1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Wśród kolorowych pająków

Sercem domu są: długi drewniany stół w jadalni i kuchnia z zawieszonym nad blatem portretem rodzinnym autorstwa Kasi Kukuły. (Fot. proksaphotography.com)
Z zewnątrz dom Hani Stano i jej rodziny wygląda, jakby był częścią Pojezierza Palowickiego od zawsze. W środku trwa dialog nowoczesności z tradycją. Na prostym, minimalistycznym tle odznaczają się ręcznie robione ozdoby, które według wierzeń ludowych zapewniają obfitość i szczęście.

Pająki, bo tak nazywają się te ludowe dekoracje sufitu, zakradały się do życia Hani powoli i tkały misterną sieć, w którą wpadła bezpowrotnie. Z rozrywki stały się pasją, a później sposobem na życie. To dla nich porzuciła projektowanie graficzne. – Chciałabym opowiedzieć, że robienia pająków nauczyłam się od babci przy blasku kominka, ale to nieprawda – przyznaje Hanna. – Znalazłam je, przeglądając gazetę wnętrzarską. W pierwszym momencie pomyślałam, że to jakaś niezwykła lampa, dopiero szukając jej w Internecie, odkryłam, że nie jest to oświetlenie, ale ozdoba ludowa, którą dawniej wieszano w domach na specjalne okazje, takie jak Wielkanoc, Boże Narodzenie i śluby. W domu Hani pająki są stałym elementem wystroju wnętrza, robi je własnoręcznie zgodnie ze sztuką.

Nie ma tu zbędnych dekoracji, mebli ani zbieraczy kurzu. Wyjątek stanowią wszechobecne barwne pająki. (Fot. proksaphotography.com)

Dzieło rąk

Tworzenie pająków jest czasochłonne, jak szydełkowanie czy dzierganie na drutach. Najmniejszy potrafi zająć kilka godzin. – Czasem jednego pompona skręcam 40 minut – mówi Hania. – To jednak piękny czas, coś więcej niż rękodzieło. Medytacja i praca terapeutyczna zarazem. Składanie bibuły, jej szelest, niesamowicie czyści myśli i pobudza kreatywność, bo jest działaniem na pograniczu malarstwa, sztuki i form przestrzennych.

grafika

Choć tworzenie pająków ma w Polsce ponaddwustuletnią tradycję, zaskakuje nowoczesność ich formy. Dawniej wykonywano je z twardej słomy żytniej, papierowych kółeczek i bibuły, zdobiono grochem, fasolą, łupinami jajek i ptasimi piórkami. To nie zmieniło się do dziś. – Nasze pająki, w przeciwieństwie do skandynawskich himmeli, są bardzo strojne. Zachwycają feerią barw, ilością pomponów i kolorowych dodatków – mówi Hania. – Niektóre regiony dodają swoje elementy. W nadmorskich pająkach pojawiają się muszle i bursztyny. Natomiast za najbardziej strojne uchodzą łowickie, z charakterystyczną tarczą z włóczki, która wygląda jak pasiasta spódniczka łowicka.

grafika

Hania do sztuki ludowej wprowadza nowoczesne interpretacje, wbrew tradycji nie niszczy też swoich dzieł. – Kiedyś raz w roku, na wiosnę, palono pająki – opowiada – bo z czasem bibuła i papier płowieją, szczególnie błękity, które najszybciej oddają barwę. Lubię obserwować ten proces, bo pięknie się starzeją. Pająki Hani można zamówić poprzez jej profil na Insta­gramie i Facebooku – @w.mateczniku. Znajdują się tam również informacje o prowadzonych przez nią warsztatach.

Muzyka odgrywa tu ważną rolę, choć nikt z domowników nie jest profesjonalnym muzykiem. (Fot. proksaphotography.com)

Życie domu

Dom Hani, podobnie jak jej prace, niespiesznie ewoluuje. Drewniana, modrzewiowa elewacja nie została zabezpieczona przed działaniem czynników zewnętrznych, przyroda więc maluje ją po swojemu. Dom inaczej wygląda po deszczu, a inaczej w piękny słoneczny dzień. Wraz z upływem czasu deski patynieją. Trzy lata temu nowo wybudowany budynek miał ciepły, żółtawy odcień świeżego, dobrze wysuszonego drewna – teraz wyraźnie zszarzał.

Metamorfoza trwa i skończy się dopiero wtedy, gdy deski staną się czarne. Elewacja płynnie łączy się z dachem, bo nawet on został obity deskami. To nieszablonowy i, jak twierdzili eksperci, niepraktyczny i niewykonalny wymysł Hani. Współpracująca z nią architektka stanęła jednak na wysokości zadania i wymyśliła, jak to zrobić, pomogło także doświadczenie wykonawców. Na razie dach ma się dobrze i doskonale pełni swoją funkcję.

grafika

Naturalne ciepło

Drewno dominuje także w środku. – Chcieliśmy odejść od mody, która jest przemijająca, i stworzyć wnętrze ponadczasowe, które będzie dobrym tłem do życia na lata – mówi Hania. Deski na ścianach są obligujące, bo nie można ich tak łatwo przemalować czy nałożyć tapety, ale z drugiej strony – nie ma takiej potrzeby, bo drewno samo w sobie jest piękne. Słoje i sęki układają się w niepowtarzalne wzory. Patrząc na nie, za każdym razem można dostrzec coś innego. Sufity mają ciepły odcień naturalnych desek, natomiast ściany delikatnie wybielono ługiem.

Łóżeczko w dziecięcym pokoju, podobnie jak elewacja domu, wykonane jest z surowego, niezabezpieczonego drewna, które z roku na rok się zmienia, dojrzewa. (Fot. proksaphotography.com)

Jedynym kontrastowym elementem jest czarna kuchnia, która otwiera się na jadalnię i salon. Od początku było wiadomo, że zawiśnie w niej portret rodzinny. Zaprzyjaźniona malarka Kasia Kukuła uchwyciła na nim wszystkich domowników, także psa, kota i pszczoły, które hodują Stanowie. Nie zgadza się tylko liczba dzieci. – Jest ich czworo – mówi Hania – ale kiedy biegają, trudno je zliczyć i wydaje się, że jest ich znacznie więcej. Dlatego, by oddać tę dynamikę na portrecie, zostały zmultiplikowane.

grafika

Poza kilkoma pracami Kasi Kukuły, małymi obrazkami pędzla Hani i drewnianymi ptaszkami stryszawskimi ilość ozdób jest ograniczona. – Staraliśmy się, żeby dom był przytulny, ale nie przytłoczony zbieraczami kurzu, no, może z wyjątkiem pająków ludowych – śmieje się Hania. – Nie ma zbędnych mebli, przedmiotów ani rzeczy codziennego użytku, dzięki czemu można tu oczyścić myśli, odpocząć.

Jak widać

Funkcję dzieł sztuki na ścianach pełnią duże okna i rozpościerający się z nich widok na las, łąki i jeziora Pojezierza Palowickiego. Z każdego pomieszczenia, łącznie z łazienką, można wyjść na ogród. Granica między tym, co na zewnątrz i w środku, się zaciera, przyroda przenika do wnętrza, staje się jego integralną częścią.

Spod prysznica można wyjść prosto na ogród, z okna roztacza się piękny widok na pobliskie jezioro. Konkuruje z nim malarska mozaika, którą na ścianach łazienki ułożyła firma Trufle z Katowic.

– Czasami latem łapiemy się na tym, że nawet nie wychodzimy na ogród, bo przecież on sam cały czas do nas zagląda – mówi Hania, która nie zna się wybitnie na roślinach i ogrodnictwie, ale traktuje przestrzeń wokół domu jak materię plastyczną, odkrywa, że można malować roślinami. Sięga po te, które rosną w okolicy, dzięki temu ogród idealnie wpisuje się w środowisko naturalne. Główną rolę odgrywają w nim trzcinniki ostrokwiatowe, nieco bardziej ozdobne od tych z pobliskich łąk. Falują i szumią przy najmniejszym podmuchu wiatru. Koją, wyciszają, wprowadzają nastrój niekończących się wakacji. Można na nie patrzeć godzinami. Piękno otaczającego dom krajobrazu ma jednak swoje wady… – Nie chce nam się wyjeżdżać na urlop, bo trudno znaleźć konkurencyjne miejsce – przyznaje Hania.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze