1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Niepłodność mężczyzn

Niepłodność mężczyzn

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
O tym, że zawsze najpierw bada się mężczyznę i o tym, jak żywienie wpływa na problemy z płodnością - Dzielnica Rodzica rozmawia z prof. Pawłem Kamińskim.

Kto odpowiada za niepowodzenia w zajściu w ciążę? Kobiety? Jakie są najczęstsze przyczyny niepłodności?

Trudno mówić wyłącznie o niepłodności kobiecej, najczęściej mamy do czynienia z problemem niepłodnej pary. W obecnych czasach coraz częściej to mężczyźni są niepłodni, za co odpowiadają przede wszystkim ksenobiotyki występujące w środowisku, czyli między innymi substancje posiadające działanie estrogenowe (estrogeny to żeńskie hormony – przyp. red.). Wiadomo, że hormony płciowe żeńskie mają niekorzystny wpływ na gonady męskie, co odbija się przede wszystkim na jakości nasienia. Z tego powodu coraz częściej mamy do czynienia z mężczyzną o upośledzonej płodności, należy przy tym pamiętać o innych potencjalnie uszkadzających czynnikach występujących w otaczającym nas środowisku. Jak chodzi o kobiety – najczęściej mamy do czynienia z zaburzeniami  owulacji oraz wszelkimi stanami prowadzącymi do niedrożności jajowodów. Najczęstszą przyczyną zaburzeń owulacji jest zespół policystycznych jajników, natomiast niedrożności jajowodów – stany zapalne. Warto również wspomnieć o immunologicznych przyczynach niepłodności.

Panowie niechętnie przyjmują do wiadomości, że wina może leżeć po ich stronie. To raczej Panie wysyłane są jako pierwsze na badania?

Tak, nawet bardzo niechętnie. Mężczyźni trudno biorą pod uwagę ewentualność, że przyczyna niepłodności leży po ich stronie, często nie akceptują tego, są mało komunikatywni. Badanie nasienia jest warunkiem sine qua non do rozpoczęcia jakiejkolwiek diagnostyki niepłodności u kobiety – badanie nasienia nie jest w ogóle badaniem inwazyjnym i polega na oddaniu próbki nasienia – tak więc zanim zaczniemy męczyć kobietę badaniami hormonalnymi, diagnostyką owulacji, drożności jajowodów itd. itd., to o wiele prościej stwierdzić, czy to mężczyzna jest zdrowy, czy nie. Jeśli ma bowiem zaledwie pojedyncze plemniki, to ciąża naturalna jest praktycznie niemożliwa.

Czyli podsumowując – diagnostykę niepłodności zacząłby Pan od wysłania na badanie mężczyzny?

Zawsze. I to nie tylko ja, tak powinien postąpić każdy lekarz.

Wspomniał Pan o „złej jakości nasienia”. Zatem na co panowie powinni zwracać uwagę, co powinni stosować w swojej diecie, a czego unikać?

Przede wszystkim higieniczny tryb życia – czyli nie powinni palić ani spożywać alkoholu w nadmiarze i oczywiście powinni się prawidłowo odżywiać.

To są bardzo ogólne zalecenia, właściwie niezależnie od choroby, na jaką cierpi pacjent, powinien się stosować do powyższych zaleceń.

Tak, jednocześnie powtarzam – ci mężczyźni powinni się zdrowo odżywiać, prawidłowo po prostu – normy żywienia, to już jest rozmowa na oddzielny temat. Natomiast podkreślam – higieniczny tryb życia.

Jakie są zatem najczęstsze metody leczenia wymienionych dolegliwości powodujących niepłodność?

Wiele się zmieniło w leczeniu niepłodności w ostatnim okresie. Coraz rzadziej korzystamy z chirurgii w leczeniu niepłodności oraz innych dawniej stosowanych metod. Dzieje się tak ze względu na niedostateczne wyniki leczenia. Obecnie najczęściej stosowaną metodą są techniki wspomaganego rozrodu. Mówiąc w dużym uproszczeniu inseminacja, wszelkie odmiany In vitro, czy też ICSI, czyli dokomórkowe wstrzykiwanie plemników (intracytoplasmic sperm injection).  ICSI jest stosowana w przypadkach, kiedy dana para nie kwalifikuje się do klasycznego sztucznego zapłodnienia z powodu bardzo małej liczby plemników lub ich braku w nasieniu i konieczności ich pozyskiwania drogą nakłucia najądrzy lub jąder. Techniki wspomaganego rozrodu są wykorzystywane tylko wtedy, kiedy wyczerpią się wszelkie inne metody leczenia metodami zachowawczymi.(...)

Dalsza część artykułu na portalu Dzielnica Rodzica

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Prekoncepcja, czyli jak zwiększyć szanse na zajście w ciążę

 <strong>Lek. Anna Horbaczewska, absolwentka Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, aktualnie w trakcie studiów doktoranckich. Jej zainteresowania oraz praca zawodowa skupiają się głównie wokół diagnostyki i leczenia niepłodności oraz diagnostyki ultrasonograficznej. Pracuje w Centrum Medycznym Superior - krakowskiej klinice dysponującą nowoczesnym sprzętem z działu ginekologii i położnictwa.  (Fot. materiały prasowe Centrum Medycznym Superior)</strong>
Lek. Anna Horbaczewska, absolwentka Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, aktualnie w trakcie studiów doktoranckich. Jej zainteresowania oraz praca zawodowa skupiają się głównie wokół diagnostyki i leczenia niepłodności oraz diagnostyki ultrasonograficznej. Pracuje w Centrum Medycznym Superior - krakowskiej klinice dysponującą nowoczesnym sprzętem z działu ginekologii i położnictwa.  (Fot. materiały prasowe Centrum Medycznym Superior)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Przyszli rodzice mają ogromny wpływ na poczęcie oraz prawidłowy przebieg ciąży. Co robić, aby zwiększyć szanse na zapłodnienie? Odpowiedź brzmi: stosować prekoncepcję. Nawet jeśli ciąża to jeszcze odległe plany, pewne nawyki i działania warto wdrożyć odpowiednio wcześniej. O metodach sprzyjających kobiecej oraz męskiej płodności opowiada ginekolog, lek. Anna Horbaczewska z krakowskiego Centrum Medycznego Superior.

Mądre rodzicielstwo coraz częściej zaczyna się jeszcze przed poczęciem. Mamy obecnie do czynienia ze zdecydowanym wzrostem świadomości wśród par starających się o dziecko – mówi lek. Anna Horbaczewska. Coraz częściej metodycznie i według planu podchodzi się także do prekoncepcji polegającej na jak najlepszym przygotowaniu do poczęcia. W ten sposób wspomagamy nie tylko płodność, ale też dbamy o zdrowie i prawidłowy rozwój przyszłej ciąży – tłumaczy ekspertka.

Czas upływa nie tylko kobietom

Czynników wpływających na zdolności prokreacyjne jest bardzo wiele. Na niektóre, jak choćby jakość powietrza czy przebyte infekcje, niestety nie ma się wpływu. Wiadomo też, że fundamentalne znaczenie dla płodności ma wiek przyszłych rodziców. Warto przy tym podkreślić, że optymalny okres rozrodczy dotyczy nie tylko kobiet, ale również mężczyzn.

Zegar biologiczny tyka także dla panów – wyjaśnia lek. Anna Horbaczewska. Powszechnie wiadomo, że najlepszą płodnością cieszą się kobiety przed 30-tym rokiem życia. Rzadziej mówi się jednak o tym, że pewne ograniczenia w tym zakresie wiek narzuca również mężczyznom. W ich przypadku czas optymalnej płodności występuje do 35-tego roku życia. Potem, wraz z upływem lat, maleje liczba plemników o prawidłowej budowie, zmniejsza się ich koncentracja w nasieniu i częściej dochodzi w nich do fragmentacji DNA. To z kolei obniża szansę na ciążę, ale też zwiększa ryzyko poważnych chorób u dzieci, takich jak: schizofrenia, autyzm czy choroba dwubiegunowa – tłumaczy lekarka Centrum Medycznego Superior.

Na co mamy wpływ?

Co więc kobieta i mężczyzna mogą zrobić sami, by wspomóc matkę naturę i lepiej przygotować się do poczęcia? Sposobów na wspomaganie płodności jest wiele. Właściwa dieta, styl życia, prawidłowa waga i odpowiednie nawyki wydatnie zwiększają szanse. Najlepiej, gdy idą ze sobą w parze. I to u obojga przyszłych rodziców. Na czym zatem polega prekoncepcja i co dokładnie możemy zrobić, by spotęgować swoje możliwości prokreacyjne?

Właściwa dieta to podstawa

Zgodnie z badaniami, istotny wpływ zarówno na męską, jak i kobiecą płodność, ma prawidłowa dieta. Panom chcącym poprawić swoje możliwości w tym zakresie, zaleca się przede wszystkim, aby podstawą ich diety były węglowodany. Ograniczyć należy z kolei produkty bogatobiałkowe, a także związki mogące naśladować działanie fitoestrogenów, obecne np. w soi. Warto też włączyć do diety orzechy i błonnik, a także zadbać o odpowiedni poziom mikroelementów, witamin E, C i D oraz koenzymu Q10. Działają one korzystnie na metabolizm, a przez to na gospodarkę hormonalną. Chodzi przede wszystkim o związki cechujące się właściwościami antyoksydacyjnymi. Niwelują one wolne rodniki, co przekłada się na poprawę jakości nasienia, zmniejszając ilość uszkodzeń DNA plemnika. Należą do nich np. obecny w pomidorach likopen, a także selen, który możemy znaleźć w łososiu i tuńczyku oraz cynk, który z kolei występuje m.in. w kakao, wątrobie, jajkach, pestkach dyni czy słonecznika. Można też rozważyć suplementacje N-Acetylocysteiną. To aminokwas, który daje bardzo dobre wyniki,  jeśli chodzi o jakość nasienia – mówi lek. Anna Horbaczewska.

Co do pań, w ich przypadku również wykazana jest korzyść ze stosowania diety bogatej w węglowodany. Jeśli spożywamy duże ilości białka, to powinny być one pochodzenia roślinnego, białek odzwierzęcych starajmy się unikać. Ważna jest też podaż nienasyconych kwasów tłuszczowych, czyli pochodzących z roślin. Jeśli chodzi o nabiał, to zaleca się taki o wysokiej zawartości tłuszczu. Z kolei z diety wykluczamy produkty o wysokim indeksie glikemicznym – mówi krakowska ginekolog. I dodaje: dodatkowo warto też ustalić, czy nie ma konieczności suplementacji multiwitaminowej oraz preparatami o zawartości żelaza. Wyrównanie tych niedoborów również korzystnie wpływa na aspekt płodności.

Właściwa masa ciała

W parze z płodnością nie idą zaburzenia wagi. Mowa tu zarówno o nadwadze, jak i niedowadze. Idealne BMI powinno mieścić się w przedziale 20-25. W przypadku wyższego BMI u panów może dochodzić do zaburzenia gospodarki hormonalnej przez zwiększoną konwersję hormonów w tkance tłuszczowej i wyższy poziom pojawiających się w związku z tym estrogenów. U pań otyłość może zaburzać proces owulacji, a z kolei zbyt niska masa ciała może tę owulację hamować całkowicie.

Aktywność fizyczna – byle nienadmierna

Regularna aktywność sprzyja naszej płodności. Co jednak niezwykle ważne, to by była ona umiarkowana tak pod względem intensywności, jak i częstotliwości. Zawodowe uprawianie sportu najpewniej tymczasowo obniży lub odbierze nam płodność. Trenujące zawodowo kobiety, często mają bezowulacyjne cykle, co uniemożliwia im zajście w ciążę. Istnieje takie zjawisko jak triada sportsmanek – mówi specjalistka Centrum Medycznego Superior.  Polega ono współistnieniu u zawodowych sportsmenek trzech zjawisk: zaburzenia odżywiania, braku miesiączki (wiążącego się z brakiem owulacji) oraz zaburzeń mineralizacji kości. W przypadku mężczyzn jest podobnie. Podczas badania zawodowych wioślarzy zauważono, że paradoksalnie mieli oni obniżony poziom testosteronu w porównaniu z mężczyznami, których cechowała umiarkowana aktywność fizyczna – tłumaczy lek. Anna Horbaczewska. Warto zatem, aby podejmowaną aktywność fizyczną ograniczyć do 4 godzin ćwiczeń o nienadmiernej intensywności tygodniowo – dodaje krakowska ginekolog.

Odpoczynek i przeciwdziałanie stresowi

U par starających się o potomstwo nie do przecenienia jest też rola odpoczynku i relaksu. Przewlekły stres powoduje podwyższenie poziomu kortyzolu we krwi, co zaburza pracę na osi podwzgórze-przysadka-jajnik, upośledzając tym samym płodność kobiet. Podobny skutek wywołuje u mężczyzn, u których dochodzi wówczas do pogorszenia parametrów nasienia. To zjawisko doskonale widać na przykładzie pacjentów leczących się z powodu niepłodności, kiedy to obciążenie psychiczne często powoduje systematyczne pogarszanie jakości nasienia.

Paradoksalnie, im większe napięcie psychiczne związane z chęcią zajścia w ciążę, tym bardziej spadają szanse na powodzenie – mówi ginekolog z krakowskiego Centrum Medycznego Superior. Mając to na uwadze, warto zatem zadbać o regularny odpoczynek, a także zapewnić sobie „odskocznię” od codziennych stresów.

Regularne współżycie

Okazuje się, że regularne współżycie sprzyja płodności także w sposób długofalowy. Jak mówi lek. Anna Horbaczewska: żeby zapewnić odpowiednią jakość plemników, zaleca się, aby do stosunku dochodziło najlepiej 3-4 razy w tygodniu. Współżycie powinno się prowadzić przez cały okres cyklu, przy czym para nie powinna skupiać się na tym, kiedy wypadają dni płodne, bo może to powodować napięcie i stres związany  z nadmiarem oczekiwaniem – tłumaczy specjalistka.

Odpowiednia temperatura i… bielizna

Infekcje i choroby podnoszące temperaturę, mogą powodować przejściowe problemy z płodnością. Dzieje się tak m.in. dlatego, że do prawidłowej produkcji plemników potrzebna jest odpowiednia temperatura. Optymalna to ta niższa od temperatury naszego ciała. Dlatego też panowie powinni unikać przegrzewania jąder – regularne korzystanie z sauny czy jacuzzi, a nawet nawyk trzymania laptopa na kolanach niekiedy powodują obniżone parametry nasienia – tłumaczy lekarka. Równie niekorzystny wpływ na jakość nasienia może mieć też noszenie zbyt obcisłej bielizny.

Złe nawyki. Czego należy unikać?

Mimo, że marihuana to w większości krajów środek nielegalny, to jednak jest on w przestrzeni społecznej obecny. Tymczasem, jak pokazują badania, palenie marihuany może mieć negatywny wpływ na potencję. U panów obniża poziom testosteronu, co zmniejsza ilość i ruchliwość plemników – mówi lek. Anna Horbaczewska. Z kolei u pań może rzutować na gospodarkę hormonalną, obniżając poziom hormonu luteinizującego. To z kolei prowadzi do rozregulowania cyklu. Marihuana może także  zaburzać  ruchomość rzęsek w jajowodzie, odpowiadających za transport komórki jajowej po owulacji, żeby mogło dojść do zapłodnienia – tłumaczy ginekolog.

Inną używką, której spożycie warto ograniczyć, jest kofeina. Tyczy się to zwłaszcza regularnego spożywania napojów energetyzujących, które mogą obniżać koncentrację i całkowitą ilość plemników w nasieniu.

Jednym z czynników najsilniej pogarszających jakość nasienia jest dym nikotynowy. Unikajmy nie tylko palenia papierosów, ale i ekspozycji na dym. Do produkcji plemników potrzebne jest duże stężenia tlenu, a papierosy z uwagi na substancje smoliste, mogą powodować dużą ilość uszkodzeń w DNA plemnika – wyjaśnia lek. Anna Horbaczewska. Lekarka dodaje również, że innym środkiem, który niekoniecznie współpracuje z naszą potencją, są lubrykanty. Jak wynika z badań, niektóre z nich powodują zmniejszenie ruchliwości plemników.

Im wcześniej, tym lepiej

Im wcześniej zaczniemy kreować właściwe warunki prokreacyjne, tym lepiej – podsumowuje ginekolog Centrum Medycznego Superior. Nawet, jeśli ciąża pozostaje jeszcze odległym planem, to pewne nawyki i działania warto wdrożyć odpowiednio wcześniej. Każdej parze w wieku prokreacyjnym, która nie ma jeszcze planów, ale nie wyklucza w przyszłości chęci posiadania potomstwa, polecam wdrożenie prekoncepcji do swojej codziennej rutyny. Poza tym, że wspiera naszą potencję, to również daje długoletnie korzyści dla zdrowia.

Lek. Anna Horbaczewska, absolwentka Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, aktualnie w trakcie studiów doktoranckich. Jej zainteresowania oraz praca zawodowa skupiają się głównie wokół diagnostyki i leczenia niepłodności oraz diagnostyki ultrasonograficznej. Pracuje w Centrum Medycznym Superior - krakowskiej klinice dysponującą nowoczesnym sprzętem z działu ginekologii i położnictwa.  (Fot. materiały prasowe Centrum Medycznym Superior) Lek. Anna Horbaczewska, absolwentka Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, aktualnie w trakcie studiów doktoranckich. Jej zainteresowania oraz praca zawodowa skupiają się głównie wokół diagnostyki i leczenia niepłodności oraz diagnostyki ultrasonograficznej. Pracuje w Centrum Medycznym Superior - krakowskiej klinice dysponującą nowoczesnym sprzętem z działu ginekologii i położnictwa.  (Fot. materiały prasowe Centrum Medycznym Superior)

  1. Psychologia

Jesteśmy gotowi na dziecko - planowanie ciąży, przygotowanie do rodzicielstwa

 (Ilustracja Katarzyna Bogucka)
(Ilustracja Katarzyna Bogucka)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Lukrowanie rodzicielstwa sprawia, że każdy potem czuje się zobowiązany, żeby przekazywać taką wizję dalej. A ona jest nieprawdziwa. Wychowanie to ciężka robota, do której trzeba się dobrze przygotować – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Młodzi skrupulatnie planują dzisiaj, kiedy zostać rodzicami. To chyba dobrze, prawda? Na szczęście ponad 30 proc. dzieci rodzi się w sposób niekontrolowany i nieplanowany. Gdybyśmy zdali się tylko na planowanie, to prawdopodobnie przyrost naturalny na świecie by ustał, co byłoby w gruncie rzeczy niezłym pomysłem, zważywszy na przeludnienie, z którym chyba zaczynamy się zmagać. Można więc powiedzieć, że 30 proc. ludzi nie podejmuje żadnych decyzji, one są podejmowane za nich. Ale od tego, w jaki sposób zaskoczeni rodzice ustosunkują się do tego faktu, będzie zależała przyszłość dziecka.

Planowanie dziecka, nawet za cenę odwlekania decyzji, jest moim zdaniem lepsze niż podejmowanie jej pod presją: bo kobiecie bije zegar biologiczny, bo rodzina pyta, kiedy wreszcie, bo znajomi już mają, bo a nuż dziecko uratuje rozpadający się związek… Ważne, żeby przyszli rodzice byli przygotowani do tego, co ich czeka. Kiedy tak naprawdę to nastąpi? Kiedy zaczniemy uczyć w szkołach psychologii relacji i psychologii klinicznej. Bo bez tego młodzi będą w 90 proc. przypadków powielać wzorce wychowania, w jakich wzrastali – albo wprost, albo à rebours, czyli przez zaprzeczenie.

Ale psychologii w szkole nie ma. Może przyszli rodzice powinni czytać książki psychologiczne? Książki to już coś. Jeśli potencjalni rodzice chcą dobrze przygotować się do wychowania dzieci, to niech przynajmniej poznają różne koncepcje psychologiczne na ten temat, jak one się ścierały, do czego doprowadzały, niech poczytają o tym, jak można budować relacje z dziećmi, o prawidłowościach rozwojowych dziecka itd. Najlepiej by było, gdyby jeszcze przed decyzją o dziecku nie tylko naczytać się na te tematy, ale też przejść jakąś formę psychoterapii, a przynajmniej kilka treningów i warsztatów rozwojowych, by mieć okazję odbić się w umysłach innych i dowiedzieć się czegoś o swoich uwarunkowaniach.

Młodzi, przygotowując się do rodzicielstwa, perfekcyjnie wykorzystują dzisiaj technikę: kamery, czujniki, elektroniczne nianie. Co o tym myślisz? To pokazuje, jak wielki jest lęk współczesnych rodziców i brak zaufania do możliwości własnych i dziecka, a także do losu, i jak bardzo próbują zredukować te lęki za pomocą obsesyjnej kontroli. A rzeczywistości nigdy do końca nie da się skontrolować. Trzeba iść w drugą stronę i uczyć się ufać sobie, innym ludziom i życiu, zamiast instalować coraz więcej czujników i kamer.

Ale świat bezpieczny nie jest, więc nic dziwnego, że rodzice myślą o bezpieczeństwie dzieci. Jeśli wychowaliśmy się w rodzinie, w której dominowała kontrola, to z automatu tę niefortunną tradycję przeniesiemy na relacje ze wszystkimi w swojej nowej rodzinie. Albo pójdziemy w drugą skrajność i kontrolę całkowicie odpuścimy. Czas się zreflektować i zrozumieć, że obsesja bezpieczeństwa, która jest marketingowo nakręcana, zwłaszcza teraz, w czasie pandemii, nie zapewnia nam prawdziwego bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, zwiększy nasz niepokój i napięcie. Łatwo sobie wyobrazić, w jaki sposób zostanie ukształtowana psychika dziecka rodziców ogarniętych obsesją kontroli.

Ono też będzie pełne napięcia i lęku. Może więc zanim zostaniemy rodzicami, warto przypomnieć sobie swoje dzieciństwo i siebie jako dziecko? To niezbędna refleksja przygotowująca nas do rodzicielstwa: Przypomnij sobie swoje dzieciństwo, siebie jako dziecko. Co cię bolało, drażniło, szkodziło ci, a co cieszyło, co było dla ciebie ciekawe i korzystne. To pomaga nam zrozumieć, jakiej tradycji formatowania byliśmy poddani, a potem pomoże podjąć świadomą decyzję co do sposobu wychowywania własnych dzieci. Pamiętajmy, że rodzice są po to, żeby dziecko jak najprędzej stało się osobą od nich niezależną.

I samodzielną... Czyli wolną i ufającą sobie. Ja taką wolność i zaufanie dostawałem bardzo wcześnie od matki. A było to tym bardziej cenne, że matka, by mi to okazać, musiała panować nad swoim niepokojem. Mając 12 lat, w czasie wakacji nad morzem, z grupą starszych kolegów codziennie płynęliśmy na drugi brzeg dużej zatoki, a matka wydawała się przyjmować te ryzykowne wyczyny z całkowitym spokojem. Ale pewnego dnia już po wypłynięciu okazało się, że woda jest za zimna, więc szybko dopłynęliśmy do brzegu niedaleko miejsca startu i zobaczyłem wtedy matkę brodzącą przy brzegu i z niepokojem wypatrującą nas w głębi zatoki. Gdy mnie spostrzegła, chcąc ukryć zmieszanie, zwróciła się do całej naszej grupy: „O, już jesteście? A ja właśnie weszłam do wody trochę zamoczyć nogi”. „Jaka dzielna i fajna ta mama” – pomyślałem. Dodam, że mama kilka lat wcześniej oczywiście zadbała o to, żeby nauczyć mnie dobrze pływać.

Na tym powinno polegać przygotowanie do roli rodzica, żeby uporać się ze swoimi lękami? Strach o dziecko to coś normalnego. Ale nadmierne, nieadekwatne lęki są dla niego bardzo obciążające. Kiedy słyszę na przykład, że malec, który uczy się chodzić, powinien mieć ochraniacze na kolanach i kask, to z żalem myślę, że rodzice, którzy dadzą się na to namówić, bardzo skrzywdzą swoje dzieci. Bo ból jest wielkim nauczycielem życia, a to prawdziwe nie obędzie się bez bólu. Dziecko też musi poczuć ból, aby nauczyć się go w miarę możliwości unikać, a także korzystać z jego podpowiedzi i ostrzeżeń. Ostatnio byłem w Islandii. Przekonałem się jeszcze raz, że narody Północy mądrzej niż inne wychowują swoje nowe pokolenia.

Surowiej? Z naszego punktu widzenia surowiej, ale w istocie mądrze, adekwatnie i współczująco, bo przygotowują organizmy i umysły dzieci na trudne sytuacje. W Rejkiawiku obserwowałem taką scenę: młodzi ludzie z dwójką małych dzieci idą deptakiem. Młodszy chłopiec, około drugiego roku życia, biegnąc przed nimi, potyka się i wywraca na kamienny chodnik. Leży i płacze, bo ten upadek z pewnością był bolesny. Ale jego rodzice nie pędzą w panice, by go podnieść. Idą dalej spokojnie i z odległości starają się ocenić powagę sytuacji. Widząc, że nic groźnego się nie stało, zatrzymują się przy płaczącym synku i mówią do niego: „Wstawaj, kochanie, przecież wiesz, jak to się robi”. Słysząc to, chłopiec przestaje płakać, po czym wstaje i z satysfakcją uśmiecha się do rodziców. Pomyślałem: „Ile w nich prawdziwego współczucia i spokoju, jak mądrze uczą dziecko radzić sobie samemu z bólem i z upadkiem”. Przeciętny polski rodzic w takiej sytuacji swoim lękiem i lamentem przestraszyłby swoje dziecko, rozkręcił jego płacz, a potem gniewnie zakazał mu biegać. I to, co byłoby dla dziecka krótkotrwałym cierpieniem, stałoby się wielkim problemem, z którym nie ma szans sobie poradzić bez interwencji rodziców.

(Ilustracja Katarzyna Bogucka) (Ilustracja Katarzyna Bogucka)

Wróćmy do ćwiczenia w przypominaniu sobie siebie jako dziecka. Często, niestety, pamiętamy krytykę rodziców. Co z nią zrobić teraz, gdy sami przygotowujemy się do rodzicielstwa? W okresie dorastania i dorosłości bezkrytycznie kopiujemy negatywny stosunek rodziców do nas z dzieciństwa, a w wewnętrznych dialogach używamy wobec siebie zapożyczonych od rodziców zdań i poniżających zwrotów. Trzeba je zidentyfikować, określić ich pochodzenie, a potem zweryfikować i urealnić w oparciu o wiarygodne i aktualne opinie bliskich nam ludzi. Jeśli nic z tym nie zrobimy, to niechybnie przekażemy dzieciom negatywny i autoagresywny stosunek do nich samych. Dlatego jeden z najistotniejszych elementów przygotowania do rodzicielstwa zawiera się w zaleceniu: zrozum i pokochaj siebie jako dziecko. Pomaga w tym napisanie listu do siebie z czasów dzieciństwa, złożonego z co najmniej dwóch rozdziałów: pierwszy to „przepraszam”, a drugi „dziękuję”. Ewentualny trzeci to „proszę”.

Przepraszam w imieniu rodziców? Nie, we własnym. Za to, że siebie z czasów dzieciństwa nie doceniam, że się siebie wstydzę, że pogardliwie myślę o sobie z tamtego okresu życia i obraźliwie się do siebie zwracam.

A dziękuję za co? Choćby za to, że tamto dziecko mimo wszystko wytrwało, przeżyło, że dzięki niemu nie wylądowałem w psychiatryku albo w więzieniu czy na ulicy i teraz mogę się wysilać, by przezwyciężyć przeszłość i piszę ten list. Przeprosiny i podziękowania skierowane do siebie z czasów dzieciństwa to elementarne przygotowanie do bycia rodzicem. Dla wielu to bardzo trudne zadanie, tym trudniejsze, im trudniej było w dzieciństwie.

Ktoś powiedział, że przygotowanie do rodzicielstwa tak naprawdę polega na znalezieniu odpowiedniego partnera. Zgadzasz się z tym? To oczywiste. Ale aby znaleźć odpowiedniego partnera, musimy wcześniej rozpoznać dobrze nasze kompleksy i deficyty, zacząć nad nimi pracować i pokochać to dzielne wewnętrzne dziecko w nas. W sumie chodzi o to, żeby zbudować w sobie realistyczną samoocenę. Bo jeśli tego nie uczynimy, to będziemy szukać partnera, który będzie nam służył do kompensowania naszych osobowościowych deficytów i kompleksów, co sprawi, że obie strony nie znajdą powodów, aby brać odpowiedzialność za swoje wady i albo utkną na długo w swoich neurotycznych pozach, albo szybko poczują się wykorzystywane i będą miały siebie dość.

Taki związek nie rokuje także jako rodzicielski? Słabo rokuje. Bo to nie jest związek oparty na miłości, tylko na transakcji: mam coś, czego ty potrzebujesz, a ty masz coś, czego ja potrzebuję, więc będzie nam lżej iść przez życie.

Myślę, że w ramach przygotowań do rodzicielstwa dobrze jest także zadbać o wspólnotę, pomocną wioskę. Bo teraz nasze życie się zatomizowało, rodzice zdani są na siebie samych. Czy to według ciebie nie ma znaczenia? Ma bardzo duże znaczenie. Pod warunkiem że wioska jest choć trochę zróżnicowana. Niestety, obecnie rodziny kontaktują się prawie wyłącznie z podobnymi do siebie i uważają, że to, co mają do zaoferowania swoim dzieciom, jest najlepsze na świecie. Nasila się lęk przed konfrontacją z innymi tradycjami wychowawczymi, z innymi postawami rodzicielskimi, z innymi systemami wartości. Dlatego coraz bardziej się izolujemy i zamykamy w homogenicznych środowiskowych bańkach. Warto zdać sobie sprawę z tego, jak ograniczoną wizję świata i jak niewielką zdolność przeżycia w coraz bardziej zróżnicowanym świecie będzie miało dziecko wychowane w takiej bańce.

Przygotowując się do roli rodziców, powinniśmy wiedzieć, że czeka nas niełatwe zadanie? Bo na ogół ten okres życia obficie się lukruje. Lukrowanie i idealizowanie rodzicielstwa ma niedobre skutki. Zdecydowana większość rodziców nie jest w stanie zrealizować tak bardzo wyidealizowanej wizji. Żyją więc z nieadekwatnym poczuciem winy i przynależności do patologicznego marginesu. A potem, aby zapewnić sobie przynależność do stada pseudozachwyconych, przekazują taką wizję swoim dzieciom. Tak więc powiedzmy sobie tutaj szczerze: rodzicielstwo to co najmniej 20 lat ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, przeplatanej oczywiście bezcennymi, dłuższymi lub krótszymi chwilami szczęścia i satysfakcji. Ale pracy.

Jak przygotować się do tego, że będzie ciężko? Przygotowanie do rodzicielstwa powinniśmy zacząć już na etapie wychowywania młodego człowieka. Trzeba uczyć przyszłych rodziców, czyli już dzieci, radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, z niedostatkiem, zimnem, bólem, zagrożeniem, wysiłkiem itd. Bo to ich w przyszłości czeka.

Większość rodziców zapomina, że oni i dziecko to naczynia połączone. Że nie można inwestować tylko w pociechę, trzeba też zadbać o siebie. Po raz kolejny kłania się instrukcja z samolotu: najpierw załóż maskę sobie, a potem dziecku. Najpierw samemu trzeba uznać za prawdziwą, zweryfikowaną wartość to, czego chcemy nauczyć dziecko. Zadać sobie pytanie, jakim człowiekiem chciałbym, żeby moje dziecko się stało, na czym mi zależy, jakie cechy charakteru chcę pomóc mu wykształcić. Spiszmy na kartce 10–12 takich cech. Tam na pewno znajdą się takie, jak: kochający, dobry, odważny, kreatywny, pracowity, wytrwały, mądry, dojrzały. Przyjrzyjmy się tym cechom i zastanówmy, jakie oddziaływania, doświadczenia są dziecku potrzebne, żeby takie cechy mogło wykształcić. Potem zadajmy sobie trudne pytanie: Czy na pewno sami reprezentujemy te cechy w wystarczającym stopniu? Jeśli nie, to najpierw musimy zająć się sobą. I, po pierwsze, nie zarażać dziecka tym, co w nas szkodliwe albo deficytowe (np. nadmiernym lękiem, agresją, zazdrością, chciwością). A po drugie, popracować nad tym, co chcemy przekazać dziecku. Inaczej będziemy niewiarygodni.

Na ogół rodzice chcą dla swoich dzieci tego, czego oni nie mają. To niewykonalne? Niewykonalne. Rodzice myślą, że są w stanie coś przekazać, zupełnie nie pracując nad sobą, że wystarczy tylko chcieć i wypowiadać dużo pustych słów i zdań, karać, nagradzać i zakazywać. Niestety, prawda jest taka, że aby dziecko nauczyć tego, co mu naprawdę w życiu się przyda, nie obejdzie się bez rodzicielskiej pokory i solidnej pracy nad sobą. Dzieci czerpią z żywych przykładów, jakimi są ważni dla nich ludzie, a szczególnie ci, którzy powołali je na świat.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórcai dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Psychologia

Światowy Dzień Dziecka Utraconego. Rozmowa z autorką Krótkiej Instrukcji o Poronieniu

Krótka Instrukcja o Poronieniu to darmowy e-book, skierowany do wszystkich rodziców po stracie ciąży oraz ich bliskich. (Ilustracja: materiały prasowe)
Krótka Instrukcja o Poronieniu to darmowy e-book, skierowany do wszystkich rodziców po stracie ciąży oraz ich bliskich. (Ilustracja: materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Krótka Instrukcja o Poronieniu to darmowy e-book, skierowany do wszystkich rodziców po stracie ciąży oraz ich bliskich. O tym, dlaczego poronienie to nadal temat tabu, rozmawiamy z Karoliną Wierzbińską, inicjatorką projektu.

O tym, dlaczego poronienie to nadal temat tabu, rozmawiamy z Karoliną Wierzbińską, autorką Krótkiej Instrukcji o Poronieniu, darmowego e-booka, skierowanego do wszystkich rodziców po stracie ciąży oraz ich bliskich.

Skąd pomysł na instrukcję? Instrukcja Obsługi to seria darmowych poradników, której zadaniem jest rozminowywanie tematów będących tabu, a związanych z naszym codziennym życiem i zdrowiem. Skoro utraty ciąży doświadcza aż 7 na 10 kobiet, to dlaczego nie dyskutujemy o tym w przestrzeni publicznej?! Licząc mężczyzn i członków rodzin, poronienie w sumie dotyka prawie każdego z nas. Instrukcja o Poronieniu jest drugą odsłoną cyklu. W październiku 2019 roku wydaliśmy Instrukcję o Raku Piersi. Może to zabrzmi górnolotnie, ale Krótką Instrukcją chcemy zmieniać świat i to, jak ludzie ze sobą rozmawiają.

Kto tworzy wasz e-book? Poradnik powstał w modelu partycypacyjnym, głos zabrali rodzice po utracie ciąży, przedstawiciele fundacji, fantastyczni ginekolodzy, psychoterapeuci, położnicy i prawnicy. Zależało nam na tym, żeby zobaczyć perspektywę wszystkich osób zaangażowanych w temat poronienia. Zaproszenie do współpracy przy Instrukcji przyjęli m.in. krajowy konsultant ds. ginekologii i położnictwa prof. Krzysztof Czajkowski, dr Marzena Dębska, ginekolog i położnik, dr Jarosław Kaczyński, ginekolog położnik specjalizujący się w leczeniu niepłodności, dr Anna Kajdy, ordynatorka oddziału położnictwa, Marlena Haduch, położna i psycholog, Joanna Siewko, doula i organizatorka Kręgów Kobiet po Stracie, Marzena Pilarz-Herzyk, prawniczka, autorka bloga MamaPrawniczka.pl oraz fundacja Rodzić Po Ludzku.

Czyli jest to szeroko rozumiane wsparcie, zarówno medyczne, psychologiczne, jak i prawne. Dajemy rodzicom, którzy doświadczyli straty, szereg porad formalnych dotyczących tego, co zrobić żeby skorzystać z prawa do urlopu macierzyńskiego, ale też by pochować swoje dziecko oraz informujemy, w jakich okolicznościach przysługuje im zasiłek. Pokazujemy również perspektywę psychologiczną, czyli jak wspierać po stracie dziecka kobietę oraz – co równie ważne – mężczyznę. Jesteśmy bardzo wdzięczne wszystkim, którzy zgodzili się nam opowiedzieć o doświadczeniu poronienia z ich punktu widzenia.

Według statystyk, o których mówisz, utrata ciąży doświadcza 7 na 10 kobiet. To bardzo dużo. Jakie są najczęstsze przyczyny poronień? To bardzo trudne pytanie, które zadają sobie wszystkie bez wyjątku kobiety. Chciałabym, żeby to mocno wybrzmiało: za największą liczbą poronień stoi genetyka. To właśnie wady chromosomalne płodu powodują zatrzymanie ciąży. Warto to powtarzać, bo utracie ciąży towarzyszy okrutne poczucie winy niedoszłej mamy, czasem wzniecane przez niedoedukowane środowisko. To nie preferencje żywieniowe, wiara, zbyt siedzący lub zbyt stojący tryb życia decydują o przyszłości ciąży. Powtarzamy: „Dziewczyno, bardzo nam przykro. To nie jest twoja wina. Zrobiłaś wszystko, co mogłaś”. Marzy mi się wykasowanie z ludzkiej świadomości określenia: „kobieta poroniła”. Zabierzmy to bezpodstawne brzemię odpowiedzialności, zacznijmy mówić „ciąża się poroniła”, to naprawdę nie jest niczyja wina.

Karolina Wierzbińska, redaktor naczelna hellozdrowie.pl, jedna z inicjatorek Krótkich Instrukcji.

Krótka Instrukcja o Poronieniu dostępna jest za darmo pod adresem krotka-instrukcja.hellozdrowie.pl – jako strona oraz jako e-book w formie PDF. Dla chętnych również w wersji papierowej, także bezpłatnej. Redaktorami publikacji są Marta Ploch i Robert Statkiewicz.

  1. Zdrowie

Ćwiczenia dna miednicy dla zdrowia i satysfakcji seksualnej

Ilustracja iStock
Ilustracja iStock
Zobacz galerię 1 Zdjęć
„Twoje ciało, łono, dno miednicy są realne. Należą do ciebie, a nie do lekarzy”. Rozmawiamy z francuska położna Claire Dahi uczy, jak dbać o najczulsze mięśnie w ciele kobiety.

„Twoje ciało, łono, dno miednicy są realne. Należą do ciebie, a nie do lekarzy”. Rozmawiamy z francuską położną Claire Dahi, która uczy, jak dbać o najczulsze mięśnie w ciele kobiety.

Pracuje pani z kobietami w ich własnych domach. Co nosi pani w torbie? Przede wszystkim formularze do wypełnienia, żeby poznać dobrze swoją pacjentkę. Są tam pytania dotyczące historii porodu, wydarzeń medycznych w jej życiu, chorób kobiecych w jej rodzinie, ale też kilka bezpośrednich pytań  dotyczących stanu jej krocza. Na przykład czy kiedyś w życiu zdarzyło jej się uronić kilka kropli moczu w trakcie kichania albo śmiania się. Noszę też ze sobą rękawiczki i lubrykant do badania wewnętrznego, a także plastikowy model dna miednicy.

Po co? Żeby pokazać pacjentce, co to jest krocze. Nawet jeśli miałyśmy kilka lekcji z kobiecej anatomii w podstawówce, to jako dorosłe kobiety często nie wiemy, jak ono wygląda. Na modelu mogę pokazać, gdzie są nasze mięśnie dna miednicy, czym się różnią. Dzięki temu kobieta może sobie zwizualizować własne ciało od środka. Kiedy zobaczy mięśnie na plastikowym modelu i ich dotknie, będzie jej łatwiej je poczuć, a potem uruchomić. Moim celem nie jest nadrobienie wiedzy medycznej, utrwalenie trudnych nazw łacińskich, ale po prostu pokazanie, gdzie owe mięśnie się znajdują. Bo tam zaczynają się historie, które chcę kobiecie opowiedzieć.

Łono też ma swoje historie? Oczywiście. Mówię kobietom, że ich wagina to malutka jaskinia, miniaturowa grota.

Brzmi lepiej niż bardzo medyczne i odstręczające polskie słowo "krocze". No właśnie. Ale nasza mała kobieca grota to nie jakieś byle co. Prowadzą do niej piękne drzwi frontowe jak do prawdziwego zamku. Najpierw widzimy most zwodzony, a potem bronę, czyli kratę, którą opuszcza się w dół, żeby zamknąć wejście do groty. Tak naprawdę to dwa przeciwstawne mięśnie. Jak wejdziemy do środka, zobaczymy sufit: to przód naszej waginy. Ten sufit podtrzymuje nasz pęcherz moczowy na swoim miejscu. Można powiedzieć, że pęcherz jest na suficie groty. Kiedy wejdziemy głębiej i trochę wyżej, znajdziemy coś jeszcze – szyjkę macicy, która jest wejściem do naszej macicy, a także mięsień łonowo-pochwowy. Nasza grota jest też zamknięta z dołu i po bokach wielkim mięśniem, który idzie z głębi miednicy aż do naszego sromu, tworząc jednocześnie podłogę i ściany naszej waginy. Na ten wielki mięsień tak naprawdę składają się trzy mięśnie anatomicznie różne. Ale kiedy opowiadam o nim historię, to mówię, że przypomina wielki i bardzo szeroki dywan, który pokrywa zarówno podłogę, jak i dwa boki groty.

Przejdźmy teraz do ćwiczeń. Od czego zaczynamy? Kobieta najpierw ćwiczy mięsień umiejscowiony przy wejściu do pochwy. Nie musi wiedzieć, gdzie on jest, jak się naprawdę nazywa. Naśladuje ruch, jakby podnosiła do góry zwodzony most, a ja pomagam jej to zrobić, pokazując palcem, gdzie zacząć. Potem jest zamkowa krata. Ruch odwrotny do mostu zwodzonego. „Łapiemy” mięsień z góry i ściągamy go bardzo delikatnie w dół. Najpierw „łapiemy” punkt przy wejściu do pochwy, a potem wchodzimy z nim do góry, do góry, do góry, aż do poziomu serca. Potem zajmujemy się mięśniami sufitu. Jest tam łuk ścięgnisty miednicy, który podtrzymuje cewkę moczową, a my podrywamy go do góry. Potem trzeci etap – ściany i podłoga. Spróbujmy to sobie wyobrazić. Piękna, duża sala, otoczona z każdej strony mięśniami.

Trochę to zawiłe. Tak, ale ta historia odkrywa przed kobietą architekturę małej groty. Te obrazy poruszają obszar w mózgu, który mieści się między świadomym a nieświadomym. Mogą odtraumatyzować różne problemy związane z tą sferą.

Rozumiem, że te obrazy zostaną z kobietą całe życie? Właśnie o to mi chodzi. Położna jest z kobietą tylko na początku pracy z mięśniami dna miednicy. Towarzyszy jej, żeby sprawdzić, czy dobrze się nimi zajmuje, czy je wyczuwa, czy dobrze je kurczy. Po drugie, sprawdza, czy nie ma gdzieś uszkodzeń, małych otarć, pęknięć, naderwań tkanki mięśni, które mogły się wydarzyć podczas porodu. Trzeba to jasno powiedzieć: każda kobieta, która przeżyła poród, ma rodzaj minidraśnięć, otarć, czyli cieniutkich pęknięć w mięśniach dna miednicy. To normalne. Chociaż są różne typy naruszeń mięśni. Bywają bardzo delikatne, ale i głębokie pęknięcia, które trzeba było zszyć w szpitalu po porodzie.

Mięśnie mogą być po porodzie zwiotczałe? Tak. Albo po prostu rozciągnięte. W czasie ciąży i porodu musiały się rozciągnąć, żeby dziecko ułożyło się w brzuchu jak w koszyku, a potem przepuścić je na świat. Po takich zmianach anatomicznych mogły nie wrócić do normy, nie ściągnąć się. Sprawdzam manualnie każdy z nich.

Teraz jest pani specjalistką od mięśni krocza. Czy kiedyś przyjmowała pani porody? Przed przyjazdem do Polski asystowałam przy porodach w szpitalu francusko-brytyjskim Levallois-Perret w Paryżu. Kiedy mój mąż dostał pracę w Polsce i się przeprowadziliśmy, nie myślałam w ogóle, żeby uprawiać tutaj swój zawód. Nie znam polskiego. W sytuacjach codziennych, np. w supermarkecie, jeszcze mogłam się dogadać, ale nauczyć się wszystkich polskich słów medycznych?! Niemożliwe! Jednak pewnego dnia spotkałam doktora Pascala Eechouta, francuskiego ginekologa, który pracuje w Warszawie. Jak się dowiedział, że jestem położną, zaczął mnie urabiać. Powiedział, że w Polsce prawie nie ma osób, które zajmują się manualną rehabilitacją krocza. Są instruktorzy, którzy pracują z elektrostymulacją i z biofeedbackiem. „Jasne, to dobrze”, pomyślałam, ale według mnie te metody są niewystarczające. Postanowiłam wrócić do Francji i zrobić specjalizację z rehabilitacji krocza, która jest przeznaczona dla położnych i fizjoterapeutów.

Dlaczego praca z sondą jest według pani niewystarczająca? Elektrostymulacja nie ma nic wspólnego z historią o małej grocie. Pracuje nad sufitem, końcem sufitu i dwoma mięśniami podłogi i ścian, ale całe wejście, czyli podwójne drzwi i mięsień odpowiedzialny za kurek pęcherza, czyli zwieracz cewki moczowej, są nieruszone. Inny problem związany z sondą jest bardziej fundamentalny. W tej technice kobieta nie jest autonomiczna, ponieważ nie może pracować bez maszyny, obcego ciała, tzn. sondy dopochwowej. Ja uczę kobietę ćwiczeń, które potem już samodzielnie wykonuje w domu.

A gdy minie etap nauki? Kobieta ma wykonywać swoje ćwiczenia regularnie raz w miesiącu. Od razu po miesiączce. Kiedy przestaje krwawić, robi dziesięć ćwiczeń mięśni dna miednicy (kilka minut) przez dwa, trzy dni do końca życia. Ale to jeszcze nie koniec. Drugą ważną rzeczą jest nowe rozumienie krocza. Moja nauczycielka Dominique Trinh Dinh mówiła, że krocze nie jest bytem wyabstrahowanym. Żyje w naszym ciele, a ciało wytwarza pewne obciążenia, naciski, które nie są dla niego dobre. O tym jeszcze nie rozmawiałyśmy.

Zacznijmy. Najprościej rzecz ujmując, równowaga w naszym ciele zależy od równowagi napięcia mięśni, które się w nim znajdują. Praca mięśnia przepony wpływa na stan naszego krocza, ponieważ  mięśnie krocza i przepony leżą równolegle i pracują zależnie od siebie w jamie brzusznej. Przepona porusza się, kiedy oddychamy, i powinna dźwigać ciśnienie, które tworzy się wtedy w klatce piersiowej.

A tego nie robi?| Niestety, wiele kobiet oddycha, obciążając mięśnie krocza. Ten mechanizm nazywa się tłocznią brzuszną. Kiedy przepona zamiast unosić napięcie w górę, wpycha je w dół, w mięśnie krocza. Jest wiele kobiet, które po całym dniu czują ciężar w okolicach brzucha z powodu złego oddychania. Dziś już wiadomo, że kobieta, która nigdy nie urodziła dziecka, ale źle oddycha, obciążając krocze, może mieć zaburzenia funkcjonalne przepony moczowo-płciowej.

Wydawało mi się, że oddech nic nie waży? Gdy oddychamy, nasza przepona poprzez ciśnienie, jakie wytwarza, uciska mięśnie krocza. Nawet jak to jest lekkie napięcie, krocze je dźwiga. Przez dziesięciolecia. Często stres jest czynnikiem, który powoduje, że zaczynamy źle oddychać. Inna z teorii mówi, że krocze nie zostało ewolucyjnie dostosowane do pozycji stojącej człowieka. Nie zostało stworzone, żeby nosić ciężary, ale żeby zamykać dół naszego ciała. Inaczej mówiąc: nie możemy robić ze swojego krocza paska, który spina nasz brzuch i go dźwiga. Ono jest zbyt wrażliwe. Podobne obciążenia pojawiają się, kiedy kichamy, kaszlemy, śmiejemy się, wydmuchujemy nos, głośno mówimy. Albo kiedy się poruszamy i coś dźwigamy, biegamy albo skaczemy. Musimy się nauczyć podczas tych czynności funkcjonować na odwrót.

Czyli? Czyli wsłuchać się w swoje ciało i wychwycić to subtelne odczucie, że coś w nas „prze, naciska w dół”. A potem nauczyć się unosić to napięcie do góry.

Wyjaśnijmy w takim razie, jak dobrze oddychać? Dobrze oddychamy, kiedy śpimy. Można to sprawdzić, na przykład patrząc na śpiące dzieci albo partnera. Kiedy nabierają powietrza, unosi im się brzuch, a jak następuje wydech, w górę idzie klatka piersiowa. Przepona powinna przechwytywać całe napięcie. Fizjologicznie, kiedy nabieramy powietrza, przepona się obniża, a mięśnie brzucha się rozluźniają, co daje efekt wypiętego brzucha. W trakcie wydechu z kolei przepona unosi się, zasysając mięśnie dna miednicy w górę, i w ten sposób ułatwia im pracę. Brzuch jest wtedy płaski.

Jak jeszcze powinnyśmy dbać o swoje krocze? Chodzić regularnie do toalety, żeby nie dźwigać ciężaru moczu, bo on też naciska na krocze. Trzeba oddawać mocz nie rzadziej niż raz na trzy godziny. Pomijając, oczywiście, noc, bo wtedy leżymy i nie ma ciężaru, który naciskałby na krocze. Kobiety generalnie się z tym nie spieszą. Pracują, sprzątają, bawią się z dziećmi i przetrzymują mocz w pęcherzu, ile się da. Zapominają, że litr wody to aż kilogram ciężaru na dno miednicy. Druga ważna sprawa to pozycja, którą przyjmujemy w czasie wypróżniania. Mówię teraz zarówno o oddawaniu moczu, jak i stolca. Pamiętajmy, żeby nie przeć, nie robić tego na siłę. Zaparcia to nasz wróg. Bezpieczną pozycją jest pozycja, kiedy mamy kolana wyżej niż uda. To nic nie kosztuje, a w prosty sposób nas zabezpiecza. Wystarczy kupić prostą, plastikową podstawkę pod nogi.

Od czego zależy to, kiedy nasze mięśnie wrócą do normy? Od wieku, genów? Raczej od stopnia uszkodzenia w trakcie porodu. Kiedy doszło do nacięcia krocza i kobieta odczuwała ból w tym miejscu, podświadomie nauczyła się omijać bolące mięśnie i zaczęła używać innych. Nie zacznie ich znowu używać bez użycia własnej woli. Musi się znów tego nauczyć.

Kobiety boją się, że po porodzie nie będą już miały takich samych odczuć w trakcie stosunku seksualnego. Nawet gdy jesteśmy obolałe po nacięciu krocza, musimy pamiętać, że jak mięśnie się prężą, poruszają, następuje napływ krwi do tego miejsca i szybciej wracamy do komfortu w tej sferze.

Ale czy każda kobieta potrzebuje rehabilitacji krocza? Wielu kobietom mięśnie wracają do normy niemal całkowicie samodzielnie, bo np. nie ucierpiały bardzo w czasie porodu i w odpowiedni sposób oddychają. Kwestie genetyczne są też ważne, czyli jeżeli twoja mama i babcia miały wysoką jakość mięśni Kegla, ty też pewnie ją masz. Są kobiety, które mają tylko drobne naruszenia, ale nie potrafią unosić napięcia do góry, obciążają krocze i mogą mieć potem problem z nieszczelnością i nietrzymaniem moczu, obniżaniem narządów. Ale nie ma zasad uniwersalnych.

Czy możemy ćwiczyć bez nauczycielki? To bardzo trudne z wielu powodów. Przede wszystkim kobieta nie kontroluje, czy w trakcie ćwiczeń mięśni Kegla nie napina innych mięśni, np. pośladków czy ud. Robimy to automatycznie i nieświadomie i przez to zatracamy sens ćwiczenia. Wiele kobiet myśli też, że gdy ćwiczymy mięśnie, to trzeba to robić intensywnie, mocno jak w fitnessie.

A jak jest? Odwrotnie. Im mniej wysiłku, tym lepszy rezultat. Napinanie mięśni Kegla powinno być bardzo delikatne. Trzeba nauczyć się świadomie kurczyć mięśnie, których do tej pory nie czułyśmy, czasem nawet nie miałyśmy pojęcia, że istnieją. Położna pomoże je odnaleźć. Celem jest to, żeby każdy mięsień pracował niezależnie od drugiego, żeby nie napinały się wspólnie.

Dlaczego?

Bo wtedy pracują najmocniej te mięśnie, które są rozległe. Mięśnie znajdujące się przy wejściu do pochwy są po prostu słabsze i trudniej nam je uruchomić. Metoda, której uczę, zajmuje się wszystkimi mięśniami naszej pochwy, od wejścia do samej głębi. To my jesteśmy odpowiedzialne za tę sferę, która zamyka nasze ciało. Jeżeli będziemy dobrze pracować, będzie sprężyste.

 

Autorka dziękuje za konsultację położnym: Marii Romanowskiej i Karolinie Łataś-Zagrajek (terapeutce uroginekologicznej).

 

CLAIRE DAHI, położna i rehabilitantka mięśni dna miednicy wg francuskiej metody CMP (Connaissance & Maîtrise du Périnée); pracuje z kobietami różnych kultur i narodowości.

 

  1. Zdrowie

Trymestry ciąży — ile trwają? Czym się charakteryzują?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Ciąża trwa 9 miesięcy - 40 tygodni podzielonych na trzy trymestry. Każdy upływający dzień jest ważny dla rozwoju dziecka oraz dla rodziców, którzy czekają, aby powitać maleństwo na świecie. Dlatego dobrze wiedzieć, czego można się spodziewać na kolejnych etapach ciąży, jak kształtuje się płód, a także jakie zmiany zachodzą w organizmie kobiety.

Rodzice, jak tylko zobaczą dwie kreski na teście ciążowym i potwierdzą ciążę u ginekologa, zaczynają wielkie przygotowania do powitania na świecie dziecka. Bez względu na to, czy oczekujesz pierwszego potomka, czy to Twoja kolejna pociecha, z zainteresowaniem śledzisz jego rozwój. Masz na to aż 40 tygodni, czyli 9 miesięcy. Zobacz, czym charakteryzują się poszczególne trymestry ciąży.

I trymestr ciąży

Pierwszy trymestr ciąży to czas wielkich zmian. Objawy ciąży mogą pojawić się już po kilku dniach. Pierwszym jest oczywiście brak miesiączki, ale wiele pań deklaruje, że ich uwagę przykuły:

  • powiększone, wrażliwe na dotyk piersi,
  • poranne nudności,
  • nadwrażliwość na niektóre zapachy, które do tej pory były neutralne,
  • częstomocz,
  • zmęczenie i senność.
Każda ciąża przebiega inaczej, dlatego nie da się stwierdzić odmiennego stanu wyłącznie na podstawie opisanych objawów. Pozytywny test ciążowy, badanie krwi oraz wizyta u ginekologa dadzą absolutną pewność, że spodziewasz się dziecka. Konsultacja lekarska wraz z USG jest ważna, ponieważ pozwala stwierdzić, czy zarodek zagnieździł się prawidłowo i oszacować termin porodu.

Jeśli tylko masz podejrzenie, że jesteś w ciąży, zrezygnuj z używek. Alkohol i papierosy są niedopuszczalne bez względu na to, w którym trymestrze ciąży jesteś. Przez cały czas powinnaś również wyjątkowo dbać o siebie — nie dźwigać, nie przemęczać się, unikać sytuacji stresogennych, zadbać o odpowiednią ilość i jakość snu, stan nawodnienia organizmu oraz zbilansowaną dietę.

II trymestr ciąży

Zaczyna się od 14. i trwa do 26. tygodnia ciąży. To czas, w którym część kobiet odczuwa znaczną poprawę samopoczucia. Zazwyczaj mdłości znikają, a duże stężenie estrogenów w organizmie pozytywnie wpływa też na Twój wygląd. Włosy gęstnieją, skóra staje się gładka. Ale uwaga! W tym okresie wiele przyszłych mam zauważa na swoim ciele i twarzy ciemniejsze plamy — przebarwienia są efektem nasilonej pigmentacji skóry i miną po porodzie. Póki co, unikaj ekspozycji na słońce i stosuj kremy z filtrem ochronnym.

Teraz Twój brzuch zacznie robić się coraz większy, a rozwijające się w nim dziecko coraz ruchliwsze. Około 20. tygodnia, czyli na półmetku ciąży ginekolog zaprosi Cię na badanie USG połówkowe, podczas którego sprawdzi m.in. czy dziecko rozwija się prawidłowo i nie ma wad genetycznych. Na tym etapie jego ciałko jest już wykształcone na tyle, że widać oczy, uszy, podniebienie, a także narządy wewnętrzne. 

III trymestr ciąży

Ostatni trymestr ciąży zaczyna się wraz z 28. tygodniem i trwa aż do porodu. To czas, w którym macica dalej się rozrasta i sięga już kilka centymetrów powyżej pępka. Wiążą się z tym kolejne dolegliwości i objawy, takie jak skurcze Braxtona-Hicksa, uznawane za skurcze ćwiczące macicę przed porodem. Ich intensywność nie powinna być dla Ciebie zbyt uciążliwa, ale jeśli masz w tym zakresie jakiekolwiek obawy — skonsultuj się z lekarzem prowadzącym, który może zasugerować przyjmowanie bezpiecznych leków rozkurczowych.

W tych tygodniach dziecko przekracza granicę 1 kg i zaczyna intensywnie rosnąć, bo pod jego skórą kumuluje się tkanka tłuszczowa. Coraz bardziej przypomina bobasa, którego już za kilka tygodni powitasz na świecie!

III trymestr ciąży to czas intensywnych przygotowań organizmu do porodu, a także domowników na powitanie nowego członka rodziny. Zacznij zastanawiać się nad wyborem szpitala i rodzajem porodu (rodzinny, w wodzie). Możesz też wybrać położną środowiskową, która jeszcze po narodzinach dziecka będzie odwiedzała Was w domu na kontrolne ważenie oraz mierzenie.

Za ciążę donoszoną uznaje się 37. tydzień. Na tym etapie dziecko jest już spore, więc w macicy ma mniej miejsca do robienia fikołków. Jego ruchy mogą nieco osłabnąć, ale nadal powinny być odczuwalne. Ty z kolei możesz mieć problemy ze zgagą, a także czuć rozpieranie w granicy spojenia łonowego. Dziecko naciska główną na kanał rodny. Zdarzają się jednak sytuacje, że maluch jest ułożony miednicowo, co stanowi jedno ze wskazań do cesarskiego cięcia.

Ostatnie tygodnie ciąży poświęć na skompletowanie wyprawki, spakowanie torby do szpitala, zgromadzenie dokumentów i aktualnych wyników badań. Lekarz pobierze posiew w kierunku paciorkowca, czyli na GBS — wyniki miej przy sobie w momencie przyjęcia na oddział. Warto również uczęszczać na zajęcia ze szkoły rodzenia, aby wiedzieć, jak odczytywać sygnały zbliżającego się porodu.

Standardowo ciąża trwa 40 tygodni, ale zdarza się, że poród zaczyna się wcześniej lub dopiero po terminie. Ginekolog może zadecydować o regularnym wykonywaniu badania KTG płodu, a w razie jakichkolwiek nieprawidłowości skieruje Cię na oddział szpitalny, gdzie będziesz miała kompleksową opiekę.