1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Rodzice
  4. >
  5. 20-latek może już o sobie decydować. Decyzyjność oznacza też rozczarowania. Psycholożka: „Stanowią one ważny element rozwoju”

20-latek może już o sobie decydować. Decyzyjność oznacza też rozczarowania. Psycholożka: „Stanowią one ważny element rozwoju”

(Fot. Israel Sebastian/Getty Images)
(Fot. Israel Sebastian/Getty Images)
Najbardziej pamiętamy ostatnie, ale tak naprawdę rozczarowania towarzyszą nam od pierwszych miesięcy życia i mają wpływ na to, kim dziś jesteśmy. – Nasze zadowolenie często wynika z pewnej nieświadomości. Natomiast rozczarowanie pełni funkcję sygnału diagnostycznego, informuje, że coś w naszym życiu, sposobie działania albo myślenia wymaga korekty – mówi psycholożka dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Spis treści:

  1. Rozczarowanie: uniwersalne ludzkie doświadczenie
  2. Sukces zawodowy: to nie jest gwarancja szczęścia
  3. Czy do rozczarowania trzeba dorosnąć?
  4. Ewa Jarczewska-Gerc: „Jestem zwolenniczką budowania sprawczości i poczucia wpływu”
  5. Rozczarowania: czy z wiekiem jest ich coraz więcej?
  6. Dlaczego rozczarowanie jest w życiu potrzebne?

  • Milenialsi coraz częściej określani są mianem „pokolenia rozczarowanych”, ale – jak podkreśla Ewa Jarczewska-Gerc – takie etykiety upraszczają złożoną rzeczywistość psychologiczną i społeczną.
  • „Rozczarowanie światem nie jest doświadczeniem właściwym tylko jednej generacji” – zaznacza psycholożka, pokazując, że to uniwersalne ludzkie doświadczenie obecne w każdej epoce.
  • Ekspertka tłumaczy, skąd bierze się poczucie zawodu u współczesnych dorosłych: od transformacji ustrojowej po zderzenie „ja powinnościowego” z realiami życia.
  • Psycholożka mówi również o rozczarowaniach młodych dorosłych i tym, jaki wpływ reakcja na te rozczarowania ma na ich przyszłe życie.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 05/2026.

Rozczarowanie: uniwersalne ludzkie doświadczenie

Iza Nowakowska-Teofilak: Przeczytałam gdzieś, że milenialsi to najbardziej rozczarowane pokolenie. Obiecano im sukces w zamian za ciężką pracę, a teraz wielu z nich po trzydziestce czy czterdziestce czuje się oszukanych. To prawda? Rzeczywiście można mówić o „pokoleniu rozczarowanych”?

Ewa Jarczewska-Gerc: Z dużą ostrożnością podchodzę do pokoleniowych etykiet, bo upraszczają one niezwykle złożone zjawiska psychologiczne i społeczne.

Jeśli spojrzeć szerzej, łatwo zauważyć, że rozczarowanie światem nie jest doświadczeniem właściwym tylko jednej generacji.

Młodzi ludzie, którym II wojna światowa odebrała plany, ambicje i marzenia, również musieli czuć głęboki zawód rzeczywistością. Mieli przed sobą życie – chcieli się uczyć, kochać, zakładać rodziny – a wielu z nich nie dożyło nawet czasu pokoju i nie dostało szansy, by coś w swoim losie zmienić. My tę szansę wciąż mamy, co nie oznacza, że nie możemy odczuwać rozczarowania. U wielu współczesnych 40-latków pojawia się ono w związku z własnym funkcjonowaniem w obszarze „ja powinnościowego”, ponieważ przez znaczną część życia realizowaliśmy skwapliwie pewne oczekiwania związane z budowaniem Polski kapitalistycznej.

Dorastaliśmy w czasie transformacji ustrojowej, gdy po pokoleniu naszych rodziców, żyjących w rzeczywistości względnej równości i wspólnoty dóbr, nagle pojawił się wyraźny związek między wysiłkiem włożonym w pracę a wysokością zarobków.

Skuszeni szansą na indywidualny zysk, rzuciliśmy się więc w wir budowania kariery. Świat wydawał się pełen możliwości, a rozwój nieograniczony. To wzmacniało poczucie sprawczości i podmiotowości, ale kryła się w tym pułapka: łatwo było się w tym zatracić.

Sukces zawodowy: to nie jest gwarancja szczęścia

Z czasem okazało się, że sukces zawodowy sam w sobie nie daje szczęścia, a jego koszt bywa wysoki – płacimy za niego nieobecnością w domu, słabszym kontaktem z dziećmi czy pogorszeniem zdrowia fizycznego i psychicznego. Wielu milenialsów może więc odczuwać żal, że nikt nie uprzedził ich o cenie, którą będą musieli zapłacić, ale kto miał to zrobić? Jak zauważył kiedyś mój kolega matematyk, żeby znaleźć środek odcinka, trzeba znać jego krańce. Pokolenie naszych rodziców znało tylko jeden – niedostatek, brak perspektyw i pracę od siódmej do piętnastej, bez komputerów i internetu, które dziś przenoszą obowiązki zawodowe do domu. Dopiero współczesność pokazała drugi kraniec: świat wielu możliwości, ale też nadmiaru bodźców, informacji i zadań, które bierzemy na siebie, by szybciej spłacić kredyty hipoteczne na mieszkania, o jakich nasi rodzice mogli tylko marzyć. Problem polega na tym, że pracując non stop na spłatę zobowiązań, niewiele czasu spędzamy w tych wymarzonych domach.

Wszystko to obserwuje pokolenie młodych dorosłych, którzy nie pamiętają komunizmu ani pustych półek, widzą za to wiecznie zapracowanych rodziców i sami nie chcą tak żyć. Chcą pracować i rozwijać się, lecz nie takim kosztem.

Nie jest to przejaw lenistwa ani braku ambicji, lecz próba odzyskania równowagi. Można powiedzieć, że to forma dojrzałości, refleksja nad tym, czy sukces, do którego dążymy, rzeczywiście jest nasz, bo jeśli przez lata realizujemy scenariusz napisany przez innych – rodziców, środowisko, normy kulturowe – możemy osiągać cele, które formalnie są sukcesami, a mimo to odczuwać pustkę. Psychika potrzebuje poczucia zgodności między działaniem a wewnętrznymi wartościami. Gdy tej zgodności brakuje, pojawia się dysonans, który często objawia się właśnie rozczarowaniem. Być może w pokoleniu Z i alfa będzie ono mniejsze niż w naszym, ale równie dobrze może przybrać inną formę, na przykład frustracji związanej z niższymi zarobkami czy wolniejszym rozwojem kariery. Bo rozczarowanie nie jest cechą konkretnego pokolenia, to uniwersalne, ludzkie doświadczenie, obecne w każdej epoce i kulturze, tak samo naturalne jak radość czy satysfakcja.

Czy do rozczarowania trzeba dorosnąć?

Mam jednak wrażenie, że radość i satysfakcja przychodzą do nas dużo wcześniej, a do rozczarowania musimy w pewnym sensie dorosnąć, najpierw sobie coś wyobrazić, zbudować jakąś wizję świata.

Z filmu „Wonka” zapadła mi w pamięć scena, w której uboga dziewczynka pierwszy raz w życiu je czekoladę i nagle zaczyna płakać. Zaskoczony jej reakcją Willy Wonka pyta więc, czy czekolada jej nie smakuje, a ona odpowiada, że wręcz przeciwnie, płacze dlatego, że teraz będzie tęsknić do tego smaku.

Można więc powiedzieć, że nasze zadowolenie często wynika z pewnej nieświadomości. Natomiast rozczarowanie pełni funkcję sygnału diagnostycznego, informuje nas, że coś w naszym życiu, sposobie działania albo myślenia wymaga korekty.

Psychologia opisuje napięcie między trzema obrazami siebie: „ja realnym”, „ja idealnym” i „ja powinnościowym”. Pierwsze oznacza to, jacy faktycznie jesteśmy, drugie – jacy chcielibyśmy być, a trzecie – jacy naszym zdaniem powinniśmy być według norm społecznych, oczekiwań bliskich czy kultury. Im większa rozbieżność między tymi trzema obszarami, tym większe napięcie emocjonalne. Ono bywa nieprzyjemne, ale jednocześnie mobilizuje do działania. Gdybyśmy byli stale zadowoleni, zabrakłoby impulsu do zmiany, uczenia się i przekraczania własnych ograniczeń.

Można więc powiedzieć, że rozwój psychiczny i fizyczny rodzi się z napięcia między tym, co mamy, a tym, czego pragniemy.

A to oznacza, że rozczarowania muszą nam towarzyszyć tak naprawdę od pierwszych miesięcy życia. Już małe dziecko doświadcza ich w momentach konfrontacji z ograniczeniem, na przykład kiedy odkrywa, że nie może mieć wszystkiego natychmiast, że istnieją zasady, że jego wola nie zawsze decyduje o rzeczywistości. Klasycznym przykładem jest etap nauki korzystania z nocnika. To symboliczny moment zderzenia z granicą, poczuciem utraty pełnej swobody, niemożnością bycia sobą. Oczywiście nie mówimy wtedy o świadomym rozczarowaniu w sensie egzystencjalnym, ale mechanizm psychologiczny jest bardzo podobny: pojawia się napięcie między pragnieniem a rzeczywistością.

W kolejnych etapach życia rozczarowanie przybiera różne formy: dziecko odkrywa, że rodzice nie są wszechmocni, zauważa niesprawiedliwość świata, konfrontuje się z ograniczonością czasu i własnych możliwości. Szczególnie intensywny jest okres adolescencji, ponieważ około 12. roku życia, zgodnie z koncepcją rozwoju Jeana Piageta, człowiek wchodzi w okres tak zwanych operacji formalnych, czyli rozwija się myślenie abstrakcyjne i zdolność refleksji nad sensem życia, śmiercią czy moralnością. To moment, w którym idealistyczne wizje zderzają się z realnością, co bywa bolesne, ale jest koniecznym etapem rozwoju, który wcale nie kończy się wraz z nastoletniością.

Ewa Jarczewska-Gerc: „Jestem zwolenniczką budowania sprawczości i poczucia wpływu”

Nie przypominam sobie swoich nastoletnich rozczarowań, za to doskonale pamiętam te ostatnie. Czy to znaczy, że te pierwsze nie były wcale aż tak ważne?

To, że nie pamiętamy wielu wczesnych rozczarowań, nie znaczy, że pozostają one bez wpływu na to, kim dzisiaj jesteśmy. Rozczarowanie niemowlęcia związane z tym, że rodzic nie zawsze przychodzi, kiedy ono płacze. Zawód przedszkolaka, który nagle w grupie dzieci przestaje być najważniejszy i wyjątkowy. Gorycz kilkulatki, która jako jedyna nie została zaproszona na urodziny koleżanki. Rozczarowanie nastolatki, która nie wygrała konkursu, choć była faworytką. Każda z takich sytuacji kształtuje naszą osobowość. Dlatego ważnym zadaniem rozwojowym dla dorosłych jest uczenie młodych ludzi, że będą przeżywać rozczarowania, bo one są naturalną częścią naszego życia, ale to nie oznacza, że nie warto o siebie walczyć.

Jestem zwolenniczką budowania sprawczości i poczucia wpływu. Trzeba wzmacniać w dziecku przekonanie, że ma wpływ na wiele spraw – czasem bezpośredni, czasem pośredni.

A gdy samo nie potrafi sobie poradzić, pierwszym krokiem sprawczości jest zgłoszenie tego dorosłemu. Jeśli jeden dorosły nie reaguje, trzeba iść do kolejnego, szukać rozwiązań, nie pozostawać samemu. Równocześnie jednak warto uświadamiać młodym ludziom, że nie na wszystko mamy wpływ i że pewne sytuacje będą rozczarowujące niezależnie od naszych starań. Na tym polega kształtowanie postawy elastycznej, czyli umiejętności łączenia sprawczości z akceptacją ograniczeń. To jest istota tego, co nazywamy rezyliencją – prężnością psychiczną. Istotne jest pokazywanie młodemu człowiekowi, że z rozczarowań można wyciągać wnioski. Czasem będzie to lekcja w stylu: „Co mogę poprawić, by następnym razem było inaczej?”. Ale innym razem nauką będzie przyjęcie, że pewnych sytuacji nie da się wyjaśnić ani kontrolować – i że to też trzeba zaakceptować. Jeśli nadmiernie chronimy dziecko przed każdym zawodem, a potem wkracza ono w okres dorastania i po raz pierwszy doświadcza silnego rozczarowania, może czuć się bezradne. Wczesne rozczarowania to zatem swoiste „pole treningowe” – przestrzeń, w której uczymy się radzić sobie z trudnymi emocjami i z życiem.

Czyli im wcześniej skonfrontujemy się z rozczarowaniem, tym lepiej będziemy sobie z nim radzić w przyszłości?

Siła reakcji na rozczarowanie zależy nie tylko od tego, jak często się z nim konfrontujemy, istotne są również emocjonalne zasoby, jakie zbudowaliśmy wcześniej.

Nawet jeśli ktoś nie przeżywał w dzieciństwie większych zawodów, ale był wychowywany w sposób, który sprzyjał rozwijaniu narzędzi regulacji emocji i radzenia sobie z trudnymi stanami – nie tylko z rozczarowaniem, lecz także ze złością, smutkiem czy lękiem – to istnieje duża szansa, że poradzi sobie też z poważniejszym kryzysem w późniejszym życiu. Jeśli od najmłodszych lat zachęcano go, by nie uciekał od stresu i trudnych emocji, lecz uczył się je rozumieć i przeżywać, to nawet gdy pierwsze poważne rozczarowanie pojawi się dopiero w dorosłości, będzie miał narzędzia, by sobie z nim poradzić. Kluczem jest więc efektywna regulacja emocji. Polega ona na pozostawaniu z nimi w kontakcie, nazywaniu ich i rozmawianiu o nich.

Problem pojawia się, gdy w rodzinie lub najbliższym otoczeniu, budowana jest wizja, że normą jest bycie zawsze wesołym, uśmiechniętym i radosnym. Niedawno, pracując z nastolatką, usłyszałam od niej, że chciałaby być „bardziej wesoła”. Zapytałam, dlaczego. Przecież wesołym jest się wtedy, gdy są ku temu powody. Kiedy sytuacja jest trudna, naturalną reakcją nie jest radość. Tymczasem społecznie często wzmacniamy przekaz, że tylko pozytywne emocje są właściwe i pożądane. Jeśli ktoś dorasta w przekonaniu, że „normalne” jest wyłącznie bycie szczęśliwym, to w dorosłości może mieć ogromną trudność z przeżywaniem smutku czy rozczarowania.

Rozczarowania: czy z wiekiem jest ich coraz więcej?

A ja mam trudność ze zrozumieniem, dlaczego z wiekiem tych rozczarowań jest coraz więcej. Skoro te pierwsze są czymś w rodzaju inicjacji, momentem przejścia z dziecięcej wizji rzeczywistości do bardziej realistycznej, to jako dorośli ludzie powinniśmy być pozbawieni złudzeń. A może nigdy tak do końca nie wychodzimy z tych naiwnych wyobrażeń o sobie i świecie?

To jest bardziej złożone, choć faktycznie tak jest, że większą część życia żyjemy w pewnych iluzjach. Momentem relatywnego urealnienia się – najczęściej przejściowego – jest okres wczesnej dorosłości.

Kiedy badamy młodych dorosłych, często okazuje się, że są dużo mniej szczęśliwi niż osoby trochę starsze czy seniorzy. Oni są jakby w okresie przejściowym między dzieciństwem i nastoletniością a byciem dojrzałym.

Kiedy byli dziećmi, mieli wiele przywilejów i mało odpowiedzialności. Nagle stają się dorośli i świat przestaje być już tak różowy. Jest to mocny moment urealnienia się, twardego lądowania. Jednak to wcale nie jest coś złego, jest to idealna okazja, aby intensywnie rozwijać narzędzia radzenia sobie, a także wymyślać czy też budować nowe. Pięciolatek nie może pójść do pracy, nie może wyprowadzić się od rodziców, którzy są dysfunkcjonalni, nie może decydować, gdzie i jak chce żyć. 20-latek może to zrobić. To daje możliwości i szanse, ale jednocześnie przeraża. Dlatego wielu młodych dorosłych czuje się zagubionych, a społeczeństwo im mówi, że żyją jak pączki w maśle i jeszcze narzekają. Ja bym im powiedziała: „To jest nie tylko naturalne, ale i funkcjonalne, że macie teraz obniżony nastrój, czujecie się niepewni czy zagubieni. To idealny moment, by zbudować siebie”.

Potem z wiekiem najczęściej dojrzewamy. Mówię „najczęściej”, bo nie każdy przejdzie przez wczesną dorosłość tak, by wykształcić mądrość. Dojrzałość oznacza odejście od czarno-białego obrazu świata.

Zaczynamy rozumieć, że bywa on zarówno sprawiedliwy, jak i niesprawiedliwy, że w każdym człowieku współistnieje dobro i zło, że możemy postępować raz szlachetnie, raz niewłaściwie. Umiejętność pomieszczenia tej ambiwalencji nie leczy nas jednak ze złudzeń.

Zdrowy psychicznie, dobrze funkcjonujący człowiek przejawia pewne zniekształcenia poznawcze na plus, to znaczy postrzega siebie i przyszłość odrobinę bardziej optymistycznie, niż wskazywałyby na to obiektywne dane. W psychologii nazywamy to inklinacją pozytywną, która przejawia się w postaci trzech iluzji: poczucia większej kontroli nad wydarzeniami, niż faktycznie mamy, przekonania, że przyszłość będzie dla nas trochę lepsza niż statystycznie dla innych, oraz tendencji do widzenia siebie w nieco korzystniejszym świetle. W umiarkowanym nasileniu takie zniekształcenia są adaptacyjne, zwiększają motywację, wytrwałość i poczucie sensu. Można powiedzieć, że pełnią funkcję amortyzatora, chronią przed nadmiernym lękiem i bezradnością, pozwalają podejmować wyzwania mimo niepewności. Badania pokazują, że osoby depresyjne często postrzegają rzeczywistość bardziej adekwatnie niż osoby bez zaburzeń nastroju, ale jednocześnie płacą za to niższym poziomem dobrostanu.

Utrata złudzeń jest jednak bardzo dotkliwa, głębokie rozczarowanie potrafi wywołać niemal fizyczny ból. Niektórzy opisują je jako moment, w którym „coś w nich pęka”. Tylko co właściwie się wtedy rozpada? Poczucie bezpieczeństwa? A może obraz świata jako miejsca przewidywalnego i uporządkowanego?

Przede wszystkim w rozczarowaniu tracimy poczucie kontroli nad sytuacją, a to jeden z najsilniejszych czynników stresowych. Rozczarowanie oznacza często także utratę jakiegoś obiektu przywiązania. Pojawia się smutek, ponieważ rozpada się coś, w co byliśmy emocjonalnie zaangażowani, na przykład wiara w to, że partner lub przyjaciel jest wobec nas szczery. Jeśli ufaliśmy i nagle to zaufanie zostaje podważone, tracimy nie tylko konkretną osobę w dotychczasowej roli, ale też nasze wyobrażenie o niej i o relacji. Wraz z tym pojawia się ból – i to nie tylko w sensie metaforycznym.

Ból psychiczny wiąże się z aktywizacją tych samych struktur neuronalnych, w tym receptorów bólowych, które uczestniczą w odczuwaniu bólu fizycznego. Dlatego rozczarowanie możemy dosłownie poczuć, bo ciało reaguje na stratę i zagrożenie więzi w sposób bardzo realny, somatyczny.

W takich sytuacjach często słyszymy od bliskich: „będzie dobrze”. Tylko czy składanie obietnic bez pokrycia to na pewno dobra strategia wspierania osoby rozczarowanej?

Niekoniecznie, choć zwykle wynika to z dobrych intencji. Najważniejsze jest nadanie racji bytu temu, że ktoś czuje rozczarowanie. Zamiast je umniejszać, warto powiedzieć: „Rozumiem, że jesteś rozczarowany. Masz do tego prawo”. Pierwszym krokiem powinno być wsparcie bez oceniania i bez udzielania szybkich rad w stylu: „inni mają gorzej”. Takie reakcje nie normalizują emocji, lecz je unieważniają. Pokażmy więc, że dostrzegamy istotę problemu, a dopiero w kolejnym etapie można zastanowić się wspólnie nad sensem tego doświadczenia czy ewentualną lekcją, jaka z niego płynie. Nie należy jednak tego przyspieszać i za wszelką cenę koić cierpienia.

Osoba rozczarowana potrzebuje najpierw czasu, by pobyć w swoich emocjach, poczuć je, przeżyć. Zbyt szybkie wyciąganie wniosków z rozczarowań bywa ryzykowne i prowadzi do uproszczeń, na przykład do przekonania, że nie można ufać ludziom.

Dlaczego rozczarowanie jest w życiu potrzebne?

Dlaczego na jednych rozczarowania działają mobilizująco, a innym odbierają chęć do życia?

To, jak reagujemy na niepowodzenia, w dużej mierze zależy od naszego sposobu myślenia. Gdybym wierzyła, że człowiek jest jakiś raz na zawsze – mądry albo głupi, utalentowany albo nie – to rozczarowanie uderzałoby w moją tożsamość. Gdybym nie dostała wymarzonej pracy albo nie osiągnęła zamierzonego celu, mogłabym pomyśleć: „Jestem beznadziejna. Oszukiwałam wszystkich”. To rodzi silne napięcie i bywa źródłem poważnych trudności psychicznych. Bliższe prawdzie jest myślenie elastyczne: mamy pewne predyspozycje, ale większości umiejętności uczymy się poprzez wysiłek i praktykę. Nikt nie rodzi się z umiejętnością wiązania butów – tak samo uczymy się kompetencji zawodowych, społecznych czy artystycznych.

Nastawienie na rozwój sprawia, że niepowodzenie można przeżyć jako bolesne, ale jednocześnie wartościowe doświadczenie: „Dowiedziałam się czegoś nowego. Jestem bogatsza o tę wiedzę. Następnym razem zrobię to inaczej”. Kluczowe jest więc skupienie na procesie, a nie wyłącznie na wyniku. Gdy koncentrujemy się na drodze, wysiłku i uczeniu się, rozczarowanie nie niszczy poczucia naszej wartości. Kiedy natomiast budujemy narrację, że „musi być sukces”, łatwo o silny zawód.

Właśnie uświadomiłam sobie, że większość ludzi, których znam, nie ma problemu z tym, by mówić o swoim rozczarowaniu światem czy innymi ludźmi, ale mało kto potrafi przyznać, że jest rozczarowany samym sobą.

Społecznie promowana jest wizja człowieka, który siebie kocha, jest wspaniały i właściwie nie popełnia błędów. Jako psycholożka absolutnie zgadzam się z tym, że miłość własna jest ważna, ale nie powinna być ślepa. Tymczasem w jej popularyzowaniu często idziemy w stronę uproszczeń: „zawsze bądź z siebie zadowolony”, „zabij wewnętrznego krytyka”. A przecież to może zatrzymać rozwój. Potrzebujemy patrzeć na siebie krytycznie, ale z życzliwością. Dojrzała miłość nie ma nic wspólnego z bezrefleksyjnym zachwytem. To umiejętność przyznania się do błędu, wybaczenia sobie go, a jednocześnie przeanalizowania i wyciągnięcia wniosków.

Do rozczarowania samym sobą trudno przyznać się również dlatego, że wydaje nam się, iż na nic nie mamy tak dużego wpływu, jak na siebie. Zapominamy, że ludzka osobowość nie jest monolitem. Jest złożona, modularna, podobnie jak nasz mózg, którego różne części wykształcały się na odmiennych etapach ewolucji i odpowiadają za różne funkcje.

Mamy w sobie warstwę impulsywną, nawykową, związaną z najstarszymi strukturami mózgu – tę, która odpowiada za automatyczne, instynktowne reakcje. Mamy system emocjonalny, silnie powiązany zarówno z impulsami, jak i z myśleniem. I wreszcie mamy korę przedczołową, czyli tę część, która planuje, stawia cele, kieruje się wartościami i moralnością, „myśli o myśleniu”. Nosimy w sobie jednocześnie racjonalnego planistę i dzikusa. Nic dziwnego, że bywamy wewnętrznie sprzeczni. W naszej osobowości współistnieją różne, czasem wykluczające się motywy: chcemy się rozwijać i być dobrzy, ale jednocześnie pragniemy przyjemności i natychmiastowej gratyfikacji.

Przyznanie się do rozczarowania sobą oznacza uznanie, że nie kontrolujemy w pełni wszystkich swoich impulsów i reakcji. I właśnie od tego zaczyna się zmiana: od zauważenia, która część mnie w danym momencie przejmuje stery, czego ona chce i czego się boi.

Integracja różnych części siebie nie polega na tym, żeby którąś „wyłączyć” albo zawstydzić, ale żeby nauczyć się je rozumieć, regulować i włączać w bardziej spójną całość. Pomaga w tym refleksja nad własnymi wyborami, nazywanie emocji, uczenie się zatrzymywania impulsu i wracania do swoich wartości. To proces, a nie jednorazowy akt. Ale właśnie dzięki niemu zmniejsza się ryzyko kolejnych rozczarowań sobą.

Ewa Jarczewska-Gerc, psycholożka, dr nauk humanistycznych, wykładowczyni i badaczka Uniwersytetu SWPS. Specjalizuje się w obszarze psychologii emocji i motywacji, stresu, dobrostanu i zdrowia psychicznego.

Tekst powstał w ramach cyklu „MŁODE GŁOWY i wszystkie nasze pierwsze razy”.

„MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” to projekt edukacyjny Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. Skierowany jest do młodych osób, ich rodziców i nauczycieli. Bezpłatny program profilaktyczny realizowany w ramach projektu obejmuje zasięgiem już ponad milion osób w całej Polsce. Obecnie działania koncentrują się na edukacji w zakresie Pierwszej Pomocy dla Zdrowia Psychicznego. Więcej informacji: helppp.pl oraz mlodeglowy.pl. Fundację UNAWEZA można wsprzeć, przekazując 1,5% podatku na projekt MŁODE GŁOWY. KRS 0000800698

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE