1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zadbaj o najważniejsze sprawy w życiu - ćwiczenia

Zadbaj o najważniejsze sprawy w życiu - ćwiczenia

Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Wprowadzać zmiany to jedno, drugie – przyjmować te, które przychodzą bez, a czasem nawet wbrew naszej woli. Niezależnie od tego, co cię spotka w nowym roku, już teraz zadbaj o sześć ważnych aspektów życia.

Zdrowie

Oto technika twórczej wizualizacji, która będzie wspierała twoje zdrowie poprzez pozytywny obraz siebie, a szczególnie twojej kondycji psychofizycznej. Ćwiczenie wykonujesz w stanie relaksu, kiedy twoja podświadomość jest chłonna jak gąbka. Możesz wówczas wprowadzać pozytywne obrazy siebie, programując w ten sposób tę część swojej psychiki. Dzieje się tak, dlatego że mózg nie odróżnia obrazów wyobrażonych od tych, jakie widzisz w rzeczywistości. Jeśli kreujesz obraz siebie w pełni zdrowia, będzie dostrajała się do tego wewnętrznego obrazu. Pozytywna wizualizacja wzmocni również układ odpornościowy. Gotowa?

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Zrób kilka długich wdechów nosem i wydechów ustami. Skieruj uwagę do ramion i poczuj ich przyjemny ciężar. To wszystko pozwoli ci się bardziej zrelaksować. Teraz wyobraź sobie ulubione miejsce w przyrodzie. Uaktywnij wszystkie zmysły, aby poczuć tę przestrzeń pełną kolorów i świeżego powietrza. W tym miejscu zobacz siebie w pełni zdrowia i sił witalnych. Uśmiechniętą, radosną i szczęśliwą. Widzisz swoje ciało w dobrej kondycji, a skórę i oczy lśniące blaskiem zdrowia. W myślach możesz powtarzać: „To właśnie ja, w pełni zdrowia i sił witalnych. Dziękuję za moje zdrowie”. Możesz do tej gotowej formuły dodać także coś od siebie, pamiętając o używaniu czasu teraźniejszego oraz samych pozytywnych słów. W ten sposób wprowadzasz nowy obraz do podświadomości. Powtarzaj ćwiczenie codziennie, zwłaszcza jeśli obecnie doświadczasz słabości albo choroby.

Miłość

W nowym roku kochaj przede wszystkim siebie, a wtedy otworzysz się na miłość do innych. Oto, co może ci w tym pomóc:
  • Otwórz serce na swoje Wewnętrzne Dziecko i zacznij wsłuchiwać się w jego potrzeby. Przejmij opiekę nad tym młodszym i wrażliwszym aspektem siebie. Wewnętrzna Dziewczynka potrzebuje twoich pozytywnych słów, miłości i ciepła. Wyobraź sobie teraz jej obecność i porozmawiaj z nią. Możesz jej powiedzieć, że ją kochasz, że się nią opiekujesz i nigdy nie opuścisz. Powiedz jej o sobie (dorosłej), cokolwiek teraz przyjdzie ci do głowy. Rozmawiaj z nią regularnie, wyobrażając sobie, że na końcu rozmowy przytulasz ją do serca i razem oddychacie.
  • Praktykuj współczucie, ponieważ pomaga otworzyć serce. Aby to zrobić, wyobraź sobie osobę, która obecnie może doświadczać stresów czy cierpienia. Spróbuj wzbudzić w sobie współczucie, które manifestuje się jako uczucie ciepła w środku klatki piersiowej i w okolicy serca.
  • Jeśli nie jesteś obecnie w związku, ale chciałabyś być, bądź świadoma, czy wybaczyłaś poprzednim partnerom. Czy nadal żywisz urazę do któregoś z nich? Może już czas wysłać pozytywną intencję tej osobie?
  • Sprawdź, jakie masz przekonania na temat związków. Jeśli negatywne, nie dziw się, że nie przyciągnęłaś nadal odpowiedniego partnera. Wypisz na kartce wszystkie negatywne przekonania i zmień je na pozytywne. Sprawdzaj reakcje związane z nowymi przekonaniami. Jak mogłoby się zmienić twoje życie, gdybyś naprawdę uwierzyła w nowe afirmacje?
  • Czy często się smucisz na myśl o swojej samotności? Smutek nie przyciągnie do ciebie nowej osoby. Twoje radosne serce będzie magnesem dla drugiego serca gotowego na miłość. Dlatego zadbaj o to, aby codziennie robić coś, co sprawi ci uciechę. W takim pogodnym stanie pomyśl o nowym partnerze i nowym związku, jaki z nim stworzysz. Jak chciałabyś się w nim czuć? Stwórz pozytywną wizję tej relacji (np. wyobrażając sobie siebie z kochającą osobą w czułym objęciu) i przywołuj ją zawsze, gdy będziesz w radosnym stanie ducha.

Finanse

Pieniądze to środek wymiany, ale nie tylko. Pomyśl o nich jak o przejawach obfitości wszechświata. Jeśli zaprzyjaźnisz się z pieniędzmi, będziesz je szanować i być wdzięczna za każdą posiadaną ilość, zaczniesz przyciągać ich więcej. Oto kilka sposobów na to, jak otworzyć się na obfitość:
  • Zastanów się, co na temat pieniędzy mówili twoi rodzice, kiedy byłaś dzieckiem. Pamiętasz jakieś historie związane z pieniędzmi, powtarzane podczas rodzinnych spotkań? Jaka była materialna sytuacja twoich rodziców?
  • Zapisz na kartce wszystkie negatywne przekonania na temat pieniędzy, które wyniosłaś z rodzinnego domu, np. „pieniądze szczęścia nie dają”, „pieniądze są brudne”. Następnie napisz ich pozytywne odpowiedniki, nazywane również afirmacjami. Przeczytaj na głos wszystkie nowe przekonania i sprawdź, co czujesz, kiedy je czytasz. Zapisz swoje spostrzeżenia. Codziennie czytaj afirmacje i sprawdzaj swoje mentalne, cielesne i emocjonalne reakcje. Pozwól sobie uwierzyć, że zasługujesz na obfitość finansową, tak jak zasługujesz na radość i miłość.
  • Zauważ, co myślisz i mówisz oraz jak się czujesz, kiedy wydajesz pieniądze, kiedy płacisz rachunki oraz kiedy pieniędzy ci brakuje. Bądź świadoma, co wysyłasz w eter, kiedy obcujesz z pieniędzmi. Czy wzmacniasz pozytywne przekonania czy negatywne, które będą raczej odpychać pieniądze od ciebie?
  • Staraj się myśleć o pieniądzach pozytywnie. Wzbudź w sobie uczucie wdzięczności, kiedy otrzymujesz wypłatę, ale również, kiedy pieniądze wydajesz. Pomyśl: „Wydaję, ponieważ mam ich dużo, mogę się dzielić moją obfitością, ponieważ mam jej wystarczająco dużo”. Innymi słowy, zamiast denerwować się, płacąc rachunki, pomyśl, że to tylko przejaw twojej obfitości finansowej. Brzmi jak zaklinanie rzeczywistości? Albo jak ciekawy eksperyment, który może sprawić, że pieniądze zaczną się pojawiać w twoim życiu częściej.

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że stoisz nad brzegiem oceanu. Jest piękny, letni dzień. Oddychasz świeżym powietrzem i doświadczasz piękna otoczenia. Teraz zobacz, jak z nieba spadają banknoty o wysokich nominałach. Wszystkie lecą w twoim kierunku, zupełnie jakbyś była przyciągającym je magnesem. A teraz obserwuj swoje reakcje na to niewiarygodne zjawisko. Umysł logiczny będzie je pewnie wyśmiewał, ale pozwól sobie uruchomić prawą, czyli kreatywną półkulę. Jak się czujesz, kiedy obfitość pieniędzy spływa właśnie na ciebie? Czy pozwolisz sobie na ich przyjęcie? Czy cieszysz się, że je widzisz? A może czujesz, że to pomyłka i pieniądze powinien dostać ktoś inny? Oddychaj głębiej i obserwuj wszystkie reakcje. Sprawdź, czy poprzez oddech możesz otworzyć się na przyjęcie obfitości, jaka do ciebie płynie w tej wizualizacji do swojego ciała. Napełniaj ciało obfitością i powtarzaj to ćwiczenie raz w tygodniu, sprawdzając swoje reakcje.

Kreatywność

Nie uczyłaś się nigdy malować? Nic nie szkodzi. Zapraszam cię do malowania intuicyjnego. Oto, czego potrzebujesz: płótno malarskie dowolnej wielkości, zestaw farb akrylowych, kilka pędzelków różnej wielkości, paletę (możesz skorzystać z pudełka po jajkach). Zanim zaczniesz malować, wybierz muzykę, jaka ci odpowiada i będzie towarzyszyła procesowi malowania. Możesz też tworzyć w ciszy. Stań lub usiądź naprzeciwko płótna i zamknij oczy. Skup uwagę na oddechu, bądź świadoma każdego wdechu i wydechu. Teraz skieruj uwagę do swojego serca. Zapytaj go, co chciałoby wyrazić poprzez twoje malowanie? Po chwili weź pędzel i wybierz intuicyjnie pierwszy kolor. Nałóż go powoli na płótno, w dowolnym miejscu. Kolejne kroki wykonuj nadal intuicyjnie z otwartością i ciekawością na to, co stworzysz. Nikt tego nie będzie oceniał, ty również tego nie rób. Twój obraz nie podlega żadnemu osądowi. Jest wyrazem twojego obecnego stanu, a może niesie również jakąś informację? Po zakończeniu pomedytuj przez moment ze swoim dziełem. Zobacz, co obraz chce ci powiedzieć.

Świadomość

Codziennie przez chwilę oddychaj świadomie. Jak to zrobić w łatwy sposób? Gdziekolwiek jesteś, po prostu zaobserwuj swój oddech. Możesz przenieść uwagę do nozdrzy i poczuć powietrze, które do nich wpływa oraz z nich wypływa. Zwróć uwagę na długość wdechu i wydechu; czy robisz nieświadomie pauzę między obiema fazami oddechu, czy oddech jest płytki, czy głęboki, szybki czy powolny?

Jeśli zależy ci na uspokojeniu biegu myśli i zrelaksowaniu się, zacznij oddychać wolniej i głębiej. Wdech nosem, wydech ustami. Poczuj, jak z każdym wydechem twoje ciało się rozluźnia. Mięśnie nie muszą być w stanie gotowości, mogą się odprężyć, rytm serca może być wolniejszy, a ciśnienie krwi może spaść. To wszystko dzieje się, jeśli wchodzisz dzięki świadomemu oddechowi w stan relaksu.

Wdzięczność

Kup piękny zeszyt i codziennie wpisuj do niego, za co jesteś wdzięczna. Skupiaj się zarówno na rzeczach z dnia codziennego, jak i tych uniwersalnych. Kiedy piszesz, staraj się poczuć tę wdzięczność w sercu. Ono odpowie ci harmonijnym, czyli koherentnym rytmem, który usprawni twoje procesy myślowe, kreatywność oraz wzmocni układ odpornościowy. Wdzięczność przyciąga do nas więcej tego, za co jesteśmy wdzięczne. Wdzięczność pomaga nam poczuć spokój, ponieważ szybko obniża poziom hormonów stresu we krwi.

Rano, kiedy się obudzisz, spróbuj powiedzieć do siebie:

  • jestem wdzięczna za to, że żyję,
  • jestem wdzięczna za ten dzień, który się właśnie zaczyna,
  • jestem wdzięczna za moich bliskich,
  • jestem wdzięczna za miejsce, w jakim żyję,
  • jestem wdzięczna za to, że mam co jeść,
  • jestem wdzięczna za dobre rzeczy, których dzisiaj doświadczę.
Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja pisana

Zofia Wichłacz, aktorka, laureatka Złotych Lwów na festiwalu filmowym w Gdyni. Można ją oglądać w serialu „Pisarze. Serial na krótko” (Canal+). Skończyła zdjęcia do drugiego sezonu „Rojsta” oraz do serialu „Warszawianka” (HBO). (Fot. Aleksandra Loska-Pawlęga; archiwum domowe)
Zofia Wichłacz, aktorka, laureatka Złotych Lwów na festiwalu filmowym w Gdyni. Można ją oglądać w serialu „Pisarze. Serial na krótko” (Canal+). Skończyła zdjęcia do drugiego sezonu „Rojsta” oraz do serialu „Warszawianka” (HBO). (Fot. Aleksandra Loska-Pawlęga; archiwum domowe)
Notes i długopis to narzędzie do porannego ćwiczenia, które oczyszcza, przynosi spokój i pobudza kreatywność. Zofia Wichłacz praktykuje je od roku i twierdzi, że działa.

Staram się zawsze – zarówno gdy jestem w domu, jak i gdy podróżuję – mieć przy sobie, a właściwie przy łóżku, notatnik i długopis. To taki niezbędnik, potrzebny do wykonania ćwiczenia, które nazywa się „poranne strony”. Zaczerpnęłam je z książki Julii Cameron „Droga artysty”, nawiasem mówiąc, byłej żony Martina Scorsesego. Tytuł jest nieco zwodniczy, nie należy się nim sugerować, bo książka jest adresowana nie tylko do artystów, ale do każdego, kto chce obudzić w sobie kreatywność.

„Poranne strony” to jedno z pierwszych ćwiczeń, jakie proponuje autorka. Polega ono na tym, żeby tuż po przebudzeniu, zanim wstanie się z łóżka, sięgnąć po notatnik i długopis i spisać myśli, jakie przychodzą nam do głowy. To może być opis snu, widoku za oknem, swoich lęków, obaw, stanu, przeżyć, pomysłów. Mamy za zadanie zapisać trzy kartki, bez zastanowienia, przemyślenia, bez cyzelowania myśli, kontroli, oceniania. Piszemy to, co nam w duszy gra, co dyktuje długopis. To ma być trochę taka medytacja pisana, oczyszczenie umysłu. Autorka uważa, że wyrzucenie z siebie strumienia myśli zaraz po przebudzeniu czyści nas z wewnętrznego krytyka, który w ciągu dnia nas się czepia i ocenia. Dlaczego rano? Bo jeszcze nie sięgnęliśmy po telefon, jeszcze nie zainfekowaliśmy się złymi informacjami. Rano lepiej puszcza się kontrolę, podłącza się do prawdziwego „ja”. No i dobrze jest robić to właśnie wtedy, żeby mieć lepszy dzień.
Zapisanie trzech kartek zajmuje od 15 minut do pół godziny. Robię to mniej więcej od roku. Bardzo zależy mi na regularności, choć wiadomo, że nie zawsze się udaje. Ale staram się wracać do tej praktyki i od niej zaczynać każdy dzień. Widzę, że procentuje. Daje spokój, uwalnia głowę, a poza tym… dyscyplinuje.

Właściwie nie przywiązuję wagi do notesu, może być w linię, kratkę, z czystymi kartkami. Najważniejsze jest pisanie. Piszę szybko i tak niewyraźnie, że potem trudno mi przeczytać samą siebie. Nie robię więc tego. Także dlatego, że autorka przestrzega, żeby – zwłaszcza na początku przygody z ćwiczeniem – nie wracać do swoich zapisków, nie analizować. Po zapisaniu notesu pozbywam się go, tak jak wielu rzeczy. Nie jestem typem zbieraczki, lubię porządkować przestrzeń, więc notesów też nie zbieram. Tym bardziej że nie ma w nim żadnych literackich rozprawek, a jest tylko potok słów. Do przemyślanego pisania mam zupełnie inny notes. 

  1. Materiał partnera

Nie warto wyrzucać usuniętych zębów - mogą posłużyć do uzupełnienia ubytków kostnych

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Ubytki kostne powstają niezauważalnie, m.in. w wyniku zaniedbań po wyrwaniu zębów lub noszeniu stałego aparatu ortodontycznego. Potrafią doprowadzić do poważnych dysfunkcji żuchwy, a także zmian w wyglądzie twarzy, upośledzając jej mimikę.

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. Metoda ta odniosła już sukces w Japonii oraz Europie Zachodniej, a teraz jest dostępna również w Polsce.

Odbudowa kości żuchwy za pomocą własnych zębów

Nauka zaskakuje nas po raz kolejny. Tym razem badania kliniczne, prowadzone od ponad 10 lat udowodniły, że nie warto wyrzucać własnych, usuniętych zębów. Przetworzone w sterylny granulat, stanowią idealne wypełnienie jam kostnych, dzięki czemu odbudowują kości żuchwy. Rozwiązania, które stosują lekarze oraz chirurdzy Dłucik Dental Clinic znacząco skracają leczenie i przede wszystkim nie powodują dodatkowych urazów, jak w przypadku pobierania materiału poprzez przeszczepy autogenne.

Wcześniejsze próby pozyskiwania materiału organicznego z talerza kości biodrowej lub pokrywy czaszki, przynosiły pacjentowi dodatkowy ból i osłabiały układ kostny. Nowoczesne technologie, tj. ATB (Auto-Tooth Bone) umożliwiają przetworzenie wyrwanego zęba stałego (lub mlecznego) w plastyczny, trwały i przede wszystkim w pełni przyswajalny materiał kościotwórczy.

Zalety technologii ATB to m.in:

  • Biokompatybilność;
  • Brak odrzutów materiału wypełniającego;
  • Minimalizacja infekcji;
  • Szybkie gojenie i brak dolegliwości bólowych;
  • Redukcja cięć chirurgicznych;
  • Wyeliminowanie błon zaporowych;
  • Skrócony czas uzyskania zadowalających efektów leczenia (2-3 miesiące);
  • Trwałość;
  • Całkowite odbudowanie tkanki kostnej;
  • Zminimalizowana resorpcja przeszczepu w trakcie przebudowy kostnej;
  • Brak dodatkowych urazów spowodowanych pobraniem materiału organicznego pacjenta.

Augmentacja zęba własnymi zębami może zatrzymać patologiczne zmiany w szczęce oraz żuchwie (torbiele, ubytki po urazach mechanicznych i usuniętych zębach pacjenta).

Wsparcie dla implantów

Wiele z pacjentów dotkniętych ubytkami kostnymi, decyduje się na implanty. W tym przypadku potrzeba stabilnej bazy dla wszczepów. Odpowiednia, trwała powierzchnia może zostać zbudowana z organicznego granulatu pozyskanego dzięki ATB. Materiał dosłownie wrasta w szczękę i utrzymuje nawet cięższe implanty.

Należy również pamiętać, że kość wokół usuniętego zęba sukcesywnie zmniejsza swoją objętość i po pół roku od zabiegu, może skurczyć się nawet o 40%. W celu jej uzupełnienia z powodzeniem można zastosować biomateriał. Dzięki temu „podnosi się” zatokę szczękową i odbudowuje kość, w której docelowo znajdzie się implant.

Ubytki kostne i brak własnego materiału organicznego w postaci zębów pacjenta

W Dłucik Dental Clinic przewidziano taki scenariusz. Niewątpliwie dobra wiadomość jest taka, że biomateriał użyty do wypełnienia ubytków kostnych może również pochodzić spoza organizmu pacjenta. Pozyskuje się go m.in:

  • Z banku kostnego;
  • Od zwierząt hodowlanych (wołów, koni);
  • Z materiałów organicznych (alg, koralowców);
  • Z surowców nieorganicznych (powstałych poprzez syntezę chemiczną).

Oprócz powyższych, istnieje także możliwość wykorzystania:

Kości autogennych zewnątrzustnych (kość biodrowa, kości długie, okolice trójkąta zatrzonowcowego, guz szczęki, bródka);

  • Komórek macierzystych;
  • Czynników wzrostu izolowanych z krwi.

Najbardziej pożądanym materiałem wypełniającym jamy kostne jest oczywiście ten pochodzący z zębów pacjenta. Biokompatybilność, zgodność genetyczna i odpowiednia struktura są gwarancją przemodelowania materiału w kość własną. Warto zatem zachować usunięte uzębienie, zwłaszcza że doświadczony chirurg z jednego zęba jest w stanie pozyskać do 1,5 cm³ biomateriału wypełniającego.

Klinika Dłucik Dental Clinic w Katowicach poza nowoczesnymi technologiami odbudowy kości szczęki i żuchwy pacjenta, stosuje także tradycyjną implantologię. Szeroki wachlarz zabiegów w połączeniu z wieloletnią praktyką personelu i lekarzy otwiera drogę do chirurgii stomatologicznej na światowym poziomie.

  1. Zdrowie

O czym szumią zioła

Ruta Kowalska:
Ruta Kowalska: "Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu."(Fot. archiwum prywatne)
Ruta Kowalska, dyplomowana zielarka, autorka podręcznika „O czym szumią zioła” i kajetu wielkiej urody „Receptariusz ziołowy” zaprasza do magicznego świata roślin i odkrywania ich niezwykłych właściwości. Na swoim blogu oraz Instagramie „Zioła w pełni” dzieli się zielarską wiedzą, pokazuje innym jak zaprzyjaźnić się z roślinami i korzystać z ich dobrodziejstwa.

W jeszcze nie tak odległych czasach nieomal każda roślina była otoczona nimbem boskości i darzona szacunkiem. Wraz z rozwojem nauki i technologii zaczęłyśmy tracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę, a dziś dla wielu osób zioła to po prostu popularne przyprawy jak oregano czy tymianek. Czym dla ciebie są zioła i czy były obecne w twoim życiu już wcześniej?
Od dziecka jestem zafascynowana roślinami. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych milczących, zielonych istot. Poznawanie ich wszystkimi zmysłami, dzielenie z nimi czasu ma w sobie coś z wtajemniczenia, inicjacji. Spotkanie twarzą w kwiat. Twarzą w liść. Twarzą w owoc.

Zioła są dla mnie czymś doskonałym samym w sobie. To dużo więcej niż potencjalne lekarstwo, chociaż to, że nas leczą jest dla mnie czymś niesamowitym. Nie chcę patrzeć na nie jedynie w sposób użytkowy. Tak jak w Twoim przykładzie o torebce z przyprawami. Nie wystarczy mi dodać suszu do potrawy, aby polepszyć jej smak. Chcę zobaczyć daną roślinę na żywo, poczuć fakturę jej liści, dowiedzieć się jakie ma wymagania glebowe – co mogę zrobić, aby było jej dobrze np. w moim ogrodzie. Sięgam też głębiej, dociekam jak rośliny troszczą się o siebie nawzajem i komunikują między sobą. Dlatego kiedy nauka, która w naszej zachodniej kulturze jest bogiem, potwierdza to, co czułam intuicyjnie od dziecka odczuwam wielką radość. I mimo, że burzy to skrupulatnie budowaną od wieków hierarchię świata, to czuję, że nadejdzie czas, kiedy rośliny będą miały własne prawa. Podobnie jak zwierzęta, o czym przecież naszym przodkom nawet się nie śniło.

Codziennie jestem w bliskim kontakcie z roślinami. Czuję ogromną wdzięczność za to, że mieszkam na odludziu i wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w zielonym świecie. Rośliny są dla mnie jak bliscy przyjaciele. Bo jeśli od kilkunastu lat codziennie głaszczę korę rosnących wokół mojego domu drzew, obserwuję ich zmagania się z mrozami czy wiatrem, patrzę jak zmieniają się w rytmie pór roku, to czuję więź. Tak samo w ogrodzie, gdzie doglądam rosnących ziół, czy na łąkach wokół domu, gdzie znam każdy spłachetek ziemi. Mam tylko wątpliwości czy ta więź jest obopólna. Rośliny znakomicie mogą się bez nas obyć. Dzięki fotosyntezie są autonomicznymi, samowystarczalnymi istotami. To my ich potrzebujemy, a nasze życie nie mogłoby bez nich istnieć.

Zioła wykorzystywano nie tylko w obrzędach religijnych i magicznych rytuałach, pełniły one bardzo ważną funkcję w codziennym życiu. Znajomość ich właściwości mogła ratować albo odbierać życie, dlatego wiedza na ich temat była tak cenna. Gdzie ty zaczęłaś swoje poszukiwania na temat ziół oraz ich magicznych i leczniczych właściwości? I kiedy poczułaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą z innymi?
Jako dziecko mogłam godzinami obserwować przyrodę zachwycając się całym tym bogactwem. Dopiero potem poczułam potrzebę nazywania, porządkowania, przypisywania roślinom określonych właściwości. Chciałam wiedzieć jakim zielonym bandażem można opatrzyć ranę podczas leśnych wędrówek, co można zjeść, a czego lepiej unikać, jak wspomóc się przy niestrawności czy w przeziębieniu. Na moim regale pojawiało się coraz więcej książek o ziołach. Nieustannemu czytaniu towarzyszyły częste wyprawy w teren, bo odczuwam jakąś pierwotną, ciągłą potrzebę bycia na świeżym powietrzu, w ruchu, chodzenia po chaszczach.

Zawsze byłam mocno ukierunkowana i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może to być zaskakujące, ale już jako 6-letnie dziecko wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi i żyć blisko ziemi.

Cała moja formalna edukacja związana jest z przyrodą. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatnich latach, bo wcześniej niestety nie było takich możliwości, ukończyłam roczny kurs zawodowy „Zielarz-Fitoterapeuta”, studia podyplomowe „Zioła w profilaktyce i terapii” na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz „Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie uczestniczę w rocznym kursie „Fitoterapia szczegółowa” prowadzonym przez dr. H. Różańskiego.

Ziołolecznictwo to nauka ścisła i takie podwaliny, szeroka wiedza biologiczna i chemiczna są bardzo istotne. Równolegle wciąż uczę się sztuki zielarskiej na najlepszym uniwersytecie. Stworzonym ręką Natury. Na łąkach, polach, w lasach.

Pierwsze warsztaty przyrodnicze zaczęłam robić jeszcze podczas studiów, potem skupiłam się na ziołowych. Bardzo wierzę w moc edukacji. W to, że kropla drąży skałę.

Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu.

„Zioła w pełni” to nazwa nieprzypadkowa, oprócz istotnych w twoim życiu roślin pojawia się też element lunarny. Jaka jest rola księżyca w tym, czym zajmujesz się na co dzień?
„Zioła w Pełni” to nie tylko nazwa mojej firmy i bloga na którym snuję ziołowe opowieści, ale również odzwierciedlenie tego, co jest dla mnie ważne. Pełnia to dla mnie stan, w którym niczego nie brakuje. Całkowitej harmonii i poczucia obfitości na każdym poziomie życia.

Księżyc odgrywa w moim życiu dużą rolę. Zarówno ja, jak i uprawiane przeze mnie rośliny żyjemy w jego rytmie. Bardzo bliska jest mi idea rolnictwa biodynamicznego, a kalendarz księżycowy autorstwa Marie Thun to mój zaufany doradca. Zawsze mam go na podorędziu. Podpowiada mi jak pielęgnować rośliny, kiedy najlepiej siać, przycinać je, zbierać plon.

Księżyc kiedyś nazywany był miesiącem, a stąd już tylko krok do miesiączki. Od kilkunastu lat przyglądam się temu jak pięknie mój cykl menstruacyjny współgra się z rytmem Księżyca. Opowiadam o tym na warsztatach na temat zdrowia kobiet, kiedy pierwszego dnia zasiadamy w Ziołowym Kręgu Kobiet. Okazuje się, że większość kobiet odkrywa wtedy tę niesamowitą synchroniczność.

Z fascynacją obserwuję jak wpływają na mnie poszczególne fazy Księżyca. Jeżeli Księżyc ma tak potężny wpływ na oceany, to musi mieć też wpływ na nasze ciała, które w większości są zbudowane z wody. Nów to czas skupienia się na sobie, wejścia w ciemność, zasiewania ziaren. Pełnia to moment spełnienia, celebrowania życia i dziękczynienia. Zdaję sobie sprawę, że część ludzi, szczególnie w miastach, zamkniętych w blokach zapomina o spoglądaniu w niebo, dlatego mój ziołowy newsletter wysyłam w nów i pełnię. Czasem czytelniczki piszą mi, że przypominam im przy okazji o tym, co dzieje się na niebie.

Kolejnym księżycowym motywem jest to, że dawniej niektóre zioła zbierano przy pełni ufając, że w tym czasie ich lecznicza moc jest najpotężniejsza. Idea ta mocno mnie porywa, dlatego wzorem naszych przodkiń zdarza mi się wykopywać korzenie ziół w srebrnym blasku Księżyca. Ogarnia mnie wtedy poczucie wspólnoty, zielarskiego siostrzeństwa z tymi, które były przede mną, a z którymi łączy mnie zielona nić porozumienia.

Zioła od początku pełniły ważną funkcję w różnego rodzaju rytuałach. Które rośliny i jakie rytuały są dla ciebie szczególnie ważne?
Nie mogłoby w moim życiu obyć się bez rytuałów związanych z Księżycem. Każdego miesiąca celebruję pełnię sporządzając eliksir księżycowy. Ruszam na łąki, do lasu i zbieram sezonowe zioła. Zimą są to szyszki, kawałki kory, jakieś zapomniane przez ptaki owoce np. berberysu, dzikiej róży. Kryształową karafkę, schedę do mojej babci wypełniam ziołami, zalewam zimną wodą i zostawiam na całą noc. Rano wypijam chłodny, delikatny macerat czemu zawsze towarzyszy jakaś intencja, ale i wdzięczność za wszystko co w życiu otrzymuję. To ostatnie jest bardzo ważne, bo w wirze codziennych zajęć często zapominam o docenianiu tego, co się wydarza, o celebracji każdego dnia, tak jakby był ostatnim. Marzy mi się, aby sporządzanie eliksirów księżycowych stało się powszechne. Wyobraź sobie, że przed pełnią na okiennych parapetach, jak kraj długi i szeroki królują buteleczki, flakoniki i fiolki z ziołami.

Podczas nowiu palę ognisko, aby rozświetlić ciemność nocy, ale również tę w sobie. Spotykają się wtedy wszystkie żywioły – woda, bo miejsce na ognisko jest nad stawem, powietrze bez którego ogień nie mógłby zapłonąć, ziemia.

Bardzo ważny jest też dla mnie rytuał wdzięczności wobec roślin. Proszenia o możliwość skorzystania z ich leczniczych mocy. Zauważyłaś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. Mam taką zasadę i tego uczę na moich warsztatach: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a dopiero potem poproś o coś dla siebie. Weź jedynie tyle, ile potrzebujesz i nie zapomnij podziękować ziołom, że możesz czerpać z ich dobrodziejstw.

Głęboki szacunek do roślin to dla mnie podstawa. Musi istnieć równowaga między braniem a dawaniem. Korzystam z ziół, ścinam je, ale w ramach zadośćuczynienia co roku sadzę drzewa, pielęgnuję łąkę kwietną, nie stosuję żadnych pestycydów w ogrodzie, dbam o bioróżnorodność w moim najbliższym sąsiedztwie.

Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)

Ziołolecznictwem od zarania wieków zajmowały się kobiety, matki przekazywały córkom wiedzę, którą otrzymały od swoich przodkiń. Dzisiaj ty pełnisz rolę takiej przewodniczki po świecie roślin i zapraszasz kobiety na prowadzone przez siebie warsztaty. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądają takie spotkania, czego uczysz i jak na czym polega poznawanie ziół od podstaw?
Wierzę, że ziołolecznictwo to nasza kobieca spuścizna, że w naszych sercach, krwi i kościach zapisana jest wiedza przodkiń. Nasza herstoria mocno splata się z pędami roślin. Dawniej większość kobiet, szczególnie tych mieszkających daleko od miast posiadała jakąś podstawową wiedzę na temat roślin leczniczych.

Moje warsztaty robię w duchu głębokiego poszanowania i wrażliwości na to, co daje nam natura. Na warsztatach „O czym szumią zioła” przekazuję wiedzę na temat podstaw ziołolecznictwa, prawidłowego sporządzania preparatów galenowych: naparów, wywarów, odwarów, nalewek, intraktów, maści, wyciągów na winie, wyciągów glicerynowych czy olejowych. Użycie prawidłowego rozpuszczalnika ma kolosalne znaczenie, tylko mając odpowiednia wiedzę fitochemiczną może przygotować skuteczny preparat ziołowy. Mówię o etyce zbioru, uczę jak prawidłowo zbierać i suszyć zioła, opowiadam dużo o substancjach czynnych w roślinach, bezpieczeństwie stosowania ziół, lokalności i sezonowości. Nie może się oczywiście obyć bez zajęć terenowych. Spotkania z roślinami na żywo są niezmiernie ważne. Po zajęciach często uczestniczki opowiadają mi, że przypomniały sobie, że przecież w dzieciństwie babcia pokazywała im kwitnące podbiały czy świetliki, albo jak sporządzić syrop ziołowy.

Warsztaty „Po zioła. Po moc” dedykowane są zdrowiu kobiet. Podoba mi się to określenie „po moc” - tylko jeśli jesteś w swojej mocy możesz sobie pomóc. Te warsztaty zaczynamy Ziołowym Kręgiem Kobiet. To otwiera uczestniczkom serca i buduje poczucie wspólnoty, które będzie nam już towarzyszyło do końca warsztatów. Rozmawiamy o trzech etapach życia kobiety – Białej Bogini (dojrzewanie), Czerwonej Bogini (kobieta płodna, matka) oraz Czarnej Bogini (kobieta po menopauzie, mądra). Oczywiście wszystko w kontekście ziół.

Dzielę się naukową wiedzą m.in. o tym jak możemy wesprzeć się ziołami w zespole napięcia przedmiesiączkowego, przy bolesnych, obfitych lub skąpych miesiączkach, stanach zapalnych narządów płciowych, przy mięśniakach, torbielach, podczas połogi i laktacji, czy w okresie klimakterium. Te spotkania są bardzo intensywne, chcę przekazać jak najwięcej wiedzy, ale teorii towarzyszy też praktyka – każda z uczestniczek przygotowuje dla siebie po kilkanaście różnych ziołowych remediów. Ich sporządzaniu zawsze towarzyszy dużo radości i poczucia wspólnoty.

Wiosna to czas nowego początku, nowego cyklu życia. To na pewno również bardzo ważny moment w życiu zielarki. Na jakie zioła warto zwrócić szczególną uwagę w tym czasie?
Uwielbiam wczesną wiosnę, kiedy przyroda, ale i moje ciało budzą się do życia. To doskonały czas na zbiór ziołowych korzeni i kłączy, które najlepiej wykopać jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji. W tym czasie ilość nagromadzonych w nich substancji leczniczych jest największa.

O tej porze możemy też zbierać korę i gałązki z drzew. Najlepiej zrobić to, wraz z ruszeniem wegetacji. Kiedy rozpoczyna się intensywny wzrost roślin między korą a drewnem tworzy się warstwa młodych komórek twórczych, luźno z nimi złączona, co ułatwia oderwanie kory. Najlepiej zbierać ją podczas przecinek z młodych, gładkich, kilkuletnich gałązek o grubości około 3-4 cm, a nie z żywego drzewa.

Wiosna to też doskonały czas na zbieranie pączków drzew i krzewów. W fitoterapii wyodrębniono nawet specjalny dział im poświęcony - gemmoterapię. Pączki pozyskuje się w różnych fazach wzrostu: od całkowicie zamkniętych po częściowo otwarte z widocznymi rozchylającymi się listkami, ale wciąż jeszcze u dołu otulonymi brązowymi łuskami. Wczesną wiosną możemy też zbierać pierwsze kwiatostany np. olchy, leszczyny czy żółto kwitnącego podbiału.

Bardzo popularny jest też zbiór soku z brzozy zwanego oskołą. Ja osobiście go nie pozyskuję. Czuję, że ten cenny w substancje odżywcze płyn należy do drzewa, jest niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia mu dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję. Nierozważnie i rabunkowo prowadzony zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.

Wczesne zapisy o zastosowaniu ziół pojawiły się już na babilońskich glinianych tabliczkach pochodzących z 3000 r. p.n.e. Ty również postanowiłaś usystematyzować i skatalogować posiadaną wiedzę o ziołach i tak powstały twoje dwie książki „O czym szumią zioła” i „Receptariusz ziołowy”. Od której warto zacząć i co w nich znajdziemy?
W pierwszej kolejności mocno zachęcam do przeczytania liczącej 416-stronic książki „O czym szumią zioła”. Ta książka pęczniała we mnie jak nasiono na długo zanim ujrzała światło dziennie. Na jej pisanie i wydanie w modelu selfpublishingu poświęciłam dwa lata. Nazwałam ją podręcznikiem, bo wierzę, że jest to książka, którą zawsze warto mieć pod ręką. To esencja mojej wiedzy i kilkudziesięcioletniego doświadczenia w zakresie ziołolecznictwa. Książka, którą sama chciałabym przeczytać wiele lat temu, bo zaoszczędziłaby mi wielu poszukiwań i sporo czasu.

„O czym szumią zioła” to szczodra dawka naukowej wiedzy na temat roślin leczniczych doprawiona szczyptą historii ziół, etnobotaniki i moich własnych doświadczeń w pracy z roślinami. Zawiera niemal 300 pozycji bibliograficznych, a konsultację naukową wykonała prof. dr hab. n. farm. Irena Matławska, z Katedry i Zakładu Farmakognozji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Oprócz rzetelności merytorycznej zależało mi, aby książka była napisana z poziomu serca, głębokiego szacunku do roślin. Przyjaznym, przystępnym językiem. To taki mój miłosny hołd dla Zielonego Świata Roślin. Niektóre czytelniczki piszą mi, że stworzyłam nowy styl – ziołowa proza poetycka.

W książce przeprowadzam przez najważniejsze tajniki ziołolecznictwa. Dużo miejsca poświęcam temu jak prawidłowo przygotowywać ziołowe remedia. Wyjaśniam na jakiej zasadzie zioła działają na nasz organizm, piszę o prawidłowym zbiorze, suszeniu ziół, o zielarskiej etyce, idei lokalności i sezonowości w pracy z roślinami, o tym dlaczego zioła świeże są bardziej skuteczne od suszonych, o bezpieczeństwie stosowania ziół. Opisuję też 25 gatunków roślin leczniczych, każdej z nich poświęcam kilkanaście stron. O kolejnych roślinach napiszę w następnych tomach, bo planuję stworzyć ziołową trylogię.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” to kajet wielkiej urody nie tylko do czytania, ale i samodzielnego zapisywania. Zrodzony z miłości do starych przepisów. Czułości, jaką budzą we mnie ręcznie zapisywane zeszyty z przepisami pochowane w szafkach naszych babek i mam. Można znaleźć w nim receptury na ziołowe remedia pochodzące z XIX i początków XX wieku, dowiedzieć się czym były m.in. morsele, cukrosmażki, krążki, kołaczki, zachowki. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary kajet i aby trzymając go w dłoniach mocno czuło się ducha dawnych czasów. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem.

Od jakiegoś czasu zaczynamy poznawać zioła na nowo. Obserwujemy wielkie zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ludową medycyną, uprawiamy rośliny w przydomowych ogródkach i na balkonach. Chcemy też wiedzieć o nich coraz więcej. Jak zacząć swoją przygodę z ziołami?

Przygodę z ziołami proponuję zacząć z poziomu serca – wybrać się do lasu, na łąki, nad rzekę i po prostu pobyć z roślinami, nawiązać z nimi emocjonalną relację. Dzięki temu nie będziesz traktować ich jedynie w sposób użytkowy. Zawsze powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem, a przyroda to sanktuarium a nie darmowy supermarket, gdzie można iść i zrywać bez opamiętania. Mamy teraz wiosnę i słyszę z każdej strony jak ludzie ściągają sok z drzew, często bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że mogą zaszkodzić drzewu, osłabić je. Przyświeca im jedynie myśl – oskoła jest zdrowa, więc wyduszę jej z drzewa dla siebie jak najwięcej.

Bardzo nie chciałabym aby powrót zainteresowania ziołami poszedł w tym kierunku - kolejnej mody, gadżetów, konsumpcji i rabunkowego podejścia do przyrody.

Następnym krokiem jest zapoznanie się z rzetelnymi opracowaniami na temat ziół, fitoterapia to nauka ścisła i ważne, aby dobrze poznać jej podstawy. Nauka rozpoznawania gatunków roślin również będzie bardzo przydatna, aby podczas zbioru nie dochodziło do pomyłek.

Ważna jest również praktyka w sporządzaniu ziołowych remediów, w dobieraniu ziół do mieszanek leczniczych itd., bo od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

  1. Psychologia

Mity na temat związku, które mogą go zniszczyć

Często przemycamy do związku szereg mitów, w które święcie wierzymy. Jednak one niczemu nie służą. Co najwyżej wpływają na pogorszenie relacji z partnerem. (fot. iStock)
Często przemycamy do związku szereg mitów, w które święcie wierzymy. Jednak one niczemu nie służą. Co najwyżej wpływają na pogorszenie relacji z partnerem. (fot. iStock)
Ach, co to był za ślub! Teraz trzeba żyć długo i szczęśliwie. To możliwe, jeśli uwolnimy się od stereotypów i starych, dobrych, ale błędnych przekonań na temat małżeństwa i miłości. Czas porzucić związkowe mity.

Zakochujemy się i pobieramy. A potem zdziwienie: nie tak miało być! On już nie przypomina tego szalonego chłopaka, który zawrócił jej w głowie. Ona straciła lekkość w życiu, nie tylko w tańcu. To częsty scenariusz. Świadczą o tym statystyki rozwodów. Czy źle się dobrali? Niekoniecznie.

Arnold Lazarus, który był psychologiem klinicznym i badaczem, specjalizującym się w terapii poznawczej, a także dyrektorem de Lazaros Institute w New Jersey, przez ponad 40 lat prowadził terapię par. Twierdził, że większość ludzi nie umie żyć w małżeństwie i ułożyć sobie dobrych relacji z partnerem, ponieważ ma wygórowane i nierealistyczne oczekiwania. Uparcie wierzymy w szkodliwe stereotypy i to one, nie charakter partnera, niszczą wspólne szczęście. Lazarus nazwał je mitami i stworzył listę 24 najbardziej – jego zdaniem – powszechnych.

Po czym rozprawił się z nimi w znanej na świecie książce „Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach, które niszczą związek”. Oto kilka z nich.

Razem zawsze i wszędzie!

Laura uwielbia przyjęcia, podczas gdy jej mąż Marek ich nie znosi. Zwykle, gdy szykują się do wyjścia, on wszczyna awanturę, odreagowując swoją niechęć. W ten sposób karze Laurę za to, że zmusza go do czegoś, na co nie ma ochoty. Obydwoje są wtedy sfrustrowani.

Kochający się małżonkowie lubią postrzegać siebie jako papużki nierozłączki. Nie wyobrażają sobie, by mogli przeżywać osobno coś bardzo ważnego. Taki sposób funkcjonowania charakteryzuje wczesny okres zakochania. Później partnerzy stają się zwykle bardziej autonomiczni. Inaczej może grozić im znużenie, poczucie duszenia się w związku.

Lazarus twierdził, że małżonkowie powinni realizować odrębne cele i podtrzymywać relacje niezwiązane z partnerem, by mieć szansę za sobą zatęsknić. Ciągłe przebywanie razem może zmęczyć najbardziej zgrane stadło i doprowadzić do rozstania lub ucieczki w romans. Problem w tym, że tak właśnie funkcjonują najczęściej osoby o osobowości symbiotycznej, reagujące silnym lękiem na wszelkie przejawy autonomii własnej czy partnera. Ale jeśli małżonkowie mają mało wspólnych celów, a ich światy rzadko się spotykają, to też dobrze nie wróży ich związkowi. Najlepiej, by wspólna przestrzeń zajmowała ok. 75–80 proc., reszta to margines na rozwój osobisty i własne zainteresowania.

Ufam mu bez granic!

Jan uważał żonę za osobę pruderyjną, o silnych zasadach moralnych, niezdolną do zdrady. Ufał jej. Ona od dawna żywiła tęsknotę, żeby chociaż raz w życiu dać upust tłumionym pragnieniom. Gdy dopuściła je do głosu, po związku zostały zgliszcza.

Julia z kolei zauważa nadzwyczajne zainteresowanie męża nową sekretarką. Niepokoi się. W porę daje sygnał, że nie podoba jej się rosnąca między nimi zażyłość. Żąda zerwania relacji. Dusi romans w zarodku.

Tam, gdzie króluje zazdrość i podejrzliwość, trudno mówić o bliskiej, głębokiej więzi. Jednak przesada w drugą stronę bywa równie szkodliwa. To, co różni Julię od Jana, to fakt, że nie ufała mężowi bezgranicznie. Dzięki temu uchroniła swoje małżeństwo przed rozpadem. Uważni partnerzy widzą czasem szybciej coś, czego zaplątani w romans długo zdają się nie zauważać, choć potem bywa już zwykle za późno.

Według Lazarusa, absolutna pewność wierności i lojalności partnera świadczy o tym, że traktujemy go jak swoją własność lub uważamy za osobę mało atrakcyjną. Brak uznania w naszych oczach może sprawić, że będzie go szukał u innej osoby. A szczypta niepewności, świadomość, że jest się w związku z osobą, która podoba się także innym, pozwala zachować w nim dynamikę. Każe wciąż od nowa definiować bycie ze sobą na zasadzie chęci, a nie przyzwyczajenia.

Kłótnia? To śpisz osobno!

Radek nie lubi kochać się z żoną, jeśli toczą między sobą jakieś waśnie. Z tego powodu rzadko uprawiają miłość, bo mało kiedy ich małżeńskie konto bywa całkiem czyste. I martwią się, że ich pożycie nie układa się harmonijnie.

Wiele osób nie wyobraża sobie, jak można kochać się, czując jednocześnie do siebie złość. Tymczasem Lazarus pisał, że orgazm pozwala zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Stwarza dobrą podstawę do spokojnej, rzeczowej rozmowy na drażliwy temat.

Dla odreagowania więc napięcia – igraszki w łóżku? Dlaczego nie? Tylko żeby nie był to jedyny sposób rozwiązywania konfliktów. Oprócz radości z seksu, ta strategia niesie inną korzyść – znalezienie porozumienia na innej płaszczyźnie niż ciągnące się godzinami dyskusje. Seks doprawiony złością może być też wyjątkowo namiętny.

Nie ma seksu bez miłości

Artur jest szczęśliwy w małżeństwie. Ale im bardziej kocha żonę, tym mniej jej pragnie. Nie rozumie, dlaczego namiętność gaśnie, gdy miłość i zażyłość stają się coraz silniejsze.

Miłość potrafi przeszkadzać w seksie. Skupieni na okazywaniu sobie czułości i troski, niczym brat i siostra, tracimy rozpęd erotyczny. Częściej dotyczy to mężczyzn, którzy nie mogą uwolnić się od podświadomego dzielenia kobiet na „madonny” i „ladacznice”. Trudno im uwierzyć, że kobieta może być i świetną matką, żoną, i kochanką.

Lazarus porównuje współżycie do jedzenia i pyta: „Czy każdy posiłek musi być czterodaniowym obiadem podanym w wykwintnej restauracji, przy świetle świec i dźwiękach muzyki?”. Według niego, seksowi małżeńskiemu stawiamy zbyt wygórowane oczekiwania. Tymczasem tak jak kanapkę zrobioną w pośpiechu zjadamy z apetytem, tak może nam „smakować” poranny „szybki numerek”. Poszukiwacze seksu doskonałego skazują się na frustrację i sypialnianą stagnację.

Nigdy nie wybaczę zdrady!

Anna kocha swojego męża. Uważa go za wspaniałego mężczyznę. Poza jednym – Tomek ma mniejszy temperament seksualny niż ona. Jemu starcza zbliżenie raz w miesiącu, ona chciałaby każdej nocy. Mimo że tworzą wspaniałą parę, Anna myśli o rozstaniu. Tylko czy warto przekreślać związek z powodu frustracji seksualnej?

Lazarus został surowo skrytykowany za wskazanie pewnego mitu. Uznano, że namawia amerykańskie społeczeństwo do rozwiązłości, twierdząc, że w swojej praktyce widział niejeden przypadek, gdy romans ratował małżeństwo.

Zdrada często bowiem daje wgląd w to, czego brakuje w związku, co partnerzy zaniedbali, nad czym powinni popracować. Czasem jest to prozaiczne odkrycie, że za mało było wzajemnego zachwytu i poświęcanej sobie uwagi.

Skok w bok dość rzadko doprowadza do rozbicia małżeństwa. Częściej kończy się stwierdzeniem, że tą jedyną osobą jest jednak mąż czy żona – nie ten trzeci czy trzecia. Romans pomaga docenić to, co się ma, uświadomić sobie, że „tamto” było chwilowe, nieważne. Warto jednak pamiętać, że angażując się w seks pozamałżeński nigdy nie mamy pewności, czy nie wciągniemy się w nowy związek także emocjonalnie.

Prawda nade wszystko!

Rafał zdradził Łucję, lecz po jakimś czasie dotarło do niego, jak bardzo ją skrzywdził. Postanowił wyjawić żonie prawdę, licząc na wybaczenie. Nie dość, że Łucja nie wybaczyła, to jeszcze nie mogła pojąć, dlaczego jej o tym powiedział. Ich związek zakończył się rozwodem. Rafał żałuje, że nie zataił mało znaczącej przygody.

Wyłączając tzw. otwarte związki, w których małżonkowie dają sobie przyzwolenie na kontakty pozamałżeńskie, reszta śmiertelników zwykle cierpi z powodu zdrady przez partnera. Osoba, którą kusi, by przyznać się do wiarołomstwa, zdaje się o tym zapominać.

Niewiernym małżonkom sprzyja wiara w mit, że życie w kłamstwie jest gorsze od zdrady. Złudnie sądzą, że przyznanie się do winy powinno być nagrodzone, a tą nagrodą ma być wybaczenie. Ale osoby zranione nie zawsze podzielają ten punkt widzenia.

Wyjawienie prawdy rzadko ma związek z chęcią zadośćuczynienia. Zwykle jest próbą uwolnienia się od poczucia winy. I to, co było do tej pory kłopotliwe jedynie dla niewiernego partnera, staje się problemem związku, odpowiedzialność dzieli się na dwie osoby. W takim sensie to akt egoizmu.

Największą rekompensatą wydaje się samodzielne dźwiganie poczucia winy, ochrona partnera przed gorzką prawdą i staranie się o poprawę związku. Zbyt wiele spośród nich rozpada się z powodu niewłaściwie pojętego poczucia otwartości. Lazarus radził: „Chcesz zrzucić z siebie poczucie winy? Opowiedz o tym komuś… dyskretnemu!”.

W mity można wierzyć, mnożyć je czy obalać. Każdy z nas bez problemu stworzy własną ich listę, do czego zachęcam. Jeżeli posłuży ona za pretekst do rozważań nad własnym związkiem, to świetnie.

Bo do małżeństwa lepiej podchodzić twórczo, a szukać jedynie słusznych prawd – bo takie przecież nie istnieją.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.