fbpx

Kto przekracza twoje granice?

przekraczanie granic
123rf.com

Prośby, groźby, szantaż emocjonalny – to niezawodne sposoby, by zmusić innych do działania. Czy czasami masz wrażenie, że twoja suwerenność jest zagrożona? Oto typologia osób, które lubią wchodzić innym na głowę, i wskazówki, jak na to nie pozwolić.

Szef, co nie znosi sprzeciwu

Pani Krysiu, kto jak kto, ale pani to mnie nigdy nie zawiodła. No niech pani sama zobaczy, co ja się mam z tymi młodymi matkami – trzecia mi już zwolnienie lekarskie przyniosła. Chciałabym, żeby pani wzięła jutro ranny dyżur za Renatkę, dobrze? No chyba mi pani nie odmówi?

Jedyną reakcją, jaka w tej sytuacji pozwoliłaby pozostać Krystynie w zgodzie ze sobą, byłoby: „Nie, nie i jeszcze raz nie”. Miała dość tego, że dyrektorka ciągle stawia ją pod ścianą, a jej problemy nikogo nie obchodzą, bo musi być zawsze na zawołanie, żeby gasić cudze pożary. Ale powiedzieć „nie” i zawieść szefową? To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Więc mówi: „Dobrze, pani dyrektor” i zastanawia się, czy wizytę u specjalisty, na którą czekała dwa miesiące, będzie mogła przełożyć bez problemu, czy znów spadnie na koniec kolejki oczekujących. Ale co by nie mówić, w końcu nawet szefowa nie jest w stanie zastąpić trzech osób naraz. Ktoś musi. Więc trudno, niech będzie. Początkowo odczuwana złość na samą siebie, że nie potrafi odmówić, przeradza się w strach przed utratą pracy i przechodzi w poczucie rezygnacji, że nic innego nie da się tu zrobić.

Czy Krystyna w tej sytuacji bierze pod uwagę, co jest najlepsze dla jej dobra?

Partner, który wie lepiej

Strach towarzyszy też Karinie, kiedy słucha podniesionego, zimnego głosu męża: Ty chyba sobie nie wyobrażasz, że ja wezmę urlop, żeby chodzić do szkoły w sprawie wagarów twojej córeczki. Tyle razy mówiłem, że trzeba ją trzymać krótko, ale ty wiesz swoje. To teraz pij piwo, którego nawarzyłaś. Powiedz jej, że jak jeszcze raz opuści lekcje albo się ruszy z domu mimo zakazu, to wyląduje u zakonnic jeszcze w tym roku szkolnym.

Karina kuli się wewnętrznie, słysząc taką serię jak z karabinu maszynowego. Wie, że ich córka potrzebuje więcej zrozumienia i wsparcia ze strony rodziców, bo szkoła, do której chodziła, stosowała metody presji, które „łamały” co wrażliwsze jednostki, a córka była typem wrażliwca. Myślała, że jak pójdą razem z mężem w jej sprawie – łatwiej będzie wyegzekwować zmianę podejścia na mniej „wojskowe” i że da się poszukać wspólnie jakiegoś rozwiązania. Ale okazuje się, że – jak zwykle w trudnych sytuacjach – sama jest sobie winna, więc nie ma co liczyć na pomoc, i jeszcze dodatkowo powinna dopilnować wykonania poleceń, co do których zupełnie nie ma przekonania, że mają sens. Ale wie z doświadczenia, że sprzeciw tylko pogorszy sprawę, bo jej mąż, kiedy wpadnie w szał, zdolny jest nawet do rękoczynów, więc lepiej go nie rozsierdzać.

Nadzieja na pomoc córce, zamrożona strachem, ustępuje chwilami wyrzutom sumienia, zamieniając się w poczucie beznadziei. Karina chciałaby ją chronić, ale może rzeczywiście przesadza z tą swoją ugodowością, w końcu ojciec nie chce źle dla swego dziecka, nauczyciele też chcą dobrze. Zdrowe wątpliwości ucisza racjonalnymi aksjomatami – przekonaniami, które są wpojone tak głęboko, że nawet nie przychodzi do głowy, żeby je weryfikować co jakiś czas.

Pojawia się pytanie, czy Karina staje po stronie tego, kto rzeczywiście potrzebuje jej pomocy.

Urzędniczka nieskora do pomocy

Kiedy Klaudia usiłowała szybko wypełnić zawikłany druk, co nie bardzo jej wychodziło i kilka razy prosiła o dodatkowe wyjaśnienia, urzędniczka po drugiej stronie okienka nie kryła zniecierpliwienia: – No czego tu można nie rozumieć, po polsku jest przecież napisane, nie umie pani czytać? Klaudia oblała się rumieńcem, wyobrażając sobie, że kilka par oczu osób czekających w kolejce spogląda na nią z dezaprobatą lub wręcz pogardą, i do tego wszystkiego ręce zaczęły się jej trząść i już zupełnie nie była w stanie odczytać drobnego pisma na druku. – To ja spokojnie wypełnię w domu i przyjdę jutro – powiedziała. – Jak tam pani sobie chce – odparła urzędniczka, kątem oka spoglądając w komputer.

Klaudia wyszła zła na siebie, że jest taką niezdarą i że jutro znów będzie musiała poświęcić kilka godzin na przyjazd do urzędu. Ale wolała to niż znoszenie wstydu w obecności tylu osób.

Jeśli ktoś ma podstawy do wstydu w tej sytuacji, to kto?

Urażeni rodzice

To bawcie się dobrze, korzystajcie, póki jesteście młodzi, bo potem, jak będziecie staruchami, nikt nie będzie się chciał z wami zadawać, nawet rodzone dzieci nie będą miały czasu się z wami zobaczyć.

Anna odłożyła słuchawkę telefonu i już wiedziała, że spotkanie z przyjaciółmi, z którymi mieli spędzić miło półtora dnia w czasie ich pobytu w Polsce (wspólny wyjazd nad morze i wypad do pubu), straciło dla niej cały powab i raczej nie będzie się dobrze bawić, skoro odmówiła matce dołączenia do ich wycieczki. Niby nic wielkiego: mama była sprawna, byli u niej w zeszły weekend, miała też znajome, z którymi mogła spędzić czas, jeśli nie chciała być sama, ale igła poczucia winy przeszyła serce Anny i wyciekła z niego cała radość ze spotkania z przyjaciółmi.

Jeśli ktoś jest tu winien, to kto? Kto niszczy czyjąś radość, działając na zasadzie: jeśli mnie nie może być dobrze, to niech tobie będzie równie źle?

Dlaczego tak się dzieje?

Znane sytuacje? Nic nowego ani odkrywczego, ale też nic miłego i takiego, za czym by się tęskniło. Nie chcemy tak postępować, a jednak postępujemy, wielokrotnie przysięgając sobie, że to już ostatni raz. Co powoduje, że robimy to, czego nie chcemy robić, i choć pozornie ma to służyć wyższym celom – jakoś nie czujemy radości w sercu, kiedy już się wydarza?

Takim wątpliwym napędem do naszych niechcianych działań są strach, wstyd i poczucie winy. Większość z nas jest podatna na zarządzanie za pośrednictwem takich emocji. Nie jest to przypadek, bo bardzo często w naszej kulturze stosuje się takie metody wychowawcze. Kiedy chcemy korygować zachowania dzieci na takie, które są dla nas akceptowalne, nie tłumaczymy im, dlaczego mają postępować inaczej, tylko zawstydzamy je, dając do zrozumienia, że coś z nimi jest „nie tak” („to wstyd być samolubem”), straszymy je („jeszcze raz tak się odezwiesz i pójdziesz do kąta”) lub wpędzamy w poczucie winy („przez te twoje wrzaski boli mnie głowa”). Za każdym razem w takiej sytuacji dzieci dowiadują się, że nie są w pełni akceptowane i mają się zmienić, żeby rodzic/opiekun był zadowolony. Nie dowiadują się jednak, dlaczego mają się zmienić – jakie racje, wartości, dobro ogółu (w tym ich samych) za tym stoją. W ten sposób wykształca się mechanizm ulegania osobom, które wzbudzają w nas wstyd, strach lub poczucie winy.

Bo jestem taka mała…

Bardzo wiele osób w dzieciństwie uwewnętrznia mechanizmy ulegania władzy i nie robi remanentu w tej kwestii w dorosłym życiu. W sytuacjach oddziaływania na nas strachem, wzbudzaniem poczucia winy czy wstydu wskakujemy w emocjonalną skórę małego dziecka i reagujemy tak, jakbyśmy my sami żadnej władzy nad niczym nie mieli. Gdzieś tam przez skórę czujemy (tak jak czuliśmy w dzieciństwie), że sytuacja nam nie służy, ale ulegamy argumentom, których zasadności nie mamy w zwyczaju sprawdzać, tylko przyjmujemy je na wiarę. Ba, robimy tak, gdy te argumenty nie zostały głośno wypowiedziane, tylko usłyszeliśmy je w swojej głowie.

Przecież dyrektorka nie powiedziała Krystynie, że ją zwolni z pracy, jeśli ta nie weźmie dodatkowego dyżuru. Nie powiedziała też, że nie ma możliwości takiego ułożenia grafiku zastępstw, żeby Krystyna poszła rano do lekarza. Podobnie mąż Kariny nie powiedział jasnego „nie” wobec udania się na wywiadówkę – zasugerował tylko, co ona sobie wyobraża, a czego nie. Nie wiadomo, jak zareagowałby na asertywną prośbę: „Chciałabym, żebyśmy poszli razem w możliwym dla ciebie terminie, bo moim zdaniem to jest ważne dla całej rodziny, czy twoim zdaniem tak nie jest?”.

Czy gdyby Klaudia nie dała się owładnąć poczuciu wstydu, byłaby w stanie zobaczyć, kto w zaistniałej sytuacji nie jest w porządku, kto nie wypełnia swoich obowiązków, za które otrzymuje wynagrodzenie? A Anna – gdyby poczucie winy nie odebrało jej jasności widzenia – może rozważyłaby kwestię, dlaczego zwyczajowo ludzie nie chodzą do pubu spotkać się z przyjaciółmi w asyście bliższej i dalszej rodziny każdej ze stron?

Wyjść ze schematu

W chwilach napięcia, a taką na pewno jest sytuacja, w której ktoś przekracza nasze granice, wpadamy zwykle w czarno-biały schemat dobry/zły. To powoduje, że godzimy się na rozwiązanie, w którym jedna ze stron przegrywa, a druga wygrywa. Takie głęboko zakorzenione, nieuświadomione przekonanie, że w spornej sytuacji tylko jedna ze stron może mieć rację, powoduje, że jeśli nie czujemy się na siłach być zwycięzcą – poddajemy się, godzimy z przegraną. Warto zacząć myśleć w kategoriach wygrana–wygrana, pamiętać, że istnieją rozwiązania, które mogą służyć wszystkim stronom.

Kiedy sytuacja odbiega od normy służenia wszystkim, a nie tylko wybranym jednostkom, złość pojawia się jako informacja o potrzebie zmiany. Podobnie mogą z nami współpracować wspomniane poczucie winy, wstyd i strach (pojawiają się jako zdrowe wątpliwości, potrzeba akceptacji i troszczenia się o siebie nawzajem). Trzeba je jednak zaprząc do współpracy, ogarnąć zdrowym rozsądkiem, wykorzystać informacje, które ze sobą niosą: co nie działa, jakiej zmiany potrzeba, jakie jest rzeczywiste, a jakie wyimaginowane zagrożenie. Co mogę w tej sytuacji zrobić sama, a w jakich kwestiach warto byłoby zwrócić się z prośbą o wsparcie do osób, które mogą i chcą tego wsparcia udzielić?

I ciągle warto przypominać sobie o tym, że już nie jestem małym bezbronnym dzieckiem zdanym jedynie na łaskę i niełaskę nastrojów dorosłych. Mogę wybierać!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze