W starciu z „buntowniczym” nastolatkiem. Ufać czy kontrolować?

fot. iStock

Niemalże każdy rodzic nastoletniego dziecka doskonale zna moment, w którym zastanawia się, na ile może pozwolić swojemu dziecku, jak ustanowić zasady posłuszeństwa, czy nieprzekraczalne dla danego wieku granice. Przychodzi dzień, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy to pytania, jak te poniżej są na porządku dziennym.

„Mamo, chcę jechać ze swoją paczką pod namiot na weekend”. Pozwolisz?

albo

„Tato, dziś organizujemy grilla w ogrodzie u Ani, chciałabym bawić się ze wszystkimi przynajmniej do północy”. Co ty na to?

Właśnie, Drogi Rodzicu. Co Ty na to?

Jeśli takie sytuacje nie nadeszły jeszcze w Waszej rodzinie, a macie dzieci, to z pewnością nadejdą i warto przemyśleć sobie możliwe scenariusze swojej reakcji. A snucie scenariuszy, w dodatku najczarniejszych, wychodzi rodzicom całkiem nieźle. Są to zazwyczaj scenariusze dotyczące tego, jak nasza zgoda może „zaszkodzić” naszemu dziecku oraz tego, jak wielka krzywda mu się stanie. Wyobrażamy sobie wszelkie możliwe zagrożenia i uruchamiamy rodzicielski tryb „ochrony przed niebezpieczeństwem”.

Przed uruchomieniem tego trybu warto przede wszystkim porozmawiać z synem czy córką o faktach, okolicznościach, otoczeniu, jakie towarzyszyć będą danemu wyjazdowi, czy wydarzeniu . Instynktownie boimy się tej rozmowy, ale jedynym czego warto unikać w takim momencie, to zbyt pochopnego oceniania. Jeśli mamy jakieś konkretne wątpliwości, podparte wcześniejszym zerwaniem wspólnych uzgodnień na linii rodzic-dziecko, warto bezpośrednio i szczerze spróbować je omówić. Rozmowa, oparta na szacunku i dająca obydwu stronom prawo do wyrażania swoich myśli, pragnień czy wątpliwości, jest nieocenionym elementem mądrego wychowania. Nauczmy nasze dziecko rozmowy, a chętniej będzie po nią sięgało. Ucząc jej, dając jednocześnie własny przykład, uświadamiamy młodej osobie, że rozmowa jest najbardziej neutralną i najskuteczniejszą formą rozwiązywania sytuacji potencjalnie konfliktowych. Sprawimy, że dziecko, nie będzie sięgało po inne, mniej „grzeczne” i bezpieczne formy przeforsowania tego, na czym mu zależy, wliczając w to hałaśliwie wyrażony bunt, agresywne zachowania, szantaż emocjonalny, gry manipulacyjne, czy przemoc.

Strach rodziców jest zrozumiały, dlatego nierzadko stosują oni liczne zakazy lub nakazy ucinające dyskusję. Wybierają taką formę, bo innej nie znają lub boją się konfrontacji z własnymi lękami lub poczuciem winy. Stosowanie zakazów i nakazów jako podstawowej formy wychowania, uczy młodą osobę, tego, że „musi ona znać swoje miejsce w szeregu” i jeśli chce zrobić coś, co objęte jest zakazem, powinna poszukać wysublimowanych sposobów ominięcia tego, co zakazane. Srogie zakazy mogą być zachętą do przekornych zachowań lub osłabienia wiary we własne możliwości i poczucie sprawstwa. Dziecko nie czuje się komfortowo z tym, że nie może po prostu przyjść do rodzica i spokojnie przedstawić swoją prośbę z nadzieją, że zostanie wysłuchane i potraktowane jako równoprawny członek rodziny. Dziecko chce, by rodzic okazał mu szacunek, zrozumienie i spróbował porozmawiać o korzyściach, jak i zagrożeniach związanych z danym wydarzeniem. Nastolatek też ma wątpliwości. Chciałby je rozwiać z tymi, których kocha i szanuje, dlatego liczy na otwartość, gotowość i dojrzałość swojego rodzica do rozmowy opartej na wzajemnej trosce i szacunku. Okazywanie zaufania jest elementem rozwoju. Stosowanie metody zakazów i nakazów naturalnie skłania nastolatka do „walki” o swoje, stawiając rodzica na wrogiej pozycji.

Cytując za Renate i Ulrichem Dehner: ”zamiast wydawać młodym restrykcyjne zakazy, powinno się im zaufać, pokazać, że uważa się ich za zdolnych do przestrzegania ustaleń oraz rozsądnych zachowań”. Rozsądna reakcja ułatwia dialog między nastolatkiem, a rodzicem.

Jeśli chcemy budować porozumienie z własnym dzieckiem i jesteśmy otwarci, na to, że ono samo powinno doświadczać, by móc nabrać odporności i zdania na temat tego, co mu służy, a co nie, polecam zadać sobie kilka pytań, takich jak:

– Co osiągnę, reagując w ten, a nie inny sposób? Jaką mam intencję?

– Czy moja reakcja ma szansę wzmocnić moją relację z dzieckiem, czy przeniesie mnie na pole walki w roli oponenta?

– Jaką lekcję moje dziecko może wyciągnąć z danego zdarzenia? Co dała mi ta lekcja, kiedy byłem/byłam w podobnej sytuacji w nastoletnim wieku?

– Czy ufam sposobowi i metodom wychowawczym, które stosuję w domu?

– Na ile zależy mi na budowaniu więzi opartej na zaufaniu, a na ile sprawowaniu kontroli?

– Jakie mam obawy i w jaki sposób chcę o nich porozmawiać ze swoim dzieckiem?

Nadmierna kontrola jest przejawem niepełnego zaufania. Ufając swojemu nastoletniemu dziecku, sprawiamy, że ono zaczyna ufać sobie. Zaufanie otwiera serce i przestrzeń do porozumienia z miejscem na wspólne ustalenia, wspólnie wypracowane rozwiązania. Rodzice nigdy nie mają gwarancji, że ich dzieci będą trzymały się tych uzgodnień, ale rozmowa oraz okazane zaufanie odnoszą zazwyczaj dużo lepszy i długofalowy skutek niż surowa kontrola. Głęboko zachęcam więc do budowania relacji opartej na wzajemnym, pełnym ufności porozumieniu.

Autor: Ewelina Jasik www.ewelinajasik.pl