fbpx

W poszukiwaniu straconego koloru

Kilka dni temu przyszła do nas miła dziennikarka z radia. Po wywiadzie wyznała, że w czasach sukcesów zespołu Sistars trudno było z nami rozmawiać, a dziennikarze się nas bali. Nie zaskoczyło nas to, wtedy z trudem znajdowałyśmy czas na pranie, tym bardziej nie miałyśmy go na porządkowanie myśli. Dziennikarka na koniec dodała, że powiadomi kolegów, że z siostrami już jest lepiej.

W jej osobie moją uwagę przykuł ubiór – zielony. Od butów, przez rękawy, po końcówkę mikrofonu. Mniemam, że dlatego przedstawiła się jako „Żaba”. Jedyne, co w jej postaci nie było zielone, to skóra i jasnorude włosy. To chyba „Żaba” zwróciła moją uwagę na kwestię kolorów w moim obecnym życiu. Pomyślałam, w jakim kolorze potrafiłabym się dziś tak bezgranicznie zakochać. W mojej pamięci pojawiły się wspomnienia sztalug i palet mojej mamy pokrytych zaschniętymi farbami olejnymi. Jej wielkoformatowe obrazy i ich zapach. Dominowały na nich głębokie, nasycone i mokre zielenie oraz granaty – kolory, w których rzeczywiście kocham się do dzisiaj, przeglądając tak jak kiedyś z mamą prace Potworowskiego.

Intensywnie pamiętam kolor domku na działce dziadka Edzisia. Jasny błękit kruszący się na drewnianych ściankach. Wokoło dużo kolorowych kwiatów, które podlewałam ochoczo konewką wożoną rozwalonym wózkiem dla lalek. Czerwone były koszmarne mebelki odziedziczone po jakimś kuzynie. Do tej pory mam awersję do czerwonego.

Następny w pamięci jest konkretny odcień niebieskiego: ultramaryna. Mama miała na jego punkcie obsesję – nosiła na sobie męski zapach Versace Blue Jeans, a swoją firmę nazwała Blue Session. Na folderach tego dawnego biznesu znalazłyśmy się z siostrą, grające na ultramarynowej wiolonczeli przed pałacem w Jabłonnie. Tylko że ja byłam stołeczkiem Pauliny, na którym ona siedziała i dumnie grała. Zarażona upodobaniem mamy długo fascynowałam się tym kolorem, można powiedzieć, że mnie hipnotyzował. Na początku liceum postanowiłam odtworzyć na największej ścianie swojego pokoju obraz „Rozmowa” Henriego Matisse’a ze względu na jego kosmiczną kolorystykę z przewagą ultramaryny.

Później w walce z astmą okazał się mamie pomocny ciepły pomarańcz, słoneczna żółć i marzenia o przeprowadzce do Kalifornii, gdzie pomarańcze turlają się po ulicach, utrudniając spacery. Tymczasem ja nieświadomie kupowałam wciąż zielone swetry, z którymi, choć już ich nie noszę, nie umiem się rozstać. Zielony jest ulubionym kolorem taty, więc w domu mamy zielone podłogi i taras.

Kiedy zamieszkałyśmy w domu same z siostrą, po powrocie z Meksyku pomalowałyśmy największy pokój na szaro-niebiesko-zielono-matowo, co miało odzwierciedlać sztywne i kolczaste liście agawy. Na tym urywa się moja świadomość chronologii chromatycznej. Potem już tylko doceniałam czystość białych ścian w mieszkaniu narzeczonego, w którym mieszkamy. To wnętrze pozwala mi się skupić i odpocząć.

Jaki kolor pokochałam ostatnio? Czy to pod wpływem urodzenia córeczki, czy przez ciągnącą się niczym w „Dniu świstaka” zimę, zapragnęłam różowego ciepła zachodzącego słońca, spokoju, miłości i kwiatów.

Rzeczywiście kontakt z dziećmi przypomina nam o własnym dzieciństwie. A gdy byłam mała, różowy był kolorem luksusowym. Tylko najpilniejsze uczennice miały różowe ubranka i piórniki (a ich rodzice wyjeżdżali na Zachód). Mój instynkt przetrwania kazał mi patrzeć z pogardą na ten kicz i dumnie nosić czarne glany, bojówki i brązowy beret. Ale zazdrościłam tego słodkiego, beztroskiego świata koników pony. Miałam za mało różowego. Wierzę, że kolory na nas działają, a ich nadmiar albo niedobór może doprowadzać do braku wewnętrznej jedności. Dziś, kiedy mamy swobodę w wyborze kolorów, trzeba uważać, bo różowy może być jak cukier biały, czyli biała śmierć. Jednak jest też szlachetny cukier trzcinowy. Nie chcę żyć bez smaku suszonej figi czy świeżego daktyla. Tak samo moje oczy potrzebują słodyczy. Patrzę więc na buzię mojej różowej córeczki.

Różowy kojarzy nam się z sex-shopami, porno, plastikiem czy kiczem. Jednak po drugiej stronie tęczy stoi namiętność, niewinność i konfitura z płatków róży. Życzę wam szybkiego nadejścia wiosny i duuużo kwitnących na różowo magnolii, jabłoni i hortensji.