1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Męska depresja, jak sobie z nią poradzić?

Męska depresja, jak sobie z nią poradzić?

Fot. IStock
Fot. IStock
Według najnowszych danych z tą chorobą zmaga się półtora miliona Polaków, co, niestety, nie oznacza, że ją leczy. Zwłaszcza mężczyźni niechętnie zwracają się po pomoc. Z okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Depresją, przypadającego na 23 lutego, pytamy tych, którzy je doświadczyli: Jamiego Tworkowskiego, jak pomóc sobie i bliskim wyjść ze smugi cienia.

Kiedy uświadomiłeś sobie, że cierpisz na depresję?

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłem bardzo wrażliwy, zwłaszcza jako dziecko. Pamiętam, że bardzo często niepokoiłem się różnymi wydarzeniami, reagowałem na pewnie sytuacje mocniej, głębiej, bałem się też bardziej niż inni. I choć byłem szczęśliwym dzieckiem, to ta wrażliwość mocno we mnie tkwiła. W okolicach dwudziestki zakończyłem pierwszy poważny związek, a jego koniec był dla mnie bardzo trudny. Ból złamanego serca, jaki towarzyszy końcu relacji, jest przecież dość powszechny, jednak dla mnie był on katalizatorem ogromnego cierpienia i późniejszego załamania. W tym trudnym okresie po raz pierwszy skorzystałem z profesjonalnej porady terapeuty. Jakiś czas potem, bliżej trzydziestki, przez pewien okres brałem antydepresanty i leki na depresję.

Kiedy postanowiłeś podzielić się ze światem informacją o swojej depresji?

Nasza Fundacja TWLOHA (To Write Love on Her Arms) rozpoczęła działalność w 2006 roku. Wtedy też zaczęliśmy dzielić się ze światem historią mojej przyjaciółki Renee, która miała myśli samobójcze i z racji swojego uzależnienia od narkotyków bardzo chciała pójść na odwyk, ale nie było jej na to stać. Niedługo potem i ja zacząłem mówić otwarcie o sobie i towarzyszącej mi od lat depresji. Coraz łatwiej przychodziło mi dzielenie się swoją historią z nieznajomymi, przyznawanie się do tego, że biorę leki czy chodzę na terapię, oraz do tego, że dla ludzi chorych na depresję życie potrafi być naprawdę ciężkie. W ciągu ostatnich siedmiu lat mówienie o tym stało się dla mnie czymś naturalnym i koniecznym.

Jakie były reakcje otoczenia?

Zaskakująco pozytywne. Ludzie reagowali ze współczuciem i wsparciem. Dobra strona tego, że dzielisz się swoją historią, jest taka, że ludzie już to o tobie wiedzą. Rozmawiasz z kimś i ta osoba rozumie, co chcesz jej powiedzieć, jakie uczucia przekazać. Zdecydowanie trudniej jest, gdy ludzie muszą się domyślać, zgadywać, zwłaszcza w sytuacji, gdy potrzebuje się wsparcia. Dzięki temu, że zawsze otwarcie i szczerze opowiadałem o tym, co się ze mną dzieje, mogłem liczyć na wsparcie mojej rodziny i przyjaciół w gorszych momentach. Kiedy opowiadamy naszą historię, to zapraszamy do naszego życia innych ludzi, i to jest wspaniałe.

W książce „Emocje za bardzo” nie wahasz się przyznać, że bywa ci trudno lub że płaczesz, gdy coś cię porusza. Takie wyznania to nadal rzadkość wśród mężczyzn, chłopcy przecież nie płaczą. Trudno było podjąć decyzję, że opowiesz też o swojej wrażliwości?

Nie wydaje mi się, by stała za tym jakaś decyzja, po prostu zawsze starałem się szczerze opowiadać o swoich uczuciach. A powiedzenia „chłopaki nie płaczą”, „trzeba być twardym” są bardzo szkodliwe. To zła i bardzo głupia koncepcja. Tym bardziej chcę dawać przykład i mówić głośno o tym, że niezależnie, czy jesteś jeszcze chłopcem, czy już mężczyzną, to masz prawo do uczuć, wątpliwości, niepokoju i pytań oraz masz prawo tego w sobie nie tłumić. Nie żyjmy w niewoli stereotypów.

Fundacja, którą prowadzisz od 12 lat, ma swój początek w historii znajomości z przypadkowo poznaną dziewczyną, Renee, której pomogłeś przetrwać trudne dni i która potem została twoją przyjaciółką. Dziś pomagacie wielu młodym ludziom z podobnymi problemami: depresją, myślami samobójczymi, z historią samookaleczeń i uzależnień.

Kiedy poznałem Renee Yohe, walczyła z tym wszystkim, o czym mówisz. Wraz z przyjaciółmi sprzedawaliśmy T-shirty, żeby opłacić jej pobyt w ośrodku odwykowym. Gdy za Renee zamknęły się drzwi ośrodka, zamieściłem jej historię na blogu na portalu MySpace. Tytuł tego posta to dziś nazwa naszej fundacji. Cały czas jesteśmy w kontakcie. Renee nie pracuje dla fundacji, ale włączamy ją w nasze działania. Organizowaliśmy wspólnie imprezy muzyczne, promowaliśmy jej muzykę i biżuterię, którą wykonuje, sprzedajemy jej książkę w naszym sklepie. Zawsze będzie ważną częścią naszej historii, ale szanujemy też to, że postanowiła pójść swoją drogą. Cieszę się, że może być sobą i robić rzeczy, które zawsze chciała robić.

Co się wydarzyło od momentu spotkania Renee i założenia TWLOHA?

Od tego czasu wysłaliśmy jakieś 200 tysięcy listów i wiadomości, choć przez 12 lat zmieniały się platformy komunikacji od forów MySpace po komunikatory, media społecznościowe i mail. Przeprowadziliśmy tysiące rozmów twarzą w twarz, organizujemy zajęcia w szkołach, wystąpienia na koncertach i imprezach masowych. Przez filmiki czy choćby wystąpienia na wydarzeniach takich jak konferencja TED dotarliśmy do co najmniej kilku milionów potrzebujących, ich rodzin i przyjaciół. Dla mnie ten zasięg jest niesamowity, zwłaszcza gdy pomyślę sobie, że zaczęliśmy od jednej osoby i jednego spontanicznego posta na blogu.

Od początku czuliście, że muzyka to dobry kanał komunikacji z młodymi zagubionymi ludźmi?

To nigdy tak naprawdę nie była świadoma decyzja, wyszło jakoś naturalnie. Tak się złożyło, że ludzie, którzy jako pierwsi publicznie wsparli nas i nasze działania, byli muzykami i zwykle także naszymi znajomymi. Poza tym muzyka to świetna platforma do komunikacji, wymiany wrażeń i emocji, porozumienia ponad podziałami. Często słowa piosenek opowiadają o bólu, samotności, smutku. Pewnie jest więcej piosenek o rozpaczy niż o szczęściu. Ale dzięki temu możemy łączyć się z innymi w ich bólu, czujemy, że w naszym nieszczęściu ktoś nas rozumie. Muzyka zawsze sprawiała, że mnie osobiście łatwiej było konfrontować się z trudnymi emocjami i o nich rozmawiać.

Co jest najważniejsze w udzielanej przez was pomocy?

Czy jest to rozmowa twarzą w twarz czy wpis na blogu, najważniejsze dla nas są szczerość i jasny komunikat, że jesteśmy gotowi pomóc oraz że dobrze jest prosić o pomoc. Chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że nie są sami, że ich życie ma znaczenie, że jest ważne. Ich ból ma znaczenie. Przede wszystkim zależy nam jednak na tym, by ludzie nauczyli się otwartości w mówieniu o swoich emocjach i stanach emocjonalnych, by nie bali się prosić o pomoc, zwłaszcza o profesjonalną pomoc.

Czasem głębia smutku jest tak porażająca, że nie wystarczy już wsparcie, które może nam ofiarować przyjaciel. Mamy kontakt z terapeutami specjalizującymi się w uzależnieniach czy zdrowiu psychicznym i do nich, w razie potrzeby, wysyłamy osoby, które się do nas zwracają o pomoc.

Jakie słowa pomagają tobie, kiedy wątpisz w siebie i w to, że wszystko będzie dobrze?

W trudnych chwilach pomaga mi już sama pamięć wypowiedzianych przez przyjaciół i rodzinę słów, że zasługuję na miłość. Pomaga mi też świadomość, że mam wokół siebie bliskie osoby i że jest tyle rzeczy, które dają mi radość, jak surfing, gra w koszykówkę czy granie muzyki. To bardzo ważne, żeby w chwilach załamania wiedzieć, że są ludzie i rzeczy, dla których nadal warto żyć.

Rozmawiacie na niełatwe tematy, jak myśli i próby samobójcze czy samookaleczenia. Wyobrażam sobie, jak trudno o tym opowiadać, jeszcze trudniej kogoś wspierać w takich momentach, a potem wrócić do swojego życia. Jak sobie radzicie z tym emocjonalnie?

To trudne dla każdego. My wspieramy ludzi głównie poprzez wysłuchanie i wskazanie im odpowiednich grup, telefonów zaufania, terapeutów. Zachęcamy też do szczerości wobec rodziny i przyjaciół. Jesteśmy również w stałym kontakcie z osobami, które tego potrzebują. Ważne jest, by w takich sytuacjach działać jak zespół, polegać na sobie. Zwykle staramy się, by jedną osobą zajmowały się dwie osoby z fundacji, nawet przy zwykłym wysyłaniu maila czy SMS-a. Wtedy ciężar emocjonalny takiego wsparcia dzieli się na pół.

A czy masz piosenkę, która ci zawsze pomaga?

Pierwsza, która mi przychodzi do głowy, to „Dare You to Move” zespołu Switchfoot. To jedna z moich ulubionych grup i jednocześnie bliscy przyjaciele, którzy wspierają naszą organizację. Ta piosenka, jedna z najważniejszych dla mnie, opowiada o bólu i cierpieniu, ale też o tym, że zawsze to można zmienić, że wiele rzeczy można poprawić, a życie jest warte tego, by dać mu szansę i przeżyć je jak chcemy.

Jamie Tworkowski rocznik 1980, założyciel organizacji To Write Love on Her Arms, ruchu non profit, który ma na celu pomoc ludziom walczącym z depresją, uzależnieniami, próbami samookaleczenia i myślami samobójczymi. Mieszka w Melbourne na Florydzie.

Jak przestać wypierać emocje? Jak skontaktować się z własnymi uczuciami? Jak nie wpaść w sidła depresji? I co być może najważniejsze: co zrobić kiedy się już w nie wpadło? Na te wszystkie pytanie znaleźć można odpowiedź w książce Depresja. Jedzenie, które leczy – trzeciej już części serii poświęconej tematyce leczenia nie tylko przez pożywienie. Karolina i Maciej Szaciłło, eksperci od zdrowego żywienia oraz ekologicznego trybu życia, korzystając z najstarszego systemu medycznego ajurwedy oraz współczesnej dietetyki, radzą, w jaki sposób przeciwdziałać depresji, jak podnieść życiową energię oraz jak odróżnić depresję od okresowego spadku nastroju.

Depresja. Jedzenie, które leczy Karolina i Maciej Szaciłło Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dobrze być ze sobą

Dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia. (Fot. iStock)
Dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia. (Fot. iStock)
Są chwile, w których samotność jest błogosławieństwem, bonusem podarowanym przez życie. Nieraz już napisano, że dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia.

Jednak można rozsmakować się w byciu tylko ze sobą wieczorami. Spojrzeć na gorzką czekoladę i kisiel z jabłkami jak na okazjonalne wiktuały. Przygotowanie kanapki z pachnącym ogórkiem traktować jak wyczarowanie uroczystej kolacji. I nie bać się tego, że dwa pomidory w lodówce pokryła warstwa pleśni, że kupiona koszula może okazać się o rozmiar za mała, że pozostawiony na wierzchu wiersz utonie w powodzi kpin. Jak to dobrze móc zrobić sobie herbatę i pić ją bez obaw, że ktoś zastawi kolejną emocjonalną pułapkę i przyciśnie świeżutkim sarkazmem tak, że pozbawi tchu.

Herbatą sączoną w strachu można się łatwo udławić. Ale poniżające słowa i władcze gesty nie porysują zmarszczkami twarzy mądrej kobiety, nie poranią pewnego siebie ducha. Każda mądra kobieta wie doskonale, jak obronić się przed domowym piekiełkiem do momentu, aż… sama nie wpadnie w pułapki zastawiane co krok przez zniechęconego (rozczarowanego? znudzonego? zestresowanego? zakompleksionego?) towarzysza życia. I wtedy zaczyna się wyścig o zachowanie twarzy. Twarzy dla świata spoza czterech ścian. Wszystko sprowadza się do tego, aby słyszeć jak najmniej, a jak już się słyszy, to pewnie dlatego, że się zasłużyło. Do końca nie wiadomo czemu, ale to już nieważne, powód na pewno się znajdzie: nieistotna praca, nieudolne gotowanie, nudne zainteresowania, przygnębiająco lichy seks, brak wyobraźni, za mało uśmiechów, nie ta sukienka itd. Miny wybuchają na każdym kroku.

Czasem, gdy świat zewnętrzny zajrzy do środka, chwila wytchnienia, wówczas scenariusz dla obcych: piękne kwiaty, jakaś urocza błyskotka, a nawet całus dla publiczności. Uff… Podobno można się nie otrząsnąć. Przyzwyczaić. Jeszcze trudniej, gdy w czterech ścianach błyszczą oczka dziecka i żal ściska serce, bo może burząc „strukturę rodziny”, nie uda się posprzątać tak, aby maluch czuł się bezpieczny? A może coś się zmieni, wrócą wspomnienia dawnej miłości, czułość zaskoczy wszystkich, na przykład na urodziny? A jeśli to wcale nie prywatna gehenna, przed którą należy się bronić, tylko zwyczajne życie i wynik kaprysu, marudzenia? I można tak bez końca.

Wiem coś o tym. Wiem, że nawet mądra kobieta potrafi zgubić sierść wilczycy i pewnego dnia obudzić się w skórze niechcianego kundelka, który ma wciąż swój kąt, bo kochają go dzieci. Trudno się otrząsnąć. Bo do spokoju i równowagi niełatwa droga. Przeszkody lubią się mnożyć, bywa, że straszy widmo spraw o wymeldowanie, o opiekę nad dzieckiem, o alimenty. A małe miasteczko pyta i pyta. W takich momentach trzeba szczerzyć kły w uśmiechu, a w środku warczeć. Oby tylko nie uwierzyć, że jest się jedynie komicznym utykaniem: bez ciała, seksu, domowych umiejętności i marzeń.

Wiem, że można obudzić się z tego letargu. Rozedrzeć umęczony światek i pozbyć się raz na zawsze życiowej zgagi. Spojrzeć w lustro i zapragnąć wrócić do siebie.

Pamiętam, jak znajoma „od psychologii” mówiła mi, że gładko poddałam się przemocy psychicznej. Na pewno na domowe miny trafiają nie tylko mądre kobiety. Niejeden mądry mężczyzna utknął pewnie pośród fantomów udających gniazdo domowe. Każdy z nas może próbować żyć złudzeniami. Oby nie za długo.

Wiem, że mój samotny sen jest skromniejszy od śnienia we dwoje. Często żywi się tęsknotami i żalem za namiętnością, której nie ma. Ale mam na stole coraz więcej wierszy. Na półce czekają ulubione płyty. Wieczory rozgrzewam herbatą z miodem i cytryną. Spokojnie otwieram drzwi bez lęku przed plutonem lichych epitetów. Nie zasypiam z armią niespełnionych oczekiwań pod łóżkiem. Mam udomowioną samotność. Czasem smutną, czasem kojącą. Zawsze bezpieczną.

  1. Psychologia

Egoizm a egotyzm. Czy dobrze być w związku egoistką? – wyjaśnia Katarzyna Miller

Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Po pierwsze: nie dbaj o niego. Zamiast tego doceń to, co on już ma i co potrafi. A dbaj o siebie i wasz związek – mówi psycholożka Katarzyna Miller. W rozmowie z Joanną Olekszyk wyjaśnia różnicę między kochaniem a matkowaniem, egoizmem a egotyzmem, poświęcaniem się a kompromisem oraz pomiędzy altruizmem a obłudą.

Egoizm i miłość – czy to może w ogóle iść w parze? Jak przestać być egoistą?
Bardziej wierzę w egoizm niż w miłość. I równie mocno wierzę w altruizm. Ludzie mają przecudowne, czysto altruistyczne odruchy, ale wtedy, kiedy się ze sobą dobrze czują. Kiedy są zdrowi i zaspokojeni, kiedy mają ten naddatek, który mogą ofiarować. Czasem słyszę od czytelników pytanie, zadawane z taką boleściwą troską: „Ale dlaczego pani tak popiera egoizm – to przecież taka niemoralna postawa?”. Nosz obudźcie się, kurde! Przestańcie być zakłamani, przestańcie być nieprawdziwi, przestańcie się bezsensownie poświęcać! Poza tym niektórzy tylko mówią, że tak nie podoba im się postawa egoistyczna, a sami są szalenie egoistyczni. Dlatego jestem oburzona oburzeniem innych, tym koszmarnym stereotypem, który nie pozwala ludziom się zatrzymać i zastanowić nad tym, co oni w ogóle mówią. Moim zdaniem to takie popłuczyny po XIX w., kiedy się opowiadało kocobuły o tym, że człowiek żyje dla wszystkich innych tylko nie dla siebie. A przecież każdy z nas dostał tylko swoje własne życie do dyspozycji.

Postawami, które powinniśmy piętnować są nie egoizm a egotyzm i egocentryzm, dlatego, że są skierowane przeciwko innym ludziom. Egotyzm i egocentryzm, w odróżnieniu od egoizmu, zakładają, że inni są dla mnie. Że mają się starać, by mnie było jak najlepiej. A jak nie jest, to mam prawo mieć pretensje. Podobnie jak mam prawo mieć żądania czy roszczenia. Nie muszę prosić, nie muszę dziękować, nie muszę się starać...

Czym w takim razie jest egoizm?
To zwyczajnie dbanie o siebie. Czyli PODSTAWA. Nikt nie może tego zrobić za nas i nikt nie ma tego w obowiązku. Poza rodzicami, i to tylko w naszym dzieciństwie. Potem – nikt. Oczywiście ktoś może chcieć ci coś dawać czy opiekować się tobą, bo cię lubi, kocha i się z tobą przyjaźni – ale tylko w ramach tego, czym dysponuje. A jeżeli człowiek jest spokojny, łagodny, zadowolony z siebie i wie, czym dysponuje, to wie też, co ma w naddatku. Ta tzw. wartość dodatkowa, mówiąc po marksowsku, jest właśnie do rozdania, dla ludzi. Zasada jest taka: „im więcej mam swojego, tym więcej mam wartości dodatkowej”.

Kiedy dajesz z tego naddatku, to nie interesuje cię, czy ktoś ci kiedykolwiek to odda albo choć podziękuje.
Podziękować powinien. Mamy umieć czuć wdzięczność i ją wyrażać! Ale nie czekasz, aż oddadzą, bo dajesz na zasadzie: „poślij dalej, innym ludziom”. Natomiast co innego, kiedy się poświęcasz, kiedy sobie czegoś ujmujesz.

Wtedy dajesz, ale jakby w zastaw.
I tylko patrzysz, kiedy ci zaczną zwracać, kiedy ci zaczną za to robić coś ekstra, kiedy się okaże, że jesteś osobą niebywale wyjątkową i niezbędną. Ja to nazywam „pułapką poświęcenia”. Jeśli tak dajesz, to lepiej przestań, bo jest ryzyko, że nigdy nie dostaniesz z powrotem i tylko cię to sfrustruje.

Altruiści dają i jakby od razu zapominali, że dali.
Bo to ich nic nie kosztuje. Jeżeli ktoś wyrywa sobie spod brzucha, spod serca, spod głodnego gardła coś, co by chciał zjeść, to patrzy na tego drugiego i myśli: „Jezu, on spożywa moje, on mi tu szamie mój obiadek. To ja powinienem wcinać to jedzonko, ale oddałem je, by...” No właśnie, by poczuć się lepszym, zaimponować komuś, wkupić się w czyjeś łaski albo coś ukryć, na przykład to, że wcale go nie lubisz. Ludzie robią takie rzeczy. I gdzie tu altruizm?! To zwykły fałsz.

A ten, kto dostał, ma problem. Zarówno jak obiadek nie będzie mu smakował, jak i kiedy będzie wcinał go ze smakiem.
Niektórzy rodzice mówią do dzieci: „Wy macie dziś wszystko, myśmy nie mieli nic”. To się cieszcie, że wasze dzieci mają tak dobrze. Ale też nie dawajcie im wszystkiego, bo kto kazał? Dajcie im tyle, by miały swobodne życie, resztę niech sobie same zdobędą. Możecie im opowiedzieć, jak wam kiedyś było źle, bo to jest bardzo ciekawe, jak żyli rodzice, ale nie na zasadzie „Smarkacze, wam mlekiem i miodem płynie”, bo to boli i nie jest prawdą, nawet jeśli dzieci mają łatwiej i więcej.

Tacy rodzice sami sobie nie dali tego, czego nie dostali?
Oni zwyczajnie nie potrafili sobie tego dać POTEM. Dają za to swoim dzieciom, ale po to, by dzieci im oddały. A dzieci po to mają dostawać, by przekazywać dalej.

Czyli egoizm jest ukróceniem tej pokrętnej drogi „Ja daję tobie, żebyś ty dał mi”.
Tak jest, to najlepszy na świecie przykład bycia wprost. Wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do ciebie i mówi: „Pożycz mi pieniądze”. „Ile?”, „500 zł”. „500 nie mam, pożyczę ci 100. Możesz sobie pożyczyć od każdego po 100 zł i ci się uzbiera”. Możesz też powiedzieć: „Nie pożyczę, bo nie mam” albo „Nie pożyczę, bo nie chcę”.

Mamy chyba problem z odmawianiem.
Mamy też problem z tym, ile możemy zrobić dla swoich rodziców, kiedy zaczną potrzebować opieki. Ja wiedziałam od początku, ile jestem w stanie zrobić dla taty, a ile dla mamy. Dla taty gotowa byłam siedzieć przy łóżku i sama się nim zajmować, mamie za to zapewniłam dobrą, specjalistyczną opiekę. Dzieci to wiedzą i czują. Są rodzice, dla których zrobią bardzo dużo, a dla innych nie będą w stanie. Niestety, niektóre dzieci są nauczone zaprzeczać swoim odczuciom. I potem, w dorosłym życiu, taka najmniej kochana córeczka nadal stara się o uznanie mamy i znosi ją z jej humorami. Druga, ta ukochana córeczka, wyjechała za granicę, bo była na tyle sprytna, by oddalić się od kłopotów, i jest nadal przez mamę uwielbiana i stawiana wszystkim za wzór: „Moja córka jest w Anglii, świetnie się urządziła”. A ta, co została, by opiekować się mamą? Słucha tego wszystkiego i jeszcze przynosi mamie basen do łóżka, poganiana: „A co się tak guzdrasz, jak zwykle?”. Mama nadal nie dostrzega niekochanego dziecka, nadużywa go, poniewiera nim i nie dziękuje.

A dziecko poświęca się na próżno.
Ono poświęca się dla iluzji, że w końcu zostanie uznane.

Nie sądzisz, że to kobiety mają większą tendencję do poświęcania się? Może to krzywdzące dla mężczyzn...
To wcale nie jest krzywdzące dla mężczyzn. To stwierdzenie faktu. Mężczyźni są bardziej egoistyczni, bo matki ich tak wychowują, że mogą na to sobie pozwolić. Czasem idzie to u nich nawet w egocentryzm. Nie na darmo mamy przecież wiek Narcyza! Neurotyzm jako norma przeszedł już do historii – prawdziwy neurotyk to dziś perełka zdrowia psychicznego (śmiech).

Dużo się mówi o Narcyzach, rzadko o Narcyzkach.
Ponieważ kobiety, z jakiegoś niewiarygodnego rozpędu ciągle robią te same rzeczy, czyli ciągle oddają siebie. Nasz problem to nie narcyzm, tylko bycie ofiarą.

I skąd to w nas się bierze? Z wychowania? Historii?
Z jednego i drugiego. Z toksycznego przykładu i wzorca, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. Stąd się biorą te słynne: „A to go pani samego puściła?” albo: „Trzeba było go krótko trzymać”, co oznacza w praktyce zero zaufania, głównie w kwestii tego, czy przy tobie zostanie.

Straszy się nas, że jeśli nie będziemy mężowi nadskakiwały i go kontrolowały, to on pójdzie sobie do innej. I pytamy potem psychologów: a skąd brać pewność, że on zostanie?
A psycholodzy, a ja to już na pewno, odpowiadają: znikąd. Natomiast wiem, skąd czerpać spokój w kwestii tego, że jeżeli on będzie chciał być z inną, no to trudno. Ten spokój można wziąć tylko z siebie. Bazowa myśl jest taka: "Po co mu inne, skoro ja jestem taka fajna?". To jest ta pewność, o którą pytasz.

I za taką pewność siebie kobiety cię kochają, tylko nie wiem, ile z nich jest w stanie powiedzieć to o sobie...
Ja wiem, że one jeszcze nie wszystkie potrafią, bo nie popracowały nad sobą tak jak ja to zrobiłam. Ja miałam te same obawy, co one. Naprawdę. Często i wszędzie o tym mówię. Pamiętam, jak szłam na randkę i bałam się, że się mu nie spodobam. Dopiero po latach doszłam do tego, że gdybym mu się nie podobała, toby się ze mną nie umawiał. Powtarzam to wszystkim dziewczynom: jeżeli twój chłop jest z tobą, macie wspólne sprawy, wraca do domu - to o co ci chodzi, kobieto? Jest z tobą. Dlaczego wątpisz w to, że on chce z tobą być?

Niedawno byłam w radiu, gdzie rozmawiałam na temat książki "Instrukcja obsługi faceta". Był tam bardzo fajny młody dziennikarz i czytelnicy pisali do nas maile. Napisała też pewna dziewczyna: "Mam zabójczo przystojnego faceta, do tego cudownie się ubiera. Dlaczego on jest ze mną? Co prawda odrażająca nie jestem, ale przecież on mnie może zostawić. Podoba się wszystkim moim koleżankom". Płakać i krzyczeć mi się chce, jak ona się traktuje. Przecież to zgroza! Taki negatywizm. No i co ja mam jej odpowiedzieć? "Przecież wybrał cię, widział, nie miał chustki zawiązane na oczach". Kochane, zrozumcie jedno: faceci się nie poświęcają! To jest pierwsza podstawowa rzecz na temat ich egoizmu. Tylko my jako te, co się zwykle poświęcamy, im nie wierzymy. Jeżeli kobieta jest uczona, że musi oddać pół siebie, żeby on ją chciał, to jeśli potem on ją chce, to ona czuje, że coś tu jest nie tak, bo to znaczy, że albo ma mu oddać pół siebie, albo że to jakiś podstęp.

Jak postępować z afcetem egoistą? Możemy się tego egoizmu nauczyć od mężczyzn?
Możemy, jeśli będziemy myśleć i wyciągać wniosku. Na przykład z tego, jak faceci radzą sobie z dziećmi. Strasznie mi się podobało, jak Miłosz Brzeziński odpowiedział kiedyś swojej córce. Zośka przychodzi do niego i mówi: "Tatusiu, tak mi się nie chce lekcji odrabiać, och, jak mi się nie chce. Co ja mam zrobić?". A on na to: "To odrabiaj z niechęcią". Jakie to jest mądre. I proste. Boisz się coś zrobić? To rób to z lękiem. Bój się i rób. Ojcowie często też mówią: "A co z tego, że nie ma obiadu, zamówimy pizzę", "Co z tego, że ma nieposprzątane w pokoju, posprząta jutro".

Takie "olewcze" podejście niektóre mamy wkurza. Zamiast się wkurzać mają pomyśleć: "Jakie to genialne"?
Ale najpierw zobaczyć, co je naprawdę wkurza, bo wkurza nas coś w sobie, coś, na co sobie nie pozwalamy. Czyjeś tolerancyjne słowa czy zachowania dotykają naszych nieprzerobionych rzeczy, tzw. cienia, czegoś, co głęboko schowaliśmy i nie chcemy tego tykać. A to niekoniecznie muszą być złe rzeczy, to mogą być pochowane skarby. Nam rodzice zabraniali być "jakimiś", czyli tak naprawdę zabraniali być sobą. Dlatego, kiedy schodzisz gdzieś głęboko w swoje zakamarki, to tak naprawdę odnajdujesz samą siebie. Wkurza cię, że on olewa? Też poolewaj.

Ja na przykład mam problem z tym, żeby odwołać spotkanie, mimo że jestem bardzo zmęczona.
A mężczyźni mówią: "Nie dam rady, jestem zmęczony". Oni, w większości, dają sobie prawo do tego, żeby im się nie chciało. Ale choć mnie samej bardzo się podoba takie podejście, by nie zmuszać się do czegoś, na co nie mamy ochoty czy sił, to uważam, że pomiędzy asertywnością a lekceważeniem umów przebiega cienka granica, trzeba być przytomnym i uważnym. Jeśli spotkanie jest ważne - warto się jednak zwlec.

Są sytuacje, w których trzeba siebie trochę odłożyć na bok i tę drugą osobę postawić na pierwszym miejscu. Jak wtedy przestać być egoistą?
Są takie sytuacje i bardzo ważne, że o nich tu wspominamy. Druga osoba może być chora albo coś w jej życiu się rozjechało - oczywiście są też takie osoby, które zawsze są chore i zawsze chcą, by się nimi zajmowano - ale nie o takich sytuacjach mówimy. Tylko na przykład o takich, kiedy kobieta rodzi dziecko i jest jej potrzebne większe wsparcie albo młoda para przechodzi kryzys i potrzebuje o tym porozmawiać, a nie słuchać rad innych.

A taka sytuacja: ona i on w tym samym momencie dostają propozycję wymarzonej pracy, przy czym jedna z nich wiąże się z wyjazdem za granicę.
No, to są bardzo trudne dylematy. Nie można nikomu doradzić, co ma zrobić w takiej sytuacji. Każdy musi sam zdecydować, co dla niego w tym momencie jest ważniejsze. Zwłaszcza jeśli dla jednego i drugiego taka praca to spełnienie marzeń. I co będzie straszniejsze: odrzucenie takiej oferty czy jednak mieszkanie osobno, kilkaset kilometrów od siebie.

Doszłyśmy chyba do tematu kompromisów.
Kompromisy są niezbędne w związku. Rzadko się przecież zdarza, że ludzie się tak dobiorą, że będą bardzo dużo lubić tego samego. Ja znam jedną taką parę. Są zgodni prawie we wszystkim. Poznali się jeszcze w szkole, złapali za rączki i już nie puścili.

Szczęściarze! U zwykłych zjadaczy chleba nawet banalne wyjście do kina może spowodować konflikt interesów.
Mój Edek czasem mnie woła: "Chodź, chodź, taki fajny film oglądam". Sensacyjny? - pytam. Thriller? A to nie idę. Chyba że się skuszę. "Tożsamość Bourne'a", którą Edek oglądał z siedem razy, też chętnie obejrzałam ze trzy. Sama czasem namawiam go na tzw. babski film - ostatnio poszliśmy na "Paryż może poczekać". Bardzo nam się obojgu podobał i mieliśmy fajny, ciepły wieczór.

Przywykło się myśleć o kompromisach, że w ich ramach każdy musi coś poświęcić, ale z tego, co mówisz, wynika, że tu chodzi o to, by każdy coś dostał...
Zawsze musi być wymiana, nie może być samego dawania albo samego brania - wtedy robi się krzywa sytuacja. Ja jadę z tobą do twojej mamusi na Boże Narodzenie, a ty ze mną na Wielkanoc do mojej, a za rok sami sobie jedziemy na święta do Chamonix. I to jest kompromis. Zdrowy człowiek, jeśli jest egoistą, to się cudnie z innymi ludźmi dogaduje, żeby im było fajnie z nim, a im z nim. Na zasadzie "Ja jestem OK, ty jesteś OK".

Jeśli nie umiesz zadbać o siebie, jak zadbasz o innych?
O to, o to! Bo na czym polega empatia? Na tym, że rozumiesz czyjeś uczucia, nie, że ogromnie przejmujesz się nimi, ale że wiesz, co to jest za rodzaj przeżycia, bo sam go doświadczyłeś. Dlatego masz poszanowanie dla swoich uczuć i uczuć innych.

Postawa "Ja jestem nie OK, a ty jesteś OK" to postawa ofiary, "Ja jestem OK, a ty nie OK" to postawa Narcyza, psychopaty, a "Ty jesteś nie OK i ja jestem nie OK" to postawa ludzi, którzy już w nic nie wierzą, straceńców.

Sądzę, że kiedy słyszymy "Bądźmy bardziej egoistyczni", to myślimy, że teraz się nie będziemy musieli starać.
Ale przecież jeśli kogoś kocham, to się postaram, dla niego. Na spotkaniach autorskich w takich momentach odzywa się głos z sali, oczywiście męski: "Ale co to znaczy? Że żona nie będzie dbać o męża?", "To wy będziecie takie egoistki, zajęte tylko sobą?". Ja pytam: "A chcesz mieć taką żonę, co wisi na tobie i od ciebie wszystkiego oczekuje?". "No nie chcę". "W takim razie jesteś egoistą. Każdy jest. Nie ma co wmawiać sobie, że jest inaczej".

Jak się zdziwił dziennikarz z radia, o którym wspominałam, gdy w "Instrukcji" przeczytał radę: "nie dbaj o niego". Jak to "nie dbaj"? Spytałam: "Czy woli pan mieć dziewczynę czy mamusię?". A on: "No jasne, że dziewczynę!" "No właśnie drogie panie... Trzeba rozpoznać, co nasz mężczyzna potrafi, docenić to, ucieszyć się z tego, używać, szanować go za to i być wdzięczną. A resztę, która nam jest potrzebna, dać sobie samej, z satysfakcją!

Zwykle kiedy chcemy, żeby ktoś inny, bliski o nas zadbał, to i tak potem nie jesteśmy zadowoleni. Bo on może i zadba, tylko że na swój sposób - da nam to, co mu się wydaje, że będzie dla nas dobre, albo to, czego on sam potrzebuje, nie my. Jak postępować z facetem egoistą?
Wszystko, co robimy, robimy z myślą o sobie. Nawet w takiej sytuacji jak zdrada. Ja zawsze powtarzam kobietom: "On nie poszedł do łóżka z tamtą panią, by cię skrzywdzić, on to zrobił dla siebie. Nie jesteś dla niego pępkiem świata, to on jest dla siebie pępkiem świata". One czasem dopiero wtedy się wkurzają: "Aha, czyli ja jestem nieważna". "No na pewno jesteś dla niego mniej ważna niż on jest dla siebie". I tak powinno być. Ty też powinnaś być dla siebie ważniejsza niż on. On ma być dopiero na drugim miejscu.

Czyli: nie dbaj o niego, ale...
Zauważaj go, zrozum go, bądź otwarta na niego, uzgadniaj z nim różne rzeczy, poznaj jego punkt widzenia. A dbaj o siebie i wasz związek.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym.

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o pogardzie – karty emocji Katarzyny Miller

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Nic nas tak nie poniża jak nieliczenie się z naszym zdaniem. Nic tak nie podnosi (we własnych oczach) jak traktowanie innych z góry. Nad tym, skąd bierze się w ludziach pogarda i jak jej przeciwdziałać – zastanawiają się Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk, odkrywając kolejną kartę emocji.

Pogarda to…

…patrzenie na innych z wyższością, nieliczenie się z ich zdaniem i jawne okazywanie braku szacunku. To także silna niechęć wobec kogoś lub czegoś, wynikająca z przekonania o jego bezwartościowości. Gardzić oznacza pomiatać kimś, lekceważyć, poniżać go i odtrącać. Ale też odwracać się od potrzeb innych, nie starać się ich zrozumieć. To uczucie podszyte jest obojętnością, brakiem empatii i wiary w to, że ktoś inny jest wartościowy i zasługuje na cokolwiek.

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. To traktowanie ludzi jak powietrze. Pozwala to podnieść iluzoryczne poczucie własnej wartości przez to, że innych traktuje się jak gorszych od siebie. Pogarda prowadzi zazwyczaj do nienawiści, dyskryminacji i wykluczenia osób czy grup społecznych. Ale zdarza się, że wobec cudzej nikczemności nie można już czuć nic oprócz pogardy. Jeśli jednak człowiek odczuwa pogardę wobec siebie samego, to powinien się za to bardzo przeprosić.

Po co nam to uczucie?

Pozwala zwiększyć poczucie własnej wartości – wtedy, gdy mamy je bardzo niskie – podnieść prestiż, dodać sobie znaczenia. Oddziela od prawdziwych emocji, przez co ułatwia manipulowanie innymi i używanie ich do swoich celów, a także manipulowanie sobą. Często zakrywa zaniżone poczucie własnej wartości, ale pozwala też czasem wiedzieć, kogo należy omijać szerokim łukiem.

Zadania:

  • Zastanów się, jak mocne jest twoje poczucie własnej wartości i czy potrzebujesz poniżać innych, aby je podnieść?
  • Jeśli w głębi czujesz się gorszy od innych, pomyśl, skąd to przekonanie. Zastanów się, co pozwoli ci je zmienić?
  • Jak to jest, kiedy empatycznie, całym sobą jesteś w relacji (słuchasz, widzisz, czujesz)? Spróbuj znaleźć się na chwilę w skórze drugiego człowieka i przekonaj się, jak po tym eksperymencie zmieni się wasza relacja.

Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.

  1. Psychologia

Jak żyć, to z ogniem! 12 kroków do fascynacji życiem

Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem wciel w życie te 12 kroków. (Fot. iStock)
Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem wciel w życie te 12 kroków. (Fot. iStock)
Fascynacja dana jest każdemu z nas. Jest przyprawą życia. Jeżeli umknęła ci gdzieś na chwilę, rozbudź ją na nowo. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok. A potem jeszcze jedenaście!

Jesteś zmęczony i od długiego czasu nie byłeś niczym ani nikim zafascynowany? Praca pełna stresu, szef się czepia, ostatni urlop tak dawno, że już nie pamiętasz gdzie, a relacje z najbliższymi pełne napięcia. Więc niby co miałoby cię zauroczyć lub oczarować? Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem:

12 kroków do fascynacji życiem

1. Praca

Pozbądź się ze swojego słownika słów „muszę” i „powinienem”. Musisz iść do pracy? Spróbuj znaleźć co najmniej pięć sensownych powodów, dla których decydujesz się to zrobić. Na ogół trudno docenić coś, co już mamy.

2. Ludzie

Szukaj towarzystwa ludzi, którzy myślą pozytywnie. Po prostu: złym nastrojem łatwiej się zarazić niż dobrym, a słuchanie maruderów na pewno nie wzmacnia fascynacji. Niczym.

3. Trujące gadki

Jeśli jadąc do pracy słuchasz radia, w którym już od poniedziałku prezenter odlicza dni do weekendu i nieustannie współczuje wszystkim, którzy muszą siedzieć w biurze, zmień stację.

4. Muzyka

Słuchaj takiej, którą lubisz i która poprawia ci nastrój.

5. Przyroda

Utrzymuj stały kontakt z naturą. Może w pobliżu twojego biura znajduje się park? Spróbuj w przerwie na lunch zaczerpnąć świeżego powietrza. Niezależnie od pogody, taka chwila działa pobudzająco. Podczas spaceru zwracaj uwagę na to, czego nie dostrzegasz zwykle na co dzień - barwy drzew i ich fantazyjne korony, zmieniające się kolory liści, śnieg mieniący się w słońcu, kształty chmur sunących po niebie - czyli na to, co fascynujące, tuż obok i za darmo.

6. Czas

Żyjemy podporządkowani dyktaturze zegarka i kalendarza. Harmonogramy i plan zadań do wykonania są niezbędnymi elementami pracy. Ba, zdążyły zawładnąć naszym czasem wolnym. Przyjmij zasadę, że na część weekendu (np. całą sobotę lub niedzielne przedpołudnie) niczego nie planujesz. Wtedy znajdzie się przestrzeń na to, co niezaplanowane. Dostrzeż, jakie to fantastyczne, ile rzeczy ma wreszcie szansę się zdarzyć!

7. Rzeczywistość

Wiele frustracji rodzi się z tego, że rzeczywistość okazała się inna, niż zakładaliśmy. Autobus się spóźnił, mąż zapomniał o zakupach, słońce nie wychodzi zza chmur od tygodnia... Rozdźwięk między naszym wyobrażeniem, jaka rzeczywistość być powinna, a jaka jest, buduje w nas silne napięcia. Zrób krok w stronę zaakceptowania rzeczywistości w jej postaci. Gdy następnym razem zauważysz, że jesteś zły, bo coś nie dzieje się zgodnie z twoim wyobrażeniem, uśmiechnij się. Z jakiego powodu? Na myśl, że wyłapałeś właśnie prawdziwe źródło stresu.

8. Cisza

Fascynacji, zachwytowi sprzyjają milczenie i cisza. Jednak współczesny świat nie jest miejscem ciszy. Pozwól sobie na chwilę spędzoną sam na sam. Wyłącz radio, telewizor i telefon. Trudno ci wyłączyć telefon nawet na kwadrans? To najlepiej świadczy o tym, w jakim pędzie żyjesz. To jest to, co cię fascynuje?!

9. To, co ważne

Zastanów się, co jest dla ciebie w życiu ważne i na tym się skoncentruj. Spójrz „za siebie”, przemyśl ostatni rok i zastanów się, które z zapamiętanych zdarzeń sprawiło ci najwięcej radości. Wycieczki za miasto? A może spotkania z przyjaciółmi? Czy gdybyś mógł przeżyć zeszły rok raz jeszcze, wybrałbyś to samo? Ustal, czego brakuje w twoim życiu i zrób pierwszy krok w pożądanym kierunku.

10. Bliskość

Postaraj się patrzeć na bliskie ci osoby tak, jakbyś widział je po raz pierwszy. Odnajdź w nich to, co cię zachwyca. Poczuj wdzięczność za to, że je spotkałeś. Może spróbujesz też powiedzieć im, co w związku z tym czujesz?

11. Medytacja

Naucz się medytować. Ubierz się wygodnie. Znajdź miejsce, gdzie nic nie będzie cię rozpraszać przez 20-30 minut. Przyjmij wygodną pozycję - możesz siedzieć po turecku lub na krześle albo klęczeć - ważne, by twój kręgosłup był wyprostowany. Zamknij oczy, a następnie obserwuj swoje wdechy i wydechy. Skoncentruj się na tym. Staraj się, by wydech był jak najdłuższy. Możesz liczyć oddechy lub powtarzać jakieś słowo. Pozwól, by myśli i uczucia przepływały i znikały. I nie broń się przed nimi, ale pozwalaj im szybko odpłynąć i powróć spokojnie do medytacji, skupiając się na oddechu.

12. Świat

Pielęgnuj w sobie naturalną ciekawość wszystkiego, co jest dookoła.

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień