Rodzina patchworkowa: To się może udać!

fot. iStock

A teraz wyobraź sobie taką sytuację: przy stole wszyscy twoi byli partnerzy, dzieci twoje, jego i wasze wspólne, byli teściowie. Podają sobie półmiski z jedzeniem, śmieją się i sprzeczają tylko o drobiazgi… Wygląda to jak scena z amerykańskiego sitcomu, ale może stać się elementem twojej rzeczywistości. Może nie dziś i nie jutro, ale warto na taką przyszłość zapracować

Według raportu demografów z Uniwersytetu Łódzkiego na 2013 rok, co trzecie małżeństwo w naszym kraju kończy się rozwodem. A ponieważ szczęście rodzinne od lat zajmuje pierwsze miejsce wśród najważniejszych wartości dla Polaków, nic dziwnego, że po nieudanym związku podejmujemy kolejne próby (szacuje się, że w Polsce jest ponad milion zrekonstruowanych rodzin). Nie tracąc wiary w magię miłości, obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej, że nie popełnimy tych samych błędów, zaczniemy wszystko od nowa, z czystą kartą. Niestety, nie jest to takie proste, bo nie wszystko da się wyczyścić, a „czystą kartę” często zaśmiecają nam byli partnerzy, byłe rodziny, byłe i wciąż obecne kredyty i przede wszystkim dzieci „moje”, „twoje” i ewentualnie „nasze”. Choć związki z przeszłością i długotrwałymi zobowiązaniami w dzisiejszych czasach są faktem, ciągle nie ma gotowego wzorca do naśladowania, recepty, która zagwarantuje spełnienie przepowiedni: „i żyli długo i szczęśliwie”, jak w bajce. Za to mity złej macochy czy niewdzięcznego pasierba rodem z baśni braci Grimm mają się nie najgorzej. Poruszając się jak dzieci we mgle, w nowej rodzinie próbujemy stosować zasady dobrze sprawdzające się w rodzinach nuklearnych, choćby taką, że przeszłość partnera to nie nasza sprawa albo że wychowanie to mieszanka miłości i dyscypliny. Ale to nie działa. Kiedy szperam w Internecie w poszukiwaniu jakichś cennych wskazówek dla zrekonstruowanych rodzin, włos mi się jeży na głowie – zamiast rad, same ostrzeżenia w stylu „co jeszcze może się nie udać” albo podcinające skrzydła przesłania typu: „Nie musisz na siłę kochać jego dzieci, ani zastępować mu rodzica, ważne są: elastyczność, otwartość i brak oczekiwań. Stworzenie zrekonstruowanej rodziny jest o wiele trudniejsze niż dobrej rodziny tradycyjnej”.

Jak ocalić nową miłość w potoku awantur z byłymi partnerami, rozżalenia i buntu dzieci oraz pretensji obecnego partnera, że zbyt dużo energii i uwagi inwestujesz w były związek? Jak ułożyć sobie relacje ze swoimi i wspólnymi dziećmi, jednocześnie pilnując, żeby te starsze nie zdominowały młodszych albo młodsze nie wykorzystywały faktu, że mają obydwoje rodziców i jeden dom, podczas gdy starsze są jedynie gośćmi? Ustalić twarde zasady, a może zdać się na improwizację i zobaczyć, co się stanie?

KOŁDERKA POZSZYWANA Z KAWAŁKÓW

Rodzina zrekonstruowana często nazywana jest rodziną patchworkową, jak kołderka uszyta z wielu różnych kawałków: zwykle w rozmaitych kolorach, poskładana z różnych faktur. Uszycie takiej kołderki wymaga nakładu pracy i bywa czasochłonne. Kawałki pochodzą z różnych źródeł, są fragmentami innych całości, bywa, że nie pasują do siebie, a nawet jeśli uda się je jakoś dopasować, to całość nie cieszy oka. Zupełnie jak w posklejanej rodzinie.

Stworzenie patchworku (zarówno w postaci kołderki, jak i rodziny) to proces wymagający cierpliwości i zaangażowania. Charakteryzuje go pewna dynamika: na początku pojawia się wiele silnych, często skrajnych emocji, konieczne jest przeżycie straty i żałoby po rozpadzie poprzedniej rodziny. Czasami z lęku i desperacji, a także po to, by przyspieszyć ten proces i wszystko uporządkować, staramy się tworzyć plany, twarde zasady i reguły: „Teraz nasza rodzina jest najważniejsza”, „W naszej rodzinie takie zachowania nie będą tolerowane”. Niestety, dzieci często nie mają najmniejszej ochoty dostosowywać się do naszych oczekiwań, a wręcz przeciwnie, buntują się, ile wlezie. A może to jest właściwy trop? Może warto zdać się na ufność i spontaniczność dzieci? Z badań psychologów wynika, że wbrew obawom dorosłych, to, że dzieci mają dwie pary rodziców, a jeszcze wcześniej doświadczają rozwodu, wcale nie zaburza ich rozwoju. To miłość, uważność i akceptacja są dla nich o wiele ważniejsze niż model rodziny, w jakiej dorastają. Szybciej radzą sobie z rozwodem niż dorośli, łatwiej akceptują nową sytuację.

– Po miesiącu wspólnego mieszkania z nowym partnerem mój 4-letni synek Piotruś przybiegł do nas rano do sypialni, schował się pod kołdrę, a potem wychylił główkę i powiedział: „Ucieszcie się, że wam się taki ładny synek urodził” – opowiada Ania. – A potem chwalił się w przedszkolu, że ma dwóch tatusiów, a inne dzieci tylko jednego.

Zdaniem specjalistów czas potrzebny do wstępnej akceptacji nowego układu w rodzinach patchworkowych to 2 lata, 5 do 7 lat to okres osiągnięcia stabilizacji. Na pocieszenie warto dodać, że drugie związki zwykle są szczęśliwsze od pierwszych, choćby z tego powodu, że partnerzy są bardziej dojrzali, a w relacji kierują się sercem, ale też rozumem.

PORZĄDKI MIŁOŚCI

– Kiedy mój najstarszy syn brał ślub, od 17 lat byłam rozwiedziona z jego ojcem – opowiada Kasia. – Obydwoje mieliśmy nowe rodziny, nowe dzieci. W kościele za parą młodych stały dwa krzesła dla rodziców, taka tradycja. Długo zastanawialiśmy się, kto ma na nich usiąść: ja z byłym mężem, a może z nowym, albo mój „eks” z nową żoną? Nie pamiętam, kto wpadł na pomysł, żeby dostawić jeszcze dwa krzesła. I kiedy tak siedzieliśmy we czworo za młodymi, poczułam, że tak właśnie powinno być, że nasza rodzina już na zawsze będzie posklejana z kawałków, a nasi nowi partnerzy wnieśli niemały wkład w wychowanie naszego syna, no a przed nami jeszcze sporo takich uroczystości.

A gdyby tak na patchworkową rodzinę spojrzeć jak na plemię, w którym wszyscy żyją zgodnie, wspierają się, razem wychowują dzieci? Na przykład Hunzowie – himalajskie plemię, którego członkowie dożywają średnio 145. roku życia. Prowadzą bardzo proste życie, nie znają chorób cywilizacyjnych, a dzieci wychowują z troską, szacunkiem i miłością. Hunzowie wierzą, że świat jest w naszym wnętrzu, naszych myślach, emocjach i to on kreuje dobrą lub złą rzeczywistość. Ludzie w plemieniu czują się bezpiecznie, pomagają sobie nawzajem, są szczęśliwi, radośni, ufni i ważni dla samych siebie.

Poza tym dzieci traktowane z uważnością i szacunkiem same ustalają relacje z przybranymi rodzicami i rodzeństwem. Jeśli chcesz sprawdzić, jak to widzi twoje dziecko z pierwszego związku albo dziecko partnera, zaproponuj, by zrobiło rysunek swojej rodziny. Może się okazać, że bez problemu umiejscowi ciebie obok swojej mamy. Dzieci potrafią być doskonałymi negocjatorami i potrafią przystosować się do każdej sytuacji.

W szyciu patchworku najważniejsza jest spontaniczność, prostota, brak oczekiwań i cierpliwość. No i jednak pewne zasady. Najsensowniejsze mnie osobiście wydają się porządki miłości według psychoterapeuty Berta Hellingera. Przede wszystkim zasada pierwszeństwa więzi, zgodnie z którą pierwsza więź, a więc i pierwsze małżeństwo, zawsze będzie miała pierwszeństwo przed drugą, z zastrzeżeniem, że więź to nie to samo co miłość. Mężczyźni intuicyjnie czują to lepiej niż kobiety, np. kiedy mówią o byłej partnerce, że zawsze będzie matką ich dziecka. Czy jesteś w stanie to przyjąć i zaakceptować?

Kolejny ważny porządek miłości mówi o tym, że po rozwodzie rozwiązane zostaje małżeństwo, a nie związek rodzicielski. Zgodnie z tą zasadą to dziecko powinno wyznaczać granice w relacji z nowym partnerem matki czy ojca. To pozwoli uniknąć mu konfliktu lojalności wobec biologicznego rodzica.

Dalej Hellinger przekonuje, że kiedy masz dzieci z pierwszego związku, wtedy najpierw jesteś rodzicem, a dopiero potem partnerką dla nowego partnera. Troska o dzieci z pierwszego związku ma pierwszeństwo przed troską o nowego partnera. Jeśli szanujemy porządek w miłości, wtedy miłość się lepiej udaje.

Dwie ważne zalety patchworkowych związków

  • Jest więcej osób do kochania, a to ważne zwłaszcza dla dzieci (mają też lepiej zorganizowane ferie i wakacje).
  • Są większe szanse na powodzenie związku. Nowi partnerzy bardziej się starają, żeby tym razem się udało, a kobiety mające już dzieci trafniej wybierają nowych partnerów, bo kieruje nimi instynkt macierzyński. Oczywiście doświadczenia z poprzednich relacji mogą pomóc stworzyć nowy związek, pod warunkiem że potrafimy wyciągać cenne lekcje z błędów przeszłości.

Przeczytaj więcej…

 

Patchworkowe rodziny traktowane są przez niektórych ich członków jako dopust boży, przez innych – jako szansa. Niewątpliwie życie w takiej rodzinie jest nie lada wyzwaniem.

Jak podaje GUS, w 2013 roku rozwiodło się 36 procent małżeństw zawartych w ciągu ostatnich 5 lat. I ta tendencja z roku na rok rośnie. Statystyki nie obejmują ludzi z niesformalizowanych związków, którzy też się rozstają, też mają dzieci.

To ogromny społeczny problem. Te 36 procent (plus niesformalizowani) wchodzi w kolejne związki, na ogół z matrymonialnego rynku wtórnego i tworzy czasem wielopiętrowe patchworkowe systemy. Z praktyki terapeutycznej Wojciecha Eichelbergera wynika, że często ci ludzie czują się zagubieni, winni, nie wiedzą, jak układać relacje w nowych systemach. Książka ta ma im pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »