1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dania i jej mieszkańcy

Dania i jej mieszkańcy

123RF.com / Stara Egeskov Zamek w Funen, Dania
123RF.com / Stara Egeskov Zamek w Funen, Dania
Mała, ale doskonale ukształtowana Dania jest ojczyzną ludzi rozmiłowanych w zabawie i świadomych problemów środowiska naturalnego.

Hamlet był w błędzie – w państwie duńskim nie dzieje się źle. Owszem, zimy bywają paskudne, ale nie koszmarnie mroźne, opady śniegu umiarkowane – Duńczycy jeżdżą na narty do Szwecji lub Norwegii – a letnie długie dni na ogół są słoneczne. Prawda, stawki podatkowe należą do najwyższych na świecie, lecz wpływy z podatków są reinwestowane zmyślą o przekształceniu Danii w kraj, w którym „nieliczni mają za wiele, a jeszcze mniej liczni za mało”.

Najstarsza monarchia świata nie jest już być może taką potęgą, jak dawniej, ale potomkowie wikingów nadal dbają o zamanifestowanie swej obecności na świecie. Dania jest znaczącym wytwórcą części komputerowych i urządzeń elektronicznych, turbin wiatrowych, produktów rolnych, wyrobów rzemieślniczych i rękodzielniczych.

Duńczycy są narodem cyklistów i specjalistów od recyklingu – ponad połowa odpadów służy do produkcji energii cieplnej, ogrzewającej domy oraz używanej do innych celów, od kiedy wykluczono zastosowanie w tym kraju energii nuklearnej. Biogaz i energia wiatrowa są preferowanymi źródłami energii odnawialnej. Żadna odległość nie jest tu duża, zwłaszcza ostatnio, gdy powstała sieć dróg i autostrad, linii kolejowych oraz efektownych mostów z zachodu na wschód, łączących Niemcy z Danią, a zwłaszcza Kopenhagą, i wiodących dalej przez cieśninę Sund do Szwecji. Ważną rolę nadal odgrywają promy, łączące wyspy i brzegi fiordów, jak Duńczycy nazywają większe jeziora w swoim kraju.

Na obszarze położonej na wschodzie Zelandii leżą stolica kraju, Kopenhaga, najbardziej witalne miasto Skandynawii, i zamek Hamleta, Kronborg w Helsingør (Elsynor). Półwysep Jutlandzki na zachodzie jest mostem, łączącym Danię z kontynentem europejskim.

Nadmorskie krajobrazy północnej części Półwyspu Jutlandzkiego przez setki lat zachwycały artystów, a piaszczyste wybrzeże zachodnie, z plażami po horyzont, przyciąga amatorów letniego wypoczynku. Wschodnia Jutlandia słynie z systemu jezior, stanowiących znakomite szlaki kajakowe i żeglarskie. Leży tam miasto Århus, drugie co do wielkości w Danii i siedziba jesiennego festiwalu sztuki.

Wciśnięta między Półwysep Jutlandzki i Zelandię, wyspa Fionia jest ogrodem Danii. Jedną z jej atrakcji jest Odense, miejsce urodzenia najsławniejszego duńskiego pisarza Hansa Christiana Andersena. Wśród fal Bałtyku leży wyspa Bornholm, popularny cel wakacyjnych wyjazdów i ośrodek tradycyjnego rzemiosła.

Daleko na zachodzie znajdują się zamorskie rubieże królestwa Danii: Wyspy Owcze, mekka ornitologów-amatorów, i Grenlandia, prawdziwe wyzwanie dla śmiałków, poszukujących oszałamiających pejzaży i nieskażonej pierwotnej przyrody.

Duńczycy

Są przeważnie ludźmi ciepłymi, dowcipnymi i gościnnymi. Ale potrafią też być chłodni i zachowywać dystans. Zależy to od miejsca spotkania.

O Duńczykach krążą dwie opinie: jedna w ich ojczyźnie, druga w świecie. Poza Danią znani są jako ludzie ciepli, ciekawi świata, przyjaźni, zabawni, pełni uroku. Na

swój skromny sposób Duńczycy w podróży wnoszą uśmiech i radość życia. Starają się nie obrażać, gdy poza Europą usłyszą pytanie: „Czy Dania jest stolicą Szwecji?” albo „Czy w Danii mówi się po niderlandzku?”. Natychmiast następuje krótka lekcja geografii, ale skromność zwykle nie pozwala Duńczykom powiedzieć, że ich kraj jest najstarszą na świecie monarchią, która istnieje od 935 r.

Duńczycy u siebie bywają postrzegani przez cudzoziemców jako zachowujący dystans, rozważni, nawet chłodni. Trzymają się we własnym gronie. Za taki obraz Duńczycy winią wilgotny, chłodny klimat. „Niewielka część naszego życia odbywa się na chodniku czy trawniku przed domem”, mówi nauczyciel Frans Kjær Nielsen. „Wiele czasu spędzamy z rodzinami i przyjaciółmi w czterech ścianach”.

Przytulność przede wszystkim

W obrębie tych więzi społecznych Dania jest jednym z najpełniejszych ciepła krajów świata. Ludzie są naturalni. Mówią to, co myślą. Starają się, by życie było przyjemne, spokojne i radosne – od wielkich uroczystości do uświęconych tradycją przedpołudniowych przerw na kawę. O to właśnie chodzi we wszechobecnym duńskim hygge. Hygge oznacza każdą formę przytulności i występuje w każdym zakątku Danii.

W centrum wesel, urodzin czy rocznic tkwi sens hygge. Stoły są dekorowane kwiatami i świecami oraz kunsztownie złożonymi serwetkami. Trzydaniowy posiłek zwykle bywa przerywany chóralnymi śpiewami biesiadników i przemówieniami, które kończy wspólnie wznoszony okrzyk: Hurra! Wino leje się strumieniami. Jak w popularnej piosence napisał duński poeta i trubadur Benny Andersen: „Nastrój trzeba podlewać. Jestem zalany i dobrze mi z tym”.

Więcej informacji w 

Berlitz - partner wielkiej akcji podróżniczej

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Mój chleb domowy. Rozmowa z Elizą Mórawską-Kmitą

Eliza Mórawska-Kmita (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)
Eliza Mórawska-Kmita (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Prowadzi jeden z najbardziej znanych i lubianych blogów kulinarnych w Polsce – White Plate. Właśnie wydała książkę „Chleb i okruszki”, w której dzieli się z czytelnikami swoją pasją i sprawdzonymi przepisami na chleby oraz słodkie wypieki, od których w domu robi się smaczniej, cieplej i bezpieczniej.

Jak smakował chleb z Twojego dzieciństwa? To był zwykły pszenno-żytni bochenek. Szczególnie zapamiętałam ten z nieistniejącej już piekarni przy ulicy Lubelskiej w Warszawie, w której w latach osiemdziesiątych pracował mój wujek. Zdarzało mi się odwiedzać go i wychodzić z bochenkiem ciepłego chleba, z którego mama robiła nam później kanapki.

A jaki chleb lubisz jeść dziś? Najchętniej jem własny domowy chleb. Z prostego powodu - umiem zrobić taki, jaki mi najbardziej smakuje w danym momencie, jakiego mi akurat potrzeba. Dziś to chleb z białym miso i sezamem, jutro pszenny, na zaczynie drożdżowym. To jest właśnie najwspanialsze w domowym wypieku chleba, że jak już poznamy podstawy, możemy puścić wodze fantazji i mieć taki smak na jaki mamy ochotę. Chleb z miękiszem z dużymi dziurami, ciemny żytni bochenek, pszenny chleb z suszonymi pomidorami, albo paluchy z makiem - wszystko jest możliwe i do zrobienia we własnej kuchni.

Od świeżo upieczonego chleba robi się w domu cieplej. I bezpieczniej. To pewnie dlatego podczas pierwszego lockdownu zabrakło w sklepach drożdży. Teraz znowu większość z nas zamknęła się w domach. W swojej najnowszej książce „Chleb i Okruszki” zachęcasz do żonglowania smakiem chleba, dobierania aromatów pieczywa do własnych potrzeb… Przekonujesz, że chleb powinien być dokładnie taki, jaki chcemy, żeby był... Dokładnie. Chleb to coś bardzo pierwotnego, nasze prababcie umiały go piec, było to dla nich coś naturalnego i oczywistego. Pamiętam chleb mojej prababci, pieczony w piecu opalanym drewnem, przechowywany przez tydzień lub dłużej w chłodnej sieni. Z kolei z czasów dzieciństwa mojej mamy, babcia zagniatała w domu ciasta drożdżowe, które moja mama nosiła do piekarni, żeby piekarz je wypiekł. Było to tak niedawno temu...

Podczas lockdownu, kiedy wszyscy siedzieliśmy w domach, najbardziej popularne na moim blogu okazały się przepisy na pieczywo - przepisy na chałkę czy zakwas żytni biły rekordy odsłon. Właściwie nie było dnia, w którym bliżsi i dalsi znajomi nie dzwoniliby do mnie z pytaniami o to, jak zrobić pierwszy chleb. Usiadłam więc i wszystko spisałam, krok po kroku, mając w pamięci wszystkie pytania zadawane mi przez przyjaciół i czytelniczki.

Lubisz proste receptury: „Przekombinowane przepisy i zbyt długa lista składników w chlebie zdecydowanie nie są dla mnie".  Czego dokładnie potrzebujemy, żeby upiec dobry chleb, albo bułeczki? Potrzebujemy torebki mąki, soli, drożdży, wody, piekarnika i cierpliwości. Powiedziałabym, że cierpliwość to najważniejszy element w pieczeniu chleba. Żyjemy w świecie, w którym wszystko gdzieś pędzi, wszystko musi być na już albo na wczoraj. Jesteśmy nieuważni, nie mamy czasu. Chleb pomaga na chwilę się zatrzymać, skupić. A to skupienie i uwaga wynagradzają nas później pieczywem lepszym niż z jakiejkolwiek piekarni. Jak opanujemy podstawy, później możemy się tym bawić, rozwijać skrzydła. Ale możemy też zostać przy jednym, czy dwóch przepisach i korzystać z nich zawsze wtedy, kiedy mamy ochotę na domowe pieczywo. Piekąc w domu jednego możemy być pewni - ogromnej satysfakcji ze zrobienia samodzielnie czegoś, z prawie niczego.

Na prowadzonych przeze mnie warsztatach miałam okazję obserwować ludzi, którzy wyjmowali z piekarnika swoje pierwsze w życiu chleby, czy bułki i widziałam na ich twarzach tę wielką, czystą radość i satysfakcję. To jest piękne i choćby dla tego uczucia warto spróbować.

Chleb na naturalnym zakwasie to nie magia a chemia” - piszesz. Dlaczego warto być precyzyjnym w tym procesie? Kiedy ktoś, kto jeszcze nigdy nie piekł, zadaje mi pierwsze pytanie "od czego zacząć" i ja zaczynam opowieść o cierpliwości, to oczami wyobraźni widzę siebie sprzed kilkunastu lat - chciałam piec chleb na zakwasie, ale absolutnie nie miałam ochoty czytać żadnych instrukcji, czekać długich godzin. Byłam niecierpliwa, "wszystko wiedziałam lepiej", a za moje chlebowe niepowodzenia obwiniałam przepisy. Byłam jak większość z nas - zaganianą, niecierpliwą osobą. Zaliczyłam wiele chlebowych wpadek: gniotów, zakalców, bochenków twardych jak cegła lub bułek suchych jak wiór. Można powiedzieć, że popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy. Z czasem postanowiłam zainteresować się głębiej nie tyle filozofią chleba i towarzyszącym mu czarom, a chemią i fizyką chleba i zrozumiałam, że udany chleb to w dużej mierze opanowanie podstaw, a potem obserwacja i współpraca.

Jedynym sposobem, by dostać to, czego się chce, jest praktyka, wypróbowanie kilku przepisów i poznanie własnego piekarnika. (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing) Jedynym sposobem, by dostać to, czego się chce, jest praktyka, wypróbowanie kilku przepisów i poznanie własnego piekarnika. (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)

Pieczenie stało się modne. Jak każdy trend również i ten wygenerował wiele potrzeb -  tzw. „must have”. Co Twoim zdaniem początkujący piekarz powinien mieć. Od kiedy w 2009 roku po raz pierwszy upiekłam chleb w żeliwnym garnku uważam, że  garnek to w pewnym sensie złoty Graal w kuchni. To rzecz, która ułatwia życie domowym piekarzom. Jeśli nie masz żeliwnego, może masz gliniany z przykrywką, a jeśli nie chcesz w niego inwestować, to kup żaroodporny, okrągły garnek z przykrywką, który kosztuje 30 zł i upiecz w nim chleb. Jeśli uznasz, że to jednak zajęcie nie dla ciebie, będziesz piec w nim warzywa lub cokolwiek innego. Pieczenie w garnku daje spektakularne efekty.

„Chleb mówi, piekarz słucha”  - co oznacza to tajemnicze zdanie? Ten sam przepis na chleb na zakwasie, w różnych okolicznościach przyrody - z inną mąką, inną temperaturą w kuchni, inną porą roku może dać różne efekty. Może być sukcesem albo klapą. Dlatego tak ważna jest obserwacja ciasta. Zrozumienie, czy to już ten moment, kiedy ciasto należy uformować, czy to ten czas, żeby je upiec. W książce mówię o tym i dlatego tak bardzo zależało mi na tym, by każdy, kto zaczyna, zajrzał najpierw do rozdziału "Przeczytaj, zanim zaczniesz". Piszę tam o tym, na co zwrócić uwagę, jak nauczyć się czytać ciasto i rozumieć, co się z nim dzieje. Kiedy dosypać więcej mąki niż podaje przepis, kiedy ciasto warto jeszcze raz "złożyć". I wreszcie jak kierować całym procesem tak, żeby piec wtedy, kiedy mamy na to czas i ochotę.

Przepis na "Chleb dla zapracowanych. Łatwiej już się nie da".

Składniki: dowolna mąka pszenna 400 g świeże drożdże  10 g woda 250 g sól 1 łyżeczka (ok. 5 g)

Przygotowanie: Drożdże rozpuść w wodzie. Dodaj sól, wymieszaj, następnie połącz z mąką. Przykryj miskę ściereczką i zostaw na całą noc w temperaturze pokojowej.

Rano rozgrzej garnek żeliwny do temperatury 240 st. C i kiedy będzie gorący, przełóż do niego ciasto z miski – jeśli masz koszyczek do wyrastania chleba, do czego cię gorąco zachęcam, to oprósz ściereczkę mąką i przełóż najpierw ciasto do koszyczka. Będzie ci o wiele łatwiej przełożyć ciasto do garnka.

Piecz 25 minut, następnie odkryj garnek i dopiekaj kolejne 25 minut.

(Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing) (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)

Przepis na pyszne bułki codzienne

Składniki: mąka pszenna (dowolna biała: może być chlebowa typ 750) 400 g woda lub mleko lub pół na pół (wodę możesz zastąpić mlekiem) ok. 300 g świeże drożdże 15 g cukier puder 1 łyżeczka (ok. 5 g) sól 1 łyżeczka (ok. 5 g) do posmarowania: jajko wymieszane z łyżką wody do posypania: ulubione dodatki – na zdjęciu bułki są posypane sezamem i solą w płatkach oraz grubo mieloną mąką pszenną razową

Przygotowanie: Wlej do miski 280 g płynu (wody i/lub mleka), rozpuść w nim drożdże i cukier. Odstaw na 10 minut. Dodaj sól. Następnie wsypuj powoli mąkę i zagniataj ciasto. Jeśli ciasto jest zbyt suche i nie chce się kleić, dodaj około 20 g płynu (lub więcej, wszystko zależy od tego, jak bardzo mąka, której używasz, chłonie płyn). Kiedy ciasto będzie już dobrze wyrobione, uformuj z niego kulę, przykryj talerzem lub folią spożywczą i odstaw do wyrastania na około godzinę (ciasto powinno podwoić objętość).

Podziel ciasto na 10–12 porcji, z każdej uformuj bułkę i ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ponownie odstaw do wyrastania na 20-30 minut.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 220 st. C. Posmaruj bułki jajkiem z wodą, posyp (opcjonalnie) dodatkami. Wstaw do piekarnika i piecz 10–12 minut – piecz tak długo, aż uznasz, że stopień zrumienienia ci odpowiada.

(Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing) (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)

Przepisy pochądza z książki „Chleb i okruszki”. Autorka zamieściła tam aż  45 nowych przepisów, których nie publikowała wcześniej na swoim blogu. Książka dostępna jest wyłącznie na: www.jgpublishing.pl

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

  1. Styl Życia

U Wieniawy - nowe miejsce na kulinarnej mapie Warszawy. Kuchnia oficerska

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 5 Zdjęć

Restauracja „U Wieniawy” to smaki międzywojnia. Miejsce zainspirowane latami 20. i 30. oraz barwną sylwetką generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, znanego warszawskiego smakosza.

Bolesław Wieniawa-Długoszowski - ułan, szwoleżer, osobiście prowadzący defilady i uroczystości wojskowe na Placu Piłsudskiego, człowiek o legendarnej fantazji, poczuciu humoru, autorytet w sprawach mody, elegancji i dobrego smaku, dusza życia towarzyskiego przedwojennej stolicy, symbol najlepszych tradycji i zwyczajów tamtych czasów. Z fascynacji jego postacią, a także z pasji szperania w kulinarnej historii i konfrontowania jej ze współczesnymi gustami zrodziła się formuła polskiej kuchni oficerskiej.

Choć Wieniawa zapisał się trwale w legendzie przedwojennej Warszawy, to lokalowi udziela imienia po raz pierwszy, i to w miejscu bez wątpienia dla siebie zaszczytnym - nieopodal pomnika Józefa Piłsudskiego, z którym związał całe swoje życie i służbę.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Lata dwudzieste i trzydzieste cechowała ogromna energia życia codziennego - jego nieodłącznym elementem były bale, bankiety, przyjęcia, rauty. Zwłaszcza w kręgach warszawskich elit. W lokalach galowe, oficerskie mundury widywano równie często jak fraki, garnitury i smokingi. Chętnie świętowano także we własnym gronie, podczas imprez pułkowych czy garnizonowych. Ówcześni restauratorzy, chcąc zaspokoić upodobania gastronomiczne wojskowej elity II Rzeczpospolitej, stworzyli kuchnię efektowną i bogatą, opartą na podstawach kuchni polskiej, nie stroniąc przy tym od wpływów z niedawnych zaborów i trendów europejskich.

Smaki tamtej Warszawy można odkrywać na nowo w restauracji U Wieniawy.

W menu m.in.:

  • Śledź w oleju lnianym z szalotką i pieczonymi ziemniakiem.
  • Węgorz wędzony z sosem miodowo-koprowym na buraczanym carpaccio.
  • Tatar wołowy z paprykowym sałem.
  • Sandacz poległy w sosie porowym z gratin selerowym, odznaczony blanszowanym brokułem.
  • Jesiotr umundurowany sosem maltańskim, uczczony należycie szpinakiem z czosnkiem i ziemniakami z wody.
  • Paradne gołąbki ustrzelone pęczakiem i podgrzybkami w sosie grzybowym.
  • Kaczka sfechtowana do połowy z pieca, brocząca wiśniowym sosem z chrzanem, obrzucona pieczonym jabłkiem i pchnięta w obsmażone kopytka.
  • Łopatka jagnięca po szwoleżersku natchniona sosem z rozmarynu i tymianku, bogata w pieczone warzywa i grule.
Jaja faszerowane z sosem remoulade. (Fot. materiały prasowe) Jaja faszerowane z sosem remoulade. (Fot. materiały prasowe)

Śledź w oleju lnianym z szalotką i pieczonymi ziemniakiem. (Fot. materiały prasowe) Śledź w oleju lnianym z szalotką i pieczonymi ziemniakiem. (Fot. materiały prasowe)

 

  1. Kuchnia

Topinambur - zwykłe, niezwykłe warzywo. Prosty przepis na zupę z topinamburu z chipsami

Zupa z topinamburu z chipsami, oliwą truflową i chrustem z buraków (pominiętym w przepisie) (Fot. Getty Images)
Zupa z topinamburu z chipsami, oliwą truflową i chrustem z buraków (pominiętym w przepisie) (Fot. Getty Images)
„Topinamburem zapychają mordę (czym?). I snują sny o Aventador ciągle (skrrrt)” - śpiewa Taco Hemingway w swoim utworze „Szczękościsk”. Fraza ta idealnie oddaje rangę tego pospolitego warzywa bulwiastego. 

Topinambur brzmi dobrze, elegancko i egzotycznie. W pokoleniu naszych dziadków  warzywo to znane było głównie pod nazwą słonecznik bulwiasty. Nazywano go też gruszką ziemniaczaną, ponieważ przy korzeniach tej rośliny z rodziny astrowatych z pięknymi żółtymi kwiatami, podobnie jak u ziemniaka, zwykle pojawia się około 2-3 tuzinów niezbyt dużych bulw o nieregularnych kształtach. To właśnie one stały się modnym kuchennym składnikiem.

Bulwa topinamburu (Fot. Getty Images) Bulwa topinamburu (Fot. Getty Images)

Topinambur ma niezwykle oryginalny smak, dlatego chętnie sięgają po niego szefowie kuchni najlepszych restauracji na świecie. Najczęściej gotują z niego zupę.

A we wspomnieniach mojej prababci topinambur był zamiennikiem ziemniaków, pasował tylko do niektórych gatunków mięs, i zawsze gotowany był w łupinkach - tylko wtedy zachowywał swój intensywny słonecznikowo-orzechowy smak.

Przepis na zupę krem z topinamburu z chipsami i oliwą truflową (dla 2 osób)

Składniki:

  • 500 g topinamburu
  • 2 ziemniaki
  • pół cytryny
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 małe szalotki
  • 2 łyżki sklarowanego masła
  • 300 ml mleka 3,2 proc. 
  • 300 ml śmietanki 30 proc. 
  • sól, pieprz
  • oliwa truflowa

Przygotowanie: Przygotuj miskę z zimną wodą, dwoma plasterkami cytryny i odrobiną wyciśniętego soku - będziesz tam wkładać obrane bulwy, żeby nie ściemniały. Załóż rękawiczki, bo topinabur podobnie jak słonecznik, brudzi dłonie. Bulwy oczyść z resztek ziemi i obierz je ze skórki ostrą obieraczką. To najgorsza część przygotowania zupy, bo bulwy mają nieregularne kształty i cięzko się je obiera. Obierz również ziemniaki. Czosnek oraz szalotki posiekaj i zeszklij w rondlu przez 3 minuty na sklarowanym maśle. Bulwę o najbardziej regularnych kształtach odłóż na chipsy. Resztę topinamburu i ziemniaków pokrój na kawałki i włóż do rondla, zalej mlekiem i śmietanką. Gotuj na średnim ogniu przez 30 minut, a potem miksuj na gładki krem. Przypraw solą i pieprzem. Na talerzu, po nalaniu zupy, zrób kleksa z oliwy truflowej.

Chipsy: topinambur pokrój wzdłuż na cieniutkie plasterki - najlepiej obieraczką. Włóż do głębokiego oleju rozgrzanego do 180°C i smaż na lekko złoty kolor. Wyjmij łyżką cedzakową, na papierowy ręcznik, a potem jeszcze piecz około 10 minut w 100°C. W ten sposób ostatecznie pozbędziesz się nadmiaru tłuszczu. Lekko posól do smaku.

 

  1. Materiał partnera

Kulinarne spotkania „Dr Irena Eris Tasty Stories" na Wzgórzach Dylewskich

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Od czterech lat, każdej jesieni Hotele SPA Dr Irena Eris zapraszają w podróż po regionach, w których są położone, w poszukiwaniu „tasty stories”. Smakowitych, pełnych autentycznych emocji opowieści o lokalnej kuchni, o produktach, które trafiają na stoły hotelowych restauracji oraz o ludziach, dzięki którym można się rozsmakować w prawdziwym jedzeniu.

Poznane historie stają się inspiracją do specjalnych, pełnych atrakcji weekendów, ukazujących kulinarny świat Hoteli SPA i ich bliskich relacji z dziedzictwem kulinarnym. Są one niepowtarzalną okazją do spotkań z lokalnymi producentami i wytwórcami podczas kiermaszu najlepszych produktów, będących wizytówką regionu. Jednocześnie pozwalają na odkrywanie prawdziwych smaków, zbliżenie się do natury, czerpanie z niej, lecz z umiarem i szacunkiem dla środowiska, tego co ma najlepszego do zaoferowania.

Zeszłoroczna edycja „Tasty Stories' na Wzgórzach Dylewskich. (Fot. materiały prasowe) Zeszłoroczna edycja „Tasty Stories" na Wzgórzach Dylewskich. (Fot. materiały prasowe)

„Tasty Stories' to bogactwo lokalnych smaków. (Fot. materiały prasowe) „Tasty Stories" to bogactwo lokalnych smaków. (Fot. materiały prasowe)

Najbliższy, pełen smaków, weekend odbędzie się 23-25 października w Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Jego ukoronowanie będzie ekskluzywna kolacja, stanowiąca popis umiejętności kulinarnych szefów kuchni i będąca festiwalem najlepszych produktów lokalnych. Autorami wykwintnych dań są szefowie kuchni z Hotelu SPA Dr Irena Eris oraz zaproszeni do współpracy koledzy po fachu. W tym roku zaproszenie przyjęli znamienici szefowie młodego pokolenia Robert Trzópek z Restauracji Bez Gwiazdek oraz Sebastian Olma. Inspirując się nawzajem i odkrywając bogactwo regionów, stworzą oni wyjątkowe menu degustacyjne, w oparciu o sezonowe produkty i charakterystyczne dla danego miejsca, pochodzące z okolicznych gospodarstw i od lokalnych wytwórców.

Daniom towarzyszyć będą specjalnie dobrane do nich wina, o których podczas wieczoru opowie sommelier, przenosząc uczestników oczami wyobraźni i wyrafinowaniem kubków smakowych do świata uprawy winorośli, w pełnej harmonii z naturą i środowiskiem, które są głównym motywem tegorocznej, czwartej już, edycji Dr Irena Eris Tasty Stories.

  1. Styl Życia

Obalamy mity na temat patelni żeliwnej

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
W przypadku patelni żeliwnych występuje wiele przekłamań i półprawd.  Postanowiliśmy je obalić, uwypuklając najważniejsze cechy tych niezwykłych narzędzi kuchennych.

Mit 1: „Żeliwo jest trudne w utrzymaniu”

Teoria: Żeliwo to materiał, który łatwo rdzewieje, odpryskuje lub pęka. Kupowanie żeliwnej patelni to jednoczesne ograniczenie siebie samego w kwestii gotowania, ponieważ w żadnym momencie nie będzie można w pełni wykorzystać jej potencjału. Innymi słowy, mowa tu o całkowicie zbędnym zakupie.

Rzeczywistość: Żeliwo jest niesamowicie wytrzymałe. Jest powód, dla którego 75-letnie żeliwne patelnie można wciąż kupić w antykwariatach i normalnie je użytkować. Projektuje się je tak, aby całkowite ich zepsucie było w zasadzie niemożliwe. Większość nowych patelni jest nawet wstępnie zaprawianych, co oznacza, że z miejsca zyskuje się produkt sprawdzony i gotowy do użytku.

Co z przechowywaniem? Możesz umieścić ją wszędzie bez strachu o zniszczenie powierzchni. 

Patelnia żeliwna grillowa JADWIGA. Źródło: Prymus AGD (Fot. materiały partnera)

Mit nr 2: „Żeliwo naprawdę nagrzewa się równomiernie”

Teoria: Pieczenie steków i smażenie ziemniaków wymaga dużego, równomiernego ciepła. Żeliwo świetnie radzi sobie z obsmażaniem mięsa, więc musi być w tej kwestii idealne, prawda?

Rzeczywistość: W rzeczywistości żeliwo jest nieskuteczne w równomiernym ogrzewaniu. Przewodność cieplna - miara zdolności materiału do przenoszenia ciepła z jednej części do drugiej - wynosi około jednej trzeciej do jednej czwartej materiału takiego jak aluminium. Co to znaczy? Postawienie żeliwną patelnię na palnik utworzy gorące punkty tuż nad płomieniami, podczas gdy reszta patelni pozostaje stosunkowo chłodna.

Mit 3: „Moja dobrze zaprawiona żeliwna patelnia nie przywiera tak samo jak każda inna z powłoką zapobiegającą przywieraniu”

Teoria: im lepiej zaprawiasz żeliwo, tym bardziej się nie przywiera. Idealnie zaprawione  żeliwo powinno być idealnie nieprzywierające.

Rzeczywistość: Żeliwo nie jest tak nieprzywierające, jak, powiedzmy, teflon, w przypadku którego w zasadzie niemożliwe jest dotarcie do dna naczynia.

To nie jedyne mity na temat patelni żeliwnej. Pozostałe zostaną przedstawione w drugiej części artykułu. To jedynie świadczy o tym, że wokół tego tematu wciąż istnieje wiele niewiadomych, co nie jest bez znaczenia w kwestii doboru sprzętu kuchennego.