1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Zamek, którego nie było. Historia odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie

Odbudowa bryły Zamku Królewskiego (1976). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)
Odbudowa bryły Zamku Królewskiego (1976). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)
Zamek Królewski w Warszawie, 700-letnia siedziba królów, sejmu, senatu i prezydentów Rzeczpospolitej przez niemal trzy dekady była stertą gruzu. Losy Zamku Królewskiego w Warszawie to opowieść o okrucieństwie i zniszczeniu, ale też współpracy oraz poświęceniu tysięcy ludzi. Nie brakuje tu filmowych zwrotów akcji, romansów, ukrytych skarbów i duchów. A my przypominamy historię Zamku Królewskiego w Warszawie na zwieńczenie czteroletnich obchodów 50. rocznicy jego odbudowy.

Pierwszy niemiecki pocisk trafił w wieżę Zegarową Zamku Królewskiego w Warszawie 17 września 1939. O godzinie 11.15 stanęły wskazówki, ale biegu wydarzeń zatrzymać już się nie dało. Pożar ogarnął hełmy wieży Zygmuntowskiej i Władysławowskiej, płonął dach Zamku nad skrzydłem Saskim od strony Wisły, spaliły się biura kancelarii cywilnej Prezydenta RP. W sali Wielkiej (Balowej) runął strop z plafonem Bacciarellego „Rozwikłanie chaosu”. Mówi się, że niszczenie Zamku Królewskiego w Warszawie, siedziby królów i Prezydenta Rzeczpospolitej, a więc symbolu polskiej państwowości, było celowym pokazem siły, ponieważ tego dnia ostrzał artyleryjski Warszawy obserwował z praskiego brzegu Wisły sam Hitler. – Kiedy zaczęło się wyburzanie, pracownicy Muzeum Narodowego w Warszawie, wspomagani przez grupę studentów, równolegle prowadzili akcję ratowania najcenniejszych zbiorów z apartamentów królewskich. Robiono to pod ostrzałem, wiele osób tego dnia zginęło na Zamku, w tym raniony odłamkiem pocisku Kazimierz Brokl, kustosz zbiorów zamkowych, kierujący ewakuacją. Pochowano go przy Bramie Grodzkiej, gdzie do dziś stoi symboliczny obelisk, a miesiąc później przeniesiono na Powązki – opowiada Bożena Radzio, historyczka sztuki, kuratorka wystawy stałej „Zniszczenia i odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie”.

Wrześniowe straty, choć poważne, nie były jednak tak rozległe, by nie myśleć o rychłym remoncie. Dzięki wymianie w okresie międzywojennym starej więźby dachowej na nową, ognioodporną z żelazobetonu, pożar nie objął pomieszczeń, w których przechowywane były najważniejsze dzieła sztuki. Liczono więc na to, że Zamek Królewski w Warszawie da się jeszcze uratować, ale kiedy Niemcy wkroczyli do miasta, plany te trzeba było zrewidować.

Gaszenie pożaru Sali Balowej (1939). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego) Gaszenie pożaru Sali Balowej (1939). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)

Zamek Królewski w Warszawie opis historii zamku. Wzory, nie komplety

Dopóki była taka możliwość, nie przerywano ewakuacji, za którą po śmierci Brokla na polecenie prezydenta odpowiadał profesor Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie. – Osoby, które ratowały zbiory, rysowały plany każdej sali i zaznaczały, gdzie znajdowały się poszczególne elementy. Zalecenia były jasne: wynosić jak najwięcej wzorów, nie kompletów. Zaskakuje dziś, jak dalekowzroczni byli ci ludzie, bo ocalano nie tylko dzieła sztuki, elementy wyposażenia czy meble, ale także wycinano fragmenty boazerii, kominków, sztukaterii, dekoracji malarskich ścian. Te detale w czasie odbudowy okazały się bezcennym źródłem informacji. Bez nich nie bylibyśmy w stanie odtworzyć Zamku tak wiernie – tłumaczy Bożena Radzio. Akcja ewakuacyjna trwała nawet wtedy, gdy Niemcy zakazali Polakom wchodzenia na Zamek.

Profesor Lorentz przekonywał jednak okupantów, że ratuje cenne, zamkowe rzeczy na polecenie władz niemieckich, ponieważ dobra te mają być wywiezione do Rzeszy. Aby wynieść jak najwięcej elementów wyposażenia wnętrz, jako noszy do transportu mniejszych przedmiotów, używano drzwi, dzięki temu dziś na pierwszym piętrze Zamku wciąż można zobaczyć oryginalnie zachowaną stolarkę drzwiową. Kiedy wejście na Zamek Królewski w Warszawie było już niemożliwe, wykuwano z zewnętrznej elewacji duże bloki kamienne i detale zdobień, by ocalić jak najwięcej z budynku, którego los był już przesądzony. W listopadzie zjawił się tam bowiem specjalny oddział saperów, który zaczął wiercenie dziur w murach. Po dwóch miesiącach kilka tysięcy takich otworów pokryło zewnętrzne i wewnętrzne ściany zamkowe. Stało się oczywiste, że wyrok zapadł i Zamek Królewski w Warszawie ma być całkowicie zniszczony. Akcja była planowana na początek 1940 roku, ale pewnego dnia saperzy po prostu się wynieśli. Dlaczego? – Historycy mają kilka teorii na ten temat, ale najbardziej prawdopodobna wydaje się obawa, że ogromna detonacja Zamku zniszczy obecny most Śląsko-Dąbrowski, a była to główna arteria komunikacyjna na front wschodni – wyjaśnia Bożena Radzio. Ostateczne zniszczenie dokonało się we wrześniu 1944 roku, w czasie Powstania Warszawskiego. Zamek Królewski w Warszawie przestał istnieć, została po nim sterta gruzu, część piwnic i symboliczny fragment ściany z oknem należącym do dawnego mieszkania Stefana Żeromskiego, przyznanego pisarzowi przez prezydenta Stanisława Wojciechowskiego.

Bożena Radzio historyczka sztuki, kuratorka wystawy stałej „Zniszczenia i odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie”. (Fot. materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie) Bożena Radzio historyczka sztuki, kuratorka wystawy stałej „Zniszczenia i odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie”. (Fot. materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie)

Zamek Królewski w Warszawie opis historii zamku. Wypatrywanie orłów

Zważywszy na liczbę uratowanych detali z zamkowych wnętrz, zaskakuje fakt, że podczas ewakuacji nie zabezpieczono zaplecka królewskiego tronu wyszytego 86 srebrnymi orłami, które w roku 1785 król Stanisław August zamówił w firmie Camille Pernon et Compagnie z Lyonu. Kiedy podczas okupacji planowany na generalnego gubernatora Hans Frank przyjechał na Zamek Królewski w Warszawie, bagnetem odcinał królewskie orły i dawał je na pamiątkę swoim oficerom. W efekcie po wojnie wszelki ślad po orłach zaginął. Ich poszukiwania rozpoczęły się wraz z podjęciem decyzji o odbudowie Zamku.

Apele publikowane na terenie Polski nie przyniosły rezultatów, ale pojawiły się one także w prasie polonijnej i dzięki temu udało się dotrzeć do Polaka mieszkającego w Chicago, który posiadał orła pochodzącego z zamkowej Sali Tronowej. – Człowiek ten twierdził, że któryś z jego przodków kupił go w Szwajcarii od niemieckiego oficera i nie bardzo chciał się z tą pamiątką rozstawać. Orła ostatecznie odkupił mieszkający w Stanach Zygmunt Nagórski i przekazał go w darze Zamkowi. W ten sposób po 52 latach w październiku 1991 roku jedyny orzeł z przedwojennego zaplecka tronu powrócił do domu. Ale to jeszcze nie koniec tej historii, bo wtedy pojawiła się wątpliwość, czy na pewno pochodzi on z pierwszego, Stanisławowskiego garnituru.

Orzeł z Sali Tronowej – kopia wykonana na podstawie oryginału, który jest trochę ciemniejszy i różni się też koroną. Orzeł z Sali Tronowej – kopia wykonana na podstawie oryginału, który jest trochę ciemniejszy i różni się też koroną.



Losy tronowego zaplecka, podobnie jak całego Zamku, były dość burzliwe. Kiedy po trzecim rozbiorze Polski Warszawa stała się pruska, orły dostosowano do nowej sytuacji politycznej i przemalowano na czarno. A gdy z kolei na Zamku pojawił się nowy król Polski, Aleksander I, car rosyjski, orły wysłano do Petersburga i tam poddano zabiegom konserwatorskim, podczas których część najbardziej zniszczonych haftów spruto i wyszyto na nowo. Wszystkim orłom dodano natomiast nowe, carskie korony. Kiedy więc odzyskany po wojnie orzeł wrócił na Zamek Królewski w Warszawie, zastanawiano się, czy jest to egzemplarz z czasów Stanisława Augusta, czy też dziewiętnastowieczny haft w całości wykonany w Petersburgu. Badania wykazały, że dodana korona jest wykonana nieco inną techniką niż orzeł, a zatem był to oryginał. I tu pojawił się kolejny dylemat: czy odtwarzać nowe hafty dokładnie według wzoru, czy też zmodyfikować carską koronę, by w miarę możliwości była zbliżona do tej, którą zamawiał Stanisław August. Zdecydowano się na drugą możliwość i na podstawie źródeł historycznych wypracowano koncepcję królewskiej korony – opowiada Sławomir Szczocki z Działu Edukacji Zamku Królewskiego. Orły można już oglądać na zaplecku w Sali Tronowej. Odzyskany oryginał poza koroną różni się od kopii także barwą, jest nieco ciemniejszy.

Profesor Wojciech Fałkowski, dyrektor Zamku, zapewnia jednak, że nowe orły zostały wykonane dokładnie taką samą techniką jak pierwowzory. Srebrne nici sprowadzano z Lyonu, gdzie wciąż jeszcze znajdują się pracownie wytwarzające materiały osiemnastowiecznymi metodami. Nad odtworzeniem orłów pracowało 16 osób, a wyhaftowanie jednego trwało około trzech miesięcy. Planem na zwieńczenie czteroletnich obchodów 50. rocznicy odbudowy Zamku jest ukończenie w tym roku nowej Sali Tronowej. Ale to wciąż jeszcze nie jest finał tej historii, bo Stanisławowskie orły nadal są poszukiwane. – Nie wierzę, że wszystkie z pozostałych 85 haftów zostały zniszczone. Jestem przekonany, że wciąż część z nich jest w prywatnych rękach i kiedyś jeszcze wrócą na Zamek Królewski w Warszawie – mówi Sławomir Szczocki.

Prace pozłotnicze w Sali Tronowej 1979 (fot. S. Sadowski) Prace pozłotnicze w Sali Tronowej 1979 (fot. S. Sadowski)

Zamek Królewski w Warszawie ciekawostki. Fałszywy przyjaciel i kaprysy cesarza

W czasie okupacji odbywało się metodyczne grabienie królewskich zbiorów. – W Rzeszy były specjalne oddziały, które miały zajmować się rabunkiem dzieł sztuki w podbitych krajach. Część z nich była skierowana także do Polski. Stanisława Lorentza zaszokowała na korytarzach Zamku obecność prof. Freya, dobrego znajomego z czasów przedwojennych, którego przyjmował w Warszawie i sam kilka lat wcześniej oprowadzał po Zamku, pokazując najcenniejsze obiekty. Teraz ze zrobionymi wtedy notatkami niemiecki uczony przechadzał się w towarzystwie władz okupacyjnych, wskazując, które rzeźby należy wywieźć, które kominki marmurowe wyłamać i jakie boazerie oderwać. Profesor Frey sprawdzał również zbiory ukryte w podziemiach Muzeum Narodowego, gdzie odnalazł skrzynie zamkowe z obrazami Canaletta, które natychmiast przeznaczył do wywozu. Dzieła te po wojnie wróciły do Polski, a po odbudowie – na Zamek Królewski w Warszawie, nie wszystkie okazy z królewskich kolekcji miały jednak tyle szczęścia, a grabieży cennych dzieł sztuki w historii Zamku było wiele.
Jednej z nich dokonał sam Napoleon, którego goszczono tu między innymi w 1806 roku. – Był grudzień, cesarz przyjechał do Warszawy z Łowicza zły i zmarznięty. Zamek Królewski w Warszawie nie był wówczas w najlepszej kondycji, bo za czasów pruskich przez 11 lat nikt o niego nie dbał. Przed przyjazdem Napoleona z dużych rezydencji warszawskich pożyczano więc komplety mebli i zastawy stołowej, a żeby uhonorować gościa, przygotowano mu sypialnię Stanisława Augusta. Cesarza ten gest niesamowicie oburzył. Chyba był dość przesądny, gdyż uznał, że nie będzie spał w sypialni władcy, który był zmuszony do abdykacji. Noc spędził więc w królewskiej garderobie. To, co prawda, nie bardzo mu pomogło, bo jak wiadomo, później sam abdykował dwukrotnie. Ale jego wizyta, poza dość nieprzyjemnym zachowaniem, wiąże się z jeszcze jedną przykrą sytuacją. Na Zamku spodobało mu się kilka obrazów Canaletta, które zabrał sobie na pamiątkę, w tym ten przedstawiający widok Warszawy od strony Wisły. Przepadł także znajdujący się w Sali Rycerskiej obraz Marcella Bacciarellego, przedstawiający hołd pruski. Miał dla Napoleona wówczas szczególne znaczenie, bo cesarz toczył właśnie wojnę z Prusami. Dzieła Canaletta wróciły na Zamek Królewski w Warszawie, ale obraz Bacciarellego już nie. W tym czasie jednak artysta jeszcze żył, namalował więc w to miejsce obraz ku czci cesarza Francji, w którym mimo wszystko pokładano nadzieje na niepodległość Polski. Kiedy Napoleon przegrał, stał się passé i jego wizerunek przeniesiono do Belwederu, natomiast Bacciarelli ponownie, 20 lat po pierwowzorze, namalował „Hołd pruski”, który znów zawisł w Sali Rycerskiej – opowiada Sławomir Szczocki. A zatem można powiedzieć, że dzieło, które dziś znajduje się na Zamku Królewskim w Warszawie, jest jednocześnie kopią i oryginałem.

Zamek Królewski w Warszawie ciekawostki. Uwierz w ducha

Bardziej znanym pokłosiem wizyt Napoleona na Zamku Królewskim w Warszawie jest jego znajomość z Marią Walewską. Według legendy to właśnie tutaj się poznali. W filmie, w którym Greta Garbo wciela się w rolę polskiej hrabiny, Napoleon zakochuje się w pani Walewskiej podczas tańca. To bardzo romantyczna wizja, ale zdaniem Sławomira Szczockiego mało prawdopodobna, ponieważ kiedy na Zamku robiono przyjęcia z uczestnictwem cesarza Francji, nie urządzano tańców, a sam Napoleon bardzo krótko przebywał z towarzystwem. Marię Walewską mógł poznać w Łowiczu, a jeśli zdarzyło się to na balu, to być może tym wyprawionym w pałacu Pod Blachą, na którym faktycznie byli obecni zarówno hrabina, jak i cesarz. Natomiast zamkowe komnaty, zdaniem badacza, mogły być miejscem spotkania innej znanej pary kochanków.

Legenda głosi, że w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 podczas seansu spirytystycznego prowadzonego przez Lorenza Dhura, maga znanego jako Jan Twardowski, trawiony wielką tęsknotą Zygmunt August ujrzał ducha swojej ukochanej, przedwcześnie zmarłej żony Barbary Radziwiłłówny. Przebrano za nią łudząco podobną do królowej Barbarę Giżankę, kochankę jednego z braci Mniszków, którzy organizując seans, chcieli wkraść się w łaski władcy. Scenę „spotkania” króla z nieżyjącą żoną trzy wieki później uwiecznił zainspirowany tą historią Wojciech Gerson na obrazie „Zjawa Barbary”. Większość źródeł jako miejsce tego wydarzenia podaje Wawel, ale legendę dokładnie przeanalizowali historycy i doszli do wniosku, że jeśli zgodnie z przekazem seans odbył się pod koniec życia Zygmunta Augusta, to musiał być na Zamku w Warszawie, ponieważ król przez ostatnie 13 lat nie bywał na Wawelu. Pytanie, ile w tej całej legendzie prawdy.

Obraz Wojciecha Gersona „Zjawa Barbary Radziwiłłówny” (1886). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego) Obraz Wojciecha Gersona „Zjawa Barbary Radziwiłłówny” (1886). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)

Sławomir Szczocki przekonuje, że Barbara Radziwiłłówna nie ukazuje się na Zamku w Warszawie, choć różne historie o duchach były tu opowiadane. Jedna z nich pochodzi z okresu odbudowy. Kiedy Zamek był już przykryty dachem i położono parkiety, nocami sal pilnowali strażnicy, którzy co jakiś czas robili obchód i sprawdzali, czy nikt niepowołany nie kręci się w środku. Jeden ze strażników, pilnujący Sali Canaletta, po swoich dyżurach twierdził, że w nocy w Zamku cały czas ktoś za nim chodzi, słyszy wyraźne kroki tuż za plecami. Zestresowany tą sytuacją, zrezygnował z pracy na Zamku. – Racjonalnie myślący wyjaśniali to tym, że chodząc, przyciskał stopami świeżo położony parkiet, a gdy odrywał stopę od podłogi, deski podnosiły się, wydając charakterystyczny dźwięk – opowiada Sławomir Szczocki.

Szczególnie precyzyjnie

Zwiedzając Zamek Królewski w Warszawie, warto patrzeć nie tylko na dzieła sztuki, ale także pod nogi. W apartamentach Stanisława Augusta, a dokładnie w Pokoju Marmurowym, dedykowanym monarchom polskim, wisi portret reprezentacyjny ostatniego króla, namalowany przez Marcella Bacciarellego. Stanisław August pozuje na nim w stroju, w którym wystąpił podczas swojej koronacji i podobno sam go zaprojektował. Obraz został namalowany konkretnie do tej sali, o czym świadczy uwieczniona na płótnie podłoga, która jest kontynuacją posadzki znajdującej się w pomieszczeniu, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że król stoi tuż obok. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Zamek Królewski w Warszawie został zrównany z ziemią, a parkiet po wojnie układano na nowo.

Układanie posadzki w Sali Audiencjonalnej, 1976 (Fot. S. Sadowski) Układanie posadzki w Sali Audiencjonalnej, 1976 (Fot. S. Sadowski)

– Do niektórych pomieszczeń zachowały się oryginalne projekty podłóg z czasów Stanisławowskich i korzystano z tych wzorów. Była też specjalna grupa historyków sztuki, która w czasie odbudowy zbierała dokumentację, żeby projektanci mieli materiał porównawczy. W historycznych pomieszczeniach podłogi odtwarzano też ze zdjęć, a archiwum fotograficzne było bogate, ponieważ kiedy na Zamku mieściła się siedziba prezydenta, odbywało się tu wiele oficjalnych wydarzeń, na które zapraszano prasę. Na podstawie fotogrametrii odtwarzano wielkość płyt podłogowych, ich wzór, kąt nachylenia klepek – opowiada Bożena Radzio. Podczas rekonstrukcji zadbano o każdy szczegół. Wyrzeźbienie metra listwy zdobiącej nową Salę Tronową wybitnemu artyście rzeźbiarzowi zajmowało wiele tygodni. Przy czym tylko w tej sali jest ponad 100 metrów takich listew. W tym kontekście niepojęte wydaje się to, że udało się odbudować Zamek Królewski w Warszawie tak wiernie, bo cały przecież składa się z takich „drobiazgów”. Ocalone fragmenty architektonicznych detali umiejętnie inkrustowano w rekonstrukcje. – Oglądając uważnie zamkowe wnętrza, czujne oko jest w stanie wyłapać oryginały, które delikatnie różnią się odcieniem, jak spatynowany kinkiet w Sali Rycerskiej wiszący przy słynnym Chronosie, nieco ciemniejszy od reszty bliźniaczo podobnych, ale wciąż jeszcze lśniących żywym złotem kopii. Dzięki tak wiernym replikom całość tworzy idealną iluzję prawdy. Spacerując po Zamku, nie ma się poczucia, że jest on rekonstrukcją. To zaskakujące, zważywszy na tempo i czas odbudowy – mówi Sławomir Szczocki.

Prof. Janusz Strzałecki w trakcie malowania plafonu w Pokoju Audiencjonalnym, 1978 (Fot. S. Sadowski) Prof. Janusz Strzałecki w trakcie malowania plafonu w Pokoju Audiencjonalnym, 1978 (Fot. S. Sadowski)

Zamek Królewski w Warszawie ciekawostki. Architektoniczny manicure

W 1949 sejm podjął uchwałę o odbudowie Zamku Królewskiego, ale władze komunistyczne, odsuwały tę decyzję w czasie. Trwały spory o to, w jakiej formie miałby on powstać na nowo. Jako muzeum czy siedziba najwyższych organów państwowych? I jaką wersję Zamku przywrócić, bo przecież była to budowla, która przez 700 lat nieustannie ewoluowała. Po wojnie powstały więc różne projekty przyszłego Zamku. Najpierw w 1950 roku powołano pracownię architektoniczną działająca pod nadzorem Jana Zachwatowicza jako generalnego konserwatora, a jej zespół otrzymał polecenie błyskawicznego przygotowania koncepcji odbudowy. Jak podaje na swoim blogu „Miasta rytm” Jerzy Stanisław Majewski, historyk sztuki, varsavianista i dziennikarz, zgodnie z nowymi oczekiwaniami Bieruta i jego kręgu Zamek miał zostać wskrzeszony z przeznaczeniem na obiekt reprezentacyjny dla najwyższych władz państwowych. Bierut chciał, aby tu, tak jak w czasach prezydenta Mościckiego, listy uwierzytelniające składali ambasadorowie akredytowani w Warszawie. Projektanci musieli więc wiedzieć na przykład, ile pomieszczeń ma przejść ambasador, zanim spotka się z prezydentem, aby właściwie zaprojektować całą trasę paradną. A czasu było mało, bo projekt miał status priorytetowy. Pracowano więc nad rysunkami dzień i noc, a do pracowni dowożono architektom i architektkom jedzenie oraz... manikiurzystki. „W tamtych latach kobiety bardzo dbały o paznokcie. Na manikiur traciły wiele czasu. By zdążyć z projektem, profesor Zachwatowicz zamówił nam na miejscu w pracowni wizyty manikiurzystek. Miałyśmy pomieszczenie w piwnicy i tam manikiurzystki zajmowały się naszymi dłońmi” – wspominała pracująca przy projekcie Zofia Cydzikowa.

Pokój Audiencjonalny widok ogólny (Fot. A. Ring) Pokój Audiencjonalny widok ogólny (Fot. A. Ring)

I nagle decyzją władz partyjnych pracownia architektoniczna została zlikwidowana, a cała intensywna praca poszła na marne. W 1954 ogłoszono natomiast konkurs „Architektoniczne rozwiązania placu Zamkowego i związanego z nim terenu Starego i Nowego Miasta”. Wygrał projekt prof. Jana Bogusławskiego i został skierowany do realizacji. Powstała pracownia Zamek, która przygotowywała szczegółowe projekty, ale i ona po pewnym czasie została zlikwidowana. Gotowe szkice zapakowano w pudła i zniesiono do piwnic, ale szczęśliwie nie zostały one zniszczone. Dzięki temu w styczniu 1971 roku, kiedy Edward Gierek dał wreszcie zielone światło dla odbudowy, sprawy zaczęły toczyć się bardzo szybko. Natychmiast reaktywowano pracownię Zamek, wyciągnięto z piwnic opracowane przez nią kilka lat wcześniej projekty i powołano Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Jego przewodniczącym został Józef Kępa, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, zwolennik odbudowy Zamku, zaś wiceprzewodniczącymi: Jerzy Majewski, prezydent Warszawy, prof. Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, oraz Janusz Wieczorek, szef Urzędu Rady Ministrów. W skład Komitetu weszli wybitni przedstawiciele środowisk artystycznych i intelektualnych, m.in.: Adam Hanuszkiewicz, Witold Lutosławski, ksiądz biskup Jerzy Modzelewski i prof. Władysław Tatarkiewicz.

Komitet zaczął swą działalność od skierowania apelu do rodaków w kraju i na emigracji, w którym zachęcano do udziału w zbiórce funduszy, Zamek Królewski w Warszawie miał być bowiem odbudowany z pieniędzy wszystkich Polaków. – Skala ofiarności przerosła najśmielsze oczekiwania. Utworzono specjalne konto złotówkowe i dewizowe, na które wpłacano środki przez zwolnione z opłat przekazy pocztowe. Do dziś w zamkowych archiwach przechowywana jest dokumentacja każdej wpłaty. W całej Polsce ustawiano też skarbonki, jedną z nich z okazji jubileuszu można teraz zobaczyć na dziedzińcu Zamku. Napełnione skarbonki przewożono do Narodowego Banku Polskiego, gdzie komisyjnie przeliczano środki. Akcja ogarnęła całą Polskę i zagranicę, w efekcie po kilku miesiącach na koncie Komitetu było już około 30 milionów złotych – mówi Bożena Radzio. Bardzo trudno jednak oszacować, ile dokładnie kosztowała odbudowa Zamku. Zyskał on status narodowego symbolu, symbolu niepodległości, więc wiele firm wykonywało różne prace społecznie. Nigdy też nie było takiej sytuacji, żeby budowa stanęła z powodu braku materiałów, a przecież końcówka zamkowej rekonstrukcji przypadła na lata wielkiego kryzysu gospodarczego. – Ludzie poza pieniędzmi przynosili też do Komitetu różne dary: zdekompletowane zestawy srebrnych sztućców, złote obrączki, pierścionki i łańcuszki. Wszystkie zostały przekazane do mennicy i wycenione – opowiada Sławomir Szczocki. Gdzie teraz na Zamku przechowywane są te skarby? – W wieży Zegarowej. Przetopionym kruszcem grubo pokryto wszystkie tarcze i wskazówki zegara. Znajduje się na nich około 14 kilogramów złota – wyjaśnia historyk.

Skarbonka ustawiona na placu Zamkowym (1972). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego) Skarbonka ustawiona na placu Zamkowym (1972). (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)

Zamek Królewski w Warszawie opis historii zamku. Znak czasu

W 1971 roku, 17 września, czyli w dniu, w którym w 1939 roku zaczęto niszczyć Zamek Królewski w Warszawie, położono symbolicznie pierwszą cegłę pod jego odbudowę, a dokładnie trzy lata później oddano bryłę w stanie surowym. – Pamiętam, jak w nieotynkowanych jeszcze wnętrzach odbyła się wystawa prac Władysława Hasiora, która zrobiła ogromne wrażenie w całej Polsce ze względu na zestawienie drapieżnej, dramatycznej sztuki tego artysty z surowym, zamkowym otoczeniem – wspomina prof. Wojciech Fałkowski, obecny dyrektor Zamku, który teraz chce ożywić te emocje sprzed lat. Zaplanowana na ten rok wystawa Hasiora nieprzypadkowo będzie więc zamykać obchody jubileuszu 50. rocznicy odbudowy Zamku. – Stałą ekspozycję, wśród której podziwiać można m.in. jedne z najcenniejszych obrazów w kraju, czyli dwa dzieła Rembrandta z kolekcji Stanisława Augusta, wypełni też wiele innych czasowych pokazów, których szczegółów zdradzać jeszcze nie mogę – przyznaje.

Wojciech Fałkowski dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie – Muzeum, historyk mediewista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie) Wojciech Fałkowski dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie – Muzeum, historyk mediewista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie)

Dziejową klamrą jest także ratowanie przez zamkowych specjalistów dzieł sztuki ewakuowanych z Ukrainy. W miejscu, które podczas II wojny światowej przestało istnieć, teraz bezpieczne schronienie przed kolejną, tocząca się u naszych granic wojną, znalazło około 130 cennych prac z kijowskiego Muzeum Chanenków oraz Galerii Lwowskiej. – Zabezpieczamy te obiekty nie tylko przed zniszczeniem wojennym, ale też tym związanym z upływem czasu. Zamek przeprowadza na swój koszt prace konserwatorskie, traktujemy to jako nasz moralny obowiązek i wyraz solidarności z naszymi kolegami oraz całą Ukrainą – mówi prof. Fałkowski. W tym roku także te obrazy będzie można podziwiać podczas specjalnej wystawy.

Rzeźba Chronosa autorstwa Jakuba Monaldiego w Sali Rycerskiej. (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego) Rzeźba Chronosa autorstwa Jakuba Monaldiego w Sali Rycerskiej. (Fot. Archiwum Zamku Królewskiego)

Zamek Królewski w Warszawie cały czas się zmienia. To miejsce, w którym wciąż toczy się historia, choć sławny zegar w kształcie kuli ziemskiej, który dźwiga na barkach posąg Chronosa w Sali Rycerskiej, od 80 lat nie odmierza czasu. – Rzeźba przetrwała wojnę, natomiast mechanizm zegara został ukradziony i do tej pory nie możemy go odzyskać. Jest jednak niezwykle rzadki, kiedy więc tylko pojawi się na rynku, natychmiast zażądamy jego zwrotu. W Zamku cały zespół ludzi wnikliwie śledzi aukcje i oferty antykwariatów na całym świecie po to, żeby nieustannie odbudowywać i rozszerzać naszą królewską kolekcję – mówi prof. Fałkowski. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze