1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Rodziny patchworkowe i Święta

Rodziny patchworkowe i Święta

fot.123rf
Mamy nauczyły nas, że święta powinno się spędzać z rodziną. Ale dzisiaj to coraz bardziej skomplikowana konstrukcja. Kto zasiądzie przy wspólnym stole?

Dwa razy do roku zastanawiamy się nieco intensywniej, co to dokładnie znaczy „rodzina”: dzieje się tak na ogół w okolicach Gwiazdki oraz przed Wielkanocą. Socjologowie zgodnie twierdzą, że najstarsza komórka społeczna przeżywa obecnie trudny okres. Stare modele już nie działają. Nowe wciąż się tworzą. Ta tradycyjna, tak zwana nuklearna, składająca się z męża, żony oraz dzieci – to już prawie zjawisko z czasów dinozaurów. Dziś bardziej na czasie jest skomplikowana konstrukcja, zwana fachowo rodziną rekonstruowaną, a bardziej potocznie „patchworkową”.

Kiedy termin ten nieśmiało przebijał się w polskiej prasie, czyli na początku lat 90., w Polsce rocznie rozwodziło się nieco ponad 40 tysięcy małżeństw. Dzisiaj jest ich już ponad 60 tysięcy (a liczba ta naturalnie nic nie mówi o rozstaniach w coraz popularniejszych związkach nieformalnych). Niemal połowa rozwodników ma przynajmniej jedno dziecko, a koniec związku nie oznacza przecież końca życia. Dla wielu to dopiero (i na szczęście) jego początek… Dlatego zdefiniowanie, co to takiego rodzina, nie jest już proste. A będzie tylko trudniejsze.

Terapeuci, którzy zajmują się klasyczną psychologią, ale inspiracji szukają w astrologii i numerologii, mówią już o tzw. związkach uranicznych, znaku Ery Wodnika. Nie ma w nich miejsca na zazdrość, zaborczość, zależność. Partnerzy nie dzielą życia, nie interesuje ich bycie „na dobre i na złe”, mają alergię na rutynę. Stawiają na wolność, niezależność, indywidualizm, samorealizację i… egocentryzm. W praktyce oznacza to na przykład dwa domy na wspólnej posesji, ewentualnie w wersji dla mniej zamożnych – dwa mieszkania w tym samym bloku. Od czasu do czasu wspólny wypad na wernisaż, namiętny seks albo wakacyjny wyjazd. Chwile bliskości przeplatane okresami rozłąki, kiedy na przykład jedno z partnerów wyjeżdża na pokojową misję do Afryki albo na duchową wędrówkę po Indiach.

Ale czy w takim związku można nakarmić się emocjonalnie na zapas, zrealizować potrzebę bliskości i intymności, kochać i nie tęsknić? Co z dziećmi...? No i co ze świętami?!

Rodzina uszyta z kawałków

Nie oszukujmy się jednak: bez względu na to, jak jesteśmy nowocześni, to całkiem po staremu kochamy, tęsknimy, zazdrościmy. Swoistym sprawdzianem dla każdej rodziny jest czas świąt, kiedy lista osób, które pragniemy zadowolić, jest niepokojąco długa. Dlatego tak łatwo zapomnieć o sobie.

– Ostatnią Wielkanoc spędziłam w samochodzie, jako kierowca – opowiada Kamila. – Mój partner Maciek zachorował, więc mnie przypadł w udziale obowiązek zorganizowania świąt dzieciakom. Zawiozłam mojego Jasia do jego taty i nowej żony, po drodze wstąpiłam do byłej partnerki Maćka, żeby odebrać jego dziecko. A gdzieś między jednym a drugim adresem pokłóciłam się z matką, która przy każdej okazji wypomina mi, że „w naszej rodzinie nie było rozwodów”. A ja naprawdę nie planowałam swojego. Dziś, pięć lat po rozstaniu, powoli zaczynam wierzyć, że tym razem mi się uda, ale święta są jak zły sen, który przypomina mi o porażce. W gruncie rzeczy zgadzam się z mamą, że rozwód to skaza, dowód, że się nie udało. I właśnie w święta to najbardziej boli.

Nie mniej skomplikowana jest uczuciowa układanka Iwony. Z partnerem rozstała się dokładnie dwa miesiące przed ostatnimi świętami. – Mój pięcioletni synek Mateusz pojechał na wielkanocne śniadanie do swojego taty, a ja przepłakałam cały dzień w pustym domu. Nie chciałam odwiedzać rodziców, bałam się reakcji mamy, która bardzo przeżywała rozpad mojego związku. Nie byłam też gotowa odpowiadać na pytania taty, jakie mam plany na dalsze życie. Trudno by mi było patrzeć bez zazdrości na szczęście mojej siostry, świeżo poślubionej mężatki. Ale z perspektywy czasu oceniam, że te samotne święta były czasem żałoby po rozstaniu. Musiałam ją przeżyć, żeby odbić się od dna. Dziś jest lepiej.

Z kolei dla Magdy święta okazały się nie tylko czasem rozliczenia z przeszłością, ale także bolesną konfrontacją z rzeczywistością.

– Wydawało mi się, że teściowa zaakceptuje związek, który stworzyłam z jej synem, gdy będziemy mieć własne dziecko – opowiada. – I trzeba powiedzieć, że naszą córeczkę rzeczywiście uwielbia. Ale jej serce należy do Kamila, pierworodnego wnuka, a jeszcze bardziej – do jego mamy. Kiedy w ubiegłoroczne święta pojawiliśmy się u niej na śniadaniu, okazało się, że zaprosiła na nie także byłą synową. Misia na krok nie odstępowała swojego starszego brata, Adam stawał na głowie, żeby pokazać, że my jesteśmy dla niego najważniejsze, ale… Kiedy była żona mojego męża zaszczebiotała: „mamusiu, może pomóc ci w kuchni?”, nie wytrzymałam i wyszłam. O tym, że to ona była pierwsza w życiu tej rodziny i mojego męża, wiedziałam. Ale wtedy zrozumiałam, że tego zmienić się nie da.

Życie płynie

Rosnąca liczba rodzin zrekonstruowanych jest oczywiście skutkiem związków z coraz krótszym terminem ważności. Ale czy to źle, że powstają? Są przecież deklaracją chęci wyciągnięcia wniosków ze starych błędów, próbą dostosowania się do nowych czasów, wreszcie odpowiedzią na potrzebę stworzenia domu dla siebie, partnera, dzieci. Kiedy związek się rozpada, o nie przecież najbardziej się boimy. Tymczasem właśnie dzieci, jeśli tylko nie stają się narzędziem manipulacji w rękach skonfliktowanych rodziców, najszybciej przystosowują się do takiej sytuacji. Nowa żona taty i nowy mąż mamy i ich nowe dzieci szybko zostają przez nie zasymilowani jako członkowie rodziny. A co z nami...? Świąteczny demon – jak strach – ma wielkie oczy. Wspomnienia budzą czasem złość, żal, rozgoryczenie, poczucie winy, pretensje do losu i zażalenia do Boga. Zła wiadomość jest taka, że nie ma ucieczki przed tymi uczuciami. A dobra? Kiedy już je przeżyjesz, zrobisz miejsce na nowe.

– Ja święta mam z głowy, po wspólnym śniadaniu z narzeczonym i córką z pierwszego związku, małą wydaję tatusiowi, a sama zalegam przed telewizorem – mówi Ania. – Mój chłopak jedzie do swoich rodziców, beze mnie. A ja mam wreszcie czas dla siebie – cieszy się Ania. Trochę w stylu uranistycznym, prawda?

Zobacz jak się przygotować do Świąt w rodzinie patchworkowej

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze