1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Dis/comfort food

Dis/comfort food

Własnie kiedy stwierdziłam, że mój comfort food - czyli grzanki z serem i kakao na mleku - będą najlepszym lekarstwem na zacinający marznący deszcz i powtórkę z blue monday zadzwonił Znany Fotograf. "Właśnie zjadłem oko kozy" oświadczył.

Myślałam o dwóch rzeczach: że nie mam keczupu i że muszę koniecznie napisać teksty o comfort food, oraz o kaszance. Wszystko to wymieszało się w mojej głowie jak ulubiona sałatka Jamiego i wyskoczyło z niej hasło DISCOMFORT FOOD. Ale po kolei.

Sprawą keczupu zajmę się we wpisie o comfort food – błogim jedzeniu naładowanym nostalgicznymi wspomnieniami, które w każdych warunkach poprawia nam humor - za jakiś tydzień. Podobno to rok 2010 należał właśnie do comfort food - dla mnie do comfort food należy każdy słabszy wieczór z mżawką i nieprzyjemnym wiatrem… Tymczasem 2012 – przewidują kulinarni coolhunterzy – będzie rokiem discomfort food, czyli jedzenia, co do którego będziemy się musieli przełamywać, które będzie nieoczywiste, które nie wzbudzi naszego zaufania. Jednym słowem NOWEGO. Innego. I choć czasem będzie obrzydliwie (znacie już choćby nowe hity , czyli kawę z czosnkiem, banana z pietruszką, markuję z ostrygą?) a czasem tylko „jakoś nie tak” – będziemy łykać. Jak Znany Fotograf  koźle oczko.

- Smakowało jak flaczki – oświadczył  zachwycony, choć przyznał, że nie było łatwo (a nie jest to mężczyzna, który przyznaje się łatwo do takich rzeczy). I już samo to mnie rozbawiło: są bowiem ludzie, dla których samo porównanie byłoby obrzydliwe,  ludzie których flaczki przyprawiają o mdłości, a inne delicje z piątej ćwiartki co najmniej o zgrozę. Tymczasem jutro mamy Burn’s Night, którą idealnie opisał już Baron i podczas której tysiące Szkotów zje haggis – tłumaczony na polski jako kaszanka…

Tymczasem nie jest ta kaszanką, którą znamy: w Szkocji w barani żołądek (lub ślepą kiszkę wołu) nie wkłada się mieszanki krwi z kaszą lecz serca, płucka i wątrobę jagnięcia, do tego okrawki innych mięs, przyprawy (wybija się wyraźnie gałka muszkatołowa i kolendra), cebulka i mąka ale OWSIANA. No i wywar z baraniego łoju na płuckach (mam nadzieję, ze nic nie pokręciłam…). No dobra, trochę się nie dziwię, że , ze tylko umieranie ma gorszą reputację niż haggis…

I czy po tym mogę jeszcze napisać, że haggis jest pyszny? Jest cudowny, aromatyczny,, rozgrzewający, i jest dla mnie bardzo comfort food… Podobnym comfort food – ale zupełnie innym w smaku, jest dla mnie kaszanka. Pamiętam bowiem jak mój dziadek, chirurg, postawny siwy pan, zasiadał po ciężkim dyżurze przy odgrzanej na żeliwnej, starej patelni kiszce i z miłością odkrawał kawałeczek tego specjału – jak mniemam podarowanego przez wdzięcznego pacjenta z wyciętą kiszką ale ślepą -  dla mnie. Ostatnio jednak i ten smak „podbił” się nowym, kiedy spróbowałam kaszanki doprawionej w Atelier Amaro odrobiną czekolady… No bo jak to jest jak jeden comfort food spotyka drugi comfort food? Bosko. Dlatego na liście, ktorą tworzą właśnie moi przyjaciele na facebooku – gdzie spowiadają się ze swoich comfort jedzeń – są choćby takie połączenia jak banan i majonez - RAZEM. polska wokalistka przyznała się nawet do miłości do frytek z vegetą popijanych szklanką mleka… No i co? Czy czyjeś comfort nie jest czyimś discomfort food?

A wy? Co niewygodnego zamierzacie wrzucić do paszczy w 2012?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Monika Brodka - nienasycona

Zdjęcia: Weronika Ławniczak
Zdjęcia: Weronika Ławniczak
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
„Kontrolująca, uparta, ostra, zimna” – powtarzają ci, którzy nigdy Brodki nie poznali. Z okazji jej urodzin przypominamy wywiad z archiwalnego numeru „Zwierciadła”, w którym po raz pierwszy opowiada o tym, dlaczego wyrobiła w sobie odruch kontroli, jak przeżyła śmierć dziadka i czego się boi. 

Piszesz, śpiewasz, komponujesz, reżyserujesz teledyski, decydujesz o kształcie sesji zdjęciowych, chronisz swoją prywatność i świadomie kreujesz własny wizerunek. Jakie doświadczenia wyrobiły w tobie potrzebę kontroli?
Bardzo różne. Najprostszą odpowiedzią jest wskazanie na powód, dla którego lubię mieć kontrolę – z dbałości o jakość. Lubię spójność i konsekwencję. Poza muzyką bardzo interesują mnie sztuki wizualne, moda. Sesja zdjęciowa jest dla mnie nie tylko zabawą, ale szansą na pokazanie czytelnikom czegoś oryginalnego, niesztampowego. Zdarza się, że gazeta zaprasza mnie do wywiadu i sesji, bo szanuje to, co robię, moją muzykę czy określony utwór. A później okazuje się, że powinnam dostosować się do wizji nieznanej mi osoby, założyć określone stroje, pozwolić na pomalowanie sobie twarzy w określony, nie mój sposób. Jakby przebrać się za kogoś innego.

Jak sobie radzisz z zarzutami, że wchodzisz w kompetencje innych?
Trafiłam na wiele otwartych osób, które chętnie rozmawiają, współpracują, z którymi mogę uzgodnić wspólną wizję. Moim celem nigdy nie był i nie jest konflikt sam w sobie. Po prostu nie lubię obojętności, bylejakości, powtarzalności. Mam silne przekonanie, że mój wizerunek należy do mnie. Dlaczego ktoś inny powinien o nim decydować? Albo o tym, że na przykład mam się uśmiechać?

Nie chcesz się uśmiechać?
Nie na zawołanie, nie na życzenie, nie wtedy, gdy staje się to sztuczne. Przez lata miałam kompleks zębów i wolałam się nie uśmiechać, bo miałam krzywy zgryz. Udało mi się go naprawić, ale możliwe, że został we mnie ten odruch, by raczej się nie uśmiechać. Podziwiam artystki i artystów, którzy wiernie podążają za swoim głosem. Czasami media chciałyby, żeby ci na czas sesji stali się przedmiotem, który można dowolnie obrabiać zgodnie z linią magazynu, a nie z tym, kim artysta jest.

Powiedziałaś kiedyś, że masz duży problem z zaufaniem – to się łączy z kontrolowaniem?
Niektóre media kreują mój wizerunek jako zimnej, wycofanej osoby. Kim innym jestem prywatnie, a kim innym w życiu publicznym. Nie dzielę się tym, jak wygląda mój dom, z kim się spotykam i co robię zaraz po obudzeniu. W życiu prywatnym faktycznie potrzebuję czasu, by się do kogoś zbliżyć. Zaufanie to proces. Zawodowo jestem dużo bardziej zdecydowana – konsekwentnie i uparcie dążę do celu. I również zawodowo, pewnie dla swojego bezpieczeństwa, noszę pancerz obronny.

Co jest tym pancerzem?
To bardziej maska stanowczości. Bo chociaż mam w sobie siłę i jestem zdecydowana, to jest we mnie również obawa, że jak pokażę więcej swojej ciepłej, wesołej, prywatnej strony, ktoś to wykorzysta.

Zdjęcia: Weronika Ławniczak Zdjęcia: Weronika Ławniczak

Zawsze miałaś w sobie tę siłę, czy przyszła w wyniku konkretnych wydarzeń?
Wielkie znaczenie miał 2010 rok i wydanie płyty „Granda”. Byłam zdeterminowana, by pokazać właśnie taki materiał. Od poprzedniej płyty minęło sześć lat. Moja ówczesna wytwórnia i media nie bardzo się interesowały tym, co robię. Miałam w sobie ogromny upór, by wydać oryginalny materiał na własnych zasadach. Dokładnie wiedziałam, czego chcę, i bardzo w tę płytę wierzyłam. Na początku słyszałam sceptyczne głosy, że to niby trudniejsze i się nie przyjmie, że to zabieg marketingowy, że to tylko kreacja.

Ostatecznie płyta zachwyciła krytyków i publiczność.
A ja zyskałam dużo większą grupę fanów, którzy zostali ze mną przez lata. Płyta zaskoczyła i ruszyłam w długie trasy koncertowe. Dostałam wtedy ogromny zastrzyk siły i potwierdzenie, że warto być konsekwentną, słuchać siebie i swojej intuicji. To była również lekcja o tym, by nie odpuszczać, gdy wiem, jaki ma być efekt końcowy, by właśnie czasami kontrolować – nie po to, by komukolwiek utrudniać życie, ale po to, by osiągnąć najlepszy efekt. I teraz jeszcze silniej chcę robić rzeczy po swojemu, zgodnie ze swoim rytmem, pomysłem, nie uginać się, jeśli czuję, że to wbrew temu, kim jestem.

Co byś powiedziała młodej Brodce, która właśnie dostała się do „Idola”?
Nie zaczynaj tak szybko.

Dlaczego?
Wyjechałam do Warszawy, gdy miałam 16 lat. Połowę swojego młodego życia spędziłam, ciężko pracując. Mam luki w pamięci z tamtego okresu, nie pamiętam wielu dni, tygodni, miesięcy, bo było aż tak intensywnie. Pędziłam, szłam na wiele kompromisów.

Jaką cenę zapłaciłaś za ten pęd?
Czasami czuję coś na kształt wypalenia. Mam 30 lat, dosyć szybko sporo osiągnęłam, ale z pewnością ominęło mnie wiele doświadczeń, na które mieli czas moi nastoletni rówieśnicy.

Żałujesz swoich dwóch pierwszych płyt?
Czasami pojawia się we mnie ta myśl – teraz na pewno bym ich nie nagrała albo nagrała je inaczej. Z drugiej strony – to bezsensowne myśli, donikąd nie prowadzą. Bo czy byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz, a które bardzo lubię i cenię, gdyby właśnie nie te dwie pierwsze płyty? Pewnie nie. Dlatego nie, nie żałuję.

Po „Grandzie” mogłaś nagrać „Grandę II”, ludziom by się spodobało, a nawet wielu na to czekało. Zarobiłabyś łatwe pieniądze i grała koncerty przez zwykłe odcinanie kuponów, ale nagrałaś „Clashes”. Rewolucyjna zmiana.
Pewnie przez to straciłam jakąś część słuchaczy. Dla mnie „Clashes” to bardzo cenny materiał, zapis kilku lat mojego życia. W Polsce czwarta płyta, ale debiutancka dla świata. Moja pierwsza płyta wydana w tym samym czasie na wielu zagranicznych rynkach. Gdybym kalkulowała, to pewnie ta płyta byłaby inna, bardziej zwracająca na siebie uwagę. Ale chciałam oddać nastrój, w którym byłam.

Smutek?
Może odrobina smutku, nostalgii.

W utworze „Horses” śpiewasz o tym, że nie ma żadnego guru, który mógłby cię zabrać do domu. Słowa powstały podczas twojego pobytu w Nowym Jorku. Pamiętasz ten moment?
Ukochane miasto, do którego przyjeżdżałam wielokrotnie, ale na krótko. Obiecałam sobie kiedyś zamieszkać w Nowym Jorku. Udało się, gdy skończyłam trasę po wydaniu „LAX”. To było dla mnie bardzo samotne doświadczenie. Po wypiciu porannej kawy snułam się długimi godzinami po Manhattanie i Brooklynie. Nie lubię w restauracji jeść sama, więc wieczory najczęściej spędzałam w mieszkaniu tylko ze sobą. Devendra Banhart [amerykański muzyk rockowy – przyp. red.] pożyczył mi gitarę, brzdąkałam na niej. Pewnego wieczoru wymyśliłam melodię, tak powstał utwór „Horses”. Tekst jest połączeniem wyrwanych z kontekstu, abstrakcyjnych zdań, które łączą się w historię o zagubieniu, zwątpieniu, braku autorytetów. To dla mnie również opowieść o nieprzystawaniu do schematu, do ustalonych przez innych planów, które nigdy nie były naszym autonomicznym wyborem.

Jak sobie radzisz ze smutkiem?
Rozmową. Bliscy mnie znają i wiedzą, że muszę się wygadać, wyżalić, wybrać numer telefonu i wylać, co zalega w środku. Jestem panikarą. Gdy pojawiają się problemy, to wpadam w mały obłęd. Dlatego bardzo się cieszę, że otaczają mnie rozsądni ludzie, którzy potrafią mnie sprowadzić na ziemię racjonalnymi argumentami.

Zdjęcia: Weronika Ławniczak Zdjęcia: Weronika Ławniczak

Jak długo pracowałaś nad nową płytą, czyli koncertem „MTV Unplugged”?
Od lutego. Potencjał koncertowy mojego zespołu był bardzo duży, długie trasy, wiele utworów, różnych aranżacji – dlatego mam wrażenie, że przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia od lat.

Tylko kilku polskich artystów nagrało płytę w ramach formuły MTV Unplugged. Czujesz się wyróżniona?
Bardzo. Dla mnie to wielka nobilitacja. Gdybym miała się cofnąć w czasie, to poszłabym na koncert Nirvany. Pierwsza kaseta, którą w życiu sobie kupiłam, to był właśnie koncert Nirvany „MTV Unplugged”. Wychowałam się na MTV, to czasami był jedyny dostęp do muzyki światowej, wywiadów z artystami. Chłonęłam ten świat namiętnie. Nagranie pierwszej koncertowej płyty właśnie w ten sposób jest spełnieniem marzeń. Sporo czasu zajęło ustalenie kolejności utworów. Najpierw jest duża dramaturgia, patos, później bardziej akustycznie, folkowo, intymnie, a jeszcze później bardziej rockowo, a nawet rock- androllowo, pojawia się wręcz punkowa „Granda”, a na końcu wielki wybuch, powrót do korzeni. Do tego cover Nirvany.

Czego najbardziej nie lubisz w swojej pracy?
Ograniczonych budżetów przy teledyskach, trasach, koncertach, sesjach. Czasami chciałabym przenieść swoje marzenie w materialny byt, ale brakuje na to środków.

Jesteś nienasycona?
Jestem. Przez to, że chce się więcej, czasami łatwo zapomnieć o tym, co się ma, co się już wydarzyło i jest dobre.

Powiedziałaś kiedyś, że Polska jest małym i bezpiecznym rynkiem. Chcesz podbić świat?
Faktycznie jest tak, że w Polsce mogę kolejny rok grać w tych samych miejscach, na tych samych festiwalach. Czasami czuję, że doszłam do pewnej granicy. Mogłabym wpaść w rutynę, grać stare hity, zarabiać na emeryturę, ale chcę czegoś więcej. Nie chciałabym być drugą Beyoncé albo Rihanną i żyć w fortecy, odcięta, chroniona przed zewnętrznym światem. Ale na pewno chciałabym grać jeszcze więcej koncertów za granicą, być rozpoznawalna w świecie alternatywnego popu.

Pochodzisz ze wsi Twardorzeczka. Czasami wspominasz tatę muzyka i mamę, która miała szafę wypełnioną niezwykłymi ciuchami, które chętnie pożyczałaś. Co z nich znajdujesz w sobie?
Od mamy gospodarność, dbanie o własną przestrzeń, własny dom i zamiłowanie do gotowania, smaków. I zaradność. Jeśli chodzi o tatę, to z każdym rokiem widzę, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Mój tato ma 72 lata i właśnie jest ze swoim zespołem w trasie w Izraelu. Gdy myślę o swoim głodzie, nienasyceniu, o które pytałeś, to widzę tatę, który cały czas ma apetyt na muzykę, podróże, na życie. Ma w sobie miłość i pasję do tego, co robi. Pamiętam, że gdy wracał z pracy, to czasami opowiadał o tym, że się pokłócił, że postawił na swoim, był uparty i przez to ktoś był niezadowolony. I ten upór znajduję w sobie – właśnie wtedy, gdy jestem przekonana, czego chcę. Czuję się mieszanką silnej, stąpającej po ziemi mamy i wolnego ducha taty.

W utworze „Santa Muerte” śpiewasz do śmierci jak do starego kompana. Napatrzyłaś się na śmierć?
W tym utworze śpiewam o wspólnej drodze ze śmiercią po to, by się z nią oswoić, zapoznać. Słyszałam, że na całym świecie, niezależnie od wieku, płci i pochodzenia, na pierwszym miejscu u ludzi jest lęk przed śmiercią. Zaraz potem lęk przed publiczną kompromitacją.

A ty się boisz?
Tak.

Czego?
Śmierci moich bliskich, własnego umierania. Boję się ciężkich chorób, ale też konfrontacji z chorobą bliskich. Boję się cierpienia, bólu. Religia katolicka czasami ten lęk pogłębia. W Meksyku zdumiało i zachwyciło mnie, gdy zobaczyłam tańczące na pogrzebie dzieci. Przemarsz kolorowych, przebranych ludzi, którzy byli w żałobie. Nie było w tym braku szacunku dla bliskich, którzy odeszli, ale inne spojrzenie na żegnanie się. W utworze, o którym rozmawiamy, chciałam oddać tego ducha, ten pomysł na spotkanie ze śmiercią.

Pamiętasz, jak umarł twój dziadek?
Dokładnie. Umierał wiele lat z powodu czerniaka, przerzutów. Stawał się coraz chudszy, znikał w oczach. Odchodzenie dziadka było tak naprawdę najspokojniejsze w całej chorobie. Przez dwa dni po śmierci jego ciało leżało w domu. W tamtych czasach i na wsi to było naturalne. Inaczej niż obecnie i w miastach, gdy udaje się, że śmierci nie ma.

Co wtedy czułaś?
Specyficzny, nieprzyjemny zapach rozkładającego się ciała, który jednak wpisywał się w rytuał pożegnania z dziadkiem. Do domu przychodzili bliscy i sąsiedzi. Nie bałam się przytulić dziadka, pocałować jego zimnego policzka, to było naturalne.

Śpiewanie jest terapeutyczne?
Nie dla mnie, nie używam w tym celu muzyki ani słów piosenek. A jeśli już, to bardzo subtelnie, bez dosłowności i mówienia wprost.

To prawda, że potrafisz pół godziny wybierać lakier do paznokci?
Czasami dłużej, czasami krócej. Kolory, którymi się otaczam, są dla mnie niezwykle ważne, ich odcienie, niuanse, to, jak wpływają na nastrój. A jeśli mam już się zdecydować, by pomalować sobie paznokcie i widzieć co chwilę określony kolor, to nie może mnie on drażnić. Obecnie uwielbiam lekko przypłowiałe, przyduszone niebieskości i zielenie, żadnych mocnych pigmentów.

Powiedziałaś, że irytuje cię auto-tune na wokalu. Czym jest auto-tune na wokalu, a czym w życiu?
W muzyce auto-tune to urządzenie, które przestraja dźwięk, czasami pomaga ukryć fałsz. W życiu auto-tune to dla mnie dostrajanie się, próba sprostania oczekiwaniom mediów, słuchaczy, społeczeństwa. Te głosy nigdy się nie kończą i ulegając im, wpada się w pułapkę utraty własnej tożsamości. Odcinanie kuponów od płyty czy utworu, który stał się sukcesem, to też forma dostrajania się do oczekiwań innych, skupiania się nie na twórczości, ale na zarabianiu pieniędzy. Nauczyłam się, że większą cenę płaci się za udawanie kogoś, kim się nie jest, niż za stawianie na swoim.

Monika Brodka:
ur. 7 lutego 1987 roku w Żywcu. W wieku sześciu lat zaczęła się uczyć gry na skrzypcach. W 2004 roku wygrała program „Idol” i wydała płytę „Album”, a dwa lata później „Moje piosenki”. W 2010 roku ukazała się „Granda”, która uzyskała status dwukrotnej platyny i została nagrodzona Fryderykiem w kategoriach: album roku pop i produkcja muzyczna roku. W 2014 roku album „Granda” uznany został za najlepszą płytę nagrodzoną Fryderykiem w ostatnich 20 latach w kategorii: muzyka rozrywkowa. W 2016 roku wyszła płyta „Clashes”. Potem kolejna „MTV Unplugged”.

  1. Kuchnia

Dieta roślinna. Jak wegańskie potrawy wpłynęły na branżę gastronomiczną?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Badania konsumenckie sprzed kilku lat wskazały, że ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te sukcesywnie rosną, wpływając tym samym na oblicze światowej gastronomii i całej branży spożywczej.

Przyczyny tego trendu są różnorakie - począwszy od kwestii ideologicznych, przez zdrowotne, aż po… chęć ochrony środowiska. Ten ostatni aspekt przypieczętowały badania, wskazujące, że samo przejście na weganizm może uratować nawet 8 milionów ludzi w zaledwie 30 lat [2]. Co więcej – dieta może przyczynić się do uniknięcia szkód klimatycznych w wysokości 1,5 biliona dolarów (dane z raportu, powstałego na potrzeby Oxford Martin School).

Powyższe zalety bezsprzecznie napędzają trend diet roślinnych. Co więcej - alternatywy dla dań mięsnych spotkamy nie tylko we własnej kuchni, ale także w znanych na całym świecie lokalach gastronomicznych, taki jak np. https://burgerking.pl/menu/meals/119/plant-based.

Trend na dietę wegańską

O ile dotychczasowe prognozowanie obejmowało głównie rynek zagraniczny, o tyle coraz częściej w statystykach uwzględnia się także Polskę. W przeprowadzanym przez Ibris badaniu dowiadujemy się, że chęć zmiany nawyków żywieniowych, które sprowadzają się do ograniczenia spożywania mięsa, deklaruje ponad 70% Polaków. Ten wysoki procent dotyczy zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy wskazują, że głównym powodem dla tej decyzji jest…  szeroka dostępność roślinnych alternatyw.

Co ciekawe - chęć ograniczenia mięsa deklarują zarówno kobiety (ponad 62%), jak i mężczyźni (ponad 52%). Moglibyśmy sądzić, że te deklaracje są czymś “nowym”, ale w rzeczywistości zapowiedzi tych zmian mogliśmy dostrzec już w 2017 roku. To wtedy popyt na bezmięsne produkty wzrósł o 987%, zapowiadając tym samym nową rewolucję żywieniową [1][2].

Według raportu “RoślinnieJemy”[3], powstałego w 2019 roku, dużym zainteresowaniem dla wege produktów wykazuje się zwłaszcza młode pokolenie. Co więcej - prawie co trzeci Polak jest otwarty na to, by spróbować roślinnych alternatyw mięsa [3]. Chęć eksperymentowania dotyczy zarówno osób będących na diecie, jak i osób, które są otwarte na poszukiwanie nowych smaków.

Polacy, którzy szukają roślinnego produktu oczekują, że ten będzie:

  • zdrowy,
  • smakiem lub formą podobny do produktów mięsnych [3],
  • wzbogacony o cenne właściwości odżywcze,
  • łatwy w przygotowaniu i spożyciu,
  • powszechnie dostępny [3],
  • wyróżniał się jakością,
  • powstawał bez udziału zwierząt [3].
Potencjał tych deklaracji wykorzystują więc producenci i cała branża gastronomiczna, która poddaje się trendom i stwarza szereg, nowych perspektyw.

Dieta roślinna a zdrowie

Obecnie przeprowadza się szereg badań, które mają za zadanie zdefiniować wpływ diety roślinnej na nasze zdrowie i samopoczucie. Okazuje się jednak, że dotychczasowe wyniki nadal pozostają niejednoznaczne. Dlaczego? Nie da się ukryć, że ewentualne niedobory witamin lub minerałów to wina niezbilansowanej diety i niewystarczającej wiedzy w zakresie prawidłowego żywienia, a nie bezpośredniego spożywania produktów na bazie roślin.

Uogólniając dotychczasowe wyniki możemy wnioskować, iż stosując dietę wegańską niezbędna będzie dodatkowa suplementacja witamin z grupy B. Jednocześnie to właśnie dieta bogata w roślinne zamienniki dostarcza ogromu witaminy C [4], która między innymi hamuje proces starzenia skóry i wspomaga układ krążenia.

Dodatkowo, wyniki badań z 2015 roku wykazały, że dieta wegańska charakteryzuje się prawidłową strukturą energii z makroskładników, niskim udziałem tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych) oraz odpowiednim poziomem błonnika [5].

Co ciekawe - udowodniono, że dieta wegańska korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszych jelit, zmniejszając występujący stan zapalny. Ostatecznie więc związek między dietą a profilem drobnoustrojów jelitowych ma charakter ciągły (co ciekawe weganie wykazują mikrobiotę jelitową najbardziej odmienną od mikrobioty wszystkożernych) i istotny z punktu widzenia leczenia dolegliwości gastrologicznych [6].

Wśród zalet diety wegańskiej wymienia się więc między innymi:

  • zmniejszenie ciśnienia krwi,
  • obniżenie ryzyka występowania cukrzycy typu 2,
  • zmniejszenie ryzyko chorób przewlekłych,
  • wzmocnienie naczyń krwionośnych,
  • obniżenie cholesterolu LDL (tzw. złego),
  • regulacja tzw. lepkości krwi, co doprowadza do lepszego zaopatrzenia tkanek w niezbędny tlen.

Wegańskie produkty w gastronomii

Raporty przeprowadzane od 2014 roku wskazują, że Polacy coraz częściej i chętniej poszukują wegańskich dań w restauracjach. Szacunkowo, nawet 63% z nich jest otwarta na spożywanie wegańskich lub wegetariańskich dań poza domem [3]. Co więcej, 20% regularnie decyduje się na tą opcję, a 18% wskazuje w ankietach, że dania roślinne zamawia “często”. Zdecydowanie najchętniej robią to smakosze w wieku od 24 do 34 lat (jest to prawie dwa razy więcej niż w innych grupach wiekowych) [3] oraz mieszkańcy dużych aglomeracji (ponad 70%).

Nic więc dziwnego, że restauracje i znane marki coraz chętniej proponują roślinne alternatywy - nawet dla znanych i kultowych już dań. Na owe trendy odpowiedział między innymi Burger King, który wprowadził do stałej oferty roślinne menu. Tak oto, w popularnej restauracji, znajdziesz rośliną wersję kultowego Whoppera oraz roślinne nuggetsy, przypominające klasyczną do tej pory wersję. Dokładne informacje, składniki i opis roślinnego menu znajdziesz na oficjalnej stronie Burger King’a.

Bibliografia:

[1] Raport “Plant Based Diet”, 2018

[2] Artykuł “Why the Global Rise in Vegan and Plant-Based Eating Isn’t A Fad (600% Increase in U.S. Vegans + Other Astounding Stats)”, 2018

[3] Raport RoślinnieJemy, 2019

[4] Winiarska-Mieczan, A., & Mazurek, K. (2005). Porownanie wartosci odzywczej diety tradycyjnej, semiwegetarianskiej i weganskiej. Żywienie Człowieka i Metabolizm, 3(32), 203-213.

[5] Myszkowska-Ryciak, J., Hornberger, R., Harton, A., & Gajewska, D. (2015). Ocena spożycia wybranych składników pokarmowych u osób stosujących dietę wegańską. Probl Hig Epidemiol, 96(4), 769-72.

[6] Glick-Bauer, M., & Yeh, M. C. (2014). The health advantage of a vegan diet: exploring the gut microbiota connection. Nutrients, 6(11), 4822-4838.

  1. Kuchnia

Krem z kalafiora z oliwą truflową i migdałami

Zupa, która robi się w try miga. Prosta, a wyjątkowo smaczna. Płatki migdałów i oliwa truflowa przydają jej wyjątkowego smaku.

Krem z kalafiora

1 biała cebula 2 ząbki czosnku 1 duży kalafior 600 ml wywaru warzywnego 200 ml mleka 3,2-proc. oliwa truflowa płatki migdałów

Kalafior kroimy na mniejsze kawałki (ważne, aby były tej samej wielkości).

Cebulę należy poszatkować w piórka, czosnek posiekać, zeszklić na oliwie i  dodać kalafior. Posolić wszystko.

Zalać mlekiem i wcześniej przygotowanym wywarem warzywnym.

Kalafior gotować do miękkości.

Zmiksować i  ewentualnie przecedzić przez drobne sito.

Doprawić solą do smaku.

Podawać z  płatkami migdałów i  oliwą truflową.

  1. Kuchnia

Fit pizza z patelni – hit czy kit?

Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Czego najbardziej brakuje nam na diecie? Wiele osób z pewnością odpowiedziałoby, że pizzy! Na szczęście nawet podczas redukcji zbędnych kilogramów nie musisz całkowicie odstawiać ulubionych dań. Wystarczy przyrządzić je w nieco zdrowszej i lżejszej wersji niż zwykle.

Fit wersje niezdrowych dań – czy warto włączać je do diety?

Czasy, w których niskokaloryczna dieta wiązała się wyłącznie z wyrzeczeniami, dawno odeszły w niepamięć. Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne jest holistyczne dbanie o zdrowie i to, by walka ze zbędnymi kilogramami nie odbijała się negatywnie na naszym dobrostanie psychicznym. Restrykcyjne odmawianie sobie wszystkiego, co lubimy, może bowiem doprowadzić do frustracji, szybkiego porzucenia diety lub nawet groźnych zaburzeń odżywiania.

Aby jadłospis na redukcji był nie tylko zdrowy, ale także smaczny, warto poszukać sprytnych sposobów na ograniczenie spożywanych kalorii przy zachowaniu satysfakcjonującego smaku. Przede wszystkim należy czytać etykiety kupowanych produktów: podobne rzeczy mogą różnić się między sobą składem, zawartością substancji odżywczych oraz ładunkiem energetycznym.

Jeśli masz wielką ochotę na coś pozornie „zakazanego”, warto z góry wyznaczyć sobie maksymalną porcję. Garstka chipsów czy kostka czekolady raczej nie zrujnuje twojej drogi do utraty nadwagi, ale regularne zjadanie słodyczy i przekąsek bez umiaru – już tak.

Inną ciekawą metodą jest stosowanie zdrowszych i lżejszych zamienników ulubionych potraw. Jednym z nich z pewnością jest fit pizza z patelni, którą można przyrządzić na kilka różnych sposobów.

Przepisy na fit pizzę z patelni

Fit pizzę warto przyrządzić bez użycia drożdży, żeby ograniczać kalorie (które – nie oszukujmy się – kryją się głównie w cieście i pysznym serze). Jeśli dodatkowo szukasz czegoś, co przyrządza się błyskawicznie i prosto, to mamy dla ciebie przepis idealny. Ciasto, które bardziej przypomina omlet lub naleśnik niż włoską pizzę, ale w połączeniu z pysznymi składnikami, zapewniamy – daje radę.

Nasza druga propozycja to lekko słodkawe, sycące ciasto na pizzę z batata. Nieco bardziej kaloryczne, ale są to same wartościowe kalorie, które bez grama wyrzutów sumienia można dopisać do swojego jadłospisu.

Fit pizza na mące pełnoziarnistej

Składniki:

  • 50 g mąki pełnoziarnistej
  • 3 łyżki mleka
  • jajko
  • 1/3 proszku do pieczenia
  • sól, pieprz i inne ulubione przyprawy (np. chili, bazylia lub zioła prowansalskie)
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • wędlina drobiowa w plastrach
  • kilka pieczarek
  • kilka klastrów mozzarelli light lub innego sera
  • pół papryki

Mąkę, mleko, jajko, proszek do pieczenia, sól i pieprz mieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji. Najlepiej zrobić to przy pomocy robota planetarnego Kenwood Prospero+, który idealnie wymiesza ciasto samodzielnie – ty możesz w tym czasie przygotowywać składniki na pizzę. Na mocno rozgrzanej, nieprzywierającej patelni rozprowadź ciasto i smaż ok. 2 minut, aż na wierzchniej stronie pojawią się pęcherzyki powietrza. Następnie przewróć placek na drugą stronę, posmaruj passatą wymieszaną z przyprawami i udekoruj ulubionymi składnikami pokrojonymi w plasterki. Smaż pod przykryciem przez ok. 10 min.

Fit pizza z batata

  • batat
  • 70 g mąki owsianej
  • 30 g mąki kukurydzianej
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • włoskie zioła (bazylia, oregano, zioła prowansalskie)
  • starty ser
  • łyżka kukurydzy
  • kilka plasterków szynki
  • pół papryki

Batata obierz i pokrój na plastry, a następnie podsmaż pod przykryciem, aż będzie miękki (ok. 10 min). Usmażone warzywo zmiksuj z dwoma rodzajami mąki, oliwą i przyprawami, używając do tego celu dobrego robota planetarnego, np. Kenwood Prospero+. Z tak otrzymanego ciasta uformuj placek i smaż przez ok. 10 min na suchej patelni. Przewróć pizzę na drugą stronę, używając do tego celu talerza, który zapobiegnie jej rozpadnięciu się. Posmaruj przecierem z ulubionymi przyprawami, obsyp startym serem oraz wybranymi przez siebie dodatkami. Smaż pod przykryciem, aż ser się rozpuści, a następnie zdejmij pokrywkę i smaż jeszcze przez 3-5 min.

Fit pizza – hit czy kit? - infografika Fit pizza – hit czy kit? - infografika

Tradycyjna pizza – czy można ją jeść na redukcji?

Od czasu do czasu mogą się też zdarzyć takie dni, kiedy żadne zdrowsze zamienniki nie zdadzą egzaminu. Kiedy poczujesz, że masz nieodpartą ochotę na zjedzenie swojej ulubionej, kalorycznej potrawy, możesz to zrobić bez wyrzutów sumienia, mając jednak na uwadze kilka istotnych zasad.

Przede wszystkim warto uwzględnić ten „cheat meal” w swoim całodniowym jadłospisie i bilansie kalorycznym (o ile liczysz kalorie). Jeśli wieczorem planujesz spotkanie z przyjaciółmi przy pizzy, najlepiej wcześniej zjeść lekką sałatkę czy zupę krem lub całkowicie pominąć inny posiłek. Alternatywą może być skonsumowanie mniejszej porcji ulubionego dania niż zwykle – dzięki temu zaspokoisz swoją zachciankę bez poczucia, że całą dietę diabli wzięli.

Jeśli jednak chcesz zaszaleć, po prostu to zrób. Trzymanie kalorii w ryzach ma się stać twoim stylem życia na stałe, a nie tymczasową katorgą, po której w końcu wrócisz do jedzenia bez pomyślunku.

W jaki sposób możesz zmniejszyć kaloryczność pizzy, nie pozbawiając jej walorów smakowych? Zanim przejdziemy do przygotowywania dietetycznej wersji tej potrawy, warto zastanowić się nad tym, jakie składniki odpowiadają za jej tuczące właściwości.

Po pierwsze, wiele zależy od ciasta: powinno być jak najcieńsze, a dodatkowo warto zamienić mąkę pszenną na pełnoziarnistą lub orkiszową, która co prawda również jest kaloryczna, ale przynajmniej bardziej wartościowa dla naszego organizmu.

Po drugie, niezwykle ważny jest dobór dodatków. Jeśli przykryjemy cały placek dużą ilością pełnotłustego sera, a na domiar złego udekorujemy go niezdrowymi dodatkami, zapewnimy sobie prawdziwą bombę kaloryczną. Plasterki cheddara warto więc wymienić na mozzarellę light, zaś np. chorizo, boczek lub kiełbasę – na dużą ilość świeżych warzyw.

Przepis na tradycyjną pizzę

Składniki:

  • 20 g mąki pszennej
  • 7 g suchych drożdży
  • 150 ml ciepłej wody
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżeczka soli, pieprz, inne ulubione przyprawy
  • pół łyżeczki cukru
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • ząbek czosnku
  • mozzarella light
  • ulubione dodatki, np. szynka, pieczarki, papryka, feta, pomidory, oliwki itd.

Mąkę, drożdże, wodę, oliwę, cukier i przyprawy wrzuć do misy miksera i wyrabiaj hakiem przez ok. 15 min. Gotowe ciasto przykryj ściereczką i odstaw na 1,5 h. W tym czasie przygotuj sos, mieszając ze sobą przecier, czosnek i wybrane przyprawy. Wyrośnięte ciasto podziel na 2 lub 3 części, uformuj kulę, przykryj ściereczką i odstaw na kolejne 0,5 h. Nagrzej piekarnik do temperatury 20 stopni. Ciasto drożdżowe rozwałkuj na placki, umieść na blaszkach, posmaruj sosem, posyp serem i ułóż wybrane dodatki. Piecz ok. 9-10 min, aż do zarumienienia brzegów.

Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika

Robot planetarny – niezbędny gadżet w czasie diety

Dobry robot planetarny stanowi jedno z najbardziej przydatnych urządzeń kuchennych, mogących posłużyć nie tylko do przyrządzenia pizzy, ale także do przygotowania mnóstwa innych, pysznych dań. Szczególnie pomocny może się okazać podczas diety redukcyjnej, kiedy staramy się jak najwięcej gotować w domu, tworząc zdrowsze zamienniki popularnych potraw.

Robot Kenwood Prospero+ przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom domowego gotowania oraz ułatwiania sobie codziennej pracy. Urządzenie ma moc 1000 W, a jednocześnie jest stosunkowo niewielkie i poręczne. Robot ma wiele różnych funkcji, do których należą np. mieszanie, ubijanie, zagniatanie ciasta, mielenie mięsa, przypraw i ziół, wyciskanie cytrusów, szatkowanie, blendowanie czy siekanie.

Dzięki wszystkim tym możliwościom przy jego pomocy przygotujesz pyszne koktajle i smoothies, niskokaloryczne spaghetti (funkcja mielenia pozwoli ci na samodzielne zmielenie chudego, drobiowego mięsa lub warzyw na sos), fit ciasta i desery, własne pieczywo, placki, domowe masło orzechowe oraz świeże soki.

  1. Kuchnia

Wiosna na talerzu - 4 zielone przepisy

Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Szpinakowy hummus

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Jest niskokaloryczny – 100 gramów to zaledwie 30 kalorii. Bazą każdego humusu jest roślina strączkowa – ciecierzyca. Jej jasne ziarenka kształtem przypominają orzeszki. Nazywana również grochem włoskim. Stanowi doskonałe źródło białka i węglowodanów. Ciecierzyca zawiera fosfor, potas, cynk, witaminy z grupy B (B9 i B6), a także żelazo, magnez oraz błonnik.

Składniki na 4–5 porcji:

  • 100 g pasty sezamowej tahini,
  • 200 g ciecierzycy z puszki,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sok z 1/2 cytryny,
  • 200 g świeżego lub mrożonego szpinaku,
  • 3–4 łyżki oliwy,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: 20 minut

Szpinak ugotować, a następnie dodać do niego odcedzoną z wody ciecierzycę, pastę tahini, czosnek, oliwę, sok z cytryny. Całość zmiksować, na jednolitą masę. Doprawić pieprzem i solą. Podawać ze świeżym pieczywem.

Roladki z ogórka i pasty z zielonego groszku

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Zielony groszek jest silnym afrodyzjakiem – zawiera bowiem żelazo, a ono zwiększa poziom libido. Podobno Ninon de Lenclos, wolnomyślicielka, skandalistka i najsłynniejsza francuska kurtyzana, częstowała swoich kochanków zupą z zielonego groszku, rzekomo rozpalającą namiętność.

Składniki na 4 porcje:

  • długi świeży ogórek,
  • 200 g mrożonego zielonego groszku,
  • 2 ząbki czosnku,
  • cytryna,
  • 100 g kwinoa (komosy ryżowej),
  • kilka liści mięty,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Kwinoa ugotować do miękkości (jedna porcja komosy na dwie porcje wody). Ugotować zielony groszek, dodać liście mięty, sok z cytryny, poszatkowane ząbki czosnku i całość zmiksować na gładkie piure. Doprawić pieprzem i solą, a następnie wymieszać z ugotowaną komosą ryżową. Ogórek pokroić na bardzo cienkie długie plastry (wzdłuż dłuższego boku). Posolić z każdej strony, nałożyć farsz z groszku i komosy, zawinąć i spiąć wykałaczką.

Kalafior z sosem miętowym

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

W kalafiorze znajduje się związek o nazwie sulforafan, który Pobudza enzymy o działaniu przeciwnowotworowym i dodatkowo zwalcza bakterie Helicobacter pylori.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 kalafiory (najlepiej małe),
  • 3 łyżki oliwy,
  • 300 g kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 8–10 liści świeżej mięty,
  • cytryna,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. godziny

Kalafiory umyć, skropić oliwą. Następnie ułożyć na blasze i piec około pół godziny lub dłużej, jeśli są większe, w 200 stopniach Celsjusza (powinny być na wpół miękkie). Do śmietany lub jogurtu dodać liście mięty, poszatkowany czosnek, sok z cytryny. Całość zmiksować. Doprawić solą i pieprzem. Polać sosem upieczone już warzywo.

Smoothie ananasowo-szpinakowe i bananowo-sałatowe

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Składniki na 4 porcje:

Ananasowo-szpinakowy:

  • świeży ananas lub ananas z puszki,
  • 10 liści świeżego szpinaku,
  • 2 brzoskiwinie,
  • 1 cm świeżego imbiru,
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
Bananowo-sałatowy:
  • 2 banany,
  • 200 g zielonych winogron,
  • 100 g sałaty (np. roszponki),
  • 5–6 łyżek syropu z agawy,
  • cytryna.
Czas przygotowania: 20 minut

Ananas obrać, pokroić na kawałki. Dodać szpinak, brzoskwinie, imbir oraz wiórki kokosowe i zmiksować. Jeśli napój jest zbyt gęsty, można wlać trochę wody i jeszcze raz zmiksować. Aby uzyskać smoothie bananowo-sałatowe, należy zmiksować banany, winogrona (bez pestek), sałatę, sok z cytryny. Doprawić syropem z agawy.

Natasza Socha dziennikarka, pisarka i blogerka.