1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Niemłodzi a szczęśliwi

Niemłodzi a szczęśliwi

Biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. (Fot. iStock)
Biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. (Fot. iStock)
Na naszej planecie żyją szczęśliwi stulatkowie. Zdecydowana większość z nich radzi sobie świetnie i jest zdrowa. Tysiące badań potwierdziły, że istnieją czynniki sprzyjające długowieczności. Możemy wieść długie, pełne satysfakcji życie. W jaki sposób?

Gdy ponadstuletnia Ushi z japońskiego archipelagu Okinawa zaczęła używać perfum, wzbudziła ogólne zainteresowanie. Wszystko stało się jasne, gdy okazało się, że Ushi ma nowego chłopaka. A on ma dopiero 70 lat!

Stuletnia Panchita z Kostaryki rąbie drzewo, wycina zarośla maczetą, paraduje po mieście w jasnoróżowej sukience i koralach. W uszach ma długie zielone kolczyki, a siwawe włosy spina ozdobną spinką. Wita gości z radością, unosząc ręce, a potem ściskając ich mocno. Kiedy kończy się zapas soli, Panchita pokonuje piechotą wiele kilometrów do najbliższego miasteczka, robi zakupy i wraca, również pieszo. Nie kupuje żadnej przetworzonej ani paczkowanej żywności. Wszystko, czym się odżywia, z wyjątkiem świeżych owoców, wymaga przyrządzenia przed zjedzeniem.

Stuletnia Athina z greckiej wyspy Ikarii przed obiadem chodzi na łąkę i wraca z naręczem zielonych warzyw przypominających chwasty, które łączy z dynią i zapieka. Innym razem przyrządza potrawę z groszku, pomidorów, bulw kopru włoskiego i czosnku, którą doprawia oliwą z oliwek. Uśmiecha się serdecznie i zaprasza na ucztę.

Stuletnia Aida z Kostaryki przypomina, że koniecznie trzeba czymś się zająć. Bo kiedy jest zbyt dużo wolnego czasu, człowiek poddaje się słabościom. „My tu mamy co robić – mówi. – Ale nie tak, żeby się od razu denerwować!”

To opowieści ze znakomitej książki podróżnika i pisarza Dana Buettnera „Niebieskie strefy. 9 lekcji długowieczności od ludzi żyjących najdłużej”. W ciągu siedmiu lat jego ekipa zjeździła prawie cały świat, po kilka razy odwiedzając miejsca, gdzie ludzie „zapominają umierać” (tak o sobie mówią). Przeprowadzili wywiady z dziesiątkami stulatków, rozmawiali z miejscowymi lekarzami i metodycznie badali styl życia, nawyki, praktyki i typowe zajęcia najstarszych mieszkańców naszego globu.

Światowe rejony długowiecznych to Okinawa, Sardynia, Kostaryka, grecka wyspa Ikaria i południowa Kalifornia, gdzie żyją adwentyści. Stulatkowie cieszą się tam doskonałym zdrowiem zarówno fizycznym, jak i umysłowym. A gdy nadchodzi ich czas, umierają szybko, często we śnie, a czasem… po seksie.

Jeden z przyjaciół Dana Buettnera opowiadał, że podczas kolejnej wizyty na Okinawie zobaczył idącą ulicą, zdrowo wyglądającą kobietę. Zatrzymał ją i spytał, czy słyszała o jednej ze sławnych stulatek. Roześmiała się: „No, przecież to ja!”. Wyglądała najwyżej na 70 lat. Jak oni żyją? Co sprawia, że są zdrowi i pogodni?

70 ton komórek

Wybitny lekarz Deepak Chopra w książce „Życie bez starości...” zwraca uwagę na nasze przekonania na temat długiego życia. Starość wyobrażamy sobie jako czas upadku i rozkładu, osłabienia intelektualnego i fizycznego. Chopra przypomina, że to, co sobie wyobrażamy, i to, na czym skupiamy uwagę, daje impuls do realizacji; mamy to, w co wierzymy, ponieważ tak działają twórcze siły świadomości. A więc jakby było, gdybyśmy tworzyli inne – pełne zdrowia i radości – obrazy, myśląc o długim życiu? A są ku temu solidne, biologiczne podstawy. Otóż (przypomnijmy za Choprą) biologicznie zostaliśmy wyposażeni tak, by zmierzać do zdrowia, harmonii i pełni. Nasze ciała ustawicznie się odradzają, dosłownie z każdą upływającą chwilą powstają na nowo. Przepełnia je głęboka inteligencja, której jedynym celem jest podtrzymanie życia.

W każdej sekundzie w naszych komórkach zachodzi około sześciu bilionów reakcji. Ludzka skóra odnawia się w ciągu miesiąca, błona śluzowa w żołądku – w ciągu pięciu dni, wątroba – w sześć tygodni, kościec w trzy miesiące. 98 procent atomów, z jakich składa się ludzkie ciało, podlega wymianie w ciągu roku. Ogromna większość tych niekończących się zmian działa na naszą korzyść. Tylko jeden na kilka milionów enzymów nie wchodzi w doskonałą reakcję z aminokwasami. Jeden na miliard neuronów ulega dysfunkcji. W łańcuchu DNA, który zawiera miliardy informacji genetycznych, co najwyżej jedno ogniwo nie regeneruje się po uszkodzeniu. Niedoskonałości stanowią niewielki ułamek całości. Precyzyjny mechanizm naszych komórek psuje się stopniowo i powoli.

Zadziwiające, budzące podziw i wdzięczność procesy odnowy naszych organizmów objaśnia także Aleksander Perski, założyciel szwedzkiej Kliniki Stresu, w książce „Poradnik na czas przełomu”. Perski przypomina, że w ciągu sekundy w naszym organizmie zachodzi około 20 milionów podziałów komórkowych, w wyniku których codziennie zmienia miejsce około dwóch kilogramów komórek. W ciągu całego życia w ten sposób przekształca się 70 ton komórek! Nie dość rewelacji: nasz organizm jest wyposażony w ogromną ilość części zamiennych, komórek zwanych macierzystymi, które nie pełnią żadnej określonej funkcji, lecz są strategicznie rozmieszczone w całym ciele, od stóp aż po mózg. Są utrzymywane przez organizm w pełnej gotowości. W razie katastrofy włącza się rezerwowy system komórek macierzystych. Nasze ciała wyposażone są w doskonałe procesy ochronne, wzmacniające i regenerujące.

To bezcenna wiedza. Dużo jednak zależy od nas – możemy wzmacniać te procesy albo je osłabiać. Nasze ciała zaprojektowane są na aktywność w pełnym zdrowiu przez co najmniej 120 lat.

Nikt nie jest sam

102-letnia Kamada z Okinawy wstaje około szóstej rano, parzy dzbanek herbaty jaśminowej, którą pije później przez cały dzień. Na śniadanie je przeważnie zupę miso z warzywami. Potem idzie do świętego zagajnika, żeby pomodlić się za zdrowie wioski i podziękować sile wyższej, że ma ją w opiece. Kamada wierzy, że zdrowie wioski zależy od tego, czy ona będzie zważała na gwiazdy, Księżyc i duchy przodków. Odżywia się głównie warzywami z ogródka: rzodkwią, gorzkim melonem, czosnkiem, cebulą, papryką i pomidorami. Czasem uzupełnia dietę rybami i tofu. Przed każdym posiłkiem wypowiada stare konfucjańskie porzekadło: jedz, aż będziesz pełny w 80 procentach. Codziennie o 15.30 spotyka się ze swoimi wiernymi przyjaciółkami w podobnym do jej wieku. Słychać wtedy radosne trajkotanie i wybuchy piskliwego śmiechu. Omawiają wioskowe romanse, problemy sąsiadów, sprawy rodzinne, szukają pomocy dla potrzebujących. Jeśli ktoś umiera, ludzie z wioski przychodzą do nich po pomoc. Jeśli kobiety dowiadują się, że kogoś zżera smutek, odwiedzają go. Każda z nich doskonale wie, że przyjaciółki na nią liczą i że ona może liczyć na swoje przyjaciółki. Gdy którejś skończą się pieniądze albo zachoruje, wtedy może być pewna, że otrzyma pomoc.

Mówiąc językiem naukowym, Kamada „realizuje model długowieczności” (wcale o tym, oczywiście, nie wiedząc) opisany w tysiącach badań. Co wzmacnia jej życie i pobudza organizm do nieustającej odnowy? Wszyscy stulatkowie Dana Buettnera jedzą nieprzetworzone jedzenie, warzywa i owoce prosto z ogródka, który nazywają „prywatnym rajem”, i niewielkie ilości mięsa z własnych zwierząt. Świeże warzywa i owoce są zawsze na pierwszym miejscu bez względu na rejon świata. Poza tym diety się różnią. Jedni stulatkowie jedzą głównie soczewicę, fasolę i placki z pełnego ziarna, inni piją kozie mleko, jedzą ryby, jajka, miód, orzechy, pieczoną jagnięcinę czy koźlinę. Jedni piją wino z okolicznych winnic czy miejscową wódkę (w niewielkich ilościach), inni stronią od alkoholu. Posiłki przygotowywane są bezpośrednio przed jedzeniem. Ale jest jeszcze coś; wszyscy odżywiają się umiarkowanie, niektórzy jedzą jedynie dwa razy dziennie. Trzymają wagę, nie tyją i nie chudną. Okazuje się, że okresy umiarkowanego głodu, niedojadania służą zdrowiu i długiemu życiu. Wstają wcześnie, śpią sześć, osiem godzin. Na Ikarii urządzają sobie sjesty, krótkie drzemki 15-, 30-minutowe.

Wszyscy mają „koła ratunkowe”, są mocno związani ze swoją rodziną i wspólnotą. Nikt nie jest sam. Popołudniami spotykają się z sąsiadami i znajomymi. Tworzą sieć wzajemnej asekuracji. W chwilach smutku ktoś zawsze wyciągnie z domu na lokalny festyn i poczęstuje kawałkiem koźliny. Długowieczni często śmieją się z przyjaciółmi; na Sardynii popołudniami wszędzie słychać donośne śmiechy. Plotkują, popijają wino i wznoszą toasty. Obdarzają szacunkiem trwającą właśnie chwilę. Nie rozpamiętują tego, co dawno minęło. Nie martwią się o przyszłość. Chcą żyć, ponieważ są zadowoleni z życia. Czerpią radość z prostych przyjemności, a tymi przyjemnościami są dla nich… codzienne obowiązki. We wszystkim potrafią znaleźć dobre strony. Mają głęboko zakorzenione poczucie samodzielności, stanowienia o sobie. Cenią swobodę. Mają silną wolę, poczucie własnej wartości i otwarte serce. Nie boją się śmierci. Żyją cicho i spokojnie, zadowoleni ze wszystkiego, bez pretensji do losu i bez żalu.

Wszyscy stulatkowie Buettnera są ludźmi wierzącymi, ale nie bigotami. Wierzą, że nad wszystkim czuwa siła wyższa; jeśli stanie się coś złego, widocznie tak miało być, a jeśli wydarzy się coś dobrego, to dowód, że Bóg, przodkowie, mają nas w opiece.

Oparcie w rodzinie, w przyjaciołach, w społeczności, wiara w siłę wyższą – to są czynniki łagodzące ekonomiczne, duchowe i emocjonalne niepokoje, w służbie regeneracji i odnowy. Można iść przez życie ze spokojem i pewnością, że ktoś nad nami czuwa.

Kochać wszystko, co zdrowe

Wszyscy stulatkowie dużo chodzili i chodzą, co, oczywiście, pozytywnie wpływa na układ krążenia, na mięśnie i metabolizm. Są takie słynne szwedzkie badania z lat 60. prowadzone przez fizjologa Bengta Saltina, który sprawdzał, w jaki sposób ludzkie ciało reaguje na absolutny wypoczynek. Przeprowadził ciekawy eksperyment z pięcioma młodymi mężczyznami o różnym stopniu sprawności fizycznej. Kazał im leżeć w łóżku bez przerwy przez trzy tygodnie. Wszyscy stracili zdolności motoryczne, tak jakby po trzech tygodniach w łóżku postarzeli się o 20 lat! Gdy uczestnikom eksperymentu polecono wstawać codziennie z łóżka na pięć minut (tylko stali – nie było mowy o żadnym wysiłku czy ćwiczeniu mięśni), powróciła ich dawna sprawność fizyczna!

Życie to ruch, radość, aktywność. Nasi badani stulatkowie chodzą po kilka kilometrów dziennie na targ, do sąsiadów, jeżdżą na rowerze, pracują w ogródku. A stuletnia Marge z południowej Kalifornii codziennie podnosi hantle, bo „kocha wszystko, co zdrowe”. Marge jest związana z Kościołem adwentystów i ogromną wagę przywiązuje też do szabatu: „W szabat całą rodziną chodzimy na długie spacery i oglądamy polne kwiaty. To jest czas, aby odciąć się od pędu świata. Nie możesz się tego doczekać. Szabat to spokój, a spokój to zdrowie”. Szabat, czas od piątkowego do sobotniego zachodu słońca, to czas z rodziną, z naturą, z przyjaciółmi i z Bogiem. Czas młodnienia.

Gdy stuletnia Nona z Sardynii poważnie zachorowała i przeleżała cztery dni w łóżku, sprowadzono całą rodzinę, wiele osób z odległych regionów Włoch. Kiedy prawnuczek Nony, wówczas student, któremu nie szła nauka, pochylił się nad babcią, żeby powiedzieć, jak bardzo będzie za nią tęsknił, otworzyła oczy i powiedziała: „O nie, nigdzie się nie wybieram, dopóki nie skończysz studiów!”. Nona wydobrzała, a siostrzeniec wrócił na uczelnię i zrobił dyplom.

Po co mamy długo żyć? To pytanie wydaje się kluczowe. Na Okinawie długowieczni mówią o ikigai – to jest powód, by budzić się rano. Dla tych ludzi ich ikigai – kiedy już nie pracują zawodowo – to troska o rodzinę, o ogród, gra na lutni, czyli zajmowanie się wszystkim, co kochają. Gdy pytamy wiekowych ludzi o sekret ich długowieczności, bardzo często odpowiadają, że sekretem tym jest… ciężka praca. Ale oni uwielbiają swoją ciężką pracę. I – co ważne – nie wiążą z nią większych ambicji. Z pewnością dlatego nigdy nie mówią o pracy jako o źródle wyniszczającego stresu.

Gdy Buettner patrzył na swoich stulatków, zadziwiało go, że nie wyczuwa w nich słabości, smutku czy strachu, a raczej spokój i zadowolenie z życia wolnego od ambicji. Kamada z Okinawy powiedziała mu: „Kiedyś byłam bardzo piękna. Miałam włosy do pasa. Dużo czasu zajęło mi zorientowanie się, że piękno pochodzi ze środka”. A 105-letni Seiryn, też z Okinawy: „Nie modlę się o długie życie, ale wyrażam wdzięczność za kolejny przeżyty dzień. Dzięki temu nie zapominam, że każdy dzień jest ważny”.

Liczymy na 150 lat

Przez kolejne stulecia przeprowadzono tysiące badań nad czynnikami służącymi długowieczności. Wyniki tych badań wskazują na życie najprostsze z możliwych – to zaskakujące i inspirujące zarazem. Umiarkowane jedzenie najprostszego naturalnego pożywienia. Naturalny prosty ruch – chodzenie, jeżdżenie na rowerze, praca w ogródku, która angażuje wszystkie mięśnie, bo zawsze trzeba coś przenieść, przewieźć, schylić się, wypielić. Krzątanie się w domu, sprzątanie, gotowanie. Troska o rodzinne i przyjacielskie więzi. Świadomość, że mamy bliskich, na których możemy liczyć w dobrych i złych chwilach. Praca wykonywana z radością i miłością, ale bez szczególnych ambicji. Bycie częścią społeczności. Chwile ciszy i wypoczynku. Wiara w siłę wyższą. Zaangażowanie i oddanie czemuś lub komuś – powód, dla którego budzimy się rano. Silna wola, poczucie wewnętrznej stabilności.

Możemy zacząć od dzisiaj. Szukajmy miejsc, gdzie kupimy świeże, pełne energii nieprzetworzone jedzenie. Ruszajmy się. Dla zdrowia wystarczy półgodzinny spacer i spalenie 180 kalorii. Te same kalorie spalimy w czasie półgodzinnego tańca, grając w tenisa przez 20 minut, maszerując pod górę przez 17 minut, pływając przez kwadrans, sprzątając mieszkanie przez 40 minut, pieląc grządki przez pół godziny, strzygąc trawnik przez 25 minut, odgarniając śnieg przez kwadrans. Nasz organizm kocha ten stosunkowo niewielki – ale codzienny – wysiłek.

Budujmy trwałe przyjaźnie, więzi z ludźmi, którzy nie pozwolą, abyśmy podupadli na duchu. Jedzmy przynajmniej jeden posiłek dziennie z rodziną, świętujmy rodzinne tradycje, spędzajmy wakacje z najbliższymi. Szukajmy zajęć, które dają radość, poczucie sensu i głębokiego spełnienia, pamiętając, że życie jest przedsięwzięciem twórczym. Codziennie rano i wieczorem pobądźmy przynajmniej kilkanaście minut w ciszy. Cisza to źródło wszelkich działań; dzięki niej się odradzamy. Pytajmy siebie, jaki jest powód, że codziennie rano wstaję z łóżka. Budujmy w sobie obraz długiego i zdrowego życia, wypełnionego twórczymi zajęciami i oddanymi ludźmi. 30-letnia Kurara, prawnuczka Kamady, zapytana, czy chciałaby dożyć takiego wieku jak jej prababka, opowiedziała poważnie i bez namysłu: „Oczywiście. Liczę na 150 lat”.

Ważna jest ta chwila, która właśnie trwa. Jeśli ją docenimy, docenimy też swoje życie. 107-letnia Raffaela Monne z Sardynii mówi: „Życie jest krótkie. Nie pędź tak, bo go nie zauważysz”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Znajdź swoje zen

Własna praktyka zen to może być rytuał parzenia ulubionego naparu, spacer, grzebanie w ziemi, medytacja, pieczenia chleba - coś co cię wyciszy, duchowo nakarmi, wypełni umysł i ciało poczuciem harmonii. (Fot. iStock)
Własna praktyka zen to może być rytuał parzenia ulubionego naparu, spacer, grzebanie w ziemi, medytacja, pieczenia chleba - coś co cię wyciszy, duchowo nakarmi, wypełni umysł i ciało poczuciem harmonii. (Fot. iStock)
Być może zabrzmi to jak paradoks, ale spokój wymaga wysiłku. Własna praktyka zen pomoże ci zapanować nad lękiem i rozpocząć życie w harmonii.

Zen dla każdego człowieka znaczy coś innego. Jedna z definicji stosowanych przez buddyjskich mnichów mówi, że zen to rygorystyczna praktyka medytacji, bycia obecnym mimo odczuwanego dyskomfortu oraz kultywowania głębokiej obecności i świadomości. Dla osób świeckich we współczesnym społeczeństwie zen może kojarzyć się z jogą, wizytą w spa albo podążaniem za chwilą, nawet jeśli jest ona stresująca. Dla kogoś, kto zmaga się z zaburzeniami lękowymi, zen często oznacza próbę stłumienia nieprzerwanego, negatywnego oddziaływania lęku.

Istotą zen w przypadku lęku jest utrzymanie wewnętrznej harmonii mimo trudności i rozterek. Kultywując poczucie harmonii, zostawiasz mniej miejsca dla obaw i niepokojów, które zaczynają się kurczyć, aż stają się małym punkcikiem w otoczeniu całkowitej ciszy.

Aby znaleźć swój osobisty stan zen i wypracować skuteczną praktykę obniżania lęku, musisz najpierw go zdefiniować. Czym jest dla ciebie wewnętrzna harmonia? Skąd będziesz wiedzieć, że ją osiągnąłeś? Jak zmieni się twoje życie, gdy twój wewnętrzny świat będzie wypełniony spokojem, a nie chaosem?

Gdy już lepiej zrozumiesz, co oznacza dla ciebie spokojne życie, kolejnym krokiem będzie obudzenie w sobie wewnętrznego mnicha. Ponieważ ludzki umysł zwykle jest daleki od spokoju, mnich zen pracuje nad osiągnięciem stanu wewnętrznej ciszy i uspokojenia. Czy jesteś gotowy do tego rodzaju pracy?

Stwórz własną praktykę zen, która pozwoli ci uciszyć lęk i wypełnić umysł i ciało poczuciem harmonii. Oto kilka podpowiedzi:

  • Wykorzystaj chwile oczekiwania, np. na światłach albo w długiej kolejce, do medytacji. Skup się na oddychaniu, wsłuchuj się w odgłos swojego oddechu i patrz, jak twoja klatka piersiowa unosi się i opada.
  • Kup małe akwarium i dodaj do codziennego grafiku rytuał polegający na cichym obserwowaniu ryb. Jeśli poczujesz przypływ lęku, przenieś uwagę na ryby.
  • Zajmij się pracami ogrodowymi. Bierz do rąk ziemię i przesypuj ją między palcami. Wdychaj zapach ziemi, trawy i słońca. Uśmiechaj się.
Fragment książki „Jak żyć bez lęku. 101 sposobów, aby uwolnić się od niepokoju, fobii, ataków paniki.” Książka prezentuje plan, który pomoże Ci uwolnić się od pułapki, jaką jest życie w ciągłym napięciu. Pracując nad kontrolowaniem swoich obaw i poprawą jakości życia, pamiętaj, aby żyć chwila za chwilą. Żyć spokojnie, „po kawałku”, to jeden z najlepszych sposobów na pokonanie lęku.

  1. Styl Życia

Pora na rower - 6 najciekawszych tras rowerowych w Polsce

Sezon rowerowy jest w Polsce dość krótki, warto go maksymalnie wykorzystać. (Fot. iStock)
Sezon rowerowy jest w Polsce dość krótki, warto go maksymalnie wykorzystać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Malownicze wybrzeże, bardziej wymagające kondycyjnie góry, urokliwe Pojezierze Mazurskie czy leśne dukty wśród kapliczek i świątyń. Polska oferuje wielbicielom dwóch kółek wiele wspaniałych miejsc do zwiedzania z co najmniej przyzwoitą infrastrukturą rowerową. Prezentujemy sześć najciekawszych, podpierając się opiniami znawców tematu – Bartosza Huzarskiego, specjalisty od kolarstwa szosowego i Bartłomieja Wawaka, zawodowego kolarza górskiego.

Malownicze wybrzeże, bardziej wymagające kondycyjnie góry, urokliwe Pojezierze Mazurskie czy leśne dukty wśród kapliczek i świątyń. Polska oferuje wielbicielom dwóch kółek wiele wspaniałych miejsc do zwiedzania z co najmniej przyzwoitą infrastrukturą rowerową. Oto najciekawsze trasy rowerowe po Polsce według znawców tematu – Bartosza Huzarskiego, specjalisty od kolarstwa szosowego i Bartłomieja Wawaka, zawodowego kolarza górskiego.

Sezon rowerowy w Polsce nie trwa zbyt długo. Z drugiej strony jednak nie mieszkamy też w mroźnej Skandynawii. Jeżeli więc przepadasz za rowerowymi wycieczkami, masz szansę zwiedzić większość najciekawszych zakątków kraju, bez potrzeby brania urlopu na okrągły miesiąc. Przedstawiamy więc listę 6 najbardziej interesujących i najbardziej urokliwych miejsc, do których warto zapuścić się na dwóch kółkach – w wersji górskiej i szosowej. Zostały dobrane tak, aby legitymowanie się licencją kolarską, czy dyplomem skauta nie było konieczne.

Góry Orlickie – Zieleniec

- Jeśli chodzi o moje wybory były one podyktowane kilkoma ważnymi czynnikami, takimi jak klimat, odległość od domu, wysokość nad poziomem morza i jakość dróg – przyznaje Bartosz Huzarski, wybitny były zawodowy kolarz szosowy, wielokrotny uczestnik Tour de France i Giro d'Italia oraz założyciel Huzar Bike Academy. - Jeśli decydowałem się na jakikolwiek wyjazd na zgrupowanie w Polsce, celowałem w jedno miejsce w Górach Orlickich – Zieleniec, czyli górską dzielnicę miejscowości Duszniki Zdrój. Ten opustoszały w lecie kurort narciarski dawał mi wszystkie z tych punktów. Po około 90 minutach jazdy autem byłem na wysokości około 900 m.n.p.m w ciszy i spokoju, doświadczając niemal alpejskiego klimatu. Z dobrą siatką dróg po polskiej oraz bardzo dobrą po czeskiej stronie. Dodatkowo świetna kuchnia i otwartość ludzi sprawiały, że wracałem tam regularnie przed najważniejszymi wyścigami sezonu – podkreśla.

Nadmorski Szlak Rowerowy EuroVelo 10

Zdecydowanie jednym z najlepszych pomysłów jest wybrać się na wycieczkę wzdłuż polskiego wybrzeża, przez większość czasu mając w zasięgu wzroku Bałtyk. Nadmorski Szlak Rowerowy R-10 (EuroVelo 10), biegnący od Świnoujścia do Półwyspu Hel, oferuje od eleganckiej asfaltowej ścieżki rowerowej, przez szuter i leśne dukty, aż po wydmy i dziki wertepy. Po drodze nie brakuje licznych miejsc do spania w domkach letniskowych albo polach namiotowych. Trasa wiedzie przez tak urokliwe miejsca jak parki narodowe – Słowiński i Woliński, dodatkowym argumentem niech będzie widok latarni morskich. Na osobną uwagę zasługuje odcinek, prowadzący przez samą Mierzeję Helską.

Transgraniczna ścieżka Komańcza-Medzilaborce

Na tej liście nie mogło zabraknąć „mitycznego” miejsca ucieczki wszystkich pracowników korporacji z wielkich miast. W Bieszczadach możesz liczyć na gęstą siatkę tras rowerowych, z których szczególnie warto polecić transgraniczną asfaltową ścieżkę Komańcza-Medzilaborce o całkowitej długości 160 km (w tym 60 km przebiega przez Słowację). Po drodze miniesz wiele kapliczek i cerkwi. Innym interesującą propozycją jest szlak rowerowy dziedzictwa historycznego R-64, zwany Śladami Dobrego Wojaka Szwejka. Wędrował nią podczas I wojny światowej słynny bohater powieści Jaroslava Haška w swojej podróży na front wschodni.

Warmia i Mazury – z Giżycka do Mikołajek

Ten region od dawna sławią wszyscy fani kolarstwa i trudno im się dziwić. Przekonuje do siebie pięknymi krajobrazami, zabytkami turystycznymi (sanktuaria i zamki) czy ogromną liczbą uroczysk oraz jezior przy których można rozbić biwak. Znajdziesz tu wiele zadbanych, dopieszczonych pod każdym względem szlaków rowerowych. Większość spokojnie pozwoli na zabranie na wycieczkę małych dzieci w przyczepkach. Grzechem byłoby nie wybrać się w podróż z Giżycka do Mikołajek i z tej drugiej miejscowości do Ełku oraz dookoła jeziora Selmęt Wielki.

Żywiec, Jezioro Żywieckie i okolice

To jedna z ulubionych tras Bartłomieja Wawaka, zawodnika drużyny Kross Racing Team i byłego mistrza Polski elity kolarstwa górskiego (z reguła zapuszcza się tam jednak na szosówce). - Jezioro położone jest w kotlinie górskiej, co dodaje mu wyjątkowego uroku. Możemy je objechać dookoła całe. Trasa widokowa wiedzie po małych pagórkach z którymi upora się każdy. Możemy również przejechać przez zaporę w Tresnej, na której warto się zatrzymać i podziwiać jej imponujący rozmiar. Po drodze znajdziemy wiele miejsc w których można się zatrzymać, np. na świeżutką rybę czy na szybki „coffee break” – mówi Wawak. - Bardziej ambitnych zachęcam do wybrania się także na górę Żar, która znajduje się w pobliżu Jeziora Żywieckiego. Rozpościera się z niej niesamowity widok na okoliczne góry i doliny. Na samym szczycie znajduje się również ogromny zbiornik wodny, który sam w sobie robi wrażenie. Podczas dobrej pogody z jej szczytu startują paralotniarze i szybowce – dodaje.

Wschodni Szlak Rowerowy (1987 km), Green Velo, odcinek podkarpacki

Jedna z turystycznych wizytówek tego województwa. Na przygranicznych, z reguły mało uczęszczanych drogach możesz natknąć się na takie atrakcje jak stare cmentarze z wyrytymi na nagrobkach cyrylicą napisami, drewniane cerkwie (np. św. Paraskewy w Radrużu), arboretum w Bolestraszycach czy pięć sosen wyrastających z jednego pnia przy Sanktuarium Maryjnym na tzw. Płomieniu. Znawcy tego regionu opisują w samych superlatywach swoje wrażenia z wycieczki wzdłuż Pogórza Przemyskiego i Pogórza Dynowskiego aż do Rzeszowa. Trasę da się wytyczyć tak, by ominąć niekomfortowe drogi szutrowe.

  1. Psychologia

Przygaszeni. Dlaczego mężczyźni tracą pasję życia?

Z porzuceniem pragnień serca przychodzi smutek, który mężczyźni topią w alkoholu, pracoholizmie, miłosnych przygodach, tanich rozrywkach. (fot. iStock)
Z porzuceniem pragnień serca przychodzi smutek, który mężczyźni topią w alkoholu, pracoholizmie, miłosnych przygodach, tanich rozrywkach. (fot. iStock)
Niezależnie od tego, jak wcześnie nauczyliśmy się rezygnować ze swoich pasji, ogień stale w nas jest. Żar może być ukryty pod popiołem, jednak – dopóki żyjemy – nie gaśnie. Możemy go rozniecić na nowo – mówi Benedykt Peczko.

Obserwuję mężczyzn – gdy spacerują w parku z dziećmi, robią zakupy, czekają na pociąg, kupują bilety do kina. Na ogół są zgaszeni, smutni albo znudzeni, zmartwieni. John Eldredge, autor książek o mężczyznach (m.in. „Dzikie serce”), pisze: „Jesteśmy jak drewniane kołki!”. Gdzie się podział błysk w oku mężczyzny, gdy patrzy na dziecko, na kobietę, gdy całym sobą angażuje się w to, co robi? Mężczyźni są odcięci od swojego serca i brzucha, a tam właśnie znajduje się źródło pasji życia, radości i twórczości. W książce „Radość” Alexandra Lowena opisany jest mechanizm odcięcia. Współczesny mężczyzna żyje w swojej głowie – analizuje, przewiduje przyszłość, kontroluje, układa strategie. Całe życie jest do tego trenowany. Jego smutek ma często charakter nieświadomy. Gdy idzie na spacer, w myślach roztrząsa, co się wydarzyło, zastanawia się, co zrobi. Nawet jeśli planuje wakacje z rodziną, traktuje to jak zadanie do wykonania. Tak naprawdę nie ma go na tym spacerze.

Często słyszę od mężczyzn: „kiedyś marzyłem o…”. Ale przyszło „prawdziwe życie”, marzenia zderzyły się z „twardymi realiami”. Z porzuceniem pragnień serca przychodzi smutek, który mężczyźni topią w alkoholu, pracoholizmie, miłosnych przygodach, tanich rozrywkach.

Aż któregoś dnia odkrywają, że muszą jechać w Himalaje, do Meksyku albo do aśramy na trzy miesiące. Zostawiają kobietę z trójką dzieci, bo przecież trzeba wreszcie zrealizować jakąś pasję albo duchowo się rozwinąć. Jest dramatyczne pęknięcie między szarzyzną codzienności a zrywem pasji. No właśnie, co rozumiemy przez pasję? To nie jest coś odrębnego od codziennych zajęć. Pasja życia jest otwarciem na świat, na ludzi, radością z tego, w czym się uczestniczy. Grek Zorba był takim mężczyzną – żył, jadł i tańczył z pasją, grał z pasją na swoim santuri, kochał kobiety, przyjaciół, swoją pracę. Wkładał serce w to, co robił, niezależnie od tego, co to było.

Grek Zorba od dziesięcioleci jest wcieleniem archetypu dzikiego, zmysłowego mężczyzny. Współczesne kobiety marzą o Zorbie, wypatrują go, przywołują. Czasy nie sprzyjają Zorbom? Wyobraźmy sobie mężczyznę, który z pasją płaci rachunki przez Internet. Dlaczego nie? Zbyt często szukamy wymówek: „w tych warunkach mam się cieszyć?!”. Łatwo znajdujemy powody do narzekania, gorzknienia, co zatruwa życie nam, naszym bliskim i otoczeniu.

Eldredge pisze, że mężczyzna przygaszony, bierny budzi niepokój wszystkich, którzy mają z nim do czynienia. Taka energia działa przygnębiająco, ponieważ jest wbrew męskiej naturze – aktywnej i twórczej. Kiedy to się zaczyna? Kiedy mężczyzna zostaje odcięty od energii życia? Może się zacząć bardzo wcześnie. Dziecko potrzebuje przyzwolenia na to, by poznawać świat wokół siebie; dotyka, smakuje, aktywnie poszukuje. Dla rodziców to kłopotliwe, bo są zmęczeni, martwią się, żeby sobie nie zrobiło krzywdy. Jeśli dziecko konsekwentnie jest bite po rękach, gdy sięga po przedmioty, uczy się, że nie można tego robić. Bo to boli, jest przykre, a w dodatku zagraża utratą miłości rodziców. Dorosły człowiek pamięta to doświadczenie i mimo że już nikt nie bije go po rękach, pozostaje smutny i przygaszony, rezygnuje z radości płynącej z poznawania. Nawet jeśli dziecko w pierwszych latach życia doświadcza dreszczu emocji, gdy zdarza mu się odkrywać tajemnice świata, w którym żyje, to potem idzie do szkoły. Szkoła narzuca styl poznawania – naukę. To, co wcześniej było pasją, w szkole jest konsekwentnie niszczone, tłumione. Dziecko uczy się, że poznawanie polega na wykonywaniu zadań, są sprawdziany, oceny.

W szkole podstawowej odkryłem, że nie mogę uczyć się tego, co mnie interesuje, a to, czego mam się uczyć, jest strasznie nudne. Zapomniałem o dziecięcych pasjach. Okropna strata. Dopiero po studiach to się zmieniło. Pracowałem jako asystent na uczelni, wykładałem „metodykę pracy umysłowej”. I wtedy trafiłem na kurs „Rusz głową” według metody Tony’ego Buzana. Uczyliśmy się, jak się uczyć, jak zapamiętywać w sposób niekonwencjonalny, angażujący emocje, wyobraźnię, seksualność. Odzyskałem wszystko! Swoje ukryte, zapomniane pasje, dziecięcą otwartość i radość poznawania. Studiując podręcznik, nie muszę być biernym odbiorcą, mogę go współtworzyć, robiąc na przykład zabawne notatki pełne rysunków, symboli.

Zacząłem być świadomy, że nauka jest wspaniałą przygodą, że każda dziedzina życia, także obowiązki – praca, sprzątanie, gotowanie – mogą być wypełnione radością i zabawą. Gdy jestem przeciążony obowiązkami, zdarza mi się o tym zapominać.

My, mężczyźni, jesteśmy bardzo poważni, w pracy mamy zadania, zakres obowiązków, cele, określone procedury. Jednak praca to poważna sprawa, którą można się świetnie bawić. Co robi sześciolatek, gdy znajdzie się w miejscu, gdzie nie ma jego ulubionych zabawek? Wielokrotnie obserwowałem dzieci w poczekalniach u lekarzy, w sklepach, w urzędach, gdy rodzice załatwiają sprawy. Dziecko się nudzi, ale tylko przez chwilę. Natychmiast coś pochłania jego uwagę. Świat dookoła wydaje się taki fascynujący! Obserwowałem chłopca, który jechał z mamą autobusem, wyjrzał przez okno i z błyskiem w oku wykrzyknął: „mamo, patrz, jedzie śmieciarka!”. Mama poczerwieniała, zaczęła uciszać synka, bo przecież śmieciarka to nieładny samochód. Dzieci zauważają rzeczy dla nas niewidoczne. Mają tę świeżość spojrzenia, którą my zatraciliśmy. Odzyskać można ją tylko, będąc zanurzonym w chwili, która właśnie trwa.

Jak odzyskać ogień w brzuchu? Kobiety z trudem znoszą wewnętrzną martwotę mężczyzn. Jedna z nich wyraziła to w ten sposób: „Ja trzy razy oblecę kulę ziemską, a on się nie ruszy!”. Niech się wreszcie ruszy. Trzeba by to potraktować dosłownie. Wstać z kanapy i zacząć się ruszać. Ciało jest tak skonstruowane, że potrzebuje ruchu, ruch jest naszym przeznaczeniem. Brak fizycznego zmęczenia zaczyna powodować atrofię – mięśni, energii, twórczości. To z naszego ciała czerpiemy wszystko, co pozwala otwierać się na pełnię życia. Spróbujmy się martwić, analizować czy robić biznesplan w trakcie dużego wysiłku fizycznego – nie da rady. Mówimy tu o sprawach trywialnych, że ruch, sport to zdrowie, ale okazuje się, że wielu mężczyzn ciągle nie zdaje sobie z tego sprawy.

Kolejny krok to powrót do marzeń. Cokolwiek by to było – podróże, modelarstwo, paralotnia, koncerty – ważne, żeby mężczyzna wrócił do pragnień, przypomniał sobie emocje z nimi związane; powiedział sobie: „właśnie tego chciałem, ale zaniedbałem, teraz spróbuję”. W realizowanych marzeniach jest energia, która ożywia wszystkie sfery życia. Miałem klienta, który przechodził kryzys, był zrezygnowany, wypalony, samotny. Zaczęło się od odkrycia, że jako młody mężczyzna miał dwa marzenia: nauczyć się latać na lotni i poznać język japoński. Ale skąd wziąć na to czas i pieniądze? Odkrywaliśmy, jak przeorganizować życie, aby znalazło się w nim miejsce dla pasji. Podjął konkretne działania, pojawiło się więcej ognia w jego życiu w ogóle, zmienił pracę, ustąpiły objawy psychosomatyczne – silne bóle żołądka.

Trzeci krok to trenowanie się w byciu tu i teraz. Jak spacer to spacer. Na początku mogą pojawiać się nawykowe myśli o problemach, o wizycie w szkole u syna w przyszłym tygodniu, o naprawie samochodu, rozmowie z szefem; cały ten Disneyland w naszej głowie – jak mawia jeden z nauczycieli. Nie trzeba walczyć ze strumieniem myśli, powstrzymywać go na siłę, wystarczy dostrzec: „znowu jest”. Wyszedłem na spacer, dookoła jest przyjemnie, a mnie się przewala w głowie Disneyland, ciekawe. Trenować zauważanie – to już duże osiągnięcie. W głowie przelatują myśli, a my czujemy słońce na twarzy, słyszymy, jak śpiewa ptak, widzimy rozkwitającą gałąź. I dzieci obok. „Moje dzieci! Jesteście!” Chwila obecna, spacer pochłania tak bardzo, że staje się przyjemnością. I zaczynamy tęsknić za takimi doznaniami.

[newsletterbox]

  1. Styl Życia

Lekcja długowieczności z Okinawy

Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Okinawa to jedna z tak zwanych Niebieskich Stref  - miejsc, gdzie żyje wielu tak zwanych superstulatków. Czemu zawdzięczają swoją długowieczność mieszkańcy japońskiej wyspy? Podobno tradycyjnemu trybowi życia, hartowi ducha i specyficznemu poczuciu humoru. Oto kilka zasad, którymi kierują się na co dzień.

1. Znajdź swoje ikigai
Ikigai to ważny element japońskiej filozofii życia. Tłumaczy się jako przyjemność i istotę życia. Japońskie iki to czasownik „żyć”, natomiast gai oznacza dosłownie „powód”. Filozofia ikigai opisywana jest jako system motywacji, który sprawia, że każdego dnia chce nam się wstawać z łóżka.

2. Stosuj roślinną dietę
W diecie Okinawczyków przeważają warzywa, słodkie ziemniaki, tofu oraz owoce.

3. Jedz więcej soi
Flawonoidy zawarte między innymi w ziarnach soi i przetworach z soi wspomagają układ krążenia, są również cenne dla kobiet w okresie menopauzy.

4. Uprawiaj ogródek
Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. Pozwala odreagować stres, działając kojąco na wszystkie zmysły.

5. Stwórz krąg moai
Maoi to grupy przyjaciół którzy nawzajem angażują się w swoje życie i wspierają w trudnych chwilach zarówno emocjonalnie jak i finansowo. Tradycja silnych więzi społecznych jest jednym z czynników decydujących o długowieczności mieszkańców Okinawy.

6. Czerp energię ze słońca
Wpływ słońca na samopoczucie jest nie do przecenienia, to nie tylko źródło witaminy D, dzięki której mamy mocne kości, ale również dawka pozytywnej energii i dobrego samopoczucia.

7. Utrzymuj aktywność
Codzienna umiarkowana aktywność to klucz do dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Może to być zarówno gimnastyka czy spacer, jak i praca w ogrodzie czy domowe porządki.

8. Carper diem
Okinawczycy nie myślą o przeszłości, cieszą się chwilą obecną i drobnymi przyjemnościami. Są sympatyczni i nawet w podeszłym wieku otaczają się młodymi ludźmi.

Źródło: Dan Buettner, „Niebieskie strefy. 9 lekcji długowieczności od ludzi żyjących najdłużej”

  1. Psychologia

Źródło radości jest w każdym z nas. Rozmowa z Katarzyną Miller

Aby doświadczyć prawdziwej radości, należy zdrowo traktować siebie, nie ganić się za pomyłki i gratulować sobie sukcesów - zaleca psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Aby doświadczyć prawdziwej radości, należy zdrowo traktować siebie, nie ganić się za pomyłki i gratulować sobie sukcesów - zaleca psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Jest w każdym z nas, choć nie zawsze mamy do niego łatwy dostęp. To nasze źródło radości. Dzięki niemu umiemy dostrzec promień słońca w najciemniejszej rozpaczy. Psychoterapeutka Katarzyna Miller radzi, jak wyćwiczyć umiejętność bycia dzieckiem.

Podczas jednego z naszych live'ów ktoś spytał cię, dzięki czemu zachowujesz pogodę ducha, nawet w ciężkich czasach. Odpowiedziałaś: "Dzięki małym radościom".
Dzięki małym radościom, czemuś śmiesznemu i dzięki poczuciu humoru - dzięki temu całemu zakresowi uśmiech znów pojawia mi się na twarzy. Nawet kiedy jestem bardzo zdołowana, a zobaczę coś zabawnego albo słodkiego (bo co najbardziej lubią dziewczynki? małe kotki, małe pieski i małe dzieci) - już poprawia mi się humor. Ale to może być też piękny obraz przyrody albo nastrojowa muzyka. Oczywiście człowiek w trudnych momentach traci czasem inteligencję i zapomina, czym się ratować. Ale kiedy sobie przypomni i na przykład puści sobie piękną ścieżkę muzyczną, od razu jest różnica. No puść sobie na przykład takiego Kacpra Kuszewskiego, jak w programie "Twoja twarz brzmi znajomo" udaje Marię Callas. Pan Kacper powinien mnie chyba uznać za honorową przewodniczącą jego fan clubu. Bo każdemu, kogo spotkam, każę oglądać go w tej roli. Sam jest w niej niebywale piękny i niebywale pięknie śpiewa. Bardzo wielu artystów w tym programie mnie zachwyciło.

I kiedy tak słuchasz pana Kacpra...
...zapominam absolutnie o wszystkim. W ogóle gdy słucham muzyki, zapominam o wszystkim. Zaczynam tańczyć albo się naglę wzruszę w taki przyjemny, tkliwy sposób. Tkliwość to już nie jest taki czarny dół, prawda? Mieści się w niej pewna doza radości, nawet jeśli główna nuta brzmi smutno. Muzyka bywa tak piękna, że można się popłakać. Dobrze też robi na smutek wzruszający, mądry film. Bo mój stan rozpływa się w czymś wspólnym, ludzkim.

Płacz potrafi być dobry i oczyszczający, niekiedy jest nawet konieczny. Natomiast stanem, którego bardzo nie lubię, o czym zresztą już kiedyś ci mówiłam, jest rozpacz. To dla mnie najgorsze uczucie. Nie lęk, a rozpacz. Zdarza mi się czasami, ale na szczęście nie tak często, żeby się załamać.

Na dnie takiej rozpaczy czasem trudno dojrzeć światło...
A skąd się bierze ta "nieprzepuszczalność"? Jak zwykle z przyzwyczajenia, z wyuczonego nawyku. Jeśli byliśmy zmuszeni, by w dzieciństwie długo ćwiczyć przystosowywanie się do: lęku, poniżenia, zagrożenia, bezsilnej złości czy osamotnienia - to mamy na sobie taki kożuch albo grubą, zbitą pierzynę, w dodatku sfilcowaną. Ohydne, prawda? I ta pierzyna oddziela nas od wszystkiego innego. Mogę uderzać w pierzynę albo głaskać ją czule, bez znaczenia, bo ty nic nie czujesz. A jeśli widzisz kogoś, kto się śmieje i cieszy, to uważasz, że albo udaje, albo "nie ma żadnych problemów". A przecież nie ma ludzi bez problemów! Tylko komuś tak poszkodowanemu czy uszkodzonemu na emocjach trudno uwierzyć, że to możliwe, żeby ktoś miały problemy i, mimo to, się cieszył...

Wiesz, jaką radość ogromnie lubię odczuwać? Kiedy ktoś, kto przyszedł do mnie na terapię w kołdrze albo zbroi (kołdra jest nawet lepsza do pracy niż zbroja, bo ktoś w zbroi czuje się silny, a w kołdrze jest tylko zamulony), po pewnych czasie zaczyna się czuć inaczej. Na przykład pierwszy raz czuje brak lęku albo radość właśnie... I mówi: "Niemożliwe! Naprawdę to czuję".

Historyczny moment, należy go zapisać w kalendarzu i na zawsze zapamiętać. Oczywiście trzeba też wiedzieć, że ten moment nie będzie trwał długo, bo to zaledwie pierwszy promień słońca. Niektóre dziewczyny mówią: "Całe dwa tygodnie byłam szczęśliwa, ale potem mi niestety przeszło". Na co ja odpowiadam: "Kochana, to jest i tak bardzo długo, doskonały wynik, to znaczy, że świetnie się przyjęło". No ale to nie może trwać i trwać. Skoro latami były rozpacz i smutek. Teraz trzeba się skupić na ćwiczeniu wprawiania się w ten nowy, dobry stan i na utrwalaniu go. Istnieje na to dużo procedur i sposobów. A jednym z zadań jest pilnowanie, by - kiedy wracasz do starych myśli - mówić sobie: "Stop, to już minęło. Jestem w innym miejscu, znam już inny stan". Masz świadomie "przełączać się" na zdrowe traktowanie siebie, nie ganić się za pomyłki i gratulować sobie sukcesów.

Dwie bardzo ważne rzeczy, których nauczyłam się od Krishnamurtiego: nie usprawiedliwiać się i nie potępiać siebie. Zamiast tego: poznawać siebie, rozglądać się po sobie i cieszyć się ze wszystkiego, co znajdziesz; czy to będzie wspaniałe, czy to będzie trudne. Cieszyć się z tego, bo to pokazuje, jakie bogactwo masz w sobie.

Kilkuletnie dzieci mojej przyjaciółki, kiedy wpadają w rozpacz, to jest to rozpacz bezbrzeżna...
Bo dzieci mają taką umiejętność, że są całe w tym, co czują. I na przykład rozpaczają, bo wyjeżdżają po feriach od babci. To nic, że za tydzień znów ją zobaczą, dla dziecka każdy wyjazd jest jak na zawsze, tak bardzo są w "tu i teraz".

...ale ta rozpacz w jednej chwili mija, bo ktoś się poślizgnął albo dał małego kociaka do ręki.
Łzy jeszcze lecą, ale już się pojawia uśmiech. I na tym polega bardzo przydatna, także dorosłym, umiejętność bycia dzieckiem. Bo my dzieckiem - wewnętrznie - jesteśmy do końca życia, tylko nie wszyscy z tego korzystamy. Nie wszyscy mamy do tego dojście, a często też sobie na to nie pozwalamy, bo nie wypada. Albo myślimy: "Obrywałam jako dziecko, nie będę już dzieckiem". Bo może jeśli się śmiałaś, to mogłaś w twarz dostać. A kiedy tatuś być wściekły, to lubił mówić "I co się tak, bachorze, śmiejesz? Zaraz ci zetrę ten uśmiech z twarzy". Nic dziwnego, że takie dziecko zamyka śmiech na trzy spusty. No albo się buntuje totalnie i obrywa, bo to też czasem jest metoda na to, by zwrócili na mnie uwagę.

Radość zawsze pochodzi od naszego Wewnętrznego Dziecka?
Tak, bo dziecko jest od uczuć, od ruchu, od siły witalnej. Mówi się o niektórych ludziach: "rusza się, chodzi, ale jakby był nieżywy". Bo ma w sobie zatłuczone lub schowane Wewnętrzne Dziecko.

Co robisz, gdy ktoś taki do ciebie przychodzi?
Tacy ludzie zwykle do nikogo nie chodzą, bo nie wierzą, że to w ogóle jest coś warte. A jeśli przychodzą, to znaczy, że ich Dziecko się w nich jeszcze kołacze. Że czegoś jednak pragnie, w coś jeszcze wierzy, na coś jeszcze czeka. Że jest w nich nadzieja. I tę nadzieję trzeba ukochać i uszanować, bo to najzdrowsza część. Moje podstawowe myślenie o pomocy jest takie, że ponieważ nas ludzie zatruli, to i ludzie nam muszą pomóc się odtruć.

Jest taka scena w filmie "Buntownik z wyboru", kiedy bohater grany przez Matta Damona po raz pierwszy przychodzi do psychologa, którego gra Robin Williams. Williams przegląda jego kartotekę, w której są opisane wszystkie rodziny zastępcze, które go krzywdziły, oraz rozboje których się dopuszczał. Mówi: "To wszystko nie jest twoją winą". Chłopak wzrusza ramionami: "Wiem". "To wszystko nie jest twoją winą" - powtarza psycholog. "Wiem" - mówi już trochę zły chłopak. "To wszystko nie jest twoją winą" - powtarza psycholog, tak długo, aż widać, że pancerz chłopaka opada.
Ten terapeuta z "Buntownika..." to świetna postać, bardzo go lubię i cenię. Opowiem ci moment z mojej terapii. Mówię mojemu terapeucie, że byłam po raz kolejny na wigilii u mamy, gdzie po raz kolejny bardzo źle się czułam. Na co on pyta: "A po co tam jeździsz?". "Jak to, po co? Do domu się jeździ, dlatego, że jest to dom, no i to była wigilia". A on dalej pyta: "Po co? Po co?". Tak długo pytał, aż powiedziałam: "Po wpierdol. Jeżdżę tam po wpierdol. Bo to znam".

Ja i miliardy innych osób musieliśmy się w dzieciństwie po prostu zgodzić na to, co nas spotkało, bo nie mieliśmy innego wyjścia. To taka "strategia na przetrwanie", i ona długo z nami zostaje. To są te wszystkie zbroje, kołdry, maski, fasady. Czasem to są prześliczne, wesołe maski, jak domowa maskotka. Niby podskakuje, na kolankach siada, wszystkim coś miłego powie, zatańczy, zaśpiewa - ale to nie jest prawdziwa radość. Domowa maskotka gra, bo wie, że za to będą głaski albo że dzięki temu nie oberwie. Ciężka praca z czegoś takiego potem się wyrwać.

Takiej osobie trudniej jest dotrzeć do prawdziwej radości?
Strasznie trudno, bo najpierw musi przejść przez prawdziwy smutek i rozpacz, no i zrozumieć okrutną prawdę: "To ja tyle energii, cały swój potencjał ładowałam w TO?".

Joe Biden, amerykański prezydent, doświadczony przez życie rodzinnymi tragediami, kiedy był jeszcze wiceprezydentem, wygłosił mowę do rodzin zmarłych policjantów, w której powiedział, że obiecuje im, że kiedyś spojrzą na zdjęcie syna czy męża, którego teraz żegnają, i się uśmiechną - to będzie znaczyło, że wracają do życia. Radość zwraca nas ku życiu?
No jeśli była to tak wielka tragedia, to tak, na pewno jest to dowód na to, że wychodzimy z mroku. Podobnie jeśli się było w depresji i nagle człowiek zaczyna się znowu rozglądać: na coś ma ochotę, coś mu się podoba. Ludzie sobie często wyrzucają tę pierwszą radość po stracie kogoś kochanego, bo przecież jak można się cieszyć, kiedy go już nie ma? Ale to znak, że jest w nich wola życia. Tamto życie się skończyło, ale przecież ich trwa.

A poczucie humoru? Czymś różni się od doświadczania radości?
Radość jest emocją, poczucie humoru jest bardziej związane z rozumieniem czegoś, z sensem, znaczeniem, pojmowaniem takiej cudownej cechy życia, jaką jest paradoks. Moim zdaniem poczucie humoru to głównie widzenie paradoksów czy tego, o czym uwielbiam mówić, a mianowicie jedności przeciwieństw.

Poczucie humoru nieraz nas ratowało podczas tej pandemii.
Co prawda jest teraz mniej dowcipów opowiadanych z ust do ust, bo ludzie się rzadziej ze sobą spotykają, ale ile memów, ile rysunków i parodii krążących w Internecie! To nasza fajna cecha narodowa. Mnie jest strasznie żal ludzi, którzy mówią: "Z tego się śmiać nie wolno". I dlatego opowiem dowcip o papieżu Janie Pawle II, który właśnie trafił do nieba. Święty Piotr poklepał go po ramieniu i powiedział: "Rozumiem, że musiałeś być bardzo święty na ziemi, ale tu jest niebo, więc powiedz mi: czy jest coś, o czym marzyłeś, a ci się nigdy nie spełniło? Jeśli tak, to tutaj to dostaniesz. Na co papież: "Jest coś takiego. Czerwona corvetta. Marzę o tym, że kiedy do niej wsiądę i przycisnę gaz do dechy, to nikt mnie nie prześcignie". Na co Piotr wręcza mu kluczyki. Jan Paweł wsiada i pędzi, aż mu piuskę zwiewa. Nagle mija go jakiś lansiarski motor z głośnym wiuuuuu. Papież wraca do Piotra rozgoryczony: "Piotrze, przecież obiecałeś. Miałem być najszybszy, a tu minął mnie facet na motorze w czarnej skórze z rozwianym włosem". "A, wybacz, kompletnie zapomniałem, to syn szefa". W niebie jak w życiu.

Ciężko dogadać się z kimś, kto ma inne poczucie humoru, prawda?
Jeśli śmiejesz się z kimś z tego samego, to już wiesz, że odnalazłeś kogoś ze swojej paczki. No i kto ma największe branie u bab? Ten, kto je rozśmieszy. To nas rozbraja. Bo kiedy się śmiejesz, to przestaje cię boleć. Dlatego uwielbiamy ludzi, którzy potrafią nas rozbawić.

Najlepszym przykładem na to jest film "Nietykalni", gdzie spotyka się dwóch bohaterów. Jeden na wózku, ale bogaty, drugi biedny, ale z jakim biglem w sobie. Ten drugi jest pielęgniarzem pierwszego, ale robi więcej, ratuje mu życie. Bo wprowadza do tego życia radość.
Wystarczy, że pomyślę o tym filmie, a już śmiać mi się chce. Ile jest w nim cudownych scen!

Moja ulubiona to ta, kiedy bohater grany przez Omara Sy goli François Cluzeta i jednocześnie próbuje go rozbawić.
Fajna! Ja kocham scenę w samochodzie, kiedy goni ich policja. Pociąga nas radość innych, bo z takimi ludźmi jest nam po prostu łatwiej, przeważnie są tolerancyjni i mają krótką pamięć (śmiech).

A czy my sami możemy zwiększyć swoją podatność na odczuwanie radości? Oglądając takie filmy? Przebywając z takimi ludźmi?
Oczywiście. Jest też mnóstwo procedur czy ćwiczeń, które stosuje się w terapii i na warsztatach służących temu, żeby człowiek wyszedł ze swoich starych kolein i zaczął myśleć inaczej. Wizualizacje, ćwiczenia dla ciała, praca z głosem... I bardzo ważna wskazówka: spróbuj zrobić coś inaczej. Idź inną drogą do pracy, zamów coś innego w restauracji, odpowiedz wściekłemu klientowi inaczej niż zwykle... Albo taka zabawa: Co możesz zrobić z żelazkiem, oprócz prasowania? Do czego jeszcze możesz użyć gazety? Im więcej zastosowań, tym lepiej. Bo radość i poczucie humoru mają wiele wspólnego z kreatywnością.

No i bardzo polecam rozwijanie kontaktu z Wewnętrznym Dzieckiem. Weź zdjęcie samej czy samego siebie z dzieciństwa, na którym się uśmiechasz. Powiedz coś miłego do tej dziewczynki czy tego chłopczyka, przypomnij sobie, jak się wtedy czuli. Zachowaj ten obraz w sobie. No i baw się z małymi dziećmi, to wspaniali nauczyciele radości.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. "Instrukcja obsługi toksycznych ludzi" czy "Daj się pokochać, dziewczyno" (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).