1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. O co chodzi z tym szczęściem? - badania

O co chodzi z tym szczęściem? - badania

fot.123rf
fot.123rf
Każdy idzie przez życie, szukając szczęścia, wiadomo. Jak to najczęściej wygląda? Żeby osiągnąć cel, czyli być zadowolonym z życia, pozbawiamy się odczuwania przyjemności.

Istnieje przekonanie, że osiągnięcie sukcesu oznacza szczęście. W jego imię i po to, żeby doświadczyć pełni życia, osiągamy coraz więcej, coraz bardziej się staramy, coraz aktywniej działamy. Jeśli w końcu zarobię wystarczająco dużo pieniędzy, awansuje na wyższe stanowisko, zamieszkam w wymarzonym domu - będę szczęśliwy - takie mamy przekonanie.

Co ujawniają badania? Odniesiony sukces połączony jest z odczuwaniem zadowolenia w życiu. Czyli bardziej skuteczni w niektórych dziedzinach życia ludzie, wydają się szczęśliwsi. Bardziej wnikliwa analiza odpowiedzi ankietowanych zmienia już ten pogląd. Bo zadowoleni z życia, chcą więcej i to pragnienie przeszkadza już w cieszeniu się życiem tu i teraz. Z badań wynika, że ci, którzy czują się najszczęśliwsi, mają satysfakcjonujące relacje z ludźmi i realizują swoje pasje. Mniej szczęśliwsi natomiast mają lepsze dochody, wykształcenie, pozycję w życiu społecznym.

Powstaje pytanie? Co jest sukcesem, który przynosi radość? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi? Dla niektórych sukces jest związany z zarabianiem pieniędzy i prestiżem. Dla innych polega on na służbie innym i byciu w znaczących i pozytywnych relacjach. Nasz poziom zadowolenia w tych różnych dziedzinach życia może mieć wpływ na nasze działania.

Jeśli nie jestem w pełni zadowolony z życia i chce więcej osiągnąć, jest to dobra motywacja, żeby więcej zarabiać i skuteczniej wspinać się po szczeblach kariery. Jednakże, jeśli chodzi o związki z ludźmi, chcąc więcej, możemy spowodować poważne problemy, skupiając się na negatywnych cechach w partnerze i w ogóle relacjach.

Zatem definicja szczęścia zależy od naszych celów i aspiracji. Jeśli pragnę głębokiego związku, ważne jest, aby zatrzymać się w życiu i odpuścić kontrolę w sferze uczuć, żeby niezadowolenie z życia nie odbiło się negatywnie na relacjach. Jeśli moje pragnienia dotyczą bogactwa i wpływów zawodowych mój brak szczęścia zmotywuje mnie w dążeniu do postępu.

Badania opracował Joe Wilner, trener, psycholog i pisarz. Certyfikowany instruktor medytacji przez American Institute of Health Professionals Care (AIHC) oraz certyfikowany coach życia Compass Global Group. Prowadzi szkolenia i coaching, aby pomóc ludziom w obniżeniu poziomu stresu i lęku oraz stres i zwiększyć pozytywne doświadczenia emocjonalne.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wzór na szczęście według Martina Seligmana

Co wpływa na nasze szczęście? Jakie czynniki są kluczowe? (fot. iStock)
Co wpływa na nasze szczęście? Jakie czynniki są kluczowe? (fot. iStock)
Czym jest szczęście? Od wieków myśliciele i mędrcy Wschodu i Zachodu zgłębiali definicje eudajmonii, dzieląc się radami pod tytułem: jak żyć, aby być szczęśliwym? Dzisiaj temat jest równie aktualny jak wieki temu.

Amerykański psycholog, ojciec psychologii pozytywnej Martin Seligman, na kanwie swoich badań i bogatego doświadczenia, stworzył formułę szczęścia, którą można zdefiniować według następującego wzoru: S = U + O + W. - Co znaczą te skróty?

"S" to stały poziom odczuwanego szczęścia
, który łatwo zmierzyć, zgodnie z zaleceniami autora, za pomocą skali szczęścia ogólnego Sonji Lubomirsky.

"U" to ustalony zakres emocji pozytywnych
, częściowo zdeterminowany przez geny, częściowo zależny od nas samych. Naukowiec zauważa, że każdy z nas ma ustalony zakres emocji pozytywnych i negatywnych. W praktyce znaczy to tyle, że niektórzy mają większe wrodzone skłonności do pesymizmu czy optymizmu. Połowa to geny a druga połowa zależy od nas samych. Seligmanowskie „U" szczęścia posiada „Sternika”, który kieruje nas w stronę smutku lub szczęścia i jest dziedziczony. Z kolei tak zwany „termostat szczęścia”, niczym rachunek sumienia, sprowadza nas na ziemię, gdy jest nam za dobrze i wyciąga z kłopotów, gdy zdarzy się nieszczęście.

"O" to okoliczności twojego życia
i tzw. hedoniczny kołowrót, który sprawia, że ludzie szybko przyzwyczajają się do rzeczy dobrych, uważając, że im się należą. Większy wpływ na odczuwany poziom szczęścia mają okoliczności zależne od nas samych: małżeństwo czy przyjaciele aniżeli te, które są poza naszą kontrolą lub mamy na nie mały wpływ: zdrowie, klimat, pieniądze, rasa czy płeć. Wyniki badań prowadzonych przez Seligmana pokazują, że w różnych miejscach na świecie okoliczności zewnętrze determinują poczucie szczęścia tylko w 8- 15%.

"W" to czynniki znajdujące się pod kontrolą twojej woli (odwaga, wiedza, umiarkowanie). - I to jest najważniejsze zagadnienie w formule szczęścia, jak i w psychologii pozytywnej.
Zmiana tych czynników może przyczynić się do trwałej poprawy samopoczucia, ale wymaga dużo motywacji, własnej pracy i wewnętrznej samodyscypliny.

Co podnosi, a co obniża poziom szczęścia?

Pieniądze? - W ubogich krajach, gdzie nędza nie pozwala ludziom na zaspokojenie podstawowych potrzeb, pieniądze jak najbardziej podnoszą poziom szczęścia; w krajach zamożnych pieniądze nie mają już takiego znaczenia - podaje Seligman.

Małżeństwo/związki partnerskie? -
Tak, silnie korelują z poczuciem szczęścia. Miłość i szczęście w jednym stoją rzędzie.

Przyjaciele, znajomi i bliscy? -
Ich liczba charakteryzuje ludzi szczęśliwych, a im więcej kontaktów towarzyskich, tym wyższy poziom szczęścia.

Zdrowie? -
Tu niespodzianka, bo zdrowie ma słaby związek ze szczęściem, ale już choroba - poważna i długotrwała - obniża zadowolenia z życia. Nie oznacza to, że w konsekwencji musi prowadzić do głębokiej depresji czy nadmiernego pesymizmu, ale może obniżyć poczucie szczęścia, a co za tym idzie - jakość życia.

Religia? -
Daje nadzieję i sens życia, stąd wpływa na wyższy poziom szczęścia. Niezależnie od wyznania, ta nadzieja to rodzaj szansy i perspektywy na lepsze jutro.

Inteligencjawykształcenie? -
Wbrew oczekiwaniom, nie wpływa na poczucie szczęścia, przynajmniej w stopniu silnym.

Rasa i płeć
także nie korelują z poczuciem szczęścia.

Klimat? -
kolejna niespodzianka. Okazuje się, że nie ma znaczenia! I tak oto Finlandia (a za nią Dania, Szwajcaria, Islandia i Norwegia) to w rankingach 2020 najszczęśliwszy kraj w Europie, a przecież tak daleko im do klimatu gorącej Hiszpanii.

Badania ojca psychologii pozytywnej z pewnością nie kończą i nie wyczerpują definicji szczęścia, ale mogą skłonić do refleksji nad tematem jakości życia. Jeśli jednak kogoś to nie przekonuje, możemy skorzystać z innych koncepcji, choćby Alberta Einsteina, który matematycznym wzorem i ciętym językiem określił szczęście jako:

a (szczęście) = x + y + z, gdzie "x" – to praca, "y" – rozrywki, a "z" – umiejętność trzymania języka za zębami.

Anna Kasica Bogucka: psycholożka, autorka licznych publikacji o tematyce rozwojowej.

  1. Psychologia

Nie bój się szczęścia

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Czy sugerujesz, że boimy się szczęścia?! – spytacie. Ja nie sugeruję. Ja to wiem. Tak jak już dawno temu wiedział Adam Asnyk, autor tego wdzięczno-gorzkiego wierszyka:

Siedzi jamnik na drzewie I ludziom się dziwuje: Czemu żaden z nich nie wie, Gdzie się szczęście znajduje?

Wielu myślicieli twierdzi, że człowiek wręcz nie chce być szczęśliwy. Jak to jest, przecież większość deklaruje, że chce. Świadomie tak, ale nieświadomie albo w szczęście nie wierzy, albo się go boi. Jeśli za długo jest dobrze, zaczynam się zastanawiać, kiedy i jak się zepsuje: bo to niemożliwe, bo na to nie zasługuję, bo trzeba będzie za to drogo zapłacić, bo inni będą mi zazdrościć, bo lepiej się nie przyzwyczajać (właściwe podkreślić). Dla poczucia kontroli lepiej już ten niebezpieczny spokój samemu zburzyć. Żeby już się stało. A potem znów pomarzyć sobie o szczęściu. Czy więc nie ma szczęśliwych ludzi? Są. Ale przyznaje się garstka.

„Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem – usłyszałam od pogodnego, ciepłego mężczyzny. – Robię to, co kocham, i jeszcze mi za to płacą. Mam gdzie mieszkać. Jestem sam, ale to odpoczynek po pracy pełnej ludzi. Lubią mnie ci, dla których pracuję. Zarabiam tyle, ile mi wystarcza. Ale nie mów moim kolegom z pracy, że ci powiedziałem, że jestem szczęśliwy. Oni mnie nie znoszą. Oni niczego nie lubią, na wszystko narzekają. Zatruliby mi życie”.

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? Wszyscy znamy stany, które nazywamy szczęściem: kiedy mija ból, fizyczny lub psychiczny. Kiedy znaleźliśmy dobrą pracę, wygraliśmy pieniądze, dostaliśmy spadek, ktoś nas pochwalił itp. Kiedy się zakochamy z wzajemnością. Jest takie śliczne powiedzenie: „Szczęście ty moje”, do ukochanej osoby lub do dziecka…

Mówimy też: jakie to szczęście, że złamałam lewą rękę, a nie prawą (praworęczni), że mama umarła spokojnie i nagle, a nie w długich męczarniach… To tak zwane szczęście w nieszczęściu. W pierwszych latach mojej pracy terapeutycznej oddałam jej się tak bardzo, aż się poważnie rozchorowałam. Gdy już na nic nie miałam sił, poczułam, jak to dobrze, że przyszła ta choroba, bo inaczej bym się wykończyła. Wtedy odkryłam parę wspaniałych paradoksów. Choroba może być ratunkiem, istotnym sygnałem. Mogę jednocześnie cieszyć się, że coś minęło i że było. Mogę jednocześnie gratulować sobie takiego oddania pracy, gdyż wiele się nauczyłam, dowiedziałam się od samej siebie, jak jest ona dla mnie ważna, a jednocześnie jak uchronić się przed przeciążeniem na przyszłość, nie tracąc radości i entuzjazmu. Odkryłam, jak nierozerwalnie wszystko się ze sobą w życiu łączy. Jak nie ma lewej strony bez prawej, jasnej bez ciemnej. I, co istotne, że ciemna nie jest właściwie ciemna. Że tyle przynosi darów.

Są ludzie, którzy gardzą szczęściem. Nawet jego pojęciem. Określają je jako infantylną potrzebę, płytką emocjonalność, ucieczkę od prawdziwego życia i zupełnie durną antyintelektualną postawę. Lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowoloną świnią – twierdzą. Na studiach filozoficznych zajmowałam się przede wszystkim etyką. Niepokoiło mnie długo to zdanie. Dziś nie mam wątpliwości: zarówno wiecznie niezadowolony, jak i wiecznie zadowolony Sokrates (jak każdy z nas) ma, co najmniej, tendencje do sztywności. Pełny człowiek zna wszystkie możliwe ludzkie stany. I nic do tego nie ma inteligentne, lubiące czystość stworzenie, jakim jest świnia.

Dziś mogę powiedzieć, że ci „myśliciele” to ludzie NIESZCZĘŚNI. Używają wiedzy i inteligencji do podtrzymania epidemii poczucia niskiej wartości przy jednocześnie wielkiej ambicji nadwartości, na którą choruje ludzkość. Są szkodliwi dla siebie i innych. Wierzą im ci, którzy jeszcze nie wierzą sobie i nie wiedzą, że to możliwe...

Mimo to szczęście się trzyma. Tych, którzy się go świadomie uczą, tych, którzy je szanują i nie mylą z ciągłym przeżywaniem przyjemności. Tych, którzy siebie nie zostawiają, gdy jest trudno. Niektórzy twierdzą, że szczęście tylko BYWA. Bardzo chcę wam przekazać, że JEST, bo to po prostu przeżywanie własnego życia. I szczęściem jest pisać do was.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Drobne przyjemności - co nam dają?

Przyjemności warto serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. (Fot. iStock)
Przyjemności warto serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. (Fot. iStock)
Pyszne jedzenie, seks, muzyka, masaż aromatycznymi olejkami. Przyjemności. Żyć bez nich się nie da, zatracić się łatwo. Jak się w tym znaleźć? Jest sposób!

Dziś mam ochotę na czekoladę! Tort czekoladowy z wiśniami, murzynek, sernik na czekoladowym spodzie? Co wybrać?! A niech tam, tort! Zamawiam, płacę. Pierwszy kęs – marzenie, drugi – rozkosz, trzeci, czwarty… Już? Wyskrobuję resztki, zastanawiam się, nad dokładką. Taki mały sernik na czekoladowym spodzie… Po krótkiej chwili jest wspomnieniem. Uczucie sytości ustępuje powoli niesmakowi… Po co był mi ten drugi kawałek?! Na widok pozostałych ciast i ciasteczek zaczyna mnie mdlić. Uciekam z kawiarni, mijam wystawy, z których spoglądają szczupłe manekiny w kusych spódniczkach… Teraz dochodzą wyrzuty sumienia. No bo ile będę musiała namęczyć się na siłowni, żeby spalić te kalorie?

Miłe a niebezpieczne

Oto cały problem z przyjemnością. Paul Martin, autor książki „Seks, narkotyki i czekolada, mówi: „Przyjemność to śliska bestia. Poznajemy ją, kiedy ją odczuwamy. To, żeby chcieć więcej, wydaje się oczywiste. Jednak co z kłopotliwymi konsekwencjami? Z obżarstwem, pijaństwem, otyłością, poczuciem winy? Z przerażającą wizją zamiany przyjemności w nałóg – z tym ześlizgnięciem się z „to miłe” do „to mnie niszczy, ale nie mogę przestać”. Czyżby przyjemność była prostą drogą do złego?

Niekoniecznie. Biolodzy na przykład widzą w niej jeden z dwóch podstawowych impulsów, które mają wpływ na ewolucję ludzkiego gatunku. To ból i przyjemność. Ból powstrzymuje przed robieniem sobie krzywdy, a przyjemność zachęca do działania korzystnego biologicznie. Ale zatracenie się w przyjemnościach rzeczywiście potrafi być bardzo szkodliwe, wręcz niszczące. Wówczas zapominamy bowiem o całym świecie i zaniedbujemy bardziej istotne potrzeby, chociażby te związane z codziennym życiem, a w konsekwencji z przetrwaniem.

Na szczęście natura pomyślała i o tym. Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego przyjemność – żeby spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora – musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Zastrzyk z poczucia winy

„Cierpimy za nasze przyjemności” – pisze Paul Martin. – „Ilekroć pozwalamy sobie na odrobinę hedonizmu, czujemy się w obowiązku jakoś to uzasadnić, żeby tylko nie przyznać, że chodzi o przyjemność. Robimy więc pewne rzeczy, żeby zmniejszyć stres lub w ramach rozwoju osobistego, ale nigdy po prostu dlatego, że są fajne”.

Robimy to trochę na własne życzenie, a trochę, bo tak zostaliśmy wychowani. – Wpaja się nam przekonanie, że przyjemność to strata czasu, coś grzesznego – mówi Adriana Klos, psycholog. – Słyszymy: „Żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować”, „Nie trać czasu. Leżenie przez cały dzień na kanapie to rozpusta” – takie przekonania otrzymujemy już w rodzinnym domu. Ta postawa prowadzi do kuriozalnych czasem wniosków, że nie warto robić czegoś tylko dla przyjemności, na przykład pracować. Kto nie słyszał choć raz: „Praca ma dawać pieniądze, prestiż i stabilizację”?

– Na pewno taki cel takiego komunikatu ma wiele wspólnego z troską, ale jest krzywdzący – komentuje Adriana Klos. – W trakcie nauki dziecko przekonuje się też, że dla rodziców bardziej liczą się oceny niż to, który przedmiot jest jego ulubionym. To wynik błędnego myślenia, że przyjemność jest nieproduktywna. Błędnego, bo wiele przyjemności tak naprawdę pomaga ludziom w życiu, chroni choćby przed wypaleniem zawodowym, apatią, spadkami nastroju. A przecież o to chodzi, żeby żyć szczęśliwie i nie cierpieć zanadto.

 
Sprawianie sobie przyjemności często jest mylone z egoizmem, a ten jest społecznie bardzo źle widziany. Adriana Klos wspomina pacjentkę, która za każdym razem, kiedy jedzie ze swoim chłopakiem w góry, ma wyrzuty sumienia. Czuje się winna, bo sprawia sobie przyjemność, podczas gdy jej matka przez całe życie poświęcała się dla niej i nawet nie marzyła o tym, by odpocząć. Dlatego teraz ona, gdy robi sobie wolne, czuje się jakby zdradzała matkę, nie odwdzięczała się jej za lata wyrzeczeń.

To postawa charakterystyczna dla pokoleń wychowanych w czasach, kiedy nie było łatwo, gdy po wszystko trzeba było stać w kolejkach, a luksusy były poza zasięgiem przeciętnego człowieka, czyli – dobrych kilkudziesięciu ostatnich lat. Ugruntowała w nas przekonanie, że w życiu nie może być za dobrze, za łatwo, za przyjemnie.

– Tak jakby pomidor na kanapce to było już za dużo – mówi Adriana Klos. – To bardzo unieszczęśliwiające przekonanie, które ogranicza nas w oddychaniu pełną piersią i czerpaniu radości z życia.

Jak się go pozbyć? – Poprzez ciągłe porównywanie tego, jak nasze przekonania mają się do rzeczywistości – odpowiada psycholog. – Bo czy ludzie wyjeżdżający w góry naprawdę robią coś złego?

Sprytny hedonista

– Gdy nie potrafimy korzystać z przyjemności, mamy kłopot. Grozi nam depresja, osamotnienie, udręka i frustracja – mówi Adriana Klos. – Ale paradoksalnie do tego samego może prowadzić brak umiaru w przyjemnościach. Czyli źle rozumiany hedonizm.

Skoro intensywność każdej ziemskiej przyjemności po krótkim czasie słabnie, człowiek wyrusza w poszukiwaniu kolejnej, i kolejnej, i kolejnej… Tak tworzy się błędne koło.

Jak więc być umiarkowanym, mądrym hedonistą? Paul Martin radzi, by przyjemności serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. Pisze: „Sprytny hedonista przyjmuje strategię »mało, ale często«. Oznacza to skupienie się na Drobnych Przyjemnościach życia codziennego, tych, które zbyt często traktujemy jako coś oczywistego; chodzi o przyjemności łatwo osiągalne, które można często powtarzać, legalne, ani nazbyt wstydliwe, ani nieestetyczne i niepowodujące poważnego uszczerbku na zdrowiu. Mogą też być tanie lub nawet dostępne za darmo”. Wśród nich wymienia na przykład uprawianie ogródka, spacer czy sen.

Philippe Delerm w bestsellerze „Pierwszy łyk piwa i inne przyjemności”, też pisał o tym, jak drobne czynności potrafią odmienić życie. Stawiał np. na czytanie na plaży, gazetę przy śniadaniu czy pierwszy łyk piwa właśnie.

Amelia Poulain, tytułowa bohaterka filmu Jeana-Pierre’a Jeuneta, lubiła przebijać łyżką twardą powierzchnię crème brûlée, puszczać kaczki po rzece czy zanurzać rękę w worku z ziarnami żyta. Jej życie wypełniały małe rozkosze i chciała sprawiać przyjemność innym.

Mało, ale często. Liczą się tylko Drobne Przyjemności. Spróbujmy.

Oto moja krótka lista prywatnych przyjemności na nadchodzący weekend: naleśniki z nutellą i bananem, leżenie w słońcu na trawie, spacer z psem, rower, Agatha Christie, film w dobrym towarzystwie, piwo, migdały w cynamonie, kąpiel, sen.

A Twoja?

  1. Psychologia

Co wpływa na poziom szczęścia?

Na to, w jakim stopniu odczuwamy szczęście, wpływa kilka elementów. (fot. iStock)
Na to, w jakim stopniu odczuwamy szczęście, wpływa kilka elementów. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Każdy człowiek chce być szczęśliwy. Życzymy sobie szczęścia składając życzenia przy różnych okazjach. Marzymy o życiu pełnym sensu, spełnienia i pozytywnych emocji. Jak pokazują badania, na szczęście wpływają trzy czynniki.

Pierwszym czynnikiem są geny, czyli to co dostajemy w spadku po naszych przodkach (wrażliwość układu nerwowego, biologiczne dyspozycje organizmu, a także temperament). Badania dowodzą na przykład, że ekstrawertycy są bardziej skłonni do częstego i silnego przeżywania pozytywnych emocji. Neurotycy natomiast dostrzegają więcej negatywnych aspektów, lepiej je pamiętają, co w konsekwencji wzmacnia ich nastroje negatywne.

Kolejnym czynnikiem są okoliczności, w których żyjemy. Wielu z nas wydaje się, że jeśli wygramy w lotto, to już będziemy szczęśliwi do końca życia. Badania jednak tego nie potwierdzają. Owszem, niezaspokojenie podstawowych potrzeb materialnych jest źródłem dyskomfortu a nawet nieszczęścia. Jednak po ich zaspokojeniu dalszy przyrost dochodu tylko nieznacznie wpływa na poziom odczuwanego szczęścia. Okoliczności, które nas spotykają tylko na chwilę zmieniają poziom naszego szczęścia.

Ostatni element, który wpływa na szczęście to aktywność własna. Mowa tu o celowych działaniach i intencjonalnym zachowaniu człowieka. W przeciwieństwie do okoliczności, które się „przydarzają” i w większości przypadków mamy na nie niewielki wpływ, nasze zachowanie zależy w całości od nas. To człowiek decyduje jak się zachowa i jak zareaguje na to, co go spotyka. Tu kryje się wielka odpowiedzialność, ale i wielka moc. Aktywność własna to nasze wybory, sposób patrzenia na rzeczywistość i podejście do życia. Tutaj właśnie leży klucz do szczęśliwego życia. Jeśli nauczymy się zachowywać tak, aby wzmacniać nasze szczęście, będziemy mieli go w życiu więcej. To jest wybór każdego człowieka, bo każdy z nas może wpływać na swoje zachowanie.

Badania amerykańskich psychologów pokazują jakie czynniki odpowiadają za poziom szczęśliwości u człowieka:

  • geny są odpowiedzialne w 50%,
  • okoliczności, które nas spotykają - w 10%,
  • aktywność własna - w 40%.
Można więc przyjąć założenie, że zmieniając nasze nawyki, zachowanie, sposób działania i myślenia, możemy sprawić, że więcej szczęścia pojawi się w naszym życiu. Gra jest warta świeczki, bo bycie szczęśliwym niesie ze sobą wiele korzyści. Konsekwencją dobrostanu są duże osiągnięcia życiowe, lepsze zdrowie, dłuższe życie, a także głębokie i satysfakcjonujące relacje społeczne.

Zatem, co można zrobić, żeby być w życiu bardziej szczęśliwym? Poniżej proponuję dwa ćwiczenia, które wpływają na poczucie dobrostanu. Badania pokazują, że ludzie którzy chociaż przez tydzień je wykonują mają podwyższony nastrój i czują się bardziej szczęśliwi niż przed ich wykonaniem.

Ćwiczenie 1: Prowadzenie dziennika wdzięczności

Codziennie wieczorem zastanów się przez chwilę za co jesteś wdzięczny, co doceniasz w swoim życiu. Może jest to praca, która pozwala Ci się realizować, może obecność ważnej dla Ciebie osoby. Zapisz trzy rzeczy w swoim notesie.

Badania pokazują, że wyrażanie wdzięczności podnosi poczucie własnej wartości, hamuje gniew i poczucie krzywdy. Co więcej, zbliża nas do innych ludzi i pomaga uzyskać wsparcie w trudnych sytuacjach.

Ćwiczenie 2: Co dobrego się dziś wydarzyło?

Zastanów się co dobrego spotkało Cię danego dnia. Być może dobrze poradziłeś sobie z jakimś zadaniem, być może znalazłeś wyjście w trudnej sytuacji, być może zachowałeś spokój w stresującej sytuacji, może ktoś dał Ci kwiaty albo był dla Ciebie miły. Pomyśl przez chwilę co dobrego przyniósł dany dzień. Zapisz trzy rzeczy w swoim notesie. A następnie przy każdym zdarzeniu zapisz dlaczego tak się stało, np. „koleżanka pomogła mi przygotować prezentację, ponieważ jestem osobą, którą wspierają inni ludzie”.

Każde z tych ćwiczeń to zachęta do zmiany podejścia do życia. Zamiast skupiać się na tym co nam nie pasuje, czego mamy za mało, można zacząć dostrzegać rzeczy dobre, wartościowe, które są obecne w naszym życiu. Bo szczęście to nie tylko to co życie nam daje, ale także to czego nie zabiera.

Karolina Wicenciak: coach szczęścia, trener, psycholog, praktyk i mistrz NLP. Autorka licznych artykułów na temat szczęścia i jakości życia.

  1. Psychologia

Jak odzyskać poczucie wpływu, bezpieczeństwa i dobrostanu?

Grecki filozof Epiktet mówił:„Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu”. (Fot. iStock)
Grecki filozof Epiktet mówił:„Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu”. (Fot. iStock)
Czarny łabędź to pojęcie z dziedziny ekonomii. Oznacza zmiany, których nie rozumiemy. Dla wielu z nas takim łabędziem była pandemia, bo pozbawiła nas kontroli nad swoim życiem. A jednak, jak twierdzi coach Piotr Bucki, możemy odzyskać utracone poczucie wpływu i bezpieczeństwa. A nawet poczucie dobrostanu…

Kiedy myślę o szczęściu odczuwanym tu i teraz, to rozumiem to jako adaptację do zmian. Tak zwana sprężystość czy elastyczność to dzisiaj droga do szczęścia? Da się tego nauczyć?
Szczęście widzę podobnie jak kilka tysięcy lat temu widział to grecki filozof Epiktet, który mówił: „Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu”. Dodałbym jeszcze, żeby świadomie kształtować rzeczy, na które ten wpływ mamy. A akurat nad naszą sprężystością, którą w psychologii nazywamy też „rezyliencją”, możemy pracować. Badaczka szczęścia prof. Sonja Lyubomirsky twierdzi, że 50 proc. w naszym kapitale szczęścia to geny, 10 proc. to środowisko, a reszta zależy od nas, od naszego podejścia. W tych 40 proc., które zostały, kluczowe są nasze podejście i sposób postrzegania świata. Nie zakłamywanie rzeczywistości, tylko uznanie jej taką, jaka jest, oraz praca nad tym, co faktycznie możemy w życiu zmienić.

To szczególnie istotne w naszej sytuacji, bo zupełnie nie spodziewaliśmy się tego, co nas spotkało, a co ekonomista Nassim Taleb nazywa „czarnym łabędziem” (chociaż sam Taleb nie zgodziłby się, że koronawirus jest czarnym łabędziem, bo dało się go przewidzieć). Czarne łabędzie to zmiany, których nie rozumiemy. Nagle okazuje się, że wszystko, w co wierzyliśmy i co dawało nam poczucie kontroli oraz poczucie bezpieczeństwa, jest niezwykle kruche. Że nasze rytuały, obyczaje, sposób, w jaki budujemy relacje z ludźmi, nie są trwałe.

Jedni żyją dzisiaj w lęku, co nie daje szczęścia. Drudzy w wyparciu – udają, że nie ma problemu, co już jest odrobinę lepszą strategią, tylko nadal daleko jej do akceptacji rzeczywistości.
Jak to bywa w reakcji na szokującą zmianę, przechodzimy przez kolejne etapy: szoku i zaprzeczenia. Dlatego nie dziwię się ludziom, którzy wierzą w teorie spiskowe. Człowiek ma w tym momencie potężną potrzebę wyjaśnienia sobie zjawisk, których nie rozumie. Trudno jest pogodzić się nam z tym, że zarażenie się wirusem i przedostanie patogenu ze zwierzęcia na człowieka jest tak przypadkowe. Stąd pomysły, że to wszystko sprawa reptilian (humanoidalnych gadów – przyp. red.) lub Billa Gatesa. Gdy już mamy jakieś wyjaśnienie, czujemy się z tym bezpiecznie. Tyle że to niczego nie zmieni, ponieważ jest niezgodne z rzeczywistością.

W późniejszym etapie pojawia się mobilizacja i faza przystosowania, która polega na tym, że nadal dobrze funkcjonujemy, jednak nadmiernie czerpiemy z naszych zasobów psychologicznych i fizycznych, bez regeneracji. Dzisiaj weszliśmy już w fazę wyczerpania, chwilowo przerwaną letnim wytchnieniem, która charakteryzuje się całkowitym poddaniem się organizmu. To reakcja na stres.

Jak ta reakcja na stres ma się do naszego poczucia szczęścia?
Ta reakcja jest powiązana z tym, że stresują nas rzeczy, na które nie mamy wpływu. Podobnie kiedy mówimy: „znowu jest kiepska pogoda”. Oczywiście można się frustrować złą pogodą (na którą i tak nie mamy wpływu) albo ubrać się odpowiednio – na co wpływ już mamy. Tak samo możemy przygotować się na zmiany i kryzys, które powodują wahnięcia naszego nastroju. Tyle że trzeba się tym zająć wtedy, kiedy jest jeszcze dobrze. Nie możemy wzmacniać kości u osoby, która już ma osteoporozę i jest po pięciu złamaniach, należy to zrobić wcześniej. Oczywiście można powiedzieć, że nigdy nie jest za późno i zawsze można poprawić naszą sprężystość. Ale głównie radziłbym zmienić to nasze podejście: „jakoś to będzie, później się pomyśli”.

