1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Chodzenie. Sport na całe życie

Chodzenie. Sport na całe życie

Justyna i Robert Korzeniowscy. (Fot. archiwum prywatne)
Justyna i Robert Korzeniowscy. (Fot. archiwum prywatne)
Na trening poszłam zaciekawiona. O co chodzi w tym sporcie? Czy to może być trudne? I co to w ogóle za trening – pochodzić sobie? O walkingu rozmawiam z Justyną i Robertem Korzeniowskimi.

Na trening poszłam zaciekawiona. O co chodzi w tym sporcie? Czy to może być trudne? I co to w ogóle za trening – pochodzić sobie? Kiedy już z grubsza zrozumiałam, jak mam stawiać nogi, to zapominałam o prawidłowej pracy rąk. A kiedy przez chwilę udawało się i jedno, i drugie, odruchowo spuszczałam głowę, żeby kontrolować, czy aby na pewno stawiam stopy w jednej linii – i postawa ciała od razu nie taka, jaka być powinna. A kiedy postawa jest nieprawidłowa, idziesz wolniej. Przemaszerowaliśmy pięć kilometrów i okazuje się, że można się solidnie zmęczyć. Ale jest to zmęczenie przyjemne. Wysiłek, ale bez poczucia, że walczymy o każdy krok i każdy oddech. O walkingu rozmawiam z Justyną i Robertem Korzeniowskimi.

Kiedy wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło „walking”, wyskoczyły tysiące wyników, ale… dotyczyły Nordic Walkingu. Ale sport, do którego wy zachęcacie, to co innego. Czyli co właściwie? Chodzenie? Wydaje się, że chodzić każdy umie, to chyba nasza najbardziej naturalna aktywność, naturalny ruch… Czego się tu uczyć?

Robert: Chodzić każdy umie, ale chód sportowy to jednak trochę inna sprawa. Potrzebna jest technika i kilka zasad, o których trzeba pamiętać. Chodzenie w celu sportowym – mówimy oczywiście o amatorach, nie o zawodnikach – może być powiązane z celami indywidualnymi, takimi jak osiągnięcie równowagi psychicznej, tworzenie relacji z innymi, w grupie, w której trenujemy i oczywiście budowanie kondycji i wytrzymałości. To jest sport na całe życie. Dlaczego to sport, a nie po prostu chodzenie? Bo to aktywność, która poparta odpowiednim przygotowaniem technicznym powinna być regularna, angażująca całe ciało i o określonej intensywności.

A że ruch jest niezbędny, dziś już chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Robert: Tak, rozmawialiśmy ostatnio ze specjalistą medycyny sportowej profesorem Ernestem Kucharem, który jest naszym mentorem. Powiedział nam, że każdy lek da się zastąpić innym podobnie skutecznym, ale aktywność fizyczna jest takim lekiem, którego niczym zastąpić  się na da. Wspiera każdą terapię. Profesor Kuchar uważa, że wysiłek powinien być o takiej intensywności,  żebyśmy jeszcze mogli mówić, ale już nie mogli śpiewać, czyli to coś więcej niż zwykły spacer. My, kiedy trenujemy, najczęściej jesteśmy zdolni do komunikowania się, ale już nie do rozmowy. Proponujemy takie przygotowanie techniczne i ogólnorozwojowe, żeby każdy, niezależnie od tego, kiedy zaczęła się jego przygoda ze sportem, mógł podjąć świadomy trening. Światowe wytyczne WHO mówią, że potrzebujemy albo 10–12 tysięcy kroków dziennie, albo 350 minut umiarkowanego wysiłku w ciągu tygodnia. Chodzenie może być idealnym rozwiązaniem.

Chodzić każdy może? Robert: Właściwie każdy. Moja żona zawsze była „wielosportowa”. Ale chodzenie odkryła nie tak dawno temu, wyczekując na swoją szansę, żeby przebiec wymarzony półmaraton. Ze względu na wcześniejszą kontuzję, która przydarzyła się jej przy skoku ze spadochronem, musiała się wstrzymać z intensywniejszymi treningami biegowymi do czasu, gdy jej kolano będzie całkowicie zrehabilitowane. Zaproponowałem: może róbmy w takim razie wytrzymałość i budujmy kondycję przez chodzenie?

Justyna: I okazało się, że chodzenie jest dla mnie stworzone. Zdecydowanie bardziej przyjazne niż bieganie. I że znalazłam taką aktywność fizyczną, która daje mi satysfakcję sportową, a jedocześnie   nie jest dla mnie wysiłkiem ponad miarę. Ważne jest także to że mając już powyżej 45 lat, staram się wybierać takie aktywności, które poza ewidentnymi zaletami, jak dobra sylwetka i zdrowie, dają także radość ruchu, a nie są pasmem cierpienia w dążeniu do sportowego celu. Dla mnie sport , choć wymagający, powinien wiązać się jednak także z przyjemnością trenowania. Kiedy zaczęłam uprawiać chodzenie, stwierdziłam, że to jest sport, który nie tylko nie powoduje kontuzji, ale jeszcze pozwala je w spokojny sposób wyleczyć – jeśli oczywiście są to kontuzje wynikające ze zwykłych przeciążeń, a nie tak radykalne jak zerwane więzadła czy ścięgna. Pesel nie działa już na moją korzyść, jeśli chodzi o duży wzrost możliwości fizycznych, więc zależy mi na tym, aby sport, który uprawiam na co dzień, był kompleksowy, efektywny, zdrowy i jednocześnie przyjemny, tak abym była w optymalnej formie i gotowa do uprawiania i innych aktywności, które też bardzo lubię.

Przyznam, że ja biegam i bieganie daje mi endorfinowego kopa. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby chodzenie wywoływało podobną „euforię”. Justyna: Jeśli mówimy o odczuciu radości po szybkim chodzeniu, to jest ono takie samo, jak po każdym innym solidnym treningu. Wiem, czym są endorfiny biegaczki, brałam udział w wielu biegach ulicznych na krótsze i dłuższe dystanse, przebiegłam maraton i półmaraton,  ale często towarzyszyła mi obawa, że mocniejsze bieganie nawet podczas treningu może być przyczyną kontuzji. Przy chodzeniu też odczuwam endorfinową burzę, ale zupełnie nie obawiam się o zdrowie. Znajduję za to same zalety, bo walking, co najmniej tak jak bieganie kształtuje sylwetkę, buduje siłę, wytrzymałość i odporność. Można wydłużać dystanse, zwiększać tempo, pracować nad techniką. W zeszłym roku Robert namówił mnie na pierwsze zawody. Były to oficjalne Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski Masters w Lublinie, gdzie startowałam na 3000 m – i zakończyłam je na pierwszym miejscu w swojej grupie wiekowej K45. W bieganiu w półmaratonie byłam jedną z tłumu biegaczek, na mniej więcej 785. miejscu, i może, intensywnie trenując, przesunęłabym się o 100 miejsc w górę, ale mistrzynią mogłam zostać tylko w konkurencji wytrzymałościowo technicznej, wymagającej specjalistycznego przygotowania, przez co nie tak masowej.

Robert: Żona jest skromna, ale dodam, że ona  po prostu ma świetne predyspozycje fizyczne,  polubiła też regularny trening i doświadczyła radości złotego medalu Mistrzostw Polski. Spróbowała i zaskoczyło. A jeśli trenujemy i mobilizujemy organizm do poziomu tętna 120, 130 czy więcej, nie mówię tu o wyczynowcach, zaangażowanie krążeniowo-oddechowe jest identyczne jak przy bieganiu. Z tą przewagą walkingu, że osoba początkująca ma lepsze panowanie nad ciałem kiedy idzie, niż kiedy biegnie. Łatwiej dozować ten wysiłek. Jeśli na przykład kiedykolwiek miała pani pauzę w bieganiu, to wie pani, że potem każdy krok jest dużym wysiłkiem. Trzeba się przełamywać. W chodzeniu nie trzeba odbijać się od podłoża, zmuszać ciała do podskoków, a bieganie na tym polega. Walking jest dużo mniej radykalny przy tym samym zaangażowaniu kardio-wascularnym. Biegacz amator przeciętnie po około trzech – pięciu latach, mierzy się  z pierwszym mniejszym lub większym problemem ortopedycznym: ścięgno Achillesa, staw kolanowy, kręgosłup i inne słabsze punkty, które na ogół wtedy dają o sobie znać. Biegacze często także albo nie mają czasu, albo nie potrafią zadbać o siebie kompleksowo, bo w trakcie cyklów treningowych powinna być i odnowa biologiczna, i rozciąganie, i odpowiednia dieta. Najczęściej po bieganiu jest krótkie rozciąganie, dwa skłony – i to wszystko. Ok, to też dobrze. Ale z czasem następują skrócenia mięśni, odzywają się jakieś wcześniejsze zaszłości zdrowotne, z wiekiem stajemy się coraz mniej sprawni. I mało jest przypadków szczęśliwie i zdrowo biegających 60-, 70-latków. A chodziarzy w tym wieku, nawet długodystansowych, jest wielu.

Co z przeciwskazaniami? Są jakieś? Robert: Poza ciężkimi dysfunkcjami ruchu – nie znajduję takich. Nawet nadwaga nie jest przeciwwskazaniem do uprawiania walkingu, bo biegać przy nadwadze nie można, a chodzić na pewno tak. Oczywiście jeśli nie jest to patologiczna otyłość olbrzymia. Co więcej – przy nadwadze pierwszy wskazany wysiłek cykliczny z wykorzystaniem własnego ciała to właśnie marsz.

Nadwaga, kłopoty z kolanami, jakieś stare urazy, kontuzje – każdy z nas ma swoją historię, która w bieganiu może od razu stać się problemem. W chodzeniu są mniejsze naciski na stawy, nie ma oscylacji środka ciężkości góra – dół, bo przemieszcza się on do przodu, nie mamy lądowania stopy na asfalcie, tylko przetaczanie od pięty do palców, stopa się jakby porusza po kole. Nie ma tego uderzenia, które w bieganiu jest dość forsowne dla stawów, szczególnie kolanowych. Chodzenie – ale bez kijków – sprawia, że lepiej kontrolujemy własną równowagę, sylwetka sama się prostuje, nie wykonujemy forsownych ruchów ramionami.

Ale zwolennicy Nordic Walkingu mówią, że to sport, który angażuje wiele grup mięśniowych. Na przykład właśnie ramiona. Robert: Tylko pytanie, dlaczego je wspierać kijkami skoro mogą naturalnie pracować samodzielnie?

Czyli w chodzeniu praca rąk też jest ważna? Justyna: Będziemy chodzić tak szybko, jak mocno będziemy pracować ramionami. Tłumaczę zawsze obrazowo, że pedał gazu jest w ramionach. Nie da się szybko chodzić, jeśli ręce będą w kieszeniach.

Robert: Kiedy bierzemy kije do rąk, to osoba o niskim poziomie wyszkolenia będzie podnosiła i spinała pas barkowy tak, jak robimy to, trzymając kierownicę czy siedząc przy komputerze. Jest lekkie uniesienie barków, bo niosą kije właśnie.

Justyna: Często też widzimy, że kije są źle dobrane, za długie albo źle prowadzone i chodzący je za sobą ciągną.

Robert: W chodzie sportowym przyjmujemy inną postawę ciała: pas barkowy rozluźniony, łopatki razem i niczym nieskrępowana, jak największa amplituda pracy ramion, które poruszają się równolegle do kierunku ruchu. Walking sprawia, że mamy większą świadomość ciała. My z kijami chodzimy tylko w górach i po błocie, tam, gdzie jest potrzeba wsparcia, ale jeśli nie musimy, to ich nie używamy.

Chcę zacząć chodzić – co mam robić? Wystarczy, że obejrzę filmik na YouTubie? Czy lepiej, żeby trener mi pokazał technikę? Robert: Filmy mogą być bardzo dobrym źródłem informacji o walkingu dla osoby, która jest ogólnie sportowo uświadomiona, My mówimy na naszym kanale WalkingLovers, jak powinna wyglądać sylwetka, ruch ramion, ułożenie stóp, na jakiej nawierzchni najlepiej uprawiać chodzenie itd. Ale jeśli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z chodzeniem, a nigdy nie trenował albo po prostu ma większe ambicje sportowe, lepiej, aby skonsultował się z ekspertami.

Justyna: To trochę jak z bieganiem – na pierwszym etapie budowania nawyków, rozbiegania, wystarczy to, co umiemy naturalnie. I jest prawdopodobne, że jeśli co drugi dzień przebiegniemy pół godziny czy 45 minut wolnym tempem, to raczej sobie krzywdy nie zrobimy. O ile oczywiście nie ma przeciwskazań do biegania. Tak samo jest z chodzeniem – można zacząć od szybkiego regularnego chodzenia w sposób naturalny, robić to regularnie, wydłużać dystans, ale jeśli się chce trochę przyspieszyć czy przygotować do startu w zawodach, to już warto się zwrócić do trenera. Tak jak w przypadku biegaczy amatorów, którzy nie mają bardzo ambitnych celów, może to być tylko kilka konsultacji i niekoniecznie ciągła opieka. Ale często jest tak, że nawet jak się wydaje, że już wszystko umiemy to nie jesteśmy w stanie zobaczyć się z zewnątrz. Ja sama wiem, że choć trenuję już trzy lata, wciąż się zdarza, że Robert patrzy na mnie podczas treningu i krzyczy: opuść barki, ręce równolegle do ciała, rozluźnij krok! Dlatego uważam, że konsultacja może przynieść dużo korzyści, jeśli chcemy ustawić prawidłowo sylwetkę, poprawić technikę, przyspieszyć i osiągać dobre wyniki zarówno na treningach, jak i planowanych zawodach.

Robert: Tak, temu, kto chce spokojną aktywnością fizyczną odmienić swoje życie, nie jest od razu potrzebny trener. Ale jeśli jest szansa żeby z kimś skonsultować swoje pierwsze kroki w tym sporcie, to super. Może to być nawet zaprzyjaźniony fizjoterapeuta, który ma wiedzę o mechanice ruchu albo trener fitnessu. My rekomendujemy też systemy seminaryjne, otwarty weekend chodowy, trening grupowy, potem każdy już na własnych zasadach realizuje swoje cele i odkrywa kolejne etapy treningowe samodzielnie.

Często biegacze zaczynają od kupowania drogich butów. Jak sprawa wygląda z butami do chodzenia? Czy potrzebujemy czegoś jeszcze? Robert: Buty do walkingu muszą mieć określone, inne niż buty do biegania, parametry. Elastyczna, niezbyt gruba podeszwa, z niedużą różnicą spadku między piętą a palcami, bo zbyt wysoko położona pięta sprawia, że ciężko jest dobrze pracować stopą. Jest cała linia butów walkingowych w Decathlonie, mogą też nadać się niektóre buty fitnessowe z komfortową miękką podeszwą. To jedyny rodzaj sprzętu, jaki jest nam potrzebny. Oczywiście ważne jest odpowiednie ubranie, raczej wygodne legginsy niż szerokie spodnie. Jeśli dystans ma być dłuższy, to pas z bidonem, bo trzeba zawsze  pamiętać o właściwym nawadnianiu podczas treningu. Warto mieć zegarek, żeby sprawdzać dystans, tempo, tętno z nadgarstka. Jeśli ktoś lubi, to słuchawki, choć ja, gdy trenuję, ich nie używam, bo wolę mieć kontakt z otoczeniem i z samym sobą. Najlepsze są takie, które nie zatykają uszu, zakładane za małżowinę, bo tak jest po prostu bezpieczniej. Ważne jest także, aby nie ubierać się za ciepło – najlepiej tak, żeby czuć przez parę pierwszych minut lekki dyskomfort termiczny. Czasem spotykamy Nordic Walkerów bardzo ciepło ubranych, w puchówkach, w dżinsach, widać że trudno im iść. I pamiętajmy: na trening można wyjść w każdą pogodę. Teraz są zamknięte siłownie, wykorzystajmy ten czas na ruch na świeżym powietrzu, bo właśnie w takich warunkach budujemy odporność.

(Fot. archiwum prywatne) (Fot. archiwum prywatne)

Z tego, co mówicie, wynika, że walking ma same zalety. Są jakieś wady? Justyna: Moja przyjaciółka zawsze mówi, że jak ktoś zapyta o wady, i w pierwszej sekundzie żadnej nie można w myślach znaleźć, to znaczy, że zapewne ich nie ma.

Czyli nie ma? Robert: Nic nie przychodzi mi do głowy.

To sport bezpieczniejszy niż bieganie? Robert: Tak. Każdy ortopeda to pani powie.

Justyna: Typowe pytanie, jakie jest kierowane do męża, to czy od chodzenia bolą biodra. A ja ze zdziwieniem stwierdzam, że Robert uprawiając ten sport zawodowo, nigdy nie miał żadnej kontuzji. Zawodnicy wyczynowi, biegacze często mają problemy zdrowotne i podczas kariery, i po jej zakończeniu, a mój mąż poza złamanym – na rowerze! – obojczykiem – nic.

Robert: Tak, kontuzji wynikających z uprawiania sportu uniknąłem. A jak miałem przeciążenie czy inną dolegliwość, to ją sobie chodzeniem wyprowadzałem. Wiele lat temu grupa kolegów namówiła mnie, żebym z nimi obiegł świat w maratonach. Powiedziałem, no dobrze, już nie muszę się tak na to bieganie obrażać. Po jakimś czasie odwiedziłem swojego fizjoterapeutę, który pracował ze mną, kiedy byłem zawodnikiem, i on do mnie mówi: Robercik, a coś ty ze sobą zrobił? No biegam – odpowiedziałem. A on na to: – Szybciutko wracaj do chodzenia! Teraz mam ponad 50 lat i nie widzę dla siebie innej bezpiecznej formy uprawiania aktywności fizycznej. A jeśli chodzi o nasze grono zawodników: mamy świadomość, że dajemy im fajne narzędzie do osiągania wyników i do zdrowia. Nasz najstarszy zawodnik, którego trenowałem, Philip Rabinowitz, mieszkał w Kapsztadzie, pracował w bibliotece a poznałem go, gdy miał 101 lat i wciąż śmigał w zawodach na 10 km! I chodzi w tempie 14-latka. Mamy ambicje – a nawet można powiedzieć: misję – podpowiadania ludziom, jak może wyglądać zdrowy i bezpieczny sport.

Justyna: Nawet jeśli ktoś na początku nie zna techniki chodu i nie spotka się od razu z trenerem, to na pewno nie zrobi sobie krzywdy. Zdecydowanie większe ryzyko zdrowotne może wiązać się z samodzielnym bieganiem, na podstawie planu treningowego ściągniętego z Internetu i bez wstępnego przygotowania.

Kiedy byłam na maratonie w Tokio, widziałam ciekawe badanie, które pokazywało, że nachylenie górnej części ciała podczas biegania o 10 stopni powoduje dodatkowe obciążenie kolan o pięć – siedem kilogramów. To dużo. A te 10 stopni to wręcz niezauważalne nachylenie. Kto z biegaczy zwraca na to uwagę?  Natomiast podczas chodu ciało samo przyjmuje pozycje wyprostowaną.  Walking zatem rodzi mniejsze ryzyko przeciążeń i przez to jest bezpieczny. Kolejna ogromna różnica: przy bieganiu amatorskim pracuje głównie dolna połowa ciała. Czyli należałoby uzupełniać sesje biegowe o ćwiczenia wzmacniające także górną część ciała, by osiągnąć zamierzony efekt treningowy, czyli harmonijny rozwój wszystkich grup mięśniowych. A z chodzeniem – proszę bardzo, wychodzę na godzinę i angażuję całe ciało – nie tylko nogi, ale także mięśnie skośne brzucha, barki, plecy, ramiona, pośladki.

Robert: I we właściwych osiach.

Justyna: Chodzenie to sport kompletny. Lubię inne sporty, ale gdybym miała wybrać jeden, byłoby to chodzenie. Najchętniej w połączeniu z jogą, żeby się dobrze rozciągnąć i funkcjonować. Gdy chodzę, czuję, że robię zdrowy i mocny trening całego ciała.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze