1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak osobiste poczucie szczęścia wpływa na jakość pracy?

Jak osobiste poczucie szczęścia wpływa na jakość pracy?

123rf.com
123rf.com
Czy osobiste szczęście pracownika wpływa na jego zaangażowanie w realizację celów firmy? Badania prowadzone na Uniwersytecie w Warwick pokazują także, że ludzie szczęśliwi są o 12% bardziej produktywni.

W styczniu 2015 r. firma IPSOS zapytała Polaków o szczęście w pracy. 60% badanych zdeklarowała, że odczuwa szczęście od czasu do czasu, 22% - często, a 13% - że nigdy. Czy osobiste szczęście pracownika wpływa na jego zaangażowanie w realizację celów firmy?  Czy odczuwanie przez niego tzw. pozytywnych emocji wpływa na poziom efektywności pracy?

W badaniu Human Power* ponad połowa pytanych (55,1%) podała, że dzień pracy rozpoczyna z optymizmem i zapałem, prawie co piąty badany był jednak przeciwnego zdania. Co drugi ankietowany wykonuje zadania, które sprawiają im ogromną satysfakcję i radość, a 14,9% poinformowało, że nie odczuwa satysfakcji, wykonując swoje obowiązki. Dlaczego wyniki tych badań są ważne? Bo także poczucie zadowolenia i szczęścia pracownika wpływa na realizację zadań i wyniki organizacji.

Szczęśliwy pracownik jest bardziej efektywny

Naukowcy z Uniwersytetu Maryland badali wpływ emocji na kreatywne rozwiązywanie problemów. Za pomocą filmów i ćwiczeń wywoływali u studentów określone emocje. W zależności od potrzebnych uczuć puszczano im komedie lub fragmenty o obozach koncentracyjnych. Trzecia grupa miała mieć stan emocjonalny neutralny, więc oglądała fragment filmu matematycznego lub wchodziła/schodziła z betonowego stopnia, lub nie robiła nic. Następnie wszyscy dostawali zadanie do rozwiązania. Co się okazało, zdecydowanie częściej rozwiązanie znajdywali ci, którzy wprowadzeni zostali w pozytywny stan emocjonalny. Badania prowadzone na Uniwersytecie w Warwick pokazują także, że ludzie szczęśliwi są o 12% bardziej produktywni. Badania te mają oczywiście odzwierciedlenie także w przypadku pracowników. Dlaczego? Bo szczęśliwy pracownik ma więcej energii, działa lepiej z innymi, jest bardziej twórczy, rzadziej choruje, mniej martwi się popełnianiem błędów i rzadziej je robi, uczy się szybciej i podejmuje lepsze decyzje.

- Negatywne emocje, takie jak strach, złość czy smutek są – z biologicznego punktu widzenia – niezwykle potrzebne, gdyż informują nas o zagrożeniach, służąc naszemu przetrwaniu. Jeśli jednak przez dłuższy czas towarzyszą nam w pracy, to oprócz wysokich kosztów, jakie przez nie ponosimy, są zupełnie bezproduktywne, ponieważ mocno obniżają naszą skuteczność działania. Dla osób pełniących funkcje kierownicze negatywne emocje wiążą się z podwójnym ryzykiem, bo narażają również podwładnych na spadek efektywności działania. Jeśli menadżer nie radzi sobie w sytuacji kryzysowej i wywołuje w swoim zespole strach, gniew czy reakcje obronne, to warto pamiętać, że stopniowo upośledza jego zdolność do efektywnej pracy – mówi Małgorzata Czernecka, psycholog i ekspert ds. efektywności Human Power.

Przyjaciel potrzebny od zaraz

Innym kluczowym czynnikiem, wpływającym na efektywność pracownika jest pielęgnowanie dobrych relacji oraz posiadanie w pracy przynajmniej jednego przyjaciela. To właśnie relacje oparte na współpracy, zaufaniu, wzajemnej inspiracji są źródłem dobrej energii i decydują o poczuciu zadowolenia, co z kolei łączy się z efektywnością. Należy podkreślić, że szczęśliwi pracownicy są o wiele bardziej kreatywni i pracują zdecydowanie wydajniej. Dlatego tak ważne jest, by otoczenie – współpracownicy i liderzy – wzajemnie się wspierali i pozytywnie wzmacniali.

- Wielka odpowiedzialność za sposób myślenia pracowników i ich podejście do pracy spoczywa na kadrze zarządzającej. Dając dobry przykład, wykształca ona w pracownikach nowe, lepsze przyzwyczajenia i postawy. Modelowanie pozytywnych zachowań sprawdza się o wiele lepiej niż szkolenia i wykłady. Otwarty, plastyczny umysł może stać się sprzymierzeńcem w drodze do osiągania upragnionych celów i kreowana nowoczesnych, opartych na zaufaniu i pozytywnych emocjach środowisk pracy – przekonuje Patryk Zamorski, Europe Director of Talent, Dentons.

źródło: Raport Praca, moc, energia w polskich w firmach

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czy jesteśmy lubiani? - Co wpływa na dobre relacje z ludźmi?

Warto prezentować ludziom dobre, pozytywne myślenie na własny temat, nie mające nic wspólnego z zarozumiałością. (fot. iStock)
Warto prezentować ludziom dobre, pozytywne myślenie na własny temat, nie mające nic wspólnego z zarozumiałością. (fot. iStock)
Większość z nas ma potrzebę kontaktów towarzyskich, udanych relacji, dobrych związków. Nie wszystkim jednak ta sztuka jednakowo się udaje. Co sprawia, że jedni ludzie są lubiani, akceptowani i szybko adaptują się w otoczeniu, a innym przychodzi to z trudnością?

Jak budować dobre relacje? - Poniżej znajdziesz kilka zasad, które pomogą ci zrozumieć, na czym polega sztuka obcowania z ludźmi.

1. Stwórz dobry nastrój

- Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Iwonę – mówi Jacek, 34-letni barman – oczarował mnie jej uśmiech. Usiadła przy barze i zanim jeszcze złożyła zamówienie, prześlicznie się do mnie uśmiechnęła. Tak po prostu. To sprawiło, że choć obsługiwałem tego wieczora wiele pięknych kobiet, wciąż zerkałem w jej stronę i byłem gotów biec na każde jej skinienie. Iwona taka właśnie jest. Uśmiecha się do ludzi, jest bardzo lubiana, ma wielu serdecznych przyjaciół. Poznaliśmy się kilka tygodni później. Sympatyczne wrażenie, które stworzyła pozostało na zawsze.

Pamiętaj o tym, że ludzie instynktownie dostosowują się do twojego nastroju, wyrazu twarzy, który nosisz. Chmura gradowa ściąga pioruny, a piękne, pogodne niebo zachęca do okazywania sympatii. Dlatego, kiedy poznajesz ludzi, wchodzisz do pomieszczenia, w którym ktoś jest – uśmiechnij się.

2. Zamiast krytykować, mów miłe rzeczy

- Moja przyjaciółka przyprowadziła swojego nowego chłopaka, który jest projektantem – opowiada Berta, 31-letnia rehabilitantka. - Rozejrzał się po moim mieszkaniu i po chwili skrytykował wazon, który dostałam w prezencie. Może i nie był dziełem sztuki, ale poczułam się urażona i nigdy już tego faceta nie polubiłam.

No właśnie. Zawsze można znaleźć coś pozytywnego w drugiej osobie i jej otoczeniu lub też skupić się na negatywach. Nie masz obowiązku prawić pustych komplementów. Pochwała powinna być szczera i płynąć z serca. Jeśli jednak kusi cię krytyka, to wiedz, że w ten sposób tracisz punkty już na początku znajomości.

3. Dla twojego rozmówcy najważniejszy jest… on sam

- Kiedy spotkałam się z Robertem – opowiada Małgosia, 33-letnia lekarka - na początku byłam pod wrażeniem. Przystojny, wykształcony, elokwentny. Jednak szybko poczułam się przytłoczona, ponieważ Robert mówił wyłącznie o sobie. Cóż z tego, że całkiem ciekawie (o podróżach, książkach, o wyzwaniach zawodowych), kiedy miałam wrażenie, że w ogóle się mną nie interesuje. Kiedy ja coś mówiłam, nie zadawał pytań, tylko szukał pretekstu, żeby wtrącić jakąś anegdotę na swój temat. W końcu w ogóle przestałam się odzywać.

Jeśli idziesz na spotkanie z zamiarem olśnienia swojego rozmówcy i pokazania jaki/a jesteś mądry/a i obyty/a – nie sprawisz, by ta osoba cię polubiła. Zamiast mówić o sobie – pytaj i dbaj o to, by wymiana informacji między wami pozostawała w równowadze. Nie zatracaj się w tematach, które nie są interesujące dla innych.

4. Spraw, by druga osoba czuła się w twoim towarzystwie ważna

- To był pierwszy raz, kiedy Beata zaprosiła mnie na spotkanie ze swoimi przyjaciółmi – relacjonuje Bartek, 27-letni manager. - Przez cały czas miałem wrażenie, że nie zwraca na mnie uwagi. Nie jestem przeczulony i nie chodziło mi o to, aby mnie adorowała, jednak byłem jedyną osobą spoza kręgu i czułem się trochę obco. Beata mi nie pomagała. Kiedy na przykład coś opowiadałem, odwracała się do koleżanki, wymieniały po cichu jakieś opinie. Potem znowu zaczęła temat, na który nie miałem nic do powiedzenia, bo dotyczył ich dawnych wspólnych wakacji. Czułem się jak piąte koło u wozu.

Osoba, której sympatię chcesz pozyskać, nie powinna mieć wrażenia, że ją lekceważysz. Niestety, brak zainteresowania dla jej/jego wypowiedzi lub też wykluczenie z grupy poprzez temat, który jej/jego nie dotyczy, właśnie taki efekt daje.

Podobnie działa: - spóźnianie się - zapominanie imienia - przerywanie komuś lub odpowiadanie bez zastanowienia tak, jakbyś miał/a gotową odpowiedź.

5. Bądź dobrym słuchaczem - skup uwagę na swoim rozmówcy

- Randka z Piotrkiem byłaby udana, gdyby nie robił wrażenia roztargnionego – mówi Marta, 23-letnia asystentka. - Ciągle prześlizgiwał się wzrokiem po otoczeniu, bawił się łyżeczką. Miałam wrażenie, że go nudzę albo, że jego myśli zaprząta coś o wiele ważniejszego niż nasze spotkanie.

Nic tak nie deprymuje w kontakcie, jak uczucie, że on/ona w ogóle nas nie słucha. Jeśli chcesz być dobrym słuchaczem (co jest naprawdę bardzo cenną umiejętnością), pamiętaj o kilku prostych zasadach: - utrzymuj kontakt wzrokowy, nie uciekaj oczami - nie baw się niczym, a jeśli robisz to nieświadomie - pozbądź się tego - patrz w kierunku osoby mówiącej i po prostu słuchaj tego, co mówi - zadawaj pytania, aby pokazać, że interesujesz się tematem - nie przerywaj ani też nie wyskakuj z dygresjami, zanim twój rozmówca nie wyczerpie tematu.

6. Zaprezentuj się w dobrym świetle

- Przyglądałem się Renacie przez cały wieczór – mówi Jurek, 40-letni inżynier. - Wydawała się spokojna, ale nie znudzona, wesoła, ale nie hałaśliwa, pewna siebie, ale nie nadęta. Pomyślałem, że chciałbym nawiązać z nią znajomość.

Warto prezentować ludziom dobre, pozytywne myślenie na własny temat, nie mające nic wspólnego z zarozumiałością. Jeśli ktoś np. pyta cię o pracę – możesz powiedzieć, że tworzysz małą jednoosobową firmę, która nic nie znaczy w porównaniu z korporacyjnym gigantem lub też, że jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Czy czujesz różnicę?

Na duży plus działa szczerość, naturalność, zadowolenie z życia. Na minus: przepraszanie za to, że żyjesz, bufonada, nadgorliwość, obmawianie innych.

7. Używaj słowa "dziękuję", wyrażaj swoją wdzięczność

- To zabawne, ale przez cały pierwszy wieczór z spędzony Maćkiem byłam nim umiarkowanie zainteresowana – opowiada Ewa, 42-letnia kosmetolog. - Gadało się nam nieźle, było całkiem miło, jednak zachowywałam jakiś dystans. Dopiero, kiedy na koniec Maciek spojrzał mi w oczy, wziął moje ręce w swoje i powiedział: "Ewo, bardzo ci dziękuję za ten wieczór" – poruszył moje serce. Poczułam się doceniona i z chęcią umówiłam się z nim na kolejną randkę.

Wyrażając wdzięczność bądź szczery/a, ponieważ zdawkowe podziękowania z pewnością zabrzmią fałszywą nutą. Jeśli dziękujesz – nawiąż kontakt wzrokowy z osobą, której wyrażasz wdzięczność. Takie słowa mają o wiele większą moc, gdy kierujesz je wprost do serca twojego rozmówcy.

To tylko garstka porad, które pomogą wam łatwiej i efektywniej nawiązywać dobre kontakty. Mam nadzieję, że okażą się pomocne.

Zainteresowanym polecam książkę Les Giblin – Umiejętność obcowania z ludźmi.

  1. Psychologia

Szczerość daje nam siłę - dlaczego tak mało jej w obecnym świecie?

Ilustr. Aleksandra Morawiak
Ilustr. Aleksandra Morawiak
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Naszą codzienność wypełniają na ogół relacje powierzchowne i mało satysfakcjonujące. Czy zdobędziemy się na szczerość, żeby je pogłębić?

Czy w świecie, w którym żyjemy, możliwa jest szczerość? Podziwiamy ludzi, którzy w sposób spójny i przejrzysty komunikują się ze sobą i z innymi. A jednocześnie cenimy nowe technologie, które dają narzędzia do prezentowania światu poprawionego wizerunku siebie. Skupiamy się raczej na korzyściach płynących z pozycji, jaką zajmujemy w społeczeństwie, niż na szczerości opartej na wewnętrznej prawdzie uczuć.

Szczerość nie jest łatwa w świecie, w którym musimy zachować pracę. Naszym największym narodowym lękiem – jak pokazują badania – jest właśnie utrata pracy. Zdecydowana większość polskich firm to instytucje hierarchiczne, a często nawet feudalne. Te struktury, do których musimy się dopasować, tworzą urazy, gorycz i konflikty, o których rzadko mówimy otwarcie. Obawiamy się, że zostaniemy zwolnieni, staniemy się obiektem plotek albo stracimy przyjaciół. Wolimy milczeć albo uśmiechamy się pomimo wewnętrznej irytacji i złości. Umiejętność maskowania uczuć staje się przydatnym narzędziem społecznym.

Często też naszą codzienność wypełniają powierzchowne relacje pozbawione wzajemnego zrozumienia. Czujemy się bezsilni, miotani przez okoliczności zewnętrzne. Tracimy poczucie sprawczości, energię do życia, witalność i radość. Jednak wiele się zmienia. Istnieją firmy, tak zwane turkusowe organizacje, które właśnie na szczerości budują własną siłę, dzięki czemu osiągają niestandardowe sukcesy. Wiele organizacji pozarządowych, instytucji pożytku publicznego oraz systemów edukacyjnych, opartych na nowej świadomości twórczego współistnienia, szczerość i przejrzystość traktują jako warunek swojego istnienia.

Potrzebujemy szczerości. Potrzebujemy przyjacielskich, empatycznych związków, w których czujemy się widziani, słyszani, rozumiani i akceptowani bez warunków. Potrzebujemy uczciwości w życiu publicznym i społecznym, ponieważ szczerość uwalnia i rozwija potencjał, któremu dotąd nie pozwalaliśmy istnieć. Szczerość przemienia nas i świat, który staje się bogatszy o nowe możliwości. Szczerość nas spełnia; sprawia, że czujemy się ożywieni i silni.

Ta podróż zaczyna się od szczerości ze sobą. Możemy być ze sobą szczerzy, gdy siebie znamy; wiemy, co właśnie w tym momencie myślimy i czujemy, co się w nas dzieje, czego pragniemy. Możemy szczerze wyrażać siebie, gdy jesteśmy świadomi swoich potrzeb i granic. Możemy jasno komunikować, co ma dla nas znaczenie, gdy słuchamy wewnętrznego głosu, ufamy mu i podążając za nim, podejmujemy samodzielne decyzje.

Co czuję właśnie w tym momencie? Zadowolenie, satysfakcję, złość, gniew, niepewność? Czego potrzebuję? Więcej spokoju, troski o siebie? W jaki sposób czuję swoje granice i jak je określę wobec innych? To początek praktykowania szczerości. Wtedy znacznie swobodniej przyjdzie nam wyrażać, co czujemy wobec innych: partnera, dzieci, przyjaciół, współpracowników. Wtedy intencją będą porozumienie i dobro wszystkich, a nie kompulsywne wyrzucanie z siebie niekontrolowanych emocji. Zaczniemy traktować ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Szczerość wobec innych wydarza się w relacji. To nie jest jednorazowy akt. Wymaga czasu, zaangażowania i odwagi, a także zaufania, że druga osoba jest w stanie ją przyjąć. Zaczyna się od słuchania, zrozumienia i troski.

To, co w nas nieuświadomione i niewyrażone, łatwo zamienia się w osądy i uprzedzenia. Dlatego to od szczerości ze sobą (a potem w konsekwencji z innymi) zaczynają się zdrowe, oparte na zaufaniu relacje wspólnotowe i społeczne. Szczerość jest siłą napędową rozwoju. Jest szansą dla nas wszystkich.

  1. Psychologia

Co wpływa na poziom szczęścia?

Na to, w jakim stopniu odczuwamy szczęście, wpływa kilka elementów. (fot. iStock)
Na to, w jakim stopniu odczuwamy szczęście, wpływa kilka elementów. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Każdy człowiek chce być szczęśliwy. Życzymy sobie szczęścia składając życzenia przy różnych okazjach. Marzymy o życiu pełnym sensu, spełnienia i pozytywnych emocji. Jak pokazują badania, na szczęście wpływają trzy czynniki.

Pierwszym czynnikiem są geny, czyli to co dostajemy w spadku po naszych przodkach (wrażliwość układu nerwowego, biologiczne dyspozycje organizmu, a także temperament). Badania dowodzą na przykład, że ekstrawertycy są bardziej skłonni do częstego i silnego przeżywania pozytywnych emocji. Neurotycy natomiast dostrzegają więcej negatywnych aspektów, lepiej je pamiętają, co w konsekwencji wzmacnia ich nastroje negatywne.

Kolejnym czynnikiem są okoliczności, w których żyjemy. Wielu z nas wydaje się, że jeśli wygramy w lotto, to już będziemy szczęśliwi do końca życia. Badania jednak tego nie potwierdzają. Owszem, niezaspokojenie podstawowych potrzeb materialnych jest źródłem dyskomfortu a nawet nieszczęścia. Jednak po ich zaspokojeniu dalszy przyrost dochodu tylko nieznacznie wpływa na poziom odczuwanego szczęścia. Okoliczności, które nas spotykają tylko na chwilę zmieniają poziom naszego szczęścia.

Ostatni element, który wpływa na szczęście to aktywność własna. Mowa tu o celowych działaniach i intencjonalnym zachowaniu człowieka. W przeciwieństwie do okoliczności, które się „przydarzają” i w większości przypadków mamy na nie niewielki wpływ, nasze zachowanie zależy w całości od nas. To człowiek decyduje jak się zachowa i jak zareaguje na to, co go spotyka. Tu kryje się wielka odpowiedzialność, ale i wielka moc. Aktywność własna to nasze wybory, sposób patrzenia na rzeczywistość i podejście do życia. Tutaj właśnie leży klucz do szczęśliwego życia. Jeśli nauczymy się zachowywać tak, aby wzmacniać nasze szczęście, będziemy mieli go w życiu więcej. To jest wybór każdego człowieka, bo każdy z nas może wpływać na swoje zachowanie.

Badania amerykańskich psychologów pokazują jakie czynniki odpowiadają za poziom szczęśliwości u człowieka:

  • geny są odpowiedzialne w 50%,
  • okoliczności, które nas spotykają - w 10%,
  • aktywność własna - w 40%.
Można więc przyjąć założenie, że zmieniając nasze nawyki, zachowanie, sposób działania i myślenia, możemy sprawić, że więcej szczęścia pojawi się w naszym życiu. Gra jest warta świeczki, bo bycie szczęśliwym niesie ze sobą wiele korzyści. Konsekwencją dobrostanu są duże osiągnięcia życiowe, lepsze zdrowie, dłuższe życie, a także głębokie i satysfakcjonujące relacje społeczne.

Zatem, co można zrobić, żeby być w życiu bardziej szczęśliwym? Poniżej proponuję dwa ćwiczenia, które wpływają na poczucie dobrostanu. Badania pokazują, że ludzie którzy chociaż przez tydzień je wykonują mają podwyższony nastrój i czują się bardziej szczęśliwi niż przed ich wykonaniem.

Ćwiczenie 1: Prowadzenie dziennika wdzięczności

Codziennie wieczorem zastanów się przez chwilę za co jesteś wdzięczny, co doceniasz w swoim życiu. Może jest to praca, która pozwala Ci się realizować, może obecność ważnej dla Ciebie osoby. Zapisz trzy rzeczy w swoim notesie.

Badania pokazują, że wyrażanie wdzięczności podnosi poczucie własnej wartości, hamuje gniew i poczucie krzywdy. Co więcej, zbliża nas do innych ludzi i pomaga uzyskać wsparcie w trudnych sytuacjach.

Ćwiczenie 2: Co dobrego się dziś wydarzyło?

Zastanów się co dobrego spotkało Cię danego dnia. Być może dobrze poradziłeś sobie z jakimś zadaniem, być może znalazłeś wyjście w trudnej sytuacji, być może zachowałeś spokój w stresującej sytuacji, może ktoś dał Ci kwiaty albo był dla Ciebie miły. Pomyśl przez chwilę co dobrego przyniósł dany dzień. Zapisz trzy rzeczy w swoim notesie. A następnie przy każdym zdarzeniu zapisz dlaczego tak się stało, np. „koleżanka pomogła mi przygotować prezentację, ponieważ jestem osobą, którą wspierają inni ludzie”.

Każde z tych ćwiczeń to zachęta do zmiany podejścia do życia. Zamiast skupiać się na tym co nam nie pasuje, czego mamy za mało, można zacząć dostrzegać rzeczy dobre, wartościowe, które są obecne w naszym życiu. Bo szczęście to nie tylko to co życie nam daje, ale także to czego nie zabiera.

Karolina Wicenciak: coach szczęścia, trener, psycholog, praktyk i mistrz NLP. Autorka licznych artykułów na temat szczęścia i jakości życia.

  1. Psychologia

Pogoń za sukcesem. Dlaczego mężczyźni czują się niespełnieni?

Sukces dla mężczyzny nie zawsze jest czymś określonym. (fot. iStock)
Sukces dla mężczyzny nie zawsze jest czymś określonym. (fot. iStock)
„To nic wyjątkowego. Każdy by tak mógł. Nie ma o czym mówić”. Taka reakcja na odniesiony sukces może świadczyć o tym, że mężczyźnie brakuje wewnętrznego doświadczenia satysfakcji, iż coś się udało, coś osiągnął, a ważne dla niego osoby to doceniają, patrzą z podziwem. Być może pod maską kogoś, kto odnosi sukcesy, skrywa się samotny, zraniony chłopiec – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

„To nic wyjątkowego. Każdy by tak mógł. Nie ma o czym mówić”. Taka reakcja na odniesiony sukces może świadczyć o tym, że mężczyźnie brakuje wewnętrznego doświadczenia satysfakcji, iż coś się udało, coś osiągnął, a ważne dla niego osoby to doceniają, patrzą z podziwem. Być może pod maską kogoś, kto odnosi sukcesy, skrywa się samotny, zraniony chłopiec – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Pięćdziesięciolatek, uznany twórca z branży filmowej, mówi mi o swoich niepokojach związanych z tym, jak niewiele w życiu osiągnął. Rozczarowany sobą, i to bardzo, jest również podróżnik o międzynarodowej sławie i znany pisarz, i właściciel kilku dobrze prosperujących restauracji. Ci mężczyźni mówią o gigantycznym wewnętrznym kryzysie, który dopada po czterdziestce: Co ja robię? Gdzie jestem? Czy aby nie w ciemnym lesie? Bilans połowy życia dla znacznej części mężczyzn wypada nieszczególnie. Zadziwiające, że niezadowoleni są mężczyźni, którzy odnieśli niekwestionowany sukces. Mnie to nie dziwi. Pierwsza połowa życia toczy się w sposób naturalny. Wszystkie drzwi są otwarte. Jest tak wiele do zrobienia, a świat stwarza mnóstwo możliwości. Mamy dostęp do wszelkiej informacji, możemy swobodnie podróżować, kształcić się, gdzie dusza zapragnie, w szkołach prywatnych i państwowych. Te możliwości motywują, żeby osiągać, zdobywać, realizować cele. Jesteśmy młodzi, mamy siłę, energię i ciekawość. Żyjemy intensywnie – pracujemy, uczymy się, bawimy, angażujemy towarzysko. Około czterdziestki przychodzi bardzo ciekawy moment – patrzymy na to, co się wydarzyło, i dochodzimy do wniosku, że nigdy nie osiągniemy wszystkiego, co jest do osiągnięcia. Producenci samochodów, gadżetów z pewnością zadbają o to, proponując coraz to nowe kuszące przedmioty, usługi i oferty.

I to budzi smutek, gorycz niespełnienia? Jesteśmy jak charty goniące za sztucznym lisem. Cały czas uczestniczymy w wyścigu. Wyścigi chartów świetnie pokazują, jak to wygląda. Maszyna przesuwa rudą kitkę w szybkim tempie. Charty biegną po torze, wydaje się, że cel jest bliski, więc biegną jeszcze szybciej. Jeden wyprzedza innych, już, już jest u celu. Ale nie, kitka się oddala. W tej zabawie chodzi o to, by charty biegły, a nie, by dopadły zdobycz. Można powiedzieć, że nasze życie jest tak skonstruowane; nie da się złapać wszystkich lisów, nie da się osiągnąć wszystkiego.

A jest w mężczyznach taka wola, ambicja, by osiągnąć wszystko? Uruchamia się działanie instynktowne, odruchowe. Pojawia się coś nowego – rzucamy się w pogoń. Ludzki mózg jest tak skonstruowany, uwarunkowany, że wychwytuje z otoczenia to, co wyłania się z tła i przykuwa uwagę. Naszym przodkom pomagało to przetrwać. Gdy pojawiały się nowe możliwości, uczyli się, jak je wykorzystać, aby przeżyć. Dzisiaj ten mechanizm nakręca konsumpcję. Specjaliści od neuromarketingu wykorzystują go do oferowania wciąż nowych produktów i usług. Ale nie da rady – życia w ten sposób nie skonsumujemy, nie nasycimy wewnętrznego głodu.

Tu nie chodzi tylko o dobra materialne. Ci mężczyźni nie czują satysfakcji ze swoich realnych i wymiernych osiągnięć – napisanych książek, nakręconych filmów, zdobytych górskich szczytów, rozkręconych biznesów. Działa tu podobny mechanizm – konsumujemy sukcesy, chcemy być lepsi, najlepsi, ale ideał, do którego dążymy, ciągle się oddala.

Przyczyny? Jest ich wiele. To, oczywiście, może dotyczyć mężczyzn, którzy nigdy w swoim życiu nie zostali w stu procentach docenieni, pochwaleni. Cokolwiek dobrego zrobili, rodzice mówili: „Ale Kazio zrobił lepiej. Musisz się jeszcze bardziej postarać”. Gdy chłopiec postarał się bardziej i dostał wreszcie szóstkę tak jak Kazio, rodzice nie chwalili, żeby mu się nie poprzewracało w głowie, żeby nie stracił motywacji do dalszej nauki i starań. Jeśli taka sytuacja powtarza się raz czy drugi, to niewiele znaczy. Ale jeśli trwa latami, jeśli to stała tendencja, wzorzec zachowania, który panuje w domu, wtedy chłopiec czuje się niespełniony, niedoceniony. To, oczywiście, powoduje w nim dużo napięcia, frustracje, smutek i agresję. Nie może jednak pozwolić sobie, aby je ujawnić, wyrazić, bo ryzykowałby utratę miłości rodziców albo ich smutek czy gniew. Nie okazuje więc uczuć, za to ciągle się stara. Biegnie jak chart goniący sztucznego lisa. Nigdy nie osiągnie celu, bo zawsze znajdą się tacy, którzy będą lepsi.

Jeden z mężczyzn powiedział mi: „Niby wszystko mam, żona mnie kocha, stara się, dzieci dobrze się uczą, firma jak na złość w tym kryzysie świetnie prosperuje, rozkwita. Ale ja się nie cieszę. Mam poczucie braku, dyskomfortu”.

Jakby te sukcesy, osiągnięcia dotyczyły kogoś innego? „To nic wyjątkowego. Każdy by tak mógł. Nie ma o czym mówić”.

Aha, więc ci mężczyźni musieliby stworzyć coś wyjątkowego, coś naprawdę na ich miarę. I to jest właśnie iluzja, miraż na pustyni. Tworzą pozorny obraz oazy, do której dążą. Im bardziej się zbliżają, tym bardziej się oddala. Za każdym razem cel ma charakter iluzoryczny. Coś, co ze swojej natury nie jest w pełni osiągalne. Mężczyzna mówi: „Gdybym znał języki obce…”. Ile języków? Zna biegle dwa, ale jest dużo więcej języków! Do ich poznania zabrakłoby życia. „Mam najlepszą firmę w swojej branży na polskim rynku, ale są inne rynki, światowe”. Ci mężczyźni oddzielają swoje ciało, uczucia od idealnego iluzorycznego obrazu siebie. Najkrótsza droga do nieszczęścia.

W wewnętrznym świecie nie ma odzwierciedlenia radości? I uznania. W swojej przeszłości nie rozwinęli takiej umiejętności. Otoczenie im w tym nie pomogło. Wręcz przeciwnie – nieustannie podnoszono poprzeczkę, pomniejszano, nie nagradzano. Opiekunowie opierali się na błędnych założeniach dotyczących wychowania dzieci. Może być też tak, że rodzice mówili: „Nam się nie udało, ty masz szansę. Musisz się postarać”. W podtekście jest oczekiwanie, aby dziecko było kimś wyjątkowym. W ten sposób powstaje narcystyczne zranienie: rozwijamy siłę, możliwości wywierania wpływu, kontroli, ale nie czujemy smaku życia. Pod maską mężczyzny odnoszącego sukcesy skrywa się samotny, zraniony chłopiec.

A widać kogoś, kto wydaje się pewny siebie, wybitnie uzdolniony, towarzyski, pozazdrościć. Co ciekawe jednak: nie reaguje na dobre słowa o sobie, o swoich talentach, możliwościach, nie słucha, nie słyszy. Tak, świat zewnętrzny odzwierciedla osiągnięcia. Przyjaciele, ale też eksperci z dziedziny, w której mężczyzna działa, wyrażają uznanie, podziwiają, nagradzają. Zewnętrzne potwierdzenia nie mogą się jednak przebić. Mężczyzna mówi wtedy: „Słyszę, co ludzie mówią, nawet im wierzę, ale czuję jedynie smutek”. Może być też tak, że mężczyzna nie ceni swoich osiągnięć, ponieważ przeżywa konflikt wewnętrzny. Zdaje sobie sprawę, że inni mu zazdroszczą, jednak w głębi serca wie, że nie zajmuje się tym, czym pragnąłby się zajmować. Dlatego to, co robi, w jego oczach nie ma wartości. Nie ceni tego. Jestem na przykład uznanym prawnikiem, mam pozycję, dom, samochód, rodzinę, jednak wiem, że nie ja wybrałem tę drogę. Uległem namowom, modzie, koniunkturze. To nie jest moja pasja. Zapewnia mi byt, pomnażam majątek, ale nie mam radości.

Gdy mamy 30 lat, wewnętrzna radość nie ma aż takiego znaczenia, bo działamy siłą rozpędu – ludzie nas podziwiają, rodzina jest zadowolona. Gdy mija 40 lat, 45, 50 i więcej, wtedy w sposób coraz bardziej dotkliwy dociera do nas, że nie idziemy swoją drogą, nie robimy tego, co by nas cieszyło.

No i przebija się świadomość, że nie ma już tak wiele czasu. Patrzę wstecz na swoje życie i zastanawiam się, po co to wszystko, skoro czuję głównie brak i żal. Osiągam, ale tracę intymny kontakt z życiem, ze światem, z bliskimi. Stąd frustracja, niezadowolenie. Kłopot w tym, że ci mężczyźni, którzy żyją nieświadomie, rzucają się w wir jeszcze większej aktywności. Jeden z nich powiedział mi: „Trzeba zakasać rękawy i do roboty, żeby głupoty nie lęgły się w głowie!”. Te głupoty to wątpliwości, pytania.

Trzeba by zakwestionować pół życia, uznać, że się błądziło. Skonfrontować się z frustracją. To trudne, więc racjonalizują: „Co prawda haruję, ale gdyby w moim związku było inaczej, gdyby dzieci były inne…”. Trzeba by zadać sobie pytanie, czym jest sukces. Na przykład młodym ludziom utalentowanym muzycznie na ogół wybija się z głowy kształcenie w tym kierunku. „Z gitary chcesz wyżyć, będziesz grał na weselach?”

Tymczasem znam szczęśliwego mężczyznę, który gra na weselach, przyjęciach, imieninach, zabawach. Gdy patrzę na niego, widzę, jak się tym cieszy. Pytanie, czy to jest człowiek sukcesu. Nie jest prezesem, menedżerem, nie piastuje stanowisk, nie kręci filmów. Ale świetnie się bawi. I sprawia, że ludzie się bawią. Pracuje tylko w weekendy, więc ma sporo wolnego czasu na inne zainteresowania. Jest rozluźniony, serdeczny.

Jest takie znane powiedzenie Emersona: „Zostawić świat nieco lepszym: lepszym o zdrowe dziecko, grządkę w ogrodzie lub lepsze warunki społeczne – to znaczy odnieść sukces”. To naprawdę dobry punkt odniesienia. Daje do myślenia.

Co zrobić z dziedzictwem braku docenienia siebie, uznania własnych osiągnięć? Jeśli mamy do czynienia ze zranieniami z przeszłości, potrzebna byłaby psychoterapia. W wielu mężczyznach budzi się opór: „Z moją pozycją na psychoterapię? To się w głowie nie mieści. Mężczyzna, który sam nie potrafi rozwiązać swoich problemów, to pierdoła. Po tylu latach wyrzeczeń, trudu mam uznać, że nie poradzę sobie sam?”.

Co ciekawe, kobiety nie mają takich oporów. Prezeski, menedżerki z reguły bez problemu proszą o pomoc, chcą się rozwijać, lepiej żyć. Chociaż wiele się zmienia. Ostatnio usłyszałem od pracownika znanej światowej firmy: „Chciałbym robić coś dla ludzi, coś naprawdę pożytecznego”. Jeśli wypowiadamy taką intencję, to wiele znaczy. To punkt zwrotny.

  1. Psychologia

Zwolnienie z pracy – i co dalej?

Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Strata pracy zawsze łączy się z lękiem przed nieznanym. Co zrobić, by z optymizmem spojrzeć w przyszłość? Trzymać się zasady siedmiu kroków, opracowanej przez coach Małgorzatę Kniaź.

Krok pierwszy: odżałowanie straconej pracy

Utrata pracy kojarzy mi się z żałobą – mówi Małgorzata Kniaź, trener biznesu i coach. – Coś miałam i tego nie mam. Straciłam poczucie bezpieczeństwa, które dawała mi praca. Straciłam też kontakt z ludźmi, z którymi już się nie będę tak często spotykać. Może straciłam też insygnia władzy. Jeżeli praca budowała moją pewność siebie, poczucie wartości, to również zostało zachwiane. Jest to na pewno duża strata, którą trzeba się zająć.

Dlatego w momencie utraty pracy najpierw trzeba zaakceptować lęk i pozwolić sobie na przeżycie żałoby. Dać sobie prawo do smutku, obaw, żalu, nie walczyć z nimi. Konieczna jest akceptacja tego, co się właśnie stało poprzez kontakt z bolesnymi uczuciami. Potrzebny jest czas, żeby pożegnać się z jakimś etapem, który wiązał się z tą pracą. Zgodzić się, że życie się zmienia, i to jest dobre. Lepiej też porzucić pretensje do byłego szefa, firmy, losu czy sytuacji gospodarczej, bo to blokuje naszą energię. Żeby myśleć o tym, co jest tu i teraz oraz o przyszłości, trzeba odciąć się od tego, co było. Dopóki będziesz tkwić w przeszłości, nie znajdziesz w sobie siły, żeby efektywnie zająć się szukaniem nowej pracy.

Krok drugi: uwolnienie lęku

Nie jesteś w stanie skutecznie działać, jeśli znajdujesz się pod wpływem paraliżującego lęku, którego możesz doświadczać przy stracie pracy. – Często w takich sytuacjach w procesie coachingu pozwalam klientowi przejść przez czarny scenariusz – mówi Małgorzata Kniaź. – Wspólnie zastanawiamy się, co się stanie, jeśli nie znajdzie on nowej pracy przez dłuższy czas. Odpowiadamy na pytania, kto mu może pomóc, z czego może teraz zrezygnować, jaki ma plan B. Czy na przykład jest możliwa renegocjacja spłaty kredytu z bankiem. Gdy dotkniemy dna, łatwiej wtedy skoncentrować się na szukaniu nowych rozwiązań. Warto jest taki scenariusz przepracować, bo uwalnia on nas od stałego blokującego myślenia: „Boże, co będzie, jeśli nie znajdę pracy?!”. Jeśli już to wiesz, nie musisz się tym więcej zajmować.

Krok trzeci: przywitanie zmiany

Możesz konstruktywnie zastanowić się, co dalej, i pokusić się o głębszą refleksję. Po co tak naprawdę straciłam pracę? Jaka zmiana ma zajść w moim życiu? Jest ona przecież jedynym jego stałym elementem i jeśli tak zdecydujesz, może być powodem do radości. – Ze straty pracy może naprawdę wyniknąć coś dobrego – uważa Małgorzata Kniaź. – Na co dzień zwykle brakuje nam czasu, żeby zastanowić się, czy idziemy w tym kierunku, w którym chcielibyśmy iść.

Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. Bo może straconą pracę wykonywałaś trochę siłą rozpędu, ale od dawna nie byłaś już w niej sercem. Być może w skrytości marzysz, żeby zrobić jakiś kurs, spróbować sił w nowej sferze. Może potrzebujesz zadbać o siebie na głębszym poziomie. – W procesie coachingu jedno z trudniejszych pytań brzmi: „Co chciałabyś robić?” – mówi Małgorzata Kniaź. – Jeśli nie masz o tym pojęcia, warto zadać sobie pytania pomocnicze: „Co robiłabym, gdybym nie miała obowiązków, gdybym nie musiała od razu zarabiać pieniędzy, gdyby wszystko było możliwe?”. Wtedy łatwiej jest dotrzeć do pasji, która może być drogowskazem, w jakim kierunku dalej rozwijać karierę. Idealnie jest łączyć pracę z pasją. Dobrze, kiedy nie jest jedynie trudem zarabiania na chleb, tylko nadaje sens życiu i byciu. Zazwyczaj, kiedy władzę nad nami ma lęk, w panice szukamy zajęcia, które szybko przyniesie nam określoną sumę na koncie. Tymczasem można sięgnąć po pasję, która też przyniesie nam pieniądze.

Krok czwarty: inwentaryzacja zasobów

Głębsze refleksje na temat tego, co chciałabyś w życiu robić, powinny być równoległe z bardziej przyziemnymi zabiegami. Lęku o przetrwanie nie pozbędziesz się tak zupełnie, materia rządzi się swoimi prawami. Dlatego w momencie straty pracy zadbaj o zawartość konta, zastanów się, na jaką pomoc możesz liczyć. Może będziesz musiała na jakiś czas zrezygnować z dotychczasowego standardu życia, zredukować wydatki, zmienić przyzwyczajenia. Zamiast chodzić do kina, oglądać telewizję? Zamiast jeść na mieście, stołować się w domu? Kiedy dokładnie zaplanujesz sobie swoje finanse, uzyskasz wewnętrzny spokój, który da ci siłę, żeby działać.

Krok piąty: poinformowanie świata o szukaniu pracy

Działanie to podstawa – mówi Małgorzata Kniaź. –  Wiadomością o tym, że szukasz pracy, podziel się ze wszystkimi możliwymi znajomymi i poproś, żeby oni przekazali ją dalej. Siej ziarna. Nie wiadomo, które z nich upadnie na żyzną glebę. Pracodawcy poszukiwanie pracownika najczęściej zaczynają od rozpytywania wśród znajomych, czy ktoś może polecić zaufaną, sprawdzoną osobę. Najchętniej przyjmowani do pracy są ludzie właśnie z polecenia. Dlatego sieć kontaktów jest tak cenna w momencie utraty pracy. Ta droga może nam przynieść zupełnie niespodziewane propozycje. A jest dość mała szansa, że bierne odpowiadanie na ogłoszenia przyniesie oczekiwane efekty.

Krok szósty: plan B

Kiedy czas poszukiwania pracy przedłuża się, odnajdź w sobie pokłady elastyczności. – Z moich kontaktów z coachami z Australii czy zachodniej Europy wynika, że tamtejsi ludzie nie boją się tak bardzo jak my różnych kierunków działania – mówi Małgorzata Kniaź. – Tam inżynier czy finansista, jeśli nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie, staje się na jakiś czas kierowcą taksówki, kurierem lub oprowadza wycieczki po zabytkach. Żadna praca nie hańbi. Każde wyjście na zewnątrz to kolejne doświadczenia i kontakty, które mogą doprowadzić nas do pracy marzeń. Warto zgodzić się na tymczasowe rozwiązanie, nie rezygnując ze swojej wizji. Gdy nie możesz znaleźć stałego zatrudnienia, pomyśl na przykład o założeniu własnej działalności. Przy pewnej dozie przedsiębiorczości i samodyscypliny możesz liczyć na sukces. W obecnych czasach jest to dobry kierunek rozwoju. Jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej usługowym i można uruchomić jakiś rodzaj usługi naprawdę za niewielkie pieniądze. Chociażby lepić pierogi i założyć firmę cateringową czy wstawiać na Allegro robione na drutach poszewki na poduszki. A może właśnie tym sposobem uda się połączyć pasję z pracą?

Krok siódmy: skuteczne działanie

Odnośnie do działań – trzymaj się planów, najlepiej dziennych i tygodniowych. Dokładnie planuj, jakie ruchy w danym dniu wykonasz – do kogo zadzwonisz, z kim się spotkasz, gdzie złożysz swoje CV. Przeszukuj Internet, nawiąż kontakt z head hunterami – warto uruchomić wszystkie kanały dotarcia. Bywaj na konferencjach branżowych, forach networkingowych, zwróć się o pomoc do różnych stowarzyszeń czy organizacji. I nie trać kontaktu z firmą, z której zostałaś zwolniona, palenie za sobą mostów nie jest korzystne. Może teraz jest tam właśnie restrukturyzacja i cięcie kosztów, ale niewykluczone, że za jakiś czas firma będzie potrzebowała pracowników. Wtedy osoba już znana i doświadczona ma większe szanse, żeby otrzymać posadę. Koncentruj się na mniejszych krokach i trenuj uważność – to uspokaja.

– Ścisły plan szukania pracy może być bardzo przydatny dla osób, które długo pracowały w jakiejś strukturze dającej oparcie w postaci codziennej rutyny – mówi Małgorzata Kniaź. – Tę strukturę w kryzysowej sytuacji trzeba zastąpić inną. Potrzebna jest tu praca z konkretnymi celami. Niektórzy nie są przyzwyczajeni do dużej ilości wolnego czasu i odpoczynek może ich męczyć. Potrzebujemy pewnej dozy stresorów, żeby być wydajnymi. Musimy mieć bodźce, żeby wstać, zadbać o siebie i wziąć się do działania. Dużym zagrożeniem dla osób dłużej pozostających bez pracy jest apatia prowadząca do depresji.

Ekspert: Małgorzata Kniaź, certyfikowany trener biznesu i coach, specjalistka w dziedzinie zarządzania, menedżer.