1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Rodzice
  4. >
  5. „Można codziennie zadawać pytania i niewiele wiedzieć o własnym dziecku”. Psycholog wyjaśnia, co może popychać nastolatków w stronę używek

„Można codziennie zadawać pytania i niewiele wiedzieć o własnym dziecku”. Psycholog wyjaśnia, co może popychać nastolatków w stronę używek

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Thomas Northcut/Getty Images)
(Fot. Thomas Northcut/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Izabela Nowakowska-Teofilak - „Można codziennie zadawać pytania i niewiele wiedzieć o własnym dziecku”. Psycholog wyjaśnia, co może popychać nastolatków w stronę używek

00:00 20:24
15s
0,5 x
15s
Pierwszy papieros, kieliszek alkoholu czy skręt to jeszcze nie katastrofa. O tym, czy jednorazowy eksperyment przerodzi się w uzależnienie, decyduje znacznie więcej czynników. – Kluczowa jest tu jakość relacji z najbliższymi – mówi Adam Pater, psycholog i psychoterapeuta.

Spis treści:

  1. Dlaczego nastolatki sięgają po alkohol, papierosy i narkotyki?
  2. Uzależnienia wśród młodzieży. Dlaczego problem dotyka także dzieci z dobrych domów?
  3. Jak stawiać granice nastolatkowi? Bliskość nie oznacza przyzwolenia na wszystko
  4. Co zrobić, gdy dziecko sięga po narkotyki?
  5. Pokolenie Z a uzależnienia. Mniej alkoholu, ale nowe zagrożenia

  • Pierwszy papieros, kieliszek alkoholu czy eksperyment z narkotykami nie musi oznaczać początku uzależnienia. Ważne jest to, jaką funkcję używki zaczynają pełnić w życiu nastolatka.
  • Nawet młodzi ludzie z tzw. dobrych domów mogą czuć się samotni. „Można codziennie zadawać pytania i jednocześnie niewiele wiedzieć o własnym dziecku” – zauważa psycholog Adam Pater.
  • Bliska relacja z dzieckiem nie oznacza przyzwolenia na wszystko. Ekspert przestrzega przed próbami zostania „kumplem” nastolatka i podkreśla znaczenie jasnych granic.
  • Czy zakazy, odbieranie kieszonkowego i testy na obecność narkotyków pomagają? Psychoterapeuta wyjaśnia, jak reagować na pierwsze eksperymenty z używkami, by nie stracić kontaktu z dzieckiem.

Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026. Tekst powstał w ramach cyklu „MŁODE GŁOWY i wszystkie nasze pierwsze razy”.

Dlaczego nastolatki sięgają po alkohol, papierosy i narkotyki?

Izabela Nowakowska-Teofilak: Większość z nas ma za sobą jakieś doświadczenia z różnego rodzaju używkami. Jednak gdy po raz pierwszy widzimy własne dziecko z papierosem, pod wpływem alkoholu lub innej substancji psychoaktywnej, często ogarnia nas przerażenie. Natychmiast pojawia się myśl, że taki eksperyment może mieć długotrwałe konsekwencje. Jak zareagować w takiej sytuacji?

Adam Pater: Najpierw warto zaakceptować własne emocje. Strach, niepokój czy złość są w takich momentach zupełnie naturalne. Nie ma sensu udawać spokoju za wszelką cenę. Ważne jednak, by lęk nie przejął kontroli nad relacją.

Rodzice często są przekonani, że ich zadaniem jest przede wszystkim kontrolowanie. Tymczasem równie ważne jest zachowanie ciekawości wobec wewnętrznego świata dziecka, bo to właśnie ona buduje więź.

Zamiast przesłuchania czy moralizowania potrzebna jest rozmowa – rozumiana nie jako wykład, lecz autentyczna próba zrozumienia młodego człowieka. Co się wydarzyło? Dlaczego to było dla ciebie ważne? Co przeżywasz? Czego ci teraz potrzeba? Myślę, że często przeceniamy znaczenie samego „pierwszego razu”. Oczywiście może on być istotny, ale w psychologii rozwojowej patrzymy na to z szerszej perspektywy.

Adolescencja, czyli okres, w którym większość osób po raz pierwszy styka się z używkami, to czas intensywnych eksperymentów i poszukiwań. Młody człowiek sprawdza świat, testuje granice, szuka swojej tożsamości i z ciekawości sięga po różne rzeczy. Problem zaczyna się nie wtedy, kiedy alkohol, narkotyk czy inna używka przestają być epizodem, a zaczynają pełnić określoną funkcję psychiczną, np. pomagają wejść do grupy rówieśniczej, dają poczucie odwagi, wyciszają napięcie, zagłuszają lęk albo przynoszą chwilową ulgę.

Dopóki substancja pozostaje jednym z wielu doświadczeń, nie musi oznaczać katastrofy. Natomiast faktycznie niepokojące jest, kiedy różnego rodzaju używki stają się jedynym sposobem radzenia sobie z emocjami. Gdy człowiek przestaje regulować siebie na przykład poprzez relacje z innymi, a zaczyna robić to za pomocą wybranej substancji.

Czyli można powiedzieć, że pierwszy raz po używki sięgamy z ciekawości?

Ciekawość rozwojowa odgrywa tu istotną rolę, jednak tego typu zachowania są zazwyczaj efektem współdziałania wielu czynników. Czasem jest to bunt, a czasem próba poradzenia sobie z napięciem czy trudnymi emocjami. Nie bez znaczenia jest też presja otoczenia. W okresie adolescencji przynależność do grupy jest czymś bardzo ważnym i jednocześnie naturalnym z punktu widzenia zdrowego rozwoju psychicznego młodego człowieka. Rówieśnicy wywierają wówczas silny wpływ na jego zachowanie, co może sprzyjać pierwszym eksperymentom z substancjami psychoaktywnymi. To jednak, jak potoczą się te doświadczenia i czy pozostaną jedynie epizodem, w dużej mierze zależy od jakości relacji z najbliższymi – rodzicami lub opiekunami.

Mówi się, że im bliższa relacja z dzieckiem, tym większa szansa, że zauważymy, kiedy zacznie dziać się coś złego, ale czasem ta bliskość bywa złudna.

Nawet najlepszy dom i najbardziej uważni rodzice nie są w stanie całkowicie ochronić młodego człowieka przed światem. Większość nastolatków prędzej czy później zetknie się z propozycją wypicia alkoholu, zapalenia papierosa czy zażycia innych substancji. Tego nie da się całkowicie wyeliminować. Relacja z najbliższymi ma jednak ogromny wpływ na to, czy młody człowiek będzie miał zasoby, by powiedzieć „nie”, a jeśli już spróbuje jakiejś używki – czy będzie potrafił wrócić do równowagi.

To, jaki mamy kontakt z własnym dzieckiem, nie eliminuje ryzyka, ale zwiększa odporność psychiczną i sprawia, że nastolatek nie zostaje sam z tym, czego doświadcza. Wie, że ma do kogo wrócić, z kim porozmawiać i komu opowiedzieć o swoim lęku, wstydzie czy popełnionym błędzie bez obawy, że zostanie odrzucony lub oceniony.

Zgodnie z biopsychospołecznym modelem uzależnień uznaje się, że za ich rozwój odpowiadają czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne. Mnie szczególnie bliskie jest jednak myślenie o uzależnieniu w kategoriach relacji, bo w pewnym momencie substancja, którą zażywamy, nie jest już tylko alkoholem czy narkotykiem. Staje się sposobem na ucieczkę od napięcia, samotności, lęku czy poczucia pustki. Innymi słowy zaczyna dawać człowiekowi to, czego z różnych powodów nie znajduje on w swoich relacjach z ludźmi. Jeśli od najmłodszych lat dziecko doświadcza bezpiecznej relacji – opartej na szacunku, przewidywalności, akceptacji i jasno wyznaczonych granicach – uczy się regulować emocje w kontakcie z drugim człowiekiem. Dzięki temu w przyszłości rzadziej będzie potrzebowało szukać ukojenia w substancjach czy innych destrukcyjnych zachowaniach.

Uzależnienia wśród młodzieży. Dlaczego problem dotyka także dzieci z dobrych domów?

Znam jednak rodziców, którzy pomimo zainteresowania dzieckiem o jego uzależnieniu dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy problem był już bardzo poważny.

Dawniej problem uzależnienia wiązano przede wszystkim z domami, w których występowały poważne kryzysy – przemoc, uzależnienia rodziców, skrajne ubóstwo czy zaniedbanie. Dziś wiemy, że tak nie jest.

Uzależnienie w pewnym sensie jest bardzo demokratyczne. Nie patrzy na status społeczny, poziom wykształcenia, sytuację materialną, wiek czy pochodzenie. Coraz częściej trafiają do mnie młodzi ludzie z tak zwanych dobrych domów, w których teoretycznie niczego im nie brakowało.

Łączy ich jednak poczucie osamotnienia, trudności z budowaniem własnej wartości, przekonanie, że ze swoimi emocjami muszą radzić sobie sami. Można mieszkać z kochającą rodziną, być otoczonym bliskimi, a jednocześnie nie mieć poczucia, że jest ktoś, kto naprawdę rozumie to, co przeżywamy. Właśnie taka samotność bardzo często staje się przestrzenią, w której substancja zaczyna pełnić swoją funkcję: przynosi ulgę, koi napięcie i na chwilę zagłusza to, z czym młody człowiek nie potrafi sobie poradzić.

Można codziennie zadawać pytania i jednocześnie niewiele wiedzieć o własnym dziecku. Mam czasem wrażenie, że dorośli bardzo chcą wiedzieć, co dziecko robi, a znacznie rzadziej interesuje ich to, co ono przeżywa. Nie zobaczymy tego, jeśli będziemy pytać wyłącznie o zachowanie, o to jak było w szkole albo co robiło po lekcjach. Musimy być ciekawi jego wewnętrznego świata. Pytać o to, czego się boi, za czym tęskni, co je zawstydza, o czym marzy. To jest zupełnie inny rodzaj rozmowy. Ważne są również wspólne rytuały, zainteresowania, wyjścia, słuchanie muzyki, gotowanie, sport, czyli po prostu bycie razem. Nie chodzi o spektakularne działania, ale o tworzenie przestrzeni, w której dziecko czuje, że jest ważne i że jego przeżycia naprawdę kogoś obchodzą. Ale istotne jest również zdrowe stawianie granic.

Czasem rodzice mówią: „Wiedzieliśmy, że coś zażywa, ale myśleliśmy, że to po prostu okres eksperymentowania, który minie”. I trudno ich za to winić, bo odróżnienie naturalnego testowania granic od początku rozwijającego się problemu – naprawdę nie jest łatwe. Natomiast byłbym ostrożny wobec podejścia, które zakłada, że na takie zachowania warto przymknąć oko.

Eksperymentowanie nastolatka nie oznacza, że rodzice mają zrezygnować z bycia opiekunami. Dobra relacja nie polega na tym, że dziecko może wszystko. Wręcz przeciwnie. Oznacza także umiejętność stawiania jasnych granic i konsekwentnego ich podtrzymywania. Granice nie są karą, dają poczucie bezpieczeństwa, pokazują, co jest akceptowalne, a co nie, i uczą odpowiedzialności za własne wybory. Mówi się, że wychowując dziecko, do plecaka, z którym będzie szło przez życie, z jednej strony należy włożyć miłość, poczucie wartości, uważność, obecność i doświadczenie bezpiecznej więzi. A z drugiej – jasne zasady, granice i przewidywalne konsekwencje. Dopiero taki zestaw jest dobrym wyposażeniem na dorosłe życie.

Jak stawiać granice nastolatkowi? Bliskość nie oznacza przyzwolenia na wszystko

Czasem młodzi ludzie, testując granice, o których pan mówi, bezceremonialnie otwierają przy bliskich piwo, odpalają papierosa lub skręta, argumentując, że chyba lepiej, by robili to w domu niż w ciemnym zaułku z kolegami. Czy rzeczywiście lepiej?

Byłbym bardzo uważny na tego typu emocjonalne szantaże czy manipulacje. Każda ważna relacja – czy ta rodzic–dziecko, czy partnerska – musi być obwarowana granicami. Zaprzyjaźnianie się z dzieckiem do tego stopnia, że stajemy się jego „kumplem”, może przynieść więcej szkody niż pożytku, bo łatwo przekroczyć granicę między bliskością a zacieraniem ról. Znam przypadki, w których po przełamaniu tej bariery rodzice sami inicjowali kolejne kontakty młodych ludzi z różnego typu używkami, bo pijąc alkohol czy wspólnie paląc marihuanę, chcieli się zakumplować z własnym dzieckiem.

Co zrobić, gdy dziecko sięga po narkotyki?

Częściej jednak opiekunowie, którzy orientują się, że ich dziecko zażywa jakieś używki, podejmują dość radykalne działania: zakazy wychodzenia z domu, izolowanie od grupy rówieśników, w której dotychczas funkcjonowało, czy zabieranie pieniędzy. To dobra droga?

Jestem zwolennikiem rozsądku. Im bardziej próbujemy wszystko kontrolować i zakazywać, tym większa pokusa, żeby te zakazy omijać. Większość z nas pamięta z własnej młodości, że właśnie to, czego nie było wolno, najbardziej kusiło. Nastolatki są w tym bardzo kreatywne – jeśli będą chciały coś zrobić, często znajdą sposób. To nie znaczy jednak, że rodzice powinni zrezygnować z wyznaczania granic. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby stawiać je mądrze.

Kontrola rodzicielska jest potrzebna, ale nie może opierać się na przemocy, krzyku czy ciągłym podejrzeniu. Powinna wynikać z troski i być połączona z rozmową. Dziecko ma wiedzieć nie tylko, czego mu nie wolno, ale przede wszystkim dlaczego.

Im mniej w takich sytuacjach agresji, zawstydzania czy kar wymierzanych pod wpływem emocji, a więcej spokoju i konsekwencji, tym łatwiej o to, by rodzic został rzeczywiście usłyszany. Po raz kolejny wracamy więc do relacji.

Jeśli zamknę dziecko w pokoju albo ograniczę się wyłącznie do wydawania zakazów, nie poznam jego świata. Nie dowiem się, co przeżywa, z czym się mierzy ani dlaczego sięga po określone zachowania. Dlatego nawet w trudnych momentach warto przede wszystkim próbować rozmawiać. Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień odciąć dziecku dostęp do kieszonkowego. Lepiej zastanowić się, ile pieniędzy mu dajemy i na co są przeznaczane. Kontrola nie polega na odbieraniu wszystkiego, ale na uważności i zainteresowaniu tym, co dzieje się w życiu dziecka. A fundamentem tego wszystkiego jest dialog.

A czy testy na obecność narkotyków mają sens?

Mają, jeśli są elementem troski, a nie narzędziem przemocy. Test pokazuje jedynie, czy organizm miał kontakt z daną substancją, nie odpowiada natomiast na pytanie, dlaczego młody człowiek po nią sięgnął. Jeżeli rodzice decydują się na takie rozwiązanie, warto, żeby było ono poprzedzone rozmową i jasno określonymi zasadami. Nie chodzi o zastawianie pułapek, ale o wspólne dbanie o bezpieczeństwo. Mam jednak poczucie, że rodzice często oczekują od testu odpowiedzi, których powinno się szukać gdzie indziej.

Prawdziwe pytanie nie brzmi: „Czy bierze?”, ale: „Co sprawiło, że substancja stała się dla niego ważna?”. Takie podejście wymaga jednak od rodziców dużej odwagi. Łatwiej skupić się na substancji niż na relacji, powiedzieć: „Problemem są narkotyki”, niż zapytać: „Czy moje dziecko czuje się przy mnie dobrze?”, bo odpowiedź często budzi w rodzicach poczucie winy.

A ono nikomu nie pomaga. Nie chodzi przecież o szukanie winnych. Rodzicielstwo nie jest egzaminem, który można zdać albo oblać. Jest relacją. A te mają to do siebie, że można je naprawiać. I nigdy nie jest za późno na ich budowanie, szczególne z kimś tak bliskim, jak własne dziecko.

Czasem słyszę w gabinecie: „On ma 17 lat. Już nas nie potrzebuje”. Albo: „Ona i tak z nami nie rozmawia”. A przecież potrzeba więzi nie kończy się wraz z dzieciństwem. Zmienia się tylko jej forma. Nastolatek może zatrzaskiwać drzwi do swojego pokoju, odpowiadać półsłówkami, sprawiać wrażenie, że rodzice go nie obchodzą. Ale to nie znaczy, że przestał ich potrzebować. Zazwyczaj jest wręcz przeciwnie. To właśnie wtedy najbardziej sprawdza, czy oni nadal tam są.

Pokolenie Z a uzależnienia. Mniej alkoholu, ale nowe zagrożenia

Z badań wynika, że pokolenie Z rzadziej sięga po alkohol niż starsze pokolenia. To efekt większej świadomości?

Rozmawiając z młodymi ludźmi w gabinecie, rzeczywiście słyszę, że alkohol przestaje być symbolem dorosłości czy dobrej zabawy w takim stopniu jak 20 lat temu. Nie jestem jednak przekonany, czy oznacza to, że problem uzależnień jest mniejszy. Raczej pojawiły się inne zjawiska i środki. Coraz częściej spotykam młodych ludzi, którzy nie używają jednej substancji, ale kilku jednocześnie. Pojawiły się nowe narkotyki syntetyczne, łatwo dostępne i stosunkowo tanie. Często słyszę od swoich pacjentów o mefedronie, substancji niezwykle niebezpiecznej, bo działającej silnie stymulująco, a jednocześnie szybko zaburzającej m.in. funkcje poznawcze i zdolność do kontrolowania własnych zachowań. Równie często spotykam też osoby, które nigdy nie sięgnęły po narkotyki, a mimo to funkcjonują dokładnie tak jak osoby uzależnione.

To znaczy?

Nie potrafią być same ze sobą, wytrzymać chwili ciszy, nieustannie potrzebują bodźców. Budzą się i pierwszą rzeczą, jaką robią, jest sięgnięcie po telefon. A zanim zasną, jeszcze raz sprawdzają media społecznościowe. W ciągu dnia dziesiątki, czasem setki razy sięgają po ekran, często zupełnie automatycznie. To już nie jest kwestia technologii. To sposób regulowania napięcia i stymulowania układu dopaminergicznego. W uzależnieniach behawioralnych działa dokładnie taki sam mechanizm, który obserwujemy w uzależnieniach od substancji.

Dawniej alkohol czy papierosy pełniły przede wszystkim funkcję społeczną – były elementem spotkań towarzyskich i budowania relacji. Czy dziś rola używek się zmieniła?

Jeśli zaszła jakaś istotna zmiana, to przede wszystkim w zakresie dostępności i różnorodności środków psychoaktywnych oraz sposobów ich używania. Dziś mamy do czynienia z dużo szerszym wachlarzem substancji, ale także z nowymi formami zachowań, które mogą mieć charakter uzależniający.

Nie powiedziałbym jednak, że używki przestały pełnić funkcję społeczną. Zmienił się raczej sposób budowania relacji. Coraz więcej kontaktów przenosi się do przestrzeni cyfrowej. Młodzi ludzie, ale nie tylko oni, potrafią spędzać wiele godzin, grając wspólnie w gry online, rozmawiając przez komunikatory czy uczestnicząc w różnych społecznościach internetowych.

W takich sytuacjach również mogą pojawiać się substancje psychoaktywne – niektórzy piją alkohol, palą papierosy lub e-papierosy, inni sięgają po narkotyki. Używki nadal więc mogą stanowić element wspólnego spędzania czasu, choć odbywa się to w zupełnie innych okolicznościach niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zmieniają się zatem nie tyle motywy sięgania po substancje psychoaktywne, ile przestrzeń społeczna, w której do tego dochodzi.

Czy osoby, które po raz pierwszy sięgają po alkohol lub substancje psychoaktywne w dorosłym życiu, są mniej narażone na uzależnienie?

Taka późna inicjacja z używkami często jest wynikiem jakiegoś poważnego kryzysu. A choć osoby na przykład po 40. roku życia mają zazwyczaj lepiej wykształcone mechanizmy regulacyjne i inne wartości niż nastolatki, to w momencie załamania, mechanizm uzależnienia działa tak samo. Przyjemność płynąca z używek jest identyczna bez względu na metrykę. Przynoszą chwilową ulgę, poprawiają nastrój, zmniejszają napięcie czy lęk. To sprawia, że dla części osób stają się sposobem radzenia sobie z trudnymi emocjami. I właśnie wtedy pojawia się ryzyko, że stracimy nad tym kontrolę.

Z drugiej strony jednak jeżeli ktoś przez 40 lat życia funkcjonował bez nałogu, miał zdrowe strategie radzenia sobie ze stresem, stabilne relacje i poczucie sensu, to zwykle są to czynniki chroniące. Co nie znaczy, że wiek sam w sobie zabezpiecza przed uzależnieniem. Nigdy nie jesteśmy na tyle dorośli, by bez ryzyka sięgać po substancje potencjalnie uzależniające.

Adam Pater, psycholog i psychoterapeuta, specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia, ekspert projektu Młode Głowy.

„MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” to projekt edukacyjny Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. Skierowany jest do młodych osób, ich rodziców i nauczycieli. Bezpłatny program profilaktyczny realizowany w ramach projektu obejmuje zasięgiem już ponad milion osób w całej Polsce. Obecnie działania koncentrują się na edukacji w zakresie Pierwszej Pomocy dla Zdrowia Psychicznego. Więcej informacji: helppp.pl oraz mlodeglowy.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE