1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Niemłodzi a szczęśliwi

Niemłodzi a szczęśliwi

Biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. (Fot. iStock)
Biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. (Fot. iStock)
Na naszej planecie żyją szczęśliwi stulatkowie. Zdecydowana większość z nich radzi sobie świetnie i jest zdrowa. Tysiące badań potwierdziły, że istnieją czynniki sprzyjające długowieczności. Możemy wieść długie, pełne satysfakcji życie. W jaki sposób?

Na naszej planecie żyją szczęśliwi stulatkowie. Zdecydowana większość z nich radzi sobie świetnie i jest zdrowa. Tysiące badań potwierdziły, że istnieją czynniki sprzyjające długowieczności. Możemy wieść długie, pełne satysfakcji życie. W jaki sposób?

Gdy ponadstuletnia Ushi z japońskiego archipelagu Okinawa zaczęła używać perfum, wzbudziła ogólne zainteresowanie. Wszystko stało się jasne, gdy okazało się, że Ushi ma nowego chłopaka. A on ma dopiero 70 lat!

Stuletnia Panchita z Kostaryki rąbie drzewo, wycina zarośla maczetą, paraduje po mieście w jasnoróżowej sukience i koralach. W uszach ma długie zielone kolczyki, a siwawe włosy spina ozdobną spinką. Wita gości z radością, unosząc ręce, a potem ściskając ich mocno. Kiedy kończy się zapas soli, Panchita pokonuje piechotą wiele kilometrów do najbliższego miasteczka, robi zakupy i wraca, również pieszo. Nie kupuje żadnej przetworzonej ani paczkowanej żywności. Wszystko, czym się odżywia, z wyjątkiem świeżych owoców, wymaga przyrządzenia przed zjedzeniem.

Stuletnia Athina z greckiej wyspy Ikarii przed obiadem chodzi na łąkę i wraca z naręczem zielonych warzyw przypominających chwasty, które łączy z dynią i zapieka. Innym razem przyrządza potrawę z groszku, pomidorów, bulw kopru włoskiego i czosnku, którą doprawia oliwą z oliwek. Uśmiecha się serdecznie i zaprasza na ucztę.

Stuletnia Aida z Kostaryki przypomina, że koniecznie trzeba czymś się zająć. Bo kiedy jest zbyt dużo wolnego czasu, człowiek poddaje się słabościom. „My tu mamy co robić – mówi. – Ale nie tak, żeby się od razu denerwować!”

To opowieści ze znakomitej książki podróżnika i pisarza Dana Buettnera „Niebieskie strefy. 9 lekcji długowieczności od ludzi żyjących najdłużej”. W ciągu siedmiu lat jego ekipa zjeździła prawie cały świat, po kilka razy odwiedzając miejsca, gdzie ludzie „zapominają umierać” (tak o sobie mówią). Przeprowadzili wywiady z dziesiątkami stulatków, rozmawiali z miejscowymi lekarzami i metodycznie badali styl życia, nawyki, praktyki i typowe zajęcia najstarszych mieszkańców naszego globu.

Światowe rejony długowiecznych to Okinawa, Sardynia, Kostaryka, grecka wyspa Ikaria i południowa Kalifornia, gdzie żyją adwentyści. Stulatkowie cieszą się tam doskonałym zdrowiem zarówno fizycznym, jak i umysłowym. A gdy nadchodzi ich czas, umierają szybko, często we śnie, a czasem… po seksie.

Jeden z przyjaciół Dana Buettnera opowiadał, że podczas kolejnej wizyty na Okinawie zobaczył idącą ulicą, zdrowo wyglądającą kobietę. Zatrzymał ją i spytał, czy słyszała o jednej ze sławnych stulatek. Roześmiała się: „No, przecież to ja!”. Wyglądała najwyżej na 70 lat. Jak oni żyją? Co sprawia, że są zdrowi i pogodni?

70 ton komórek

Wybitny lekarz Deepak Chopra w książce „Życie bez starości...” zwraca uwagę na nasze przekonania na temat długiego życia. Starość wyobrażamy sobie jako czas upadku i rozkładu, osłabienia intelektualnego i fizycznego. Chopra przypomina, że to, co sobie wyobrażamy, i to, na czym skupiamy uwagę, daje impuls do realizacji; mamy to, w co wierzymy, ponieważ tak działają twórcze siły świadomości. A więc jakby było, gdybyśmy tworzyli inne – pełne zdrowia i radości – obrazy, myśląc o długim życiu? A są ku temu solidne, biologiczne podstawy. Otóż (przypomnijmy za Choprą) biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, dosłownie z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. Przepełnia je głęboka inteligencja, której jedynym celem jest podtrzymanie życia.

W każdej sekundzie w naszych komórkach zachodzi około sześciu bilionów reakcji. Ludzka skóra odnawia się w ciągu miesiąca, błona śluzowa w żołądku – w ciągu pięciu dni, wątroba – w sześć tygodni, kościec w trzy miesiące. 98 procent atomów, z jakich składa się ludzkie ciało, podlega wymianie w ciągu roku. Ogromna większość tych niekończących się zmian działa na naszą korzyść. Tylko jeden na kilka milionów enzymów nie wchodzi w doskonałą reakcję z aminokwasami. Jeden na miliard neuronów ulega dysfunkcji. W łańcuchu DNA, który zawiera miliardy informacji genetycznych, co najwyżej jedno ogniwo nie regeneruje się po uszkodzeniu. Niedoskonałości stanowią niewielki ułamek całości. Precyzyjny mechanizm naszych komórek psuje się stopniowo i powoli.

Zadziwiające, budzące podziw i wdzięczność procesy odnowy naszych organizmów objaśnia także Aleksander Perski, założyciel szwedzkiej Kliniki Stresu, w książce „Poradnik na czas przełomu”. Perski przypomina, że w ciągu sekundy w naszym organizmie zachodzi około 20 milionów podziałów komórkowych, w wyniku których codziennie zmienia miejsce około dwóch kilogramów komórek. W ciągu całego życia w ten sposób przekształca się 70 ton komórek! Nie dość rewelacji: nasz organizm jest wyposażony w ogromną ilość części zamiennych, komórek zwanych macierzystymi, które nie pełnią żadnej określonej funkcji, lecz są strategicznie rozmieszczone w całym ciele, od stóp aż po mózg. Są utrzymywane przez organizm w pełnej gotowości. W razie katastrofy włącza się rezerwowy system komórek macierzystych. Nasze ciała wyposażone są w doskonałe procesy ochronne, wzmacniające i regenerujące.

To bezcenna wiedza. Dużo jednak zależy od nas – możemy wzmacniać te procesy albo je osłabiać. Nasze ciała zaprojektowane są na aktywność w pełnym zdrowiu przez co najmniej 120 lat.

Nikt nie jest sam

102-letnia Kamada z Okinawy wstaje około szóstej rano, parzy dzbanek herbaty jaśminowej, którą pije później przez cały dzień. Na śniadanie je przeważnie zupę miso z warzywami. Potem idzie do świętego zagajnika, żeby pomodlić się za zdrowie wioski i podziękować sile wyższej, że ma ją w opiece. Kamada wierzy, że zdrowie wioski zależy od tego, czy ona będzie zważała na gwiazdy, Księżyc i duchy przodków. Odżywia się głównie warzywami z ogródka: rzodkwią, gorzkim melonem, czosnkiem, cebulą, papryką i pomidorami. Czasem uzupełnia dietę rybami i tofu. Przed każdym posiłkiem wypowiada stare konfucjańskie porzekadło: jedz, aż będziesz pełny w 80 procentach. Codziennie o 15.30 spotyka się ze swoimi wiernymi przyjaciółkami w podobnym do jej wieku. Słychać wtedy radosne trajkotanie i wybuchy piskliwego śmiechu. Omawiają wioskowe romanse, problemy sąsiadów, sprawy rodzinne, szukają pomocy dla potrzebujących. Jeśli ktoś umiera, ludzie z wioski przychodzą do nich po pomoc. Jeśli kobiety dowiadują się, że kogoś zżera smutek, odwiedzają go. Każda z nich doskonale wie, że przyjaciółki na nią liczą i że ona może liczyć na swoje przyjaciółki. Gdy którejś skończą się pieniądze albo zachoruje, wtedy może być pewna, że otrzyma pomoc.

Mówiąc językiem naukowym, Kamada „realizuje model długowieczności” (wcale o tym, oczywiście, nie wiedząc) opisany w tysiącach badań. Co wzmacnia jej życie i pobudza organizm do nieustającej odnowy? Wszyscy stulatkowie Dana Buettnera jedzą nieprzetworzone jedzenie, warzywa i owoce prosto z ogródka, który nazywają „prywatnym rajem”, i niewielkie ilości mięsa z własnych zwierząt. Świeże warzywa i owoce są zawsze na pierwszym miejscu bez względu na rejon świata. Poza tym diety się różnią. Jedni stulatkowie jedzą głównie soczewicę, fasolę i placki z pełnego ziarna, inni piją kozie mleko, jedzą ryby, jajka, miód, orzechy, pieczoną jagnięcinę czy koźlinę. Jedni piją wino z okolicznych winnic czy miejscową wódkę (w niewielkich ilościach), inni stronią od alkoholu. Posiłki przygotowywane są bezpośrednio przed jedzeniem. Ale jest jeszcze coś; wszyscy odżywiają się umiarkowanie, niektórzy jedzą jedynie dwa razy dziennie. Trzymają wagę, nie tyją i nie chudną. Okazuje się, że okresy umiarkowanego głodu, niedojadania służą zdrowiu i długiemu życiu. Wstają wcześnie, śpią sześć, osiem godzin. Na Ikarii urządzają sobie sjesty, krótkie drzemki 15-, 30-minutowe.

Wszyscy mają „koła ratunkowe”, są mocno związani ze swoją rodziną i wspólnotą. Nikt nie jest sam. Popołudniami spotykają się z sąsiadami i znajomymi. Tworzą sieć wzajemnej asekuracji. W chwilach smutku ktoś zawsze wyciągnie z domu na lokalny festyn i poczęstuje kawałkiem koźliny. Długowieczni często śmieją się z przyjaciółmi; na Sardynii popołudniami wszędzie słychać donośne śmiechy. Plotkują, popijają wino i wznoszą toasty. Obdarzają szacunkiem trwającą właśnie chwilę. Nie rozpamiętują tego, co dawno minęło. Nie martwią się o przyszłość. Chcą żyć, ponieważ są zadowoleni z życia. Czerpią radość z prostych przyjemności, a tymi przyjemnościami są dla nich… codzienne obowiązki. We wszystkim potrafią znaleźć dobre strony. Mają głęboko zakorzenione poczucie samodzielności, stanowienia o sobie. Cenią swobodę. Mają silną wolę, poczucie własnej wartości i otwarte serce. Nie boją się śmierci. Żyją cicho i spokojnie, zadowoleni ze wszystkiego, bez pretensji do losu i bez żalu.

Wszyscy stulatkowie Buettnera są ludźmi wierzącymi, ale nie bigotami. Wierzą, że nad wszystkim czuwa siła wyższa; jeśli stanie się coś złego, widocznie tak miało być, a jeśli wydarzy się coś dobrego, to dowód, że Bóg, przodkowie, mają nas w opiece.

Oparcie w rodzinie, w przyjaciołach, w społeczności, wiara w siłę wyższą – to są czynniki łagodzące ekonomiczne, duchowe i emocjonalne niepokoje, w służbie regeneracji i odnowy. Można iść przez życie ze spokojem i pewnością, że ktoś nad nami czuwa.

Kochać wszystko, co zdrowe

Wszyscy stulatkowie dużo chodzili i chodzą, co, oczywiście, pozytywnie wpływa na układ krążenia, na mięśnie i metabolizm. Są takie słynne szwedzkie badania z lat 60. prowadzone przez fizjologa Bengta Saltina, który sprawdzał, w jaki sposób ludzkie ciało reaguje na absolutny wypoczynek. Przeprowadził ciekawy eksperyment z pięcioma młodymi mężczyznami o różnym stopniu sprawności fizycznej. Kazał im leżeć w łóżku bez przerwy przez trzy tygodnie. Wszyscy stracili zdolności motoryczne, tak jakby po trzech tygodniach w łóżku postarzeli się o 20 lat! Gdy uczestnikom eksperymentu polecono wstawać codziennie z łóżka na pięć minut (tylko stali – nie było mowy o żadnym wysiłku czy ćwiczeniu mięśni), powróciła ich dawna sprawność fizyczna!

Życie to ruch, radość, aktywność. Nasi badani stulatkowie chodzą po kilka kilometrów dziennie na targ, do sąsiadów, jeżdżą na rowerze, pracują w ogródku. A stuletnia Marge z południowej Kalifornii codziennie podnosi hantle, bo „kocha wszystko, co zdrowe”. Marge jest związana z Kościołem adwentystów i ogromną wagę przywiązuje też do szabatu: „W szabat całą rodziną chodzimy na długie spacery i oglądamy polne kwiaty. To jest czas, aby odciąć się od pędu świata. Nie możesz się tego doczekać. Szabat to spokój, a spokój to zdrowie”. Szabat, czas od piątkowego do sobotniego zachodu słońca, to czas z rodziną, z naturą, z przyjaciółmi i z Bogiem. Czas młodnienia.

Gdy stuletnia Nona z Sardynii poważnie zachorowała i przeleżała cztery dni w łóżku, sprowadzono całą rodzinę, wiele osób z odległych regionów Włoch. Kiedy prawnuczek Nony, wówczas student, któremu nie szła nauka, pochylił się nad babcią, żeby powiedzieć, jak bardzo będzie za nią tęsknił, otworzyła oczy i powiedziała: „O nie, nigdzie się nie wybieram, dopóki nie skończysz studiów!”. Nona wydobrzała, a siostrzeniec wrócił na uczelnię i zrobił dyplom.

Po co mamy długo żyć? To pytanie wydaje się kluczowe. Na Okinawie długowieczni mówią o ikigai – to jest powód, by budzić się rano. Dla tych ludzi ich ikigai – kiedy już nie pracują zawodowo – to troska o rodzinę, o ogród, gra na lutni, czyli zajmowanie się wszystkim, co kochają. Gdy pytamy wiekowych ludzi o sekret ich długowieczności, bardzo często odpowiadają, że sekretem tym jest… ciężka praca. Ale oni uwielbiają swoją ciężką pracę. I – co ważne – nie wiążą z nią większych ambicji. Z pewnością dlatego nigdy nie mówią o pracy jako o źródle wyniszczającego stresu.

Gdy Buettner patrzył na swoich stulatków, zadziwiało go, że nie wyczuwa w nich słabości, smutku czy strachu, a raczej spokój i zadowolenie z życia wolnego od ambicji. Kamada z Okinawy powiedziała mu: „Kiedyś byłam bardzo piękna. Miałam włosy do pasa. Dużo czasu zajęło mi zorientowanie się, że piękno pochodzi ze środka”. A 105-letni Seiryn, też z Okinawy: „Nie modlę się o długie życie, ale wyrażam wdzięczność za kolejny przeżyty dzień. Dzięki temu nie zapominam, że każdy dzień jest ważny”.

Liczymy na 150 lat

Przez kolejne stulecia przeprowadzono tysiące badań nad czynnikami służącymi długowieczności. Wyniki tych badań wskazują na życie najprostsze z możliwych – to zaskakujące i inspirujące zarazem. Umiarkowane jedzenie najprostszego naturalnego pożywienia. Naturalny prosty ruch – chodzenie, jeżdżenie na rowerze, praca w ogródku, która angażuje wszystkie mięśnie, bo zawsze trzeba coś przenieść, przewieźć, schylić się, wypielić. Krzątanie się w domu, sprzątanie, gotowanie. Troska o rodzinne i przyjacielskie więzi. Świadomość, że mamy bliskich, na których możemy liczyć w dobrych i złych chwilach. Praca wykonywana z radością i miłością, ale bez szczególnych ambicji. Bycie częścią społeczności. Chwile ciszy i wypoczynku. Wiara w siłę wyższą. Zaangażowanie i oddanie czemuś lub komuś – powód, dla którego budzimy się rano. Silna wola, poczucie wewnętrznej stabilności.

Możemy zacząć od dzisiaj. Szukajmy miejsc, gdzie kupimy świeże, pełne energii nieprzetworzone jedzenie. Ruszajmy się. Dla zdrowia wystarczy półgodzinny spacer i spalenie 180 kalorii. Te same kalorie spalimy w czasie półgodzinnego tańca, grając w tenisa przez 20 minut, maszerując pod górę przez 17 minut, pływając przez kwadrans, sprzątając mieszkanie przez 40 minut, pieląc grządki przez pół godziny, strzygąc trawnik przez 25 minut, odgarniając śnieg przez kwadrans. Nasz organizm kocha ten stosunkowo niewielki – ale codzienny – wysiłek.

Budujmy trwałe przyjaźnie, więzi z ludźmi, którzy nie pozwolą, abyśmy podupadli na duchu. Jedzmy przynajmniej jeden posiłek dziennie z rodziną, świętujmy rodzinne tradycje, spędzajmy wakacje z najbliższymi. Szukajmy zajęć, które dają radość, poczucie sensu i głębokiego spełnienia, pamiętając, że życie jest przedsięwzięciem twórczym. Codziennie rano i wieczorem pobądźmy przynajmniej kilkanaście minut w ciszy. Cisza to źródło wszelkich działań; dzięki niej się odradzamy. Pytajmy siebie, jaki jest powód, że codziennie rano wstaję z łóżka. Budujmy w sobie obraz długiego i zdrowego życia, wypełnionego twórczymi zajęciami i oddanymi ludźmi. 30-letnia Kurara, prawnuczka Kamady, zapytana, czy chciałaby dożyć takiego wieku jak jej prababka, opowiedziała poważnie i bez namysłu: „Oczywiście. Liczę na 150 lat”.

Ważna jest ta chwila, która właśnie trwa. Jeśli ją docenimy, docenimy też swoje życie. 107-letnia Raffaela Monne z Sardynii mówi: „Życie jest krótkie. Nie pędź tak, bo go nie zauważysz”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Szczęście jest zaraźliwe. Jak się nim dzielić?

Największym darem, jaki możemy komuś ofiarować, jest wyrażenie tego, co jest dla nas piękne, dobre, co nas zachwyca, uszczęśliwia, bo w ten sposób przekazujemy tę pałeczkę szczęścia dalej. (Fot. iStock)
Największym darem, jaki możemy komuś ofiarować, jest wyrażenie tego, co jest dla nas piękne, dobre, co nas zachwyca, uszczęśliwia, bo w ten sposób przekazujemy tę pałeczkę szczęścia dalej. (Fot. iStock)
Największy dar, jaki możemy komuś ofiarować, to wyrazić to, co jest dla nas piękne, dobre, co nas zachwyca, bo w ten sposób przekazujemy pałeczkę szczęścia dalej – mówi trenerka rozwoju osobistego Małgorzata Jakubczak.

Dlaczego o wiele łatwiej nam wyrzucić z siebie złość, niż podzielić się z kimś radością? Czasem zachowujemy się tak, jakby radość była czymś wstydliwym. W dramatycznych sytuacjach, w których targają nami trudne emocje, wspiera nas chemia, czyli hormony stresu. Działają one tak silnie, że reagują niejako za nas. Natomiast w sytuacjach emocjonalnie mniej gwałtownych do głosu dochodzi serce, czyli coś niezwykle intymnego. Kiedy poczujemy się wspaniale, spokojnie, bezpiecznie, kiedy doświadczamy stanów wzruszenia, wdzięczności, szczęśliwości, to jest to coś tak osobistego, co dotyka naszych najgłębszych pokładów odczuwania, że trudno nam dopuścić do tego innych ludzi.

Żeby dzielić się uczuciami z drugim człowiekiem, trzeba się najpierw przed nim otworzyć. A my się tego boimy. To po pierwsze. A po drugie – tak naprawdę wzrusza nas i raduje to, co jest związane z naszymi najgłębszymi pragnieniami i wartościami. Kiedy mówimy o tym, co nas cieszy, to tak naprawdę mówimy o tym, co jest dla nas bardzo ważne. Oto dostąpiliśmy radości, która wynika z zaspokojenia naszych wartości i potrzeb. Moim zdaniem może rodzić to swego rodzaju wstydliwość. Po trzecie – nie mamy za dużego doświadczenia w wyrażaniu uczuć, w których nie chodzi o zmienianie drugiego człowieka. Bo kiedy się na kogoś złościmy, to tak naprawdę naszą ukrytą motywacją jest chęć zmiany osoby, wobec której złość wyrażamy. A w momencie, kiedy mówimy: „Jestem uradowana, szczęśliwa, rozczulona” – to niczego od nikogo nie chcemy, poza tym, żeby się podzielić dobrym słowem, radością. Nie mamy wtedy poczucia, które tak naprawdę jest ułudą, że możemy jakoś zarządzać sytuacją (takie poczucie mamy, gdy się złościmy). Wyrażenie radości niczego nie zmienia na poziomie faktów – nikt nie zacznie przepraszać, ubolewać, wstydzić się, więc nie stanie się nic takiego, co mogłoby dać nam poczucie sprawczości. Myślę, że to dlatego wyrażanie radości jest takie trudne.

Powinniśmy pamiętać, że złość zawsze rodzi złość, a uśmiech – uśmiech. To prawda. Jesteśmy bowiem genetycznie wyposażeni w tak zwane neurony lustrzane, które sprawiają, że mamy naturalną zdolność do empatii, do odczuwania tego, co czuje drugi człowiek. Czyli w momencie, kiedy ktoś cierpi, my też współcierpimy, a gdy ktoś się raduje, my też zaczynamy się radować. To dlatego dzielenie się radością, wdzięcznością, szczęściem jest takie cenne. Tak naprawdę największym darem, jaki możemy komuś ofiarować, jest wyrażenie tego, co jest dla nas piękne, dobre, co nas zachwyca, uszczęśliwia, bo w ten sposób przekazujemy tę pałeczkę szczęścia dalej.

To bardzo twórcze zadanie! Także wartościowe i cenne społecznie. Ludzie, którzy wyrażają otwarcie dobre uczucia, multiplikują je tak, jak się multiplikuje wszystko, w czym się synergicznie uczestniczy. W ten sposób pozwalamy radości płynąć szerokim strumieniem.

Do wyrażania ciepłych uczuć potrzebne są jednak jakieś narzędzia, a my ich nie mamy. Pierwszym krokiem jest oswojenie słów, które pomogą nam powiedzieć, że na przykład czujemy rozrzewnienie, wzruszenie, wdzięczność, radość, ulgę, szczęście. Bez słów trudno wyrazić to, co czujemy. Uważam, że powinniśmy uczyć się mówienia zdań typu: „Bardzo się cieszę. Jestem ci wdzięczna. Mam dla ciebie dużo uznania. Ufam ci”. Jeżeli będziemy ćwiczyć się w ich używaniu, jeżeli powtórzymy je raz, drugi, trzeci, to zadomowią się w naszym aktywnym słowniku, co z kolei spowoduje, że następnym razem łatwiej nam będzie po nie sięgnąć. Rada więc jest bardzo prosta: dzielić się przyjemnymi uczuciami z jak największą liczbą osób.

Pokazałaś mi w praktyce, jak to się robi. Kiedy zadzwoniłam do ciebie po miesiącach milczenia, nie zareagowałaś wyrzutem, tylko wykrzyknęłaś z radością: „Jak się cieszę, że dzwonisz!”. Dlaczego jedni potrafią okazywać radość, a inni nie? Myślę, że ma to związek z poziomem samoświadomości. Wierzę, że kiedy człowiek jest bardziej świadomy siebie, tego wszystkiego, czego doświadcza, jaką moc ma nasz umysł, to po prostu wie, że każdą sytuację, na przykład to, że ktoś nie dzwoni przez rok, można zobaczyć i zinterpretować na sto sposobów. Ja wolę wybierać jasną stronę życia.

Można się tego nauczyć? Być może są tacy ludzie, którzy rodzą się optymistami. Natomiast ja wierzę, że to jest nie tylko kwestia osobistych wrodzonych predyspozycji, ale również rozwijania określonych kompetencji osobistych. Jako nauczycielka mindfulness chcę podkreślić, że trening umysłu wpływa na nasze postrzeganie świata, zarządzenie uwagą i emocjami oraz świadome wyrażanie siebie. W każdej sytuacji możemy dostrzec coś okropnego albo coś dobrego. Im bardziej człowiek jest świadomy siebie samego, swoich uczuć, tym bardziej dostrzega, że ma wpływ na rzeczywistość, że tak naprawdę sam dokonuje wyboru, gdzie skieruje uwagę: czy na to, co niefajne, czy na to, co fajne.

Ktoś może zapytać: a dlaczego mam nie kierować uwagi na to, co niefajne? Dlatego, że uwaga jest rodzajem energii życiowej, która wzmacnia to, na czym się skupiamy. Jeżeli kieruję uwagę na przykre aspekty sytuacji, to tym samym niejako automatycznie je wzmacniam. I odwrotnie – jeżeli zaakcentuję swoją uwagą radość, przyjemność, wyjątkowość, to z kolei wzmacniam te aspekty życia. Zawsze potęguję to, na czym się skupiam. Życzenia, komplementy, wyrażanie dobrych uczuć – to nie są tylko czcze, dekoracyjne słowa, one mają moc. Wyrażając je, inwestujemy swoją życiową energię w coś dobrego.

W pozytywnej energii wszyscy poczujemy się lepiej i może choć trochę ten świat stanie się lepszy. Jeśli potrafimy wyobrazić sobie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, że tworzymy łańcuch współzależności, to można bardzo łatwo sobie wyobrazić, że kiedy pani A nakrzyczy na niżej postawioną w hierarchii panią B, to pani B będzie w pracy niemiła dla podwładnych...

To klasyczna „kolejność dziobania”. Ale tak samo działa kolejność uśmiechania się! Jeżeli pani A uśmiechnie się serdecznie do pani B, to ona będzie miła w pracy i na koniec dnia sto osób będzie zadowolonych. Ktoś jednak musi zacząć.

Małgorzata Jakubczak trenerka rozwoju osobistego, pierwsza w Polsce nauczycielka MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction), programu opracowanego przez zespół pod kierunkiem profesora Jona Kabata-Zinna. Prowadzi Polski Instytut Mindfulness.

  1. Psychologia

Nie bój się szczęścia

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Czy sugerujesz, że boimy się szczęścia?! – spytacie. Ja nie sugeruję. Ja to wiem. Tak jak już dawno temu wiedział Adam Asnyk, autor tego wdzięczno-gorzkiego wierszyka:

Siedzi jamnik na drzewie I ludziom się dziwuje: Czemu żaden z nich nie wie, Gdzie się szczęście znajduje?

Wielu myślicieli twierdzi, że człowiek wręcz nie chce być szczęśliwy. Jak to jest, przecież większość deklaruje, że chce. Świadomie tak, ale nieświadomie albo w szczęście nie wierzy, albo się go boi. Jeśli za długo jest dobrze, zaczynam się zastanawiać, kiedy i jak się zepsuje: bo to niemożliwe, bo na to nie zasługuję, bo trzeba będzie za to drogo zapłacić, bo inni będą mi zazdrościć, bo lepiej się nie przyzwyczajać (właściwe podkreślić). Dla poczucia kontroli lepiej już ten niebezpieczny spokój samemu zburzyć. Żeby już się stało. A potem znów pomarzyć sobie o szczęściu. Czy więc nie ma szczęśliwych ludzi? Są. Ale przyznaje się garstka.

„Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem – usłyszałam od pogodnego, ciepłego mężczyzny. – Robię to, co kocham, i jeszcze mi za to płacą. Mam gdzie mieszkać. Jestem sam, ale to odpoczynek po pracy pełnej ludzi. Lubią mnie ci, dla których pracuję. Zarabiam tyle, ile mi wystarcza. Ale nie mów moim kolegom z pracy, że ci powiedziałem, że jestem szczęśliwy. Oni mnie nie znoszą. Oni niczego nie lubią, na wszystko narzekają. Zatruliby mi życie”.

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? Wszyscy znamy stany, które nazywamy szczęściem: kiedy mija ból, fizyczny lub psychiczny. Kiedy znaleźliśmy dobrą pracę, wygraliśmy pieniądze, dostaliśmy spadek, ktoś nas pochwalił itp. Kiedy się zakochamy z wzajemnością. Jest takie śliczne powiedzenie: „Szczęście ty moje”, do ukochanej osoby lub do dziecka…

Mówimy też: jakie to szczęście, że złamałam lewą rękę, a nie prawą (praworęczni), że mama umarła spokojnie i nagle, a nie w długich męczarniach… To tak zwane szczęście w nieszczęściu. W pierwszych latach mojej pracy terapeutycznej oddałam jej się tak bardzo, aż się poważnie rozchorowałam. Gdy już na nic nie miałam sił, poczułam, jak to dobrze, że przyszła ta choroba, bo inaczej bym się wykończyła. Wtedy odkryłam parę wspaniałych paradoksów. Choroba może być ratunkiem, istotnym sygnałem. Mogę jednocześnie cieszyć się, że coś minęło i że było. Mogę jednocześnie gratulować sobie takiego oddania pracy, gdyż wiele się nauczyłam, dowiedziałam się od samej siebie, jak jest ona dla mnie ważna, a jednocześnie jak uchronić się przed przeciążeniem na przyszłość, nie tracąc radości i entuzjazmu. Odkryłam, jak nierozerwalnie wszystko się ze sobą w życiu łączy. Jak nie ma lewej strony bez prawej, jasnej bez ciemnej. I, co istotne, że ciemna nie jest właściwie ciemna. Że tyle przynosi darów.

Są ludzie, którzy gardzą szczęściem. Nawet jego pojęciem. Określają je jako infantylną potrzebę, płytką emocjonalność, ucieczkę od prawdziwego życia i zupełnie durną antyintelektualną postawę. Lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowoloną świnią – twierdzą. Na studiach filozoficznych zajmowałam się przede wszystkim etyką. Niepokoiło mnie długo to zdanie. Dziś nie mam wątpliwości: zarówno wiecznie niezadowolony, jak i wiecznie zadowolony Sokrates (jak każdy z nas) ma, co najmniej, tendencje do sztywności. Pełny człowiek zna wszystkie możliwe ludzkie stany. I nic do tego nie ma inteligentne, lubiące czystość stworzenie, jakim jest świnia.

Dziś mogę powiedzieć, że ci „myśliciele” to ludzie NIESZCZĘŚNI. Używają wiedzy i inteligencji do podtrzymania epidemii poczucia niskiej wartości przy jednocześnie wielkiej ambicji nadwartości, na którą choruje ludzkość. Są szkodliwi dla siebie i innych. Wierzą im ci, którzy jeszcze nie wierzą sobie i nie wiedzą, że to możliwe...

Mimo to szczęście się trzyma. Tych, którzy się go świadomie uczą, tych, którzy je szanują i nie mylą z ciągłym przeżywaniem przyjemności. Tych, którzy siebie nie zostawiają, gdy jest trudno. Niektórzy twierdzą, że szczęście tylko BYWA. Bardzo chcę wam przekazać, że JEST, bo to po prostu przeżywanie własnego życia. I szczęściem jest pisać do was.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Zdrowie

Bezruch nam szkodzi – co zrobić, żeby ocalić stawy i kręgosłup?

Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Nie ma wątpliwości, że rok w pandemii przyniósł nam większe problemy zdrowotne i to niekoniecznie związane z samym koronawirusem. Zamknięcie w domu i ograniczona możliwość poruszania się mają negatywne skutki w różnych obszarach zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Mocno zaniepokojeni tym stanem są również lekarze.

Nie ma wątpliwości, że rok w pandemii przyniósł nam większe problemy zdrowotne i to niekoniecznie związane z samym koronawirusem. Zamknięcie w domu i ograniczona możliwość poruszania się mają negatywne skutki w różnych obszarach zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Mocno zaniepokojeni tym stanem są również lekarze.

Trudno znaleźć złoty środek. Z jednej strony chronimy się przed zarażeniem wirusem, z drugiej - zredukowaliśmy aktywność ruchową do tego stopnia, że ortopedzi i neurochirurdzy biją na alarm. Coraz więcej osób, w sile wieku, zaczyna wymagać leczenia u specjalistów, w tym leczenia operacyjnego. – Zaczęliśmy obserwować zupełnie nową sytuację. Młodzi ludzie, którzy mieli różne choroby kręgosłupa, ale mogli dobrze funkcjonować dzięki rehabilitacji lub aktywności fizycznej, w sytuacji, gdy zostali odcięci od dotychczasowej aktywności, zaczęli trafiać do gabinetów neurochirurgicznych – mówi dr nauk medycznych Michał Rutkowski, neurochirurg ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Zamknięte baseny, siłownie, kluby fitness… Jednak problemem jest nie tylko brak dostępu do ośrodków sportu i rekreacji. Zmniejszyła się znacznie nasza codzienna aktywność, jak choćby to, że coraz więcej osób pracuje zdalnie i nie wychodzi prawie z domu. Skutek? – Coraz częstsze neuropatie obwodowe*. Do tych najbardziej popularnych możemy zaliczyć dyskopatie (choroby krążka międzykręgowego) szyjne i lędźwiowe. Po czym je rozpoznać? Dyskopatii odcinka szyjnego towarzyszą zwykle bóle promieniujące do ramion, karku, a nawet do potylicy (możemy więc odczuwać bóle głowy). Ponadto pojawia się drętwienie lub inne zaburzenia czuciowe, które odczuwane są w rękach. Możliwe jest nawet uczucie osłabienia kończyn.

Dyskopatie lędźwiowe występują statystycznie najczęściej. Towarzyszą im bóle promieniujące do kończyn dolnych, napady rwy kulszowej, zaburzenia czuciowe, a także trudności w chodzeniu – objawy i ich nasilenie zależą od zmian zwyrodnieniowych w danym odcinku kręgosłupa.

Niestety, do chorób kręgosłupa też możemy mieć predyspozycje genetyczne. Dlatego eksperci podkreślają, że ważne jest zachowanie higieny układu ruchu.

- Zamykanie się w domu i rezygnacja z jakiejkolwiek formy ruchu to prosta droga do neurochirurga – podsumowuje dr Rutkowski.

Jak wygląda obecnie leczenie osób, które z bólami kręgosłupa trafiają do lekarza specjalisty? – U pacjentów ze wczesnymi zmianami stosujemy leczenie objawowe. Nie tylko terapia ruchem jest teraz ograniczona. Zabiegi rehabilitacyjne, w tym zabiegi wodne, są ogólnie mało dostępne – mówi dr hab. nauk medycznych Jan Blacha, ortopeda ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Ta sytuacja, zdaniem profesora, musi się zmienić poprzez edukację. Ruchu wymagają wszystkie zmiany zwyrodnieniowe. U osób z niesprawnością, które są unieruchomione, skutki będą jeszcze gorsze, niż u osób zdrowych.

Wielogodzinne siedzenie przed komputerem, telewizorem i obniżona aktywność ruchowa to nie tylko początek chorób kręgosłupa, ale również chorób zwyrodnieniowych stawów. Nasze stawy nie są odżywiane przez naczynia krwionośne – Chrząstka stawowa odżywiana jest przez płyn stawowy. To ruch stawowy powoduje, że ten płyn krąży i odżywia tkankę – tłumaczy prof. Jan Blacha.

Ruch w tym wypadku to najlepsza profilaktyka. Jakie formy ruchu poleca profesor, aby zapobiegać chorobom stawów i kręgosłupa? – Najpierw uplastycznianie, rozciąganie, potem siła mięśni. Joga, pilates są dobre do uelastycznienia. Rowerek stacjonarny też jest bardzo dobrym pomysłem, ale tutaj już ćwiczymy mięśnie.

To, przed czym najbardziej przestrzega ortopeda to nagłe, intensywne ruchy, które mogą łatwo doprowadzić do kontuzji. – Intensywny ruch może być bardzo niebezpieczny, najważniejsza jest fazowość przechodzenia – podkreśla. Jeśli siedzimy przez kilka godzin przed komputerem to nie pójdziemy od razu biegać. – Po każdym maratonie mam więcej pacjentów – dodaje – Musimy startować od niskiego poziomu, a potem przejść do intensywniejszej formy ruchu. Nie można wzmacniać mięśni bez odpowiedniego treningu. Zaczynamy od powolnego przysiadu, trzymając się krzesła, potem szybszy przysiad, jeszcze szybszy. Później robimy przysiady bez trzymania, a następnie delikatne skłony do przodu i do tyłu. Starajmy się unikać wielogodzinnego siedzenia i robić przerwy. Regularny trening i wzrastająca aktywność pomogą nam osiągnąć etap, który poprawi nasze funkcjonowanie.

Najważniejsze, żeby dostosować ruch i aktywność do swoich możliwości w danym momencie. Niestety, popadamy zwykle w dwa rodzaje skrajności. Jedna polega na „rzucaniu się” w aktywność fizyczną bez odpowiedniego przygotowania. Druga z kolei, bardziej zgubna w skutkach, wiąże się z tym, że w ostatnim czasie przyzwyczailiśmy się do bezruchu. Eksperci zaznaczają jednak, że to od nas zależy jak postąpimy w obecnej sytuacji. Czy dalsza „normalność” będzie wiązała się z poddaniem się i stagnacją, czy znajdziemy w tej „odmienionej” rzeczywistości motywację do aktywności fizycznej, która posłuży naszemu zdrowiu.

* Neuropatie to choroby nerwów obwodowych o podłożu neurologicznym. Mają najczęściej związek z uszkodzeniem lub stanem zapalnym nerwu. Jako jedne z przyczyn neuropatii wymienia się urazy mechaniczne, niedokrwienie i ucisk. Przykładem neuropatii może być zespół cieśni nadgarstka.

Źródło: materiały ze spotkania prasowego z ekspertami Żagiel Med.

  1. Zdrowie

W przyjaźni z ciałem

„Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. (Fot. Ania Powałowska)
„Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. (Fot. Ania Powałowska)
Porzućmy na chwilę marzenia o idealnej sylwetce, smukłej i wyrzeźbionej. Poszukajmy takiej formy ruchu (a może bezruchu), która rozpuści napięcia i pomoże nam poczuć się dobrze we własnym ciele. W bonusie masz czystą głowę i uczucie lekkości i radości w sercu.

Biegaj w tempie niko niko, czyli z uśmiechem. Już w latach 80. profesor Hiroaki Tanaka z Uniwersytetu Kiusiu w Fukuoce, którego specjalizacją była fizjologia sportu z naciskiem na prewencję chorób cywilizacyjnych, propagował zasadę, że każdy potrzebuje odpowiedniej ilości aktywności fizycznej – nie za mało i nie za dużo. Jak sprawdzić, czy trening jest optymalny dla ciebie? Jak mówił profesor Tanaka w wywiadzie z Oriną Krajewską:

„Jednym z kryteriów jest uśmiech, jeśli możesz się uśmiechać i jesteś w stanie prowadzić rozmowę w czasie treningu, to znaczy, że jego intensywność jest właściwa. Bardzo intensywne ćwiczenia powodują stres, a na pewno nie potrzebujemy go więcej w swoim życiu. Po latach badania optymalnej, indywidualnie dostosowanej intensywności ćwiczeń stało się jasne, że 30 minut aktywności fizycznej dziennie, na tyle lekkiej, aby uprawiać ją z uśmiechem, może zdziałać cuda”.

Profesor Tanaka opracował metodę slow joggingu, wolnego biegu przeplatanego sprintami i ćwiczeniami, na przykład z użyciem hantli. Ale ćwiczyć z przyjemnością można na wiele sposobów.

Gyrotonic

Trening gyrotonic przypomina taniec z maszyną. Ćwiczenia wykonuje się płynnie, uważnie i w harmonii z oddechem. Ta popularna na Zachodzie metoda ćwiczeń u nas dopiero raczkuje, ale warto ją poznać, ponieważ jest to wyjątkowo wszechstronny trening, który dba o cały aparat ruchu, mięśnie i stawy. Ćwiczyć mogą kobiety w ciąży, osoby starsze, a nawet pacjenci w czasie rehabilitacji.

„Metodę tę poznałam we Włoszech, gdzie jest znana i praktykowana od lat”, mówi Stefania Chiarelli, instruktorka gyrotonicu, założycielka Nashe Studio na warszawskim Powiślu. „Twórcą metody gyrotonic jest Węgier Juliu Horvath, który był zawodowym tancerzem. Poszukiwał metody, która pozwoli mu wrócić do pracy po kontuzji i zerwaniu ścięgna Achillesa. Próbował pilatesu, jogi, pływania. Jednak w każdej z tych aktywności czegoś mu brakowało. Dlatego zaczął myśleć nad własnym systemem ćwiczeń. Tak opracował Gyrokinesis®, a potem rozpoczął pracę nad maszyną do treningu. Ćwiczenia ze specjalistycznym sprzętem to właśnie gyrotonic. Teraz, choć ma 79 lat, Horwath nadal dba o zdrowie i o kręgosłup, ćwicząc gyrotonic”, mówi instruktorka.

Gyrotonic to ćwiczenia, które wykonuje się na specjalistycznym sprzęcie. (Fot. Ania Powałowska) Gyrotonic to ćwiczenia, które wykonuje się na specjalistycznym sprzęcie. (Fot. Ania Powałowska)

Metoda ta łączy różne techniki treningowe i formy aktywności, które uczą świadomego ruchu, poprawiają mobilność i gibkość ciała, ale też zwiększają jego siłę i wytrzymałość. Na pierwszy rzut oka gyrotonic jest bardzo podobny do pilatesu.

„W pilatesie pracujemy w dwóch osiach i skupiamy się na wzmocnieniu mięśni w konkretnych partiach ciała. W gyrotonicu maszyna narzuca spiralne i faliste ruchy, można powiedzieć, że jest to ruch trójwymiarowy, może się kojarzyć z pływaniem. W ćwiczeniach skupiamy się na wzmocnieniu mięśni przy kręgosłupie oraz brzucha, które odpowiedzialne są za stabilizację naszej miednicy, jak i całej sylwetki. Ważny jest też oddech. Każdy ruch powinnien być połączony z oddechem, ale na co dzień, w stresie i napięciu, o tym zapominamy. W trakcie sesji pracujemy nad przywróceniem naturalnej synchronizacji ruchu i oddechu”, wyjaśnia Stefania Chiarelli.

Stretching

Kama Nienałtowska ćwiczy od trzeciego roku życia. Jest ekspertką w dziedzinie rozciągania. Stretching jest jej pasją. Uczy go od 17 lat, prowadzi warsztaty i szkolenia ze stretchingu dla polskiej kadry instruktorskiej, artystów profesjonalistów i amatorów. „Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. Mnie przede wszystkim zależy na tym, by pomóc ludziom poczuć się lepiej, rozruszać się. Potem, jeśli ktoś chce, można przesuwać tę poprzeczkę stopniowo coraz dalej”, mówi Kama.

„Zwracam dużą uwagę na świadomą pracę z ciałem. Na treningu pokazuję, dlaczego nasze ciało potrafi tyle, ile potrafi. Podczas całego naszego życia mięśnie i mózg zbierają informacje o tym, jak się poruszamy. Jesteśmy przyzwyczajeni, że coś się da, a czegoś się nie da zrobić. Ja staram się pokazać, jak możemy przekonać nasze ciało, że może pracować lepiej, efektywniej. Nie robimy nic na siłę, ale powoli, w indywidualnym tempie przesuwamy granicę swoich możliwości”, przekonuje trenerka.

Entuzjazm Kamy i jej niezachwiane przekonanie, że każdy, niezależnie od wieku, może zrobić coś dla siebie, są zaraźliwe. „Ważne, żeby zrobić pierwszy krok, nawet malutki, który sprawi, że poczujemy się troszkę lepiej, a potem to powtórzyć. W ten sposób możemy pomału przesuwać strefę komfortu. Stereotypowo rozciąganie to dwa skłony do przodu po treningu i tyle. Kojarzymy je też z ćwiczeniami, gdy ktoś kogoś strasznie dociska. Dociskany płacze i cierpi. Ja proponuję pracę, w której dbamy o równowagę między zakresem ruchu a kontrolą ruchu. Efekty osiągamy bezpiecznie, bez dociskania. Gdy ciało odbiera ruch jako coś przyjemnego, efekty zostają z nami na dłużej”. Czy stretching można ćwiczyć w domu? Zawsze lepiej jest trenować pod okiem instruktora, jeśli jednak nie masz takiej możliwości, skorzystaj z zajęć online lub zajrzyj na Instagram @kamanienaltowska, znajdziesz tam zawsze świeżą dawkę inspiracji i ćwiczeń. „Zaczynam trening od leżenia na macie i skupienia się na oddechu. W czasie ćwiczeń często zapominamy o tym, jak ważny on jest. Napinamy się, staramy się zrobić więcej i więcej. Wtedy ciało się opiera. Dobrze jest zacząć od obserwacji oddechu, poczuć, jak klatka piersiowa wypełnia się powietrzem, zobaczyć, jakie mięśnie przy tym pracują. Zostawić za sobą pośpiech dnia codziennego”, radzi trenerka. Równie ważna jak trening jest regeneracja. „Regularnie chodzę na wizyty do fizjoterapeuty – nie dlatego, że coś mi dolega, ale po to, żeby nic mi nie dolegało. W domu używam mat do akupresury, które relaksują i odstresowują mięśnie”.

Joga Yin

Czyli ćwiczenia z nicnierobienia. Jesteś aktywna, cały czas działasz na wysokich obrotach, a w czasie treningu wyciskają z ciebie siódme poty? Przyjdź dla odmiany na jogę yin-yang prowadzoną przez Julitę Skórską (Instagram @julita.skorska). Zobaczysz, że gdy sobie odpuścisz, świat kręci się dalej.

„W jodze dynamicznej, jak vinyāsa, rozgrzewamy mięśnie. Napinamy je, zmieniając pozycję wraz z oddechem. W ten sposób budujemy siłę, wzmacniamy nasze uziemienie, ale jednocześnie zatrzymujemy się na tym poziomie”, tłumaczy instruktorka. „Joga yin to forma odpuszczająca, w której nie napinamy mięśni. Wchodzimy w pozycję (zwykle siedzącą, leżącą lub wiszącą) i nasze ciało pracuje samo na poziomie tkanek łącznych, powięzi. Pozwalamy na automasaż organów wewnętrznych, dochodzi do oczyszenia na poziomie fizycznym, ale też mentalnym i emocjonalnym”.

Koncepcja yin-yang pochodzi z filozofii chińskiej. Mówi o przeciwstawnych siłach, które zamiast walczyć, uzupełniają się. Jak dzień i noc. Yang to energia działania, przejmowania inicjatywy. Yin to noc, księżyc, woda, introwersja, refleksyjność. W życiu chodzi o to, by te dwie energie równoważyć. Działać, gdy jest na to czas, innym razem odpuszczać sobie, rezygnować z walki.

„Obserwuję ludzi w czasie zajęć. Gdy wplatam pozycje relaksacyjne, zaczynają się wiercić, otwierają oczy. Nie chcą się poddać. Sama należę do osób z przewagą yang, więc wiem, jak trudno jest się zrelaksować, porzucić gonitwę myśli. Dlatego trochę na przekór sobie zaczęłam ćwiczyć jogę yin, a potem stworzyłam zajęcia yin-yang. Możemy na nich poczuć obie energie, spróbować dwóch rodzajów praktyki. Stajemy w pozycji wojownika – jesteśmy wyprostowani, mamy napięte mięśnie brzucha, ud. Walczymy tak jak w życiu, działamy, oddychamy. Potem zawisamy w skłonie w stronę nogi, a nasze tkanki wewnętrzne się rozluźniają. Nie musimy nic robić, nic poprawiać”.

Niezwykle przyjemnym elementem zajęć prowadzonych przez Julitę są towarzyszące praktyce zapachy olejków eterycznych, kadzideł oraz dźwięki mis tybetańskich i dzwoneczków Koshi. Jak mówi trenerka, to jej prezent dla uczestników zajęć.

Joga yin uczy odpuszczania i rozluźniania. Nie ma tu czegoś takiego jak pozycja doskonała, nie ma dociskania ani poprawiania. Po prostu wchodzisz w pozycję do momentu, aż ciało stawia opór, i trwasz w bezruchu, obserwujesz, oddychasz.
„Dźwięki dzwoneczków relaksują, ale mogą też poruszać różne emocje, w zależności od tego, co się w nas aktualnie dzieje. Wibracja mis tybetańskich ma jeszcze inne działanie. Wchodzi głęboko w ciało, masuje, uwalnia od stresu, wzmacnia układ odpornościowy oraz hormonalny”. 

  1. Materiał partnera

Czy można opóźnić klimakterium?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Jeżeli słowo menopauza przywodzi nam na myśl głównie uderzenia gorąca, wahania nastroju czy problemy z nadwagą, oraz jeżeli obawiamy się tego szczególnego okresu w naszym życiu – już teraz powinnyśmy dowiedzieć się o nim czegoś więcej.  Okazuje się bowiem, że moment pojawienia się klimakterium można opóźnić. Wiemy, że jest to możliwe, a jednocześnie nieskomplikowane. W tym przypadku nasze dobre samopoczucie powinno być dla nas priorytetem.

Czym właściwie jest okres przekwitania?

Pojawiająca się u kobiet menopauza sprawia, że organizm dąży do zakończenia okresu płodności. Klimakterium to proces naturalny i potrzebny. Niestety jest on też często bardzo niekomfortowy, a nawet uciążliwy – zwłaszcza że objawy nie znikają po kilku miesiącach. Chociaż ustaje menstruacja, to początkowo krwawienia występują nieregularnie. Najczęściej wymieniane symptomy przekwitania to uderzenia gorąca, bóle głowy i mięśni, kołatanie serca, wahania nastroju, zmęczenie, a nawet nieuzasadniony niepokój. Jeżeli objawy te są dla nas zbyt trudne do tolerowania, to powinniśmy skontaktować się z lekarzem – najlepiej z ginekologiem.

Kiedy pojawia się klimakterium?

W zależności od organizmu – klimakterium może pojawić się w różnym wieku. Zazwyczaj mówi się, że menopauza ujawnia się między 45. a 55. rokiem życia. Jeżeli jej objawy zauważymy znacznie wcześniej – powinniśmy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem pierwszego kontaktu albo specjalistą, ponieważ jest to niepokojąca reakcja organizmu. Czasami przekwitanie zaczyna się wcześniej właśnie ze względu na złą kondycję naszego organizmu. Warto reagować od razu. Ile natomiast może trwać okres klimakterium i towarzyszące mu uderzenia gorąca? Tutaj również ciężko o jednoznaczną odpowiedź, ale zakłada się, że około 10 lat.

Co zrobić, aby opóźnić klimakterium?

Podstawowe pytanie, które często słyszą lekarze (zwłaszcza ginekolodzy), dotyczy tego, czy istnieje sposób na odłożenie w czasie okresu przekwitania. W końcu jest to moment, kiedy kobieta przestaje być płodna i w którym przyspieszają procesy starzenia. Okazuje się, że w pewnym stopniu mamy wpływ na to, jak wcześnie zacznie się menopauza. W dużej mierze zależne jest to od naszego stylu życia – zdrowe odżywianie, regularne uprawianie sportu, nawadnianie organizmu i zrezygnowanie z używek daje najlepsze rezultaty.

Ważne także, aby regularnie się badać oraz w razie potrzeby rozpocząć kurację hormonalną. Dzisiejsza medycyna znacząco się rozwinęła, dlatego lekarze mają możliwość pomóc pacjentkom przetrwać ten trudny czas. Specjalista na pewno zaleci nam jednak przede wszystkim zmianę diety na taką, która zawiera najważniejsze składniki odżywcze – ich niedobory pojawiają się podczas klimakterium.

Warto pamiętać, że podczas menopauzy nasza gospodarka hormonalna nie działa należycie – stąd też pojawiają się problemy z częstym przybieraniem na wadze, a nasza cera staje się mniej napięta i przesuszona. Zmarszczkom możemy natomiast przeciwdziałać poprzez stosowanie właściwych kosmetyków zawierających w składzie m.in. kwas hialuronowy czy koenzym Q10.