To cała ja! Podobną prokrastynację stosowała Scarlett O'Hara w „Przeminęło w wiatrem“, czyli: „pomyślę o tym jutro, na razie jest fajnie, to po co się martwić?”.
Tyle że „jakoś to będzie” doprowadziło już do kilku katastrof narodowych. Można to zachować jako rodzaj naszego folkloru, ale wzmocnić o praktykę „dwójmyślenia”. To strategia przebadana i zweryfikowana przez profesor Gabriele Oettingen, badaczkę postaw, takich jak optymizm i pesymizm. Twierdzi ona, że przesadny optymizm nie dopuszcza pełnego obrazu rzeczywistości, tak że cały czas łudzimy się, że wszystko będzie dobrze. Co, brutalnie mówiąc, jest w tym momencie kretyńską postawą. Rzeczywistość nie postępuje jako ciąg przyczynowo-skutkowy, w którym co chwilę wydarza się coś przyjemnego. Wręcz odwrotnie, dlatego zamiast łudzić się, że różne rzeczy się wydarzą, trzeba pomyśleć, co zrobię, gdy jednak tak się nie stanie. Przewidywać również negatywne scenariusze wydarzeń.

Tylko nie chcemy się zamartwiać, kiedy jest nam dobrze. Przewidywałam zimowy nawrót wirusa, dlatego latem na chwilę wróciłam do wcześniejszego trybu życia: spotykałam się z ludźmi, chodziłam do restauracji, podróżowałam. W tamtej chwili byłam tu i teraz, nie w przyszłości.
Jasne, wspomnienia są fajne i możemy się nimi pozytywnie ładować. W swoich badaniach prof. Philip Zimbardo pokazał, że ludzie mają obsesję przechowywania swoich wspomnień w postaci historii. Chwil, które stanowią często kilka sekund z naszego życia. To może nam dawać hedonistyczną przyjemność, jednak prawdziwym szczęściem nie jest.

A może dla każdego szczęście co innego znaczy?
Chodzi o to, że często uzależniamy swoje szczęście od czynników zewnętrznych. „Będę szczęśliwszy, jeśli... będę zdrowy, chudszy, będę mieć większe mieszkanie, dłuższe włosy, więcej pieniędzy na koncie etc.” To wszystko rzeczy, na które mamy pośrednio wpływ, ale po ich osiągnięciu czujemy jedynie chwilową satysfakcję. Daleko temu do szczęścia, które nie jest stanem, tylko pewnego rodzaju postawą, prowadzącą do dobrostanu i pełnego życia tu i teraz. Szczęście leży pomiędzy tym, co daje nam hedonistyczną przyjemność, a tym, co obiektywnie radosne nie jest, jednak potrafimy dać sobie z tym radę. Dlatego szczęściem nie jest brak choroby ani brak nieszczęścia. Według mnie szczęściem jest raczej umiejętne reagowanie w obliczu tego właśnie nieszczęścia.

A co to znaczy: umiejętnie reagować na nieszczęścia?
Zacznijmy może od czynników, które mają znaczący wpływ na nasze poczucie szczęścia. Profesor Martin Seligman ustalił model PERMA, w którym pod każdą literą kryje się jeden czynnik istotny dla szczęścia. Pierwszy to P – czyli pozytywne emocje. Dobre chwile, o których mówiłaś wcześniej, które łączą się z przeżywaniem rzeczywistości, dają nam takie emocje, jak radość, uznanie, komfort, inspiracja, nadzieja, ciekawość. Nadzieja jest jedną z najciekawszych, ale czasem mylimy ją z ułudą, czyli iluzją kontroli i bezpieczeństwa.

Dla mnie szczęście to życie w zgodzie ze sobą. A obecnie średnio mi się to udaje, bo wszystko to, co sprawia mi radość, jest zakazane: podróże, poznawanie nowego, spotkania z ludźmi, życie kulturalne. No i muszę odnaleźć to szczęście w innych rzeczach...
Ale czy powiedziałabyś, że jeżeli do końca życia nie będziesz mogła podróżować, to staniesz się nieszczęśliwa? Bo jeśli tak, to znaczy, że ładowałaś sobie próg szczęścia czymś z zewnątrz. Tymczasem możemy mieć potencjał szczęścia na jednym, tym samym poziomie i tylko czasem go trochę podładowywać.

W jednym z badań sprawdzano wpływ wysokiej wygranej na loterii na nasze poczucie szczęścia (P. Brickman, D. Coates, R. Janoff-Bulman Lottery winners and accident victims: is happiness relative?), w porównaniu z grupą kontrolną osób, które przeżyły ciężki wypadek samochodowy kończący się stałym kalectwem. I co się okazało? W jednej i drugiej grupie poziom szczęścia w podobnym czasie wracał do poziomu wyjściowego. Tak samo było u ciebie – potencjał zadowolenia i pozytywnych emocji wzrastał po każdej podróży, jednak po powrocie spadał do tego poziomu co zwykle. Nad swoim potencjałem szczęścia można pracować, ale nie za pomocą czynników zewnętrznych.

Czyli jak? Nie da się przecież zmienić swojego temperamentu. Co, jeśli ktoś jest ekstrawertykiem, napędzają go bodźce, ludzie, pęd, życie w świecie? Teraz jest lepszy czas dla introwertyków.
To prawda. Ale można zająć się rzeczami, które dają nam pełne zaangażowanie i wykorzystanie naszej kompetencji, w kierunku szlifowania swojego mistrzostwa. To właśnie drugi element modelu, czyli E – zaangażowanie (engagement). Chodzi o poczucie sprawczości i kontroli tam, gdzie tę kontrolę mamy, w nauce czy pracy. O ile jeszcze tej pracy nie straciliśmy. Jednak zawsze mamy pewną autonomię w doborze środków: jak chciałbym się angażować, w co lub w kogo i w jakie zajęcie? To może być naprawdę wszystko: szybsze pisanie lub czytanie, praca z dziećmi, muzykowanie, lepsze korzystanie z Excela...

Co z kolejnymi czynnikami wpływającymi na szczęście?
Dzisiaj bardzo utrudniony jest czynnik R – czyli zaangażowanie w relacje, przebywanie z innymi ludźmi i współpraca. Dlatego nie jestem zwolennikiem sformułowania „dystans społeczny”, który może być odbierany jako oddalenie społeczne, osamotnienie i wykluczenie. Wolałbym mówić „dystans fizyczny”, czyli stoimy od siebie w odległości 1,5 metra, ale nadal jesteśmy w tym razem. Warto pomyśleć, jak mówimy o sobie i otaczającym nas świecie; to ma na nas duży wpływ. Dalej w modelu PERMA jest M – poczucie sensu (meaning) i znaczenie wykonywanych przeze mnie aktywności. Czy to, co robię, ma sens? Zdaję sobie sprawę, że nie we wszystkich zawodach ludzie odnajdują sens, ale mogą spróbować to zrobić. Znam fantastyczną kobietę, która sprząta w mojej wspólnocie mieszkaniowej, i jestem przekonany o tym, że wie, po co to robi.

Można powiedzieć, że to dorabianie ideologii do zwykłej czynności, ale naprawdę łatwiej się coś wykonuje, jeżeli wiadomo, po co się to robi. A nawet najbardziej doniosłe rzeczy trudno zrealizować, jeżeli nie wiemy, jaką częścią tego jesteśmy. Uważam, że to bardzo ważne zadanie dla liderów zespołów przy pracy zdalnej, kiedy pracownicy mają poczucie oddzielności i tracą wgląd w całość projektu.

Trudno dzisiaj stawiać sobie cele, a dzięki temu czujemy się sprawczy. Mam wrażenie, że sytuacja „zamrożenia” nie sprzyja naszemu rozwojowi.
Na pewno w kryzysowych momentach lepiej skupiać się na tym, co dziś, nie planować takich rzeczy jak podróż do Brazylii za pół roku. Raczej zastanowić się, jak to będzie, jeśli nie polecę i już teraz zabezpieczyć się na wszelki wypadek, żeby nie wpaść w czarną dziurę. Ostatnie w modelu – A – to osiągnięcia (accomplishment), czyli to, co jest dla mnie ważne i co daje mi satysfakcję. Jeżeli zadbamy o wszystkie elementy modelu, spojrzymy na nie obiektywnie, jak na coś, na co albo mamy wpływ, albo nie mamy, i się z tym pogodzimy – powinniśmy poczuć w życiu coś, co lubię nazywać dobrostanem.

Ale jak zadbać o ten dobrostan w obliczu kryzysu?
Ktoś może powiedzieć: „będę szczęśliwy, jeśli moja rodzina będzie zdrowa”. A jeśli ktoś zachoruje, to co wtedy? Nie ma szczęścia? Dobrostan polega na tym, że jestem silny również w obliczu straty i porażki. Ze stratą wiążą się naturalne emocje, jak zaprzeczenie, gniew, frustracja, smutek i rezygnacja. Mamy prawo je odczuwać, co wcale nie wyklucza pełni szczęścia, rozumianego jako dobrostan. Chodzi o budowanie mądrego spokoju w życiu. Czyli o stoicyzm. Dla wielu to brzmi jak bardzo odległa filozofia, ale taka postawa ma dzisiaj sens. Wcale nie wyklucza odczuwania emocji i nie oznacza bezduszności. Po prostu jeśli nie mamy na coś wpływu, to nie jest to dla nas ważne.

Nie mamy problemu z określeniem tego, jak będzie, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Najtrudniej przygotować się na najgorszy scenariusz.
Bo nie lubimy myśleć o tym, co złe. W dodatku niektórzy twierdzą, że jeśli będziemy brali pod uwagę to, co najgorsze, to na pewno przyciągniemy to na zasadzie samospełniającego się proroctwa. To bzdura. Nie chodzi o to, żeby siedzieć i się zamartwiać, tylko pomyśleć: czego najbardziej się obawiam i jak mogę się na to przygotować? To ćwiczenie, które stoicy nazywają „prekontemplacją nieszczęścia”. Spisujemy to sobie na kartce, żeby lęk tam został, i rozmyślamy nad tym, co zrobimy, jeśli tak się stanie. Wiem, że na niektórych może to zadziałać paraliżująco. Ale sam pomyślałem ostatnio: „Miałem trzydzieści lat fajnego życia od upadku komunizmu do pandemii. Teraz czekają mnie inne ciekawe rzeczy, tylko będzie trochę trudniej, i wolę się na to przygotować, niż żyć ułudą, że jeszcze wróci stare. A jeśli nawet się mylę, to lepiej przygotować się na to, że jednak może nie wrócić”.

Piotr Bucki, coach, menedżer, strateg, szkoleniowiec, wykładowca. Autor popularnych książek z zakresu psychologii i zarządzania oraz fiszek wspomagających rozwijanie kompetencji komunikacyjnych, np. „Fiszki. Jak znaleźć szczęście”.