoznać, czy twoja interwencja jest naprawdę potrzebna. A kiedy podejmiesz decyzję, że angażujesz się i pomagasz, określ granice: ile czasu, miejsca lub innych wartości materialnych i niematerialnych chcesz oddać, poświęcić. Jeśli ich nie postawisz, może się okazać, że zrobią to rodzice, a ty znowu wylądujesz pod ścianą, w samotności i bez sił. Przy czym niezmiernie istotne jest samopoznanie, by zrozumieć, dlaczego trudno jest ci odmawiać i czego w związku z tym się obawiasz.

Czasami dorosłe dzieci, przyzwyczajone do emocjonalnych kar za niespełnienie oczekiwań rodziców, wolą zrezygnować z samych siebie w imię spokoju lub mylnego przekonania, że są mniej ważne od własnych rodziców.

Wprowadzając zmianę w relacji z niedojrzałymi emocjonalnie rodzicami, nie musisz się śpieszyć, odnajdź w tym ulgę i wytchnienie. Gdy nie wiesz, co zrobić albo masz w głowie pustkę – nie rób nic, poczekaj, aż wrócą myśli, i obserwuj je. Idź na spacer, zamknij na chwilę oczy, oddal się od rodziców w sensie dosłownym. Znajdź się w dobrym dla ciebie miejscu i sprawdź, czego oczekujesz od spotkania z rodzicami i na co z pewnością już się nie zgadzasz. Nie musisz jednak pilnować ich sposobu wyrażania się, znajdź wewnętrzną tarczę, nie traktuj wszystkiego, co mówią, śmiertelnie poważnie. To ich zdanie, ty możesz mieć inne. Gdy się przeciwstawisz, przerwiesz toksyczną emocjonalnie grę. Nie musisz także dzielić się z nimi najbardziej skrytymi uczuciami, jeśli nie czujesz takiej potrzeby i nie czujesz się bezpiecznie. Ba! Masz prawo stosować uniki i odpowiadać wymijająco, jeśli w ten sposób chronisz siebie.

Znajdź swój wewnętrzny azyl i wracaj do tego miejsca jak najczęściej.