1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Dis/comfort food

Dis/comfort food

Własnie kiedy stwierdziłam, że mój comfort food - czyli grzanki z serem i kakao na mleku - będą najlepszym lekarstwem na zacinający marznący deszcz i powtórkę z blue monday zadzwonił Znany Fotograf. "Właśnie zjadłem oko kozy" oświadczył.

Myślałam o dwóch rzeczach: że nie mam keczupu i że muszę koniecznie napisać teksty o comfort food, oraz o kaszance. Wszystko to wymieszało się w mojej głowie jak ulubiona sałatka Jamiego i wyskoczyło z niej hasło DISCOMFORT FOOD. Ale po kolei.

Sprawą keczupu zajmę się we wpisie o comfort food – błogim jedzeniu naładowanym nostalgicznymi wspomnieniami, które w każdych warunkach poprawia nam humor - za jakiś tydzień. Podobno to rok 2010 należał właśnie do comfort food - dla mnie do comfort food należy każdy słabszy wieczór z mżawką i nieprzyjemnym wiatrem… Tymczasem 2012 – przewidują kulinarni coolhunterzy – będzie rokiem discomfort food, czyli jedzenia, co do którego będziemy się musieli przełamywać, które będzie nieoczywiste, które nie wzbudzi naszego zaufania. Jednym słowem NOWEGO. Innego. I choć czasem będzie obrzydliwie (znacie już choćby nowe hity , czyli kawę z czosnkiem, banana z pietruszką, markuję z ostrygą?) a czasem tylko „jakoś nie tak” – będziemy łykać. Jak Znany Fotograf  koźle oczko.

- Smakowało jak flaczki – oświadczył  zachwycony, choć przyznał, że nie było łatwo (a nie jest to mężczyzna, który przyznaje się łatwo do takich rzeczy). I już samo to mnie rozbawiło: są bowiem ludzie, dla których samo porównanie byłoby obrzydliwe,  ludzie których flaczki przyprawiają o mdłości, a inne delicje z piątej ćwiartki co najmniej o zgrozę. Tymczasem jutro mamy Burn’s Night, którą idealnie opisał już Baron i podczas której tysiące Szkotów zje haggis – tłumaczony na polski jako kaszanka…

Tymczasem nie jest ta kaszanką, którą znamy: w Szkocji w barani żołądek (lub ślepą kiszkę wołu) nie wkłada się mieszanki krwi z kaszą lecz serca, płucka i wątrobę jagnięcia, do tego okrawki innych mięs, przyprawy (wybija się wyraźnie gałka muszkatołowa i kolendra), cebulka i mąka ale OWSIANA. No i wywar z baraniego łoju na płuckach (mam nadzieję, ze nic nie pokręciłam…). No dobra, trochę się nie dziwię, że , ze tylko umieranie ma gorszą reputację niż haggis…

I czy po tym mogę jeszcze napisać, że haggis jest pyszny? Jest cudowny, aromatyczny,, rozgrzewający, i jest dla mnie bardzo comfort food… Podobnym comfort food – ale zupełnie innym w smaku, jest dla mnie kaszanka. Pamiętam bowiem jak mój dziadek, chirurg, postawny siwy pan, zasiadał po ciężkim dyżurze przy odgrzanej na żeliwnej, starej patelni kiszce i z miłością odkrawał kawałeczek tego specjału – jak mniemam podarowanego przez wdzięcznego pacjenta z wyciętą kiszką ale ślepą -  dla mnie. Ostatnio jednak i ten smak „podbił” się nowym, kiedy spróbowałam kaszanki doprawionej w Atelier Amaro odrobiną czekolady… No bo jak to jest jak jeden comfort food spotyka drugi comfort food? Bosko. Dlatego na liście, ktorą tworzą właśnie moi przyjaciele na facebooku – gdzie spowiadają się ze swoich comfort jedzeń – są choćby takie połączenia jak banan i majonez - RAZEM. polska wokalistka przyznała się nawet do miłości do frytek z vegetą popijanych szklanką mleka… No i co? Czy czyjeś comfort nie jest czyimś discomfort food?

A wy? Co niewygodnego zamierzacie wrzucić do paszczy w 2012?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze