fbpx

Coś się odjęło, coś dodałem sam

Pisanie piosenek jest swego rodzaju pamiętnikiem. Zapisałem w nim wiele stron. Skłamałem może dwa lub trzy razy.

Najpierw piszę muzykę. Później szukam słów i pracuję nad nimi z mozołem. Bo słowo musi spełnić najważniejszy warunek piosenki – musi się zmieścić w jej muzyce. To, z czego jeszcze musi wywiązać się słowo, to też znaczyć i być jednocześnie barometrem powstających emocji. Jak tego dokonać w piosence w sposób zwięzły, czytelny i prosty? Męczę się z tym, odkąd zacząłem pisać: jak w najmniej banalny sposób zapisać emocje towarzyszące miłości, radości, przemijaniu, istnieniu i roli Boga… Prostota (nie prostactwo) jest najtrudniejsza. Dążę do niej usilnie. A jak wiadomo, konkurencja olbrzymia, bo tymi tematami zajmowali się najwięksi od zawsze.

Szedłem po piosenki różnymi drogami. Rozpoczynałem jako muzyk studyjny. Pracowałem z różnymi artystami i najpierw zajmowałem się wykonywaniem muzyki. Tak poznawałem warsztat. Grałem wszystko i ze wszystkimi. Niestety, w połowie lat 80. zostałem wokalistą, co zmusiło mnie do pisania dla siebie. Miałem jednocześnie ochotę pisać o czymś (taka była wtedy moda)…

Już niebawem pewnie zdarzy się, że/
Przyjdzie pora stąd zabierać się/
Umrzesz ty, umrę ja i już koniec/
Więcej nic nie stanie się nam
A jeśli będzie wtedy padał śnieg/
I otuli ludzi w biały plew/
Umrzesz ty, umrę ja, a ten rój zziębniętych ciał/
Będzie bez nas marzł Poza tym nic nie zmieni się/
Może urodzi się ktoś/
Będzie odnawiał, ulepszał wciąż/
Nim nie odnowią go Pomachamy skrzydełkami wio/
Myślę, że zabierze jeszcze się ktoś/
Umrzesz ty, umrę ja, tylko wierzycieli tłum/ Wpisze nas na listę strat
(„Esencja”, z albumu Voo Voo „Sno-powiązałka”).

Współpraca z innymi artystami na scenie była i jest dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Każda wymiana dźwięków, słów, energii jest naturalnym źródłem wiedzy. Realizuje się, kiedy nikt się nie popisuje i niczego nie udowadnia, bo nie musi, a koncentruje się głównie na słuchaniu i na uzupełnianiu pomysłów kolegów. Albumy, na których gram i z Maleńczukiem, z Osjanem, z moimi synami, teraz z grupą Haydamaky, są przy tym nadal częścią mnie, choć staram się z tej współpracy wynieść jak najwięcej – mówiąc dosadniej – zerżnąć, co się da.

Od czasu do czasu chcę zerwać z nawyczkami, odświeżyć brzmienie, stale przyzwyczajając naszych słuchaczy do tego, że do nas nie można się przyzwyczajać, że trzeba w naszym graniu uczestniczyć, a nie tylko się przyglądać, że trzeba razem z nami poddawać się emocjom, a nie odgrzewać sentymenty związane z dawnymi wspomnieniami, które przywołują jakieś tam pieśni z przeszłości.

Żyję, więc dumam. To chyba cecha charakterystyczna naszego gatunku (choć pewnie są wyjątki, sam znam kilka). Mój przyjaciel Mateusz Pospieszalski uważa, że kiepski ze mnie kierowca, gdyż zbyt często się zamyślam podczas prowadzenia samochodu.
 
Tak, dumam, w dodatku coraz częściej (to chyba też przywilej wieku). I efekty owego dumania przelewam na papier, a potem nagrywam w studiu. Wszystko, co do tej pory napisałem, było wynikiem jakiejś tam refleksji, czasem głębszej, czasem niestety dość płytkiej, czasem okrągło, czasem kostropato wyrażonej (czyż polski język nie jest piękny?), ale nic bym w tych utworach nie zmienił, ponieważ stanowią zapis stanu mojej świadomości, a wierzę w uczciwość w rock and rollu.

Coś odjęło się, coś dodałem sam,/
czy wypiłem połowę już,/
czy jeszcze połowę mam?/
Dziś akurat dziś, gdy noc tuż-tuż/
Wiem, że jeszcze połowę mam, choć połowę wypiłem już./
Czasem myślę, że więcej mam, niż zasługuję, by mieć./
I tym z tobą podzielić się mam ochotę wciąż chcieć.

(Z albumu „Męska muzyka”, Waglewski, Fisz i Emade).