fbpx

Biznes z przyjaciółką

123RF.com

Wspólna firma, interesy, pieniądze. To może być trudna próba, a nawet koniec przyjaźni. Ale historie naszych bohaterek dowodzą, że może się udać. I że to nawet dobry pomysł.

Małgorzata i Ewa kilka razy były od siebie o krok, ale poznały się i zaprzyjaźniły dopiero na wakacjach nad morzem, na babskiej wyprawie z dziećmi. To było 8 lat temu. Dzisiaj są współwłaścicielkami pracowni projektowej Fabriqa na warszawskiej Starej Pradze. Historia Morza Herbaty, czyli moja i Anny, zrodziła się ze wspólnej pasji – poznałyśmy się na plenerze ceramicznym w Ponurzycy. Ale bynajmniej to nie będzie ponura opowieść.

Tkanina ze wzorem tożsamości

Zaczęło się od wspólnego zaprojektowania kolekcji dziecięcej odzieży. Została doceniona, więc Ewa i Małgosia zaczęły szukać sposobu na dotarcie do klienta. To pomogło im podjąć ryzyko i wprowadzić nowy pomysł.
Małgorzata: – Pojechałam do Paryża i zobaczyłam tam materiały i wzory, które mnie zachwyciły. W Polsce nikt czegoś takiego nie produkował. Postanowiłyśmy to zmienić, a przy okazji pokazać motywy polskiej kultury. Uświadomiłyśmy sobie, że poszukujemy wzorów, które wiążą się z naszymi wspomnieniami i tożsamością. Dlatego użyłyśmy m.in. wzorów ludowych z centralnej Polski i pogranicza. Wszystko produkujemy zgodnie z zasadami dobrego handlu i w Polsce. Tylko naturalne przędze, len, bawełna.

Równolegle do tkanin pojawiły się drobne meble – opowiada Ewa. – Zaczęłyśmy tworzyć kompleksową propozycję wzorniczą – obrus, stołek, talerz…

Mają w sobie wiele uporu  i wzajemnie się wspierają. Chcą projektować na zamówienie. Myślą też o zagranicznych odbiorcach. Ostatnio zostały nominowane przez polską edycję „Elle Decoration” do międzynarodowego konkursu wszystkich edycji tego pisma.

4 razy więcej energii

Małgorzata: – Każdy etap rozwoju naszej firmy wiąże się z nieprzewidzianymi kosztami, a kolejne trudności powodują, że trochę podupadamy na duchu. Na szczęście występuje to na przemian i druga zawsze wtedy ciągnie do przodu. Niekiedy na etapie projektowania pojawiają się spięcia i różnice zdań. Ale każda z nas wie, że nie dałaby rady sama, poza tym osobno stworzyłybyśmy już coś zupełnie innego.

– Bywa trudno, ale wierzymy w naszą wspólną twórczą siłę – konkluduje Ewa. – Najwięcej napięcia było przy opracowywaniu idei. Każda dążyła do realizacji swojej wizji i wszystko wisiało na włosku. Wreszcie obie zrezygnowałyśmy z własnego pomysłu, ale znalazłyśmy coś lepszego, wspólnego. Myślę, że ta nasza odmienność jest potrzebna, to nas napędza.

Małgorzata: – Przekonałyśmy się, że mamy podobną wrażliwość, ale i swoje poglądy i nie staramy się już przekonywać nawzajem do swoich racji. Znamy swoje mocne strony i cenimy je. Dziś jesteśmy bardziej wspólniczkami niż przyjaciółkami.

Ta współpraca kosztuje je wiele energii, ale za to drugie tyle przynosi. – Jesteśmy razem, gadamy, powstaje ferment i fajna atmosfera, i już nie możesz się doczekać następnego dnia, żeby zabrać się do pracy – mówi Małgosia. – A jak jest źle, to też nie możesz się doczekać, żeby to omówić i dać sobie wsparcie. Działając wspólnie, generuje się 4 razy więcej energii.

Ewa: – Od kilku lat nie dzwonimy do siebie wieczorami w sprawach zawodowych, jeśli nie ma pilnej potrzeby. To jest czas dla rodziny i na odpoczynek. Mamy szacunek dla siebie, naszych odrębności, umiejętności i doświadczeń.

 

Moje morze chińskiej herbaty

Nasza historia jest zupełnie inna, a jednocześnie podobna. Zaczęło się od tego, że miałyśmy wspólną pasję – ceramikę i herbatę.

Anna jako nastolatka pojechała z rodzicami do Chin i w ramach buntu przestała słodzić herbatę. Kilka lat później, gdy powróciła na studia, była wrażliwsza na różne smaki. Trafiła do Xiamenu, czyli miejsca herbacianego. Częstowali ją, więc piła, a im więcej piła, tym bardziej jej smakowało. Gdy przyjechała do Polski i zaparzyła herbatę rodzinie, mama podpowiedziała jej, by napisała o tym pracę magisterską. Wróciła do Chin i zaczęła gromadzić wiedzę i doświadczenie.

Anna: – Wiedziałam, że herbata już zawsze będzie obecna w moim życiu, że pozostanie fascynacją. Ale pojawiła się Magda…, zebrałyśmy grupę przyjaciół i przez 6 miesięcy poznawaliśmy kolejne rodzaje herbat.

Podobnie jak Ania chciałam uczynić z herbaty sposób na życie. Miałam do niej pełne zaufanie, przyjaźniłyśmy się od dwóch lat. W pracowni ceramicznej współpraca wychodziła nam wspaniale. Czemu nie miałaby sprawdzić się przy herbacie?

Rok później znów pojechałyśmy na plener i wymyśliłyśmy nazwę: Morze herbaty. – Stworzyłyśmy biznes-
plan i po powrocie do Warszawy założyłam działalność gospodarczą – mówi Anna. – Na cele marketingowe zamówiłyśmy u mojego nauczyciela z Tajwanu naczynka i herbaty, zaczęłyśmy planować pierwszą większą akcję: Święto Herbaty.

Później nawiązałyśmy kontakty z miłośnikami herbaty w Czechach, m.in. na zaproszenie Biblioteki Miejskiej w Łebie w wiacie ceramicznej stworzyłyśmy pierwszą herbaciarnię i zarobiłyśmy na sklep internetowy. Było drugie Święto Herbaty, z kiermaszem w Ogrodzie Botanicznym. Poczułyśmy, że to jest to.

Kwestia dobrego uzupełnienia

 – Każda z nas dużo wymaga od siebie i jest wyrozumiała dla drugiej. Obie cały czas dbamy o naszą relację oraz wspólny cel. Obie jesteśmy pracowite i odpowiedzialne ponad miarę – mówi Anna.

Zdarzyło się kilka spięć, wynikających z przepracowania i niewyspania. Ania pracowała po godzinach, ja ją popędzałam, bo sama się nie wyrabiałam z pracą. Ale wystarczyła krótka rozmowa, wyjaśnienie, przeprosiny i zgodna współpraca wracała.

– Kolejne etapy były wynikiem wspólnego dojrzewania – kontynuuje Anna – poznawania nowych obszarów, dobrej wymiany myśli i umiejętności. Trudności potwierdzały naszą przyjaźń. Wspierałyśmy się wtedy, a jeśli to było potrzebne, przejmowałyśmy część obowiązków, a przy tym dobrze się uzupełniałyśmy. Ja mam wiedzę merytoryczną, znam chiński, a Magda ma doświadczenie dziennikarskie, umiejętność nawiązywania kontaktów. Podział obowiązków był tu jasny od samego początku.

Obie wiele się przy tym nauczyłyśmy: poznałyśmy obcą nam rzeczywistość rynkową. Przekonałyśmy się też, jak wiele można zdziałać, jeśli się po prostu chce. Nie miałyśmy pieniędzy, wiedzy, ani doświadczenia, ale chciałyśmy i szukałyśmy sposobu. Dodatkowo poznałyśmy swoje ukryte zdolności – Ania graficzne, ja organizacyjne. Teraz jest moment sprawdzenia się. Przez rok herbata zarabiała sama na siebie, teraz powinna zacząć przynosić zyski.  

 

Plusy i minusy

Czy to dobry pomysł założyć firmę z przyjaciółką?

Z jednej strony tak, jak najbardziej, ponieważ:

  • w interesach ważne jest zaufanie oraz znajomość silnych i słabych stron swoich partnerów,
  • z przyjaciółmi dzielimy podobne wartości, a to podstawa dobrych relacji biznesowych.

Z drugiej strony:

  • w przyjaźni nie ma hierarchii, a w biznesie potrzebne są szybkie decyzje i jeśli chcecie podejmować je demokratycznie, to super… dopóki macie to samo zdanie,
  • partnerzy biznesowi powinni się wzajemnie uzupełniać, a w przyjaźni często dobieramy się z osobami do nas podobnymi,
  • w wielu sytuacjach wystarczą racjonalne argumenty i jedna ze stron zmienia zdanie. Gdy osoby się lubią, często jedna z nich może się zgadzać jedynie dla dobra relacji, a to prowadzi do ślepej zgody i w konsekwencji złych decyzji,
  • któraś z przyjaciółek może zostać szefem drugiej, a to duże ryzyko dla prywatnej relacji.

Jak sprawdzić, czy ta relacja ma szansę być dobra biznesowo?

Należy stworzyć szczegółowy biznesplan, ustalić cele i strategię działania. Im szczegółowiej to zrobimy, tym większe szanse na sukces. Przede wszystkim należy się upewnić, że wyobrażenia, oczekiwania i cele założycieli są zbieżne. Warto też ustalić jasny podział obowiązków, uprawnień decyzyjnych i zasad współpracy, akceptowalny dla obu stron. Najlepiej go spisać, żeby w przyszłości móc w razie potrzeby w awaryjnej sytuacji wrócić do wspólnych ustaleń.

Jakie są etapy takiej nowej przyjacielsko-zawodowej relacji?

Pierwszy etap to euforyczne snucie planów, ale choć ten nieracjonalny optymizm sprzyja zakładaniu biznesu, bo chroni przed wątpliwościami, to jeśli euforia i marzenia przysłonią realia, to wspólny biznes nie przetrwa w brutalnej rzeczywistości. Drugi etap to zetknięcie się z realnymi wyzwaniami i przeciwnościami, próba biznesu i relacji. Na tym etapie mogą pojawić się konflikty i kłótnie, a pozabiznesowe sprawy – zejść na dalszy plan, jednak jeśli się uda, przyjdą pierwsze sukcesy. Wreszcie trzeci etap – stabilizacja. Tutaj ważne jest, żeby starać się oddzielać kwestie zawodowe od prywatnych. Spędzacie ze sobą czas w pracy, przez to możecie zapomnieć o tym, że przyjaciele powinni spotykać się również poza pracą i to w zupełnym od niej oderwaniu. Dobrym rozwiązaniem może być wspólny wyjazd lub spotkania w szerszym gronie, ze wspólnymi znajomymi spoza kręgów biznesowych.

Jakie są trudności w budowaniu biznesu z przyjaciółką?

W większości przypadków kłopot tkwi w konflikcie interesów między dobrą relacją a udanymi posunięciami biznesowymi. Inna sprawa to fakt, że zbyt dużo czasu spędzacie wspólnie, więc dochodzi do swoistego zmęczenia materiału.

Jak i kiedy wycofać się z biznesu, żeby ratować przyjaźń?

Jeśli na poziomie planowania napotkacie już istotne różnice zdań, zastanówcie się, czy wspólny biznes to dobry pomysł. Może lepiej otworzyć niezależne przedsięwzięcia i wspierać się wzajemnie. Jeśli konflikty przychodzą później i dotyczą szczegółów, zasięgnijcie opinii osoby trzeciej. Jeśli rozminęłyście się w pryncypiach biznesowych, lepiej zwinąć interes i ratować przyjaźń, ale to musi być wspólna decyzja.

A gdyby tak przekształcić relację w całkowicie biznesową?

Jeśli w biznesie dogadujecie się bardzo dobrze, ale gdzieś po drodze wasze relacje prywatne się rozluźniły, to prawdopodobnie nie była to prawdziwa przyjaźń. Zamiast nosić w sobie żal, warto spojrzeć na to z innej strony i zacząć cieszyć z dobrej relacji zawodowej, jaką macie. 

Dr Anna Hełka, Centrum Badań Nad Zachowaniami Ekonomicznymi, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej