1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Polska firma rodzinna – wady i zalety siostrzanego biznesu

Katarzyna Nejman i Anna Borecka, właścicielki rodzinnej firmy Siostry Plotą: „Wielką zaletą prowadzenia firmy z siostrą jest dla mnie to, że znamy się jak łyse konie, jesteśmy otwarte i szczere, bo wiemy, że nie chcemy zranić drugiej osoby”. (Fot. Atelier Kryjak)
„Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach” – to jeden z najczęściej powielanych stereotypów dotyczących relacji rodzinnych. Gdy dołoży się do niego popularny mit o braku kobiecej wspólnoty i nieumiejętności współpracy – pomysł stworzenia siostrzanego biznesu może się wydać karkołomny. Przeczą temu jednak historie duetów Anny Bieluń i Urszuli Ośmiałowskiej oraz Katarzyny Nejman i Anny Boreckiej.

Siedem lat temu dzielił je nie tylko dystans fizyczny (560 kilometrów, które trzeba pokonać, jadąc z Warszawy do Szczecina). Jak same przyznają, chociaż były siostrami, niewiele o sobie wiedziały. Ze względu na ośmioletnią różnicę wieku znajdowały się na odmiennych etapach życia i miały inne priorytety. Ula kończyła szkołę średnią na Pomorzu, Ania miała za sobą niemal dekadę pracy w stolicy i małe dziecko. Dziś, chociaż nadal mieszkają z dala od siebie, znają się na wylot, a ich więź zdaje się nierozerwalna. Jak do tego doszło? Zaczęły prowadzić firmę rodzinną oferującą wyrabiane metodą rzemieślniczą kosmetyki – Ministerstwo Dobrego Mydła.

Dlaczego wspólnie? – Pobudki były dwie – opowiada Ania. – Dotacje na otwarcie działalności dostępne były w Szczecinie, gdzie mieszkała Ula. Przyświecała mi też wtedy myśl, która nieźle namieszała później w naszej budującej się relacji. Chciałam moją młodszą siostrę uchronić przed dobrze mi znaną korporacyjną ścieżką zawodową i związanym z nią mobbingiem. Po czasie okazało się, że ona nie chce, abym mówiła jej, jak ma żyć, że woli sama zdobywać doświadczenia i że jest kompetentna oraz odpowiedzialna. Z roli starszej siostry musiałam szybko wejść w skórę wspólniczki, dzieląc się z nią zadaniami. – Zgodziłam się na wspólną firmę, ponieważ chciałam poznać Anię i zobaczyć, jak rozwinie się nasza relacja – dopowiada Ula. – Początki były trudne – nie obyło się bez awantur i płaczu, ale udało nam się wypracować podział obowiązków, w których czujemy się najlepiej i do których się sobie nie wtrącamy. Znalazłyśmy też złoty środek pomiędzy moją potrzebą ciągłego reinwestowania a Ani – stabilizacji i korzystania z owoców naszej pracy.

Czy firma rodzinna ma wady czy zalety? Zapytana o największe zalety siostrzanego biznesu Ania bez wahania odpowiada: – Plusem jest to, że funkcjonujemy naprawdę blisko. Gdyby nie Ministerstwo, kto wie – może spotykałybyśmy się dwa razy w roku i wiedziały o sobie tyle, co ze zdjęć?
Ula, która niedawno została mamą, skupia się na konkretach: – W biznesie prezentujemy postawę, której nauczyli nas rodzice – aby prowadzić firmę spokojnie i uczciwie, poświęcając czas rodzinie. Współpraca z Anią pozwala mi bez wyrzutów sumienia skupić się teraz na życiu domowym. Gdy jechałam na porodówkę, usłyszałam od niej tylko: „Leć, mała. Ogarniemy”.
Czy dostrzegają ciemne strony siostrzanego biznesu? – Nie dywersyfikujemy dochodów. Oprócz mnie i Uli w firmie obecnie pracuje także jej mąż Maciek, pomagają nam rodzice, a także mój mąż Miguel, który zrezygnował z pracy, aby zająć się dziećmi i stworzyć mi przestrzeń do łączenia życia zawodowego z macierzyństwem. Ta firma jest naszym być albo nie być – mówi Ania.
– Mamy z Anią zupełnie inne osobowości. Ona jest energiczna i ekstrawertyczna, ja jestem typowym introwertykiem. Czasami przytłacza mnie jej „szaleństwo”, ale pracujemy nad naszą relacją i od razu omawiamy wszelkie nieporozumienia – dodaje Ula.

Anna Bieluń i Urszula Ośmiałowska, Ministerstwo Dobrego Mydła: „Gdyby nie Ministerstwo, kto wie – może spotykałybyśmy się dwa razy w roku i wiedziały o sobie tyle, co ze zdjęć?”. (Fot. Maja Hylewicz)

Siostra, mentorka, koleżanka. Rodzinna firma a relacje

Powszechne jest twierdzenie, że kobiety nie tylko nie potrafią ze sobą pracować, lecz także są wobec siebie bardziej krytyczne niż w stosunku do mężczyzn, częściej ze sobą rywalizują i umniejszają swoje dokonania. Siostry twierdzą jednak, że nie zetknęły się z takimi objawami braku kobiecej solidarności. – Nigdy nic takiego nas nie spotkało lub tego nie dostrzegłyśmy. Działamy w sfeminizowanej branży, a nawet w jej wąskim, rzemieślniczym wycinku zdominowanym przez rodzinne biznesy. Mamy podobne priorytety, trzymamy się razem i wspieramy. Jeśli spotykamy się z próbami umniejszenia naszych dokonań, to ze strony mężczyzn – opowiada Ania. Ula dodaje: – Na początku działalności zdarzało się, że byłam przez kontrahentów proszona o powrót do negocjacji, ale nie sama, za to z tatą, który nie zarządza firmą. Podobne zachowania, niestety, zdarzają się do dziś. Nie są to już personalne uwagi, a raczej rady dobrych wujków. Typowy mansplaining – protekcjonalne wywody mężczyzn na zasadzie: „Dziewczynki, objaśnię wam arkana biznesu”. Z drugiej strony podczas finału EY Przedsiębiorca Roku poznałyśmy wielu wspaniałych dojrzałych przedsiębiorców, którzy okazali się fantastyczną pomocą i wsparciem merytorycznym. Nie można więc uogólniać.

Czy zdarza się spotykać również tak życzliwe reakcje kobiet? – Działam w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego, którego fantastyczny zespół w całości składa się z niezwykle wspierających kobiet! Dowodzi nami pani Blanka Chmurzyńska-Brown, która jest dla mnie wielką inspiracją. O siostrzeństwie w znaczeniu życzliwości innych kobiet mogę mówić też w kontekście kontaktów z naszą najbliższą konkurencją – tak, tak… Iossi, Szmaragdowe Żuki, My Magic Essence, Lost with Botanicals i wiele innych. Chociaż brzmi to jak mrzonka, to naprawdę wspieramy się wiedzą merytoryczną, tajnikami produkcji, pożyczamy sobie brakujące składniki czy opakowania. Kiedyś dostałam informację o konkretnej maszynie od koleżanki z branży, która dowiedziała się o niej od innej kobiety zajmującej się kosmetykami – ta dobra, siostrzana energia krąży! Czy rywalizujemy? Tak, podnosimy sobie nawzajem poprzeczkę, aby ulepszać produkty, ale nie ma w tym cienia złośliwości, zawiści czy nieżyczliwości – wyjaśnia Ania.

Przed Ministerstwem stoi obecnie duże wyzwanie – budowa nowej „siedziby dla mydła”, jak nazywają to siostry. Czy mają obawy? Ula mówi bez wahania: – To będzie spory sprawdzian i dla firmy, i dla naszej relacji. Wierzę jednak, że będzie dobrze.
Ania dodaje z siłą: – Będzie dobrze. Moim zdaniem biznesową relację rodzinną przyrównać można do morza. Czasami na powierzchni jest potężny sztorm, ale pod falami dno jest spokojne.

Zaczęło się od końca

Aktorka Kasia Najman i arteterapeutka oraz graficzka Ania Borecka jeszcze w połowie czerwca ubiegłego roku nie przypuszczały, z jaką rewolucją zawodową przyjdzie im się zmierzyć. Obecnie łączą swoje dotychczasowe działania z prowadzeniem firmy rodzinnej Siostry Plotą – oferującej produkty z wikliny oraz organizującej warsztaty wyplatania. Początek historii tego siostrzanego biznesu wiąże się z końcem działalności ich dziadka, który na warszawskiej Pradze-Północ przez 30 lat sprzedawał wyplatane kosze, meble i dekoracje. – Sklep dziadka w czasie pandemii odwiedzały pojedyncze osoby. Postanowił go zamknąć i wtedy pomogłam mu zorganizować wyprzedaż towaru. Wieść poniosła się tak szerokim echem, że w ciągu dwóch dni przyszło ponad 300 osób! Patrzyliśmy na to z niedowierzaniem, bojąc się, że to tylko sen – mówi Kasia. Wtedy w jej głowie pojawiła się myśl, żeby ocalić to miejsce. Czy miały obawy przed wejściem we wspólny biznes? – Gdy podejmowałam decyzję o założeniu firmy, byłam w siódmym miesiącu ciąży, wiedziałam więc, że nie będę fizycznie w stanie pomagać Kasi w sklepie. Martwiłam się, czy – gdy fala entuzjazmu opadnie, a ja urodzę – będzie w stanie wziąć na siebie i swoje, i częściowo moje obowiązki. Z drugiej strony miałam ogromną chęć, aby w to wejść i spróbować, bo zgrany z nas duet – mówi Ania. Kasia uzupełnia: – Nie miałam obaw o naszą relację. Wręcz przeciwnie, bardzo się cieszyłam, bo od dziecka byłyśmy blisko – mimo pięcioletniej różnicy wieku.

Po przejęciu sklepu musiały wykonać mnóstwo pracy: odświeżyć lokal, urządzić go na nowo, skupić się na promocji i kontakcie z klientami w mediach społecznościowych. – Dotychczas miałyśmy cały czas ręce zajęte pracą, ale też towarzyszyło nam sporo szczęścia. Żartuję nawet, że wystarczyło powiedzieć „tak” i reszta się ułożyła. To niesamowite, ilu pomocnych ludzi spotkałyśmy do tej pory – opowiada Kasia. Dodaje: – Najwięcej zawdzięczamy kobietom. Po przejęciu sklepu szukałyśmy dofinansowania. Dzięki konkursowi Maraton Marzeń poznałyśmy jego organizatorkę Joannę Borucką. Do dziś jest naszą mentorką i – jak się śmiejemy – kolejną siostrą, która regularnie siada z nami i dzieli się swoją wiedzą, pomagając nam znaleźć odpowiedni kierunek rozwoju firmy. O kobiecej życzliwości w biznesie opowiada też Ania: – W programie akceleracyjnym Biznes w Kobiecych Rękach, prowadzonym przez Sieć Przedsiębiorczych Kobiet, poznałyśmy grono kobiet, które wspomagają nas dobrymi radami i motywują do rozwoju. Pozytywna energia, która panowała podczas spotkań, naprawdę dała nam motywację do pracy.

Na pytanie, czy spotykają się z jeszcze innymi objawami siostrzeństwa podczas prowadzenia biznesu, bez wahania odpowiadają, że ogrom życzliwości dostają od klientek. – Tata, który prowadził przez 20 lat sklep motoryzacyjny, ostrzegał nas, że praca z klientem bywa trudna. My tego nie doświadczamy. Spotykamy się z wyrozumiałością i samymi dobrymi emocjami. Negatywne sytuacje też się zdarzają, ale staramy się na nich nie skupiać – wyjaśnia Kasia.

W kobiecym kręgu

Jak mówi, podczas wybierania nazwy dla sklepu skupiły się na siostrzeństwie rozumianym jako pokrewieństwo dwóch kobiet. W końcu ich relacja zawsze była i nadal jest dla nich niezwykle istotna. – Mimo że w związku z pracą jesteśmy w stałym kontakcie i często się widujemy, to nadal – jak przed rozwinięciem firmy – szukamy sposobności, aby razem gdzieś wyjechać czy spotkać się na kawę. Ta relacja jest wciąż rodzinna i nie przekształciła się w żaden sposób w biznesową – wyjaśnia Ania. Dziś, po setkach transakcji, spotkań twarzą w twarz z klientami podczas targów i – co istotne – licznych warsztatach, uważają, że nazwa doskonale oddaje też drugi wymiar siostrzeństwa. – Wyplatanie z wikliny, mimo że powoduje zmęczenie fizyczne, pozwala się efektywnie zrelaksować. Dzielimy się tym doświadczeniem podczas warsztatów plecionkarskich. Siadamy wtedy w kręgu i w skupieniu pracujemy nad koszami, tworząc siostrzaną wspólnotę – wyjaśnia Kasia. Ania dodaje: – Podczas warsztatów, które odbywały się w restauracji Na Lato, podeszła do nas kobieta i powiedziała, że właśnie takimi działaniami odnawiamy siostrzeństwo. Zdecydowanie się z tym zgadzam!

Kasia i Ania to przykład rodzeństwa, które wydaje się aż nierealnie bliskie sobie. Jak wspominają, tak było od wczesnego dzieciństwa. Widzą w tym wielką zasługę rodziców. – Ciężko o dobrą relację między dziećmi, jeśli nie jest ona od najmłodszych lat „moderowana” przez rodziców. Obie czułyśmy się równie ważne, więc nie było między nami rywalizacji i zazdrości, tylko były wielka czułość i wsparcie – wyjaśnia Ania. Czy ich relacja uległa zmianie wraz z podjęciem decyzji o wspólnym prowadzeniu firmy? – Nie czuję, aby biznes zmienił cokolwiek między nami. Są oczywiście nerwowe momenty, ale mamy wyćwiczone przez lata w domu rodzinnym umiejętności i zasoby, aby rozładować napięcie i rozmawiać. Wielką zaletą prowadzenia firmy z siostrą jest dla mnie to, że znamy się jak łyse konie, jesteśmy otwarte i szczere, bo wiemy, że nie chcemy zranić drugiej osoby – mówi Kasia. Czy widzi też wady takiego rozwiązania? Po długim namyśle mówi: – W rodzinnych biznesach jesteśmy przypisywani do pewnych schematów postępowania, które mogą mieć jeszcze źródło w dzieciństwie, a przecież ludzie się zmieniają. Często nie pozwala to na sprawdzenie się w nowych sytuacjach. Na szczęście my już wiemy, jak sobie z tym radzić.

Jest nas mniej, ale to się zmienia

Kobiet w biznesie jest nadal niemal o połowę mniej niż mężczyzn. Według danych z raportu „Transparent Data: Kobiety w biznesie 2020” w minionym roku w Polsce działalność gospodarczą prowadziło 0,79 miliona kobiet w porównaniu z 1,56 miliona mężczyzn.
W przypadku innych podmiotów rozumianych jako firmy, a więc spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjnych, komandytowych, jawnych czy partnerskich, proporcje były podobne – 253 tysiące kobiet w stosunku do 518 tysięcy mężczyzn. Przedsiębiorczych kobiet z roku na rok jednak przybywa – co ciekawe, często decydują się one na współprowadzenie działalności z siostrą. Mogą liczyć nie tylko na pomoc stowarzyszeń zrzeszających przedsiębiorczynie, lecz także wziąć udział w programach mentorignowych tworzonych przez kobiety dla kobiet.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze