1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Gruzja – ludzie i kultura

Gruziński taniec wykonuje się zarówno solo, jak i w grupie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Gruzini mają nieporównanie dłuższą historię, bogatszą kulturę, własne wino, wysokie góry i ciepłe morze, więc mamy czego im zazdrościć. Skąd więc bierze się sympatia, którą w Polsce otaczamy mieszkańców Gruzji? Czym wyróżnia się kultura gruzińska?

Zainteresowanie Gruzją wśród Polaków rośnie do tego stopnia, że w powiedzeniu o dwóch bratankach można by z powodzeniem – zamiennie z Węgrami – odnosić się właśnie do Gruzinów. Fascynację, bo chyba z czymś takim mamy do czynienia, podsycają opowieści o ceremonialnych toastach, regularne występy baletu gruzińskiego nad Wisłą czy mnogość punktów, w których można kupić chaczapuri, czyli zapiekany placek. I choć wiele w tym romantycznych mitów, sprawnie wykorzystywanych w marketingu turystycznym, to legendarna gościnność Gruzinów, ich sympatia wobec Polaków czy zamiłowanie do biesiadowania są prawdziwe.

Gruzini – jacy są wobec turystów?

„Podróż zaczynałem od Gruzji i to był błąd. Gruzja powinna być zakończeniem, a nie początkiem. Wszystko tu stwarza wrażenie przybicia do przystani, dotarcia pod dach. Wszystko – klimat, krajobraz i obyczaje – namawia, żeby przysiąść w cieniu, łyknąć wina, odetchnąć i pomyśleć: fajnie tu” – pisał Ryszard Kapuściński w tomie „Kirgiz schodzi z konia”. Wspomnienie ma już ponad 50 lat, jednak wrażenie zaopiekowania, jakie odnoszą przyjezdni, zwłaszcza jeśli wypuszczą się poza Tbilisi czy inne większe miasto, pozostaje to samo.

Potwierdził mi to zaprzyjaźniony 20-latek, który z przyjaciółmi spędził latem w Gruzji trzy tygodnie. Ignacy z rozbawieniem opowiadał, jak wraz z kolegami trafili późnym wieczorem na biesiadę. Poszukiwali miejsca do spania i szli w kierunku, o którym ktoś powiedział, że może będzie tam jakieś pole namiotowe, i po drodze napotkali właśnie owych biesiadników. W ucztowaniu bariera językowa zwykle nie przeszkadza, w tym przypadku niejakie trudności pojawiły się przy wznoszeniu toastów, o których istotnej roli więcej trochę dalej, jednak nikt nie robił z tego problemu. W pewnym momencie na niezrozumiałe dla turystów hasło mężczyźni się zwinęli, pozostawiając zapas wina i jedzenia oraz jednego z kompanów, który wyglądał na miejscowego. Gestem zachęcił studentów z Polski, żeby poszli za nim, a ci posłusznie tak zrobili. W końcu i tak nie wiedzieli, gdzie – o ile w ogóle – mieści się kemping, na który wcześniej zmierzali. Zaufanie popłaciło, bo Gruzin nie dość, że rzeczywiście doprowadził ich do celu, to jeszcze bezceremonialnie obudził innych turystów, śpiących w luksusowej przyczepie, od których nie tylko dowiedział się, na jakich warunkach można rozbić namiot, ale i skłonił ich do pomocy w jego rozbiciu. Po czym, uspokojony ruszył w swoją stronę. Oczywiście, to przykład w typie awanturniczych mężczyzn, a poza tym młodym kobietom w takiej sytuacji mogłoby być trudniej, jednak podobne historie pojawiają się we wspomnieniach turystów regularnie.

Tibilisi o zachodzie słońca (Fot. iStock)

Gruzja – kultura picia i jedzenia

Nawet jeśli nie ma pewności, które odkrycia archeologiczne potwierdzające produkcję wina są najstarsze, to Gruzini nie mają wątpliwości, że było to u nich. Dowód? Alfabet o kształcie wijących się pędów winorośli. Innym dowodem jest specyficzny sposób przechowywania trunku – nie w drewnianych beczkach czy metalowych zbiornikach, a w glinianych amforach, tzw. kwewri. Metoda, która trafiła skądinąd na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO, to tylko jeden z powodów oryginalności gruzińskiego wina. Drugim jest konsekwentna ochrona lokalnych szczepów. Według niektórych szacunków może ich być nawet 500, wiele bardzo starych, z których marką handlową jest niespełna 40. Napoju otoczonego takim szacunkiem nie można więc pić tak po prostu. I tutaj miejsce na wspomnienie kultury toastów.

Gruzini są przekonani, że to na ich ziemiach rozpoczęła się produkcja wina. (Fot. iStock)

Proponuję, by podczas gruzińskiej biesiady nie chwalić się naszymi „zdrowie wasze, w gardło nasze” czy „za piękne panie”, choć urodę kobiet, gospodarza czy przyjaźń jak najbardziej warto uhonorować. Różnica leży bowiem nie w samych odbiorcach życzeń, choć kreatywność zakaukaskich górali jest większa, a hierarchia wezwań określona, ale w formie. Wznoszenie toastów osiągnęło bowiem w Gruzji poziom sztuki, jej mistrzem jest zwykle dojrzały, lubiany w towarzystwie mężczyzna, zwany tamadą. Wygłasza on kwieciste przemowy, czasem dowcipne, innym razem melancholijne. Są długie i liczne, więc biesiada może trwać wiele godzin, a dłuższe przerwy zachowują jej uczestników w dobrej formie.

Przy okazji ucztowania nie sposób nie wspomnieć o gruzińskiej kuchni. Jest dość zróżnicowana regionalnie, ale zawsze pełna przystawek (także warzywnych, więc to dobry trop dla wegetarian), dość aromatyczna i przyprawiona. No i czy może dziwić, że najważniejszym posiłkiem jest supra, czyli kolacja...

Najważniejszym posiłkiem w Gruzji jest kolacja, tzw. Supra. (Fot. iStock)

Gruzini – charakter współczesnego rycerza

Podczas kampanii egipskiej Napoleon motywował swoich żołnierzy słowami: „Pamiętajcie, że z wysokości tych piramid czterdzieści wieków na was patrzy!”. Przy lekkiej modyfikacji to zdanie mogłoby paść także w Gruzji, bo to kraj o długiej historii i bogatej kulturze. Wystarczy przypomnieć, że najstarsze zapisane po polsku zdanie „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj” jest młodsze niż gruziński poemat epicki „Rycerz w tygrysiej skórze". I o ile nasz zabytek piśmienniczy budzi głównie rozbawienie uczniów, o tyle zakaukaski epos do dziś jest ważnym odniesieniem w lokalnej kulturze. Prawdopodobnie dlatego, że po pierwsze powstał w tzw. złotym wieku Gruzji, na zlecenie królowej Tamary, gdy kraj przeżywał rozkwit społeczny i polityczny, a po drugie bohaterowie – pomimo że kierujący się wysokimi wartościami pełni cnót, jak miłość, przyjaźń i lojalność, siła ducha, odwaga – wcale nie są wolni od wad, bywają gwałtowni, o zmiennych nastrojach. Ten archetyp Gruzina dobrze opisuje przysłowie „Zapytaj się sto razy, uczyń, jak ci serce dyktuje”.

W piosence Jacka Kaczmarskiego Katarzyna Wielka odwracała nurt rzek, stolice Brazylii i Stanów Zjednoczonych założone zostały natomiast w środku niczego. Gruzinom takie przeciwstawianie się przyrodzie nie przyszłoby do głowy. Położenie geograficzne i ukształtowanie terenu wyznaczają bowiem ich myślenie. Trudno zresztą lekceważyć to, że 80 proc. powierzchni kraju stanowią góry. W rezultacie na poziomie lokalnym naturalna jest wspólnota z mieszkańcami jednej doliny, a z tymi z doliny sąsiedniej niekoniecznie trzeba już być w przyjaźni, a nawet wzorem hrabiego Horeszki można było ich najechać. Krytycy, także wśród samych Gruzinów (usłyszałam to od znajomego wykładowcy z Tbilisi), mówią, że pełno wśród nich skłóconych watażków. A jednak Gruzini kochają swój kraj i niechętnie emigrują!

Góry oddzielają nie tylko sąsiednie doliny, ale i w pewien sposób izolują cały kraj. Wyraża się to choćby w ich języku, który był kiedyś błędnie łączony z innymi językami kaukaskimi. Poza Gruzją jest dość mało znany, a dla Polaków ma tę dodatkową trudność, że dużo w nim wyrazów ze zbitkami spółgłosek. Stąd np. niepoprawne dodawanie „i” w nazwie stolicy kraju – Tbilisi. Gruziński ma jednak tę cudowną właściwość, że słowo „tak” można w nim powiedzieć na trzy różne sposoby.

Klasztor Cminda Sameba (Świętej Trójcy) u stóp Kazbeku (Fot. iStock)

Kultura gruzińska: śpiew i taniec

W Polsce można dość regularnie (a przynajmniej tak było w epoce przedcovidowej) oglądać spektakle tańca gruzińskiego. Energiczne, osadzone w męskiej tradycji, bojowe, jakby Gruzini wciąż pozostawali w stanie gotowości bojowej. Taniec to część – znów użyję tego wyrażenia – „bogatej tradycji” muzycznej kraju. Co ciekawe i ważne, tradycji niezamkniętej w muzeach i na festiwalach, ale stale żywej. Naprawdę trudno nie popaść w zdumienie, gdy nagle tzw. pierwszy lepszy człowiek zaczyna śpiewać mocnym głosem a capella. Choć akurat istotą gruzińskiego śpiewania jest raczej pieśń polifoniczna (wielogłos), obecna na liście UNESCO podobnie jak klasyczna produkcja wina.

I znowu zacytujmy Ryszarda Kapuścińskiego: „Pieśni, które tu śpiewają, mają wiek Akropolu, może nawet wiek Babilonu. W 1924 roku przyjechał do Tbilisi Jesienin. »Szedłem z Jesieninem ulicą – mówi Georgi Leonidze – na ulicy stał ślepy bandurzysta i śpiewał gruzińską piosenkę: I cóż z tego, żem jest smagłą, słońce tak mnie opaliło! Jestem taka jak i inne, Bóg mnie stworzył jak i inne. – Co on śpiewa? – spytał Jesienin. – Biblię – odpowiedziałem. – Jak to? – zdumiał się Jesienin. – On śpiewa Pieśń nad Pieśniami. Nie pamiętasz? Stary śpiewa to jak nową piosenkę, nie wiedząc, że ta pieśń ma dwa tysiące lat«”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze