Czy łatwo być ateistą w Polsce?

Czy łatwo być ateistą w Polsce?
fot.123rf

Kiedy słyszę: „Ale ja nie wierzę, ojcze, jestem ateistą”, odpowiadam: „Czynisz dobro i to nas łączy” – powiedział papież Franciszek. Polscy ateiści twierdzą: wszyscy rodzimy się ateistami, w pewnym momencie większość podlega indoktrynacji. Kim są ci, którzy nie wierzą, że Bóg jest?
Według badań Instytutu Gallupa w 2012 r. w Polsce mieszkało blisko dwa miliony ateistów. Zarazem GUS potwierdza, że niezmiennie od lat 95 proc. naszego społeczeństwa to katolicy. Z kolei kościelny Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego policzył, że w 2012 r. wierzącymi było 60,8 proc. społeczeństwa. Skąd te rozbieżności? GUS liczy ochrzczonych w dzieciństwie, a Polacy nadal w większości chrzczą dzieci. Nawet akt apostazji (szacunkowo dokonało go ok. stu tysięcy osób) nie ma jak dotąd znaczenia. Osoba raz ochrzczona w statystyce katolikiem będzie zawsze.

Polscy ateiści chcą, by wyznawana religia była u nas – podobnie jak na zlaicyzowanym zachodzie Europy – sprawą prywatną. Dziś prywatny jest ateizm. Właśnie dlatego próbują się ujawnić, policzyć, zaistnieć w świadomości społecznej, jak zrobiły to środowiska LGBT. Po co? „Gdy was odkryłem, to nareszcie mam poczucie, że nie jestem sam na świecie” – w odpowiedzi cytują fragment listu do portalu „Racjonalista”. Albo mówią: „Robiliśmy sobie grupowe zdjęcie pod billboardem ateistycznym przy Sejmie i przyłączył się młody człowiek. Przyjechał specjalnie z Suwałk, by zobaczyć innych ateistów”.

Zdaniem działaczy organizacji ateistycznych Polacy, którzy nie wierzą, wciąż boją się prawdziwej lub wyimaginowanej presji społecznej. Dlatego zdarza się, że ateiści chrzczą dzieci. W 2010 roku urodziło się w Polsce 413 tysięcy dzieci – w tym samym roku w polskim Kościele katolickim udzielono ponad 392 tysięcy chrztów. Potem podobnie dzieje się z religią w przedszkolu i szkole, pierwszą komunią itp. – Jeśli my, ateiści, się ujawnimy, policzymy, to zaraz policzą nas politycy i wtedy zaczną traktować poważniej zapisaną w konstytucji świeckość państwa – twierdzą ateiści. Jeden opowiada: „Znam małżeństwo nauczycieli z górskiej wioski. Boją się przyznać, że nie wierzą. Sądzą, że dla nauczyciela w miejscowości z jedną szkołą, w czasach niżu demograficznego, przyznanie się do ateizmu może oznaczać śmierć cywilną. Do nas, znajomych z Warszawy, się wyżalili. Paradoksem jest, że w tej miejscowości sporo ludzi nie wierzy! Rozmawiam z tymi nauczycielami: „Moglibyście pogadać o tym z Waldkiem”. „Niemożliwe! On?”, a mieszkają obok siebie. I spotykają się na mszach…

Hobby „niezbierania znaczków”

Definicję ateizmu daje Andrzej Koraszewski, wicenaczelny portalu „Racjonalista”, wieloletni wiceszef polskiej sekcji BBC w Londynie. Na emeryturze już od 14 lat, mieszka z żoną w domu na skarpie wiślanej w Dobrzyniu pod Włocławkiem. – Mój ateizm tu, w tym maleńkim miasteczku, kwitują: „Każdy w coś wierzy”. A o ateizmie można powiedzieć, że jest „kolejnym wyznaniem”, w takim samym stopniu jak o kimś, że ma hobby „niezbierania znaczków”.

Bo ateizm to światopogląd, z którego nie wynika postawa polityczna ani filozoficzna. Ateizm jest tylko negacją Boga. – Nie mogę udowodnić, że Boga nie ma, ale ja nie potrzebuję tego robić, ta hipoteza o Bogu nie jest mi w życiu potrzebna – mówi Koraszewski.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Malarka, ilustratorka i działaczka Partii Zieloni 2004 Ela Hołoweńko z Warszawy dodaje, że to, co głosi religia, Kościół jest nie do pogodzenia z odkryciami nauki. Zawsze ją zdumiewa, jak wybitni, wielcy naukowcy godzą wiarę z nauką. Ona nie potrafi.

Niewierzący z religijnych domów

Wyrastali w domach katolickich. Koraszewskiego wychowywała babcia Waleria, która „była gorliwą katoliczką, ale duszę miała protestancką”. Na jej sklepie z samodziałami, czapkami, guzikami widniał napis: „Żebrakom wstęp wzbroniony, płacę na Caritas”. Ojciec Andrzeja był sceptykiem, matka – wierzącą, ale wiarą pogodną, bez cienia fanatyzmu.

– Koło 13. roku życia wstrząsnęła mną powieść „Walka o ogień”. Pomyślałem: „To się z religią kupy nie trzyma”. Zacząłem sprawdzać, czytać i zrozumiałem, że te religijne mity stoją na glinianych nogach.

Paradoksalnie w czasach stalinowskich nie było mu łatwo przestać wierzyć. – Komunizm był ateistyczny, a wyrastałem w antykomunistycznym domu, ojciec był przedwojennym oficerem artylerii, wykładowcą matematyki w podchorążówce, oficerem AK. Gdy aresztowano księdza, do którego chodziłem na religię i który powtarzał, że „chrześcijaństwo kończy się na Bugu”, ojciec utrzymujący się z odgarniania śniegu i podnoszenia oczek w pończochach powiedział mi: „Co prawda aresztowano idiotę, ale aresztowali bandyci”.

Marka Łukaszewicza z Warszawy, działacza Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, ochrzczono z siostrą bliźniaczką, gdy mieli po pięć lat. Chrzest się opóźniał przez wujka z Ameryki. Miał przyjechać z dolarami, niestety, bał się postawić nogę w komunistycznej Polsce, bo walczył w AK. – W czasie chrztu ksiądz spytał, czy przyjmuję Ducha Świętego, odpowiedziałem, że nie – wspomina Marek. Jak mówi, wybuchła chryja, ale ksiądz machnął ręką i go ochrzcił. Potem wysłano go jako siedmiolatka na lekcje religii, z których szybko wyleciał. Do komunii nie przystąpił. W rodzinie Marka babcia i mama były katoliczkami, a ojciec – sceptykiem, profesorem matematyki, członkiem Polskiej Akademii Nauk. Marek zaznacza, że jego ojciec, ateista, też był w AK i nigdy nie należał do partii. Nauczył go pytać: „A gdzie jest dowód?”.

25-letni Norbert Gruszczyński, sekretarz regionalny Unii Lewicy we Wrocławiu, dorastał w małych podwrocławskich Bielanach. Jako 15-latek wiedział już, że nie wierzy. Niedzielne msze kojarzyły mu się z obowiązkiem odświętnego ubierania się i odsiedzenia nudnej godziny. – Gdy próbowałem się buntować, że nie pójdę, mama groziła karami: nie zabierze mnie na lody, nie będę mógł wyjść na podwórko do kolegów.

Najtrudniej mu było, gdy przestał już ukrywać lewicowe poglądy i biseksualną orientację, a jednocześnie mama chciała na nim wymóc, by nadal pojawiał się na nabożeństwach. – Ja naprawdę bałem się, że ktoś w tym naszym kościele w Bielanach podstawi mi nogę, żebym się przewrócił. Bałem się upokorzenia.

Norbert jest teraz na studiach podyplomowych – do skończonej politologii chce dodać zarządzanie i marketing. Wciąż mieszka w rodzinnym domu. – Wujek ze strony matki jest proboszczem, chrzestny to organista, matka – katechetka, a ja – ateista – wylicza. I mówi, że jego mama, fundamentalistka religijna, nie może zaakceptować tego, że dziewczyna Norberta właśnie się rozwodzi, choć sama przeszła kościelną procedurę unieważnienia sakramentu małżeństwa.

Katolickie wychowanie odebrała też 64-letnia Ela Hołoweńko. Ojciec Eli był niewierzący, wierzyły obie babcie, a jedna dbała o jej religijną edukację. – Mówiła o Bogu przekonująco i pilnowała „paciorków”. Było niemożliwe, abym jej nie uwierzyła, że Bóg jest – mówi Ela. Ma wspomnienia analogiczne do wspomnień o wiele młodszego Norberta: – Kościoła jako miejsca nie lubiłam. Potwornie się tam nudziłam, nie rozumiałam, co się dzieje, bo wtedy msze były po łacinie. – Czułam tylko strach – wspomina tamto straszenie piekłem. – Jak będziesz niegrzeczna, to pójdziesz do piekła. Dziś nazywa je twardo przemocą psychiczną ze strony Kościoła.

Ela uważa, że indoktrynowanie od pieluszek gdzieś w nas zostaje. – Wiele razy już jako osoba świadomie niewierząca miałam schizofreniczne wahania: „A może jednak COŚ jest… Skoro taki ogrom ludzi wierzy…”.

Ela twierdzi, że do końca nie wyzbyła się poczucia winy wpojonego jej w dzieciństwie. Gdy w życiu spotyka ją coś złego, łapie się na myśli: „A może to Bóg mnie karze?”. Oczywiście, chwilę później zaczyna się śmiać, bo przecież ci, co wierzą, też miewają trudne doświadczenia. – To nieprawdopodobnie silne, to się dostaje od początku życia, trudno się od tego uwolnić i czasami rozsądnie, racjonalnie myśleć – ocenia.

Straszenie piekłem, diabłami, karami bożymi jest w głowach katolików mocno obecne. Pod internetowymi wpisami ateistów, którzy zdecydowali się nie chrzcić dzieci, można znaleźć wiele wpisów oburzonych katolików: „Dziecko ci będzie chorować, żona ci umrze, nie kozakuj”, itp.

Bez Boga, ale z wartościami

Gdy lubelska Fundacja „Wolność od Religii” zainicjowała kampanie billboardowe polskich ateistów, Marek Łukaszewicz miał pomysł na plakaty z obrazem Caravaggia „Ofiarowanie Izaaka” i napisem „Etyka albo religia – wybór należy do ciebie”.– Dla mnie ludzie mogą wierzyć, w co chcą, byle nie narzucali tego i nie krzywdzili innych – zaznacza. – Ludzie mają prawo być nieracjonalni, wierzyć w to, co nie ma sensu. My, racjonaliści, chcemy promować wiedzę i naukę, a że uważamy, że religia promuje głupotę… I tu Marek cytuje Richarda Dawkinsa, autora słynnej książki „Bóg urojony”: katolik nie wierzy w kilkadziesiąt tysięcy różnych bogów, których stworzyły kulty na całym świecie, ja nie wierzę w jednego Boga więcej, prawie nie ma między nami różnicy. Dla niego jako racjonalisty najbardziej pozytywnym przykładem z katolickiej mitologii jest św. Tomasz, który zażądał dowodu.

O sobie Marek mówi: – Nie kradnę, bo boję się więzienia, i nie chcę przysparzać dyskomfortu drugiemu człowiekowi. Gdy ktoś inny – człowiek czy zwierzę – cierpi, jest mi nieprzyjemnie. I dlatego nie zadaję cierpienia. Włos mi się na głowie jeży, gdy słyszę wypowiedzi, że gdyby nie religia, to byśmy wszyscy kradli i gwałcili na ulicach. Czy zatem, jeśli katolik nagle straci wiarę, to mnie natychmiast zgwałci?

Ateiści nie zgadzają się, że religia jest fundamentem ładu społecznego. Przypominają, że ateistycznej Szwecji, jeżeli chodzi o ład społeczny, możemy tylko pozazdrościć. Że Europa, która odchodzi od wiary, jest jednak najporządniejszym miejscem na świecie.– Według Kościoła ateiści to ludzie bez wartości, bez uczuć – mówi Norbert Gruszczyński. – Nie lubię cierpienia, ale nie chcę przed cierpieniem uciekać. Chcę żyć na spokojnie, lekko. Nie neguję problemów, ale nie chcę się zamartwiać, np. wizjami przyszłości. Mam w życiu cele, mam hierarchię wartości, potrafię kochać. Chcę żyć każdym dniem. Zajmuje mnie to, co przyziemne: szczęście, miłość, rodzina, praca. Kościół kojarzę z zakazami i nakazami oraz fundamentalizmem, „religią smoleńską” i usłyszaną z ust księdza opinią, że „bita kobieta ma trwać przy mężu”– wylicza.

Dla Eli Hołoweńko duchowość jest bardzo ważna, znajduje ją w sztuce, w przyrodzie, w samej sobie. Zaskoczyło ją, gdy usłyszała ostatnio: „Wiesz, te twoje prace są takie mistyczne. Tak afirmują życie”.

Ty bełkoczesz, mówisz bzdury!

Starsi ateiści ciepło wspominają, że w PRL-u religia była sprawą prywatną. W ich inteligenckim środowisku jedni chodzili do kościoła, inni nie. Dla Marka do czasu ślubu z katoliczką tematu religii nie było. – Zapomniałem, że coś takiego jak religia istnieje.

Andrzej Koraszewski w wieku 14 lat dostał w nos za ateizm. – Gdy powiedziałem kolegom, że nie wierzę w Boga, reakcja była natychmiastowa – uderzenie pięścią. Już nigdy więcej żadne represje mnie nie spotkały. W czasach liceum i potem na studiach spieraliśmy się o politykę, o literaturę, nie o wiarę.

To po ’89 r. okazało się, że z tymi, którzy nie wierzą, coś jest nie tak. – Od zawsze mam wierzących przyjaciół, znamy się niemal całe życie, a dopiero ostatnio zaczęły się między nami konflikty. Bliscy mi ludzie, gdy zaczynaliśmy rozmawiać o Bogu i o Kościele, oburzali się: „Ty bełkoczesz, mówisz bzdury, kim jesteś, by TO podważać” – wspomina Ela. Polskim ateistom marzy się katolicyzm otwarty, wyznawany w społeczeństwie obywatelskim. Tymczasem polska religijność jest zaściankowa, bardzo ludowa. U nas otwarty katolicyzm nigdy nie dotarł w głąb społeczeństwa. Liznęła go elita polskiej inteligencji – i to daleko niecała! Norbertowi Gruszczyńskiemu bardzo imponuje Aleksander Kwaśniewski, który przyznał się, że jest ateistą. I zarazem zaakceptował wybór swojego dziecka co do katolickiego ślubu. – To nowoczesna tolerancja. Nie zgadzam się tu z Jerzym Urbanem, który wyśmiał Kwaśniewskiego – twierdzi Norbert. Ateiści uważają, że wraz z wyborem Karola Wojtyły na tron papieski zmieniła się w Polsce mentalność społeczna. Że wybór Jana Pawła II był takim dowartościowaniem polskiego społeczeństwa, że oprócz tego, że byliśmy przedmurzem, to jeszcze staliśmy się podtroniem.

Marzenia o wiecznych łowach

Norbert nie boi się tego, co jest po drugiej stronie życia, bo uważa, że tam jest nicość. Andrzej Koraszewski jest tej nicości pewien: – Moja żona, ateistka, była w stanie śmierci klinicznej – nic po drugiej stronie nie widziała, żadnych świateł, tuneli. Gdy ją wybudzono, zapytała natomiast, czy zjadłem obiad.

Ela często myśli o śmierci. – Oczywiście, że się boję. Mam te 65 lat. Dookoła odchodzą znajomi. Ale boję się raczej tego, jak to wszystko tu zostawię – niedokończone sprawy, rodzinę, ogrom niezrealizowanych projektów. Myślę o śmierci tak: skoro nie wiem, co ze mną było przed urodzeniem, to byłam w niebycie i znowu znajdę się w niebycie. Moja energia przejdzie… może w roślinki, zwierzątka, które mnie zjedzą. Z irracjonalnego strachu przed „zamieszkaniem” pod ziemią wolałabym być spalona.

Andrzej Koraszewski tłumaczy, że religia u ateistów zostaje w języku: – Gdy wypadła szyba z okna i rozbiła się o pół kroku przede mną, mruknąłem: „Matka Boska miała mnie w opiece”. Ten nawyk językowy, oczywiście, siedzi we mnie, ale nie ma nic wspólnego z potrzebą wiary czy myślą o śmierci. Ani z nadzieją, że coś jest po śmierci.

– Jako ateista do śmierci podchodzę ze stoicyzmem, wręcz z pogodą ducha. Jesteśmy tutaj przez pewien czas, można ten czas wypełnić, nadając życiu sens, ale marzenia o wiecznych łowach – to, przepraszam, dziecinada – uśmiecha się Koraszewski.

Dobrze wymyślona indoktrynacja

Ateistów najbardziej oburza, że coraz młodsze dzieci są w Polsce poddawane kontaktowi z religią, nawet jeśli rodzice próbują je przed tym chronić. Przywołują lekcje religii w przedszkolach, gdy dzieci niewierzących mogą albo słuchać o Jezusku, albo być wyprowadzane na korytarz niczym do kąta. A matki katoliczki pytają wtedy matki niewierzące: „Jak pani może robić to dziecku?!”.

Jeden z czytelników przysłał następujący list do „Gazety Wyborczej”: „Jestem ojcem dwuletniego syna. Wczoraj byliśmy w ośrodku pediatrycznym na dodatkowym szczepieniu i na konsultacji rozwoju dziecka. Rozmawiano z moim dwulatkiem, co lubi jeść. Padło pytanie: A co z chlebkiem?, na które synek odpowiedział, że nie lubi jeszcze chleba i że ma czas, żeby polubić, że ma dopiero skończone dwa lata. Konsultantka na to do syna, że nie jedząc chleba, wywołuje gniew Pana Jezusa, że Pan Jezus chlebem zbawiał świat. Mój syn wcześniej nie słyszał nigdy o grzechu ani o Jezusie…” – kończy oburzony czytelnik.

Ateiści w odwecie też mogą indoktrynować. Koraszewski w dobrzyńskim gimnazjum dziesięć lat prowadził kółko dziennikarskie. – Nigdy nikogo do ateizmu nie namawiałem, ale i własnego ateizmu nie ukrywałem. Gdy popadłem w konflikt z poprzednim burmistrzem, on próbował wykorzystać argument, że ateista ma kontakt z dziećmi. Dyrektorka gimnazjum i komitet rodzicielski odpowiedzieli burmistrzowi, że im to nie przeszkadza. Dziś część wychowanków Koraszewskiego jest poza Kościołem. – Nie mogę wykluczyć, że byłem pierwszą osobą, która pokazała im, że są różne światopoglądy. Ale nie chcę sobie tego przypisywać, bo w pokoleniu 20-latków fala odchodzenia od Kościoła jest naprawdę silna. No i jeden z moich wychowanków został księdzem!

W Dobrzyniu w roku 2013 nadal nie ma jeszcze gimnazjalistów, którzy rezygnują z lekcji religii. – U nas może są młodzi, którzy by się na to zdecydowali, ale nie chcą być pierwsi – komentuje Koraszewski. Procesu laicyzacji najmłodszego pokolenia nie da się jednak łatwo powstrzymać. W ciągu ostatnich 20 lat z 20 do 40 proc. wzrósł odsetek osób w wieku 18–24 lat, które w kościele bywają tylko kilka razy w roku. – Niepokojące jest zmniejszanie się udziału najmłodszych roczników badanych w praktykach religijnych, co może być zapowiedzią długotrwałego spadku religijności w całym społeczeństwie – oceniał ks. prof. Janusz Mariański z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Działania kontrofensywne są bardzo widoczne – w 83 proc. szkół publicznych krzyże wiszą dziś we wszystkich klasach szkolnych, w 45 proc. – w pokojach nauczycielskich, w 12 proc. – na korytarzach i w stołówkach, w 7 proc. – na salach gimnastycznych! – Mnie jako ateistę obraża, że w instytucji pożytku publicznego widzę krzyż na ścianie. Ta symbolika nie należy do mnie i czuję, że nie jestem tu mile widziany – mówi twardo Norbert Gruszczyński. – Uważam też, że do parlamentu nie powinno się zapraszać głów Kościołów. Nie powinno tam być kaplicy sejmowej. Ateiści podkreślają: szkoła publiczna – oczywiście świecka, wolna od symboli religijnych. Lekcje religii w szkole publicznej – tak, ale po południu i za pieniądze danego związku wyznaniowego.

Znacznie bardziej tolerancyjni są w stosunku do konkretnych katolików. – Mam od dziewięciu lat przyjaciółkę katoliczkę. Wspieramy się, rozmawiamy, mimo że się różnimy – wyznaje Norbert.

– Na emigracji przez 30 lat jednym z moich najbliższych przyjaciół był Antoni Pospieszalski, mieszkający w Londynie pisarz katolicki, były korespondent BBC na Soborze Watykańskim II, stryj znanego w Polsce klanu Pospieszalskich – wylicza Andrzej Koraszewski. W jego wspomnieniach Pospieszalski zachował się jak niebywale otwarty katolik. Umieli godzinami się kłócić i zawsze umieli się dogadać. – Pamiętam, jak opowiadał ze wstydem, że gdy trafił do Anglii, nie wchodził do kościołów protestanckich, bo „tam diabeł mieszka”. – Co ze mnie zrobiono – zastanawiał się.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>