„Shantaram” to nie jest kolejna oświecona książka o pozytywnym myśleniu.
„Shantaram” znaczy „boży pokój”. To imię nadali bohaterowi książki jego hinduscy przyjaciele, zamykając w nim całą historię opowiedzianą w tej książce: historię odnalezienia prawdy o sobie w Indiach. Ale droga do „bożego pokoju” wiodła przez tak dramatyczne wydarzenia, że chwilami aż trudno uwierzyć, iż miały one miejsce naprawdę.Ciemne interesy, handel narkotykami i bronią, fałszerstwa, przemyt, gangsterskie porachunki – a zarazem romantyczna miłość, głębokie przyjaźnie, poszukiwanie mentora, poznawanie filozofii Wschodu. O tym właśnie jest Shantaram.
Jest to prawdziwa historia życia urodzonego w 1952 roku Australijczyka. „W australijskim charakterze zakorzenione jest szczere ciepło i gotowość do działania – i to w australijski sposób, gdzie odwaga i uczciwość nadal coś znaczą. Australijczycy są odważni i nie wahają się, by spróbować wszystkiego” – opowiada Roberts.
źródło opisu: www.lubimyczytac.pl
Moment, kiedy czarny maleńki maczek zasiany w książkach stojących na półkach biblioteczki stał się dla mnie nagle czytelny, był przełomowy i fascynujący. To wrażenie mogę porównać do chwili, kiedy człowiek po raz pierwszy wsiada do samochodu jako kierowca i jedzie, dokąd chce, z kim chce i kiedy chce, bo nagle dostał niewyobrażalną wolność. Doskonale pamiętam to odkrycie. Ta umiejętność przeniosła mnie w zupełnie inne, równoległe dalekie światy. Odkryły się przede mną niesamowite przygody, nowi przyjaciele. Kiedy tylko zapoznałam się z cudowną, postrzeloną, rudowłosą Anią, natychmiast została moją przyjaciółką i, oczywiście, z całych sił chciałam się nią stać. Ania z Zielonego Wzgórza i jej relacja z surową opiekunką Marylą dały mi poczucie, że nie jestem sama w niełatwym świecie nastolatki, której nagle zaczynają rosnąć ręce i nogi, i już, już myślisz, że jesteś dorosła, a tu masz – jeszcze nie teraz, bo rodzice dalej uważają cię za dziecko. Rodzice, których wtedy uważa się za najstraszniejszych ludzi na świecie. Pamiętam też moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że w oryginale Ania była „z okienka na poddaszu”, a nasz tłumacz przemianował ją na „z Zielonego Wzgórza”. Dla mnie tamta historia będzie zawsze na zielonych wzgórzach.Dlaczego na licytację przekazuję akurat „Shantarama” Gregory’ego Davida Robertsa? Gdy dziesięć lat temu wyszedł w Polsce, mało kto się nim zainteresował. „Wystrzelił” dopiero teraz. Zastanawiam się, czy rzeczywiście nadszedł jakiś moment zwrotny? W tym naszym zagrożeniu, w korporacjach, w niewolnictwie kredytów? Dziesięć lat temu byliśmy tym zachłyśnięci, ale teraz? Już nie, dziś potrzebujemy zmiany i szukamy ucieczki. „Shantaram”, który nagle dostał skrzydeł, jest na to dowodem. Chwała wydawcy za cieniusieńki papier, bo dzięki temu można te 800 stron zabrać ze sobą wszędzie i przemierzać z bohaterem Indie, uczestniczyć w jego przemianie – z byłego więźnia, heroinisty, człowieka mającego na swoim koncie zabójstwa i napady na banki staje się powoli i z uzasadnionym trudem, ale jednak, kimś całkiem nowym, innym, czystym. Fascynujące jest to, że można tak ogromne zło przekształcić w tak wielkie dobro. A równie niezwykłe jest, że autor, który w książce opisał swoje życie, cały dochód ze sprzedaży przeznacza dla rodzin poszkodowanych przez siebie samego. To nie jest kolejna oświecona książka o pozytywnym myśleniu kolejnego jedynie prawdziwego guru. Nie, bohater „Shantarama” to człowiek, który był absolutnie „zjedzony” przez zły, brudny, chętny łatwego pieniądza świat, a my oglądamy jego przechodzenie na jasną stronę. Chętnie przekazuję tę książkę dalej. Tym chętniej, że wierzę w to, co powiedziała Marie Kondo w swojej „Magii sprzątania”, w którą pewnego dnia wpadłam po uszy. Poszłam jej tropem i zrobiłam porządek w swoich szufladach i myślach. Pożegnałam się nie tylko z wieloma rzeczami, ubraniami, sprzętami, które oddałam innym, ale też z wieloma książkami. Kondo powiedziała: „Nie daj umierać historiom na swoich półkach”, a ja jej posłuchałam i zostawiłam sobie trochę czarnego maleńkiego maczku zasianego w książkach na półkach, a reszcie daję żyć dalej.
Wysłuchała Hanna Halek
Książka nowa. Na stronie tytułowej dedykacja pisana własnoręcznie przez Sonię Bohosiewicz.
Dedykacja: „795 stron głębokiej i kolorowej podróży!!! Na szczęście jest „Cień góry”… Sonia Bohosiewicz”
Sonia Bohosiewicz: rocznik 1975. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Popularność przyniosły jej wielokrotnie nagradzana rola Hanki B. w filmie „Rezerwat”, Nataszy Blokus w „Wojnie polsko-ruskiej”, a także role w serialach telewizyjnych: „39 i pół”, „Usta usta”, „Aida”.
Zebrane środki trafią do Oddziału Bajka – Wędrującej Szpitalnej Biblioteki. Akcja, zainicjowana przez miesięcznik Zwierciadło, wspiera Fundację „Serdecznik” w zakupie książek dla dziecięcych oddziałów. Każdy może wylicytować książkę na aukcji charytatywni.allegro.pl i wspomóc dzieci.